
Co to takiego – Klub Dyletantów? To dobrowolne stowarzyszenie grupy niezależnych blogerów, pragnących pisać autorsko na różnorodne tematy, w oparciu o filozofię stałego pogłębiania wiedzy i smakowania życia. Jednocześnie w duchu głębokiego patriotyzmu i dokładnie pojętej kultury łacińskiej, która stoi na triadzie filozofii greckiej, prawa rzymskiego i religii chrześcijańskiej.
środa, 8 stycznia 2014
Kłopoty z dziadkiem kombatantem, który nielegalnie dobiera się do komputera
Gdy tylko pogotowie ratunkowe odjechało, a dziadek leżał porządnie przywiązany na ceratce, na łóżku, bo potrafił się złośliwie zmoczyć, a pieluchy nie były takie tanie, Grzegorz, widać, ze zły powiedział:
― Marylko, przecież tyle razy prosiłem, żeby pilnować dziadka i trzymać go z dala od komputera. Mało było, jak ostatnim razem prawie co wyskoczył przez okno, gdy Maurycy puścił na tej tubie "Mury", a dziadek myslał, ze to zdradzeni stoczniowcy przyszli się mścić. Gdyby Murzyn nie złapał go za nogawkę, byłby na dole placek, a nie dziadek Jacek, ha, ha, ha.
― Och Grzegorzu, ty zawsze śmiejesz się z mojego taty. Nieładnie. A przecież on był wówczas w pewnym sensie bohaterski. Nie pomyślałeś, jak to było niebezpiecznie, tak niepostrzeżenie przemykać się do Komendy. Nie każdego wtedy było na to stać.
― Jasne ― wtrącił się Maurycy, ― o ile pamiętam płacili dziadkowi sto złotych od głowy. Latał, jak opętany, jak ojciec opowiadał.
― To prawda synu ― odparł Grzegorz, ― jednakże starszym należy się szacunek. Nawet kompletnie zdziecinniałym, jak twój dziadek Jacek.
― No to powiem wam, że dziadek Jacek zdobył skądś kabelek i podłączył w łóżku laptopa do sieci.
― Maurycy zamknij się ― przerwała matka.
― A właśnie, że nie ― zaparł się Maurycy ― i wydaje się, że to właśnie mama dostarcza mu kable, bo jak siedzi pod kołdrą i gada z tym myszowatym, to w domu jest spokój i dziadek nie zakrada się do spiżarni.
― Maurycy! Ostrzegam!
― Nieważne... I znowu bawili się w agentów; jeden był CIA a drugi chyba Mosad.
― Marylko, do cholery jasnej ― Grzegorz poważnie się zdenerwował ― przecież wiesz, że rozmowy dziadka z myszowatym zawsze kończą się wezwaniem karetki pogotowia. W końcu nas oskarżą, że bezprawnie wyłudzamy świadczenia z NFZ. Ja nie dam ani grosza jak przyjdzie znowu komornik.
― Komornik ostatnim razem przyszedł niesłusznie ― wtrącił Maurycy ― skąd mogliśmy wiedzieć, że dziadek zgromadził w piwnicy tysiąc butelek maksymalnie zgazowanej wody sodowej, w celach bliżej nam nie znanych i one eksplodowały, tak, ze wyleciały szyby na całej ulicy, ci starzy Beckerowie przez dwa dni szukali schronu pe-lot, a Murzyn do dzisiaj ma tik nerwowy i dziwnie porusza ogonem, nie na boki, tylko góra-dół.
Widocznie to przemówienie Maurycego rozbudziło jakąś isktę świadomości dziadka Jacka, bo nagle zaczął wywrzaskiwać:
― Wysadzić stocznię! Wszyscy pod mur! Ja was urządzę!
― Marylko, natychmiast daj mu butelkę ze smoczkiem, bo oszaleję ― w Grzegorzu jeszcze tliła się wątła nadzieja spokojnego popołudnia i odpoczynku w domu.
Przecież jutro czekał kolejny pracowity dzień.
autor: jazgdyni
Subskrybuj:
Posty (Atom)