wtorek, 17 listopada 2015

Najwyższy czas na konkrety

Autor:


Co prawda Stalin nie przewidywał, że źródłem chaosu będzie w Europie akurat islam, ale realizacja wszelkich planów wymaga śledzenia zmian w otoczeniu i aktualizacji sposobu działań do bieżących realiów. Skoro proletariat poszedł w rozsypkę, odmienności seksualne zamiast robić rewolucję zajęły się bardziej tym, co je wyróżnia od heteroseksualnych (i trudno się dziwić że intensywnie koncentrują się na tym co ich najbardziej interesuje), ale za to USA zaordynowały totalny chaos na Bliskim Wschodzie, przez co pojawiła się okazja do wykorzystania efektów tego chaosu i "wyzwolenia" Europy poprzez wprowadzenie znanego nam "ładu i porządku". I to w dodatku na zaproszenie. 
Zanim jednak lewicowe rządy multi-kulti Francji, Niemiec, krajów skandynawskich i reszty eurokołchozu do końca zrealizują stary, stalinowski jeszcze plan przejęcia Europy przez sowieckich namiestników, wzywając aktualnego władcę Rosji na pomoc w obronie przed chaosem (w tym wypadku islamskim), warto poszukać alternatywnych rozwiązań przynajmniej dla Europy Środkowej (może wtedy do tej propozycji przyłączą się np. Bawaria, Czechy czy Austria - ostatecznie nadzieja umiera ostatnia...).
Wbrew pozorom nie mamy do czynienia z paneuropejską agonią wyłącznie Cywilizacji Łacińskiej. Co gorsza dla Europy Zachodniej, rozsypuje się też, w całej swojej mamuciej okazałości, również Cywilizacja Bizantyńska. Różnicujący je u podstaw fundamentalny paradygmat, czy PRAWDĘ ROZPOZNAJEMY (Cywilizacja Łacińska) czy USTALAMY (Cywilizacja Bizantyńska), przestał interesować ludzi tresowanych w poprawności politycznej i relatywizmie, bo powszechne stało się przekonanie, że nie ma żadnej stałej prawdy i w efekcie każdy uważa że ma swoją własną i żąda dla niej tolerancji.
A tu nagle pojawia się całkiem spora grupa zdeterminowanych ludzi, którzy nie chcą prawdy ani szukać ani jej ustalać, a to z tej prostej przyczyny że po prostu PRAWDĘ ZNAJĄ. Konkretnie jest zawarta w Koranie, który daje odpowiedź na wszystkie możliwe pytania, a jeżeli na jakieś pytanie akurat nie ma w nim odpowiedzi, to znaczy że pytanie jest niemożliwe a wątpliwości zupełnie zbędne, podobnie jak pytający.
W sztuce niezadawania pewnego rodzaju pytań Europejczycy są obecnie tresowani od kołyski (z tej właśnie stajni jest chociażby ostatnio używane jako argument ostateczny w poważnej dyskusji choćby przez Kopacz czy Schetynę stwierdzenie „nie wyobrażam sobie...” czegoś tam – tak jak gdyby fakt niemożności wyobrażenia sobie jakiegoś zagadnienia przez konkretnego człowieka miał rzutować na możliwość jego istnienia), więc w zasadzie grunt pod zmianę jest gotowy. Pozostaje tylko przedstawienie prawidłowej alternatywy: „Albo Unia albo Białor...”, tfu, przepraszam, to nie ten etap, kartki mi się skleiły, teraz będzie „Albo Kalifat albo Rosja”.
Otóż dopóty, dopóki ludzie mniej lub bardziej chętnie, ale poddają się Państwu uosabianemu przez jego przepisy i egzekwujące je służby, tak długo całe to bizantyńskie ustrojstwo trzyma się jakoś kupy (niekiedy nawet bardzo "jakoś", vide Niemcy). Dlatego też w Cywilizacji Bizantyńskiej tak wielką wagę Państwo przywiązuje/ywało do wczesnej edukacji, która miała za zadanie wyselekcjonować przyszłą kadrę z całej reszty, oraz wszystkim równo wpoić karność (jest to taka cnota woli, która odpowiada za poddanie się prawu stanowionemu).
Dla tej cywilizacji ludzie masowo i jawnie lekceważący przepisy, w dodatku za zgodą Państwa, są jak trucizna - pokazują innym, że można Państwo olać i nikt głowy za to nie urwie. To znaczy Państwo głowy nie urwie, natomiast islam ma swoją koncepcję Kalifatu i wymaganych w nim przepisów, za nieprzestrzeganie których wzmiankowaną głowę utną.
Tak długo, jak długo państwa Cywilizacji Bizantyńskiej oparte były o chrześcijaństwo, istniał jakiś fundamentalny porządek, regulujący podstawowe zasady relacji Państwo - poddany (bo o "obywatelu" w naszym tego słowa rozumieniu nie ma co mówić) i był system wartości dla którego warto było się poświęcać i narażać. System ten uosabiało Państwo i w związku z tym Bizantyniec może tylko "w Państwie, z Państwem, przez Państwo i dla Państwa", bo jest ono nadrzędną wartością. Chrześcijaństwo w Europie Zachodniej już szlag w dużej mierze trafił, na poziomie państwowym w zasadzie całkowicie, ale Państwo zostało.
No i domaga się a to podatków, a to występowania o zgodę na wycięcie drzewka, a to wyznacza zawartość nikotyny w papierosach, a to każe zapinać pasy w samochodzie czy przebierać chłopców za dziewczynki w przedszkolu etc., a tresowany poddany grzecznie kładzie uszy po sobie i co najwyżej protestuje nieśmiało, żeby tak może przynajmniej homoseksualistom nie oddawać dzieci na wychowanie, choć szczerze mówiąc, już nie za bardzo wie dlaczego mu się ten pomysł nie podoba.
A tu przychodzi masa gołodupców nie mówiących w żadnym ze znanych języków i jawnie olewa to Państwo, w dodatku namawiając żeby się do nich przyłączyć w tym olewaniu. Dla zachęty mają uwolnienie od idiotycznych przepisów, a dla opornych prostą opcję: albo się przyłączą albo rozstaną. Z Państwem lub życiem, w zależności od dystansu do granicy.
Założymy się, że masy ludzi w Europie, przyzwyczajonych do zapinania pasów, do bomb kalorycznych w fast-foodach pijących Diet-coke, jeżeli palących, to przepisowe papierosy z przepisową akcyzą, ganiający regularnie do urzędów skarbowych i karnie przystrzegających wszystkich możliwych i niemożliwych przepisów, postawione przed takim dylematem wybiorą walenie czółkiem pięć razy dziennie w zamian za święty spokój? Może kobiety będą protestować, ale do obrony ich interesów potrzeba jednak mężczyzn (bo "uchodźcy" mało się protestami kobiet przejmują), a niby skąd ich w tej całej Europie wziąć?
Za niedługi czas okaże się, że realne bezpieczeństwo na ulicy zapewnia kobietom burka a mężczyznom turban, natomiast noszenie ich będzie wiązało się z koniecznością przejścia na islam, bo przebierańcy będą załatwiani „od ręki”.
W ten prosty sposób w perspektywie dwóch lat będzie po państwach Unii Europejskiej, zostaną tylko wydmuszki, które łatwo będą mogły (zupełnie demokratycznie) najpierw wprowadzić szariat, a później włączyć się do Kalifatu europejskiego.
Chyba że przyjdzie "Zbawiciel" (zgodnie z nomenklaturą Jurija Bezmienowa o dywersji intelektualnej) i zrobi porządek. Oczywiście za takiego "Zbawiciela" będzie uchodzić aktualny władca Rosji, w danym wypadku Putin. Już od lat cała agentura wpływu na Zachodzie pracuje nad tym wytrwale. A tu jak na zawołanie pojawia się zapotrzebowanie na tego, który weźmie wszystko za mordę i wprowadzi porządek.
Problem polega na tym, że ci naiwniacy z Zachodu zupełnie co innego rozumieją pod słowem "porządek" niż ten wymarzony "Zbawiciel". No ale "chcącemu nie dzieje się krzywda", natomiast zdecydowanie najwyższa pora na wypracowanie alternatywy, szczególnie że idąc z Rosji na Zachód trzeba przejść przez Polskę, a doświadczenie uczy, że tych gości jest się bardzo ciężko pozbyć...
Jedyną cywilizacją personalistyczną jest Cywilizacja Łacińska. Jedynie w ramach Cywilizacji Łacińskiej istnieje pojęcie Narodu mające inny charakter niż czysto etniczny, a związane z poczuciem odpowiedzialności za własne działania zarówno wobec przodków i potomnych – dowód jest prosty, łatwy i jednoznaczny: jeżeli cofniemy się w czasie do momentu powstania świadomości narodowej jako poczucia więzi międzygeneracyjnej, to zauważymy że przynależność do Narodu ma charakter deklaratywny (poczucie więzi z Zawiszą Czarnym może być silniejsze niż poczucie więzi z własnym dziadkiem, który akurat dorobił się na donosach czy też służył w UB). W innych cywilizacjach pojęcie Narodu jest związane z pochodzeniem, obywatelstwem, miejscem urodzenia etc., natomiast wolność decyzji co do przynależności narodowej jest w ogóle czymś niezrozumiałym.
A przecież liczni Niemcy, Anglicy, Żydzi, Ukraińcy, Litwini etc. zamieszkujący Pierwszą Rzeczpospolitą, coraz bardziej identyfikowali się z Polakami, stając się w końcu z wyboru uznanymi członkami Narodu Polskiego, składając latami daninę potu, a kiedy była potrzeba – również krwi, często odmawiając najeźdźcom deklaracji powrotu do korzeni nawet kosztem życia. A z drugiej strony ilekroć ludzie od pokoleń związani z Polską bez skrupułów przechodzili do obozu okupanta dla własnych doraźnych korzyści, za nic mając swoich przodków i więzy krwi.  Czyż trzeba lepszego dowodu na poparcie tej tezy?
Bardziej członkiem Narodu Polskiego jest ktoś, kto rozumie istotę bycia Polakiem, to bezustanne dążenie do ograniczonej jedynie etyką katolicką wolności jako bezwzględnego prawa każdego człowieka do rozumego wyboru (nawet jeżeli jest to wybór błędny), to przekonanie o równości wszystkich ludzi w oczach Boga, gdyż za każdego człowieka na równi Bóg oddał życie na krzyżu, to żądanie szacunku dla siebie i innych i niezgody na poniżanie drugiego człowieka, więc bardziej jest członkiem Narodu Polskiego ten choćby słowa po polsku nie mówił lub był czarny jak heban, niż ktoś kto tu urodzony stwierdza radośnie że „polskość to nienormalność”, bo ta istota polskości jest dla niego w ogóle poza obszarem pojmowania, bo jako urodzony niewolnik żąda aby jakieś Państwo powiedziało mu jak żyć.
Aby znaleźć metodę obrony Cywilizacji Łacińskiej należy najpierw zidentyfikować jednoznacznie obszar podstawowy tworzący Cywilizację Łacińską.
Obszar ten jest tworzony przez triadę pojęciową, której fundamentem jest kryterium PRAWDY. Cywilizacja Łacińska zaczęła krystalizować dopiero wtedy, gdy Kościół Katolicki uznał za św. Tomaszem, że PRAWDĘ należy ROZPOZNAWAĆ, że nieprawdziwe jest przekonanie iż PRAWDĘ możemy USTALIĆ.
Nie wystarczy być przekonanym że znamy prawdę, trzeba jeszcze to przekonanie nieustannie weryfikować. To podejście stało się podstawą stworzenia nowego rozumienia etyki katolickiej, bardziej jako zachęty do działań z nią zgodnych niż jako sieci bezwzględnych zakazów (to zresztą temat na osobne opracowanie, potencjalnym oponentom od razu odpowiadam, że cała filozofia Tajemnicy Bożego Miłosierdzia ma korzenie właśnie w tym podejściu – Kościół co najwyżej może orzec że ktoś postępuje wbrew głoszonej przez niego nauce, ale to ostatecznie Bóg ma głos rozstrzygający, gdyż KAŻDY CZŁOWIEK, W TYM LUDZIE KOŚCIOŁA, ZAWSZE MOGĄ SIĘ MYLIĆ, a jedynie Bóg zna prawdę i całą prawdę).
Stąd też zachęta do opierania się na etyce katolickiej jako sprawdzonej przez pokolenia co do obserwacji skutków określonych działań, żeby nie wyważać otwartych drzwi indywidualnymi eksperymentami o z góry spodziewanych skutkach których można w prosty sposób uniknąć, ale też i z drugiej strony Sakrament Pojednania jako kolejna szansa dla grzesznika, którym każdy z nas jest, bo być musi – grzech jest działaniem niezgodnym z wolą Bożą, a jej w naszej konkretnej sytuacji możemy się przecież tylko domyślać, wspierani ogólnymi zasadami przekazanymi nam przez Boga i wypracowanymi przez Kościół.
Tak więc absolutną podstawą Cywilizacji Łacińskiej jest przekonanie o obiektywnie istniejącej prawdzie o całym realnie istniejącym świecie i każdym człowieku, do której mamy się nieustannie zbliżać, a której jedynym depozytariuszem jest Bóg, które to przekonanie znajduje swoje odbicie w etyce Kościoła Katolickiego, stającej się w ten sposób źródłem oddolnie kształtowanego prawa stanowionego (przykazanie „nie kradnij” staje się wzorcem obyczajowym „nie rusz co nie twoje”, ten przekształca się w zwyczaj „cudze jest święte”, a ten zaś domaga się ochrony stron poprzez kształtowanie zapisów prawa, określających zasady penalizacji kradzieży oraz wyjątki od reguły, np. poprzez zasadę roztropnej ochrony wyższego dobra, kiedy możemy z konieczności cudzą rzecz użyć bez zgody celem ratowania życia czy mienia wyższej wartości).
  Dwa pozostałe elementy obszaru podstawowego to istotne zasady prawa rzymskiego oparte o logikę dwuwartościową, ale stosowane nie mechanicznie, lecz biorąc pod uwagę równość ludzi wobec Boga (a w efekcie również wobec prawa) przy całej ich różnorodności i odmienności oraz zasada wolności jako prawa do rozumnych własnych wyborów, ale powiązanych z obowiązkiem ponoszenia ich konsekwencji.
Z tych podstawowych zasad wynika np. wprost zasada zakazu „nawracania na siłę”, czyli przymusu życia w tym właśnie porządku prawnym, gdyż każdy człowiek ma prawo do popełniania swoich błędów i jeżeli jakaś grupa chce żyć „po swojemu”, to powinna określić sobie właściwy porządek prawny i w jego ramach funkcjonować. W tym sensie nie wolno zakazywać amiszom życia na ich sposób, podobnie mormonom, muzułmanom, Żydom czy ateistom, niemniej w obszarze publicznym ma funkcjonować konkretny porządek prawny właściwy dla Cywilizacji Łacińskiej. Oznacza to, że w relacjach pomiędzy osobami z różnych porządków prawnych albo wybierają któryś ze swoich, albo – w braku zgody - z urzędu wchodzi porządek publiczny.
Niemniej nie bez kozery wspominam o Bogu jako źródle prawdy. Słabością Cywilizacji Łacińskiej był brak mechanizmu ochrony tworzących ją zasad, co wynikało z prostego faktu, że ten sposób życia zbiorowego był tworzony „ad hoc” przez ludzi, którzy uważali je za oczywiste – choć dla innych wcale takie być nie muszą.
Co prawda w krajach Cywilizacji Łacińskiej król początkowo pełnił funkcję reprezentanta Boga na ziemi, natomiast realnie bardzo słaby był mechanizm uniemożliwiający królowi sprzeniewierzenie się tej roli. Stąd też później różne aberracje typu „absolutyzm oświecony”, gdzie to król stanowił nie tylko prawo, ale i tworzące je zasady, zaś późniejsze konstytucje miały na celu ochronę poddanych przed totalitarnymi zapędami władcy i petryfikacją struktur społecznych (zresztą, jak pokazuje historia, były to próby kompletnie nieudane).
Dlatego też konieczne jest odwołanie się wprost do źródła zasad i to w sposób uniemożliwiający manipulację przy nich – albo tworzone jest państwo Cywilizacji Łacińskiej i z racji tego musi być oparte o konkretny zestaw zasad, albo komuś się te zasady nie podobają, ale Państwo nie będzie państwem Cywilizacji Łacińskiej. Tertium non datur.    
Stąd też konieczność takiej struktury Państwa, która będzie zakotwiczona w niezmiennej transcendencji jako źródle Prawdy.
Podkreślam – nie chodzi w żadnym wypadku o państwo wyznaniowe, lecz o takie Państwo, którego publiczny system wartości tworzy pewien wzorzec, natomiast jak komuś on nie pasuje, to niech żyje po swojemu.
Przykładem metody tworzenia i funkcjonowania takiego państwa, choć w tym wypadku akurat w oparciu o mechanizm czysto bizantyńskiego lecz ateistycznego i w dodatku odgórnego przymusu, jest Unia Europejska – też nie ma terytorium innego niż państw ją tworzących, tyle że mieszkańcy tych państw muszą funkcjonować w systemie prawnym Unii bez względu na to czy się zgadzali z nim w trakcie wejścia ich Państwa do Unii, oraz bez względu na ich stosunek do późniejszych aberracji.
 Tutaj zaś propozycja jest w pewnym sensie podobna (każdy jest zapraszany), ale jakościowo odmienna (nawet jeżeli korzystamy z zaproszenia, to możemy funkcjonować w sposób jaki uznajemy za stosowny).
Warunek sine equa non jest jeden: w Państwie tym Królem MUSI BYĆ Jezus Chrystus wskazany wprost jako źródło prawdy, reprezentowany przez Regenta będącego jedynie pełnomocnikiem w zakresie określonym w Konstytucji, natomiast cała pozostała struktura może być już wtedy efektem jakiejś zgody.

Poniżej zamieszczam fragment propozycję Konstytucji Rzeczpospolitej Narodu Polskiego – Preambułę oraz dwie części dwóch rozdziałów: o systemie prawnym Rzeczpospolitej oraz jego obywatelach.

Zapraszam do rzeczowej dyskusji.
   
PREAMBUŁA

My, córki i synowie Narodu Polskiego, w obliczu zagrożenia jego dalszego istnienia, świadomi naszych zobowiązań wobec przodków i obowiązków wobec potomnych oraz głęboko pragnąc to co cenne w naszej spuściźnie uchronić i następcom godnie przekazać, spisaliśmy niniejszą Konstytucję Rzeczpospolitej Polskiej jako fundament wolności, praw i obowiązków poddanych i Obywateli Rzeczpospolitej, w tym członków Narodu Polskiego.
Mając świadomość ograniczeń natury ludzkiej w rozpoznawaniu pełnej prawdy o złożoności realnie istniejącego świata i każdego człowieka oraz ułomności ludzkiej przejawiającej się w błędnej skłonności do orzekania prawdy, w tej Preambule zawieramy zestaw niezmiennych zasad w oparciu o które Naród Polski się kształtował a ich nieprzestrzeganie lub nieznajomość były przyczyną jego upadku i których świadome, wolne przestrzeganie i kultywowanie jest niezbędnym warunkiem przynależności do Narodu Polskiego, zaś ich ochrona, obrona i przekazywanie potomnym, zaszczytnym obowiązkiem.
Tymi rozpoznanymi roztropnie trzema fundamentami na których budowano tożsamość Narodu Polskiego jako zrzeszenia ludzi rozumnie wolnych, a których pielęgnowanie i rozwijanie jest obowiązkiem każdego członka Narodu Polskiego, są: leżąca w kompetencjach Władzy Duchowej etyka Kościoła Katolickiego oparta na tomizmie i będąca podstawą prawa Rzeczpospolitej, leżące w kompetencjach Władzy Świeckiej istotne zasady i logika prawa rzymskiego ze względem na wolność i równość wszystkich ludzi w bogactwie ich różnorodności i odmienności wobec Boga a w konsekwencji wobec praw Rzeczpospolitej oraz zasada wolności działania jako rozumnego wyboru w oparciu o dwie pierwsze zasady.

AKT INTRONIZACJI
Aby powyższe fundamentalne wartości Narodu Polskiego trwale w niezmienności zachować oraz przed pokusami i słabościami ludzi tworzących prawo je chronić, ich depozyt Bogu w Trójcy Jedynemu powierzając, Królem Rzeczpospolitej Polskiej na zawsze uznajemy Pana Naszego Jezusa Chrystusa, wierność w każdym czasie i okolicznościach mu ślubując, zarazem pokornie Go prosząc, aby zechciał Rzeczpospolią Polską objąć jako swoje Królestwo, a ponadto miłosierną opieką Królestwo swoje wraz z całym jego ludem aż po kres ich istnienia otaczając, swoich poddanych do wolności zbawienia dzieci Bożych doprowadził.

DEKLARACJA PRAW I OBOWIĄZKÓW PODSTAWOWYCH
Zaszczytnym obowiązkiem każdego członka Narodu Polskiego jest wierność Królowi oraz czynne występowanie w obronie zasad i wartości zawartych w Preambule. Nie wolno ograniczać dostępu do słusznych narzędzi ich obrony jak również do obrony własnej i innych.
Prawem podstawowym każdego członka Narodu Polskiego jest prawo odwołania się do rozumianych wprost wartości zawartych Preambule poprzez dowolny w formie wniosek do dowolnej z władz Rzeczpospolitej odpowiadających za ich ochronę, który musi zostać niezwłocznie rozpatrzony w publicznym, dwuinstancyjnym postępowaniu z udziałem przedstawicieli wszystkich tych władz.
Prawo to przysługuje również pozbawionemu członkostwa Narodu Polskiego prawomocnym orzeczeniem przez okres 14 dni od dnia poznania orzeczenia, przy czym od orzeczenia do ostatecznego rozstrzygnięcia postępowania członkostwo pozostaje w suspensie.

DEKLARACJA NIEZMIENNOŚCI PREAMBUŁY
Preambuła, w tym Akt Intronizacji wraz z Deklaracjami Praw i Obowiązków Podstawowych oraz Niezmienności Preambuły, nie podlegają żadnym interpretacjom oraz żadnym zmianom w żadnym czasie, bez względu na okoliczności wewnętrzne i zewnętrzne.

Rozdział I

Rzeczpospolia Polska

Art. 1.1:     Rzeczpospolia Polska jest dobrem wspólnym Narodu Polskiego powołanym do ochrony właściwego mu sposobu życia zbiorowego oraz zarządzania sprawami wspólnymi w zakresie w jakim są mu powierzane, do uczestnictwa w którym zaproszeni są wszyscy ludzie ze wszystkich ludów i narodów na całym świecie, chcący korzystać z wolności Rzeczpospolitej i przyczyniać się do jego rozwoju w realizacji jego celów.

Art. 1.2:     Rzeczpospolia Polska nie ma własnego terytorium innego niż państw lub ich fragmentów powierzonych mu w zarząd przez ludzi mogących zgodnie z prawem danego Państwa o tym decydować i deklarujących akces do Rzeczpospolitej.

Art. 1.3:     Osoby zamieszkałe w państwach lub ich fragmentach powierzonych w zarząd Rzeczpospolitej mogą zarówno przyjąć poddaństwo jak i odmówić poddaństwa, jednoczesnie indywidualnie deklarując pozostanie we wspólnocie  dotychczasowego porządku prawnego. Obowiązkiem tego Państwa jest zapewnienie dla tych osób kontynuacji funkcjonowania dotychczasowego porządku prawnego i przewidzianej nim ochrony oraz określenie terenu jego obowiązywania w sferze publicznej i zasad jego zrozumiałego oznaczenia.

Art. 1.4:     Lud Rzeczpospolitej Polskiej tworzą wszyscy poddani Rzeczpospolitej.

Art. 1.5:     .................................




Rozdział II

Poddani Rzeczpospolitej

Art. 2.1:     Poddanym Rzeczpospolitej może na wniosek zostać każdy człowiek na całym świecie wskutek świadomego, wolnego aktu dojrzałej woli, popartego publiczną przysięgą na przestrzeganie Konstytucji składaną według prawa Rzeczpospolitej, ze wskazaniem jako własnego dowolnego porządku prawnego wybranego z funkcjonujących w Rzeczpospolitej za zgodą właściwej Wspólnoty wyrażonej we właściwy jej sposób podany do wiadomości właściwych władz Rzeczpospolitej.

Art. 2.2:     Nikogo nie można poddaństwa pozbawić, chyba że na jego wniosek lub w wypadku złamania przysięgi stwierdzonego prawomocnie według prawa Rzeczpospolitej przez właściwą władzę.

Art. 2.3:     Prawo Rzeczpospolitej w zakresie sposobu uzyskiwania zgody odpowiedniej władzy Rzeczpospolitej na złożenie przysięgi na przestrzeganie Konstytucji, formy tej przysięgi oraz trybu stwierdzania jej złamania i pozbawiania poddaństwa, stanowi ustawa.

Art. 2.4:     Pozbawienie poddaństwa wyłącza z ochrony praw Rzeczpospolitej, pozostawiając obowiązek dotrzymywania zawartych zobowiązań w odpowiednim porządku prawnym.

Art. 2.5:     Obywatelem Rzeczpospolitej może zostać każdy poddany Rzeczpospolitej, który świadomym i wolnym aktem woli wybierze za swój publiczny porządek prawny Rzeczpospolitej Polskiego, składając osobno publiczną przysięgę według prawa Rzeczpospolitej.

Art. 2.6:     Płeć Obywatela Rzeczpospolitej ustala się według stwierdzonego biologicznego stanu faktycznego z dnia składania wniosku o nadanie statusu Obywatela. Sposób stwierdzania określa ustawa.

Art. 2.7:     Każdy Obywatel Rzeczpospolitej może wystąpić z wnioskiem o złożenie przysięgi przynależności do Narodu Polskiego, jeżeli będzie on poparty przez trzech członków Narodu Polskiego lub odpowiednią władzę Rzeczpospolitej, przy czym w okresie pierwszego roku członkostwa we Wspólnocie Narodu Polskiego popierający wniosek są odpowiedzialni przed Wspólnotą za osobę popieranego, a wobec popieranego za wspieranie. Zasady odpowiedzialności określa prawo Wspólnoty Narodu Polskiego.

Art. 2.8:     Przynależność do Narodu Polskiego jest wolnym, wspartym przysięgą wierności Królowi rozumnym aktem woli takiej osoby, która fundamenty tworzące tożsamość Narodu Polskiego rozumie, przyjmuje i pragnie dożywotnio kultywować we wszystkich aspektach swojego życia, chyba że im swoim życiem zaprzeczy a właściwa władza Rzeczpospolitej w określony ustawą sposób odstępstwo potwierdzi, pozbawiając tym samym członkostwa.

Art. 2.9:     Pozbawienie członkostwa Narodu Polskiego jest równoznaczne z dożywotnim pozbawieniem poddaństwa ze wszystkimi skutkami.

Art. 2.10:   Poddaństwo, obywatelstwo oraz przynależność do Narodu Polskiego są wynikiem indywidualnego aktu woli i nie są przekazywane w drodze dziedziczenia.

Art. 2.11:   Śmierć członka Narodu Polskiego w obronie zasad i wartości zawartych w Preambule nakłada na Rzeczpospolitą obowiązek objęcia należytą opieką rodzinę poległego, przy czym dzieci do osiągnięcia dojrzałości. Sposób i formę objęcia opieką określa ustawa.

Art. 2.12:   Na pośmiertny wniosek właściwej władzy Rzeczpospolitej śmierć poddanego w obronie zasad i wartości zawartych w Preambule nobilituje do godności członka Narodu Polskiego i nakłada na Rzeczpospolitą obowiązek objęcia należytą opieką rodzinę poległego w ramach wskazanego przez rodzinę poległego porządku prawnego, przy czym dzieci do osiągnięcia dojrzałości. Sposób i formę objęcia opieką określa ustawa.

Art. 2.13:   ....................................

Rozdział IV

1.    System prawny Rzeczpospolitej


Art. 4.1.1:  System prawny Rzeczpospolitej oparty jest o prawo publiczne Rzeczpospolitej oraz prawa wspólnot poddanych Rzeczpospolitej.

Art. 4.1.2: Porządek prawny Rzeczpospolitej dotyczy indywidualnych osób a nie terytorium, z wyjątkiem obszarów wspólnot wyznaczonych na podstawie art. 3 Konstytucji.

Art. 4.1.3:  Rzeczpospolia Polskie gwarantuje poddanym prawa i wolności oraz egzekwuje obowiązki zgodnie z porządkiem prawnym Rzeczpospolitej.

Art. 4.1.4:  Ochrona praw poddanego jest konstytucyjnym prawem poddanego i obowiązkiem Rzeczpospolitej, egzekucja nakazanego prawem obowiązku jest konstytucyjnym obowiązkiem zarówno poddanego jak i Rzeczpospolitej.

Art. 4.1.5:  Publiczne prawo Rzeczpospolitej stanowi Prawo Rzeczpospolitej zawarte wyłącznie w Konstytucji i ustawach stanowionych przez Władzę Ustawodawczą.

Art. 4.1.6:  Wyłączne prawo interpretacji Konstytucji i wyłącznie na wniosek Regenta spoczywa na Komisji Konstytucyjnej, w skład której wchodzi trzech delegatów: jeden przedstawiciel Regenta, jeden przedstawiciel Senatu oraz jeden przedstawiciel Prymasa.

Art. 4.1.7: Komisja Konstytucyjna na dany wniosek przeprowadza rozprawę z udziałem wnioskodawcy oraz ewentualnej opozycji i dokonuje jednogłośnie konkretnej interpretacji zapisu Konstytucji w terminie trzech tygodni od dnia sporządzenia wniosku przez Regenta lub złożenia do niego wniosku przez Trybunał Konstytucyjny lub Senat; na Regencie spoczywa obowiązek niezwłocznego zwołania posiedzenia Komisji Konstytucyjnej, lecz nie później niż na trzeci dzień od wpłynięcia wniosku z Trybunału Konstytucyjnego lub Senatu.

Art. 4.1.8:  Konkretna interpretacja zapisu Konstytucji dokonana przez Komisję Konstytucyjną staje się wiążąca dla Trybunału Konstytucyjnego po ratyfikacji przez co najmniej dwóch z trzech delegujących, przy czym przekroczenie terminu ratyfikacji uznawane jest za milczącą zgodę. Termin ratyfikacji dla wszystkich wynosi jeden miesiąc, przy czym dla Senatu o ile interpretacja została dokonana i złożona delegującym w czasie trwania jego sesji, inaczej termin wynosi jeden tydzień od dnia rozpoczęcia najbliższej sesji.  

Art. 4.1.9:  Wyłączne prawo interpretacji zapisów prawa spoczywa w gestii Władzy Ustawodawczej na wniosek właściwej Władzy Sądowniczej lub Regenta i odbywa się w sposób właściwy dla stanowienia tego prawa;

Art. 4.1.10:            Każda grupa co najmniej siedmiu poddanych może utworzyć wspólnotę własnego prawa regulującego relacje pomiędzy dorosłymi członkami wspólnoty, poprzez złożenie do odpowiedniej władzy Rzeczpospolitej wniosku o rejestrację wraz z przepisami prawa tej wspólnoty, sposobów jego zmian i ich zatwierdzania przez wspólnotę oraz zasad rozstrzygania sporów i egzekucji praw i obowiązków.

Art. 4.1.11:            W sprawach nie objętych aktualnie zgłoszonym prawem danej wspólnoty ma zastosowanie prawo publiczne Rzeczpospolitej na wniosek dowolnej strony złożony właściwej władzy Rzeczpospolitej. Złożenie takiego wniosku jest konstytucyjnym prawem poddanego, korzystania z którego nie wolno zakazać ani utrudniać pod sankcją wynikającą z przepisów rozdziału o ochronie Konstytucji.

Art. 4.1.12:            Każdy potomek poddanej Rzeczpospolitej podlega prawu Rzeczpospolitej jak poddany w porządku prawnym matki od momentu przyjęcia poddaństwa przez matkę lub od momentu poczęcia aż do czasu osiągnięcia dojrzałości, lecz nie dłużej niż do 21 roku życia.

Art. 4.1.13:            W przypadku wątpliwości przyjmuje się, że matką jest ta, która urodziła będąc poddaną lub przed przyjęciem poddaństwa ważnie przysposobiła według właściwego prawa.

Art. 4.1.14:            Poddani mogą przysposabiać i być przysposabiani jedynie w ramach własnego porządku prawnego.

Art. 4.1.15:            Sieroty po poddanych oraz sieroty po rodzicach bez poddaństwa, podlegają ochronie i publicznemu porządkowi prawnemu Rzeczpospolitej jak Obywatele.

Art. 4.1.16:            Rzeczpospolia Polskie strzeże umów zawartych w systemie prawnym Rzeczpospolitej według porządku w którym zostały zawarte.

Art. 4.1.17:            Wszelkie cywilne relacje prawne pomiędzy poddanymi z różnych porządków prawnych wymagają dobrowolnego określenia z góry porządku prawnego w którym będą mieć miejsce. W wypadku nieokreślenia z góry i późniejszego braku zgody stron, przyjmuje się że właściwy jest porządek publiczny, chyba że strony mogły rozpoznać lub wiadome im było że jedną ze stron jest członek Narodu Polskiego, gdyż wtedy przyjmuje się, że właściwe jest Prawo Wspólnoty Członków Narodu Polskiego.

Art. 4.1.18:            W cywilnych relacjach prawnych pomiędzy poddanymi w ramach jednego porządku prawnego, strony mogą dobrowolnie z góry określić jako właściwy publiczny porządek prawny Rzeczpospolitej pod warunkiem zachowania formy pisemnej i niezwłocznej rejestracji we właściwej władzy Rzeczpospolitej pod rygorem nieważności aktu. Akt dotyczy wyłącznie zdarzeń przyszłych.

Art. 4.1.19:            W relacjach pomiędzy członkami Narodu Polskiego ma zastosowanie wyłącznie Prawo Wspólnoty Członków Narodu Polskiego.

Art. 4.1.20:            Każdy poddany w każdym czasie może wskazać funkcjonujący w Królestwie porządek prawny któremu chce podlegać, poprzez świadomy i dobrowolny akt woli złożony wobec właściwej władzy Rzeczpospolitej według prawa Rzeczpospolitej określonego ustawą, składając zarazem zobowiązanie bezwzględnego dotrzymania wszelkich już istniejących zobowiązań w ramach porządku prawnego w jakim zostały zawarte.

Art. 4.1.21:            W wypadku popełnienia pomiędzy członkami różnych wspólnot prawnych czynów zakazanych określonych w prawie choć jednej z nich, jeżeli popełniający miał możliwość rozpoznania prawnej przynależności ofiary czynu zakazanego zastosowanie ma prawo tej z zaangażowanych wspólnot które jest surowsze według kryteriów prawnych Rzeczpospolitej określonych ustawą. W innym wypadku stosuje się prawo sprawcy lub prawo Rzeczpospolitej, w zależności od tego które jest surowsze według kryteriów prawnych Rzeczpospolitej.

Art. 4.1.22:            .....................................................


Źródło: http://niepoprawni.pl/blog/obserwator/najwyzszy-czas-na-konkrety#comment-1498960

©: autor tekstu w serwisie Niepoprawni.pl | Dziękujemy! :). <- Bądź uczciwy, nie kasuj informacji o źródle - blogerzy piszą za darmo, szanuj ich pracę.

poniedziałek, 9 listopada 2015

Wystarczy spojrzeć na Macierewicza – mówi Senyszyn

 

Wystarczy spojrzeć na Macierewicza, mówi Senyszyn w Polsacie. Że niby to bandzior i wariat na pierwszy rzut oka. I kto to mówi? Gdybym tu napisał, co mi się nasuwa na myśl, gdy na pierwszy rzut oka przyjrzę się ( i posłucham) pani Senyszyn, niestety z mojego Trójmiasta, lecz przez to wiem co nieco, to pewnie zrujnowałaby mnie milionowymi odszkodowaniami w obronie swojego wysokiej klasy wizażu, w spolegliwych sądach.
Lecz wina główna łże-mediów, do których Polsat się zalicza, że zaprasza takie skrzekliwe miernoty do wyrażania jakichkolwiek opinii. To już lepiej zaprosić Urbana; przynajmniej będzie weselej.


Wielofunkcjonalna psiarnia propagandowa biega i jazgocze. Wyłupiaste oczko tefałenu snuje się po Sejmie nawet nie starając się zetrzeć z twarzy wyrazu wściekłości i gryzie w łydki przechodzących akurat mimo polityków PiSu. A tu nic – dranie milczą, jak zaklęci. A jest wysoka premia dla tego, kto zdobędzie pierwszy, soczysty przeciek.

Natomiast studia dotychczasowych organów propagandy okupują jęczący i ujadający przegrani. A konkretnie ich dwie kategorie: - zużyci i wykopani na śmietnik politycy, jeszcze do niedawna gwiazdy mediów i salonów; oraz funkcjonariusze propagandy, którzy siebie, chyba dla zgrywy, nazywają dziennikarzami i ekspertami do spraw wszelakich, a którym dzisiaj kopci się koło d... , bo już jutro może trzeba będzie szukać nowej, nie daj Boże, uczciwej pracy.

Od paru dni, całe to śmietnisko – Niesiołowski, Kalisz, wspomniana Senyszyn, przyboczny Urbana – Rozenek, Cimoszewicz i nasz niesławny Bul-Komorowski, robią miny do kamer, stękają do mikrofonów, usilnie starając się zamaskować szok i panikę, wywołane przez stanowcze orzeczenie narodu wysyłające ich na zieloną trawkę, a może nawet niektórych do kamieniołomów.
Łże-media nie dostały jeszcze konkretnych wytycznych od swoich zagranicznych mocodawców odnośnie przychylnej postawy wobec nowej władzy, więc jadą dalej ośmioletnią tradycją plucia na opozycję, która nagle cudownym sposobem przerodziła się w piękną królewnę, na której cześć lud wznosi okrzyki radości.

Byłby tu ciekawy materiał dla psychologów społecznych, a nawet klinicznych. Jak dużo czasu potrzeba, żeby przenieść się z zakłamanej rzeczywistości wirtualnej (tzw. państwo teoretyczne) do autentycznego świata. Jak widać, trwa to dosyć długo.

Gdyby nagle sytuację w Polsce zaczął obserwować jakiś obcokrajowiec nie znający naszych "europejskich" zwyczajów, powiedzmy z Nikaragui, albo Burkina Faso, to byłby przekonany, że w telewizji i gazetach dokonuje się właśnie wybór nowego rządu. Pomyślałby sobie z zazdrością – to jest dopiero demokracja; u nas w domu rząd wybiera sobie partia, która zwyciężyła w wyborach, a tu proszę, ministrów wybiera się publicznie i właściwie każdy dzierżący mikrofon, albo do tego mikrofonu dopuszczony, ma prawo wskazać człowieka na ważne stanowisko. Długo jeszcze u siebie będziemy musieli ciężko pracować, aby dojść do takiej perfekcji, jak ta europejska Polska.

I jeszcze jedno by tego obcokrajowca zauroczyło. Dwóch najważniejszych w tych tworzących się władzach, to niejacy Macierewicz i Ziobro. Czyżby to byli jacyś super – ministrowie skupiający w swoich rękach niesamowitą władzę, a innych ministrów po prostu nie ma? Bo tylko o nich nieustannie się mówi i muszą być doprawdy potężni, bo tylko tacy potrafią zdobyć rzesze telewizyjnych i gazetowych wrogów.

Gdyby tylko ten zagraniczny biedak wiedział, gdyby tylko ktoś mądry i uczciwy mu wytłumaczył, że panowie Macierewicz i Ziobro są tak znienawidzeni i wzbudzają taki strach, bo kiedyś otwarcie odważyli się walczyć ze złodziejami, szubrawcami, kombinatorami i cała tą korupcją i zdradą, które stanowiły fundament III RP – państwa teoretycznego. Państwa w którym cwany oligarcha dyrygował rządem, a zagraniczne centrale mówiły prasie i telewizji, co pisać i o czym mówić. A służby specjalne chroniące państwo, były szkolone przez odwiecznych wrogów Polski.

I taki właśnie rekwizyt minionej epoki, epoki sekretarzy POP na uniwersytecie w Tłukach Wyżnych, towarzyszka Senyszyn, na pierwszy rzut swojego czujnego, komunistycznego oka, rozpoznaje w Antonim Macierewiczu niebezpiecznego wroga.
Gdyby tylko była bardziej kumata, a profesorski rozumek wychodził ponad szlifowane kamienie na szyi i księżowskie sutanny, to zorientowałaby się, że w ten sposób dodaje tylko panu Antoniemu dodatkowego splendoru. Trzeba przecież być kimś niepoślednim, by wzbudzać taką nienawiść i grozę komuchów typu Cimoszewicz, Senyszyn, czy Rozenek. Każdy ich bluzg w stronę panów M. I Ź. to jak dodatkowy medal na polu chwały.

A stada dotychczasowych funkcjonariuszy propagandy, różne tam Knapiki, czy Sobeccy, koczujący godzinami na jesiennym chłodzie pod siedzibą PiSu wzbudzają tylko moje politowanie. W końcu wiedzą za co biorą pieniądze. Nie ma już stada usłużnych platfusów uśmiechających się do mikrofonów na każde mrugnięcie i plotących co tylko dana stacja życzy sobie usłyszeć.
Jeszcze chwila, a te dziennikarskie hieny nauczą się ponownie savoir- vivre'u, mówić – proszę, przepraszam i dziękuję, a nie bezczelnie ryczeć i wrzeszczeć za poważnym człowiekiem.

Wielu jeszcze nie jest w stanie pojąć, że nastąpił przełom i czasy się radykalnie zmieniły. Usiłują działać nadal w ten sam sposób. Nie dociera do nich, że nie będzie więcej chłopaków z podwórka, lekarek peronowych, czy buców z bud ruskich.

Symbolem tego ostatecznego zwycięstwa dobra nad siłami ciemności wydaje się, jakże na miejscu i w odpowiednim momencie, śmierć mordercy Polaków, lub według Michnika – człowieka honoru, towarzysza Kiszczaka. Sprawiedliwość ziemska nie zdołała go dopaść, więc w końcu Pan zdecydował zabrać go z tej naszej Nowej Polski. Niech mu ziemia lekką będzie. A tam u góry niech sobie z nim pogadają górnicy Kopalni Wujek.

A co z Senyszyn? Onegdaj miałem kłopot, czy zakwalifikować ją do kategorii disco – polo, czy raczej do rodzimego heavy metalu (ze względu na umiłowanie odzieży skórzanej). Teraz to już jest truchło, czasami wyciągane z formaliny, widocznie celem zabawienia gawiedzi. Biedaczki na Uniwersytecie też nie chcą, lecz to już nie ważne, bo spryciula, jak każdy zdrowy komunista zabezpieczyła sobie dobre pieniądze na starość. I może Bolek przyjmie ją do swojego zespołu, bo blisko mają do siebie.

A ja? Cóż... Mam nadzieję, że panowie Macierewicz i Ziobro, ich niewątpliwe talenty i niezłomność zostaną przez Jarosława należycie wykorzystane. Prawdę powiedziawszy na stanowisku szefa MON widziałbym doktora Romualda Szeremietiewa, lecz również nie miałbym nic przeciwko panu Antoniemu, którego podziwiam od dawna.
I to tym bardziej go podziwiam im bardziej Cimoszewicze, Senyszyny, Bule Komorowskie, Knapiki, Olejniki, Morozowskie nim straszą.

I nie wy, medialna hałastro będziecie pani Beacie rząd tworzyć. A jaki będzie to rząd, dowiecie się w odpowiednim czasie. Naszym odpowiednim czasie, a nie waszym.


.

poniedziałek, 26 października 2015

Loża dyskretnych panów

 
.
No i wyszło szydło z worka (przepraszam Pani Beato, ale to nie ma nic z Panią wspólnego).
Okazało się, że Tusk to zwykły kierownik. Tak, jak Graś jest pospolitym cieciem. W nowoczesnych czasach małpowania świata, to już byle pętak, którego awansowano, to manager, a nie jakiś tam kierownik.
Ciekawe, kto panu nadał tą pogardliwą ksywę, panie Tusk?

Dalej już do śmiechu nie będzie. Oj nie...

Wydawałoby się, że po roku maltretowania społeczeństwa podsłuchami kelnerów, wrażliwość już tak stępiała, oburzenie wyparowało, a pięści już nie chcą się zaciskać.
Jednak nie. Ostatnie doniesienia Anity Gargas i Cezarego Gmyza w TV Republika jeżą włosy na głowie.
Kto, qu#wa rządzi tym krajem od dwudziestu pięciu lat?!

Na to nie ma prostej i jednoznacznej odpowiedzi. Możemy się jej tylko domyślać na podstawie strzępów docierających do nas informacji oraz własnej intuicji i wyobraźni.

Niewątpliwie wiedzieli o tym bardzo dobrze ludzie z samego jądra polskich interesów. Niestety, tak się składa, obaj najważniejsi już są martwi.

Aleksander Gudzowaty, ekscentryczny oligarcha, który zmarł w wieku 75 lat, w wywiadzie, który udzielił Jackowi Prześlidze powiedział:

„Ja uważam, że istnieje Loża Minus Pięć, która działa regularnie od początku procesu polskiej prywatyzacji, mając w tym własny cel i używając wszelkich dostępnych środków. Ona nie działa na rzecz dobra kraju. (...) Oni istnieją ponad podziałami politycznymi, ponad rządami. Mają dojście do każdego kolejnego układu politycznego". [1]

Hmm... Loża Minus Pięć? Brzmi to tajemniczo i zahacza o masońskie, czy bilderbergowskie konotacje.

Natomiast zmarły w tajemniczych okolicznościach i w sposób co najmniej dziwny, najbogatszy do niedawna Polak, Jan Kulczyk, w przedstawionych parę dni temu nowych "taśmach kelnerów", mówił tak:

"Moim zdaniem ten Ciech będzie takim papierkiem lakmusowym. Jeżeli będzie Ciech, to wszyscy będą wiedzieli - dyskretni ludzie... z góry... Zgodzisz się? [2]

Mamy więc, oprócz Loży-5, dyskretnych panów z góry. Prosta logika i dedukcja wskazują, że obaj zmarli oligarchowie mówią o tej samej grupie ludzi. Niewielkim, tajemniczym klubie, bez którego zgody, jak dotychczas, nic w Polsce w minionym dwudziestopięcioleciu nie miało prawa się wydarzyć.
Klubie, albo hierarchicznej strukturze mafijnej.

Osobiście, nie znając jeszcze powyższych słów, parę lat temu doszedłem do wniosku, że istnieje w Polsce jakaś nieuchwytna i nieznana siła, która steruje wszystkimi przemianami i działaniami na poziomie kraju. Dałem wyraz moim wątpliwościom w cyklu tekstów o Systemie i Układzie. [3],
Założyłem sobie, że Układ, to właśnie ten nieformalny, mafijny klub, który tworzy System obejmujący całość egzystencji państwa polskiego oraz wszystkich obywateli.
Pisałem wówczas (w 2012 – jazg):

"System albo Układ. Te hasła mają znaczące miejsce w naszych blogach i dyskusjach. I wydawałoby się, że wszyscy dobrze rozumiemy, o czym mowa, aż do momentu, gdy któryś komentator, każe sobie wyjaśnić, co to takiego, albo nawet śmie wątpić w jego istnienie, nazywając go „mitycznym” lub „wydumanym”. Widać stąd, że tak jak w przypadku prostych potocznych pojęć, jak na przykład „świadomość” istnieje pewne niezrozumienie, żeby nie powiedzieć nieporozumienie. A tymczasem Układ albo System istnieje, jak najbardziej..."
I dalej:
"Więc dokładnie jest tak – są ci, którzy wiedzą, że System czy Układ istnieje, bo się z nim zetknęli. I będą milczeć. We włoskiej mafii to się nazywa omerta. Oraz jest duża grupa narodu, która wie, że System istnieje, bo przemawia za tym logika faktów i wydarzeń. Z przyczyn oczywistych i na swoje szczęście, dowodów żadnych nie mają. To jest jednoznaczne albo z przynależnością, albo wyrokiem. Redaktor Sumliński, który za dużo węszył wokół systemu, omalże nie „popełnił samobójstwa”. Popełnianie samobójstw jest bardzo modne. Zaczęło się już dosyć dawno, gdy były wicepremier Sekuła, jak najbardziej uwikłany w System, parokrotnie się postrzelił w brzuch, biedy niecelny desperata. Potem poszło już normalnie. Lepper, zatwardziały chłop, niemalże Szela naszych czasów, wiesza się w biurze. Twarda przestępcza recydywa popełnia samobójstwa we więzieniach niemalże masowo. A jak nie samobójstwo, bo człowiek był wyjątkowo oporny, to zwariowany syn, ćwiartuje delikwenta na kawałki. Można też w centrum ruchliwej stolicy zastrzelić na ulicy komendanta głównego policji. I co? I nic. Jak będzie trzeba, to się zwali na złodziei samochodów.
Wykazuję, powyżej, że w pewnych konkretnych sytuacjach, System nie dopuszcza by ktoś się zbyt blisko zbliżył i reaguje bezwzględnie i gwałtownie na takie próby..."
No i najważniejsze pytanie:
"No dobrze, gadam sobie - System to , System tamto, ale co to jest? Nic prostszego – to ludzie i ich wzajemne powiązania. W zasadzie nieformalne, ale mocno zhierarchizowane. Jacy ludzie? Czy Tusk i jego ferajna to System? Albo nasz nieszczęsny były prezydęt? Nie sądzę, to są namaszczeni beneficjenci systemu, którzy dobrze mu służą. Dlatego są pod szczególną ochroną. Chociaż jeżeli chodzi o pana Komorowskiego, to miałbym pewne wątpliwości. Swoimi działaniami, jako minister obrony narodowej i jako bodajże jedyny, który głosował przeciwko rozwiązaniu WSI, pokazał, że jest dosyć głęboko osadzony w strukturach Systemu. Jednakże predyspozycje intelektualne raczej nie lokują go wysoko. To zapewne tylko wykonawca poleceń.
Oczywiście, jak każdy patrzący na rzeczywistość dosyć trzeźwo, mam swoje teorie. I oczywiście niezweryfikowane, ale niech ktoś wyraźnie powie, że się mylę. Zręby aktualnego Systemu zaczęły się tworzyć w Polsce po wprowadzeniu stanu wojennego. Komuniści mieli struktury, doświadczenie i służby. Oponenci byli dosyć dziwni. Bardzo jestem ciekaw, jakie rozmowy prowadzono z Wałęsą w Arłamowie. Nie wątpię, że przedstawiono mu jakiś plan i konkretne propozycje. A później Gorbaczow zaczął rozmontowywać Sojuz i kwestia Systemu zrobiła się międzynarodowa. System, nasz własny, polski został włączony w ten wyższy w hierarchii, początkowo głównie rosyjski, a potem niewątpliwie również niemiecki.
Starsi z nas pamiętają natrętne hasła i podstawę ideologii – „Całe państwo należy do narodu”, „Wszystko jest nasze wspólne”. Wobec tego główny cel wprost się Systemowi narzucał – to wszystko, co jest wspólne trzeba ludziom ukraść. Trzeba użyć pozorów, chociażby transformacji i tak manewrować rzeczywistością, by otumaniony naród się nie upomniał o swoje i pozwolił spokojnie wszystko sobie zabrać. I właśnie do tego trzeba było stworzyć System albo Układ. Komuniści mieli już spore doświadczenie, szczególnie, jak legalnie kraść pieniądze ludziom. Szczytowym efektem takiego działania, było zorganizowanie wojskowo – ubeckich struktur, które pracowały nad słynnym FOZZem. To była jedna z najbezczelniejszych kradzieży na narodzie polskim i niejako poligon doświadczalny do późniejszych podobnych postępowań. Ale więcej nawet; ubecja zorganizowała akcję „Żelazo”. Bandyci na zlecenie służb, jak również przy aktywnym współudziale agentów, kradli, napadali, wymuszali i zabijali. Na nasze szczęście poza granicami kraju. Łupy dzielono za zamkniętymi drzwiami w komitetach. Również w centralnym. Przy akcji Żelazo ukształtowała się hamburska, przestępcza sieć, której ślady nawet dzisiaj są obecne, przy następnej grabieży obywateli, jaką jest afera Amber Gold."
I oto rak, który od lat zżera Polskę i okrada Polaków:
"I tak dochodzimy do istoty obecnego Systemu – jest to organizacja przestępcza, powołana w celu rozkradania majątku narodowego i osobiście obywateli, mocno nasycona agenturą, byłą i obecną, nie tylko naszą krajową, ale również zagraniczną, w przeważającej części rosyjską. Integralną częścią Systemu są niemoralni politycy i oligarchiczna góra polskiego i międzynarodowego biznesu. Na usługach jest także dominująca część mediów i sporo, już niepolskich banków."

Czy możemy wytypować ludzi, którzy uczestniczą w tej wspomnianej przez śp. Gudzowatego Loży? Tych dyskretnych panów Kulczyka?
Logika i zdrowy rozsądek podpowiadałyby, że bardzo ważną rolę odgrywa w tym generał Kiszczak. Człowiek honoru według Michnika. Oczywiście nie tylko sam Kiszczak, ale także jego aparat, generałowie i pułkownicy służb specjalnych, ci po szkołach ruskiego GRU, ulokowani obecnie w różnorakich newralgicznych miejscach.
Oczywiście nasuwa się pytanie, czy to oni stanowią już absolutny wierzchołek mafijnego aparatu decyzyjnego. Śmiem wątpić. Nie byłbym wcale zdziwiony, gdyby faktyczne rozkazy przychodziły z Moskwy i Berlina. Może tam istnieje jakiś tajny zarząd do kierowania tą neokolonią, jaką stała się współczesna Polska.

No dobrze, powie ktoś teraz, jak to więc możliwe, że Komorowski przerżnął wybory, a 25 X usłużna PO zostanie odsunięta od rządzenia i władzy.
Nigdzie nie napisałem, że dyskretni panowie są wszechmocni i nieomylni. Mogli się dać zwieść sondażom dającym 80 proc. przewagę Komorowskiego i wielkiej popularności Platformy. Nie wyczuli prawdziwych nastrojów.
A może też nie. Uznali, że Komorowski i PO się ostatecznie zużyli i trzeba spróbować nowego otwarcia. Może... Lecz za bardzo w to nie wierzę. Przecież bardzo obawiają się Jarosława Kaczyńskiego, szczególnie, gdy ten cudem uniknął śmierci wraz z bratem pod Smoleńskiem.

Czy obecne wybory zdołają przełamać władzę dyskretnych panów nad Polską?
Trzeba spojrzeć na czynnik ludzki.Putin ma właśnie 63 lata, więc może jeszcze bawić się w światowego dyktatora przez dobre dziesięć lat. Natomiast generałowie i pułkownicy organizujący Magdalenkę, mieli już w 1989 roku 55 – 60 lat. To znaczy, że obecnie są to starcy 80 – 85 letni. Sam Kiszczak ma dokładnie 90 lat.
Co nie znaczy, że nie wychowali sobie fanatycznych następców. Jednakże to już nie jest ta bolszewicka żelazna gwardia, idąca po trupach do celu. To w większości mniejsi kombinatorzy, zadowalający się pozornym dobrobytem.
Jan Kulczyk na tym tle był wizjonerem. Ostatnie doniesienia informują, że nieuczciwe przejęcie CIECHu to był tylko drobny "papierek lakmusowy" wskazujący, czy może on przejąć całą polską energetykę, oraz gazownictwo, łącznie z nowo budowanym gazoportem. Nie zapominajmy przy tym, że Kulczyk był biznesmenem typu "kupić-sprzedać". Więc następne pytanie – na czyje zamówienie miał on ubezwłasnowolnić Polskę pod względem energetycznym?

Czeka nas poważna walka. Mafia nie oddaje swojego bez wojny. Czy potrzebne będą drastyczne środki? Podejrzewam, że tak.
Przypominam, że jak w 2005 roku PIS doszedł do władzy, to Kulczyk opuścił kraj, ograniczył działalność i prowadził interesy z Londynu.
Patrzmy więc dokładnie, kto z rodziną wyjedzie z Polski. Może nam to pozwoli powiedzieć coś o Układzie i Systemie.


.
.............
[1] http://www.uwazamrze.pl/artykul/981450/smierc-magnata
[2] http://niezalezna.pl/72146-nowe-tasmy-kim-sa-chronieni-w-mediach-dyskretni-ludzie-z-gory-o-ktorych-mowil-kulczyk
[3] http://niepoprawni.pl/blog/7787/system-albo-uklad-powtorka

.

sobota, 17 października 2015

Milion przerażonych



Ilu ludzi dzisiaj źle śpi w nocy? I będzie tak spało jeszcze przez tydzień.
Ilu jest zdenerwowanych, rozdrażnionych i zaniepokojonych?
Wiemy dlaczego.
W niedzielę, 25 października może się zawalić ich piękny świat. Dobrze wymoszczone gniazdko, ten ekskluzywny apartamencik, wypasiona bryka, lekcje golfa i dzieci w Paryżu i Londynie, nie na zmywaku tylko na renomowanych uczelniach, wszystko to może być zagrożone.
Nagle, znienacka, ten głupi naród może się upomnieć o kęs dla siebie. A wtedy już nie wystarczy dla wybranych.

Ilu jest tych wybranych, którzy pasą się przy Platformie Obywatelskiej?
I kim oni są?

Wiemy dobrze, jak działał system PO. Dawał zarobić. Lecz nie wszystkim obywatelom, tylko swoim. Przez osiem lat ich władzy powstało liczne grono milionerów i tych, którym blisko do miliona. To liderka PO oświadczyła, że za 6 tysięcy, to pracują idioci i złodzieje. Sześć tysięcy, które jest marzeniem wielkiej rzeszy pracujących Polaków. Za te pieniądze na rękę, nie wyjechały by z kraju tysiące pielęgniarek, budowlańców, spawaczy i inżynierów. Za te pieniądze Polacy, ci ciężko pracujący i emeryci, żyliby dostatnio i szczęśliwie. Niestety, wielu musi zadowolić się jedną szóstą tego, bez szans na zmiany w obecnym układzie.


Szacuję, że jest ich około miliona. Może półtora. Plus ich rodziny, krewni, przyjaciele, a nawet podwładni. To drugie tyle. Co w sumie przy pięćdziesięcioprocentowej frekwencji wyborczej, daje PO sztywne 15 – 20%.

Co to za ludzie? Mniej więcej wiemy, bo prowadzono w tym kierunku badania.
Sama Platforma liczy około 40-50 tysięcy członków. Działaczy wysokiego, średniego i niskiego szczebla. Zapewniam, że nikt z nich nie przymiera głodem i nie ma kłopotów, aby finansowo wytrzymać do pierwszego. PO to partia sytych.
Wszyscy członkowie PO to ludzie pracujący. Chwała im za to. Lecz gdzie pracują?
" ... niemal połowa aktywistów Platformy (45,7 proc.) deklaruje, że ich "stanowisko zawodowe jest związane z uprawianiem polityki", a 69,4 proc. przyznaje, że pełni funkcje publiczne." [1]

Popatrzmy zatem, gdzie ulokowani są ludzie PO. Jakie to funkcje publiczne daje im Platforma:
"... poseł, senator, europoseł, radny, wójt, starosta, burmistrz, prezydent miasta, marszałek sejmiku, członek zarządu województwa, dyrektor NFZ, dyrektor agencji rządowej, dyrektor szkoły, prezes stowarzyszenia, prezes spółki komunalnej, rzecznik." [1]
Oczywiście obowiązkowo trzeba tu dodać wszystkich zastępców, wszystkich vice-, oraz wielu kierowników działów, departamentów i księgowych.

To są tylko funkcje publiczne. Tutaj nadreprezentacja Platformy jest ogromna. Widzimy wyraźnie, że określenie PO partią władzy jest ze wszech miar słuszne.

Na każdym szczeblu władzy istnieje przywilej dysponowania państwowymi pieniędzmi. To wójtowie, radni, czy prezydenci miast decydują na co wydaje się pieniądze. Gdy nie ma przejrzystości i uczciwego dysponowania kasą, to tworzy się drugi szczebel zwolenników Platformy. To ci wszyscy wykonawcy, przedsiębiorcy i inni, którzy, od ludzi ulokowanych na powyższych funkcjach publicznych dostają pieniądze. Czy to za wykonaną pracę, za ekspertyzę, konsultacje lub opinie.
Przyssani jak pijawki, karmią się państwowym pieniądzem, którym władze z PO dysponują, a w następstwie tworzą układ wzajemnych zależności, w którym świadczą sobie intratne usługi.
Jak właśnie w zakończonym procesie prezydent Sopotu Karnowski i dealer samochodowy Groblewski. Według zasady – coś za coś.

Już na pierwszy rzut oka widać, że ludzie – zwolennicy Platformy, tworzą system patologiczny, w dużej mierze oparty na korupcji, nepotyzmie i nielegalnym, wzajemnym świadczeniu usług.
Przez ostatnie osiem lat taki układ silnie się wzmocnił i coraz bardziej degenerował życie publiczne w kraju. Do tego stopnia, że myślący obywatele mają poważne wątpliwości, czy takie miliardowe kontrakty zawierane przez rząd PO, jak pociągi Pendolino, czy helikoptery dla wojska, są uczciwe i rzetelne.

Klasyczny mit, który chyba sama Platforma wylansowała, żeby zamydlić oczy społeczeństwu, to fakt, że PO to partia "młodych, wykształconych i z dużych miast". Badania naukowe wskazują, że każdy element tej etykiety jest kłamstwem. Ani nie młodzi, ani wykształceni i nie z dużych miast.
Oto prawdziwe dane, które ukazują badania:
- wg. danych z 2009 roku aż 41 proc. aktywistów PO to ludzie w wieku 50-59 lat. A młodzi poniżej 29 lat to zaledwie 6 proc., a w grupie wiekowej 30-39 lat to tylko 17 proc.
- jeżeli chodzi o wykształcenie to trudno coś konkretnego powiedzieć, bo wielu ankietowanych odmówiło odpowiedzi. Ale w 2013 portal wPolityce.pl pisał: "I to ma być partia inteligencka? Połowa Platformy skończyła zaledwie podstawówkę!"[1]
- i nie z dużych miast. Wprost przeciwnie – większość z małych miasteczek. "... najwięcej członków, bo aż 36 proc. ma [Platforma] w miastach do 50 tyś. W wielkich aglomeracjach nieco ponad 20 proc."[1]

Co z tego wynika? Że na potrzeby opinii publicznej, lansowana przez media głównego ścieku, istnieje Platforma wirtualna – młoda, prężna i spontanicznie chcąca zmieniać kraj.
Tymczasem w rzeczywistości PO to partia ludzi, którzy się już dorobili, nie najmłodszych i ulokowanych w małych ośrodkach, gdzie, jak wiadomo, sitwy i układy personalne mają się najlepiej.

Ta platformerska pajęczyna, która oplata kraj od gminy po urzedy centralne i ministerstwa jest niebezpieczna. Nie daje normalnie żyć i swobodnie oddychać. A zdobytego dorobku i pozycji będą bronić z całą mocą.
Oni dobrze wiedzą, że przegrana PO to dla nich wyrok. Czy pozostanie im tylko, jak ich idolowi, pozabierać krzesła i obrazki ze ścian i odejść?

Nie było by tego strachu, natężenia i nerwicy, gdyby ich sumienia były czyste. Gdyby mogli powiedzieć: - wszystko co robiłem i czego dokonałem było uczciwe. Lecz tu nawet zegarek na nadgarstku świadczy przeciwko mnie.
A usłużne i na wskroś zakłamane media utwierdzały, że tak trzeba, że jest fajnie i na tym polega Europa. Łatwo to było sprzedać, jak widać, niezbyt wykształconym spryciarzom z niewielkich miast. Uczciwość, solidność i prawdomówność, to głupoty dla frajerów.

Obecna przywódczyni PO, Ewa Kopacz, de domo Lis, nie całkiem mieści się w typowej charakterystyce platformerskiego aktywisty, bo ma wyższe wykształcenie. Widocznie z tym wyższym wszystkich pozabierano do Warszawy. Ale, poza tym jest z małego miasteczka – Skaryszew (nie mam pojęcia, gdzie to leży), a i wiek ma prawidłowy – 58 lat. A jak potrafi kłamać i co sobą reprezentuje, mieliśmy okazję przekonać sie przez minione lata.
Takich ludzi niestety jest na szczycie Platformy przeważająca ilość.
Butnych, aroganckich i gardzących "motłochem".

Tym większy teraz, w tym ostatnim tygodniu przed przełomowymi wyborami, strach i rodząca się panika. Wielu działaczy PO straci dużo. Nawet ta setka, która ponownie wejdzie do Sejmu, niewiele będzie teraz znaczyła.

Tak, że nie trzeba straszyć Kaczyńskim i Macierewiczem. Przegrana wyborów wystarcza, by zwieracze puszczały.


............
[1]

sobota, 10 października 2015

Szczur wypuszczony z klatki



Powiedzieli mu: - idź, założysz partię. Platforma już się rozsypuje, jak to babsko Tuska dostała władzę. Idź, pociągniesz za sobą uciekinierów z PO, przerażonych zwinięciem parasola. Poprą ciebie drobni geszefciarze, sklepikarze i rzemieślnicy. Nuworysze, którzy wszystko co mają zawdzięczają władzy. To ci, co dopiero porzucili buraczkowe i zielone garnitury oraz białe skarpetki. Dzisiaj dumnie paradują w garniturach stebnowanych czerwoną albo białą nitką i białych koszulach fikuśnie kolorowo wykończonych. Taki tam styl na dzisiaj. Wsiadają do swoich Audi i Mercedesów. Poprze też ciebie urzędnicza klasa kierownicza. Ci, co obawiają się, że ze zmianą władzy stracą swe dziesięciotysięczne pensje, pozwalające całkiem nieźle żyć. I poprą też ciebie ci farmerzy, którzy dostają białej gorączki, jak mówi się na nich rolnik, lub nie daj Boże chłop.
Oni też na niedzielną mszę przyjeżdżają swoimi Audi i Mercedesami w tych dziwacznych garniturkach i koszulach. Szyk mody...
- Jak się postarasz, to może zbierzesz milion, albo półtora tego wystraszonego towarzystwa. A to wystarczy. Ty nie masz wygrać, tylko udawać, że chcesz wygrać.

Czy to dokładnie powtórzony chwyt z Palikotem parę lat wstecz? Zbieranie sfrustrowanych i przestraszonych rozwojem sytuacji. A przede wszystkim śmiertelnie bojących się PiSu, bo jak powszechnie wiadomo, oni będą wsadzać do więzienia, a jak nawet nie złapią, to juz dalej nie da się lodów kręcić.

Kto wypuścił szczura z klatki? Kto namówił i pomaga Ryszardowi Petru, bo o nim tu mowa, organizować następną dziwaczną, rozbijacką partię? Bo przecież nigdy w to nie uwierzę, że to jego własna inicjatywa. To tylko sprawny wykonawca, który ma tzw. "gadanego", ale który nie fascynuje nadmiarem intelektu. Wyciągnięty z niebytu przez "sprytnego biznesmena" Frasyniuka rozpoczął karierę w środowiskach, których celem na pewno nie był dobrobyt Polski i Polaków. A następnie działacz słynnej fundacji CASE – Centrum Analiz Społeczno Ekonomicznych. Ciągle dla mnie to śmierdzące terytoria.

Czy namówił go do tego Leszek Balcerowicz, jedna z najbardziej szkodliwych postaci okresu transformacji, o którym w każdym wystąpieniu w Sejmie śp. Andrzej Lepper oznajmiał: - "Balcerowicz musi odejść!", a którego pilnym uczniem był o ćwierć wieku młodszy Petru?
Balcerowicz, który zrujnował miliony Polaków i utworzył kilkaset polskich milionerów, realizując program zidiociałego miliardera George Sorosa i jego ideologa Sachsa. Balcerowicz, który do dzisiaj jest polskim nadzorcą sorosowej wizji New World Order (NWO).
Lub może inna międzynarodowa koteria popchnęła Petru do działania, dała mu pieniądze i środki. Może to był Andrzej Olechowski, polski stały "rezydent" grupy Bilderberga, która tez ma ambicje bycia architektem nowego, "lepszego" (dla kogo?) świata. Ten powszechnie znany, określany jako truteń i leń bufon, daje się zauważyć w przełomowych momentach, jak powstanie Platformy Obywatelskiej, której był cynicznym współzałożycielem; utworzenie ruchu Palikota i teraz właśnie przy upadku Platformy i tworzeniu tratwy ratunkowej NOWOCZESNA.pl. Bilderberg, to ludzie z wysokiego zamku, których strzegą kordony policji, gang grupujący byłych a nawet ciągle aktywnych polityków i biznesmenów z wybujałym ego, którzy wymyślili sobie szczytny cel wpływania na losy świata.

Polska, ze względu na swój potencjał ludzki oraz gospodarczy, jak również na swoje strategiczne położenie geopolityczne, jest pod ścisłym nadzorem międzynarodowych grup nacisku i wpływu. To im niestety zawdzięczamy większość tego, co w Polsce obecnie mamy. Czego Hitler i Stalin nie zdołali do końca zniszczyć, to usiłują obecnie światowi hochsztaplerzy, ekonomiści i finansiści. Obecny dług narodowy będzie się odbijał czkawką przez stulecia.
A dług stale musi być przez kogoś pilnowany. Do tego również Petru został oddelegowany. Mrugająca tablica w centrum Warszawy zafundowana przez Balcerowicza ma stanowić memento i przestrogę dla wszystkich.

Moim prywatnym okiem, to obaj – Balcerowicz i Olechowski wspólnie, realizując założenia swoich mocodawców wypuścili Petru z klatki i pomogli utworzyć NOWOCZESNA.pl.
Znając destrukcyjny potencjał obu panów, to bardzo zły znak dla Polski.
Jeżeli naród da się otumanić, a wspomniani już drobni beneficjenci III RP zjednoczą się, to ta sztuczna partia jest w stanie zdobyć 6 – 9%, wejść do Sejmu i bruździć, jak nie tak dawno Palikot.
I taki właśnie jest cel Petru i tej partii – bruździć, przeszkadzać i psuć. Oni nie proponują niczego dobrego dla kraju i narodu. Cel mają tylko jeden – nie dopuścić by PiS zaczął zmieniać Polskę, tak by zaczęła ona odzyskiwać suwerenność i uniezależniać się od fatalnych wpływów zewnętrznych, których lokalnymi gwarantami są właśnie Balcerowicz i Olechowski.

Petru wygrał sprawę w sądzie, gdy Miller i Palikot publicznie oświadczyli, że jest on wysłannikiem banków. Oczywiście, że nie jest. Przynajmniej oficjalnie i namacalnie. On jest ślepym narzędziem instytucji, które banki i finanse kontrolują. Tych, co bankami rozgrywają poszczególne państwa.
Symptomatyczny tutaj był udział Petru w paskudnym przekręcie, jakim były tzw. kredyty frankowe, gdzie franków nikt na oczy nie widział.
Ludzie ciągle są naiwni, ufni i młodzi w kapitalizmie, a państwo, które powinno ich chronić głupie, albo świadomie zamykające oczy. Tak więc przekręt na miliardową skalę był możliwy. A Petru był jednym z tych, którzy gorąco zachęcali kredytobiorców do tego straceńczego zachowania. Sam nawet przykładowo zaciągnął kredyt we frankach, by proces uwiarygodnić, lecz szybko po cichu wycofał się z tej pułapki.

Do wyborów już tylko dwa tygodnie. Dlatego teraz powinniśmy głośno krzyczeć i ostrzegać, jakie są prawdziwe zamiary i cele NOWOCZESNEJ.pl. I jaką prawdziwą rolę ma do odegrania pilny uczeń Balcerowicza, doradca Tuska i Platformy, Ryszard Petru.

PO w wyborach powinno zdobyć 15 – 20% głosów.
Jeżeli Petru uda się zdobyć następne 10%, to już niedobrze.
Bo jest jeszcze lewica z Palikotem, oddelegowanym śpiochem PO, która też optymistycznie może osiągnąć 10%.
A jak jeszcze, nie daj Boże do Sejmu wejdzie PSL, nawet z minimalnymi 5%, to mogą oni uzbierać w ten sposób 45% i zmian w Polsce nie będzie.
Cały nasz wysiłek ostatnich pięciu lat pójdzie na marne.
System, Układ i zewnętrzni mocodawcy to potężny wróg. Czy i tym razem okaże się, że porwaliśmy się z motyką na słońce?


.

wtorek, 6 października 2015

A gdyby tak zrezygnować z demokracji?



Nigdy nie ukrywałem, że w stosunku do demokracji mam stosunek ambiwalentny. To bezsprzecznie rządy większości nad mniejszością. Niestety, tak się społecznie składa, że to rządy głupców nad mądrymi.
Chyba ostatnie osiem lat rządów Platformy Obywatelskiej przekonało o tym wszystkich trzeźwo myślących.
Mądrzejsi próbują wbudować w tą kulawą demokrację przeróżne zabezpieczenia i narzędzia kontrolne. Mamy więc, patrząc tylko na Polskę, Trybunał Konstytucyjny, Najwyższą Izbę Kontroli, Rzecznika Praw Obywatelskich, czy instytucję referendum narodowego. I co z tego?
TK wybierają partie instalując tam kolesi, szef NIKu okazuje się skorumpowany, RPO też jakiś lewacki koleś, a referendum... można wyrzucić do kosza.
Taka to oto demokracja, gdzie wszystko można zmanipulować, zepsuć, czy skorumpować.
No dobrze... w takim razie – co w zamian?

Wielu piszących w internecie, jak również postacie na pograniczu polityki, vide Grzegorz Braun, czy Korwin Mikke, też ostro występują przeciwko demokratycznemu modelowi. Najczęściej, z braku innych pomysłów, to monarchiści. W tym absurdzie jest pewna metoda, chociaż nie widzą oni takich głupot, jak tworzenie dworu i całego entourage , oraz bałaganu związanego z takim rozwiązaniem.

Ja proponuję coś bardziej prostego i błyskawicznego – dobrowolną dyktaturę.

Dura lex sed lex

To właściwie jedyna maksyma, która ma przyświecać takiemu rozwiązaniu ustrojowemu.
Gdy gdzieś na świecie, w jakimś państwie jest źle – skala korupcji i złodziejstwa jest niebotyczna, nie ma sprawiedliwości prawnej i społecznej, ludzie są biedni, to zazwyczaj dochodzi do przewrotu, puczu, a potem panują rządy "silnej ręki". To chyba zrozumiałe i konieczne. W momentach przełomowych trzeba działać twardo i skutecznie.

Mamy ten komfort, że jest właśnie duża szansa, by metodami demokratycznymi, poprzez ogólnonarodowe wybory, doprowadzić do odsunięcia od władzy skompromitowanych polityków. I w tym właśnie momencie, w imię naprawy państwa, po raz drugi we współczesnej historii RP powinniśmy zaprowadzić sanację. Od razu widać, że jestem mało oryginalny. Tak samo myślał w latach dwudziestych marszałek Piłsudski widząc rozbuchaną partiokrację, śmieszną jak dzisiaj demokrację, oraz skorumpowany i kłótliwy sejm.

Zakładając, że porządnie (ilościowo) wygramy te wybory, staniemy przed kolosalnym zadaniem – musimy praktycznie zmienić wszystko w kraju. I to szybko. Wystarczy już 25 zmarnowanych lat.
Koniecznie musimy zmienić konstytucję. Rozprawić się z wymiarem sprawiedliwości. Uzdrowić służbę zdrowia. Zwalczyć biurokrację, a urzędników nauczyć odpowiedzialności. Zawrzeć korzystne dla Polski traktaty narodowe.
I najważniejsze – spowodować, by najdrobniejsza kradzież, szczególnie ta w białych kołnierzykach, stała się boleśnie nieopłacalna.
Oczywiście, że jest mnóstwo innych ważnych rzeczy do zrobienia, lecz warto tylko zaznaczyć, że nie może to być zwykły remont państwa, tylko gruntowna przebudowa. Od fundamentów do dachu.
I do tego właśnie będzie potrzebna dobrowolna dyktatura.

Co to właściwie znaczy dobrowolna dyktatura?

Mamy już prezydenta chcącego zmian. Zakładamy, że wkrótce również będziemy mieli parlament gotowy na gruntowne zmiany.
Można wówczas zawrzeć układ z narodem.
Czy chcesz powolnych, żmudnych zmian, lub raczej wyrażasz zgodę na radykalne szybkie zmiany, prowadzące do wzrostu dobrobytu i bezpieczeństwa w ciągu paru lat.
Przy narodowej zgodzie można zawiesić czasowo demokratyczne funkcjonowanie i instytucje. Podobnie zresztą jak w stanie wyjątkowym.
Prezydent wraz z rządem mogą wspólnie rządzić do momentu, aż dokonają niezbędnej naprawy państwa. Będzie to stan specjalny i wyraźnie tymczasowy. Tylko w stosunku do już nam znanych, jak Jaruzelski z wroną, nie będzie on przeciw narodowi tylko dla narodu i z narodem.

No dobrze, powie ktoś, zalecać dyktaturę niewiadomo jaką w XXI wieku?
Na to odpowiem, że jest takie państwo, które ma taką dyktaturę i dzięki niej osiągnęło niesamowity poziom rozwoju i bezpieczeństwa.

Singapur

To jedno z najbogatszych i bezpiecznych państw świata. Jeszcze dwadzieścia lat temu, jak tam byłem, wcale tak nie było. Rządziła wówczas szara strefa. Kupowało się za grosze podrabiane i przemycane produkty z całej Azji.
Ale tak już nie jest.
Obecnie Singapur jest spokojnym i porządnym miastem. Mają tam najniższy wskaźnik przestępczości na świecie. Dlaczego tak jest?
Singapur to właśnie pewnego rodzaju dyktatura – dobrowolna i rozsądna. Prawa są drastyczne, a kary za przewinienia tak wysokie, że na prawdę odstraszają (twarde prawo, ale prawo – dura lex, sed lex).
W Singapurze każdy musi się zachowywać znacznie lepiej niż gdziekolwiek na świecie. Nie wolno jeść i pić w środkach komunikacji miejskiej (500 dolarów grzywny). Przez ulicę przechodzić można tylko w miejscach wyznaczonych. Wyrzucenie śmiecia na ulicę kosztuje 3 000 dolarów (+ prace społeczne przy sprzątaniu). Mężczyźnie który narzuca się kobiecie grozi więzienie lub chłosta. Kary za korupcję zapierają dech w piersi, więc korupcji nie ma. Za narkotyki kara śmierci (nieletni też).
Praktycznie wszystko w tym kraju jest uregulowane.
I tak oto Singapur stał się bezpiecznym i czystym miastem, gdzie zgodnie żyją miliony ludzi rożnego pochodzenia i religii. Zlikwidowano biedę. Uregulowano problemy mieszkaniowe.
Wszyscy mieszkańcy Singapuru, których znam wydają się szczęśliwi i nikt nie ma ochoty stamtąd uciekać.

To co napisałem o Singapurze, może wydawać się komuś straszne i jakby prosto z kart powieści Orwella. Szczególnie dla nas, Polaków, którzy mają takie umiłowanie wolności i bakcyl przekory. Nie lubimy twardej ręki władzy.
To wówczas w tym momencie trzeba sobie zadać podstawowe pytanie – czego właściwie chcemy?
Czy nadal ma być burdel, a rządzić nami mają złodzieje? Czy może chcemy porządnego, spokojnego i uczciwego państwa, które da każdemu szansę dobrobytu?

Zapytam – czy to wysoka cena za wyrwanie się wreszcie z bagna, w którym od 25 lat sie znajdujemy? Oczywiście, ktoś zaraz przytoczy lorda Actona, że – "każda władza deprawuje, a władza absolutna deprawuje absolutnie". Lecz już w momencie tworzenia tej dobrowolnej dyktatury społeczeństwo może wbudować mechanizmy zabezpieczające, które z równą srogością będzie karać władzę, która zacznie się degenerować.
To wszystko jest możliwe do zrobienia, jeśli tylko się tego na prawdę chce.
A podążanie dalej obecną parlamentarną, pseudo-demokratyczną drogą uważam za bezsensowne i nieskuteczne. To droga  donikąd.

Nie jestem w tych moich dywagacjach całkiem bezinteresowny. Mam w tym osobisty, egoistyczny powód. Chciałbym po prostu dożyć momentu, gdy wreszcie Polska stanie się normalnym krajem. Bez Tusków, Palikotów, Michników i komuchów. Gdzie każdy Polak ma uczciwą szansę. Gdzie w końcu zniknie wszechobecne złodziejstwo i korupcja. Autostrady będą kosztować tyle co na świecie, a nie dwa razy drożej. Kraju uczciwości, przyjaznej administracji, swobody gospodarczej, rozsądnych podatków, dostępnej służby zdrowia i zarobków godnych i sprawiedliwych.
Czy to są marzenia z kosmosu?


.