wtorek, 15 czerwca 2021

Piłkarz nożny Krychowiak

 Wysłane przez jazgdyni w 14-06-2021 [20:45]

.

Jako zawodowy Dyletant – amator, pozwolę sobie w tym okresie Miesięcznego Święta Narodowego wg. Jacka Kurskiego, czyli Mistrzostw Europy w Podróżach, popluć sobie czasem żółcią, a może, czego bym chciał – pochwalić.

Drużynę mamy lichą. Niestety. Nadmuchiwany codziennie balon i ochy i achy nie dały rady ukryć, że wytatuowane chłopaki zamiast spodenek, części narodowego stroju, wolą wąskie rurki, modny fryz i zadbane paznokcie.

A poza tym... liczy się głownie forsa. Można z siebie dawać wszystko, gdy Juventus, czy Dynamo Moskwa płacą żywą monetą, ale reprezentacja Polski ???
Tu forsę trzyma pan Boniek, a on wie, jak trzymać forsę.

Więc dlaczego tak podle grają, ci, niby tak dobrzy w zagranicznych klubach? Czego im brakuje. Patrząc choćby na wczorajszy mecz Holandia – Ukraina, naszym brakuje ducha – ducha walki. Nie ma ciągu na bramkę, nie ma woli strzelania, a w głowach, zamiast błyskawicznych decyzji, kłębi się dylemat – podać w lewo, czy w prawo? A może podryblować. W tym momencie przeciwnik zazwyczaj już przejął piłkę.

Terner z dalekiego kraju słabo zna naszych cwaniaczków. Na treningu pokażą mu sztuki cyrkowe, lecz na boisku pogrywają inne gierki.

Złym duchem całości jest pan Boniek. Dla mnie postać dwuznaczna i na pewno psa przed sklepem bym z nim nie pozostawił.

Balon nadmuchiwany był do objętości krytycznej. Ludzie Kurskiego, nawet panienki za konsoletą dyszały na myśl o zbliżającym się wspaniałym zwycięstwie.
A przecież ta nasza sąsiedzka Słowacja, to nie jakiś mistrz futbolu. Dalekie miejsca w statystykach. A to my mamy MISTRZA ŚWIATA !

I jak tacy potrafią nam dokopać, to co dalej? Pierwszy raz w życiu jadę na ryby.

Byłbym zapomniał – piłkarz nożny Krychowiak, Grubo lansowany ostatnio w TVP na wspaniałego bohatera. Wywiady, reportaż z jego wsi, rodzina i takie tam. Schemat Kurskiego.
A ja tego gracza nie cierpię od lat. Mam zboczoną wizję, że tego nikt nie widzi?
To boiskiwy cwaniaczek – mistrz przytulania trawy udając, że go sfaulowano. W zamian sam faulujący paskudnie. Lecz najgorsze jest to, że on potrafi piłkeę podawać wyłacznie na boki, albo do tyłu. Zawsze grę spowalnia. Nigdy do przodu.
Cwaniaków na boisku nie odrzucam gremialnie. Są przydatni, gdy coś z tego zespół ma. Pamiętacie Diego Maradonnę? To był mistrz nielegalnych zagrywek.
Więc przyszła kryska na matyska – rumuński sędzia szybko się połapał z kim ma do czynienia i bohatera TVP usunął z boiska.

Następna paskuda w reprezentacji na moim celowniku, to niejaki, obco brzmiący Linetty.

.

piątek, 11 czerwca 2021

Dojrzałość

 

Dziś nic nie wie nikt na pewno.
Sprawdzamy, co przyniesie czas.
Bo wolę się natrudzić,
Niż liczyć na zwycięski los.

Stara irlandzka ballada

"Przez całe życie czytałem i studiowałem książki, pisałem (choć może zaledwie próbowałem swoich sił w pisarstwie?) oraz czerpałem przyjemność z lektury — i właśnie ową przyjemność uważam za najważniejszą.
[...]
Wprawdzie za każdym razem, kiedy siadam nad czystą kartką papieru, czuję, że muszę na nowo odkryć literaturę dla siebie, przeszłość jednak nie przynosi mi żadnego pożytku. Tak więc, jak powiedziałem, mam wam do zaoferowania jedynie swoje osobiste zadziwienia Choć zbliżam się bowiem do siedemdziesiątki i większą część Życia poświęciłem książkom, mogę przedstawić słuchaczom wyłącznie wątpliwości.
Wielki angielski pisarz i marzyciel, Thomas De Quincey, napisał na jednej z tysięcy stron czternastu tomów swych dzieł, że odkrycie nowego problemu bywa równie istotne, jak rozwiązanie dawnego. Ja jednak nawet tego nie mogę wam zaproponować, proponuję zatem uświęcone upływem lat zadziwienia Czy jednak powinienem się z tego powodu martwić? Czym jest historia filozofii, jeśli nie historią zadziwień Hindusów, Chińczyków, Greków, scholastyków, biskupa Berkeleya, Hume’a, Schopenhauera i innych myślicieli? Pragnę więc tylko podzielić się ze słuchaczami historią owych zadziwień."

Rzemiosło Poezji(wiersz klasyka)
Jorge Luis Borges
Tytuł oryginału:„This Craft of Verse”(1967—1968) [1]

***

Bo wolę się natrudzić, niż liczyć na zwycięski los... Czy to jest właśnie dojrzałość? Nie wiem... Chyba sporo woli liczyć na zwycięski los...

Od najwcześniejszych swoich lat, które teraz jestem w stanie przywołać, ale nie wiem, czy miałem wtedy lat dziesięć, trzynaście, czy siedemnaście, strasznie mnie fascynowała i dręczyła zagadka czasu.

To w żadnym wypadku nie mój wynalazek, i jak to Borges napisał, to jedno z tych stałych zadziwień filozofów ze wszystkich stron. Lecz wtedy jeszcze tego nie wiedziałem i traktowałem to bardzo osobiście.
Dopiero potem, gdy bardziej dorosłem i byłem już zdolny sięgnąć po dzieła Jameca Joyce'a, czy po całe siedem tomów "W poszukiwaniu straconego czasu" Marcela Prousta (co moja mama uważała za lekturę obowiązkową kulturalnego człowieka. Taka była okrutna), dowiedziałem się, że istota czasu dręczy praktycznie wszystkich, co lubią rozmyślać i poszukiwać.
Jak to się nieco ironicznie mówi – lubią filozofować.

Byłem już dobrze po trzydziestce, gdy przeczytałem nieduże dzieło profesora Paula Davies'a "Strzałka czasu". [2] Po tej lekturze miałem dopiero bałagan w głowie i nierozwiane wątpliwości, choć usystematyzowano mi potężny materiał naukowy, dotyczący tej nieszczęsnej strzałki czasu, w przeróznych aspektach.
Proszę bardzo:

  • Kosmologiczna strzałka czasu: Entropia=0 >>> Ekspansja >>> Entropia=maksimum
  • Psychologiczna strzałka czasu: Pamięć >>> Obecna chwila >>> Możliwości

Jest tych wyliczeń mnóstwo, że jak to się mówi, aż strach się bać. Albert Einstein może dlatego unikał w swych pracach czasu i wprowadził pojęcie stałej prędkości światła.

A już szczytem wszystkiego było takie przeciwstawne coś dotyczące przyczyny i skutku, co przecież jest nierozerwalnie związane z czasem, a mówi o systemie całej natury z człowiekiem w środku.

 

  • 2 zasada termodynamiki: Porządek: >>> Życie >>> Chaos
  • Ewolucja życia: Chaos >>> Ewolucja >>> Porządek

***

Chyba nie należy się dziwić, że młodego człowieka najbardziej nurtował jakiś filozoficzny dualizm, powodujący, że teraźniejszość możemy praktycznie rozciągać niemalże od zera do nieskończoności, gdy sobie założymy, że ta mityczna nieskończoność, to długość naszego całego życia.

Mamy więc takie dwie sytuacje, albo podejścia do tego, co pięknie wyraził Goethe – trwaj chwilo, o chwilo, jesteś piękną!

Z tej suchej, matematyczno – fizycznej strony, z czym niestety musimy się zgodzić, nasza teraźniejszość jest niemalże zerowa. Bo przecież w każdej nanosekundzie czas przelewa się błyskawicznie. To, co jeszcze przed chwilą było przyszłością, natychmiast staje się przeszłością. Ani na chwilę czas się nie zatrzymuje na jakiejś tam teraźniejszości. Po prostu nie ma na to czasu, że pozwolę sobie zażartować.

Ale życie nasze, percepcja, odczuwanie, myślenie i emocje, to przecież nieustanna teraźniejszość. Tak właśnie jesteśmy skonstruowani.
Jak co każdego ranka, pan kos siedzi na czubku tui i wyśpiewuje swoje trele. Dokładnie tu i teraz. To się dzieje. To po to gramatyki całego świata mają mniej, lub bardziej rozbudowany czas teraźniejszy. Tu i teraz. Kwintesencja naszego istnienia. Więc jak tu pogodzić te radykalne pojęcia teraźniejszości i żyć przy tym bez nerwicy?

***

Większość ludzi na świecie, mówiąc kolokwialnie, taki wydumany problem po prostu olewa. Lecz niektórych to dręczy. A znane są przypadki, ze niektórzy nawet od tego wariują, nie mogąc sobie dać rady z problemem czysto teoretycznym.

No dobrze. Jak już w dzieciństwie poznaliśmy moc czasu, bo kazano nam być w domu na kolację już o szóstej, czy jak dawniej – obejrzeć dobranockę, umyć się i do łóżka, a nieco później polecono wracać nam do domu przed dziesiątą, to już bezdyskusyjnie i bez poważnego namysłu przyjęliśmy, że czas jest czymś bezwzględnym, bezdyskusyjnym i precyzyjnym do tego stopnia, że dzisiaj sekundy i ich cząstki odmierzają zegary atomowe, albo nawet jakieś kwantowe.
To jest oczywiste dla wszystkich rozsądnych ludzi na świecie gdzieś od piątego roku życia.

Chyba żeby przypadkiem przeczytali wyżej wspomnianą książkę profesora Daniels'a, gdzie on czas przedstawia właśnie w postaci strzałki – takiego wektora, który ma jasno określony kierunek – od przeszłości do przeszłości.
Lecz naukowiec nie byłby fizykiem teoretycznym i profesorem, gdyby nawet hipotetycznie, nie rozważał innych możliwości i nie stawiał kłopotliwych pytań.
A może są różne strzałki czasu? Może niektóre z nich są skośne do osi naszego czasu. Lub nawet, nie daj Boże, są skierowane przeciwnie do czasu, z którym cały czas mamy do czynienia. Wtedy coś tam przybywa z przyszłości, zerka na naszą teraźniejszość i płynie dalej w kierunku naszej prehistorii.

Chyba widzicie, że trzeba być bardzo zdrowym i silnym człowiekiem, by móc o takich sprawach myśleć bez bólu głowy po pięciu minutach.

Zakładamy więc sobie, wszyscy razem zgodnie (mam wątpliwości co do niektórych naukowców i filozofów), że nasz czas jest stały i stabilny, nie ma żadnych wybryków, wzdłuż jednej osi, wszędzie we Wszechświecie, podąża w jednym kierunku, ze stałą prędkością. Chyba jedną sekundę na sekundę (albo jedną godzinę na godzinę)
Nie ma wątpliwości? Dobrze.

Lecz mamy też poważny czynnik subiektywny – czas sobie płynie, jak powinien, stale i niezmiennie, lecz nasze osobiste odczucie czasu powoduje, że dzieją się dziwne rzeczy – raz coś dzieje się szybciej, a innym razem wolniej. Czekasz w przychodni do lekarza, w takiej, co oczywiście dzisiaj nie ma kolejek, jesteś już drugi. Jest godzina 14:25. Umówiony byłeś dokładnie na 14:00. No więc siedzisz na plastykowym krzesełku i czekasz na swoją kolej, która już minęła 25 minut temu. Jest 14:30, potem 14:35... Minęło zaledwie dziesięć minut, ale ty czujesz jakby to były wieki. Czy to właśnie jest relatywizm? Czas zwalnia w poczekalni. Problem z którym nie mógł sobie poradzić Albert Einstein? Bo przecież światło zapierdziela tak jak zawsze.

A już kompletne szaleństwo z tym czasem jest, gdy przejdziesz na emeryturę.
Emerytura to też taki fajny wymysł Szatana. Albo komunistów. Poszatkowano ci życie. Dzieciństwo – dobra, teraz będziemy ciebie pieścić, a ty sobie pohasaj. Kiedyś zrozumiesz – to najlepsze momenty twojego istnienia. A potem... Do roboty! No i w końcu masz tę swoją upragnioną emeryturę. To ma być nagroda – coś na co się czeka, by ponownie było tak fajnie jak w dzieciństwie. Żadnych obowiązków więcej. Wstajesz z łóżka kiedy chcesz, a nie jak zwykle o piątej, by zameldować się w robocie o siódmej. I już nie, jak poniedziałek, wtorek, środa, czwartek. A w piątek nagle budzi się lepszy humor. Wszyscy wołają – piątek, piąteczek! Bo jutro sobota – robisz, co chcesz. A na dodatek, potem jeszcze niedziela.
I tak patrzymy, jak rok po roku tak leci. 52 tygodnie w roku, za wyjątkiem – ho ho ho – urlopu.
Będąc na emeryturze, często się pytasz – jaki dzisiaj mamy dzień? Albo jak się zbudzisz i otworzysz oczy, to długo nie wiesz, czy to siódma wieczorem, czy szósta rano. Zegarka przecież już nie nosisz. Po co?
Nie ogarniamy tego mentalnie i nie pomyślimy, że to tylko, nieubłaganie, stale do przodu i bardzo okrutnie, nasz czas podąża do przodu.
I qu*wa jego mać! Nasz czas ma koniec! A miało być do nieskończoności...

***

Taaak... A co tam panie z tą tytułową dojrzałością?
Powiem krótko – znaczna większość ludzi nigdy nie dojrzewa. Już do końca są jak te zielone jabłka, albo blade, kwaśne truskawki. Już zerwane, więc dojrzałe nigdy nie będą.
Lecz ci zieloni, czyli niedojrzali, których jest więcej, robią, to co robią, tak, że wszystkim włos jeży się na głowie, a oni, mimo tego, są szczęśliwsi. Albo przynajmniej zadowoleni. Nieważne, czy 30 lat, czy 50, a nawet 75, upływ czasu mają w nosie. Jak za młodu byli głupkami, tacy też umierają na starość. Ot, było życie... i zleciało. Jakieś refleksje? A na ch... mi to! Było – minęło.

Mimo tego, rodzice, rodzina, ksiądz, wychowawcy i nauczyciele, za każdym razem mają nadzieję, że dojrzałość osiągniemy. Nieco później, to także taką nadzieję mają nasze dzieci, gdy nadal po pięćdziesiątce, jesteśmy szczeniackim błaznem.

Z dojrzałością nieuchronnie, przynajmniej w tradycyjnych rodzinach, łączy się bardzo ważne słowo – zmężnieć.

Wszyscy w koło, bez wyjątku, marzą o tym i mają nadzieję, że mały Jarek, Sławek, Krzysiu i Zdzisiu; a także Dorotka, Ania i Kasia; jak dorosną, to tak zmężnieją, że zawsze obronią swoje dzieci przed wszystkim. A przy okazji, dziadków też.

Więc bardzo chcemy, żeby te wszystkie Jarosławy, Sławomiry i Tomasze zmężniały, gdy dojrzały. By wzbudził się w nich taki imperatyw, że muszą obronić wszystkich, co tego potrzebują. Nawet, jak trzeba, cały naród.
Że nie dadzą sobie pluć w twarz jakiemuś Pepikowi, Klausowi, czy Iwanowi. Że potrafią przywalić jak trzeba. Bo po to właśnie jest męskość. Niezbędna w obronie przyzwoitości.

Dojrzały mężczyzna goli się codziennie. Oczywiście – tylko swe oblicze. Najlepiej brzytwą, o którą osobiście dba i bez przerwy ją ostrzy na skórzanym pasie, sprawdzając, czy można nią podciąć gardło jednym ciaach.
A gdy już jest tak dojrzały, że gotowy do zerwania, to często zapuszcza brodę i wąsy. Taki jest kod. Tego wymaga tradycja.

Nigdy natomiast, faktycznie będąc wiecznym szczeniakiem, jakimś Rafałkiem, czy Robercikiem, nie będzie udawał męskiego faceta, goląc się specjalnymi maszynkami tak, aby na twarzy widoczny był zarost trzydniowy, albo tygodniowy, jak u rybaka wracającego z udanych połowów.

  • Ach! Jak ty Rafciu męsko wyglądasz. Weź Viagrę, to ci zrobię – była piękność, zrobiona na glonojada, nieco przechodzona, teraz podniecona, gdyż wręczył jej śliczną, skórzaną torebkę LV, którą sam ze swoim przyjacielem wybrał.

Nie każdemu udaje się zmężnieć, gdy dojrzał. Zazwyczaj wieczne chłopaki zostają ciepłymi kluchami, bo mamusia zawsze robiła śniadanko, przypominała, że trzeba zmienić gacie i takie tam. Dbała, by syn, czterdziestolatek mógł spokojnie działać i nie przejmować się drobiazgami.
Więc facet dojrzał, ale nie zmężniał. Niejedna żona mogła by opowiedzieć, jakiego to ma rozkapryszonego bobasa.

***

Dojrzałość jest niezbędną cechą w uprawianiu polityki. Bez tego, to mamy wyłącznie błaznów i pozerów. Kto jest dojrzałym człowiekiem na opozycji? Szukam i nie wiem. Może Schetyna? Kosiniak-Kamysz... no nie żartujmy. U niego to może tylko Marek Sawicki, prawdziwy inżynier – rolnik.
A reszta? To nawet nie szczeniaki, to gówniarstwo. Złośliwe i podłe. Choć niektórzy z nich chełpią się tytułem doktora i posiadaniem 16 apartamentów.

No dobrze. A jak jest na prawicy? Prezes Jarosław Kaczyński jest niewątpliwe dojrzały, jak trzeba. Lecz, czy jest on również mężnym człowiekiem?
Jego przyjaciel Viktor Orban jest.

Mężny, czy nie; dojrzały lub nie dojrzały to jeszcze nie tak źle.
Najgorzej być niewolnikiem. Także niewolnikiem własnych instynktów.

.

[1] https://literatura.wywrota.pl/wiersz-klasyka/42665-jorge-luis-borges-rzemioslo-poezji.html(link is external)
[2] http://www.wiw.pl/biblioteka/czas_davies/01.asp(link is external)


piątek, 4 czerwca 2021

Już niebawem sequel, druga część "1939". Scenariusz

 

Kilka kolejnych scen projektu political - fiction 

 

  1. Symboliczne miejsca zgromadzeń USA – stadiony, skwery, kampusy, ulice. Ujęcia parosekundowe. Karne, zorganizowane na sposób wojskowy, różnokolorowe (rasa), nieprzeliczone grupy, głownie młodzieży w granatowych spodniach, białych koszulach i czerwonych krawatach, maszerują do dźwięków Międzynarodówki, z podniesionym czołem i ogniem w oczach. Widać niesione czerwone flagi, wizerunki Che Guevary, Fidela Castro i najwięcej Karola Marksa.
  2. Gabinety europejskich przywódców. Kremlowski pełen przepychu. Berliński skromniejszy, lecz też z klasą. Kanclerz Niemiec, Angela Merkel rozmawia z przywódcą Rosji Putinem, za pomocą specjalnej linii szyfrującej. - To w końcu dokąd ma Heiko (Heiko Maas – minister spraw zagranicznych RFN) przylecieć by wreszcie zamknąć ten dokument? - pyta pani kanclerz. - Siergiej (Siergiej Ławrow – min. Spraw zagranicznych Federacji Rosyjskiej) już czeka na was u mnie, niedaleko Soczi. Krótka wymiana grzeczności.
  3. Pałac Putina nad Morzem Czarnym. Panorama pokazuje, że jest to obiekt najwyższej rangi, strzeżony przez elitarne wojska rosyjskie. W olbrzymim, luksusowym gabinecie Ławrow i Maas, właśnie podpisują się na ostatniej stronie. Obaj uśmiechnięci i zadowoleni. Wznoszą toast lokalnym koniakiem. Maas pyta: - Słuchaj, a z Polen wszystko gra? - Da, toczno – odpowiada Ławrow po rosyjsku. - Wszystko jest na tym pendrivie. Ja mam drugi identyczny. Są nie do złamania. Tam jest cały plan. Możecie zaczynać zabawę.
  4. Wiedeń, Austria. Gabinet. Kanclerz Sebastian Kurtz jest przygotowywany przez telewizyjną ekipę do ważnego wystąpienia do narodu. (przygotować krótki tekst wystąpienia). Kurtz oznajmia narodowi, że wobec niebezpiecznej sytuacji – burdy uliczne, akty dywersji, zamachy terrorystyczne, władze Austrii jednogłośnie, po konsultacjach i długim namawianiu Berlina, zdecydowały się do zawarcia federacyjnej unii z Republiką Federalną Niemiec i odtąd, wspólne gremium wyłonione z austriackiego parlamentu i niemieckiego Bundestagu, będzie razem rządziło obu krajami. Kanclerz Niemiec z troską i zrozumieniem zaakceptowała to połączenie (przypominam Anschluss to przyłączenie).
  5. Praktycznie niedługo potem przenosimy się do czeskiej Pragi. Po burzliwej debacie (połowa gabinetu opuszcza zgromadzenie) premier Andrej Babiš deklaruje narodowi, że Czechy nie chcą stać na przeszkodzie połączonym Niemcom i Austrii i w związku z tym władza decyduje, że Republika Czeska również przystępuje do nowej federacji. Zamieszki uliczne i starcia z policją we wielu miastach.
  6. Zdjęcia robione z powietrza pokazują piękny zadbany krajobraz niemieckiego Zittau (kiedyś polska Żytawa) i lecąc na północny-wschód aż do Bogatyni i dalej, do Turoszowa, pokazują potężne dewastacje przyrody dokonane przez polską kopalnię węgla brunatnego i elektrownię Turów. Delegacja zjednoczonych Niemiec, Austrii i Czech składa w Unii Europejskiej wniosek, że w skutek zagrożenia środowiskowego i klimatycznego, spowodowanego przez rabunkową gospodarkę Polski, cały obszar tak zwanego Worka Żytawskiego ma zostać przekazany nowej europejskiej Federacji NAC, w celu zminimalizowania szkód i objęcia złoża i wydobycia wspólnym niemiecko – czeskim zarządem. Protesty Polski zostają odrzucone.
  7. Pejzaż nowoczesnego Gdańska. Podkreślono i uwypuklono niemieckie ślady w mieście – słup graniczny z Polską, niemieckie tramwaje, sławny Postamt i pomnik Güntera Grassa i Oskara Matzeratha. Końcowe ujęcie pokazuje pomnik oblany czerwoną farbą. Rada miasta Gdańska na uroczystym posiedzeniu, przekształca Radę Miasta w Senat Gdański, radnych w senatorów, a nazwa miasta teraz brzmi, nadal po polsku, Wolne Miasto Gdańsk. Powszechny entuzjazm w mieście. Ludzie tańczą i wiwatują na ulicach. Pierwszą ustawą Senat Gdański przywraca granice z roku 1939 roku (historyczne, czarnobiałe migawki z ówczesnego Danzig w rozkwicie). To automatycznie wchłania w obszar WMG Oliwę, Sopot, Żuławy aż po Zalew Wiślany. Polska nie uznaje uchwał Senatu WMG i zapowiada poważne reperkusje, łącznie z użyciem wojska
  8. Senat Gdańska czując się zagrożony, a uznany już został przez wiele państw Unii Europejskiej, wnioskuje o stworzenie szybkiego połączenia z Berlinem, które nie będzie pod polską kontrolą, W rezultacie RP rozpoczyna blokadę miasta.
  9. Nadzwyczajne posiedzenie parlamentu, rady i komisji europejskiej wyklucza Polskę z Unii, z wszelkimi konsekwencjami – wykluczenia z Strefy Schengen, natychmiastowego zamrożenia funduszy i zamknięcia granic unijnych.

To be continued.
 

czwartek, 3 czerwca 2021

Jednak... wojna

 

Szesnaście razy zmienialiśmy nasze podejrzenia jak ponad rok temu wybuchła wiadomość, że w chińskim mieście Wuhan jest epidemia nieznanego rodzaju. Jakaś nowa śmiertelna grypa.
Oficjalnie Chiny podawały, że wieśniak na miejskim targowisku kupił jakieś mięso, a ono było zarażone przez chorego nietoperza, albo nawet zjadł sam tego nietoperza, bo widomo, że Chińczycy jedzą wszystko co się rusza, no i chłopisko się zaraził, a potem już wszystko poszło z górki.

Od dawien dawna nie wierzymy Chinom, bo notorycznie kłamią i oszukują we wszystkim co się da.
Nasz niepokój jednak wzbudzał fakt, że w tym że Wuhan, wielkim i ważnym wielomilionowym mieście, armia chińska uruchomiła nowoczesne i bardzo tajemnicze laboratorium biologiczne.
Pierwsze w Chinach BLS4 – National Bio-safety Laboratory. Czyli takie, gdzie można pracować nad najbardziej niebezpiecznymi wirusami, czy bakteriami, jak ebola, dżuma, czy cholera.
Co więcej, Chiny zaanonsowały, ze są w trakcie budowy sieci 5 – 7 takich biologicznych ośrodków badawczych rozrzuconych po całych Chinach, aby dla dobra ludzkości przystąpić do badań nad najbardziej niebezpiecznymi zagrożeniami dla zdrowa.

W niedawnej przeszłości tak dziwnie się składało, że z terenu Chin świat atakowały różne zwierzęce zarazy – ptasia grypa, świńska grypa...
Mieliśmy więc wszyscy uzasadnione podejrzenia, że ten wieśniak z nietoperzem, to cholerna ściema. Prawdą natomiast jest fakt, że ludzie umierają, a zaraza rozprzestrzenia się w przerażającym tempie.

Roku było trzeba, by nie mieć już żadnych wątpliwości.

Chiny świadomie doprowadziły do pandemii.

W połowie ubiegłego roku prezydent Donald Trump już o tym wiedział. Brakowało tylko zweryfikowanych, niezbitych dowodów.
Ale głośno powiedział, że to Chiny są winne pandemii. Zerwał też stosunki z WHO – światową organizacją zdrowia, która mataczyła na korzyść Chin.
Potem były wybory. Pandemia pomogła pozbyć się Trumpa i oskarżenia ucichły.

W tych dniach trzy niezależne rządowe agencje wywiadowcze – brytyjska, australijska i Stanów Zjednoczonych podały do wiadomości, że wirus SARS-CoV-2 pochodzi z chińskiego National Bio-safety Laboratory w Wuhan.

Lecz nie to, czego raczej się wszyscy domyślaliśmy jest szokujące i wprost przerażające. Wszystko wskazuje na to, że Chińska Republika Ludowa, potężne, ostatnio jedyne takie komunistyczne państwo totalitarne przygotowywały się do tego.

To Chiny skupowały i gromadziły w olbrzymich ilościach materiały i środki medyczne. Gdy pandemia dotarła do Europy, durnej Europy, to w panice właśnie z Chin pochodziły maseczki chirurgiczne i jednorazowe rękawiczki. I respiratory ratujące życie.
To Chiny poprzez swojego człowieka na stanowisku, w WHO, agendzie ONZ, wprowadzały świat w błąd powiększając chaos i histerię.
A gdy Covid zaczął się również rozprzestrzeniać na terytorium Chin, to państwo wstrzymało wszystkie loty na swoim terytorium. Lecz tylko te domestic – lokalne. Nie wstrzymano natomiast żadnych lotów międzynarodowych. Wirus miał dotrzeć gdzie tylko się da.
We Włoszech, pierwszym europejskim kraju zaatakowanym gwałtownie przez wirusa, tak gwałtownie, że nie było już gdzie chować zmarłych, konkretnie w odległym o rzut kamieniem od wielkiego Mediolanu, Bergamo – prowincja Lombardia, wirus przyleciał z Wuhan. Choć pierwszych posłańców śmierci zidentyfikowano w Rzymie - dwóch chińskich turystów – 67-letni i 66-letnia para przyleciała do Rzymu z Wuhan 23 stycznia 2020.

Chiny świadomie i z premedytacją zaatakowały świat używając zjadliwego wirusa i powodując pandemię?Kto się odważy by postawić w końcu kropkę nad "i" i publicznie to oświadczy?

Jedyny zdolny do tego człowiek, Donald Trump, zapobiegliwie został odsunięty z politycznej sceny i odebrano mu zdolność walki i obrony świata w tej rozpoczętej wojnie.

Chiny prowadziły swą krecią robotę od dawna. Kradły patenty i technologie; korumpowały ważne osoby; skupowały newralgiczne zakłady przemysłowe i infrastrukturę na całym świecie; tworzyły w różnych krajach szpiegów, lobbystów i agentów wpływu.

Donald Trump, gdy jeszcze pozostawał prezydentem, wraz ze swoimi służbami specjalnymi, dokładnie wiedział o chińskich atakach.
Nie bez powodu prowadził wojnę o telefonię 5G i zwalczał ekspansję chińskiego koncernu Huawei Technologies Co, Ltd. , największego obecnie na świecie producenta smartfonów i jak już dzisiaj nie mamy wątpliwości – szpiegowskiej wtyczki.

Zniszczenie Trumpa było wielkim zwycięstwem totalitaryzmu na światową skalę. Teraz już można prowadzić nowoczesną wojnę bez żadnego istotnego oporu.

Należy koniecznie zwrócić uwagę, że ten ośmieszany, poprzedni prezydent USA, mocno trzymał za kark Rosję, a także zdecydowanie zwalczał supremację Niemiec w Europie.
Nie dopuszczał do zakończenia energetycznej pułapki Nordstream 2. Wspierał mocno Ukrainę i tworzenie Trójmorza. Kazał Niemcom płacić za militarną ochronę NATO. Nie dał się zmanipulować przekrętowi globalnego ocieplenia klimatu.

Dlaczego te trzy państwa – Chiny, Rosja i Niemcy były na celowniku jego klasycznego Colta?
Bo te trzy państwa utworzyły przymierze, tajny pakt, by opanować świat i podporządkować sobie wszystko co się da.
Hegemonem, największą światową potęgą zostają Chiny.
U boku, Rosja realizuje swoje imperialne zapędy. Odbudowuje Związek Republik Rosyjskich, od Kamczatki po Mołdawię, Polskę i Finlandię.
Choć los tych ostatnich dwóch frontowych państw jest raczej niepewny i niewesoły.
A Niemcy dostają praktycznie całą Europę, za wyjątkiem tego, co uzgodniono w Jałcie i należy do Rosyjskiego Imperium.

Do tego właśnie było potrzebne przy użyciu zmasowanych jak nigdy ataków lewackich wtyczek Chin i Rosji usunięcie Trumpa i posadzeniu w Białym Domu zramolałego Joe Bidena, pod opieką i kontrolą wiceprezydent Kamali Harris, pół-hinduski, pół-jamajki, sfanatyzowanej neomarksistki, feministki i genderystki.

"Swoi" teraz rządzą Stanami Zjednoczonymi, więc można robić swoje.

Wywołana chińska pandemia miała potężny impakt na całym świcie.
Nie dość, że doprowadziła do potężnych kryzysów gospodarczych, nie dość, że zabiła miliony ludzi, jeśli liczyć uczciwie tzw. choroby towarzyszące, to wzbudziła we wielu krajach wielką nieufność społeczeństw do swoich demokratycznych władz, które starały się sobie radzić z czymś nieznanym, bo tym był ten wirus z chińskiego laboratorium. Często działo się to nieudolnie, popełniano błędy, reagowano zbyt słabo i głupio (Szwecja i początkowo UK), albo bardzo restrykcyjnie (Nowa Zelandia, Wietnam, Tajwan, czy dzisiaj Nepal). Każdy rząd robił co mógł i co uważał za najlepsze.
Lecz patrząc z ponad rocznej perspektywy, reakcje na pandemię obnażyły słabość i bezradność systemu demokratycznego.
Największy azjatycki konkurent Chin – Indie, na swoje nieszczęście, najbardziej demokratyczny kraj na tym kontynencie, przeżywa zapaść, z której będzie się dźwigał przez dziesięciolecia.
Niby wszyscy wiemy, że demokracja jest kiepskim systemem sprawowania władzy, ale na to sarkastycznie odpowiadamy – ale jeszcze nie wymyślono nic lepszego.

Tymczasem niektórzy, właśnie te trzy, najbardziej niebezpieczne państwa świata z chorymi ambicjami – Chiny, Rosja i Niemcy – stwierdziły wspólnie – po co wymyślać coś nowego, system totalitarny zawsze utrzyma pożądany ład i porządek. A ludzie, narody, społeczaństwa dostaną, to, co im się należy, a nie to, co by chcieli.

W nocy z 15 na 16 lipca 2016, siedziałem do rana przed komputerami i ekranem telewizji.
Będący u władzy przywódca partii AKP, Recep Tayyip Erdoğan, sfingował wojskowy zamach stanu, aby zrealizować swoją wizję silnej Turcji i ustanowić silną, niemalże dyktatorską władzę.
Wtedy zauważyłem, jakie możliwości daje silna władza, a jak trzeba się męczyć, gdy władza stara się przestrzegać wszystkich reguł demokracji.
W ciągu kilku miesięcy Erdoğan pozamykał w więzieniu 60 tysięcy przeciwników swoich rządów – polityków, wojskowych, prawników.
Ironicznym kontrastem jest 6 – letnie męczenie się Zjednoczonej Prawicy w Polsce, z przeciwnikami, na dodatek bardzo brutalnymi i nie przebierającymi w paskudnych metodach walki, by odzyskać utraconą władzę.

Gdy ja się tylko czysto hipotetycznie zastanawiałem, to tych nowych Trzech Muszkieterów Apokalipsy – Chiny, Rosja i Niemcy, już podstępnie i tajnie realizowało już swoją wojnę – totalitaryzm kontra swobody demokracji.

Media głównego nurtu i rzesza agentów i zdrajców uruchomionych by wpływać na opinię publiczną, mącić w głowach, kłamać i oszukiwać, byle ukryć działania i cele totalitarnego triumwiratu.
To co my powszechnie nazywamy w sieciach społecznościowych "ruskie onuce", czy "prusacy", to w rzeczywistości, czasem nawet nieświadomi agenci Pekinu.

Ktoś się na mnie bardzo oburzał, że w pewnym momencie przestałem ufać zdolnemu, pracowitemu geostrategowi dr Jackowi Bartosiakowi, którego parę tomów przeczytałem jednym tchem, podziwiając celność jego analiz. Wyczułem, że on odczuwa za dużo sympatii do Chin i stara się Polsce sugerować, że "Jedwabny Szlak", czy choćby granie roli zwornika między USA i Chinami, to najlepsza dla Rzeczpospolitej strategia na przyszłość.
Podczas gdy George Friedman zalecał nam spokojnie czekać, wzmacniać swoje siły i jak najszybciej budować Trójmorze, bo dwaj nasi wrogowie – Niemcy i Rosja właśnie podążają ku nieuchronnemu upadkowi.
A gdy władza usunęła (jak zwykle – sam zrezygnował) doktora Bartosiaka ze stanowiska prezesa polskiej największej inwestycji infrastrukturalnej, Centralnego Portu Komunikacyjnego, to już byłem pewny, że chyba jednak miałem dobre wyczucie.

Chyba te kpiny i naśmiewania dzisiaj ucichną, gdy właśnie ujawniono co nieco, jak chińska agentura (przypominam – często wysługująca się ruską) dzielnie poczyna sobie w Polsce.
Właśnie rozpoczyna się proces Chińczyka, Weijing Wanga, agenta chińskich służb specjalnych, pod przykrywką dyrektora Huawei Poland i zwerbowanego, bardzo wpływowego człowieka z polskich służb, informatyka i kapitana ABW, Piotra D.
Proces niestety został utajniony, więc za wiele się nie dowiemy.
Lecz już dzisiaj wypłynęło na jaw nazwisko Grzegorza Napieralskiego, posła na sejm wielu kadencji, a nawet przez trzy lata przewodniczącego partii SLD.

Podobno usłyszymy jeszcze wiele ciekawych nazwisk powiązanych z chińskim wywiadem.
Celem tych właśnie teraz sądzonych, było opanowanie całej struktury informatycznej i komunikacyjnej Polski. Chiny wówczas wiedziały by dosłownie WSZYSTKO co się w Polsce i naszej polityce dzieje.

Pytanie, które obowiązkowo musi być zadane na koniec – czy mamy szansę nie przegrać tej wojny?

Nie wiem czy mamy szansę wobec takiego ataku brutalnego, ludobójczego totalitaryzmu i niestety zidiocenia i powolnej destrukcji cywilizacji łacińskiej. Lecz najgorszym co można uczynić, to poddać się. Do czego wszelkimi siłami dąży totalna opozycja na zamówienie Unii Europejskiej – głównego narzędzia Republiki Federalnej Niemiec.

Lecz chyba grona decyzyjne RP pojmują, że trzeba, i to szybko, zmienić metody i taktykę działania niszczenia naszego kraju. Już nie ma na co czekać.
Trzeba natychmiast przestać się oglądać na aktualną Unię i zacząć walczyć o to, czego domaga się zdecydowana większość obywateli – porządku, spokoju i sprawiedliwości.
A przede wszystkim skuteczności i stanowczości w działaniu.
Żaden kraj nie będzie sprawnie funkcjonował, gdy kluczowe stanowiska, jak marszałek Senatu, prezes Najwyższej Izby Kontroli, czy ciągle trwający, mimo upływu kadencji Rzecznik Praw Obywatelskich, to albo potencjalni przestępcy z prokuratorskimi zarzutami, albo sfanatyzowani wrogowie państwa.
Nic nie będzie szło gładko, gdy trzeci filar władzy, wymiar sprawiedliwości, którego część ogłasza się nietykalną kastą, będzie ostentacyjnie działał niesprawiedliwie, bez jakiejkolwiek kontroli.
Nie może być dobrze w państwie, gdy ścigani przestępcy chowają się pod wymyślonymi przez przewidujących komunistów immunitetami.
A najważniejsza władza – Sejm – jest pełen idiotów i cwaniaków, bo system wyborczy na to pozwala.

Jest wojna i trzeba działać wojennie.
A pandemia czegoś nas nauczyła? Osłabiła nas, czy wzmocniła?
 

YouTube: 

wtorek, 1 czerwca 2021

Casus Gowin

 

Jarosław Gowin – okrągłe 60 lat; historyk filozofii, Krakauer, zainteresowany kościołem. Niestety – polityk. I właśnie przez to ostatnie – bycie politykiem – to dla mnie człowiek enigma.

Ciągle coś buduje, stara się coś tworzyć, potem zmienia zdanie i wygląda na wiecznie niezadowolonego.

Czy to kwestia charakteru? Znałem podobnych. Ja mówię – skręć w prawo – a on skręca w lewo. Gdyby to tylko raz było. Ale to się powtarza.
Nie chciałbym mieć takiego człowieka u swego boku. Tym bardziej gdybym to ja był szefem jakiegoś zespołu, a on moim podwładnym.

Gdy się zawiera koalicję ze względów taktycznych, jak w przypadku PiSu i ugrupowania Gowina Polska Razem, to zawsze tworzy się dosyć szczegółowy układ warunków tego porozumienia.
Koalicja oznacza, że ma się wspólny cel i razem będzie się pracować, by cel ten osiągnąć. Gdy jednak występują poważne różnice, to koalicję się po prostu zrywa.

Rządząca Zjednoczona Prawica, składająca się z PiSowskiego trzonu i partii Zbigniewa Ziobro Solidarna Polska, oraz ugrupowania Jarosława Gowina Porozumienie, ma niewielką większość w Sejmie – 235 posłów.

Gdy ludzie wokół Ziobry, albo Gowina zdecydują się wyjść z koalicji, to albo powstanie rząd mniejszościowy, albo trzeba będzie przeprowadzić przyspieszone wybory.

W przypadku tego drugiego rozwiązania (tu decyzja zależy wyłącznie od Jarosława Kaczyńskiego) analizy i statystyki wskazują, że zarówno partia Ziobry, jak i Gowina, gdyby zdecydowały się pójść do wyborów samodzielnie, to nie uzyskają progu wyborczego i znikną z głównej sceny.

Jarosław Gowin zawsze chce być postacią pierwszoplanową. Nie cierpi być tym drugim. Lecz widocznie osiągnął w życiu swój maksymalny pułap, szczyt możliwości, jaki ma każdy z nas. Nie może się z tym pogodzić. Chciałby się wspiąć wyżej. Wymyśla więc jakieś abstrakcyjne drabiny, jakieś dziwne konstrukcje, mając nadzieję, że on może się wspiąć jeszcze wyżej. Otoczenie, szczególnie to perfidne, zna bardzo dobrze te jego ambicje, tę abstrakcję, która go spala, że może w życiu jeszcze więcej osiągnąć. I podsuwają mu przynęty: - zostaniesz marszałkiem. A jak wszystko pójdzie dobrze i sprytnie wszystko rozegramy, to może z marszałka podskoczysz na prezydenta.
Tak zwany w psychologii przerost ambicji, psychiczna aberracja, która zaburza trzeźwą ocenę sytuacji i jest ślepą wiarą w fałsz mickiewiczowskiej tezy – mierz siły na zamiary. Nie zamiar podług sił – powoduje, że nawet dobry człowiek robi złe rzeczy.
Nie wiem, czy premier Gowin jest dobrym człowiekiem, lecz to, co robi jest złe. Nie jest lojalny. Kręci i mąci. Nie działa, mimo ostentacyjnego podpisywania kolejnych umów, na rzecz grupy do której należy. W rezultacie nie można mu ufać. A w koalicji jest to nie do przyjęcia.

Jarosław Gowin najwidoczniej zapomniał o zasadzie doktora Petera o karierze w układzie hierarchicznym, jakim jest polityka. W organizacji hierarchicznej każdy awansuje aż do osiągnięcia własnego progu niekompetencji.

Pan Gowin ma w Zjednoczonej Prawicy rywala o podobnych ambicjach – to minister sprawiedliwości, Zbigniew Ziobro. Tylko wydaje się, że po kilku klapsach od prezesa Kaczyńskiego, on zrozumiał, jakie jest jego miejsce w szeregu. A my widzimy, że on się już zatrzymał i nawet ministerialne stanowisko nieco go przerasta. Mimo gromkich tyrad jest on stanowczo mało skuteczny. Sześć lat walki o sanację sądownictwa, co przecież powinno być jego głównym priorytetem, praktycznie nie daje pożądanych rezultatów. Człowiek wyraźnie nie daje sobie z tym rady.

Mam pewien podziw dla Jarosława Kaczyńskiego, że tworząc koalicję, zdecydował się być woźnicą prowadzącym takie dwa krnąbrne konie, jak Gowin i Ziobro. Przecież od początku musiał on sobie zdawać sprawę, co ryzykuje. Widocznie kalkulacje wskazywały, że można nad tym panować. Tylko jak długo?

Jednak obu wspomnianych rządowych ambicjonalistów najbardziej wkurzył fakt, że powoli szykujący się do abdykacji prezes Kaczyński (podobno na Kongresie w lipcu ma oświadczyć, że to jego ostatnia kadencja w PiSie), jeszcze nieco nieformalnie, namaścił na swego następcę premiera Mateusza Morawieckiego.
Prawdopodobnie już w lipcu, po zwolnieniu miejsca przez Adama Lipińskiego, Morawiecki zostanie wiceprezesem Prawa i Sprawiedliwości.

Jarosław Gowin sam siebie umieścił w matni. Lub jak kto woli – sam siebie zapędził w kozi róg. Matnia, to też rodzaj klatki. Wściekłe zwierzę w takiej sytuacji może swą wściekłość wyładować tylko w jeden sposób – kąsać rękę tego, który go karmi.
Kaczyński praktycznie wyciągnął Gowina z politycznej trzeciej ligi, bo chciał powiększać bazę zjednoczonej prawicy. Zawarli wówczas umowę, bo dla tego ambitnego, lecz nieskutecznego polityka, na dodatek analizując przeszłość, z nie najlepszą opinią, był to jedyny sposób powrotu na scenę. Niestety, wdzięczność i pokora po pięciu latach względnego spokoju, wyparowały w ogniu ambicji, zabierając również zdrowy rozsądek.
Zasada Petera nie mówi, co się potem dzieje, jak już człowiek awansował na swoje n stanowisko, które jest ostatecznym kresem kompetencji. Więc dopowiedzmy, że drogi są dwie: spokojnie trwać na tym stanowisku, albo poddając się swoim nierealnym wyobrażeniom o swoim potencjale, zacząć się staczać.
Więc raz po raz kąsa PiS, jakby kąsał osobiście Kaczyńskiego, Jest coraz bardziej irracjonalny. Nie myśli logicznie. Daje się podpuszczać. Wybryk z wyborami prezydenckimi niczego go nie nauczył.
Czy przeciwstawienie się wyborowi PiSu pani senator Lidii Staroń na Rzecznika Praw Obywatelskich będzie ostatnim gwoździem do trumny Gowina?

Jeżeli PiS przegra to głosowanie w Sejmie, to Jarosław Gowin skończy tak jak były premier Marcinkiewicz, któremu podobnie władza zawróciła w głowie, robiąc z niego clowna, który już nigdy się nie pozbiera.

Gowin i Covid... paskudny koktajl...