piątek, 4 czerwca 2021

Już niebawem sequel, druga część "1939". Scenariusz

 

Kilka kolejnych scen projektu political - fiction 

 

  1. Symboliczne miejsca zgromadzeń USA – stadiony, skwery, kampusy, ulice. Ujęcia parosekundowe. Karne, zorganizowane na sposób wojskowy, różnokolorowe (rasa), nieprzeliczone grupy, głownie młodzieży w granatowych spodniach, białych koszulach i czerwonych krawatach, maszerują do dźwięków Międzynarodówki, z podniesionym czołem i ogniem w oczach. Widać niesione czerwone flagi, wizerunki Che Guevary, Fidela Castro i najwięcej Karola Marksa.
  2. Gabinety europejskich przywódców. Kremlowski pełen przepychu. Berliński skromniejszy, lecz też z klasą. Kanclerz Niemiec, Angela Merkel rozmawia z przywódcą Rosji Putinem, za pomocą specjalnej linii szyfrującej. - To w końcu dokąd ma Heiko (Heiko Maas – minister spraw zagranicznych RFN) przylecieć by wreszcie zamknąć ten dokument? - pyta pani kanclerz. - Siergiej (Siergiej Ławrow – min. Spraw zagranicznych Federacji Rosyjskiej) już czeka na was u mnie, niedaleko Soczi. Krótka wymiana grzeczności.
  3. Pałac Putina nad Morzem Czarnym. Panorama pokazuje, że jest to obiekt najwyższej rangi, strzeżony przez elitarne wojska rosyjskie. W olbrzymim, luksusowym gabinecie Ławrow i Maas, właśnie podpisują się na ostatniej stronie. Obaj uśmiechnięci i zadowoleni. Wznoszą toast lokalnym koniakiem. Maas pyta: - Słuchaj, a z Polen wszystko gra? - Da, toczno – odpowiada Ławrow po rosyjsku. - Wszystko jest na tym pendrivie. Ja mam drugi identyczny. Są nie do złamania. Tam jest cały plan. Możecie zaczynać zabawę.
  4. Wiedeń, Austria. Gabinet. Kanclerz Sebastian Kurtz jest przygotowywany przez telewizyjną ekipę do ważnego wystąpienia do narodu. (przygotować krótki tekst wystąpienia). Kurtz oznajmia narodowi, że wobec niebezpiecznej sytuacji – burdy uliczne, akty dywersji, zamachy terrorystyczne, władze Austrii jednogłośnie, po konsultacjach i długim namawianiu Berlina, zdecydowały się do zawarcia federacyjnej unii z Republiką Federalną Niemiec i odtąd, wspólne gremium wyłonione z austriackiego parlamentu i niemieckiego Bundestagu, będzie razem rządziło obu krajami. Kanclerz Niemiec z troską i zrozumieniem zaakceptowała to połączenie (przypominam Anschluss to przyłączenie).
  5. Praktycznie niedługo potem przenosimy się do czeskiej Pragi. Po burzliwej debacie (połowa gabinetu opuszcza zgromadzenie) premier Andrej Babiš deklaruje narodowi, że Czechy nie chcą stać na przeszkodzie połączonym Niemcom i Austrii i w związku z tym władza decyduje, że Republika Czeska również przystępuje do nowej federacji. Zamieszki uliczne i starcia z policją we wielu miastach.
  6. Zdjęcia robione z powietrza pokazują piękny zadbany krajobraz niemieckiego Zittau (kiedyś polska Żytawa) i lecąc na północny-wschód aż do Bogatyni i dalej, do Turoszowa, pokazują potężne dewastacje przyrody dokonane przez polską kopalnię węgla brunatnego i elektrownię Turów. Delegacja zjednoczonych Niemiec, Austrii i Czech składa w Unii Europejskiej wniosek, że w skutek zagrożenia środowiskowego i klimatycznego, spowodowanego przez rabunkową gospodarkę Polski, cały obszar tak zwanego Worka Żytawskiego ma zostać przekazany nowej europejskiej Federacji NAC, w celu zminimalizowania szkód i objęcia złoża i wydobycia wspólnym niemiecko – czeskim zarządem. Protesty Polski zostają odrzucone.
  7. Pejzaż nowoczesnego Gdańska. Podkreślono i uwypuklono niemieckie ślady w mieście – słup graniczny z Polską, niemieckie tramwaje, sławny Postamt i pomnik Güntera Grassa i Oskara Matzeratha. Końcowe ujęcie pokazuje pomnik oblany czerwoną farbą. Rada miasta Gdańska na uroczystym posiedzeniu, przekształca Radę Miasta w Senat Gdański, radnych w senatorów, a nazwa miasta teraz brzmi, nadal po polsku, Wolne Miasto Gdańsk. Powszechny entuzjazm w mieście. Ludzie tańczą i wiwatują na ulicach. Pierwszą ustawą Senat Gdański przywraca granice z roku 1939 roku (historyczne, czarnobiałe migawki z ówczesnego Danzig w rozkwicie). To automatycznie wchłania w obszar WMG Oliwę, Sopot, Żuławy aż po Zalew Wiślany. Polska nie uznaje uchwał Senatu WMG i zapowiada poważne reperkusje, łącznie z użyciem wojska
  8. Senat Gdańska czując się zagrożony, a uznany już został przez wiele państw Unii Europejskiej, wnioskuje o stworzenie szybkiego połączenia z Berlinem, które nie będzie pod polską kontrolą, W rezultacie RP rozpoczyna blokadę miasta.
  9. Nadzwyczajne posiedzenie parlamentu, rady i komisji europejskiej wyklucza Polskę z Unii, z wszelkimi konsekwencjami – wykluczenia z Strefy Schengen, natychmiastowego zamrożenia funduszy i zamknięcia granic unijnych.

To be continued.
 

czwartek, 3 czerwca 2021

Jednak... wojna

 

Szesnaście razy zmienialiśmy nasze podejrzenia jak ponad rok temu wybuchła wiadomość, że w chińskim mieście Wuhan jest epidemia nieznanego rodzaju. Jakaś nowa śmiertelna grypa.
Oficjalnie Chiny podawały, że wieśniak na miejskim targowisku kupił jakieś mięso, a ono było zarażone przez chorego nietoperza, albo nawet zjadł sam tego nietoperza, bo widomo, że Chińczycy jedzą wszystko co się rusza, no i chłopisko się zaraził, a potem już wszystko poszło z górki.

Od dawien dawna nie wierzymy Chinom, bo notorycznie kłamią i oszukują we wszystkim co się da.
Nasz niepokój jednak wzbudzał fakt, że w tym że Wuhan, wielkim i ważnym wielomilionowym mieście, armia chińska uruchomiła nowoczesne i bardzo tajemnicze laboratorium biologiczne.
Pierwsze w Chinach BLS4 – National Bio-safety Laboratory. Czyli takie, gdzie można pracować nad najbardziej niebezpiecznymi wirusami, czy bakteriami, jak ebola, dżuma, czy cholera.
Co więcej, Chiny zaanonsowały, ze są w trakcie budowy sieci 5 – 7 takich biologicznych ośrodków badawczych rozrzuconych po całych Chinach, aby dla dobra ludzkości przystąpić do badań nad najbardziej niebezpiecznymi zagrożeniami dla zdrowa.

W niedawnej przeszłości tak dziwnie się składało, że z terenu Chin świat atakowały różne zwierzęce zarazy – ptasia grypa, świńska grypa...
Mieliśmy więc wszyscy uzasadnione podejrzenia, że ten wieśniak z nietoperzem, to cholerna ściema. Prawdą natomiast jest fakt, że ludzie umierają, a zaraza rozprzestrzenia się w przerażającym tempie.

Roku było trzeba, by nie mieć już żadnych wątpliwości.

Chiny świadomie doprowadziły do pandemii.

W połowie ubiegłego roku prezydent Donald Trump już o tym wiedział. Brakowało tylko zweryfikowanych, niezbitych dowodów.
Ale głośno powiedział, że to Chiny są winne pandemii. Zerwał też stosunki z WHO – światową organizacją zdrowia, która mataczyła na korzyść Chin.
Potem były wybory. Pandemia pomogła pozbyć się Trumpa i oskarżenia ucichły.

W tych dniach trzy niezależne rządowe agencje wywiadowcze – brytyjska, australijska i Stanów Zjednoczonych podały do wiadomości, że wirus SARS-CoV-2 pochodzi z chińskiego National Bio-safety Laboratory w Wuhan.

Lecz nie to, czego raczej się wszyscy domyślaliśmy jest szokujące i wprost przerażające. Wszystko wskazuje na to, że Chińska Republika Ludowa, potężne, ostatnio jedyne takie komunistyczne państwo totalitarne przygotowywały się do tego.

To Chiny skupowały i gromadziły w olbrzymich ilościach materiały i środki medyczne. Gdy pandemia dotarła do Europy, durnej Europy, to w panice właśnie z Chin pochodziły maseczki chirurgiczne i jednorazowe rękawiczki. I respiratory ratujące życie.
To Chiny poprzez swojego człowieka na stanowisku, w WHO, agendzie ONZ, wprowadzały świat w błąd powiększając chaos i histerię.
A gdy Covid zaczął się również rozprzestrzeniać na terytorium Chin, to państwo wstrzymało wszystkie loty na swoim terytorium. Lecz tylko te domestic – lokalne. Nie wstrzymano natomiast żadnych lotów międzynarodowych. Wirus miał dotrzeć gdzie tylko się da.
We Włoszech, pierwszym europejskim kraju zaatakowanym gwałtownie przez wirusa, tak gwałtownie, że nie było już gdzie chować zmarłych, konkretnie w odległym o rzut kamieniem od wielkiego Mediolanu, Bergamo – prowincja Lombardia, wirus przyleciał z Wuhan. Choć pierwszych posłańców śmierci zidentyfikowano w Rzymie - dwóch chińskich turystów – 67-letni i 66-letnia para przyleciała do Rzymu z Wuhan 23 stycznia 2020.

Chiny świadomie i z premedytacją zaatakowały świat używając zjadliwego wirusa i powodując pandemię?Kto się odważy by postawić w końcu kropkę nad "i" i publicznie to oświadczy?

Jedyny zdolny do tego człowiek, Donald Trump, zapobiegliwie został odsunięty z politycznej sceny i odebrano mu zdolność walki i obrony świata w tej rozpoczętej wojnie.

Chiny prowadziły swą krecią robotę od dawna. Kradły patenty i technologie; korumpowały ważne osoby; skupowały newralgiczne zakłady przemysłowe i infrastrukturę na całym świecie; tworzyły w różnych krajach szpiegów, lobbystów i agentów wpływu.

Donald Trump, gdy jeszcze pozostawał prezydentem, wraz ze swoimi służbami specjalnymi, dokładnie wiedział o chińskich atakach.
Nie bez powodu prowadził wojnę o telefonię 5G i zwalczał ekspansję chińskiego koncernu Huawei Technologies Co, Ltd. , największego obecnie na świecie producenta smartfonów i jak już dzisiaj nie mamy wątpliwości – szpiegowskiej wtyczki.

Zniszczenie Trumpa było wielkim zwycięstwem totalitaryzmu na światową skalę. Teraz już można prowadzić nowoczesną wojnę bez żadnego istotnego oporu.

Należy koniecznie zwrócić uwagę, że ten ośmieszany, poprzedni prezydent USA, mocno trzymał za kark Rosję, a także zdecydowanie zwalczał supremację Niemiec w Europie.
Nie dopuszczał do zakończenia energetycznej pułapki Nordstream 2. Wspierał mocno Ukrainę i tworzenie Trójmorza. Kazał Niemcom płacić za militarną ochronę NATO. Nie dał się zmanipulować przekrętowi globalnego ocieplenia klimatu.

Dlaczego te trzy państwa – Chiny, Rosja i Niemcy były na celowniku jego klasycznego Colta?
Bo te trzy państwa utworzyły przymierze, tajny pakt, by opanować świat i podporządkować sobie wszystko co się da.
Hegemonem, największą światową potęgą zostają Chiny.
U boku, Rosja realizuje swoje imperialne zapędy. Odbudowuje Związek Republik Rosyjskich, od Kamczatki po Mołdawię, Polskę i Finlandię.
Choć los tych ostatnich dwóch frontowych państw jest raczej niepewny i niewesoły.
A Niemcy dostają praktycznie całą Europę, za wyjątkiem tego, co uzgodniono w Jałcie i należy do Rosyjskiego Imperium.

Do tego właśnie było potrzebne przy użyciu zmasowanych jak nigdy ataków lewackich wtyczek Chin i Rosji usunięcie Trumpa i posadzeniu w Białym Domu zramolałego Joe Bidena, pod opieką i kontrolą wiceprezydent Kamali Harris, pół-hinduski, pół-jamajki, sfanatyzowanej neomarksistki, feministki i genderystki.

"Swoi" teraz rządzą Stanami Zjednoczonymi, więc można robić swoje.

Wywołana chińska pandemia miała potężny impakt na całym świcie.
Nie dość, że doprowadziła do potężnych kryzysów gospodarczych, nie dość, że zabiła miliony ludzi, jeśli liczyć uczciwie tzw. choroby towarzyszące, to wzbudziła we wielu krajach wielką nieufność społeczeństw do swoich demokratycznych władz, które starały się sobie radzić z czymś nieznanym, bo tym był ten wirus z chińskiego laboratorium. Często działo się to nieudolnie, popełniano błędy, reagowano zbyt słabo i głupio (Szwecja i początkowo UK), albo bardzo restrykcyjnie (Nowa Zelandia, Wietnam, Tajwan, czy dzisiaj Nepal). Każdy rząd robił co mógł i co uważał za najlepsze.
Lecz patrząc z ponad rocznej perspektywy, reakcje na pandemię obnażyły słabość i bezradność systemu demokratycznego.
Największy azjatycki konkurent Chin – Indie, na swoje nieszczęście, najbardziej demokratyczny kraj na tym kontynencie, przeżywa zapaść, z której będzie się dźwigał przez dziesięciolecia.
Niby wszyscy wiemy, że demokracja jest kiepskim systemem sprawowania władzy, ale na to sarkastycznie odpowiadamy – ale jeszcze nie wymyślono nic lepszego.

Tymczasem niektórzy, właśnie te trzy, najbardziej niebezpieczne państwa świata z chorymi ambicjami – Chiny, Rosja i Niemcy – stwierdziły wspólnie – po co wymyślać coś nowego, system totalitarny zawsze utrzyma pożądany ład i porządek. A ludzie, narody, społeczaństwa dostaną, to, co im się należy, a nie to, co by chcieli.

W nocy z 15 na 16 lipca 2016, siedziałem do rana przed komputerami i ekranem telewizji.
Będący u władzy przywódca partii AKP, Recep Tayyip Erdoğan, sfingował wojskowy zamach stanu, aby zrealizować swoją wizję silnej Turcji i ustanowić silną, niemalże dyktatorską władzę.
Wtedy zauważyłem, jakie możliwości daje silna władza, a jak trzeba się męczyć, gdy władza stara się przestrzegać wszystkich reguł demokracji.
W ciągu kilku miesięcy Erdoğan pozamykał w więzieniu 60 tysięcy przeciwników swoich rządów – polityków, wojskowych, prawników.
Ironicznym kontrastem jest 6 – letnie męczenie się Zjednoczonej Prawicy w Polsce, z przeciwnikami, na dodatek bardzo brutalnymi i nie przebierającymi w paskudnych metodach walki, by odzyskać utraconą władzę.

Gdy ja się tylko czysto hipotetycznie zastanawiałem, to tych nowych Trzech Muszkieterów Apokalipsy – Chiny, Rosja i Niemcy, już podstępnie i tajnie realizowało już swoją wojnę – totalitaryzm kontra swobody demokracji.

Media głównego nurtu i rzesza agentów i zdrajców uruchomionych by wpływać na opinię publiczną, mącić w głowach, kłamać i oszukiwać, byle ukryć działania i cele totalitarnego triumwiratu.
To co my powszechnie nazywamy w sieciach społecznościowych "ruskie onuce", czy "prusacy", to w rzeczywistości, czasem nawet nieświadomi agenci Pekinu.

Ktoś się na mnie bardzo oburzał, że w pewnym momencie przestałem ufać zdolnemu, pracowitemu geostrategowi dr Jackowi Bartosiakowi, którego parę tomów przeczytałem jednym tchem, podziwiając celność jego analiz. Wyczułem, że on odczuwa za dużo sympatii do Chin i stara się Polsce sugerować, że "Jedwabny Szlak", czy choćby granie roli zwornika między USA i Chinami, to najlepsza dla Rzeczpospolitej strategia na przyszłość.
Podczas gdy George Friedman zalecał nam spokojnie czekać, wzmacniać swoje siły i jak najszybciej budować Trójmorze, bo dwaj nasi wrogowie – Niemcy i Rosja właśnie podążają ku nieuchronnemu upadkowi.
A gdy władza usunęła (jak zwykle – sam zrezygnował) doktora Bartosiaka ze stanowiska prezesa polskiej największej inwestycji infrastrukturalnej, Centralnego Portu Komunikacyjnego, to już byłem pewny, że chyba jednak miałem dobre wyczucie.

Chyba te kpiny i naśmiewania dzisiaj ucichną, gdy właśnie ujawniono co nieco, jak chińska agentura (przypominam – często wysługująca się ruską) dzielnie poczyna sobie w Polsce.
Właśnie rozpoczyna się proces Chińczyka, Weijing Wanga, agenta chińskich służb specjalnych, pod przykrywką dyrektora Huawei Poland i zwerbowanego, bardzo wpływowego człowieka z polskich służb, informatyka i kapitana ABW, Piotra D.
Proces niestety został utajniony, więc za wiele się nie dowiemy.
Lecz już dzisiaj wypłynęło na jaw nazwisko Grzegorza Napieralskiego, posła na sejm wielu kadencji, a nawet przez trzy lata przewodniczącego partii SLD.

Podobno usłyszymy jeszcze wiele ciekawych nazwisk powiązanych z chińskim wywiadem.
Celem tych właśnie teraz sądzonych, było opanowanie całej struktury informatycznej i komunikacyjnej Polski. Chiny wówczas wiedziały by dosłownie WSZYSTKO co się w Polsce i naszej polityce dzieje.

Pytanie, które obowiązkowo musi być zadane na koniec – czy mamy szansę nie przegrać tej wojny?

Nie wiem czy mamy szansę wobec takiego ataku brutalnego, ludobójczego totalitaryzmu i niestety zidiocenia i powolnej destrukcji cywilizacji łacińskiej. Lecz najgorszym co można uczynić, to poddać się. Do czego wszelkimi siłami dąży totalna opozycja na zamówienie Unii Europejskiej – głównego narzędzia Republiki Federalnej Niemiec.

Lecz chyba grona decyzyjne RP pojmują, że trzeba, i to szybko, zmienić metody i taktykę działania niszczenia naszego kraju. Już nie ma na co czekać.
Trzeba natychmiast przestać się oglądać na aktualną Unię i zacząć walczyć o to, czego domaga się zdecydowana większość obywateli – porządku, spokoju i sprawiedliwości.
A przede wszystkim skuteczności i stanowczości w działaniu.
Żaden kraj nie będzie sprawnie funkcjonował, gdy kluczowe stanowiska, jak marszałek Senatu, prezes Najwyższej Izby Kontroli, czy ciągle trwający, mimo upływu kadencji Rzecznik Praw Obywatelskich, to albo potencjalni przestępcy z prokuratorskimi zarzutami, albo sfanatyzowani wrogowie państwa.
Nic nie będzie szło gładko, gdy trzeci filar władzy, wymiar sprawiedliwości, którego część ogłasza się nietykalną kastą, będzie ostentacyjnie działał niesprawiedliwie, bez jakiejkolwiek kontroli.
Nie może być dobrze w państwie, gdy ścigani przestępcy chowają się pod wymyślonymi przez przewidujących komunistów immunitetami.
A najważniejsza władza – Sejm – jest pełen idiotów i cwaniaków, bo system wyborczy na to pozwala.

Jest wojna i trzeba działać wojennie.
A pandemia czegoś nas nauczyła? Osłabiła nas, czy wzmocniła?
 

YouTube: 

wtorek, 1 czerwca 2021

Casus Gowin

 

Jarosław Gowin – okrągłe 60 lat; historyk filozofii, Krakauer, zainteresowany kościołem. Niestety – polityk. I właśnie przez to ostatnie – bycie politykiem – to dla mnie człowiek enigma.

Ciągle coś buduje, stara się coś tworzyć, potem zmienia zdanie i wygląda na wiecznie niezadowolonego.

Czy to kwestia charakteru? Znałem podobnych. Ja mówię – skręć w prawo – a on skręca w lewo. Gdyby to tylko raz było. Ale to się powtarza.
Nie chciałbym mieć takiego człowieka u swego boku. Tym bardziej gdybym to ja był szefem jakiegoś zespołu, a on moim podwładnym.

Gdy się zawiera koalicję ze względów taktycznych, jak w przypadku PiSu i ugrupowania Gowina Polska Razem, to zawsze tworzy się dosyć szczegółowy układ warunków tego porozumienia.
Koalicja oznacza, że ma się wspólny cel i razem będzie się pracować, by cel ten osiągnąć. Gdy jednak występują poważne różnice, to koalicję się po prostu zrywa.

Rządząca Zjednoczona Prawica, składająca się z PiSowskiego trzonu i partii Zbigniewa Ziobro Solidarna Polska, oraz ugrupowania Jarosława Gowina Porozumienie, ma niewielką większość w Sejmie – 235 posłów.

Gdy ludzie wokół Ziobry, albo Gowina zdecydują się wyjść z koalicji, to albo powstanie rząd mniejszościowy, albo trzeba będzie przeprowadzić przyspieszone wybory.

W przypadku tego drugiego rozwiązania (tu decyzja zależy wyłącznie od Jarosława Kaczyńskiego) analizy i statystyki wskazują, że zarówno partia Ziobry, jak i Gowina, gdyby zdecydowały się pójść do wyborów samodzielnie, to nie uzyskają progu wyborczego i znikną z głównej sceny.

Jarosław Gowin zawsze chce być postacią pierwszoplanową. Nie cierpi być tym drugim. Lecz widocznie osiągnął w życiu swój maksymalny pułap, szczyt możliwości, jaki ma każdy z nas. Nie może się z tym pogodzić. Chciałby się wspiąć wyżej. Wymyśla więc jakieś abstrakcyjne drabiny, jakieś dziwne konstrukcje, mając nadzieję, że on może się wspiąć jeszcze wyżej. Otoczenie, szczególnie to perfidne, zna bardzo dobrze te jego ambicje, tę abstrakcję, która go spala, że może w życiu jeszcze więcej osiągnąć. I podsuwają mu przynęty: - zostaniesz marszałkiem. A jak wszystko pójdzie dobrze i sprytnie wszystko rozegramy, to może z marszałka podskoczysz na prezydenta.
Tak zwany w psychologii przerost ambicji, psychiczna aberracja, która zaburza trzeźwą ocenę sytuacji i jest ślepą wiarą w fałsz mickiewiczowskiej tezy – mierz siły na zamiary. Nie zamiar podług sił – powoduje, że nawet dobry człowiek robi złe rzeczy.
Nie wiem, czy premier Gowin jest dobrym człowiekiem, lecz to, co robi jest złe. Nie jest lojalny. Kręci i mąci. Nie działa, mimo ostentacyjnego podpisywania kolejnych umów, na rzecz grupy do której należy. W rezultacie nie można mu ufać. A w koalicji jest to nie do przyjęcia.

Jarosław Gowin najwidoczniej zapomniał o zasadzie doktora Petera o karierze w układzie hierarchicznym, jakim jest polityka. W organizacji hierarchicznej każdy awansuje aż do osiągnięcia własnego progu niekompetencji.

Pan Gowin ma w Zjednoczonej Prawicy rywala o podobnych ambicjach – to minister sprawiedliwości, Zbigniew Ziobro. Tylko wydaje się, że po kilku klapsach od prezesa Kaczyńskiego, on zrozumiał, jakie jest jego miejsce w szeregu. A my widzimy, że on się już zatrzymał i nawet ministerialne stanowisko nieco go przerasta. Mimo gromkich tyrad jest on stanowczo mało skuteczny. Sześć lat walki o sanację sądownictwa, co przecież powinno być jego głównym priorytetem, praktycznie nie daje pożądanych rezultatów. Człowiek wyraźnie nie daje sobie z tym rady.

Mam pewien podziw dla Jarosława Kaczyńskiego, że tworząc koalicję, zdecydował się być woźnicą prowadzącym takie dwa krnąbrne konie, jak Gowin i Ziobro. Przecież od początku musiał on sobie zdawać sprawę, co ryzykuje. Widocznie kalkulacje wskazywały, że można nad tym panować. Tylko jak długo?

Jednak obu wspomnianych rządowych ambicjonalistów najbardziej wkurzył fakt, że powoli szykujący się do abdykacji prezes Kaczyński (podobno na Kongresie w lipcu ma oświadczyć, że to jego ostatnia kadencja w PiSie), jeszcze nieco nieformalnie, namaścił na swego następcę premiera Mateusza Morawieckiego.
Prawdopodobnie już w lipcu, po zwolnieniu miejsca przez Adama Lipińskiego, Morawiecki zostanie wiceprezesem Prawa i Sprawiedliwości.

Jarosław Gowin sam siebie umieścił w matni. Lub jak kto woli – sam siebie zapędził w kozi róg. Matnia, to też rodzaj klatki. Wściekłe zwierzę w takiej sytuacji może swą wściekłość wyładować tylko w jeden sposób – kąsać rękę tego, który go karmi.
Kaczyński praktycznie wyciągnął Gowina z politycznej trzeciej ligi, bo chciał powiększać bazę zjednoczonej prawicy. Zawarli wówczas umowę, bo dla tego ambitnego, lecz nieskutecznego polityka, na dodatek analizując przeszłość, z nie najlepszą opinią, był to jedyny sposób powrotu na scenę. Niestety, wdzięczność i pokora po pięciu latach względnego spokoju, wyparowały w ogniu ambicji, zabierając również zdrowy rozsądek.
Zasada Petera nie mówi, co się potem dzieje, jak już człowiek awansował na swoje n stanowisko, które jest ostatecznym kresem kompetencji. Więc dopowiedzmy, że drogi są dwie: spokojnie trwać na tym stanowisku, albo poddając się swoim nierealnym wyobrażeniom o swoim potencjale, zacząć się staczać.
Więc raz po raz kąsa PiS, jakby kąsał osobiście Kaczyńskiego, Jest coraz bardziej irracjonalny. Nie myśli logicznie. Daje się podpuszczać. Wybryk z wyborami prezydenckimi niczego go nie nauczył.
Czy przeciwstawienie się wyborowi PiSu pani senator Lidii Staroń na Rzecznika Praw Obywatelskich będzie ostatnim gwoździem do trumny Gowina?

Jeżeli PiS przegra to głosowanie w Sejmie, to Jarosław Gowin skończy tak jak były premier Marcinkiewicz, któremu podobnie władza zawróciła w głowie, robiąc z niego clowna, który już nigdy się nie pozbiera.

Gowin i Covid... paskudny koktajl...
 

piątek, 28 maja 2021

Będziemy teraz gotowi?

 

Gdy w USA za trzy lata nie wygrają republikanie, a najlepiej – Donald Trump, to sytuacja Rzeczpospolita może być krytyczna.

Skąd my to znamy?

"29 września 1938 roku podpisano układ monachijski zezwalający III Rzeszy na aneksję części Czechosłowacji. Był on jedną z zapowiedzi największego konfliktu zbrojnego w historii świata - II wojny światowej."[1]
Dzisiaj wszystkich szokuje całkowita bierność, głupota i wygodnictwo europejskich potęg, które były wówczas w stanie powstrzymać Hitlera i nie dopuścić do światowej tragedii. Zarówno premier Wielkiej Brytanii Neville Chamberlain, jak i premier Francji Édouard Daladier, to pierwowzory obecnych neo-marksitowskich, bezjajecznych fanatyków z Unii Europejskiej.
Wprawdzie pakt Ribbentrop – Mołotow, wraz z tym antypolskim tajnym protokołem dodatkowym zawarty został prawie rok później, ale już od dawna Stalin i Hitler ściśle współpracowali.

Czy Europa zachodnia i jej przywódcy nie przypominają durni sprzed 83 lat?
Czy współpraca i przyjaźń Rosyjsko – Niemiecka jest dziś słabsza niż przed II WŚ? A może też jest jakiś tajny pakt Merkel – Putin, o którym się dowiemy za lat 50 albo 100?

Na koniec II Wojny Światowej, trzech najsilniejszych aliantów – Winston Churchill (Wielka Brytania), Franklin D. Roosevelt (USA) i Józef Stalin (ZSRR) zorganizowali trzy konferencje, tzw. BIG THREE – w Teheranie (listopad 1943), najważniejsza w Jałcie (luty 1945) i w Poczdamie w lipcu 1945.
Trzej panowie dzielili łup, przepraszam, świat, na tak zwane strefy wpływu. Praktycznie na dwie strefy – świat zachodu i strefa sowiecka. Nikt się wykrwawionych narodów i państw nie pytał o zdanie. Był dyktat mocarstw i już.

Co ciekawe, przyszłość Polski była jednym z głównych tematów konferencji jałtańskiej. Premier Churchill, trzeba mu to oddać, starał się walczyć o suwerenność Rzeczypospolitej i wolne wybory, mimo rządu przywiezionego z Moskwy przez Armię Czerwoną. Lecz nie miał szans. Był jeden przeciwko dwóm? Jakże to? – zapyta młody czytelnik – Stany Zjednoczone z Ruskimi przeciwko Polsce. Ano właśnie.

Satyryczno – tragiczne są motywy, jakie wówczas używał Józef Stalin, by przekonać kolegów, dlaczego Polska musi być jego.
Mam tylko angielską transkrypcję pod ręką, jak ten zbrodniarz czarował zachodnich naiwnych prostaczków.
"For the Soviet government, the question of Poland was one of honor"
Dla sowieckiego rządu kwestia Polski to sprawa honorowa.
"because the Russians had greatly sinned against Poland",
A to dlatego, że Rosjanie strasznie zgrzeszyli wobec Polski.
"the Soviet government was trying to atone for those sins".
Radziecka władza postara się odpokutować za te grzechy.
"Poland must be strong and the Soviet Union is interested in the creation of a mighty, free and independent Poland".
Polska musi być silna a Związek Radziecki zabezpieczy powstanie potężnej, wolnej i niepodległej Polski.
Lecz jednocześnie nie ma mowy o żadnym rządzie na uchodźctwie, a terytoria RP, zajęte przez ZSRR 17 września 1939 pozostaną częścią Republiki Rad.
Mimo okupacji Polski przez Armię Czerwoną i polską władzę przywiezioną z Moskwy, Stalin wspaniałomyślnie oferuje wolne wybory. [3] [4]

Prezydent USA, Franklin Delano Roosevelt, nominalnie demokrata, był opleciony siatką sowieckich agentów i mieli oni wielki wpływ na jego politykę i decyzje. Dzisiaj bez cienia wątpliwości zidentyfikowano siedmiu z jego najbliższego otoczenia.
Najważniejszym z nich był Harry Hopkins, nieoficjalnie 2-ga osoba w państwie, serdeczny przyjaciel prezydenta i najważniejszy doradca w kwestiach polityki międzynarodowej. Dla Moskwy jednak ważniejszy był Alger Hiss z Departamentu Stanu – bezpośredni łacznik z Kremlem i Kominternem. Słynne i jakże symboliczne zdjęcie Roosevelta w Jałcie pokazuje Roosevelta siedzącego po środku i mającego po prawej Stalina, a po lewej właśnie Hissa. Cała trójka radośnie spoglądająca w kamerę.
Z tej szpiegowskiej siódemki w Białym Domu, warto też wspomnieć o Harrym Dexter White, szarej eminencji Departamentu Skarbu. Czyli Ruskie też trzymali swą zakrwawioną łapę na amerykańskich finansach. [2]

Prawdopodobnie jak wielu obserwatorów sceny politycznej, obserwując walkę wyborczą prezydenta Donalda Trumpa i Joe Bidena, gdzie republikanin Trump przegrał w sposób wysoce wątpliwy i patrząc na obecne posunięcia nowego prezydenta Bidena, odnoszę wrażenie, że dokładnie powtarza się scenariusz z czasów rządu Franklina D. Roosevelta. Dzisiaj historycy, głównie amerykańscy nie mają wątpliwości, że FDR był socjalistą.

Kim był były, czarny prezydent Barak Obama, gdzie u niego Joe Biden był wiceprezydentem? Czy mylą się ci, którzy zdecydowanie twierdzą, że "robiący reset" z Putinem Obama jest neo-marksistą, lub bardziej prosto – lewakiem.
Więc kim ideowo jest obecny prezydent USA, który pobierał nauki u swego lewackiego, ba... powiem nawet neo-marksitowskiego mentora Baraka Obamy?
Biden, który w odpowiedzi do polskiego reportera mówi, że znosi sankcje nałożone na budowę gazociągu Nordstream 2, bo musi poprawić stosunki z Europą. Jaką Europą chory starcze?! Poprawiasz stosunki wyłącznie z Niemcami i Rosją. A reszta Europy, zdecydowana większość, przez taką politykę będzie tylko cierpieć, gdy już niedługo ruskie i szkopy otworzą kramik z gazem i będziemy tam musieli kupować, a wasze pieniążki pójdą na broń nuklearną następnej generacji, albo na rozbudowę pałacu nad Morzem Czarnym.
Czy schorowany starzec niestety zdurniał z wiekiem już do tego stopnia, że tego nie pojmuje?

Mam tylko jedną wątpliwość – czy to wypączkowane na nowo w Stanach Zjednoczonych lewactwo, ten cały deep state, Big Data, Big Farm, Hollywood, koncerny bogatsze niż niejedno państwo, to oryginalna, amerykańska kreacja, czy może jednak wszystko to jest pod wpływem i naciskiem moskiewskiej i europejskich ideologów również powiązanych z Kremlem.

Chyba każdy amerykański kongresmen zna już dzisiaj z imienia i nazwiska rosyjskich agentów FSB, czy GRU mających stałe przepustki do Białego Domu.
Franklin D. Roosevelt był pilnowany i kontrolowany co najmniej przez 7 czekistów. Ilu prowadzi na smyczy prezydenta Bidena?

Bush w oczach Putina widział głębokie myśli. Bill i Hilary Clinton, jakby mocno poskrobać, to odkryłaby się kryminalna przeszłość jeszcze z czasów senatorowania. A Biden pozwalał korumpować synalka, czy to w Kijowie, czy w Moskwie.

Ruska agentura i wszelakie służby specjalne, jeszcze od czasów carów stosują proste metody: - kupić człowieka, zebrać haki by szantażem skompromitowania uczynić posłusznym. A najdurniejszych i najbardziej podatnych zindoktrynować i uczynić nastajaszczym czeławiekiem – bolszewikiem do szpiku kości.

Cztery lata kadencji Donalda Trumpa pozwoliły Polsce złapać oddech. Zespół analityków i doradców wokół niego i on sam rozumieli że stabilna równowaga w Europie wymaga zbudowania silnego bloku Trójmorza, nowych, pokrzywdzonych i frontowych wobec Imperium Zła – Rosji. państw. A jedynym słusznym rozwiązaniem takiej strategii jest uczynienie z Rzeczypospolitej lidera, przy silnym wspomaganiu na południu przez Rumunię.
A gdy już koalicja okrzepnie i się wzmocni; udowodni, że jest warta należytego prestiżu, to i Grecja, Cypr, Ukraina, czy Finlandia pomyślą o przystąpieniu do paktu.

Lecz od początku kraje takie, jak Niemcy, Francja, Holandia, czy Dania tego nie chcą. Gdyż wtedy ich znaczenie się zmniejszy, a za tym osiągane profity zmaleją.
Oni zawsze woleli wyzyskiwać, jak w epoce kolonialnej, czy nie daj Boże, z kimś się dzielić.

I tak oto piękne marzenia renesansu Rzeczpospolitej, oraz pozostałych państw regionu, trwały do końca roku 2020, a potem boleśnie się urwały. System nieprawości, oszustw i oszczerstw, żyjący w mrocznej strefie Ameryki wygrał wybory w USA. Przy wsparciu praktycznie już wcześniej przejętych przez lewacką żydokomunę, mediów papierowych i elektronicznych, po opanowaniu zideologizowanych uniwersytetów, neo-marksizm wraz z wszelkimi ideowymi kretynizmami, jak gender, czy otwarte wrota dla wszelkich imigrantów z całego świata, lub też poprawa klimatu Ziemi (sic!) widać jak bolszewizm swoją długą macką pokrył Amerykę.

Czy jesteśmy gotowi do obrony, praktycznie ponownie znajdując się w sytuacji w dużej mierze podobnej do tej tragicznej z 1939 roku?
Nie unikniemy wojny. Pociecha jest taka, że ta wojna nie będzie jak wtedy ludobójcza i pancerna. Ich plan, cel wrogów Polski to zniszczenie kraju. Skrajne osłabienie, by nigdy nie został konkurencją dla tłustych kotów. To ma być kraj małych, niewykształconych i skłóconych ludzi; kraj bez aspiracji, we wszystkich aspektach życia i rozwoju, kontrolowany z zewnątrz. Może zostaną jakieś pozory – fasadowy Sejm, jakiś prezydent, śmieszna Giełda.

Czy wojna ta już się zaczęła? Może już nawet trwa od dawna, lecz ponieważ jest to coś nowego – wojna pełzająca, na wyniszczenie, to jak w tej historii o powolnym gotowaniu żaby, nic nie czujemy i nie zdajemy sobie sprawy.

Pierwszy wystrzał, taki ostrzegawczy, usłyszeliśmy w roku 2015, gdy, jak dzisiaj już nie mamy wątpliwości, utworzona przez komunistyczne służby bezpieczeństwa i finansowana przez niemieckie partie polityczne Platforma Obywatelska, z całą swoją pychą i arogancją, gdy nawet ich kandydatowi na prezydenta, Bronisławowi Komorowskiemu nie chciało się prowadzić kampanii, bo tak był pewien wygranej, (Adam Michnik, główny ideolog III RP – "Komorowski [przegra-jk] gdy po pijanemu, na pasach przejedzie niepełnosprawną zakonnicę w ciąży.[5] jednak sromotnie przegrała wybory – zarówno prezydenckie, jak i parlamentarne. Wtedy ówczesny przywódca tej rządzącej przez osiem lat partii Grzegorz Schetyna oznajmił, że stają się totalną opozycją, a ich polem walki będzie "ulica i zagranica".
Co to oznaczało, zobaczyliśmy przez ostatnie 6 lat, gdy PO przegrywało kolejne wybory, jedne po drugich, sprzeciwiając się demokratycznej władzy na każdym kroku, nawet torpedując wysiłki rządu w walce z pandemią, usiłując dokonywać pozaparlamentarnych metod odzyskania władzy, jak próby puczów, nieustanne veta, czy wywoływanie strajków. Faktycznie dotkliwy, choć raczej bardziej denerwujący, był element hasła – zagranica – gdzie zdominowana całkowicie przez Niemcy Unia Europejska, nieustannie atakowała rząd Polski za cokolwiek – za wycinanie lasu, za podejmowanie wysiłków reformy sądownictwa, za walkę o kościół i tradycję, czy o normy dotyczące nakrętek do śrubek M5.

Musimy w pełni zdawać sobie sprawę, że zmutowany, odradzający się dzisiaj bolszewizm, zawsze miał tylko jeden cel – zdobycie władzy nad CAŁYM ŚWIATEM. Tu nie chodzi tylko o Polskę. My jesteśmy tylko denerwującą drzazgą pod paznokciem. Wyrwać nas trzeba pincetą.
Jak zbolszewiony świat wygląda (teraz już nawet może to być również Mars i Księżyc) profetycznie przedstawił George Orwell, który w czasie Wojny Hiszpańskiej napatrzył się co to jest, jeszcze przed moim urodzeniem w jego nieustannie cytowanych książkach "Folwark zwierzęcy" i "Rok 1984".

Polityczna śmierć (lub tylko uśpienie) prezydenta Trumpa, pozwoliła światowemu lewactwu przejść do następnego etapu podboju świata.

Chory starzec na fotelu prezydenta USA usprawiedliwia swoje działania, po wykonaniu wolty o 180 stopni walką ekonomiczną (na razie) z Chinami i w związku z tym, koniecznością sojuszu i dobrych stosunków z Rosją i Niemcami.
Gdyby tylko zechciał posłuchać mądrych ludzi, a nie agentów i wariatów co szepcą mu do ucha, zobaczyłby, jaki jest bezsens takiej strategii.
Rosja – naród mongolski w swym rdzeniu, zawsze będzie bliżej Chin, niż Ameryki.

Gdy już w końcu neo-marksiści zdobyli kontrolę nad Stanami Zjednoczonymi, po uprzednim opanowaniu Unii Europejskiej za pomocą towarzyszy z Niemiec, Holandii, czy Francji, można spokojnie zająć się czyszczeniem takich brudów, jak na przykład krnąbrna Polska ze swoją upierdliwą władzą w szlacheckich kontuszach i z krzyżem w dłoni (Las Katyński, 1940 – Nu, polskie pany! Wysiadać!). Nie udało się zamordować polskiego papieża, to teraz wszystkie kościoły będą płonąć.

Tak więc w roku obecnym, 2021, przystąpiono do zmasowanego ataku niszczenia gospodarki kraju, jak nie udało się w maju 2020 przy pomocy lokalnych sprzedawczyków i agentury rozwalić przy wyborach prezydenckich pisowskiej władzy.
Atak został skierowany na filary szybko rozwijającej się gospodarki, której jakoś koronawirus nie zniszczył, na co zapewne też liczono.
Zaatakowano największy w Polsce dynamicznie wzrastający kombinat rafineryjno – petrochemiczny Orlen, już wkrótce mogący zagrozić takim potęgom jak Łukoil, Rosnieft, Gazprom, czy niemiecki Aral AG.
Niemcy zaczęły również akcję blokowania budowy w Polsce elektrowni atomowych. Jak to mają w zwyczaju – władza w Berlinie milczy, a akcję propagandową rozpoczęły media na usługach rządu, nawołując do obłożenia wysokimi podatkami energii z reaktorów w ramach idiotyzmu Zielonego Ładu UE. Mimo, że jak dotychczas to jedyne efektywne źródło energii zero-emisyjne.

A potem zaczęły się dziwne wydarzenia w polskiej sieci energetycznej. Najpierw system jakoś sam z siebie wyłączył 10 z 13 bloków energetycznych w największej elektrowni polskiej w Bełchatowie (5354 MW, paliwo – węgiel brunatny, 20% całej produkcji prądu, najtańszy prąd pochodzi stąd). Tylko dzięki awaryjnemu transgranicznemu transferowi prądu z Czech, Słowacji i Niemiec uniknęliśmy zanikowi prądu w całym kraju (blackout), co mogłoby doprowadzić do niepowetowanych strat w całym kraju. Co było przyczyną awarii? Do tej chwili nie wiemy.
Zaledwie po paru dniach w tymże Bełchatowie zapalił się główny transporter dostarczający węgiel z kopalni do kotłów elektrowni. Tutaj też prokuratura, policja i eksperci nadal badają sprawę.

Nie zdążyliśmy jeszcze ochłonąć po, na szczęście, niedoszłej katastrofie, a zaatakowano trzecią z kolei, największą naszą elektrownię w Turowie (2106 MW, 7% energii kraju, paliwo – węgiel brunatny). Tu nie nastąpił atak fizyczny na instalację, tylko wykorzystano skargę Czechów – mających nawet pięć większych, konkurencyjnych elektrowni w tym samym zagłębiu co Turów, po której, nienawidząca Polski sędzina w Trybunale Sprawiedliwości Unii Europejskiej nakazała natychmiastowe unieruchomienie kopalni, czyli także elektrowni.
Wykonanie takiego idiotycznego polecenia, również doprowadziłoby do ogólnokrajowej katastrofy.

W tym samym czasie dowiedzieliśmy się, że rozproszeni po Europie dywersanci – agenci ruskiego GRU – wywiadu wojskowego, specjalizujący się dotychczas w zabójstwach wrogów Putina, dokonywali ataków terrorystycznych w Czechach – wysadzając w powietrze magazyny amunicji, czy też w Bułgarii, likwidując niewygodnych przemysłowców. Pewne poboczne nitki mogą wskazywać na pewne polskie ślady, prowadzące nawet do Zamachu Smoleńskiego w 2010 roku.
Czesi zdecydowali się nawet na wydalenie z państwa 80 dyplomatów, w rzeczywistości agentów, z rosyjskiej ambasady w Pradze.

Można przypuszczać, że rosyjska agentura w dużej ilosci ulokowana w całej Europie, dostała polecenie wzniecania niepokojów, a nawet dokonywania aktów terrorystycznych i dywersyjnych. Podejrzewa się, że w Polsce działa silna grupa agentury Putina, oraz wielu zwerbowanych polskich zdrajców. Nasilenie działania takiej agentury jej wpływu w zakresie wojny psychologicznej, jest wyraźnie obserwowane w internecie, mediach elektronicznych i na portalach społecznościowych. Współgrają z tą akcją wielkie koncerny, które też brały udział w przegranych wyborach Trumpa, jak Google, Facebook, czy Tweeter.

W sierpniu 1939 byliśmy tragicznie nieprzygotowani do agresji militarnej na młodziutką Rzeczpospolitą.
Wojskiem i Ministerstwem Spraw Wojskowych w dużym stopniu kierowali dyletanci, lub zaślepieni ambicjami durnie. Tacy, jak lotnik, generał Ludomił Rayski, odpowiedzialny za słabość polskiego lotnictwa.
Nie byliśmy w sensie taktycznym przygotowani na niemiecki Blitzkrieg i zdradziecką napaść ze wschodu przez ZSRR.

Polska w rezultacie tej słabości i osamotnienia, bo mamy tylko podstępnych i nienawidzących wrogów ze wschodu i zachodu, a resztę świata nie obchodzi europejskie państewko, z którym nie trzeba się liczyć, a na dodatek światowe żydostwo oskarża o wszelkie możliwe tragedie, musi ciężko pracować, by zyskać należne miejsce w światowej układance.

Czy teraz, nie tak, jak w 39 jesteśmy zdolni się obronić i więcej – spowodować, by świat zaczął się z nami liczyć?

Co nam pozostało po upadku Trumpa? Liczyć może na Chińczyków i nasz Jedwabny Szlak, jak sugerują niektórzy nasi geostratedzy? Przecież to absurd.
Oni są przecież jak pijawki – wypiją do ostatniej kropli krwi, a potem wyplują.

Dyplomacja rozjeżdża się po świecie. Prezydent Duda testuje przymierze z Turcją, przypomina się Gruzji. Lecz to nie potęgi. Nie najlepsi kandydaci do bliskich sojuszy. W lewackiej Unii Europejskiej mamy przerąbane. To kraina Donalda Tuska i Róży Thun.
Może, gdybyśmy nagle zaczęli krzyczeć, że jesteśmy Europejczykami przecież, a Polakami tylko przez głupi przypadek, to może by spojrzeli przychylnym okiem. Pieprzyć tę całą suwerenność. Tylko przez nią kłopoty. Co ona daje?

Wyobraża sobie jakikolwiek patriota pozbycie się narodowej dumy i honoru? Prawda, że to niemożliwe.
Musimy się bronić ze wszystkich sił. I ostatecznie zwyciężyć.

.

[1] https://www.polskieradio.pl/39/246/Artykul/942540,Uklad-monachijski-rozbior-Czechoslowacji(link is external)
[2] https://jozefdarski.pl/5621-8-nasze-lektury-agenci-wplywu-i-13-grudnia-jacek-kwiecinski(link is external)
[3] https://en.wikipedia.org/wiki/Yalta_Conference(link is external)
[4] Berthon, Simon; Potts, Joanna (2007), Warlords: An Extraordinary Re-creation of World War II Through the Eyes and Minds of Hitler, Churchill, Roosevelt, and Stalin
[5] https://youtu.be/VgQQKbqF56M(link is external)