sobota, 5 października 2013

Szczurzy król


O czym tu dumać na warszawskim bruku....


As I did stand my watch upon the hill,
I look'd toward Birnam, and anon, methought,
The wood began to move.
Las birnamski……Ile razy wydawało się nam , że jest już blisko , ale okazywało się , że to nasze złudzenie, że to wishful thinking.
Myśleliśmy, że lasem birnamskim stanie się las smoleński.Katastrofa smoleńska połączyła na chwilę nas wszystkich. Okazało się, że na bardzo krotko. Spory dotyczące miejsca pochówku prezydenckiej pary natychmiast podzieliły Polaków. Katastrofa smoleńska jest teraz przedmiotem skomplikowanych gier operacyjnych. Zamiast łączyć się w żałobie albo w oczywistej woli wyjaśnienia przyczyn tego wypadku wdajemy się w „potępieńcze swary”. „Plwają na siebie i żrą jedni drugich” - jak pisał Adam Mickiewicz w epilogu do  Pana Tadeusza, właśnie usuniętego z listy szkolnych lektur. (Choćby dlatego warto do niego wracać.) A tragiczna okazja zorganizowania Polaków i rozprawienia się z patologiami III RP, została raz na zawsze zaprzepaszczona.
Jesteśmy w pułapce:
 Przeklęstw i kłamstwa, niewczesnych zamiarów,
Za poznych żalów, potępieńczych swarów.
I czyż nie są prorocze albo ponadczasowe następne wersy?
 W każdym sąsiedzi znajdowali wroga,
Aż nas objęto w ciasny krąg łańcucha
I każą oddać co najprędzej ducha.
 Wrogi ich wabią z dala jak grabarze,
Gdy w niebie nawet nadziei nie widzą -
Nie dziw, że ludzi, świat, sobie ohydzą,
Że utraciwszy rozum w mękach długich,
Plwają na siebie i żrą jedni drugich!
.
Marsze niepodległości, protesty związkowców, referendum.  Ileż wyzwalają nienawiści. I to nie tylko wśród namiestników i funkcjonariuszy reżimu lecz również wśród ludzi przejętych ideą przerwania agonii kraju. Nikt nikomu nie ufa. Po naszych doświadczeniach zbiorowych  to zrozumiałe. Ale lawinowa atomizacja społeczeństwa, umiejętnie podsycana przez rządzących nie daje nadziei na jakąkolwiek zmianę.
Czy można się nadal pocieszać że „Nasz naród jak lawa, Z wierzchu zimna i twarda, sucha i plugawa, Lecz wewnętrznego ognia sto lat nie wyziębi; Plwajmy na tę skorupę i zstąpmy do głębi.”( Dziady część III).? Większość z nas starszych, całe swoje życie spędziło w szponach systemu odradzającego się jak hydra. Młodzi innego systemu niż fasadowa demokracja nie znają. Miarą inteligencji jest dla większości z nich przystosowanie się do tego systemu. Biorą kredyty, pracują w korporacjach, mówią co trzeba i myślą co trzeba. Nie można się temu dziwić. Inaczej groziłaby im schizofrenia.
 Natomiast reszta nie bardzo potrafi rozpoznać wroga. Gubi się w skrajnych ideologiach jak anarchizm, skrajny liberalizm. A przede wszystkim szuka wrogów w najbliższym otoczeniu.
 Przedsiębiorca widzi wroga w pracowniku, któremu nie odpowiada ruchomy czas pracy nie zastanawiając się, co zrobiłby na jego miejscu. Pracownik widzi wroga w wykorzystującym go przedsiębiorcy, nie zastanawiając się czy wytrzymuje on obciążenia podatkowe. Właściciele mieszkań nienawidzą lokatorów kwaterunkowych choć swoje mieszkania wykupili kilka lat temu za grosze. Lokatorzy kwaterunkowi nienawidzą kamieniczników, choć na ich miejscu też staraliby się odzyskać własność.
Plwają na siebie i żrą jedni drugich!
Miła czytelniczka ( finka)  wkleiła pod ostatnim moim tekstem wstrząsający  film. Można go znaleźć pod adresem Szczurzy król PL -You Tube. Gorąco polecam. Film opisuje technikę pozbywania się szczurów. Otóż łapie się szczura , głodzi, a potem wrzuca do jego klatki martwego pobratymca. Wygłodzony szczur wreszcie  go zjada. W ten sposób łamie gatunkowe tabu. Następnie daje mu się do zjedzenia szczura bardzo słabego, ledwie żywego. Za kolejnym razem zdrowego tylko słabszego. Nasz szczur staje się kanibalem. Wtedy wypuszcza się go na terenie zajmowanym przez szczurzą społeczność. Ciekawe jest zachowanie innych szczurów. Nie likwidują agresora choć jest ich więcej. Izolują go od siebie i opuszczają teren. Nie chcą zarazić się kanibalizmem.
Prowokowany kanibalizm to – twierdzi autor filmu- metoda zarządzania ludzkimi społecznościami. Ale w przeciwieństwie do szczurów nie mamy gdzie się wyprowadzić. Jesteśmy w klatce. Tym bardziej warto się nad sobą  zastanowić.
autor: Iza

Wierzenia i mity smoleńskie - bezawaryjny samolot


Najwcześniejsza informacja dotyczącą tragedii w Smoleńsku brzmiała: samolot był sprawny. Jeszcze nie było wiadomo co się właściwie stało, czy ktoś przeżył, wiadomo było : samolot był sprawny.
We wszystkich mediach informacje o katastrofie zdominowały niemal w całości serwisy informacyjne. Nie tylko polskie - doniesienia podawały na czołowych miejscach również serwisy zagraniczne. W kolejnych dniach głównym źródłem wiedzy o katastrofie była telewizja, a ta bębniła : "samolot był sprawny" ! Obrażało to inteligencję słuchających, ale próbowaliśmy tłumaczyć to sobie pewnym skrótem myślowym : piloci nie meldowali o jakichkolwiek usterkach będąc cały czas w kontakcie radiowym. Bardzo nieszczęśliwy i kategoryczny ten zamiennik, jeszcze bardziej kategorycznie wykluczano zamach. Zajmijmy się stanem technicznym samolotu. 
Samoloty są szczególnie dokładnie kontrolowane przed lotem, a mimo to PFL-101 wykonał kilka lotów z Vipami (w trybie Head ! ) z niesprawnym wskaźnikiem ciśnienia oleju jednego z silników ! Wikipedia podaje 11 poważnych usterek w okresie od remontu do tragedii. Poważnych. W sumie wszystkich awarii na tym samolocie od 23 grudnia 2009 r. do 10 kwietnia 2010 roku było aż 29, o czym można przeczytać w Załączniku 4.4 do raportu Millera. Szereg usterek dotyczyło autopilota. Oto przykłady dotyczące autopilota :

• 22.01.2010 r. (O). W SI SAMANTA w „Historii uszkodzeń statku powietrznego” z dnia 22.01.2010 r. dokonano wpisu o wykryciu przez personel latający uszkodzenia podczas uruchamiania urządzenia SP przed lotem:
 „Brak sygnalizacji sprawności ABSU na pulpicie PPN-13. Przyczyna – uszkodzenie wewnętrzne mechanizmu sterowania RA-56W1 w kanale przechylenia – zanieczyszczone płynem hydraulicznym złącza agregatu, zwarcia wewnętrzne.Podczas identyfikacji niesprawnego zapisu ABSU stwierdzono uszkodzenie agregatu sterującego wychyleniem steru wysokości (RA-56 pierwszy podkanał).

• 25.01.2010 r. (O). W SI SAMANTA w „Historii uszkodzeń statku powietrznego” z dnia 25.01.2010 r. dokonano wpisu o wykryciu przez personel bezpośredniej obsługi uszkodzenia podczas wykonywania innych prac:
 „Brak sygnalizacji sprawności ABSU”. Przyczyna – uszkodzenie wewnętrzne bloku BU-65 spowodowane zwarciem w mechanizmie sterowania RA-56W1.

 • 08.02.2010 r. przed startem samolotu załoga stwierdziła brak możliwości wyświetlenia na pulpicie PPN-13
 zielonej lampki »ABSU SPRAWNY«. Podczas identyfikacji niesprawności stwierdzono uszkodzenie I podkanału w kanale przechylenia ABSU. Po analizie usterki stwierdzono nieprawność bloku BU-65”. 17.03.2010 r. zrealizowano reklamację poprzez dostarczenie innego bloku”. Podkomisja techniczna stwierdziła rozbieżność pomiędzy zapisami w dokumentacji odnośnie do daty jej zaistnienia, kto z personelu dokonał jej wykrycia.
Z informacji uzyskanych od personelu 36 splt wynika, że „Blok UNP nr 410 był blokiem po remoncie przysłanym do JW 2139 pod koniec lutego 2010 przez zakład remontowy AVIACOR z m. Samara. Zabudowany blok był na gwarancji po wykonanym remoncie, co było powodem jego zabudowy w celu dalszej eksploatacji”.)
Reklamacja została zrealizowana poprzez dostarczenie innego bloku niż został wysłany do reklamacji”. 
Od jakości tych napraw zależały ostatnie minuty, sekundy lotu. Schodzili na "decyzyjną" w trybie automatycznym. Odejść na drugi krąg planowali też w automacie. Wymontowanie radiostacji alarmowej zdumiewa na równi z nieautoryzowaną zmianą konfiguracji salonki.
Komu i do czego potrzebny był mit : " samolot do momentu uderzenia w drzewo był całkowicie sprawny" ??!Czy zrzucając całą winę na pilotów i na siłę mitologizując sprawność samolotu starano się uniemożliwić lub odsunąć w czasie badanie wraku? 
Na potrzebę tego odcinka dokonałem pewnych założeń :
• W Smoleńsku lądował faktycznie PFL-101
• Dane ze skrzynek są prawdziwe (wiem że nie !)

Warto przeczytać :
http://martynka78.salon24.pl/490068,historia-pewnego-samolotu-czyli-29-awarii
http://www.naszdziennik.pl/wp/25232,ze-wskazaniem-na-automat.html

 autor: cyborg

piątek, 4 października 2013

Polska typu A, czy Polska typu B?


Czy ktoś chce, czy nie chce, żyjemy w parszywym kraju. Do tego stopnia, że rodzice uciekają rodzić dzieci gdzie indziej. Czy to już dno i czy nie ma nadziei?


Andrzej Zybertowicz, socjolog, profesor UMK, dokonał oto takiej klasyfikacji państw:

Kraj typu (A) –"[...] jest dobrem wspólnym wszystkich obywateli, demokratycznym państwem prawnym, urzeczywistniającym zasady sprawiedliwości społecznej. Jest państwem jednolitym, w którym władza zwierzchnia należy do narodu. [...] to kraj, w którym organy władzy publicznej działają na podstawie i w granicach prawa, a podstawę ustroju gospodarczego stanowi społeczna gospodarka rynkowa oparta na wolności działalności gospodarczej, własności prywatnej o raz solidarności, dialogu i współpracy partnerów społecznych."[1]

Kraj typu (B) –"[...] jest sterowany w znacznej mierze przez korupcję, lobbing zbliżony do korupcji i przez przestępczość, [...] sterowany przez to, co nazywa się układem, począwszy od poziomu centralnego, gdzie następuje dystrybucja dóbr największych, a skończywszy na układach w gminach i powiatach."[1]

Jak myślicie, skąd wziął się opis państwa typu (A)? Otóż nie z żadnego utopijnego dzieła fantasty, tylko z Konstytucji RP! Tak sobie panowie konstytucjonaliści wymyślili, że taka właśnie ma być nasza ojczyzna.
Przyznacie, że nic dodać nic ująć...

A jak jest w rzeczywistości? Niestety, Polska jest ewidentnym przykładem kraju typu (B). Dużo pisałem o układach. Kraj nasz jest przeżarty nimi od góry do dołu. Spróbujcie coś załatwić w gminie, jako zwykły obywatel. Natraficie na ścianę. Można ją tylko pokonać przy pomocy znajomości, albo przy pomocy łapówki wręczonej odpowiedniej osobie.
Janek Pietrzak powiedział wczoraj w telewizji, że Warszawa jest opanowana przez maniaka, który wszystkie ulice obstawia słupkami. Maniak? Czyżby? To znajomy pewnej skorumpowanej osoby, która kolesiowi dała glejt na pokrycie miasta milionem słupków. Po prostu, taki koleżeńsko biznesowy układ. Śmiem podejrzewać, że wszystko, co się w Polsce buduje: drogi, osiedla, sklepy, zakłady pracy, to wyłącznie takie koleżeńsko – biznesowe układy. Postronny, nowy człowiek, chcący uczciwie przystąpić do jakiegokolwiek przetargu nie ma najmniejszych szans. Przetargi są dla swoich, czyli układu.

Kraj typu (B) w sposób zdecydowany i bezwzględny broni swoich rubieży. Gdy coś zagraża temu układowi gotów jest posunąć się do każdego przestępstwa. Przedstawiona ostatnio lista ofiar "seryjnego samobójcy" ma złowieszczą wymowę. Przypadkiem wszystkie ofiary zagrażały państwu typu (B). Były dla niego niewygodne i groźne. Więc zdecydowano się na rozwiązania ostateczne.
 Beneficjentami tego typu państwa jest wąska grupa ludzi władzy, służb i przedsiębiorców należących do układu lub układów. Reszta społeczeństwa, czyli większość narodu, jak to mówią młodzi, może się walić. Kompletnie nie są w centrum zainteresowania żadnych władz, a raczej nawet przeszkadzają. Są tylko ważni jako ofiary, do różnego rodzaju łupienia. Ich dobrostan jest sprowadzony do najprymitywniejszych poziomów.

Kraj typu (B) powstał na kanwie szalbierstwa okrągłego stołu. My naiwni myśleliśmy, że oto decydują się ważne losy kraju i narodu, a tam szubrawcy dokonywali podziału łupów i kładli podwaliny pod istniejące obecnie układy. Dokonano bezczelnej grabieży, niezbyt bogatego przecież kraju, na oczach zachłyśniętego "wolnością" i "nowością" narodu.

Czy jest możliwe przejście z kraju typu (B) do kraju typu (A)? Teoretycznie tak, jednakże w praktyce będzie to zadanie trudniejsze niż stajnie Augiasza.
Lecz na pewno nie da się tego zrobić, żadną demokratyczną drogą, jak wybory, zmiana władzy, czy nowy sejm. Korupcyjne układy zdołały się przekształcić w szary, przestępczy system, który jest mocno zakorzeniony i niezależny od tego, kto daną władzę sprawuje.
Do transformacji od typu B do typu A będzie potrzebne powstanie ludowe związane z przepędzeniem skorumpowanych ludzi na wszystkich szczeblach i rozbiciem układów na różnych poziomach.

Wtedy będziemy mogli powrócić do naszej Konstytucji i jak ktoś znowu spróbuje nią manipulować, to mu się ten paluszek po prostu utnie.

[1] Prof. Andrzej Zybertowicz, "W centrum, czy na obrzeżach? Przemoc w III RP", Przegląd Socjologiczny.

autor: jazgdyni


Nie wierzę w System


Kończę właśnie czytać drugi tom trylogii "Millennium" Stiega Larssona. Zgodni jesteśmy z Lepszą Połową, że o ile tom pierwszy był fajny, to kontynuacja robi się z rozdziału na rozdział coraz mniej strawna...
No ale czego oczekiwać po autorze, który nim wziął się za pisanie powieści (wydanych zresztą pośmiertnie) był "ekspertem od ruchów skrajnie prawicowych"..?

W sumie dla mnie jedyny powód, żeby to dalej czytać, to postać Lisbeth Salander, która coraz bardziej kojarzy mi się z blogerką Kirą. Obie są mniej - więcej tak samo sympatyczne. Z tą różnicą, że powieściowa Salander chyba nie wpadłaby na pomysł, aby podzielanie wyświechtanych komunałów w rodzaju "nie można wykluczać urzędników państwowych i innych beneficjentów budżetu od wpływu na jego wielkość" - nazwać dorosłością!
Lisbeth Salander z powieści jest taką właśnie osobą, jaką Kira dawniej deklarowała być: rzeczywiście i  do końca konsekwentnie niezależną w swoich ocenach.
Oczywiście, że o taką niezależność zdecydowanie łatwiej w książce, niż w życiu. A jeszcze, jak się ma na koncie kilka miliardów koron (i cóż, że szwedzkich..?) i jest wybitną hakerką oraz mimo 40 kg masy ciały powala dwóch wyrośniętych harleyowców (i to bynajmniej nie urokiem osobistym którego, jako się rzekło, tej postaci raczej brak...): no to faktycznie - można sobie pozwolić na pełną suwerenność..!



W życiu nie ma tak łatwo, w życiu kompromisy są rzeczą nieuniknioną - i życia wirtualnego też to dotyczy. W końcu, jak już kiedyś pisałem: nic tak nie zmniejsza szans życiowych i biznesowych jak opinia człowieka kontrowersyjnego.

Że sam kładę na to lachę..? Prawdę powiedziawszy - robię to nie z odwagi, tylko z braku wyobraźni. Po prostu: nie umiem sobie wyobrazić, żeby jakakolwiek "dobra opinia" mogła być mi jeszcze w przyszłości do czegokolwiek potrzebna...
Ale wracajmy do przysłowiowego ad remu. W drugim tomie (i proszę mi nie opowiadać w komentarzach, jak się kończy - ledwo przekroczyłem 600-tną stronę! Ani też, co jest w tomie trzecim: sam przeczytam, jak tylko Lepsza Połowa skończy!) moja ulubiona bohaterka jest, jako opóżniona w rozwoju umysłowym i społecznym, agresywna psychopatka, celem policyjnego pościgu. Ten pościg POWINIEN zakończyć się dla niej bardzo źle. Powinna zostać zastrzelona przy próbie zatrzymania.




Już widać (na stronie 604), że tak się nie stanie. Albowiem prowadzący śledztwo są w większości osobami kompetentnymi i empatycznymi (oczywiście, jak wszędzie, tak i w szwedzkim aparacie ścigania jest jeszcze kilku skorumpowanych, egoistycznych, szowinistycznych samców, którzy mogliby zrobić krzywdę bohaterce - ale właśnie są odstawiani na boczny tor, a good guys przejmują kontrolę...). Potrafią zmienić fałszywy (mimo bardzo mocnych poszlak, wiążących Salander z trzema brutalnymi zabójstwami) trop, wznieść się ponad naturalne w świetle dokumentacji medycznej bohaterki uprzedzenia, uwzględnić opinie innych osób, zmodyfikować swój tok myślenia pod wpływem faktów i argumentów.
Bajka. Po prostu bajka! Zastanawiam się, co tu jest większym cudem..? 40-kilogramowa komputerowa geniuszka kładąca na kolana dwóch 100-kilowych facetów - czy empatyczny i zdolny do zmiany poglądów oraz wyjścia poza codzienną rutynę policjant..?
Powiedziałbym, że ze szwedzkim wymiarem sprawiedliwości musi być BARDZO ŹLE, skoro aby ratować wiarę w jego bezstronność i kompetencję, potrzebny jest psychologiczny cud..? Mało tam psychologiczny! Psychologiczny cud to by był, gdyby chodziło o poglądy jednej osoby, góra dwóch. Ale tu chodzi o instytucję. O przełamanie instytucjonalnej rutyny. Zerwanie ze "wspólną wiarą" łączącą pracujących w niej ludzi.
Jak pracowałem ładnych parę lat w naprawdę dużej instytucji - tak nigdy w życiu czegoś podobnego nie widziałem. Jeśli w ramach jakiejś struktury organizacyjnej ugruntuje się pogląd na pewną sprawę (choćby nawet był on z gruntu fałszywy...) - to struktura ta brnie już potem ślepo w raz obranym kierunku, póki nie trafi na takie przeszkody, których już w żaden sposób nie potrafi albo pokonać, albo ODTŁUMACZYĆ, czyli "pokonać zastępczo" lub, jak to się mówi pospolicie - "odnieść moralnego zwycięstwa".
Istnieje cała gałąź wiedzy o zarządzaniu, która zajmuje się tylko i wyłącznie problemem rozprzestrzeniania się takich "instytucjonalnych mitów" i sposobami ich powstrzymywania. Żeby jednak taką wiedzę zastosować - najpierw trzeba w ogóle wpaść na pomysł, że jest to potrzebne. A skoro wszyscy, siłą inercji, podzielają raz przyjęty punkt widzenia - to kto ma to zrobić..?

Pierwszego klienta fizycznie wyrzuciłem z zajmowanego obiektu (który najmował sobie przez lata...) po tym, jak rozpoczął nowy rodzaj działalności, podobno bez naszej zgody. Dopiero po fakcie, gdy zdążyłem już wynająć lokal komu innemu, a sprawa trafiła do sądu - osoba bezpośrednio prowadząca umowę przyznała mi się w sekrecie, że po prostu ZGUBIŁA stosowne pismo (którego w dodatku, zdaje się, zapomniała wcześniej zarejestrować w dzienniku...) i bała się do tego przyznać...
Zrobiłem coś w rodzaju kariery (krótkiej co prawda i zakończonej katastrofą) dzięki temu, że zyskałem opinię "twardziela", rozcinającego podobne węzły gordyjskie i nie pękającego nawet, gdy w sprawie klienta wydzwaniał po nocach sam wicepremier. Nie leżało w moim interesie prostować tej oczywistej pomyłki. Dlaczego zresztą miałbym szkodzić własnemu podwładnemu (i sobie przy okazji) - skoro klient i tak już leżał na łopatkach i żadne przeprosiny nic by mu nie dały, lokal był zajęty przez kogoś innego..?

Z tego co pamiętam, w sądzie ów najemca też przegrał. I w konsekwencji - zaprzestał działalności.  Wszystko przez jedno zagubione pismo...
Jeśli nie wierzę w System. Jeśli nie mam zaufania to instytucji. Jeśli z nostalgią piszę o "dawnych, dobrych czasach" - to nie z powodu jakiejkolwiek ideologii, teorii, przekonań. Ja tak robię Z DOŚWIADCZENIA. Amen!
Czytanie Larssona trochę czasu jeszcze mi zajmie. Okazało się bowiem, że dzięki stosunkowo prostym zmianom organizacyjnym, jestem w stanie zmieścić pod naszą wiatą na drewno znacznie większy zapas opału niż kiedykolwiek przedtem. Aktualny "stan licznika" jak chodzi o nacięta polana (jak szukacie Państwo dowodu na to, że jestem szurnięty, to proszę bardzo - jest: liczę gałązki, które przywiozę na opał...) to 5.873 - i gdyby nie owe zmiany, na tym musiałbym zakończyć z braku miejsca. Tymczasem miejsce jest. Postanowiłem zatem rżnąć póki tylko się da. Być może tej zimy po raz pierwszy wystarczy nam opału aż do końca sezonu grzewczego..?
Od pewnego czasu mojej pile pracującej w brzozowym młodniku wtóruje kilka innych wokół. Cóż: zrobiło się zimno - ludzie zaczęli uzupełniać zapasy. Jak widzicie - nie ja jeden rżnę drewno dopiero jesienią. Jest to raczej powszechny zwyczaj. Skutek popularności dużych pieców c.o. w których wszystko się spali, obojętnie czy suche, czy mokre. Nasza "burżujka" (jak to mawiają na Wschodzie) aż tak niewybredna nie jest, ale brzoza schnie szybko. Wczoraj paliłem porąbaną dzień wcześniej - byle tylko rozpalić, potem już idzie...
W każdym razie: rżnę, rąbię, w międzyczasie zajmuję się jeszcze doraźnymi remontami, ogródkiem i paroma innymi rzeczami. Popołudniami padam jak sflaczała dętka ze zmęczenia...

autor: Boska wola

czwartek, 3 października 2013

Obszczymur od Palikota


Posłowie z Samoobrony wprowadzili nową " jakość " w sejmie. Wydawało się , że prostactwa posłów z Samoobrony nikt nie przebije, do czasu. Pojawili się palikociarze, którym posłowie z Samoobrony mogliby czyścić buty.
Menażeria posłów od palikociarni poszerzyła się o jeszcze jednego specjalistę. Wachlarz cudaków rzeczywiście imponujący. Baba z prostatą, pederasta, były pensjonariusz zakładu karnego, specjalista od maltretowania swojego ojca, ostatnią specjalizacją z menażerii jest obszczymurstwo.
Jak donosi prasa przedstawiciel ludu w sejmie z ramienia Ruchu Palikota poseł Adam Rybakiewicz na Starówce w Bydgoszczy o godz. 2:30, w nocy 1 października postanowił oddać mocz w miejscu publicznym. Jak postanowił tak zrobił, tuż obok restauracji wyciągnął siusiaka i oddawał mocz.
Interweniującej policji pokazał legitymację poselską, tak że interweniująca policja musiała odstąpić od czynności , pozostało jej tylko sporządzenie notatki.
Posłowie z palikociarni cechują się dużą empatią w stosunku do pederastów, transseksualistów, teraz przyszła pora na żurków, którzy oddają mocz gdzie popadnie, poseł Rybakiewicz tak się wczuł w tę rolę , że sam poszedł ich przykładem.
autor: Andy51

Zniszczyć autorytety narodu

Bombardowanie trwa. Zeszły tydzień - cel: eksperci, naukowcy, profesorowie. Ten tydzień - polski kościół. Zadanie - odebrać ludziom to w co wierzą i to, co darzą szacunkiem.




Mafijny układ władzy ferajny Tuska, który rozsiadł się już na sześć lat na fotelach władzy, starał się usilnie zbudować sobie wsparcie w tak zwanych autorytetach. Widać jednakże dobitnie, że nie udało im się to i zamiast posągowych niezłomnych postaci zgromadzili cyrk clownów; a to zdziecinniałego staruszka Bartoszewskiego, wypalonego i już niezbyt sprawnego umysłowo reżysera Wajdę, aktora po kuracji Olbrychskiego, no i na okrasę, mędrca wszech-czasów Wałęsę. Zamiast szacunku i respektu spotyka ich zazwyczaj buczenie i drwiny narodu.
Również poszukiwanie autorytetów instytucjonalnych nie dało spodziewanego efektu. Wprost przeciwnie. Wskazanie przez Tuska i ferajnę na autorytet sądów i prokuratury doszczętnie rozwaliło i zdeprecjonowało te ważne instytucje państwa. Nie ma już najmniejszej grupy obywateli, którzy by ufali sędziom i prokuratorom. Symbolem stał się sędzia Tuleya, a nie pani sędzina Wesołowska.
Destrukcyjna działalność otoczenia Tuska i Komorowskiego jest taka, że każdy w miarę porządny obywatel, gdy tylko zacznie u nich pełnić rolę autorytetu, to w bardzo szybkim czasie ten autorytet traci i zamienia się w śmieszną figurynkę.

Powodu takiej sytuacji dopatruję się w braku lustracji i niedokonaniu sumiennego rozliczenia okresu komunizmu. Pozwala to wielu ludziom podłym, którzy za komuny mieli swój okres świetności, paradować dzisiaj w pełni chwały. To dlatego ferajna Tuska może dobierać sobie za kolejny autorytet komunistycznego oprawcę, prof. Baumana, postać doprawdy haniebną.
Autorytety Platformy , GieWu i związanego z nimi establishmentu są miałkie i fałszywe. Zazwyczaj powiązane interesami z władzą w takim stopniu, że po upadku obecnego systemu po prostu znikną. W najmniejszym stopniu nie zdobyły szacunku zwykłych ludzi i są rozpoznawane, jako ciało obce, pełne hipokryzji i cynizmu. Tak, tak, panie aktorze Kondrat.

Niestety, dla obecnej władzy, naród ma swoje własne autorytety i swój szacunek lokuje tam, gdzie się Tuskowi bardzo nie podoba.
Dlatego też, władza i współdziałające z nią ręka w rękę media, muszą te autorytety zniszczyć.
W zeszłym tygodniu mieliśmy nagonkę na profesorów, niezależnych naukowców, a w tym tygodniu mamy walkę z kościołem.

W obu przypadkach natężenie ataku jest bardzo duże. To zawsze skoordynowana akcja polityków rządzącego ugrupowania, wspierana przez śliskie typy zdrajców, jak europoseł Kamiński, adwokat Giertych, czy ta miernota Marcinkiewicz. No i oczywiście cały aparat propagandy na usługach, czyli wszystkie wiodące media z GieWu i TVNem na czele.

Ostrzeliwanie naukowców o międzynarodowej renomie, ludzi poważnych i konkretnych do bólu, trwało równy tydzień. Robiono z nich harcerzyków sklejających modele i gapiów obserwujących przez szybkę skrzydła samolotu. Ten skomasowany pokaz durnoty trwał tydzień i wszystkie dyżurne kontr-autorytety typu Niesiołowskiego i wyżej wspomnianych, po kolei zabrały głos.
Skutek akcji – żaden. Bo prawdziwy autorytet już tak ma, ze praktycznie nie można go obalić, ot tak sobie, przez tygodniowe akcje gadzinowe.
Na autorytet składają się długie lata pracy i szerokie, często międzynarodowe uznanie. Nie można go łatwo skasować i to przy pomocy tak nędznych ludzi, jak ferajna Tuska i jego aparat propagandy.
Ludzie lepiej wiedzą swoje.

Tego-tygodniowy zmasowany atak funkcjonariuszy propagandy rządowej i lewackiej dotyczy najważniejszego autorytetu Polaków – kościoła.
Wyciągnięto jakichś kapłanów z dalekiej Dominikany, którzy mogli zachowywać się źle. Dodano do tego proboszcza, który na czas nie został osunięty ze stanowiska i zaczęto okładać kościół pięściami.
Tak, jakby okładać Ministerstwo Edukacji za zboczonego nauczyciela. Lub pamiętając słynnego psychologa, onegdaj gwiazdę telewizji, obarczać za jego pedofilię całą naukę.
Policzyłem przedwczoraj, że na samym kanale TVN24 zaprezentowano ten sam fragment przesłuchania księży, z dziwnym pytaniem egzaltowanej dziennikarki o wkładanie języka do ucha, osiemnaście razy. To nawet bije na głowę serial dotyczący matki Madzi.
Żal mi księży, zazwyczaj ludzi kulturalnych i spokojnych, którzy nagle muszą użerać się ze sforą chamskich, brutalnych i bezczelnych funkcjonariuszy aparatu propagandy. Bo w żadnym wypadku nie są to dziennikarze.
Czy kościół dozna uszczerbku na swoim autorytecie po tej nagonce? Skądże znowu! Szczególnie polski kościół, który już przeżył tyle ataków, ze tylko przypomnę siepaczy Bieruta i Gomółki, Urbana i Olgę Lipińską, da sobie radę z hunwejbinami Tuska.

Smutną jest konstatacja, że obecna władza i jej otoczenie niszczą wszystko po kolei. Zniszczyli już w sposób radykalny polski przemysł. Rozkradli i rozsprzedali sektor finansowy. Po kolei niszczą instytucję za instytucją, wojsko, służbę zdrowia, edukację.
A teraz wzięli się za niszczenie polskich autorytetów. Chcą cały naród pozostawić goły i zdezorientowany. Takich właśnie Kunta Kinte, którymi można będzie swobodnie sterować i doić.

Mam niezłomną nadzieję, że to się wkrótce skończy. To się musi skończyć. Utrzymamy swoje autorytety, a ci, którzy podnieśli na nie rękę, poniosą w końcu zasłużoną karę.
autor: jazgdyni

PO na grzyby


A jeszcze lepiej na zieloną trawkę. Razem z panią Hanią.

Napisał do mnie pan Piotr, który mieszka i pracuje w Warszawie od 10 lat. W urzędzie dzielnicowym na Woli, w pokoju nr 34 uzyskał odpowiedź, że ze względu na brak meldunku nie będzie mógł wziąć udziału w referendum. Sprawdziłam w swoim urzędzie dzielnicowym. To prawda. Urzędnicy muszą mieć dowód, że ktoś faktycznie mieszka w Warszawie. Fakt, że trudno byłoby codziennie dojeżdżać do pracy na przykład  z Gdyni do Warszawy jakoś ich nie przekonuje.
Publiczne Polskie Radio odmówiło przyjęcia spotów reklamowych Warszawskiej Wspólnoty Samorządowej nakłaniających do udziału w referendum. Metro uniemożliwia umieszczenie stosownych plakatów. Opłacane przez nas instytucje publiczne robią zamach na demokrację. I nikt nie rozdziera szat?
Grupa dyżurnych klakierów , uważających się za intelektualistów, ogłosiła, że nie wybiera się na referendum. W obronie demokracji. Demokracji postsocjalistycznej. ( Jeżeli mogła istnieć  demokracja socjalistyczna , dlaczego nie może istnieć demokracja postsocjalistyczna?)
Przypomnijmy sobie, że ci sami klakierzy namawiali nas ( mnie nie namówili)  na udział w częściowo wolnych wyborach, które ukonstytuowały tę właśnie demokrację postsocjalistyczną, której teraz bronią .
Najciekawszy jest jednak pomysł aby wszyscy członkowie PO wybrali się 13 października na grzyby. Gorąco popieram. A jeszcze lepiej na zieloną trawkę.Razem z panią Hanią.

autor: Iza

środa, 2 października 2013

To tylko mała manipulacja


Informacja w III RP składa się z dwóch bytów, z małych i dużych manipulacji. Czasami pomiędzy manipulacjami zdarzy się podanie rzetelnej informacji. Opisane w tekście zdarzenie jest małym przykładem manipulacji , których setki nas bombardują.
Dwa dni temu w okienku nie przegap na portalu  dziennik pl. była zakładka . W niej omówienie sondażu Homo Homini na najgorszego kandydata na prezydenta. Mimo tego, że według badanych najgorszym prezydentem byłby Palikot, to w zwiastunie zakładki a jakże zdjęcie Jarosława Kaczyńskiego, tak żeby te osoby , które nie czytały całego artykułu miały przeświadczenie , że według badanych, najgorszym kandydatem nie jest Palikot tylko Kaczyński.
Urodziny Wałęsy, bohater tej uroczystości , przedstawia : „kapitan Graczyk, ten który mnie zwerbował”.Propagandziści z rządowych mediów, którzy tak skrupulatnie dokonują egzegezy słów Prezesa Kaczyńskiego, udają , że tych słów nie słyszą, żadnych kłopotliwych pytań nic, zupełnie nic.
Teraz wiemy kto powinien dostać Nobla, kto był duchem sprawczym onego, mędrca Europy, to kpt Graczyk , ten który stworzył Bolka.

Kwiecień 2013 , poseł PO Cezary Tomczyk, dostaje partyjne zadanie, ma zaatakować Prezesa Kaczyńskiego oskarżając go o zatajenie 400 tys. zł dochodów w oświadczeniu majątkowym. Cezary wywiązuje się z zadania, zawiadamia prokuraturę, media pełen salonowych autorytetów przez kilka dni, wypowiadają się o niecnym czynie Prezesa, prorządowe media mają pożywkę do atakowania Jarosława Kaczyńskiego.
Mija pięć miesięcy, prokuratura umarza dochodzenie nie znajdując znamion czynu zabronionego. Czy ktoś przeprosi za ataki? może poseł Cezary,  wątpię to nie w stylu PO.

http://tvp.info/informacje/polska/sledztwo-ws-oswiadczen-majatkowych-prezesa-pis-umorzone/125607
http://fakty.interia.pl/polska/news-umorzono-sledztwo-ws-oswiadczen-majatkowych-prezesa-pis,nId,1035166

autor: Andy51

Lenistwo "moralistów"


Jak wszystkim dobrze wiadomo, trakt prowadzący do Piekła jest szeroki, wygodny i nader poręcznie dla naszego lenistwa - prowadzi łagodnie, ale pewnie w dół.
Natomiast ścieżka cnoty jest wyboista, wąska, zdradliwa, pełna pułapek i każe się wspinać ostro pod górę, a niekiedy nawet - wymaga pokonania przewieszki! Toteż jest ona, w przeciwieństwie do owej piekielnej autostrady raczej pustawa...

Popularnie mawia się, że lenistwo jest "motorem Postępu". To trochę nie do końca tak! Owszem - na pewno pod tym przynajmniej względem, że wynalazki ewidentnie ułatwiające ludziom życie mają wielką szansę na ogromne powodzenie.
Skądinąd - "bryczka bez dyszla" pana Benza NA POCZĄTKU raczej nie wyglądała jak coś lepszego od bryczki zaprzężonej w parę dobrych koni. Stąd, wynalazca, chcąc przekonać publiczność do tak ekscentrycznego pomysłu, wsadził za drążek sterowy (to zdaje się jeszcze nie była kierownica..?) własną żonę i wysłał ją w odwiedziny do ciotki: co by zademonstrować w ten sposób, że pojazd ani męskiej siły nie wymaga, ani też ryzyka nie stwarza. Dopiero potem jakoś to poszło.



Z wynalazkiem braci Wright było jeszcze gorzej! Ludzie odczuwający paranoiczny (niekiedy) strach przed lataniem, mogą na swoje usprawiedliwienie spokojnie przywołać nie to że pierwsze lata, a pierwsze DZIESIĘCIOLECIA lotnictwa - by spokojnie wykazać, że był to wówczas sport ekstremalny, podejmowany przez totalnie narwanych ryzykantów, pozbawionych instynktu samozachowawczego (ale przynajmniej mieli za to niezłe "branie" - o ile wylądowali żywi..!).

Najogólniej rzecz biorąc podstawowym motywem DOKONYWANIA wynalazków jest mania. Większość maniaków dawniej lądowała w przytułkach, a koniec końców w anonimowych grobach dla biedoty - nielicznym, którym akurat PRZYPADKIEM udało się trafić z wylęgniętym w ich chorej wyobraźni wynalazkiem w fizyczne możliwości i gusta publiki - czasem przypadał w udziale wielki majątek, a zwykle: wielka sława.
To się oczywiście zmieniło w ciągu ostatnich 60 - 70 lat. W coraz mniejszym stopniu nowe urządzenia są dziełem samotnych wariatów, a coraz częściej - produktem systematycznej, rutynowej pracy wieloosobowych zespołów, napędzanych dobrą, biurokratyczną pragmatyką, a nie jakąś zwariowaną ideą. Chociaż - wynalazki naprawdę przełomowe (jak np. komputery osobiste, a potem - różne ich zastosowania...) powstają czegoś wciąż "po dawnemu"...
A przynajmniej - taką się do ich sukcesu dorabia legendę!

Natomiast recepcja wynalazków już dokonanych od dawien dawna faktycznie wynika z jednego z Grzechów Głównych. Częściej jednak niż lenistwo jest to pycha. Żeby bowiem nowy produkt zyskał powodzenie, trzeba (to są podstawy marketingu...) najpierw trafić do tzw. "liderów opinii", grając na ich snobizmie, a nie na lenistwie (nowość, jak to nowość, jest zwykle zawodna, niewygodna, nigdzie nie ma serwisu i nie bardzo wiadomo, do czego tego użyć...).
Metafora, której użyłem na wstępie, jest kulturowym odpowiednikiem drugiej zasady termodynamiki. W świecie fizycznym dzięki temu właśnie, że entropia naszego Wszechświata rośnie - łatwiej jest niszczyć niż budować, łatwiej tworzyć chaos niż porządek, łatwiej zabijać, niż dawać życie. Trudno powiedzieć dokładnie, dlaczego tak jest, ale przecież każdy z łatwością może wypróbować, że łatwiej jest także siać zwątpienie niż dodawać otuchy, grozić niż uspokajać, używać przemocy niż argumentu. Analogia, odpowiedniość między "porządkiem fizycznym", a "porządkiem kulturowym" nasuwa się tu sama przez się!
Oczywiście, że człowiek, jak każdy inny organizm żywy, jest sam w sobie "termodynamicznym cudem", ponieważ jego istnienie jest (chwilowym, lokalnym i bardzo kruchym) wyjątkiem od panującego na ogół wokół chaosu. Ale takich "termodynamicznych cudów" jest NA OBECNYM ETAPIE istnienia naszego Wszechświata wciąż jeszcze bardzo wiele. O ile nic się w jego prawach nie zmieni, będzie ich jednak stopniowo coraz to mniej, aż wszystko ogarnie bezruch "śmierci cieplnej".


Ponieważ "porządek społeczny", "porządek kulturowy" jest jeszcze mniej stabilny od tego fizycznego - "śmierć cieplna" występuje w nim bardzo często. Jak do tej pory ludzkość jako gatunek ratowała się przed nią tylko dzięki swojej różnorodności. Ot - gdy któreś z lokalnych centrów cywilizacyjnych ogarniał marazm, lenistwo, nuda, imperialna pycha i ogólne zgłupienie - przychodzili z peryferiów barbarzyńcy, upuszczali trochę krwi, a (czasem, bo nie zawsze...) wlewali nowego ducha. Ewentualnie - pojawiał się jakiś reformator, który zyskiwał posłuch, wzbudzał entuzjazm, ożywiał na nowo stare mity i skutecznie nakłaniał do przestrzegania dawno zapomnianych praw... Panująca obecnie globalizacja nie jest dobrym prognostykiem na przyszłość!
Powszechność głupoty, która nas otacza jest już sama w sobie dobitną zapowiedzią zbliżającej się "śmierci cieplnej". Jest taką zapowiedzią także szczególna kombinacja głupoty i lenistwa panująca wśród moich "ulubieńców", czyli: różnej maści "działaczy". Czy też, jak może część z Państwa woli - "moralistów". Takich, co to chcą dzieci odbierać rodzicom, konie właścicielom, zakazywać noszenia naturalnych futer, jedzenia mięsa, czy też - praktykowania imigrantkom z Kamerunu operacji oszpecania swoich córek, która ma je ratować przed gwałtem (najwidoczniej - czego jakoś zapominają dopowiedzieć "moraliści" - nader w tej kulturze powszechnym..!).
Owo połączenie głupoty z lenistwem polega m.in. na tym, że działacze ci, czy też "moraliści", całą swoją energię koncentrują na rzeczy wydawałoby się - najzupełniej z tym akurat złem, które ich tak bardzo boli nie związanej. Na lobbowaniu w celu takiej zmiany prawa stanowionego, aby można było użyć przemocy w celu "zwalczania" zachowań, które im się nie podobają.



Dlaczego uważam tę działalność za pozorną i nic nie mającą wspólnego z celem, któremu rzekomo ma służyć? Tłumaczyłem to wiele razy: ponieważ użycie przemocy ZAWSZE rodzi więcej zła, niż w założeniu miało zwalczać. Możemy zgadzać się na istnienie wojen (skoro i tak NIC nie możemy poradzić na fakt, że istnieją i będą istnieć państwa...) jako "kosztu" zwalczania przez aparat państwowy zabójstw indywidualnych (a przynajmniej - ścigania ich sprawców...). Ale, na Boga - czemu mamy się zgadzać na istnienie zorganizowanych gangów koniokradów, jako "kosztu" absurdalnej ustawy o ochronie zwierząt, mafii jako "kosztu" zwalczania przez gosudarstwo różnych nałogów, czy też - praktycznej eutanazji "nadmiaru" osób starych i chorych jako "kosztu" państwowej "opieki" emerytalnej i zdrowotnej..?
W dawnych, lepszych czasach moraliści (bez cudzysłowu) jakoś nie chodzili tak często na skróty. Jeśli nie podobały im się grzechy sobie współczesnych - to udawali się na place targowe, ulice czy do świątyń, wszędzie tam, gdzie była szansa zastać ludzi - i mówili o tym. Głosili kazania. Wielu, to prawda - zginęło. Niektórym, jak Savonaroli, udawało się odnieść sukces na krótko i z wielką dla otoczenia szkodą. Ale, jeśli w ogóle nastąpił jakiś "postęp moralny" - to właśnie dzięki tym kaznodziejom.


To za ich sprawą w średniowiecznej Europie praktycznie zniknęło niewolnictwo (odrodzone potem w Nowym Świecie, głównie przez lutrów i kalwinów...). To ich namowy sprawiły że zwaśnione rody coraz rzadziej uciekały się dco krwawej pomsty. To kaznodzieje, a nie żadne "prawo stanowione" sprawili, że z czasem małżeństwo przestało być li i jedynie kontraktem między zainteresowanymi głowami rodów, a stało się dobrowolnym związkiem dwojga ludzi.
Dlaczego zatem, widząc zaniedbane, głodne i chore konie - nie pójść do ich właściciela i nie spróbować mu wytłumaczyć, jak mógłby o swój majątek dbać lepiej..? Dlaczego nie pokazywać w internecie, w telewizji dobrych przykładów i nie piętnować złych..?
Wydaje mi się, że znam odpowiedź na to pytanie. Obawiam się jednak, że bardzo się Wam ona nie spodoba. Zwyczajnie: NIE ZA TO IM PŁACĄ!
Większość tzw. "działaczy", czyli "współczesnych moralistów" - to zawodowcy, żyjący ze swojej profesji. Część środków na ich utrzymanie pochodzi oczywiście od "wyznawców". Ale prawdziwe pieniądze dają sponsorzy. Dają - i wymagają! Wymagają zmian w prawie. Takich, dzięki którym ich interesy idą lepiej.
Czy można sobie wyobrazić lepszą dla koniokrada zmianę w prawie niż taka, która umożliwia mu uprawianie swojej profesji niemal legalnie..? Czy można sobie wyobrazić lepszą pożywkę dla mafii niż penalizacja takich lub innych używek..? I tak dalej, i temu podobne...

autor: boska wola

Jesienne odloty naczelnych


Zeszły tydzień upewnił mnie że znaczna część podgatunku nazywanego "człowiek polski" należy do naczelnych. Niestety odloty naczelnych nie są odlotami do ciepłych krajów. Nawet jeżeli mają aeroport swego imienia.


Naczelny futurolog-planista z okazji okrągłych urodzin ujawnił przyszłość przybyłym przedstawicielom podgatunku człowieka europejskiego. Przedstawicielom i całemu podgatunkowi ulżyło gdy się dowiedział że emerytowany Wielki Transformator znalazł sposób na przeżycie podgatunku w symbiozie z nadgatunkiem, w dodatku też europejskim!


Zaszczycił nas też piastujący  funkcję Naczelnego Psychologa Społecznego Daniel (jam twych ran..). Zapracowany i znużony naszą tępotą, znalazł jednak chwilę by wskazać nam nasze błędy w wyborze autorytetów, ekspertów. Kto śmieliłby się odebrac hamletyczną rolę : ... wierzyć albo nie wierzyć, oto jest pytanie...- Naczelnemu Aktorowi ?!  Pytanie brzmiało : czy eksperci współpracujący z zespołem parlamentarnym są wiarygodni. Mistrzu jam Twoich słów interpretować niegodzien, tak więc cytuję :
     Mnie się bardzo nie chciało tu przychodzić, ja bardzo ciężko pracowałem… Penderecki, w Berlinie… To jest pierwszy wolny wieczór, pomyślałem sobie, że nie będę jechał z innego miasta w niepoważnej sprawie. Bo sprawa jest niepoważna od wielu lat i ośmiesza Polskę, rani moje uczucia, bo ja nie lubię żeby robić wariata ze społeczeństwa, które jest społeczeństwem poważnym 
     Ludzie, którzy rozpoczęli kampanię sugerującą zamach, konkretnie moja koleżanka, filmowiec, która filmem w dniu przystąpienia pana Jarosława Kaczyńskiego do walki o prezydenturę pojawił się w telewizji.  Gdzie wyraźnie pani Ewa Stankiewicz, niezbyt zdolna reżyserka, pracowałem z nią kiedyś przed laty, takie towarzystwo Grunwald, które skupiało niezdolnych, ale strasznych ideologów, fanatycznych reżyserów, oczywiście to się rozsypało, tutaj mam nadzieje, że też się rozsypie… Więc sobie pomyślałem, że nie będę się niepoważnymi sprawami zajmował, bo komisja Macierewicza i sam pan Macierewicz, niestety, wspaniały w przeszłości członek opozycji zachowuje się niepoważnie od wielu, wielu lat.
I ten film był niepoważny, i ten film rozpętał histerie potem, ten krzyż i to wszystko, plucie na księży… Ale pomyślałem sobie, że skoro ta niepoważna sprawa, niepoważna komisja, niepoważny człowiek, który to rozpętuje, niepoważny człowiek, który jakby protekcje nad tym, czyli sam pan prezes… i strasznie, byle tylko dojść do władzy, mąci , skłóca społeczeństwo, to moje nieprzyjście będzie grzechem zaniechania. Bo wyrządza krzywdę społeczną, ośmiesza nas przed całym światem, kto zaciera tylko ręce? Państwa nam nieżyczliwe oraz ci, którzy mówią: jak zmienimy władze, to dojdziemy do prawdy. No to co? Każemy inne wyroki sądom dawać? Na miły Bóg…Ale ta komisja, na pewno wspaniali naukowcy, ale nie na ten temat. Jakiś główny tam wypowiedział się, że ja tak, samoloty tak, ja lepiłem, nazwiska nie pamiętam, ja się uczę rzeczy ważnych pamiętać…


O rektorach uczelni i naukowcach wypowiedział się Naczelny Etyk Kraju - bojownik o upowszechnianie socjalistycznych obyczajów i obrzędów związanych z życiem: osobistym, zawodowym, społecznym w celu nadania im świeckiej formy", "upowszechnianie marksistowskiego światopoglądu i religioznawstwa", "krzewienie zasad socjalistycznej moralności", "rozwój przekonań i postaw współczesnego człowieka – wolnego od mitów i złudzeń religijnych, walczącego aktywnie o zwycięstwo ideałów socjalistycznego humanizmu" oraz "propagowanie socjalistycznego stylu i jakości życia".
To jakże istotne stanowisko zajmuje prof. Zbigniew Szawarski, autor takich wiekopomnych dzieł jak : Problemy etyki marksistowskiej: wybór tekstów -1979, czy : Zarys moralności socjalistycznej - 1981 .
Co jest zdumiewające, profesor wygłosił stwierdzenie kóre w zasadzie jest prawdziwe : Naukowa debata z pseudonaukowcami głoszącymi nie naukę, ale ideologię to strata czasu. To fanatycy, którzy odrzucają wszystko, co nie potwierdza ich tezy. 

Naczelny Eksperymetator Kraju, Naczelny Rolnik postanowił pokazać na jaki rozmach w badaniach nas stać. I znowu oddam głos autorytetowi :
 - „Jest jeszcze jeden Tu-154, na którym można wykonać wiele eksperymentów. Można sprawdzić hipotezę wybuchu. Widziałem eksperymenty, w których samoloty pilotowane były automatycznie aż do uderzenia w ziemię, aby zobaczyć, jak zachowują się poszczególne fragmenty samolotu. Jeżeli zniszczymy samolot w takiej pozycji, w jakiej miał on uderzyć w ziemię, to zobaczymy, na jakie fragmenty się podzieli. To można sprawdzić jedynie na rzeczywistym obiekcie, który rozbijemy, gdy będzie odwrócony kołami. W takiej sprawie, jaką jest katastrofa smoleńska, nie ma co oszczędzać” - mówił nasz Naczelny Eksperymentatorw czasie programu „Premierzy” emitowanego na antenie Polsat News.
I tylko my musimy młotkować i sprzątać pas startowy by ONI mogli odlecieć. Ja, Pan ...o i Pani też !
Źródła:
http://wpolityce.pl/wydarzenia/63300-olbrychski-odlecial-calkowicie-ocenia-niezaleznych-ekspertow-ja-jestem-aktorem-psychologiem-w-zwiazku-z-tym-znam-sie-na-ludziach
http://tw24.salon24.pl/537331,waldemar-pawlak-rozbijmy-drugiego-tupolewa
http://niezalezna.pl/46350-smolenski-autorytet-wyborczej-byl-w-prl-ekspertem-od-moralnosci-socjalistycznej

autor: cyborg