sobota, 18 kwietnia 2026

Świat jaki jest dopiero się uczymy




To słowo -świat, i jego pojmowanie ma dwa znaczzenia. Dla 90% ludzi to jest to co widzi, słyszy, dotyka, czuje wszystkimi zmyslami. A potem przerabia wszystkie obserwacje w swoich umysłach i już wie: - taki jest nasz świat. I już. Więcej dumania i złości jaką powoduje niewiedza już nie potrzeba. Bo ja wiem. ..

Pozostałe 10% jednak nieustannie się dręczy czym jest wszystko. W zrozumieniu, czym jest Wszechświat, lub kosmos, kim jest Kreator Wszystkiego, nazywany Bogiem, czym jest życie, świadomość, czy czas. Tyle ciąglych pytań, że aż głowa boli. Wielu zapewne powie: - A komu to potrzebne?

Wielokrotne dręczę moich czytelników, dla mnie mocną i udokumentowaną tezą, że właśnie w tej chwili, gdy media, finansjera i tfu-politycy zamulają nas śmieciami, opinią, że właśnie dzieje się światowy przełom. I co bardzo ciekawe – kończy się świat cyfrowy. Cała zero-jedynkowa matematyka. Nasze komputery, smartfony, czy smarttelewizory (a takie są wspaniałe) powoli, może jeszcze za cztery, pięć, czy dziesięć, odjadą do muzeum, bo będą przydatnie istnieć i służyć. Więc upadną. Bo coś bedzie to robić milion razy lepiej. Świat cyfrowy, wszystkie tranzystory, czyli jądro każdego chipa, to albo zero, albo jeden. 0 i 1. Tak albo nie. Jak to też u nas: - żywy, albo martwy. Dobry, albo zły. Wszystko albo nic.... Ale te ostanie stany już dla nas są nie takie oczywiste. Wszyscy przyjmujemy, że ktoś, na przykład w śpiączce, jest i żywy i trochę martwy. Albo buty, o których nasza pani marzyła, mogą być trochę dobre – bo się strasznie podobają i jednocześnie trochę złe, bo cisną. 

Tym rewolucyjnym instrumentem, który własnie zaczyna wywracać świat do góry nogami, jest komputer kwantowy.

Gdy go pierwszy raz zobaczyłem to nawet się przestraszyłem. Co to za potworna maszyneria! Jakie warunki, jak próżnia, temperatury bliskie zera absolutnego, muszą być by to działało. Nie wyobrażam sobie czy ktoś (może za wyjątkiem Elona Muska) coś takiego będzie miał w domu. A może kiedyś da się tym pobawić dzieciom i wnukom. Przecież laptopy dla trzylatków już są. Jest tu wśród blogerów kilka "złotych rączek", majsterkowiczów, którzy w piwnicy, albo garażu potrafią sami zbudować wszystko. Prawie jak Elon Musk. Tylko, że on ma dużo forsy. I wyobraźni też. A tu niestety, zbudowanie choćby najprymitywniejszego komputera kwantowego to gdzieś 5 mln USD. Na to sobie mogą pozwolić te mniej ważne laboratoria i uniwersytety. I co zasmuci, albo rozwścieczy nasze "zosie samosie", to aby urządzenie "ruszyło", potrzebuje niestety minimalnie (system działa) 5–10 specjalistów. I musi to być i fizyk, i inżynier i operator systemu. A już realnie to 20–50 osób: - fizycy kwantowi, inżynierowie (RF, cryo, software), operatorzy i serwis. 

Lecz zeby ostudzic garażowych entuzjastów, duże instalacje (top poziom) to 50 – 200+ mln USD. A calość w czym przy produkcji trzeba się babrać, to kriogenika (temperatury bliskie zera absolutnego) , elktronika sterująca i infrastruktura. I to nie jest jakieś pudełko w obudowie – to cały system i laboratorium.

Dlaczego to tyle kosztuje? Proszę bardzo: - musisz mieć (i to kilka) : lodówki rozcieńczalnikowe (~10–15 mK), ekstremalną elektronikę sterującą, ekranowanie od zakłóceń, bardzo precyzyjne komponenty. 

Strasznie to wyglada prawda? A mnie to wcale nie dziwi. Na studiach na poczatku lat 70-tych, widziałem i nawet używałem komputery – ruskie Riad, czy polskie ODRA, tak – te cyforowe jak dzisiaj, które były dwudziesto metrową ścianą szaf i co ciekawe: - były drogie jak cholera, duże jak Urząd Miasta Gdyni, a jednocześnie 1000 razy głupsze" od naszych domowych laptopów.

A jeden z geniuszy – nieszczęsny samobójca Alan Turing (bo wtedy w niszczęsnej Wielkiej Brytanii za bycie homo wsadzno do paki) już na początku lat 50-tych, kiedy ja własnie uczylem się chodzić, a on wtedy wymyslił nieśmiertelny Test Turinga, czyli jak można odróżnić człowieka od sztucznej inteligencji i wtedy też przewidział zaistnienie kwantowych komputerów. Ponad 75 lat temu.

Tu wtrącę: - wielu ludzi boi się rozwoju sztucznej inteligencji i rozwoju komputerów. Nawet jeden z popularnych profesorów i doradca władz państwa oznajmia i tłumaczy, dlaczego wszyscy mamy się AI bać. Bo na 100% kiedyś się zbuntuje. A nas, ludzi wybije wszystkich bo nie będziemy więcej potrzebni. Usilowałem przekonać szanownego profesora, że grubo się myli. Kłopotem i zagrożeniem zawsze jesteśmy my – ludzie. Zastanówmy się, jaki to musiałby być komputer i AI, by pokonać takiego pana Tuska, Żurka, czy Czarzstego? ( z Giertychem i Sikorskim pewnie dałby sobie radę).

Więc gdzie jest realna granica ryzyka?

Nie w samej technologii, tylko w: ludziach, decyzjach i zastosowaniach. Tak jak z energią jądrową (albo bomba, albo reaktor)

Przełom cywilizacyjny to nie tylko komputery kwantowe. To nowi ludzie, nowi mędrcy i autorytety. Ludzie niezbędni, gdy własnie cała nauka się wali.

Powoli wielcy naszego świata, czczeni przez wszystkich i nawet już w szkołach podstawowych wbijano nam do głów, że to oni nauczyli nas rzeczywistości i reguł wszystkiego. Teraz już Darwin, Newton, a nawet Albert Einstain przechodzą do muzeum. I jeszce wielu innych którzy sobie ubzdurali, że w końcu wymyślą "teorię wszystkiego" i to w postaci, co najwyżej 5-cio centymetrowego równania matematycznego, takiego jak einstainowskie E= mc^2. Słaba wyobraźnia, prawda? Zamiast dążyć do prawdy, co na prawdę jest "co i jak" i wreszcie by się pytać – dlaczego?, co naukowcy odrzucili ze wstrętem, bo to już było o jedno pytanie za dużo.

Zastanawiałem się od kogo zacząć te nowe "pokolenie" wybitnych mędrców" i wizjonerów ze wspaniałą wyobraźnią. W końcu zdecydowałem, że jest to Erwin Rudolf Josef Alexander Schrödinger – austriacki fizyk teoretyk, jeden z twórców mechaniki kwantowej, laureat Nagrody Nobla w dziedzinie fizyki w roku 1933 za prace nad matematycznym sformułowaniem mechaniki falowej . (Ja mam tylko dwa imiona. Widać, nawet do pięt mu nie dorastam ;) ). On był pierwszym, który nie tylko wywalił tradycyjną tysiącletnią naukę. Ale stworzył nową.

Spowodiwał kolosalne zamieszanie i panikę. Milion naukowcó pracuje przecież dla chleba, a nie, żeby przedstawiać jakieś ryzykowne idee. Nie dość, że koledzy bedą się śmiali, to jeszcze na pewno utną mi grantyw USD.

Nie pamiętam już dokładnie,więc powiedzmy, mialem lat – naście, kiedy ojciec z dumą przyniósł do domu i to o zgrozo, jako książkę dla mnie, trzy tomy podręczników – "Feynmana Wykłady z Fizyki". Gdzieś je posiałem? Może przy przeprowadzkach, a może komuś pożyczyłem. Dzisiaj te trzy tomy to 350 zł.

Więc zdecydowanie oświadczam: - dla mnie to Richard Feinman jest najwybitniejszym twórcą nowej nauki, nie kwestionowanym geniuszem. A na dodatek, co ubóstwiam, miał wspaniałe poczucie humoru. Nawet sobie jaja robił, przy tworzeniu bomby atomowej, wprowadzając w USA Pentagon w panikę.

To on - Richard Feynman jest "ojcem idei" komputerów kwantowych i wywalenia całej błędnej i fałszywej nauki.

Na pomysł wpadł w 1981 roku. Oznajmił: - „klasyczne komputery nie zasymulują natury kwantowej, ale kwantowe już tak” . To był moment narodzin koncepcji.

Proszę zwrócić uwagę – on już nie mówił tylko o jakichś nowych maszynach, o komputerach kwatowych, TYLKO ON JUŻ NA 100% WIEDZIAŁ, ŻE CAŁY NASZ ŚWIAT JEST KWANTOWY.

To chyba nawet ważniejsze niż Przewrót Kopernikański.

Lecz to nie jest najważniejsze te kwantowe komputery. Dzisiaj już nawet, korzystając z Google, możesz sam porozmawiać z "kwanciakiem". To zawsze jest i będzie maszyna. Wspaniałe narzędzie, które zmieni świat, jeżeli tylko będą wyjątkowo twórczy i z fantazją ludzie.

Ja mam swojego najważniejszego idola. To Roger Penrose – brytyjski naukowiec: fizyk teoretyk, matematyk, filozof nauki i jej popularyzator, noblista; profesor matematyki na Uniwersytecie Oksfordzkim, członek Towarzystwa Królewskiego w Londynie .

Ma już 94 lata. Lecz w licznych wywiadach nadal demonstruje pomysłowość, logikę, common sense i piekną wymowę. I to widać – nadal jest twórczy i pomysłowy. W 2020 otrzymał Nagrodę Nobla. 

Jest on twórcą kilku przełomowych teorii, z których najważniejsze to konforemna kosmologia cykliczna (CCC), teoria twistorów oraz teoria świadomości kwantowej (Orch-OR). Penrose zaproponował, że Wszechświat przechodzi przez nieskończone cykle (eony), czarne dziury są kluczowe dla grawitacji, a świadomość wynika z procesów kwantowych w mózgu. 

Mnie zafascynował i zachwyt trwa do dzisiaj, że nasza świadomość nie siedzi w naszych mózgach. To tylko terminale, które po obróbce przekazują informację dalej, w strukturę całego Wszechświata. Może to do Boga, którym własnie jest cały Kosmos? [sorry – to moja, jk, hipoteza].

Daj mu Boże jeszcze więcej życia, by miał czas na więcej wspaniałych teorii.

Nowych genialnych naukowców przełomu jest coraz wiecej. Licza już rośnie wykładniczo. A to oznacza, że zmiany, że światowa rewolucja będzie działać coraz szybciej.

A wy, Drodzy Czytelnicy, zapamietajcie, albo jak się mówi też – "wbijcie to sobie do łba", że wasze mózgi w opakowaniu czaszki i cały wasz umysł to świat i to fizyka kwantowa. Nie cyfrowa, gdzie elektro – chemiczne zera i jedynki skaczą od neuronu do neuronu. 


PS. Przepraszam i proszę tradycyjnych dedektywów, by wyszukali wszystkie błędy, bo pisałem na kolanie. Własciwie z kotem na kolanie.

sobota, 28 marca 2026

Nas w USA nie ma!

 



Muszę natychmiast wyjaśnić. Polaków w Stanach Zjednoczonych jest dosyć dużo. Lecz nie ma Polski. Oficjalnej, państwowaej reprezentacji. Która jest ważna i potrzebna, by w Stanach zaczęto powszechnie myśleć, że jest w Europie taki partner, na którym będzie można polegać.

Zapewne powiecie: - Hej! W USA jest mnóstwo Polaków. Tak, macie rację. Lecz, że tak powiem, tylko w pewnym sensie.

Polonia – czyli ludzie z polskimi korzeniami jest około 8–10 milionów osób w USA

To obejmuje już kolejne pokolenia: wnuków, prawnuków emigrantów itd. Lecz gdy policzymy Polaków urodzonych w Polsce to już tylko kilkaset tysięcy (znacznie mniej niż 1 mln).

Jak my wyglądamy na tle innych narodów europejskich w USA?

  • Niemcy – ok. 40–45 mln
  • Irlandczycy – ok. 30–35 mln
  • Anglicy/Brytyjczycy – ok. 20–25 mln
  • Włosi – ok. 15–20 mln
  • Polacy – ok. 8–10 mln
  •  

Jednakże nie tylko liczby się liczą. Niemcy czy Anglicy są w USA „rozmyci” – często nie czują już swojej tożsamości. Irlandczycy świetnie wypromowali swoją kulturę (np. Dzień Świętego Patryka). Włosi to silna kultura rodzinna i gastronomia

Polacy? Długo byli grupą robotniczą i mniej widoczni kulturowo na poziomie całych Stanów. Liczebnie – jesteśmy dużą siłą, lecz wizerunkowo – przez lata byliśmy słabiej „sprzedani” niż np. Irlandczycy czy Włosi.

Z moich obserwacji, od Texasu, od Massachusetts do Kaliforni, jestem przekonany, 75 procent Amerykanów nie ma pojęcia co to Polska i jacy są Polacy.

Gdy porównać, jak Polacy wypadają pod względem majątku, wykształcenia czy wpływów politycznych w USA — to daje ciekawy obraz.

Czy są w USA jakieś poważne instytucje, jak think tanki, czy fundacje, które nie są klubami towarzyskimi, tylko dbają o polską sprawę?

Krótka odpowiedź: tak – są takie instytucje, ale jest ich niewiele i są raczej słabe w porównaniu np. z żydowskimi czy irlandzkimi strukturami wpływu w USA.

Nie okłamujmy się. Ciągle jesteśmy słabym państwem. Lecz, to także powód tego jacy jesteśmy, to ogromny potencjał jaki posiadamy. Zarówno w ludziach, w europejskiej geografii, oraz z potężnymi zasobami naturalnymi. Od stuleci nasi sąsiedzi ze wschodu i zachodu, a w pewnych histortcznych momentach, także z północy i południa, starali się nas unicestwić jako suwerenne państwo. A dzisiaj? Wyglada na to, że ponownie chcą nas podbić i wchłąnąć jak jakąś kolonię. Co gorsza, dzisiejsza władza, to przkupne samozwańcze elity, które robią wszystko, by nas za grube pieniądze sprzedać.

Potrzebujemy pomocy. I to jak najszybciej. Pomocy silnej. W Europie nikogo takego nie ma. A trochę dalej, w Azji, nie możemy ufać czy to Chinom, czy może Indiom, albo nawet arabskim bogaczom. To inne cywilizacje, gdzie się tylko myśli o sobie.

Cóż nam pozostaje? Jedynie "przyjaźń" ze Stanami Zjednoczonymi Ameryki. Naszym notorycznym marudom, którzy wyobrażają sobie naszą samodzielność, bo to romantyczni biedacy, lecz dobrzy patrioci. Po prostu musimy stać się dla USA poważnym partnerem. I co ważne – potrzebnym partnerem.

Jednak najważniejsze, i to właśnie teraz, dzisiaj, jest pytanie – czy Stany Zjednoczone chcą Polski?

Jestem święcie przekonany, że przy prezydenturze Donalda Trumpa i jego oceny sytuacji strategicznej na świecie, oraz widząc bliską bankructwa; Europę zorganizowaną w fatalnej Unii Europejskiej, to właśnie Rzeczpospolita jest optymalnym wyborem Polski, jako poważnego sojusznika.

Handlujemy z Amerykanami dość przyzwoicie. Lecz tylko w dwóch sektorach: - militarnym i LNG. Dlaczego u nas nie ma amerykańskich supermarketów i przeróżnych sklepów? Wprawdzie wszędzie mamy McDonaldsa i KFC, ale dzisiaj to już marki międzynarodowe. Większość handlu detalicznego to Europa, z poważną przewagą Niemców, których nawet państwo miliardami wspiera, by narzucić nam swoje sklepy, jako symbol zakupów dla Polaków. Nie ma handlu amerykańskimi samochodami. Nie ma też u nas agencji turystycznych. I wierzcie mi – USA oferuje towary o wiele taniej niż nasi europejscy producenci.

Jeszcze dzisiaj, dla zwykłych Amerykanów jesteśmy mało rozpoznawalni. Stary nasz narodowy grzech: ; kłócimy się nawet ze sobą. Wiem od tamtejszych przyjaciół z Chicago, które jest największym skupiskiem Polaków; są od zawsze tylko waśnie i kłótnie. Dokładnie, jak pół wieku temu pokazał Sylwester Chęciński w trylogii "Sami swoi", gdze sąsiedzi – Kargul i Pawlak, z byle powodu nieustannie walczą ze sobą (słynne słowa – "Sąd sądem, ale sprawiedliwość musi być po naszej stronie" powedziała babcia Kargula wręczając by sąd przekonać, siatkę z granatami).

Jakoś inne imigracyjne narody potrafią się dogadać i nawet zjednoczyć. Nawet z Hondurasu, czy Ukrainy. Oczywiście Irlandczycy, Włosi, czy Żydzi to w USA potęga. I cieszą się zarówno szacunkiem i majątkiem. My, Polacy niestety nie.

Obecna władza – liberalni socjaliści, czyli de facto neokomuniści Donalda Tuska i jego ferajny robią wszystko, nawet posuwając się do chamskich słów i gestów, by nas Amerykanom zochydzić. Nawet od przejęcia władzy nie usunieto z USA ambasadora, który jest otwartym wrogiem Ameryki. To bardzo licha postać. Ale to świadomy i specjalny wybór premiera Tuska i ministra spraw zagranicznych Sikorskiego.

Chyba pierwszym, coś znaczącym Polakiem, który potrafi z Amerykanami rozmawiać i ich zdobywać, jak ja to pamietam, jest Dominik Tarczyński, obecnie poseł do Parlamentu Europejskiego. Przemawiał do Amerykanów tak, że miał burzę oklasków na stojąco. Może sobie ich zjednał, bo mówił dobrze po "amerykańsku", a nie po angielsku (uwerzcie – to nie to samo).

Sporo też zrobił w polsko – amerykańskich relacjach redaktor Sakiewicz. Była to oddolna inicjatywa. To zorganizowane wszędzie gdzie są polscy emigranci Kluby "Gazety Polskiej". W USA działają jako oddolne stowarzyszenia promujące polską kulturę, historię i wspierające Polonię. Główne ośrodki znajdują się m.in. w Chicago, New Jersey, Bostonie, Filadelfii oraz Nowym Jorku. Organizują one spotkania, obchody rocznic patriotycznych oraz zjazdy klubów z USA i Kanady. 

Lecz to wszystko mało. Brakowało ciągle chęci towarzyskich relacji z Amerykanami.

* * *

Z Igorem Janke zetknąłem się jakieś 20 lat temu. Wówczas, gdy właściwie wraz z żoną tworzyli pierwszy polski portal społecznościowy. Mam na myśli "Salon24".

Ja uważam Salon za pierwsy prawdziwy portal społeczny został stworzony przez Igora Janke.

Oczywiście były już wcześniej takie internetowe portale jak Fotka, czy Nasza Klasa, ale to byly takie przyjacielskiem czy randkowe pogaduszki. Własnie Salon24 chyba egzestujący do dzisiaj był prawdziwym pierwszym w Internecie społeczną wymianą poglądów i dialogu jako platforma blogowa + społeczność, gdzie była możliwość publikowania własnych tekstów, komentowania i , a nawet prowadzenia debat i tworzenia środowisk opinii.

To był przelom w polskim Internecie.

Dzisiaj Igior Janke, to człowiek zupełnie innego formatu. Dosłownie chapeau bas. Powiem nawet: - może pozytywnie przejdzie do historii nie tylko RP.

Jest w USA kilka polskich formalnych instytucji. Lecz mówiąc brutalnie, ale uczciwie - jest ich mało. Są słabo finansowane. Mają ograniczony wpływ na politykę USA. Działają bardziej „punktowo” niż systemowo

No i kluczowy wniosek: - Polonia w USA jest liczna (miliony ludzi), ale jej instytucje nie stworzyły silnego lobby; nie kontrolują narracji o Polsce i nie mają takiej siły jak np. środowiska żydowskie czy irlandzkie.

Janke jest dziś:prezesem Warsaw Freedom Institute, czyli próbuje stworzyć polski ośrodek wpływu w Waszyngtonie. Ten ośrodek powstał w 2024 roku i ma wzmacniać relacje Polska–USA. Chce budować „obecność intelektualną Polski w Ameryce”. Janke to jedna z bardzo nielicznych osób, które rozumieją, że bez think tanków Polska nie istnieje w debacie USA więc próbuje coś z tym zrobić systemowo (nie tylko „spotkania Polonii”).

Wspolnikiem, czy nawet przyjacielem Janke jest pan Adrew Michta. Kim on jest?

Andrew A. Michta, to rzeczywiście ważna postać w tym środowisku. To politolog i ekspert od bezpieczeństwa międzynarodowego, profesor i analityk strategiczny. Specjalizuje się w NATO, Rosji i Europie Środkowo-Wschodniej. Pełnił już ważne funkcje: - pracował w Atlantic Council (Waszyngton), był dziekanem w George C. Marshall European Center for Security Studies, a wcześniej był związany z uczelniami w USA (m.in. Rhodes College).

To nie jest działacz Polonii w stylu „organizacyjnym”. To człowiek z wewnątrz amerykańskiego systemu analitycznego. Czyli: działa w głównym nurcie elit USA, ma dostęp do debat strategicznych. I co istotne - jego głos jest słuchany przy tematach NATO, Rosji, wojny.

Michta to przykład tego, co Polacy robią najlepiej indywidualnie. ✔️ Michta to postać poważna i rozpoznawalna w Waszyngtonie. ✔️ jeden z nielicznych ludzi z polskimi korzeniami tak wysoko w analizie strategicznej USA.

Dobrze — to jest właśnie ten poziom, na którym zaczyna się realny wpływ, a nie tylko liczebność Polonii. 

Dlaczego dopiero "coś ruszyło" w stworzeniu partnerskich polsko – amerkańskich stosunków.? Nie mam wątpliwości, że to zbieżność: - Donald Trump prezydentem USA, a w Polsce prezydentem został Karol Nawrocki.

Nawiązala się między nimi więź. Owocne już bylo ich spotkanie, gdy Karol Nawrocki był jeszcze kandydatem na głowę państwa. Okazuje się, ze nie tylko mają wiele wspólnego i oboje mogą być dla siebie pożyteczni. Lecz to temat na inny felieton. W każym razie widzimy, że istnieje już pewien układ między tytularnymi głowami państwa – Nawrockim i Trumpem. Jest tylko mała przeszkoda. Komunistyczna nasza Konstytucja nie daje prezydentowi RP dostatecznych mocy sprawczej. Komuniści, ciągle przywiązani do struktur takich jak Biuro Polityczne i Komitet Centralny, widząc jakie absurdy i dyktatorskie zapędy demonstrował b. prezydent Wałęsa, ostrożnie ograniczyli prezydentowi możliwości współrządzenia państwem. To w założeniu – i na niemiecki wzór miała być na prezydenckim fotelu tylko postać dekoracyjna. Więc dzisiaj, co jest do prawdy wredne i umyślne – prezydent RP nawet nie ma swojej ochrony, tak jak na całym demokratycznym świecie.

Mimo tego, Karol Nawrocki, w odróżnieniu od swego poprzednika, także prawcowca, okazał się twardzielem, tradycjonalistą i patriotą ze zdrowym rozsądkiem.

Jest ciężko. Pewien jestem, że obie strony mocno pracują by stworzyć bilateralne, polsko amerykańskie przymierze. Mamy też zmasowany atak, by do tego nie dopuścić. Niemcy i władze Uni Europejskiej będa robić wszystko, by Polska nie rosła i robiła się mocniejsza. Tak samo myśli Rosja. Kto wie, czy jak przy rozbiorach, Niemcy i Rosja dzialają likwidacji naszego państwa nie działają w tajnym porozumieniu. To ich marzenie od kilkuset lat. No i niestety wychowali sobie, albo zdoktrynalizowali, lub po prostu kupili ludzi z koalicji 13 grudnia, którzy agresywnie działają przez miony okres na zniszczenie kraju.

Lecz jestem optymistą. Powoli zdobywamy przewagę. A Trump ze swojej strony też nam pomaga. Tak, jak na przykład odebranie lewakom najpaskudniejszej medialnej propagandy, jakim byla telewizja TVN – zbudowana z pieniędzy ukradzionych mnie, tobie i wam, w aferze FOZZ.

Będzie dobrze...


sobota, 14 marca 2026

Jeżeli nie panujesz nad emocjami...

 




Pełne powiedzenie, które najczęściej się przytacza w tym kontekście, brzmi:

„Jeżeli nie panujesz nad emocjami, to one panują nad tobą.”

Czyli: brak kontroli nad reakcjami emocjonalnymi sprawia, że emocje kierują Twoim zachowaniem, zamiast Ty nimi.

To bardzo trafne w życiu codziennym, bo widać to zarówno w decyzjach finansowych, a także politycznych, jak i w relacjach czy zdrowiu – nagłe impulsy potrafią “wyłączyć” rozsądek.

Kim jest facet – nie byle kto – premier państwa – najmocniejsza siła wykonawcza w strukturze państwa, gdzie prezydent ma o wiele słabsze moce i plenipotencje. Bo tak mówi Konstytucja. A co według mnie jest idiotyzmem, bo prezydent w kraju demokratycznym jest wybierany przez naród, a premier zazwyczaj jest tylko szefem partii która wygrała.

Dla mnie premier Rzeczypospolitej obecnie, jest własnie człowiekiem, z potężnym defektem osobościowym, który właśnie pokazuje, że nie panuje nad emocjami. Nazwać publicznie, do kamery, czyli do całego narodu krzyczy: - "Jesteście zakute łby". To coś, co powinno zaniepokoić każdego myślącego Polaka.
 

Śledzę wielu polityków. Donalda Tuska chyba od momentu, bodajże riku 1992, kiedy to nocą obalali rząd Jana Olszewskiego.        

Z drugiej strony na czele mojej wszechstronnej ciekawości, najbardziej drążę istotę człowieczeństwa. To dokładniej bardzo młodziutka nauka – kognitywistyka.

Kognitywistyka łączy podejście biologiczne, psychologiczne, informatyczne i filozoficzne po to, aby zrozumieć jak działa umysł, jak powstaje świadomość i jak mózg realizuje myślenie.

Można powiedzieć, że jest mostem między nauką ścisłą a filozofią umysłu.

A dokładniej: - Kognitywistyka to interdyscyplinarna dziedzina nauki zajmująca się umysłem, poznaniem i procesami mentalnymi.

Co obejmuje:

  • Psychologia poznawcza – jak myślimy, uczymy się, pamiętamy.
  • Neurobiologia i neurokognitywistyka – jak mózg realizuje funkcje poznawcze.
  • Sztuczna inteligencja i robotyka poznawcza – modelowanie procesów umysłowych w maszynach.
  • Lingwistyka – jak język i myślenie się przenikają.
  • Filozofia umysłu – pytania o świadomość, wolną wolę, intencjonalność.

Antropologia i socjologia poznawcza – jak kultura i społeczeństwo kształtują myślenie.

"Bawiąc" się tą młodziutką nauką połączyłem ją z postacią obecnego premiera Donalda Tuska. Musiałem sobie uświadomić – kim właściwie jest taki zły człowiek. Z analizy, już ja jestem przekonany, że to człowiek w pewnym sensie chory. To socjopata u władzy według mojego spojrzenia. 

Socjopatia nie jest uznawana w medycynie za chorobę w sensie fizjologicznym, jak np. cukrzyca czy nadciśnienie.

diagnostyce psychiatrycznej i psychologicznej jest klasyfikowana jako:

  • zaburzenie osobowości – dokładnie „antyspołeczne zaburzenie osobowości” (ang. Antisocial Personality Disorder, ASPD) w DSM-5 i ICD-10/11.

Czyli:

  • Psychologia / psychiatria: opisuje cechy, wzorce zachowań, impulsywność, brak empatii, lekceważenie norm.

* * *

Żeby samemu nie popełnić głupiego błędu, odbyłem rozmowem z Dżipitem, najbardziej popularną AI. Często mylimy psychopatę z socjopatą. Więc wytłumaczmy to.

1. Psychopata

  • Rodzi się z pewnymi predyspozycjami – często genetyczne lub neurologiczne podłoże (np. różnice w budowie mózgu).
  • Charakter spokojny, wyrachowany – potrafi planować i manipulować innymi bez widocznych emocji.
  • Wysoka kontrola impulsów – nie widać nagłych wybuchów agresji, zachowanie jest bardziej zimne i metodyczne.
  • Często atrakcyjny społecznie – potrafi “udawać” normalność, maskować brak empatii.

2. Socjopata

  • Częściej wynik wychowania i środowiska – trudne dzieciństwo, zaniedbania, przemoc.
  • Impulsywny, wybuchowy – łatwo traci panowanie nad sobą.
  • Trudności z planowaniem – działania często chaotyczne, nieprzemyślane.
  • Trudniej udawać normalność – łatwo go rozpoznać w zachowaniu społecznym.

Podsumowanie jednym zdaniem:

  • Psychopata = zimny, wyrachowany strateg, emocje maskuje, działa metodycznie.
  • Socjopata = bardziej impulsywny, chaotyczny, brak kontroli nad emocjami, widać „ograniczenia społecznego filtra”.

Czy widzimy to wyraźnie, że zachowanie się premiera ostatnio bardzo pasuje do opisu człowieka z socjopatią?
 

Lecz myślę dalej. Chcę już dokładniej zanalizować postać, która nam tyle krwi psuje. Więc pytam dalej.
 

Jazgdyni

No dobrze. Teraz znaczenie przywódcy, który jest określany despotą. Jaki to despota, gdy jest socjopatą?
 

ChatGPT

Jeżeli przywódca jest określany jako despota, a jednocześnie jest socjopatą, to mamy do czynienia z bardzo specyficznym typem władzy. Można to opisać tak:

1. Cechy despoty-socjopaty

  • Impulsywność – decyzje podejmuje nagle, często kierując się chwilową emocją, a nie planem.
  • Brak empatii – nie liczy się z potrzebami ludzi ani konsekwencjami swoich działań dla innych.
  • Chaotyczne rządy – reguły zmienia według własnej woli, co wprowadza niepewność w otoczeniu.
  • Skłonność do agresji – wobec podwładnych lub przeciwników, często bez przewidywalnych granic.
  • Trudność w długoterminowym planowaniu – zwykle brak strategicznej wizji, działania są ad hoc.

Podsumowanie

Socjopata-despot = emocjonalny, chaotyczny, wybuchowy władca.
Psychopata-despot = zimny, wyrachowany, strategiczny władca.

W praktyce socjopatyczny despota często wprowadza nieprzewidywalność i strach w otoczeniu, podczas gdy psychopatyczny despota wprowadza kontrolę i manipulację przy zachowaniu pozorów normalności.

Jazgdyni

Czy można powiedzieć, że socjopata dojrzały ma niższe IQ? Emocje przykrywają zdrowy rozsądek?

ChatGPT

Nie można wprost powiedzieć, że socjopata dojrzały ma niższe IQ. IQ, czyli inteligencja poznawcza, nie jest bezpośrednio powiązana z socjopatią – są osoby impulsywne i emocjonalne, które mają wysokie IQ, a są też osoby o przeciętnym.

To, co rzeczywiście obserwuje się u socjopatów, to:

1. Emocjonalna impulsywność

  • Socjopata często działa pod wpływem chwilowych emocji, co może maskować jego zdolność logicznego myślenia.
  • Tę impulsywność czasem myli się z „brakiem zdrowego rozsądku”, ale w rzeczywistości IQ nie spada, tylko decyzje są zakłócane przez emocje.

2. Brak kontroli nad emocjami

  • Zdolności planowania są ograniczone przez impulsy i wybuchy gniewu.
  • Dlatego osoba może popełniać nierozsądne, krótkoterminowe wybory, mimo że intelektualnie potrafiłaby je przewidzieć.

3. Dojrzałość a socjopatia

  • „Dojrzały” socjopata często uczy się maskować impulsy, ale zwykle nie eliminuje ich całkowicie.
  • Może być skuteczny w pracy, w relacjach, w manipulacji, ale emocje wciąż wpływają na decyzje, szczególnie pod presją.

Podsumowanie

  • IQ = zdolności poznawcze, zwykle nie obniżone.
  • Zdrowy rozsądek / racjonalne decyzje = mogą być zaburzone przez impulsywność i emocje.
  • Innymi słowy: emocje „przykrywają” racjonalne myślenie, ale nie oznaczają braku inteligencji.
     

Żeby być w pełni w tej analizie usatysfakcjonowany, zapytalem:
 

Jazgdyni
 

Czy socjopatyczny despota może być posłusznym wykonawcą potężniejszych sił i wiernie i lojalnie im służyć?

CzatGPT

Tak, może – i to wcale nie jest rzadkie. Socjopatyczny despota ma kilka cech, które sprawiają, że może być lojalnym i skutecznym wykonawcą większych struktur władzy, o ile spełnione są pewne warunki:

1. Dlaczego to działa

  • Brak empatii wobec innych – nie przejmuje się cierpieniem podwładnych, więc wykonuje rozkazy bez wyrzutów sumienia.
  • Impulsywność i żądza władzy – łatwo angażuje się w zadania, które dają mu emocjonalną satysfakcję lub władzę, nawet jeśli nie są jego pomysłem.
  • Skłonność do manipulacji – potrafi zabezpieczyć swoją pozycję i zdobyć przychylność zwierzchników.

2. Warunki, by był „posłusznym” wykonawcą

  1. Silna struktura hierarchiczna – musi istnieć czytelna władza wyższa, której się podporządkuje.
  2. Nagroda za lojalność – może to być władza lokalna, przywileje, finansowe profity, prestiż.
  3. Kontrola i ograniczenia – w przypadku braku nadzoru jego impulsy mogą działać własnym torem, co grozi destabilizacją.

3. W praktyce historycznej

Socjopatyczni despoci w armii, aparacie państwowym czy strukturach wielkich firm często:

  • są skuteczni w egzekwowaniu poleceń, nawet brutalnych
  • jednocześnie nie kwestionują celów nadrzędnych, dopóki widzą w tym własną korzyść
  • stają się narzędziami władzy, choć sami bywają brutalni i impulsywni

Podsumowanie

Socjopata-despot = skuteczny wykonawca potężnych sił, jeśli istnieje wyraźna hierarchia i nagrody.
Nie jest lojalny z idei czy moralności – lojalność jest wyrachowaniem lub wynikiem korzyści.
 

Jazgdyni

Podasz parę przykładów?

ChatGPT

Oczywiście. Historycznie i współcześnie można znaleźć przykłady socjopatów-despotów, którzy byli lojalnymi wykonawcami większych struktur władzy, choć ich motywacja była zwykle wyrachowana i egoistyczna, a nie moralna.

1. Armia i aparaty państwowe

  • Heinrich Himmler – w strukturach III Rzeszy.
    Był ekstremalnie brutalny, impulsywny wobec podwładnych, ale wiernie realizował rozkazy Hitlera, organizując aparaty terroru. Lojalność wynikała z ambicji i możliwości utrzymania władzy.
  • Joseph Goebbels – minister propagandy III Rzeszy.
    Socjopatyczny w sensie manipulacji i braku empatii, impulsywny, ale całkowicie oddany Hitlerowi. Jego działania były wyrachowane, ale podporządkowane nadrzędnemu przywódcy.

2. Współczesne przykłady w organizacjach

  • Wysocy funkcjonariusze reżimów autorytarnych (np. w Korei Północnej, dawnym ZSRR) – często impulsywni i brutalni lokalnie, ale wykonują polecenia wyżej postawionych osób bez sprzeciwu, bo wiedzą, że w lojalności tkwi ich przetrwanie i pozycja.
  • Menedżerowie w firmach, którzy działają bez empatii – niektórzy w korporacjach są impulsywni wobec pracowników, ale skrupulatnie realizują strategię zarządu, bo w tym widzą własną korzyść.

3. Kluczowe cechy w każdym przypadku

  • Lojalność nie wynika z sumienia, tylko z kalkulacji: „dopóki służę, mam władzę / profit / ochronę”.
  • Mogą być ekstremalnie brutalni lokalnie, ale generalnie nie destabilizują całej struktury, dopóki są kontrolowani przez nadrzędną władzę.
     

Ja nie mam swoich wątpliwości, że rządzi krajem taka właśnie osoba. Tak, czy inaczej – to człowiek nieszczęśliwy. Jednakże nie powinien on być przywódcą odpowiedzialnym za państwo i prawie 30 milionowy naród. Ile szkód nas spotkało przez ostatnie dwa lata...

piątek, 6 marca 2026

Wojny bez setek tysięcy ofiar

 




Zdjęcie: MOHAMMAD REZA PAHLAVI SHAH & WIFE

Czy to, co się właśnie dzieje na Bliskim Wschodzie, to przełom w sposobie prowadzenia wojen?

Czy napaść na Ukrainę przez Rosję Putina to ostatnia, tradycyjna od stuleci metoda, dobrze opisana przez Clausewitza, strategia i taktyka wojny, jak to się dzisiaj to nazywa – wojny kinetycznej?

Co, przy współczesnych technologiach, jest skuteczniejsze, tańsze i bardziej humanitarne? Setki tysięcy zabitych i okaleczonych, albo tylko ucięcie głowy wrogowi?

I nie chodzi, jak to zazwyczaj bywało by wygrać i zdobyć państwo wroga. Wystarczy tylko aby wróg stał się państwem upadłym.

Popatrzmy na straty ludzkie wojny, która się nadal toczy, kiedy to w lutym 2022 wojska Putina zaatakowały Ukrainę, głupio planując, bo mieli przekonanie, że w trzy dni zdobędą Kijów, i rozbiją władze kraju, prawdopodobnie likwidując prezydenta i jego rządy. A w maksymalnie dwa tygodnie Ukraina ponownie stanie się częścią wielkiej Rosji.

Efekt jest taki, że w swojej bucie i pysze, wojna się toczy dalej, a jej koniec i efekty, do dzisiaj są niewiadome.

Lecz czy to nie jest w tej wojnie straszne?

Żołnierze – Rosja (zabici + ranni)

~1,200,000

Zabici rosyjscy żołnierze (szacunek)

~325,000

Żołnierze – Ukraina (zabici + ranni)

~500,000–600,000

Zabici Ukraina żołnierze(szacunek)

~100,000–140,000

Cywile Ukraińcy zabici

~16,000

Cywile Rosjanie zabici

~7,000–8,000
 

Podsumowując, to aktualny, najlepiej udokumentowany stan zgonów i ofiar wojny Rosja–Ukraina od inwazji 24 lutego 2022 do początku 2026 r. – trzeba to przedstawić orientacyjnie, bo dokładne liczby są trudne do ustalenia i różnią się w zależności od źródła. 
 

To nie jest coś wyjątkowo barbarzyńskiego i okrutnego. To tradycyjna wojna, jakie się toczą do stuleci: - masowe armie, okupacja terytorium, tysiące zabitych i ogromne koszty polityczne.

Stany Zjednoczone i Izrael zaatakowały Iran zabijając w jedną chwilę.

Po klęskach Amerykanów w wojnie wietnamskiej, wojnie z Afganistanem, a także w wojnie z Irakiem, USA zdecydowało, że to już koniec. Nie będą ginąć amerykańscy żołnierze. 

USA zdecydowała się na nową strategię wojskową. To decapitation strike – „uderzenie odcinające głowę”. Chodzi o jednoczesne zniszczenie: przywództwa politycznego, sztabu wojskowego i łączności i systemów dowodzenia.
 

To nie jest nagłe przejście na strategię minimalizującą straty amerykańskich żołnierzy, a także obniżającą koszty walki.

Już wcześniej stosowano, a właściwie testowano tę metodę. Tu kilka przykładów:

  • Likwidacja Osamy bin Ladena (2011)
  • Operacja przeprowadzona przez siły specjalne USA.
  • celem był przywódca Osama bin Laden
  • organizacja: Al-Qaeda
  • miejsce: Abbottabad
  • Jedna nocna operacja komandosów zakończyła się eliminacją głównego symbolu i przywódcy organizacji.
  • Sun Tzu: uderzenie w przywództwo zamiast w tysiące bojowników.

    2. Operacja przeciwko ISIS (2019)

  • W 2019 zlikwidowano przywódcę tzw. Państwa Islamskiego.
  • przywódca: Abu Bakr al Baghdadi
  • organizacja: Islamic State
  • miejsce: Idlib
  • Po jego śmierci struktura ISIS zaczęła się rozpadać.

    3. Operacja przeciwko Soleimaniemu (2020)

  • Uderzenie precyzyjne dronem USA.
  • cel: Qasem Soleimani
  • miejsce: Baghdad International Airport
  • Soleimani był architektem irańskiej strategii w całym regionie.
  • 4. Operacje izraelskie przeciw kierownictwu Hamasu
  • Izrael wielokrotnie stosował tę metodę:
  • np. likwidacja:
  • Ahmed Yassin
  • Abdel Aziz al Rantissi
  • organizacja: Hamas
  • Celem było zniszczenie struktury dowodzenia organizacji, a nie walka z każdym bojownikiem.

  • 5. Wenezuela najnowsza operacja "ścięcia głowy" , T ostatnia akcja wspóczesnej strategii to zaledwie miesiąc z hakiem temu, Warto pokazać jak tego dokonano.
  • Operacja pojmania Nicolás Maduro odbyła się 3 stycznia 2026 w Caracas. A to było:
  1. Miesiące przygotowań – amerykańskie służby i wojsko trenowały atak na makiecie rezydencji Maduro. 
  2. Nocny atak lotniczy – samoloty i drony USA najpierw zniszczyły lub sparaliżowały obronę przeciwlotniczą i kilka baz wojskowych wokół Caracas
  3. Desant śmigłowców – oddziały specjalne wylądowały przy kompleksie, gdzie przebywał Maduro.
  4. Szturm na budynek – po krótkiej walce z ochroną zatrzymano Maduro i jego żonę Cilię Flores
  5. Ewakuacja – jeńców przewieziono helikopterem na okręt US Navy, a następnie do USA, gdzie postawiono im zarzuty narkoterroryzmu. 

Była to tzw. operacja „decapitation strike” – uderzenie w przywództwo państwa zamiast prowadzenia długiej wojny.

I jeszcze więcej szczegółów precyzyjnie wg. oficjalnych źródeł.

Nazwa operacji: Operation Absolute Resolve
Data: 3 stycznia 2026
Miejsce: Caracas

Czas trwania

  • Start: 02:01 w nocy (czas lokalny)
  • Koniec: 04:29
  • Łączny czas: ok. 2 godziny 28 minut

Sama akcja szturmowa w budynku trwała kilkanaście minut.

Dokładna lokalizacja kryjówki

Maduro znajdował się w rezydencji w kompleksie wojskowym:

  • Fuerte Tiuna Military Complex
  • południowa część Caracas
  • największa baza wojskowa Wenezueli
  • siedziba ministerstwa obrony

Nicolás Maduro próbował uciec do pancernego schronu (safe room) w budynku, ale został zatrzymany przed wejściem.

Siły użyte w operacji

  • ponad 200 operatorów sił specjalnych
  • jednostka szturmowa: Delta Force
  • lotnictwo: ponad 150 samolotów i śmigłowców
  • śmigłowce: 160th Special Operations Aviation Regiment
  • wsparcie: CIA, cyberwojna, satelity

Straty

USA

  • 0 zabitych
  • 7 rannych żołnierzy

Siły Maduro

  • 23–47 żołnierzy wenezuelskich zabitych
  • 32 kubańskich doradców wojskowych zabitych
  • kilku cywilów

Kluczowy moment

Od momentu lądowania komandosów do zatrzymania Maduro minęło około 11 minut.

Dodam jeszcze, że Amerykanie poraz pierwszy użyli jeszcze wciąż tajny sprzęt cy bernetyczny do blokady urządzeń komunikacji i łaczności, ostrzeżenia i wykrywania napastnika. Wrogowie nic nie widzieli i niczego się dokładnie nie spodziewali.

Taką ciekawostkę tutaj dodam – USA, co istotne, zaatakowała 3 stycznia. A to była sobota. Jak sobie poszukać, to USA zazwyczaj rozpoczyna ataki w weekendy. Dlaczego? Nastepnym razem to rozwinę.

* * *

Zanim ktoś zacznie podziwiać Amerykanów, za rozpoczęcie nowej strategii prowadzenia wojen z ewidentnymi wrogami (oczywiście należy z tej kategorii na razie usunąć Chiny i Rosję, bo te państwa są kwalifikowane jako konkurenci), to powiem, że taka właśnie sztuka prowadzenia wojen powstała już 2 500 lat temu.

Słusznie się domyślacie, to chiński geniusz wojny Sun Tzu i jego nieśmiertelne dzieło "Sztuka Wojny" (empik 62,36 zł).

Według koncepcji Sun Tzu kluczowe jest uderzenie w centrum zdolności przeciwnika do działania, zanim rozwinie on swoją siłę. Nie zawsze musi to być bitwa – często chodzi właśnie o pozbawienie przeciwnika kierownictwa lub zdolności dowodzenia.

Najważniejsze zasady u niego brzmią w skrócie tak:

  1. Najlepsze zwycięstwo to takie bez wielkiej bitwy.
    Złamać wolę przeciwnika zanim dojdzie do długiej wojny.
  2. Najpierw uderz w strategię przeciwnika.
    Jeśli ją zniszczysz, armia staje się chaotyczna.
  3. Następnie uderz w jego sojusze i system dowodzenia.
    Bez przywództwa i koordynacji armia traci skuteczność.
  4. Dopiero potem atakuj jego wojsko.
  5. Najgorszym rozwiązaniem jest oblężenie i długotrwała wojna, bo wyczerpuje także zwycięzcę.

Jedno z najbardziej znanych zdań Sun Tzu dobrze to podsumowuje:

Najwyższą sztuką wojny jest pokonać wroga bez walki.”

Dlatego w jego logice uderzenie w przywództwo, sztab, komunikację lub strukturę decyzyjną przeciwnika jest często skuteczniejsze niż niszczenie dużych sił wojskowych.

Taka Ciekawostka:

W akademiach wojskowych USA książka The Art of War jest nadal obowiązkową lekturą.
Wielu strategów uważa, że w epoce technologii:

  • dronów
  • satelitów
  • cyberwojny
  • precyzyjnych rakiet

zasady Sun Tzu są jeszcze bardziej aktualne niż 2500 lat temu.

Oczywiście – Sun Zi w „Sztuce wojny” nie opisuje bitew konkretnych historycznie, ale podaje zasady działania, strategie i taktyki, które mają prowadzić do zwycięstwa przy minimalnych stratach. Można je uporządkować w sposób chronologiczny i logiczny w czasie przygotowań do konfliktu i jego prowadzenia:

1. Poznaj siebie i przeciwnika

  • „Jeśli znasz przeciwnika i siebie, nie musisz się obawiać wyniku stu bitew.”
  • Chodzi o dokładną analizę sił własnych i wrogich, zasobów, morale, logistyki, terenu.
  • Działanie praktyczne: wywiad, rozpoznanie, obserwacja, testowanie reakcji wroga.

2. Planowanie i przygotowanie

  • „Wszystkie wojny opierają się na oszustwie.”
  • Sun Zi zaleca staranne planowanie, tworzenie zasłon pozorów, wykorzystywanie dezinformacji.
  • Działanie praktyczne: rozstawienie wojsk w taki sposób, aby wróg myślał, że siły są w innym miejscu; pozorne odwroty.

3. Wybór odpowiedniego czasu i miejsca

  • „Kto zajmuje pozycję korzystną, wygra bez walki; kto zajmuje pozycję niekorzystną, przegra mimo walki.”
  • Znaczenie ma teren, pogoda, pory dnia i pory roku.
  • Działanie praktyczne: atakować w momencie, gdy wróg jest nieprzygotowany lub wyczerpany; wykorzystać naturalne przeszkody, przesunięcia wody, gór, dróg.

4. Wykorzystanie elastyczności i mobilności

  • „Woda przybiera kształt terenu; wojsko – sytuacji wroga.”
  • Sun Zi podkreśla elastyczne reagowanie na zmiany sytuacji, unikanie sztywnego planu.
  • Działanie praktyczne: szybką koncentrację sił w słabym punkcie wroga, rozdzielanie sił w odpowiednich momentach.

5. Zwycięstwo bez walki

  • Najwyższa sztuka wojny to zdobycie państwa nie walcząc.”
  • Celem jest demoralizacja, izolacja i podział przeciwnika, aby nie musiał być pokonany siłą.
  • Działanie praktyczne: sojusze, negocjacje, propaganda, sabotaż, blokada ekonomiczna.

6. Walka w momencie krytycznym

  • Gdy walka jest nieunikniona, Sun Zi zaleca wykorzystanie przewagi taktycznej i psychologicznej.
  • „Pochwyć wroga w stanie zdezorganizowanym, a zwycięstwo będzie twoje.”
  • Działanie praktyczne: koncentracja ognia w jednym punkcie, flankowanie, atak z zaskoczenia.

7. Logistyka i morale

  • „Wojsko żyje dzięki jedzeniu i wodzie; zwycięstwo zależy od morale.”
  • Dbaj o zaopatrzenie i kondycję żołnierzy, nie przeciążaj ich marszem czy walką.
  • Działanie praktyczne: krótsze marsze, dobre obozy, wsparcie medyczne, jasne rozkazy.
     

Jak to widzimy, Rosja Putina ma w nosie nauki Sun Tzu. Bo przecież oni zawsze są lepsi i mądrzejsi. A potem, zamiast zdobyć Ukrainę w 3 dni, albo nawet w 2 tygodnie, walczą, giną i biednieją cztery lata. I końca nie widać.
 

Mam też mocne podejżenie, że Europa z Unią Europejską, z Niemcami na czele, którzy stworzyli na naszym kontynencie Koalicję Chętnych, pewnie nie przyszło im do głowy pomyśleć, jak się skończyła wojna Iraku paskudną klęską. Ten kraj również sobie założył Koalicję Chetnych.

Ostrożni analitycy z zakresu strategii i taktyk wojennych optymistycznie twierdzą, że w kwestii bezpieczeństwa i obrony, państwa europejskie są co najmniej 10 lat do tyłu w stosunku do militarnego bezpieczaństwa, mocy i nowoczesności Stanów Zjednoczonych.

Jak przeszukuję przerózne źródła informacji, to większość publicystów, nawet wyspecjalizowanych znawców sztuki wojny, jak pan Wojciech Szewko, którego bardzo cenię: - politolog i wykładowca akademicki, publicysta i analityk stosunków międzynarodowych, specjalizujący się w tematyce Bliskiego Wschodu oraz terroryzmu w swojej trzy godzinnej rozmowie u Stanowskiego w kanale ZERO, jeszcze nie wychwycił amerykańskiej strategii Decapitation strike.

Jak to widzimy takie operacje, takie "wojny" są błyskawiczne i co też istotne – stosunkowo tanie. A jaka będzie Wenezuela po tym? To już nie jest takie istotne. Daje się swobodę – niech obywatele sami sobie radzą.

Podobnie dzieje sie teraz z Iranem. Biały dom oświadczył, że USA będzie się koncentrował na Iranie najwyżej dwa, trzy tygodnie. Chcą Persowie mieć na szczycie ponownie dynastię Pahlawich, za rządów których Persom żyło się znacznie lepiej [Dynastia Pahlawich – ostatnia dynastia perska, panująca w Iranie w latach 1925–1979. Jej założyciel, Reza Szah Pahlawi, obalił zasiadający wcześniej na perskim tronie ród Kadżarów. W 1941 roku przekazał władzę synowi Mohammadowi Rezie Pahlawiemu.], lecz niestety teokracja (ajatollahowie) i siła islamu wygrały, wpędzając państwo w krwawą dyktaturę, to proszę bardzo – niech to sobie sami zdecydują. Od teraz Iran stał się państwem upadłym.

Proszę zwrócić uwagę, jak dzisiaj zachowują się Chiny i Rosja. Siedzą cicho. A przecież Iran był ich niemal najważniejszym partnerem. Dla Chin to poważny dostawca ropy naftowej o innych węglowodorów. A dla Rosji to chyba najważniejszy towarzysz w wojnie z Ukrainą. Więc może już uznali, że to państwo upadłe i już na nic się nie przyda?

To także potężne udeżenie w BRICS [ Brazylia, Rosja, Indie, Chiny, RPA, Egipt, Etiopia, Indonezja, Iran, Arabia Saudyjskia oraz Zjednoczone Emiraty Arabskie. – wrogów USA i amerykańskiego dolara, Pewien jestem, ze i Arabia Saudyjska, czy ZRA, po irakijskich rakietach na ich terytorim będą dalej z Persami razem się bawić w upadek USD. Inni też już patrzą krzywym okiem na swoje członkowstwo, bo zrozumieli, że staną się oni neo-koloniami Chin i Rosji.

Mam tylko drobną uwagę co do nowej, amerykańskiej strategii. Oczywiście i przede wszystkim, takie same rady mają zawodowi eksperci, a nie tylko amatorzy. Dobrze by było dla Stanów Zjednoczonych, żeby zanim przystąpią do "obcinania głów" wrogom, przygotowali kandydata – następcę dyktatorów i wariatów u władzy, przez rodowitego następcę, który będzie pozytywnie akceptowany przez większość narodu.

Mam nadzieję, że postacią tego typu, jest nasz młody prezydent Karol Nawrocki. Post komunistyczna, stale mająca na nasze nieszczęście, władzę "elyta" podległa Berlinowi i Kremlowi, wkrótce padnie, a prezydent stanie się pełnym przywódcą Rzeczpospolitej. Tak nam dopomóż Bóg.