wtorek, 4 marca 2014

Przysięga


Nie pasowaliście do siebie. W końcu dotarło do niej że nie będziesz na nią tyrał, wzięła więc walizki i poszła na swoje.Zastanawiasz się co dalej. Z zadumy nad samym sobą wyrywa cię energiczny dzwonek do drzwi.
- Jestem Ela. Teraz ja będę z tobą mieszkać - oświadcza czerwieniąc się kobieta podpierająca piramidę walizek - wniesiesz ?
- Czy my jesteśmy rodziną ? - pytasz zaskoczony - oczywiście, już wnoszę, jak przebiegła podróż ?
- No tak, informowali że jesteś niedzisiejszy - mówi Ela rozglądając się po domu - mam opłacony abonament telewizyjny, podobno zalegałeś ?

- Na pewno jestem niedzisiejszy - odważasz się na bardziej zasadniczy ton - nie dostałem odpowiedzi na pytanie ; kim właściwie jesteś ?!
- Żoną, twoją żoną ! - mówi Ela i zgrabnie wymienia zdjęcie w antyramie wiszącej koło telewizora.
- Ale jaj..., no jestem pod wrażeniem, taki finezyjny żart Elki na koniec ! - śmiejesz się niepohamowanie - to są takie agencje świadczące usługi "byłym" ? Żona zastępcza do czasu formalnego rozwodu ? Dobre ! A co będzie jak potraktuję poważnie "obowiązki małżeńskie" ?
- Tylko spróbuj potraktować swoje obowiązki niepoważnie ! - Elżbieta C. usiadła przybierając pozę urzędniczą - jestem twoją pierwszą i jedyną żoną ! Na mocy konkordatu, księgi parafialne tak jak USC zostały sprostowane. Twoja przysięga jest jak najbardziej obowiązująca. Teraz twoja żona ma na pierwsze Elżbieta, a nie na drugie. Będzie prościej niż z Wiesławą - Elżbietą. W banku już poprawiłam, tu w teczce są aktualne odpisy aktów. Weź jeden, masz wezwanie do Rejonowej Komendy Uzupełnień na ćwiczenia wojskowe, poprawisz miejsce i datę urodzenia żony.
-No już zbieraj się ! Kancelaria RKU czynna do czternastej ale pewnie kolejka będzie - wstała i porzucając urzędowy ton,
z uśmieszkiem mrugnęła okiem - żona ci odmłodniała o kilka lat, sprawdź w papierach, zadowolony ?!
Osłupiały, posłusznie bierzesz czapkę klucze, wezwanie i udajesz się nieśpiesznie do RKU. Jesteś zdrowo po czterdziestce, dawno powinni skreślić cię z ewidencji i odebrać kartę mobilizacyjną. Jest więcej spraw do załatwienia - myślisz. Zaczniemy od porządków z wojskiem. Tłumów nie ma, kolejki też. Na pierwszym piętrze, pamiętającego obecność prusaków na Pomorzu, budynku z czerwonej cegły starszawy starszy sierżant odbiera twoje dokumenty. Kiwa głową, potem kręci.
- Ja tu mam ołówkiem wpisanego kawalera, po technikum - wyciąga z teczki więcej papierów - uuu.. ostro na ćwiczenia ciągaliśmy, co, pewnie "Solidarność" ?
- Owszem, "Solidarność", co to teraz ma za znaczenie - odpowiadasz - żonaty, dwoje dzieci i uczelnię ukończył, na niej pracował ale poszedł na swoje. Tylko nie rozumiem po co to wszystko skoro chyba mam oddać kartę mobilizacyjną, bo stary jestem ?
- Czemu zaraz, stary ! Awans dostaliśmy, na kierownika warsztatów, w razie "W", oczywiście - wyciąga rękę z nową kartą mobilizacyjną zatkniętą w starą czerwoną książeczkę wojskową - na Mickiewicza, do r-lok i łączności doszedł sprzęt optyczny i noktowizory, trzeba się zapoznać z nowym zakresem obowiązków. Tylko trzy dni.
- Doceniamy fachowców ! Dlatego podniesiono wiek specjalistom którzy nie muszą iść w pole, a spokojnie na zapleczu naprawiać sprzęt mogą - wchodzi nam w rozmowę major, który niespodziewanie wyłonił się zza regału. Poznajesz w nim oficera kontrwywiadu, straszącego was na specjalnych ćwiczeniach dla "elementu antysocjalistycznego" w latach osiemdziesiątych : więzieniem, robotami "na Żuławach", do kary śmierci włącznie. Co ten jeszcze robi w armi wolnego kraju ?!
- PANA to akurat się TU nie spodziewałem - rzucasz zaczepnie. Słowa : "pana" i "tu" , podkreślasz. Jeszcze niedawno za słowo: "pan", zamiast: "obywatelu", wsadził by żołnierza do aresztu. Groził więzieniem za korespondencję z rodziną na zachodzie.
- Jak już PANA - znowu podkreślasz - widzę, to chciałbym zapytać, jako że PAN nas tak umoralniał jak ważną rzeczą była przysięga do której nas zmuszono za komuny.
- Czy nie powinno być tak, że najwyższa, najważniejsza osoba w państwie : Prezydent, pismem skierowanym osobiście do mnie, zwolni mnie z przysięgi na sojusze Układu Warszawskiego ?! Czy nie uważa pan że przysięga wymaga by składał ją człowiek wolny, z własnej woli i przekonania ?
- Ja uważam - mówisz - że powinienem mieć możliwość, TU, będąc zwolnionyn z przysięgi socjalistyczno-wiernopoddańczej, złożyć podpis pod przysięgą na wierność Rzeczpospolitej ! Uważam też za konieczną wymianę i wręczenie nowych Książeczek Wojskowych.
- Ale stopień wojskowy to CHCIELIBYŚCIE zatrzymać ? - w końcu wybucha major - nic WAS nie nauczyliśmy !
- To dla mnie komplement - odpowiadasz - nie dałem się zmienić ! A tamten stopień niewiele dla mnie znaczy.
Nie spotkasz więcej majora. Do budynków warsztatów wprowadzi się IPN. Tobie w końcu zabiorą kartę mobilizacyjną i przestaną zawracać głowę starym sprzętem. Rzeczpospolita nigdy nie dowie się wobec kogo pozostałaby lojalna milionowa armia rezerwistów. Patrząc w stronę Ukrainy, chcę wierzyć że nie będzie musiała sprawdzać.

autor: cyborg

Seryjny samobójca skutecznie zaatakował ważnego świadka

Po niezbyt ostrej zimie , wygrzebał się ze swojej gawry seryjny samobójca. Tym razem ofiarą seryjnego samobójcy padł bardzo ważny świadek w tzw. mafii węglowej,  Andrzej J. Ciekawe, że seryjny samobójca dopadł świadka, który od dłuższego czasu współpracował z prokuraturą, którego zeznania doprowadziły do postawienia zarzutów wielu osobom.

Akurat w dniu, w którym ABW dokonywało kolejnych zatrzymań , znaleziono go martwego w pokoju hotelowym. Podobnie jak w przypadku  Leppera przyczyną było zadzierzgnięcie, czyli powieszenie się.

Rok dopiero się rozpoczął, a jest już pierwsza ofiara, co będzie dalej życie okaże, ale boję się o innego ważnego świadka „ bohatera ” największej afery korupcyjnej w III RP, afery dotyczącej przetargów  informatycznych min. w MSZ i MSW, który poszedł na współpracę z organami ścigania.

http://wpolityce.pl/wydarzenia/75625-smierc-swiadka-w-sledztwie-przeciw-...
http://niezalezna.pl/52473-pilne-kolejna-ofiara-seryjnego-samobojcy-po-l...
 
 autor: Andy51

poniedziałek, 3 marca 2014

MISS HOLOCAUST...CZYLI DANSE MACABRE...


Jak daleko posuną się ci, którzy potrafią z ofiar holokaustu wycisnąć ostatnie profity, zanim nie umrą...???
...ze strony Bareya...
W Izraelu odbył się konkurs „Miss Holocaustu 2012”, budząc burzę wprost nieproporcjonalną do spokoju na twarzach ich uczestniczek.
Z 700 kandydatek do finału dostało się 14 starszych dam w przedziale wieku od 74-97 lat!
Nie to jest wstrząsające: połączenie Holocaustu, starości, plastikowych diademów i koszmarnych wspomnień szeptanych do mikrofonów.

Nie wstrząsa też nikim nagroda dla zwyciężczyń: zestaw kosmetyków i weekend w hotelu.

Nie wstrząsa informacja, że nie o piękno chodziło ale o charyzmę.

Że w jury zasiadł również psychiatra – nie wstrząsa.

Historie opowiedziane: o śmierci matki, bydlęcych wagonach, gehennie ludzkiego mięsa wiezionego na przemiał, na spalenie, do obozów – nie wstrząsa.

Miliony kartek bólem wspomnień zadrukowanych, dokumentów i audycji z samych trzewi żółcią i łzami oliwionych mechanizmów ludzkiego cierpienia, multiplikowane na każdym kroku pomnikami pamięci, kolczastymi obrazami pomieszanymi z ciepłymi bułeczkami z parówką na wynos, już nie wstrząsają tak jak kiedyś.

Ale Izraelska burza odmiotła coś innego, ludzką nędzę, poderwała (zapewne na chwilę) pustą miss-kę ofiar Holocaustu, której Państwo Izrael nie wypełnia niczym innym niż obietnicami.
Elizabet Dargocki (dzieli swoje mieszkanie ze zwierzętami):
– Człowiek potrzebuje bratniej duszy, a jeśli nie ma wokół siebie ludzi, to przygarnia psy, koty.
Z 1700 szekli zapomogi (450 dolarów) nie zostaje nic w połowie miesiąca.
– Wstaję i zasypiam głodna.
– Przeżyłam Zagładę, ale trudno mi przeżyć teraz w Izraelu.

Ester Frank, z trudem porusza się na wózku. Jej świat to widok z jerozolimskiego pustego mieszkania.
– Jestem nieśmiała, a o takich się nie pamięta.

Obie Panie stały się bohaterkami reportażu o ocalonych z Holocaustu żyjących w skrajnym ubóstwie. Gdy kilka lat temu wyemitowała go telewizja izraelska – wybuchł skandal.
Okazało się, że Państwo wstrzymywało wypłaty pieniędzy przekazywane przez RFN od 1952 roku.
Okazało się również, że z 210 tysięcy ocalałych z Holocaustu mieszkających w Izraelu, jedna trzecia żyje poniżej granicy ubóstwa.

Rząd do pustych miss-ek wrzuca własne tłumaczenie i niekończące się banały.

Już Hannah Arendt pisała „O banalności zła” (czym oczywiście wywołała semantyczną burzę mieszającą ze wzruszającą sobie bezmyślnością, zło z banałem) ale chyba nie przypuszczała, że będzie ono miało ciąg dalszy.
Czy było to zamierzone, czy też nie, i nie zależnie od głosów niektórych, pytanie zostało postawione. Co prawda niezgodnie ze społecznie określoną normą, pozbywającą istotnej tożsamości współczesnego Żyda, Izraelczyka.

– „To obelga”.

– „Czego możemy się spodziewać w następnej kolejności? Big Brothera w Auschwitz?".

– „Porządny człowiek nie powinien wpaść na taki pomysł?".

Tylko skąd przekonanie, że ludzie są porządni?

To już odemnie...

Pytanie retoryczne, a może nie...dlaczego Polska ma zapłacic 65 miliardów dolarów dla ofiar holokaustu, skoro ofiary holokaustu prawie nic z tego nie dostają, a wręcz cierpią biedę...a ich ziomale w Izraelu którzy powinni im współczuć i wspomóc ich jako swoich bliźnich, którzy przeżyli koszmar holokaustu, to perfidnie bawią się cierpieniem ludzkim, zarabiając na nich, robiąc z ich cierpienia show ..???

MISS HOLOCAUST 2013
https://www.youtube.com/watch?v=XatpGccLYos&feature=player_embedded

TAKIE DANSE MAKABRE ROBIĄ NAM TERAZ POLAKOM...EUTANAZJA, ABORCJA, GENDER...CZY TRZEBA WIECEJ ZNAKÓW...???



autor: trybeus

Ruscy na Zatoce Gdańskiej?


Rozpoczeto manewry wojskowe Rosyjskiej Floty Bałtyckiej w Kaliningradzie.
Kaliningrad do Gdańska to rzut kamieniem.

http://www.tvn24.pl/flota-baltycka-ruszyla-na-manewry-cwiczenia-w-kaliningradzie,403900,s.html
 

"3,5 tysiąca żołnierzy rosyjskiej Floty Bałtyckiej prowadzi "ćwiczenia taktyczne" w Obwodzie Kaliningradzkim - informuje agencja ITAR-TASS. Ma to być element zarządzonego w minionym tygodniu przez Władimira Putina "niezapowiedzianego sprawdzianu" gotowości wojsk."

Żeby nam tylko do głowy nie przychodziły jakieś głupie myśli. My, Rosjanie jesteśmy tuż , tuż. Pamiętajcie...

Manewry wojskowe, koncentracja siły, podobnie jak na Krymie, ale tuż przy Polskiej granicy nie pozostawia żadnych wątpliwości.

Podczas, gdy nie w pełni rozumna i świadoma sytuacji, Catherine Margareth Ashton, wysoki przedstawiciel Unii Europejskiej do spraw zagranicznych i polityki bezpieczeństwa, wg. mnie lekko niezborna umysłowo, twierdzi, ze z Rosjanami należy spokojnie i pokojowo rozmawiać, ci właśnie spokojnie i pokojowo realizują scenariusz zastraszania i ekspansji.

Kiedy ta durna Europa się ocknie? Kiedy byli przyjaciele zrozumieją, ze mają do czynienia z psychopatą?

Wtedy, gdy ruskie poduszkowce wylądują na plażach Sopotu?!


autor: jazgdyni

Ukraina, Majdan, Polacy


Pytanie. Akcja??

Czy w całym ukraińskim zamieszaniu ktoś pamięta, że tam żyje/pozostało mnóstwo Polaków? Kogoś obchodzi ich los, potencjalnie zagrażające im niebezpieczeństwo (tak ze strony ukraińskich nacjonalistów, jak i rusofili)? Ktoś monitoruje ich sytuację? (Tak tylko pytam...)
Polska się ponoć szykuje do udzielania pomocy charytatywnej Ukrainie. Dobrze. Ale czy przygotowujemy się do przyjęcia fali uchodźców, POLSKICH uchodźców?
Pytania te należy zadawać swoim posłom i gdzie się da.
Podaj dalej.

autor: bez kropki

​Z g……..m nie należy się witać

Czasy gdy  Andrzej Lepper zasiadał w polskim parlamencie minęły, Nie ma już wśród nas Andrzeja Leppera , nie ma jego partii Samoobrony. Wydawało się, że zachowanie  się Leppera i jego ludzi w parlamencie, jest to ściana, której przekroczyć nie można, a jednak. Zachowanie się Leppera w stosunku do „występów”  Palikota , to był Wersal.

Po wygranych przez PO wyborach parlamentarnych, przyjaciel Komorowskiego i wiceszef PO Janusz Palikot dostał specjalne zadanie, które polegało na postponowaniu w każdy możliwy sposób ówczesnego  Prezydenta  RP śp. Lecha Kaczyńskiego. Był i jest jednym z najbardziej hołubionych dyskutantów funkcjonariuszki Stokrotki , w zamian za co  w studiu WSI24 pojawiał się a to ze świńskim łbem , a to z gumowym fallusem w ręku.

Na usługach całego tego przemysłu pogardy w stosunku do śp Prezydenta byli nawet pożal się Boże profesorowie,  a wśród nich jeden, którzy gdy producent taniego wina , ale wiceszef PO, nazwał śp. Prezydenta chamem, oświadczył , że słowo cham nie jest obraźliwe. Bralczyk tak nazywa się ów profesor.
 
W 2010 r. tragicznie ginie  śp. Prezydent wraz z polską elitą i całą pronatowską generalicją.  W 2011 r. założył partię palikociarnię, która niestety weszła do Sejmu. Po śmierci śp. Prezydenta, producent z Biłgoraju harcował dalej, nie było nikczemności, której ów pajac by nie wypowiedział aby „dowalić” Kaczyńskim.

Oto próbka jego „występów”, w czasie debaty Janusz Palikot zwrócił się do Jarosława Kaczyńskiego szokującymi słowami z mównicy sejmowej: "Był gotów wysłać brata na śmierć".
- o wyprawie smoleńskiej –„Pijacka wyprawa Lecha Kaczyńskiego",  
O pochówku na Wawelu: „ Na pokładzie wszyscy pili, więc atmosfera była bojowa. Wstyd! Po raz kolejny wygłupiliśmy się i ośmieszyliśmy nasz kraj, a ci którzy tego dokonali zostali pochowani na Wawelu, a nie w rynsztoku, gdzie ich miejsce"    i dalej "do Smoleńska poleciał kartofel i alkoholik, a wrócił mąż stanu”.
 
Niespotykany w kulturze polskiej brak szacunku do zmarłych, realizowanie niczym jakiś stachanowiec przemysłu pogardy zarówno wobec zmarłego jak i jego brata, spowodowało , że ów wyrobnik z Biłgoraja dobrze , że nie dostał  w twarz, wszak ktoś kto śmierdzi jak  g…..o nie może się spodziewać podania ręki przez człowieka honoru.

http://fakty.interia.pl/polska/news-politycy-o-ukrainie-w-kprm-kaczynski...
http://lipinski.salon24.pl/571384,jaroslaw-kaczynski-nie-podal-reki-janu...


autor: Andy51

Czy wreszcie nadchodzi?



Zwiastuny – to naelektryzowane powietrze przed burzą. To mewy krążące nerwowo przed wichurą, albo siadające na falach. Niby nic nie widać , ale coś się czuje. To samo odczuwam teraz. Coś nadchodzi...

Zwiastuny.
*****
 

W 56 byłem jeszcze dzieciakiem. Nie pamiętam, co się wtedy działo. Oczywiście jak podrosłem to się dowiedziałem. Ale z drugiej ręki. Osobistych odczuć nie miałem.

W 68 w marcu (bodajże 13-tego) jechałem kolejką z Gdyni na Politechnikę.
Przygotowywałem się na studia. I wtedy poczułem to pierwszy raz. To było jak przed tą burzą, tajemnicze, niewypowiedziane napięcie.
Na Politechnikę mnie oczywiście nie wpuszczono, ale przez płoty i bramy widziałem dosyć.

Już dwa lata później w 70, na tejże polibudzie siedzieliśmy sobie na zajęciach w starym gmachu Wydziału Elektrycznego i już wszyscy to czuliśmy. Ćwiczenia zaczynały się po południu i codzienna podróż kolejką dała nam aż zanadto zwiastunów wydarzeń. Gdy za oknem rozległy się krzyki i pieśni, biedny asystent nie był w stanie zablokować swoim ciałem drzwi wyjściowych.
No i przyłączyliśmy się do robotników, gdy przeprosili za zdradę z 68 roku.
Potem już było dramatycznie, ale to już wszyscy znają.

10 lat później los, który mnie skierował na morze, spowodował, że w oczekiwaniu na rejs, siedziałem w biurze PLO w Gdyni na 10 lutego. Tutaj napięcie przed sierpniowymi strajkami było ogromne. Pokój, w którym pracowałem, w połowie zajmowali bardzo zaufani ludzie władzy. Superintendenci, co decydowali o losie 10 tysięcy marynarzy i kapitanowie, wiadomo, najważniejsi, bo powierzano im wielki majątek.
Wytwarzali oni wówczas takie iskrzenie, takie emocje, że to pachniało. Brzydko pachniało.

Wystarczy. Przejdźmy do wczoraj i dzisiaj. Ponownie coś wisi w powietrzu i zaczyna się wyłaniać i krystalizować.

I zastanawiam się, czy znowu będzie tak, że Polska jest tym dziwnym katalizatorem zmian, jak w 39-tym, 80-tym i 89-tym.

Zaczęło się oczywiście 10 kwietnia 2010, tą dziwną tragedią, gdzie tajemniczo zginęło 96 osób z Prezydentem Polski i jego kochającą Małżonką. Mimo tak wielkiej i mrocznej tragedii mamy odczucie, że coś spaprano, coś nie wyszło. I to z obu stron politycznej sceny. Samolotem miał też lecieć Jarosław Kaczyński. I gdyby on też zginął to byłoby pozamiatane. PIS by się rozpadł, a Kluzik-Rostowska, z Poncyliszem, Ziobrą I Kurskim na pogorzelisku budowaliby nową, przyjazną prawicę.
Z drugiej strony też jakby za bardzo nie wyszło. PIS nie potrafił w takim stopniu obudzić społeczeństwa, by przegonić kombinatorów i nieudaczników.
Jak sobie przypomnimy te pierwsze chwile po tragedii, to mimo wszystkich tych momentów zagrabiania władzy, establishment był przekonany, że poległ i nawet może trzeba będzie zapłacić.
Więc nie za dużo z tego wszystkiego wyszło, jednakże powstał ferment, część ludzi zaczęła myśleć samodzielnie. I to mimo zmasowanego ataku systemu, by wszystko ukryć i uspokoić.

Do tragedii dołączył świat ze swoim kryzysem. Konkretniej Europa, wyraziście ukazując utopię zjednoczenia, oraz chciwość, fałsz i hipokryzję brukselskich bonzów. Ferment już nie tylko w Polsce, ale także poprzez Grecję. Hiszpanię, Włochy rozlewał się po całej Europie.

Po raz pierwszy, rzecz niesłychana, unijni biurokraci zmieniali rządy w suwerennych państwach. I ludziom to się nie podobało.
Także to, że mimo fatalnego kryzysu Niemcy, świetnie sobie radziły i zarobiły ponad 100 mld euro. A sektor finansowy na całym świecie przeżywa takie prosperity, jak nigdy dotąd. Globalne koncerny bogacą się niemożebnie. W samej Polsce sektor bankowy w zeszłym roku osiągnął już prawie 35% zysku. Taki to jest kryzys.
 A teraz Ukraina...
W listopadzie jeszcze nic nie czułem. Ot, jak zwykle Ukraińcy kultywują majdanową tradycję. Poczułem coś dopiero w styczniu. Pojąłem, że nie jest to już zwykły protest. To jest pierwsza prawdziwa rewolucja od dawien dawna w Europie. Poczułem twardość i nieugiętość protestujących. I tą niewypowiedzianą wolę, że tym razem doprowadzą sprawę do końca. I doprowadzili. Przegnali złodzieja, hochsztaplera i mordercę, wraz z bandą podobnych jemu złoczyńców. Zaczęli budować wolny kraj od podstaw...
I wtedy objawił im się Putin. Nienasycony, mongolski satrapa. Potomek Czyngis-chana i Kubilaj-chana.
Lata oswajania ruskiego władcy przez Zachód rozprysły jak bańka mydlana. To, co my prości Polacy wiedzieliśmy od początku, że skorpion zawsze ukąsi, Zachód, w tym pretendujący do Zachodu nasi formalni przywódcy, Tusk i Komorowski, miał nadzieję, że z chanem, albo, jak sam siebie widzi, carem, można uczciwie rozmawiać i się układać. Co za bzdura. On robi tylko to, co sam uważa za odpowiednie. Choćby to się wiązało z wymordowaniem setek tysięcy ludzi, jak to miało miejsce w Czeczeni i niewątpliwie podobnie byłoby na Ukrainie.
Czy wreszcie Zachód przejrzy na oczy i pozostawi Rosję, z jej nienasyconym przywódcą, w miejscu, które jej się należy? Czyli głęboko w Azji, za potężnym kordonem sanitarnym.

Aż zanadto jest tych najnowszych zwiastunów. Chyba musi je czuć każdy, a nie tylko taki wrażliwiec jak ja.

Ale, czy ktoś może mi powiedzieć – co będzie?

Chyba rozpad i destrukcja Europy jest już nieuchronnie przesądzona.
Ale czy dojdzie do nowego podziału świata?
A może do czegoś innego?

autor: jazgdyni

niedziela, 2 marca 2014

Putin i jego jaja

Rosjanie, jak wiadomo, mają fantastyczne poczucie humoru. A Putin między nimi jest doprawdy wielkim mistrzem. Specjalizują się szczególnie w kawałach praktycznych. Jak to mówią angole – w pranksach.
 
No bo przypatrzcie się uważnie.
W weekend, kiedy ta cała, światowa biurokratyczno – polityczna banda rozjechała się do domów na zasłużony odpoczynek, by oglądać sobie spokojnie Taniec z Gwiazdami, spożywać kiełbaski, czy jak prezydent Obama, biegać po korytarzach, Putin, tak scichapęk, pyta się swoich kumpli z Rady Najwyższej, czy może pobawić się żołnierzykami. Ci bez mrugnięcia łapią dowcip i kontynuują jajca, wyzywając chochołów, jak nazywają swoich braci (sic!) Ukraińców, od faszystów i wichrzycieli.
Ta zabawa, podobnie, jak gra w dupniaka, albo w kogo wsadzimy do łagra, nigdy im się nie nudzi. Czy to w związku z Czeczenią, czy Gruzją, grają w to z upodobaniem.
 
Putin ma nowych żołnierzyków. Dwa lata temu podwoił budżet na wojsko. Zmienił im stare kałasznikowy na lepsze kałasznikowy. Uszył nowe by Discount Dragon">mundury. Wyposażył w nowe zabawki. I cały czas aż przebierał nogami, żeby sprawdzić jak to działa. A Chochoły sami się podłożyli. Chcieli tańczyć i świętować bez starszego brata. Tak się w rodzinie nie robi.
 
Więc w tą weekendową sobotę Putin, kawalarz, postanowił się rozerwać. Jak to u niego – szybka piłka, kumple współgrają (niech by spróbowali inaczej) i patrzy na ogłupiały świat.
Lekko licząc to chyba zepsuł odpoczynek z setce tysięcy, polityków, dyplomatów i innych biurokratów.
Natychmiast trzeba było zwołać różne tam rady, prezydia i inne gremia.
Obama, który nie cierpi gadać przez telefon, musiał odbyć półtora-godzinną rozmowę z Putinem, podczas której tenże cały czas robił sobie z niego jaja, na co Obama jest szczególnie wrażliwy.
ONZ się naprężyło, by wydać z siebie zwyczajowy bełkot. Ale parę godzin musieli posiedzieć przy stołach i jeszcze na by Discount Dragon">dodatek słuchać kompletnie niezrozumiałego i usypiającego, jak Kaszpirowski, ambasadora Rosji.
Wyciągani z wygodnych kapci, szlafroków, czy dresów politycy całego świata zaczęli się krzątać, spotykać, wydawać oświadczenia i co najgorsze, czego bardzo nie lubią, zmuszano ich do zajęcia stanowiska.
 
Donek Tusk, Komorowski i Sikorski byli wściekli, jak cholera. Weekend to by Discount Dragon">sprawa święta. A tu nie będzie zwyczajowych rozgrywek piłkarskich, winka i koniaczku. Donek nie poleci do Sopotu, a Komorowski musi zleźć z żyrandola.
 
Tyle lat głaskania kota pod włos. Albo inaczej, oswajania niedźwiedzia. Te wszystkie resety Obamy, by Discount Dragon">telefony i mizdrzenie się Angeli.
Polski rzecznik rządu Graś nawet nauczył się gadać po rusku.
I co? Ruskie i tak robią to, co według nich będzie świetnym dowcipem, potwierdzą swoją nadrzędność, pokażą w okolicy, kto tu rządzi, a całą tą homoseksualno – genderowską Europę ustawią na baczność. Niech sobie pedały (oficjalnie zwalczani w Rosji) nie myślą.
 
Będzie wojna? To tylko zależy od tego, czy Putin się szybko znudzi zabawą w żołnierzyki. Wie, że Ukraina to by Discount Dragon">żaden przeciwnik. A Krym już właściwie ma.
Wszystko zależy od humoru cara i jedynego władcy Rosji. Lecz pewnie kontynuując takie popędzenie kota zachodnim matołkom, będzie przez jakiś czas dobrze się bawił.

autor: jazgdyni

piątek, 28 lutego 2014

Platforma najwyższych standardów, przykładem Protasiewicz

Wielokrotnie słyszeliśmy, że PO, jest partią najwyższych standardów. Jak to się ma do rzeczywistości widać gołym okiem.  Całkiem niedawno  poseł PO Jarosław Charłampowicz, będący pod wpływem, około 1200 w nocy wyrzucił swoją partnerkę z domu z trzymiesięcznym dzieckiem, dalej  poseł Raś udziela bełkotliwego wywiadu dla mediów.

Z innej beczki ,  poseł PO  Roman Kaczor donosi na nauczycielkę historii z LO, że ta krytykuje politykę jaśnie oświeconego PDT. Inny poseł PO, Kabaciński tak był zbulwersowany przyznaniem przez SDP  nagrody za zdjęcie płonącej tęczy na Placu Zbawiciela z osobą z polską flagą na pierwszym planie, że doniósł do Prokuratora Generalnego.

Przypomina się również casus posła PO Gawłowskiego , który oskarżony o plagiat pracy doktorskiej, trzyma się dzielnie.

Na tle szeregowych posłów PO , europoseł Protasiewicz zabłysnął niczym gwiazda, mówi o nim cała Europa. Wszak to  wiceszef PE, który zachował się jak drobny pijaczek. Jego słowa piłem ale nie byłem pijany brzmią  podobnie jak słowa Clinton , paliłem ale się nie zaciągałem.

Jeżeli chodzi o fakty , to niezaprzeczalnym faktem jest , że Protasiewicz był pijany. Jeżeli chodzi o wypowiedziane słowa to nie ma na to świadków, kto co mówił. Chociaż przypuszczam , ze będzie oficjalny dokument odpowiedzialnych służb z lotniska  we Frankfurcie i  będzie się można z niego wiele się dowiedzieć.

Można powiedzieć tak, Jacek Protasiewicz, człowiek , który na polecenie Tuska zmarginalizował  Schetynę, sam się wykończył i żadne tłumaczenia nie pomogą.
Jeżeli do najwyższych standardów PO dodamy słowa Tuska o wypalaniu korupcji gorącym żelazem a porównamy z rzeczywistością  to obraz  PO się domyka.
 

autor: Andy51

Pycha i buta, gdy słoma z butów...


Pan euro-poseł, prawa ręka Tuska, Jacek Protasiewicz, podobno nawet jakaś szycha w europejskim parlamencie, nie wiem dokładnie, bo nie śledzę karier tych farbowanych lisów, dał plamę. Dużą – na miarę całej Europy. I ten biedaczek, nie zdaje sobie z tego kompletnie sprawy. Albo rżnie, co gorsza, głupa. A nas ma za idiotów.
 
Bardzo dużo podróżuję i chyba już zaliczyłem większość lotnisk w Europie. Jak wszędzie – raz jest lepiej, a raz gorzej. W Niemczech bywam często na lotniskach we Frankfurcie, w Monachium i w Hamburgu. Frankfurt to moloch, ale dobrze zorganizowany i profesjonalny. Nie odczuwa się tam takiego chaosu jak w Paryżu na CDG, czy na Heathrow w Londynie. Nie jest to łatwe, gdy codziennie przez obszar lotniska przewala się kilkadziesiąt tysięcy ludzi w podróżniczym amoku.
A między nimi jednostki dysfunkcyjne i podejrzane, jak właśnie nasz wybitny przedstawiciel ludowy euro-poseł Protasiewicz.

Protasiewicz ma jeden kłopot, który go trapi. Otóż nie jest celebrytą i nie jest powszechnie rozpoznawalny. A już szczególnie boli go to bardzo po wypiciu dwóch małych butelek wina w samolocie, w sumie 350 ml, 13% alkoholu. Przyznam, że ja po takiej konsumpcji w czasie lotu, bądź co bądź, w nietypowych warunkach, jestem lekko zawiany.
Musiał być też zawiany Protasiewicz, bo nagle pycha i buta wylała się mu uszami, a kompleksy z powodu nie bycia rozpoznawalnym celebrytą, zasnuły mu mgłą oczy, a na język podały słowa z wojennych filmów o okupacji – Hande hoch!, Hitler! Heil Hitler, Auschwitz! Wykrzykiwane zresztą gromkim głosem.

Czterdzieści lat latam po całej Europie i przyznam, nie miałem żadnego incydentu ze służbami na lotniskach. Może japo prostu jestem pokorny, słucham, co do mnie mówią i nie mam należycie wysokiego poziomu testosteronu, który, jak wiemy, oprócz agresji, wyzwala także u prymitywnych osobników, pychę i butę (patrz – postawa pawia).

Cóż, lekko podpity zaufany Tuska Protasiewicz, do tej pory głównie znany, jako wyborczy manipulant, zaczął się na lotnisku, w hali odbioru bagażu zachowywać podejrzanie, wzbudzając zainteresowanie personelu.
Zabrał innemu pasażerowi jego bagaż, a na koniec wdał się w niepotrzebną dyskusję z młodym funkcjonariuszem celnym. Po słowach sfrustrowanego, z powodu powszechnego nierozpoznania, euro-posła, celnik obrzucony nagle hitleryzmem, nazizmem i Oświęcimiem poczuł się urażony i wezwał na pomoc, zgodnie z procedurami, policję.

A dalej już było, jak zawsze, gdy ma się do czynienia z potencjalnym przestępcą, choćby tylko lekko podpitym, sprawiającym kłopoty pasażerem.

Cóż może być gorszego dla człowieka tak napompowanego pychą i butą?
Potraktowano go, jak zwykłego, sprawiającego kłopoty pasażera! I to kto? Niemcy!!! Jego – Polaka!!! Przecież – nie będzie Niemiec pluł nam w twarz!
Tego totumfacki Tuska, przypominam, jakaś szycha w euro- parlamencie, nie jest w stanie znieść, a jego podniecenie i nerwowość w czasie konferencji prasowej wskazują, ze najprawdopodobniej nabawił się syndromu stresu pourazowego i długo, nawet z pomocą medycyny, nie będzie mógł dojść do siebie.

Nagłe przekłucie, na obcym lotnisku, przez młodego celnika, dopiero co napompowanego balonu pychy i buty, u osobnika, który jeszcze nie całkiem dokładnie pozbył się gnoju z butów, jest traumatycznym przeżyciem.

Interesujące jest to, że to właśnie Platforma Obywatelska tak pompuje ego swoich członków, sugerując, że są jakąś super-elitą, iż w zetknięciu z rzeczywistością świata, robią z siebie błazna. To już drugi przypadek, po Janie Maria Rokicie, wojny Peowsko – Niemieckiej, ku wielkiej zgryzocie wielkich przyjaciół Niemiec, Donalda Tuska i Radka Sikorskiego.
Rokita za to poleciał. Teraz Protasiewicz poleci?

autor: jazgdyni