Co to takiego – Klub Dyletantów? To dobrowolne stowarzyszenie grupy niezależnych blogerów, pragnących pisać autorsko na różnorodne tematy, w oparciu o filozofię stałego pogłębiania wiedzy i smakowania życia. Jednocześnie w duchu głębokiego patriotyzmu i dokładnie pojętej kultury łacińskiej, która stoi na triadzie filozofii greckiej, prawa rzymskiego i religii chrześcijańskiej.
Donald się wściek – jak mówi Paweł Graś. Jakiś idiota w czasie coffeetime bawił się ulubionym laptopem na
biurku szefa i nieopacznie zostawił internet na stronie
=memy.komorowski=
Donald, który każe do siebie mówić – szefie, jak donoszą mściwi i
złośliwi Flamandowie, był już wq..ny od samego rana, bo zapodziała się
już trzecia kulka od piłkarzyków, które kazał zainstalować w garderobie.
Wysłał więc Grasia, by kupił od razu pięćdziesiąt kulek w sklepie z
piłkarzykami, ale ten wrócił z niczym, bo sklep otwierają o jedenastej. Tak po prawdzie, to chyba Graś sam zapodziewa te kulki w
zemście, bo cały poprzedni tydzień malutkim pędzelkiem przemalowywał
piłkarzyki na Bayern Monachium i Lechia Gdańsk. A potem musiał grać z
szefem, oczywiście, jako Bayern i jeszcze bardziej oczywiście,
przegrywać z tym trampkarzem z Lechii.
No i jak teraz zobaczył jaja z tym ciulem Bronkiem, którego sam
osobiście wstawił pod żyrandol, to ssanie paluszka, karmienie osiołka
marchewką, aferę krzesłową i wsypę w Krakowie; no i te mendowate i
wredne komentarze internautów – półgłówków, których już prawie miał na
widelcu z tymi ACTA, to się wściek, jak zwykle zburaczał na gębie, tak,
że rudość owłosienia odcinała się jak u Van Gogha, latał w kółko i
wrzeszczał: - Fakju! Fakju! Fakfakfak!!! Bo właśnie miał włączony guziczek "En" i nie chciał tracić
lekcji. I jeszcze te Bronkobusy!!! Tuskobusy to był mój osobisty pomysł!
I ja miałem tylko cztery, a ten głupek szesnaście! Co za palant (łot ze
fak!)
Don nie ma humoru od tygodnia. Dokładnie, gdy zniknął Władimir. Najpierw chciał natychmiast wysłać Kaszalota-Bula-Bronka, by
zapieprzał na Krym, ogłosił się carem i przejął całe archiwum KGB/FSU,
szczególnie aneks z tajnopisem ze spaceru z Vładem na molo w Sopocie. Zreflektował się jednak szybko, że raczej to by nie przeszło i
nawet zjednoczone siły ABW+CBŚ+CBA+SW+ SKW, oraz BOR, jako ochrona, by
tym razem nie dały tak łatwo przejąć pałacu, jak poprzednio. I z tym
carem to też ryzykowne... Co by na przykład było, gdyby ruskie to nagle
zaakceptowały??? No nie... Bredzisław na Kremlu?! I te wszystkie
atomówki w jego reku. Zagłada Wszechświata murowana!
Takie myśli, jak błyskawica mu wtedy przelatywały przez głowę,
więc zapalił specjalnie dla niego przygotowywane cygaro Fuente Fuente
OpusX, o uspokajającym działaniu (to przecież Belgia do cholery...) i
jak zwykle w takich sytuacjach zadzwonił do Andżeli po poradę. Lecz ta
też była nieswoja i zdenerwowana, bo już z Vladem finalizowała
reaktywację na tych trofiejnych terenach Ukrainy - tego niewdzięcznego
bękarta, Niemieckiej Nadwołżańskiej ASRR, a tu schweine zniknął. Nie
daruje mu tego, choćby palant był martwy, skremowany, spopielony i
rozsypany nad Ziemią ze Sputnika. Tak się kobiecie nie robi. Szczególnie
niemieckiej kobiecie. No i po tym wszystkim. Fuj, jednak, co to za
dzicz. Tak sobie rozmyślała gdy ten Donek Pierdonek, jak kazał się
pieszczotliwie nazywać w momentach ekstazy, gitarę jej zawraca. Choć
właściwie to całą filharmonię.
I co teraz? Kulek do piłkarzyków nie ma (to najgorsze), Władymir
może się już w piekle smaży (Bohu sdiełaj by z sopockim podsłuchem), no
i jeszcze ten ciul cielakowi daje possać...
Zgroza i gomora.
Chcę do Warszaaawy!!! (I Sopotu) - Eeeela!!! Chono tutaj!!!!!
Ponad trzy lata od powstania. Setka blogerów. Spokojna przystań,
gdzie można było odetchnąć od napięcia dnia codziennego. Od Bronka,
Donka i Kopaczki. Od kłamstw i propagandy. Od Putina, który znika, a
potem się pojawia. I od rakiet, co czekają w gotowości.
Dajmy sobie pożyć i wyciągnijmy nogi z tego bagna. Cieszmy się choć trochę, póki jeszcze możemy. Świat jest piękny,
a my, jak by nie patrzeć – jesteśmy dobrzy. Złość nas czasami ponosi,
lecz w sercach nie nosimy nienawiści.
Zawsze ktoś pyta – dlaczego Dyletanci? Wyjaśnienie prawdziwego znaczenia słowa jest poniżej w tekście. I
w oparciu o tą prawdziwą definicję, anie tą potoczną, ludową, można
powiedzieć, że bycie dyletantem to pewna filozofia, postawa życiowa,
która nas zmusza, by życiem jak najbardziej się cieszyć. By je smakować.
Nie być tylko biernym obserwatorem, lecz jak najbardziej aktywnym
uczestnikiem.
Żeby już w jesieni życia, gdy chwytają pierwsze przymrozki,
siedzieć w wygodnym fotelu, otulony kocem, z ulubioną kawą lub
herbatą... i rozmyślać... i wspominać. A ma tego być tak dużo, że
godzinami, ba... dniami nie musimy wracać do tych samych wspomnień. Żeby było jeszcze lepiej, dodam radośnie, że kończą się prace
nad wdrożeniem skutecznego leku na Alzheimera. Więc warto mieć dużo do
zapamiętania. Ludzi, miejsc, widoków, dźwięków i zapachów – a wszystko to razem pięknie i harmonijnie połączone.
Popatrzcie, jak trzy lata temu, w styczniu 2012 zakładałem Klub – Ars Dilettanti (nieco uaktualniłem):
Żyjemy w strasznych i jednocześnie ciekawych czasach. Nie tak jeszcze dawno przez świat przetoczyły się wielkie i przerażające wojny.A już następne się toczą i wiszą w powietrzu. Wojny i zagłady, jakich historia ludzkości nie znała. Najstarsi z pośród nas przeżyli to na własnej skórze. W tym samym czasie chore i zatrute umysły wymyśliły dwie najstraszliwsze ideologie - komunizm i faszyzm. To one doprowadziły do wojen i śmierci milionów ludzi. Świat jeszcze się po tym wszystkim nie otrząsnął. Różni pogrobowcy tych zabójczych ideologii, dla niepoznaki
zmieniwszy maski na tak zwanych lewicowców, zielonych, neoliberałów
starają się kontynuować swoją destrukcyjną robotę.
Pod fałszywymi i zakłamanymi hasłami starają się zniszczyć
kulturę europejską, z jej wielowiekową tradycją, jej wartościami i
zasadami. Ba... ostatnio nawet zabrali się za niszczenie europejskiego
systemu państwowego, realizując w ten sposób przeklęte idee Róży
Luksemburg, Hitlera, Lenina i Stalina.
Zaczyna się likwidować humanizm.
Aktualne dla współczesnych, często samozwańczych przywódców są tylko dwa starorzymskie hasła: divide et impera – dziel i rządź, oraz panem et circenses - chleba i igrzysk. A większość ludzi ma być sprowadzona do roli motłochu. Już
teraz właściwie jesteśmy tylko poddanymi, a nie obywatelami. A jutro kim
mamy być? Niewolnikami?
Jednocześnie ostatnimi laty dokonał się niezależnie, choć
również przy pomocy tych zbrodniczych wojen, niebywały postęp nauki i
techniki. Spowodowało to, że drastycznie zmienił się styl życia ludzi
prawie na całym świecie. Lecz wszystkie te wynalazki jeszcze bardziej
odhumanizowują. Panuje przewaga techniki nad biologią i rozumem.
Współczesnym światem rządzi telewizor, telefon komórkowy i Internet.
Mam nadzieję, że właśnie ten ostatni pozwoli powrócić nam do szczytnych idei humanistycznych epoki Renesansu. Potrzeba jak najwięcej ludzi o otwartych umysłach i
szerokich horyzontach. A tak codziennie, ludzi, z którymi można
interesująco pogadać na każdy temat.
Jest to zadanie dosyć trudne, gdyż potrzebna jest porządna
edukacja. A psucie edukacji zaczyna się już w przedszkolach i rodzinach.
A dalej jest tylko gorzej. Systemy edukacyjne na poziomach szkół
podstawowych, średnich i wyższych, kiedyś w miarę spójne i logiczne, po
kolei padały ofiarą zwariowanych eksperymentów tzw. reformatorów.
Rezultat mamy przygnębiający: młode pokolenia są źle wyedukowane, nie
mają potrzeby wiedzy i ich wyobraźnia jest w stanie uwiądu. Do czego ta destrukcja może doprowadzić? Będziemy mieli
coraz większe masy słabo myślących ludzi, którym wystarczy zapewnić
podstawowe warunki bytu, aby byli zadowoleni. Ludzi bez głębszych myśli.
Bombardowani telewizją i nowymi gadżetami będą się koncentrować na swej
mało wymagającej pracy, taniej rozrywce i pełnym brzuchu. Nic więcej
nie będzie im potrzebne. Sterowanie tym systemem i taką społecznością przejmą dwie
kasty: kasta przywódców i kasta technokratów. Przywódcy będą pracować
nad tym by nowy system doskonalić i utrwalać. Technokraci natomiast
zapewniać będą środki techniczne do utrzymywania systemu w ruchu,
produkując dostateczną ilość żywności oraz tak potrzebnych społeczeństwu
gadżetów, zaspakajających ich naturalne i wymyślone przez przywódców
dążenia.
Jeżeli się z taką perspektywą się nie godzimy, to należy
natychmiast podjąć odpowiednie kroki. Najważniejszym celem jest
niedopuszczenie do zasklepienia się ludzi w roli bezwolnego motłochu.
Trzeba budzić ich świadomość i zdolności samodzielnego myślenia. Trzeba
pokazywać, że poza porcją codziennej papki dostarczanej przez media jest
inny ciekawy świat pełen wyzwań, pytań i odpowiedzi. Sukcesem będzie,
jeżeli ludzie zaczną sobie zadawać pytania. I nie o to gdzie i za ile
można coś kupić, ale po co się właściwie żyje i czy to życie jest takie,
jak być powinno.
Ktoś słusznie zauważył, że w dniu dzisiejszym władze
sprawują banksterzy i gangsterzy. Dla nich właśnie produkuje się zegarki
po 50 tyś dolarów, samochody po milion euro, jachty po 20 milionów i
prywatne odrzutowce po 40 milionów. Podczas gdy członek społeczeństwa
zakwalifikowany do motłochu zarabia 2 tysiące zł, marząc by tą sumę
podwoić, bo 4 tysiące zapewnią mu względny dobrobyt, a nasz krajowy
bankster, pan Krzysztof Bielecki zadowalał się pensją 500 tyś zł.
Przedstawiciel narodu w Europie, pan Tusk otrzymuje niestety tylko nieco
ponad 100 tyś zł. No, ale Polska jest biednym krajem. Widać od razu, że przepaść jest ogromna, co najmniej ponad stukrotna, jeżeli chodzi o zarobki. I stale się powiększa. Dodatkowo banksterzy i gangsterzy zabezpieczyli się
systemowo w ten sposób, co widać choćby w obecnym europejskim kryzysie,
że gdy coś spieprzą, to za to będzie płacił motłoch. Oni kary za swe
błędy nie poniosą.
Dyletanci w założeniu są ludźmi, którzy patrzą i widzą. Mają
swoje zdanie, własnym umysłem ukształtowane, a nie z wiodących gazet i
telewizji. To nie jest takie skomplikowane być dyletantem – trzeba
przede wszystkim umieć myśleć samodzielnie, zdobywać wiedzę i kiedy
tylko się da, ją rozprzestrzeniać. I wyciągać jak najwięcej ludzi, by nie byli skazani na bycie motłochem.
CDN.
Wszystkich zmęczonych codzienną grozą i codziennym fałszem
zapraszam do Klubu. Nasze mądre Panie i rozsądnych facetów. Jeżeli
chcecie sobie po prostu pogadać, zająć się życiem i kulturą; zapomnieć o
Tusku, Komorowskim, Putinie, Merkel i całej reszcie. Chociaż na dłuższą
chwilę... By oddychać głęboko świeżym powiewem nadchodzącej wiosny;
przygotowaniami do Wielkiej Nocy i w nieustannym dążeniu do szczęścia,
spokoju i miłości – chyba najważniejszych spraw w życiu każdego
człowieka.