Muszę natychmiast wyjaśnić. Polaków w Stanach Zjednoczonych jest dosyć dużo. Lecz nie ma Polski. Oficjalnej, państwowaej reprezentacji. Która jest ważna i potrzebna, by w Stanach zaczęto powszechnie myśleć, że jest w Europie taki partner, na którym będzie można polegać.
Zapewne powiecie: - Hej! W USA jest mnóstwo Polaków. Tak, macie rację. Lecz, że tak powiem, tylko w pewnym sensie.
Polonia – czyli ludzie z polskimi korzeniami jest około 8–10 milionów osób w USA
To obejmuje już kolejne pokolenia: wnuków, prawnuków emigrantów itd. Lecz gdy policzymy Polaków urodzonych w Polsce to już tylko kilkaset tysięcy (znacznie mniej niż 1 mln).
Jak my wyglądamy na tle innych narodów europejskich w USA?
- Niemcy – ok. 40–45 mln
- Irlandczycy – ok. 30–35 mln
- Anglicy/Brytyjczycy – ok. 20–25 mln
- Włosi – ok. 15–20 mln
- Polacy – ok. 8–10 mln
Jednakże nie tylko liczby się liczą. Niemcy czy Anglicy są w USA „rozmyci” – często nie czują już swojej tożsamości. Irlandczycy świetnie wypromowali swoją kulturę (np. Dzień Świętego Patryka). Włosi to silna kultura rodzinna i gastronomia
A Polacy? Długo byli grupą robotniczą i mniej widoczni kulturowo na poziomie całych Stanów. Liczebnie – jesteśmy dużą siłą, lecz wizerunkowo – przez lata byliśmy słabiej „sprzedani” niż np. Irlandczycy czy Włosi.
Z moich obserwacji, od Texasu, od Massachusetts do Kaliforni, jestem przekonany, 75 procent Amerykanów nie ma pojęcia co to Polska i jacy są Polacy.
Gdy porównać, jak Polacy wypadają pod względem majątku, wykształcenia czy wpływów politycznych w USA — to daje ciekawy obraz.
Czy są w USA jakieś poważne instytucje, jak think tanki, czy fundacje, które nie są klubami towarzyskimi, tylko dbają o polską sprawę?
Krótka odpowiedź: tak – są takie instytucje, ale jest ich niewiele i są raczej słabe w porównaniu np. z żydowskimi czy irlandzkimi strukturami wpływu w USA.
Nie okłamujmy się. Ciągle jesteśmy słabym państwem. Lecz, to także powód tego jacy jesteśmy, to ogromny potencjał jaki posiadamy. Zarówno w ludziach, w europejskiej geografii, oraz z potężnymi zasobami naturalnymi. Od stuleci nasi sąsiedzi ze wschodu i zachodu, a w pewnych histortcznych momentach, także z północy i południa, starali się nas unicestwić jako suwerenne państwo. A dzisiaj? Wyglada na to, że ponownie chcą nas podbić i wchłąnąć jak jakąś kolonię. Co gorsza, dzisiejsza władza, to przkupne samozwańcze elity, które robią wszystko, by nas za grube pieniądze sprzedać.
Potrzebujemy pomocy. I to jak najszybciej. Pomocy silnej. W Europie nikogo takego nie ma. A trochę dalej, w Azji, nie możemy ufać czy to Chinom, czy może Indiom, albo nawet arabskim bogaczom. To inne cywilizacje, gdzie się tylko myśli o sobie.
Cóż nam pozostaje? Jedynie "przyjaźń" ze Stanami Zjednoczonymi Ameryki. Naszym notorycznym marudom, którzy wyobrażają sobie naszą samodzielność, bo to romantyczni biedacy, lecz dobrzy patrioci. Po prostu musimy stać się dla USA poważnym partnerem. I co ważne – potrzebnym partnerem.
Jednak najważniejsze, i to właśnie teraz, dzisiaj, jest pytanie – czy Stany Zjednoczone chcą Polski?
Jestem święcie przekonany, że przy prezydenturze Donalda Trumpa i jego oceny sytuacji strategicznej na świecie, oraz widząc bliską bankructwa; Europę zorganizowaną w fatalnej Unii Europejskiej, to właśnie Rzeczpospolita jest optymalnym wyborem Polski, jako poważnego sojusznika.
Handlujemy z Amerykanami dość przyzwoicie. Lecz tylko w dwóch sektorach: - militarnym i LNG. Dlaczego u nas nie ma amerykańskich supermarketów i przeróżnych sklepów? Wprawdzie wszędzie mamy McDonaldsa i KFC, ale dzisiaj to już marki międzynarodowe. Większość handlu detalicznego to Europa, z poważną przewagą Niemców, których nawet państwo miliardami wspiera, by narzucić nam swoje sklepy, jako symbol zakupów dla Polaków. Nie ma handlu amerykańskimi samochodami. Nie ma też u nas agencji turystycznych. I wierzcie mi – USA oferuje towary o wiele taniej niż nasi europejscy producenci.
Jeszcze dzisiaj, dla zwykłych Amerykanów jesteśmy mało rozpoznawalni. Stary nasz narodowy grzech: ; kłócimy się nawet ze sobą. Wiem od tamtejszych przyjaciół z Chicago, które jest największym skupiskiem Polaków; są od zawsze tylko waśnie i kłótnie. Dokładnie, jak pół wieku temu pokazał Sylwester Chęciński w trylogii "Sami swoi", gdze sąsiedzi – Kargul i Pawlak, z byle powodu nieustannie walczą ze sobą (słynne słowa – "Sąd sądem, ale sprawiedliwość musi być po naszej stronie" powedziała babcia Kargula wręczając by sąd przekonać, siatkę z granatami).
Jakoś inne imigracyjne narody potrafią się dogadać i nawet zjednoczyć. Nawet z Hondurasu, czy Ukrainy. Oczywiście Irlandczycy, Włosi, czy Żydzi to w USA potęga. I cieszą się zarówno szacunkiem i majątkiem. My, Polacy niestety nie.
Obecna władza – liberalni socjaliści, czyli de facto neokomuniści Donalda Tuska i jego ferajny robią wszystko, nawet posuwając się do chamskich słów i gestów, by nas Amerykanom zochydzić. Nawet od przejęcia władzy nie usunieto z USA ambasadora, który jest otwartym wrogiem Ameryki. To bardzo licha postać. Ale to świadomy i specjalny wybór premiera Tuska i ministra spraw zagranicznych Sikorskiego.
Chyba pierwszym, coś znaczącym Polakiem, który potrafi z Amerykanami rozmawiać i ich zdobywać, jak ja to pamietam, jest Dominik Tarczyński, obecnie poseł do Parlamentu Europejskiego. Przemawiał do Amerykanów tak, że miał burzę oklasków na stojąco. Może sobie ich zjednał, bo mówił dobrze po "amerykańsku", a nie po angielsku (uwerzcie – to nie to samo).
Sporo też zrobił w polsko – amerykańskich relacjach redaktor Sakiewicz. Była to oddolna inicjatywa. To zorganizowane wszędzie gdzie są polscy emigranci Kluby "Gazety Polskiej". W USA działają jako oddolne stowarzyszenia promujące polską kulturę, historię i wspierające Polonię. Główne ośrodki znajdują się m.in. w Chicago, New Jersey, Bostonie, Filadelfii oraz Nowym Jorku. Organizują one spotkania, obchody rocznic patriotycznych oraz zjazdy klubów z USA i Kanady.
Lecz to wszystko mało. Brakowało ciągle chęci towarzyskich relacji z Amerykanami.
* * *
Z Igorem Janke zetknąłem się jakieś 20 lat temu. Wówczas, gdy właściwie wraz z żoną tworzyli pierwszy polski portal społecznościowy. Mam na myśli "Salon24".
Ja uważam Salon za pierwsy prawdziwy portal społeczny został stworzony przez Igora Janke.
Oczywiście były już wcześniej takie internetowe portale jak Fotka, czy Nasza Klasa, ale to byly takie przyjacielskiem czy randkowe pogaduszki. Własnie Salon24 chyba egzestujący do dzisiaj był prawdziwym pierwszym w Internecie społeczną wymianą poglądów i dialogu jako platforma blogowa + społeczność, gdzie była możliwość publikowania własnych tekstów, komentowania i , a nawet prowadzenia debat i tworzenia środowisk opinii.
To był przelom w polskim Internecie.
Dzisiaj Igior Janke, to człowiek zupełnie innego formatu. Dosłownie chapeau bas. Powiem nawet: - może pozytywnie przejdzie do historii nie tylko RP.
Jest w USA kilka polskich formalnych instytucji. Lecz mówiąc brutalnie, ale uczciwie - jest ich mało. Są słabo finansowane. Mają ograniczony wpływ na politykę USA. Działają bardziej „punktowo” niż systemowo
No i kluczowy wniosek: - Polonia w USA jest liczna (miliony ludzi), ale jej instytucje nie stworzyły silnego lobby; nie kontrolują narracji o Polsce i nie mają takiej siły jak np. środowiska żydowskie czy irlandzkie.
Janke jest dziś:prezesem Warsaw Freedom Institute, czyli próbuje stworzyć polski ośrodek wpływu w Waszyngtonie. Ten ośrodek powstał w 2024 roku i ma wzmacniać relacje Polska–USA. Chce budować „obecność intelektualną Polski w Ameryce”. Janke to jedna z bardzo nielicznych osób, które rozumieją, że bez think tanków Polska nie istnieje w debacie USA więc próbuje coś z tym zrobić systemowo (nie tylko „spotkania Polonii”).
Wspolnikiem, czy nawet przyjacielem Janke jest pan Adrew Michta. Kim on jest?
Andrew A. Michta, to rzeczywiście ważna postać w tym środowisku. To politolog i ekspert od bezpieczeństwa międzynarodowego, profesor i analityk strategiczny. Specjalizuje się w NATO, Rosji i Europie Środkowo-Wschodniej. Pełnił już ważne funkcje: - pracował w Atlantic Council (Waszyngton), był dziekanem w George C. Marshall European Center for Security Studies, a wcześniej był związany z uczelniami w USA (m.in. Rhodes College).
To nie jest działacz Polonii w stylu „organizacyjnym”. To człowiek z wewnątrz amerykańskiego systemu analitycznego. Czyli: działa w głównym nurcie elit USA, ma dostęp do debat strategicznych. I co istotne - jego głos jest słuchany przy tematach NATO, Rosji, wojny.
Michta to przykład tego, co Polacy robią najlepiej indywidualnie. ✔️ Michta to postać poważna i rozpoznawalna w Waszyngtonie. ✔️ jeden z nielicznych ludzi z polskimi korzeniami tak wysoko w analizie strategicznej USA.
Dobrze — to jest właśnie ten poziom, na którym zaczyna się realny wpływ, a nie tylko liczebność Polonii.
Dlaczego dopiero "coś ruszyło" w stworzeniu partnerskich polsko – amerkańskich stosunków.? Nie mam wątpliwości, że to zbieżność: - Donald Trump prezydentem USA, a w Polsce prezydentem został Karol Nawrocki.
Nawiązala się między nimi więź. Owocne już bylo ich spotkanie, gdy Karol Nawrocki był jeszcze kandydatem na głowę państwa. Okazuje się, ze nie tylko mają wiele wspólnego i oboje mogą być dla siebie pożyteczni. Lecz to temat na inny felieton. W każym razie widzimy, że istnieje już pewien układ między tytularnymi głowami państwa – Nawrockim i Trumpem. Jest tylko mała przeszkoda. Komunistyczna nasza Konstytucja nie daje prezydentowi RP dostatecznych mocy sprawczej. Komuniści, ciągle przywiązani do struktur takich jak Biuro Polityczne i Komitet Centralny, widząc jakie absurdy i dyktatorskie zapędy demonstrował b. prezydent Wałęsa, ostrożnie ograniczyli prezydentowi możliwości współrządzenia państwem. To w założeniu – i na niemiecki wzór miała być na prezydenckim fotelu tylko postać dekoracyjna. Więc dzisiaj, co jest do prawdy wredne i umyślne – prezydent RP nawet nie ma swojej ochrony, tak jak na całym demokratycznym świecie.
Mimo tego, Karol Nawrocki, w odróżnieniu od swego poprzednika, także prawcowca, okazał się twardzielem, tradycjonalistą i patriotą ze zdrowym rozsądkiem.
Jest ciężko. Pewien jestem, że obie strony mocno pracują by stworzyć bilateralne, polsko amerykańskie przymierze. Mamy też zmasowany atak, by do tego nie dopuścić. Niemcy i władze Uni Europejskiej będa robić wszystko, by Polska nie rosła i robiła się mocniejsza. Tak samo myśli Rosja. Kto wie, czy jak przy rozbiorach, Niemcy i Rosja dzialają likwidacji naszego państwa nie działają w tajnym porozumieniu. To ich marzenie od kilkuset lat. No i niestety wychowali sobie, albo zdoktrynalizowali, lub po prostu kupili ludzi z koalicji 13 grudnia, którzy agresywnie działają przez miony okres na zniszczenie kraju.
Lecz jestem optymistą. Powoli zdobywamy przewagę. A Trump ze swojej strony też nam pomaga. Tak, jak na przykład odebranie lewakom najpaskudniejszej medialnej propagandy, jakim byla telewizja TVN – zbudowana z pieniędzy ukradzionych mnie, tobie i wam, w aferze FOZZ.
Będzie dobrze...

