2013
Po co Dyletanci? Wstęp
Żyjemy w strasznych i jednocześnie ciekawych czasach.
Nie tak jeszcze dawno przez świat przetoczyły się wielkie i przerażające wojny.
Wojny i zagłady, jakich historia ludzkości nie znała. Najstarsi z pośród nas przeżyli to na własnej skórze.
W tym samym czasie
chore i zatrute umysły wymyśliły dwie najstraszliwsze ideologie -
komunizm i faszyzm. To one doprowadziły do wojen i śmierci milionów
ludzi.
Świat jeszcze się po tym wszystkim nie otrząsnął.
Różni pogrobowcy tych
zabójczych ideologii, dla niepoznaki zmieniwszy maski na tak zwanych
lewicowców, zielonych, neoliberałów starają się kontynuować swoją
destrukcyjną robotę.
Pod fałszywymi i
zakłamanymi hasłami starają się zniszczyć kulturę europejską, z jej
wielowiekową tradycją, jej wartościami i zasadami.
Ba, ostatnio nawet
zabrali się za niszczenie europejskiego systemu państwowego, realizując w
ten sposób przeklęte idee Róży Luksemburg, Hitlera, Lenina i Stalina.
Zaczyna się likwidować humanizm.
Aktualne dla współczesnych, często samozwańczych przywódców są tylko dwa starorzymskie hasła: divide et impera – dziel i rządź, oraz panem et circenses - chleba i igrzysk.
A większość ludzi ma być sprowadzona do roli motłochu.
Jednocześnie ostatnimi
laty dokonał się niezależnie, choć również przy pomocy tych zbrodniczych
wojen, niebywały postęp nauki i techniki.
Spowodowało to, że
drastycznie zmienił się styl życia ludzi prawie na całym świecie. Lecz
wszystkie te wynalazki jeszcze bardziej odhumanizowują.
Panuje przewaga techniki nad biologią i rozumem.
Współczesnym światem rządzi telewizor, telefon komórkowy i Internet.
Mam nadzieję, że właśnie ten ostatni pozwoli powrócić nam do szczytnych idei humanistycznych epoki Renesansu.
Potrzeba jak najwięcej
ludzi o otwartych umysłach i szerokich horyzontach. A tak codziennie,
ludzi, z którymi można interesująco pogadać na każdy temat.
Jest to zadanie dosyć
trudne, gdyż potrzebna jest porządna edukacja. A psucie edukacji zaczyna
się już w przedszkolach i rodzinach. A dalej jest tylko gorzej. Systemy
edukacyjne na poziomach szkół podstawowych, średnich i wyższych, kiedyś
w miarę spójne i logiczne, po kolei padały ofiarą zwariowanych
eksperymentów tzw. reformatorów. Rezultat mamy przygnębiający: młode
pokolenia są źle wyedukowane, nie mają potrzeby wiedzy i ich wyobraźnia
jest w stanie uwiądu.
Do czego ta destrukcja
może doprowadzić? Będziemy mieli coraz większe masy słabo myślących
ludzi, którym wystarczy zapewnić podstawowe warunki bytu, aby byli
zadowoleni. Ludzi bez głębszych myśli. Bombardowani telewizją i nowymi
gadżetami będą się koncentrować na swej mało wymagającej pracy, taniej
rozrywce i pełnym brzuchu. Nic więcej nie będzie im potrzebne.
Sterowanie tym systemem
i taką społecznością przejmą dwie kasty: kasta przywódców i kasta
technokratów. Przywódcy będą pracować nad tym by nowy system doskonalić i
utrwalać. Technokraci natomiast zapewniać będą środki techniczne do
utrzymywania systemu w ruchu, produkując dostateczną ilość żywności oraz
tak potrzebnych społeczeństwu gadżetów, zaspakajających ich naturalne i
wymyślone przez przywódców dążenia.
Jeżeli się z taką
perspektywą się nie godzimy, to należy natychmiast podjąć odpowiednie
kroki. Najważniejszym celem jest niedopuszczenie do zasklepienia się
ludzi w roli bezwolnego motłochu. Trzeba budzić ich świadomość i
zdolności samodzielnego myślenia. Trzeba pokazywać, że poza porcją
codziennej papki dostarczanej przez media jest inny ciekawy świat pełen
wyzwań, pytań i odpowiedzi. Sukcesem będzie, jeżeli ludzie zaczną sobie
zadawać pytania. I nie o to gdzie i za ile można coś kupić, ale po co
się właściwie żyje i czy to życie jest takie, jak być powinno.
Ktoś słusznie zauważył,
że w dniu dzisiejszym władze sprawują banksterzy i gangsterzy. Dla nich
właśnie produkuje się zegarki po 50 tyś dolarów, samochody po milion
euro, jachty po 20 milionów i prywatne odrzutowce po 40 milionów.
Podczas gdy członek społeczeństwa zakwalifikowany do motłochu zarabia 2
tysiące zł, marząc by tą sumę podwoić, bo 4 tysiące zapewnią mu względny
dobrobyt, nasz krajowy bankster pan Krzysztof Bielecki zadawala się
pensją 500 tyś zł. Przedstawiciel narodu w Europie, pan Buzek otrzymuje
niestety tylko 100 tyś zł. No, ale Polska jest biednym krajem.
Widać od razu, że przepaść jest ogromna, co najmniej ponad stukrotna, jeżeli chodzi o zarobki. I stale się powiększa.
Dodatkowo banksterzy i
gangsterzy zabezpieczyli się systemowo w ten sposób, co widać choćby w
obecnym europejskim kryzysie, że gdy coś spieprzą, to za to będzie
płacił motłoch. Oni kary za swe błędy nie poniosą.
Dyletanci w założeniu
są ludźmi, którzy patrzą i widzą. Mają swoje zdanie, własnym umysłem
ukształtowane, a nie z wiodących gazet i telewizji. To nie jest takie
skomplikowane być dyletantem – trzeba przede wszystkim umieć myśleć
samodzielnie, zdobywać wiedzę i kiedy tylko się da, ją rozprzestrzeniać.
I wyciągać jak najwięcej ludzi, by nie byli skazani na bycie motłochem.
CDN.
DYLETANCI

Określenie DYLETANT w powszechnym obiegu ma znaczenie pejoratywne. Ty dyletancie - znaczy tyle, że coś wiesz, ale po łebkach. Nic bardziej mylnego. Dyletant pochodzi do dilettante, a to z kolei od dilettare, lubować się. Dyletant to miłośnik, amator.
Cóż więc jest takiego dziwnego w dyletancie, że odróżnia go od przeciętnego człowieka, który też zapewne „lubuje się” w czymś.
Chociażby w kuflu piwa i paczce chipsów przed telewizorem.
Tym czymś jest
ciekawość. Generalnie ciekawość świata i poszukiwanie samemu odpowiedzi
na pytania, które ten świat niesie. On nie siedzi tylko przed
telewizorem i chłonie jak gąbka to, co mu się podsuwa, chociażby to był
kanał National Geografic, na temat życia goryli w niedostępnych lasach.
Dyletant woli sam
zobaczyć obiekty swoich zainteresowań i dowiedzieć się czegoś więcej. I
dyletant nie przyjmuje wiedzy „z góry”, ex catedra, on lubi sam dojść do
własnych wniosków i sam czegoś doświadczać.
Dyletant ma dużo wspólnego z „człowiekiem renesansu”.
Gdy po ciemnych latach średniowiecza w XV i XVI wieku wybuchło
Odrodzenie, albo właśnie Renesans, w momencie, powiedzmy, upadku
Konstantynopola, Europa nagle stworzyła coś nowego w historii ludzkości,
stworzyła humanizm. Wybuchły sztuki i nauki. Dokonał się niebywały skok.
Leonardo da Vinci jest
chyba najwybitniejszym przykładem człowieka renesansu. Zajmował się
wszystkim, co go zaciekawiło. I był wybitnym we wszystkim, czego się
dotknął. Ta jego pasja i różnorodność zainteresowań stała się wzorem dla
późniejszych dyletantów.
Krótki rys historyczny Klubu Dyletantów
Klub Dyletantów formalnie został ustanowiony w 1732 roku w Londynie jako The Society of Dilettanti dla młodych (i bogatych) ludzi z wyższych sfer, którzy odbyli tzw. Grand Tour.A
cóż to takiego? To była obowiązkowa w tamtych strefach pielgrzymka,
lecz nie religijna, nie do miejsc świętych, ale do miejsc, które się
zaznaczyły w kulturze. Głównie taka długa peregrynacja obejmowała Rzym,
Wenecję, Florencję. Również Grecja, jako kolebka kultury często
wchodziła w zakres takiej podróży.
Jak zauważamy, w późniejszym okresie również polscy romantycy, Mickiewicz, Słowacki, Krasiński kontynuowali tradycję Grand Tour.
Na początku na czele
The Society of Dilettanti stanęli Lord Middlesex i Sir Francis Dashwood.
Do londyńskiego klubu przystąpiło wielu diuków, lordów, a później
również wielu czołowych artystów i pisarzy. Kogo to interesuje to sobie
interesujące nazwiska znajdzie.
Klub liczył 60 członków, ni mniej, ni więcej. Był ściśle powiązany z Brook’s,najbardziej ekskluzywnym gentlemen’s clubs, który stoi do dzisiaj na St. James’s Street w Londynie. Niestety nie jestem członkiem (ale też się nie starałem, może szkoda…)
Bardzo szybko Klub stał się wyrocznią Londynu i całej Anglii w sprawach kultury, sztuki, mody i nauki.
Jakie warunki trzeba było spełnić, by zostać członkiem Klubu? Formalnie tylko dwa: odbyć podróż
do Italii i starać się, w czasie tej podróży nigdy nie trzeźwieć.
Oczywiście, dzisiejsi sceptycy i w swoim przekonaniu demokraci, zepsuci
przez klasowe bzdury komunizmu, natychmiast podniosą larum – kogo
wówczas było na to stać. Fakt, tylko brytyjskich i innych europejskich
krwiopijców. Ale takie właśnie czasy wówczas były i nic tutaj nie
zmienimy. Kto ma winę za to, że urodził się w domu lorda, czy innego
diuka. Mógł on przecież całe życie uganiać się na koniach za biednymi
lisami, poklepywać po pupach panny służące i obżerać się kiepskim
brytyjskim jedzeniem.
Jednakże, on wybierał wiedzę, naukę i sztukę. Był ciekaw i chciał
podróżować. To nie było aż takie proste jak dzisiaj. Więc, żeby zostać
dyletantem trzeba było mieć tą chciwość poznania, pragnienie zobaczenia i
dotknięcia i tą wszechogarniającą ciekawość.
W nagrodę
za te cnoty członkowie Klubu gremialnie się przyczynili do ponownego
rozkwitu nauki i sztuki, a jako produkt uboczny zostali, jak to się
dzisiaj modnie nazywa – londyńskimi trendmakerami.
Zostali elitą swoich czasów.
Czy nie pora wskrzesić
szczytne idee Klubu Dyletantów? Zaraz prześmiewcy i malkontenci
zakrzykną – o, samozwańczych elit im się zachciewa! Nie ma większej
bzdury. Chodzi o pasje, ciekawość i poznanie.
Jak przeglądam artykuły na portalach,
to widać, że oprócz typowej bieżączki, wielu jest pasjonatów różnych
dziedzin: dobrego jedzenia i picia, koni, wędrówek po górach, mazurskich
jezior, naszych lasów, polskich dworków, szlacheckiej tradycji,
morskich podróży, wielkiego kosmosu i małego atomu, religii, naszej
katolickiej, jak też innych,różnorodnych . I wielu wielu różnych
tematów.
Szczegóły tego, czym taki Klub miałby być rodzą się w bólu i cierpieniu, w postaci Manifestu.
Zwrócimy się także do
Redakcji nE, by udostępniła nam jakiś kącik, gdzieś z boku, byśmy mogli
sobie swobodnie dyskutować o naszych duperelach.
Jak to ma wyglądać – nie wiem. Są przecież tutaj spece od takich spraw.
Pozdrawiam Dyletantów, których zalążek już jest
i
Do usłyszenia
PS. Proszę, kto czuje się potencjalnym Dyletantem i chce się rozwijać niech się zgłasza
Przypominam, liczba miejsc ograniczona !
Foto własne - uroczy hotel w XIV zamku ***** , 50 km od Sieny
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz