piątek, 13 sierpnia 2021

Globalizm czy rozdarcie

 





Jak to zazwyczaj jest konieczne, pewne sprawy, pojęcia i terminy, należy zawsze doprecyzować. Inaczej powstaje bałagan pojęciowy i wzajemne niezrozumienie.


Do tytułowej dychotomii doszedłem, studiując, uczciwie mówiąc, nudzącą mnie kwestię idei Rapture, bo teologią, na dodatetek ewangielistów, nie zwykłem się zajmować. Jednakże, gdyż the Rapture dotyczy eschatologii chrześcijańskiej, czyli rzeczy ostatecznych, jak śmierć, czy koniec świata, to się zaintersowałem.


Ponieważ chowałem się w środowisku medycznym, to raptura w umyśle zawsze kojarzyła mi się z rozdarciem, albo wewnętrznym pęknięciem narządu. To przecież ciężkie urazy wewnętrzne, przy kinetycznych wypadkach. Takie jak pęknięcie wątroby, rozdarcie śledziony, czy trzustki.

Tymczasem, w języku powszechnym dla anglosasów, rapture głównie oznacza coś bardzo przyjemnego: zachwyt, a nawet ekstazę...




Ale po kolei. Posiłkując się tekstem doktora Jerzego Targalskiego vel Józefa Darskiego z przed prawie dwudziestu lat [*], już na wstępie trafiłem na bardzo ważną uwagę. Jeżeli się tego sobie nie wyjaśni, to bez przerwy bedzie się miało mętlik w głowie w temacie spraw światowych i całej tej geopolityki.


Na wstępie ważna uwaga, a właściwie pytanie do wszystkich – jakie są możliwe rozwiązania, po zakończeniu tej idiotycznej, na szczęście na razie bezkrwawej, wojny ideologicznej. Na razie widzę dwa. Typowe – albo, albo.




Globalizm


Globalizm to coś, co nas czeka, jeżeli przegramy. Jedna władza dla całego świata. I nędza dla wszystkich, za wyjątkiem dworu władcy.


Ideolodzy globalizmu, tego nowego porządku świata – NWO, jak od lat zwykliśmy to nazywać, stosują świński trik – wiedzą, że przeciętny człowiek nie będzie rozróżniał globalizmu od globalizacji. Więc swoje niemalże hitlerowsko – marksistowskie idee i plany chowają pod płaszczykiem rozwoju i naturalnych zmian.


Globalizm jest ideologią, która wypowiada się za likwidacją państw – jego przeciwieństwem jest nacjonalizm.

Globalizacja w ogóle nie jest ideologią. Zasadniczo, jest to jedynie rozwój kontaktów i wymiany handlowej i w tej postaci istnieje ona od 1492 roku. Klasycznym kłamstwem o globalizacji jest jej rzekoma „nowość”. Kiedy na przykład po raz pierwszy stało się możliwe wysłanie $100mln z Nowego Jorku do Londynu za naciśnięciem guzika? 1976? 1966? 1956? Nie, w 1866, gdy uruchomiono telegraf transatlantycki.

Globalizm - ideologia, stara się występować w przebraniu globalizacji - faktu, w celu uzyskania sympatii, rozmyślnie używając fikcji jego nieuniknioności. Debaty na temat potrzeby globalizmu przedstawiane są jako nieuzasadnione. Lecz jeśli to nieuniknione, to dlaczego jego rzecznicy naciskają tak agresywnie?

Globalizm jest świadomym, rozmyślnym politycznym wyborem - nie bardziej nieuniknionym niż socjalizm. Jego typowe przykłady: ONZ, ekstremizm w wolnym handlu, Unia Europejska i masowa emigracja są tworami politycznymi, które jutro mogą zostać zniesione. Nie znajduje to potwierdzenia w odniesieniu do takich aspektów globalizacji jak internet, odrzutowiec pasażerski lub ogromny kontener. [*]


Globalizm, to nic innego, jak taki podrasowany internacjonalizm – ulubiona zabawka komunizmu. Ale znacznie gorszy. Internacjonalizm raczej oznaczał nawiązywanie "przyjacielskich" stosunków między państwami, tak by zbudować wspólną platformę społeczną, kulturową, gospodarczą i prawną. Pod hasłem niesienia pokoju przy pomocy czołgów i tego kretyńskiego – proletariusze wszystkich krajów, łączcie się!

Natomiast globalizm jest przeciwieństwem nacjonalizmu. Niezależne państwa muszą zniknąć i zastąpi je jedno ogólnoświatowe "królestwo". "

Suwerenność" jest obelgą. "Naród" nie istnieje. Mają być Ziemianie. Już teraz ta pokręcona krakuska z pretensjami do arystokracji (jakby dzisiaj największym arystokratą nie był raper Jay-Z), Róża Gräfin von Thun und Hohenstein de domo Woźniakowska twierdzi, że ona jest Europejką, a tylko przypadkowo i historycznie jakąś Polką. A jak już oni nie daj Boże, wygrają, to stanie na rynku pod pomnikiem i z eforią będzie wrzeszczeć: - Jestem Ziemianką! Jestem Ziemianką, wy zacofane głąby!


W uczciwym i przezwoitym świecie, a przede wszystkim sprawiedliwym, można by sie poważnie zastanawiać, czy takie zjednoczenie świata nie jest dobrym rozwiązaniem. Tylko takiego świata nie ma. Wprost przeciwnie.


Zastanawiam się, co za diabły ludziom w głowach mieszają, że samobójcze ideologie, począwszy od socjalizmu, z apogeum w komunizmie i nazizmie, tak łatwo i szybko są akceptowane. Przecież w tym nie ma ani sensu, ani logiki, a dzisiaj nawet niektórym zatwardziałym konserwatystom i patriotom, zaczynają mięknąć rury i rozmyślają, jak to będzie, zostać niewolnikiem Unii Europejskiej.


Przecież znamy wiele historii, co potrafią wyczyniać sfanatyzowani bolszewicy, a neo-bolszewicy, zapewniam, potrafią więcej.

Jakimi geniuszami nauki otaczał się Stalin, że praktycznie zlikwidował czwarte największe na świecie Jezioro Aralskie, nazywane też Morzem Aralskim. Które jeszcze w 1968 roku miało powierzchnię 68 500 km kw. A w 2009 zaledwie 13 500. tenże Stalin zarządził sadzenie kukurydzy na Syberii na wiecznej zmarzline i podobne eksperymenty rolnicze, rezultatem tego między innymi był Hołodomor – Wielki Głód na Ukrainie, gdzie szacuje się, 3 – 12 milionów ludzi zmarło z głodu.

Czy w Chinach, komunistycznych do dzisiaj, Wielki Wódz Mao Zedong był lepszy, a może mądrzejszy z gromadą swoich oszalałych hunwejbinów? Przeciesz on tylko chciał dobrze. Żeby ludzie się nie stroili i nie wydawali niepotrzebnie forsę na ubrania, jak wszyscy mogą chodzić w skromnych mundurkach. Co złego, że w przeludnionych Chinach dawał zgodę tylko na jedno dziecko i to na chłopczyka. Dzisiaj 70 000 000 Chińczyków nie znajdzie żony, bo kobiet nie ma.

A taki kolejny bolszewik u władzy, Pol Pot – przywódca Kambodży. To przecież poważny i wykształcony człowiek, który ukończył słynną Politechnikę w Paryżu (L'École d'Ingénieur des Technologies de l'Informatique et du Management ). A, że wydarzyły się Pola Śmierci (Killng Fields)? Jak się eksperymentuje, to niestety, czasami są ofiary. Na tych polach, ryżowych głównie, wymordowano 1,7 – 2,3 z 7 milionów obywateli państwa. Cóż, założeniem było stworzenie nowego społeczeństwa.

Cel tak szczytny, jak Nowy Porządek Świata. Tylko tam były skromne miliony, a teraz są miliardy. Większe pole do popisu. Słyszałem, zż już niedługo, Polaków ma być 15 milionów. Teraz jest nas nieco ponad 38 milionów... Będą musieli się ostro starać. Projekt Aushwitz nie przerobi tylu.


Po pierwszej wojnie światowej, po Wersalu, jakie siły zaczęły dominować w Niemczech. Zanim jeszcze rozwinął się narodowy socjalizm, praktycznie prym wodził ruch komunistyczny. Czy Karol Marks, któremu nadal stawia się pomniki, nie urodził się w Trewirze, w zachodnich Niemczech? A kim byli jego najbliżsi współpracownicy i ideolodzy, Max Stirmer, czy Fryderyk Engels? Oczywiście rodowici Niemcy.

Można tak długo – kto przeszmuglował w zaplombowanym pociągu Lenina do Rosji. A Szkoła Frankfurcka i kogo my tam mamy...


Nie mam najmniejszych wątpliwości, że idea komunizmu urodziła się w Niemczech. I do dzisiaj nie umarła.



Jeżeli ktoś chce szczerze zrozumieć, jak to będzie, gdy globalizm zdoła narzucić, choćby tylko nam, Polakom, swoją władzę, to niech pomyśli o Hiszpance, pani sędzi Rosario Silva de Lapuerta i jej decyzji. Zamknąć kopalnie, wyłączyć elektrownię jutro! Ale już!



Gdy komuś nie wystarcza, że będzie miał bicz nad sobą, który potrafi ostrym słowem zmuszać jakieś państwo do natychmiastowego działania, które na dodatek jest szkodliwe dla niego, jak nie przymierzając rozkaz – utnij sobie palec, to powinien się, choćby pobieżnie zapoznać się z planem na przyszłość ludzkości. Wytyczne są zawarte w głośnym, choć na razie przemilczanym "dziele" ultra – bolszewika, wice-szefa Komisji Europejskiej, Fransa Timmermansa, takiego przyjaciela naszego kraju, który powiedział: - Muszę jechać do Rosji, by porozmawiać o przyszłości Polski, niesławnym "Fit for 55".

Podrzucę tylko parę tez:

  • transport, czyli samochody, samoloty, czy statki, również będą płacić za emisję CO2. Ponieważ gwałtownie wzrosną koszty transportu światowego, to podrożeje niemal wszystko. Nie doczytałem, ale ktoś mi mówił, że również obywatele, właściciele domów i mieszkań, też mają partycypować w płaceniu za CO2.

  • Trzeba zlikwidować prywatne posiadanie i używanie samochodów. Na początek tych, zasilanych tradycyjnymi silnikami spalinowymi. A w przyszłości wszystkich – prywatne posiadanie auta będzie zabronione. Transport publiczny ma przejść wielką rewolucję. Mniej więcej, jak to ma wyglądać, pokazał nam rozwijający się w tempie astronomicznym Uber. Powstanie wiele nowych firm transportowych, które będą oferowały całkowicie nowoczesne, podłączone do sieci komputerowej auta. Dla ludności miast i prowincji. Będzie je można sobie zamawiać, jak dzisiaj pizzę do domu. Różnica taka, że samemu będzie się kierowcą. Podstawią auto pod wskazany adres, dostaniesz kod i login, wsiądziesz i pojedziesz. Auto, przepraszam, automatycznie zarejestruje trasę, zużytą energię, oczywiście czas – godziny, albo dni i na koniec, również bez kiwnięcia palcem przez ciebie, obciąży kwotą usługi twoje konto. Podobno ma to być tańsze niż kupno własnego auta, które i tak większość doby stoi bezczynnie przed domem, na parkingu, czy w garażu. Ciekaw jestem, jak sobie poradzą z dalekobieżnymi TIRami. Bo dostawczaki to nie problem.

  • Żeby było jeszcze ciekwaiej w naszym nowym życiu, gdy już UE i Timmermansy zrobią z nas wszystkich, nie tylko w Polsce, dziadów kalwaryjskich, to jeszcze zdecydowanie ingerują w nasze, jakże szkodliwe odżywianie. W tym celu decydują o wyłączenie z naszego pokarmu mięsa. Tak – trzody chlewne, bydło mięsne zostaną zlikwidowane. Żegnaj steku i kotlecie schabowy. Nie wiem jeszcze niestety, co zamierzają w stosunku do owiec i farm drobiowych. Owce mogłyby nawet przetrwać ze względu na wełnę, tylko po co? Odzież będzie produkowana jako produkt z recyklingu tych różnych opakowań, jak torby plastykowe, pudełka i co tam jeszcze polimeryzujemy. Nie powiem z czego już rozmyślają produkować sztuczne mięso, bo wielu z czytelników może być przed śniadaniem, obiadem, czy kolacją.


Zapewne do tego momentu można pomyśleć, że tym, co nas utopi w globalizmie, są niektóre, obecnie najsilniejsze państwa atlantyckie.

Niestety tak nie jest. Jest jeszcze gorzej. Państwa obecnie stały się wyłącznie fasadowym, dającym wrażenie porządku i bezpieczeństwa, tworami, bedące tylko wykonawcą niższego szczebla, przepotężnych korporacji, o których zapewne nie wszyscy słyszeli.

Uważany za najpotężniejszą Vanguard Group, zarządał w 2020 majątkiem w wysokości 7 100 miliardów dolarów. Ma on wpływ na wszystkie dziedziny gospodarki. Podam tylko, żeby się nie rozwodzić, że z pośród tysięcy przedsięwzięć tej grupy, rządzi on i Pfizerem, Googami i gigantem naftowym Exxon.

I zapewnie każdy z nas, wcale o tym nie mając pojęcia, posiada produkty, których więcej niż połowa jest zależna i daje zysk Vanguard Group.


To korporacje i grupy finansowe różnego rodzaju przejmują panowanie nad światem.

Nie suwerenne państwa. Nawet nie dzisiejsi hegemoni.



Skąd ta forsa?


Muszę jeszcze krótko wspomnieć skąd będą pochodzić pieniądze, olbrzymie kwoty by dokonać takiej światowej rewolucji, tak wysokie, że nawet europejski hegemon – Niemcy, czy nawet ten większy – USA, same nie dadzą rady.

Oczywiście, później te pieniądze będą pochodzić z naszych kieszeni. To nie ulega wątpliwości, bo ta przyszła kasta władców, synowie ojców z garbatym nochalem, nienawidzi sięgać do własnych kieszeni.

Lecz na początek niestety będą musieli zainwestwować w rozwój globalizmu swoje własne, bardzo grube pieniądze.

A gdzie one się znajdują, może nam pomóc wyjaśnić opis głównych sponsorów ideologii LGBT (jeszcze bez dalszych liter).


To nie jest taki nowiutki projekt, który zauważyliśmy, gdy sfiksowani i zboczeńcy zaczęli te uliczne wygłupy przebierańców, na które daje nawet pieniądze ten chytrus, prezydent Warszawy Trzaskowski.

Formalnie cały ten ruch zaczął się w 2000 roku.


Zaczęło się od AIDS. Wszyscy wiemy, że jest to śmiertelna zaraza, rozprzestrzeniająca się poprzez kontakty seksualne. Wiemy też dobrze, że wirus zbiera śmiertelne żniwo głównie w środowiskach homoseksualnych.

Chyba pierwszym z miliarderów był Jon Stryker, dziecic wartej $13,6 miliarda Stryker Medical Corporation z Michigan. [1]

Wkrótce do szczytnej ideologi LGBT doszlusowała jego siostra Ronda Stryker, która wraz z mężem była właścicielką wielu innych poważnych firm. Oraz oczywiście również miliarderką.

A potem już się posypało. Podaje się, że co najmniej 72 sponsorów przeznaczyło na LGBT ponad $10 milionów. [2]. Mówimy oczywiście o fundatorach, "ojcach założycielach" tego obecnie dominującego trendu ideologicznego.

Są tam nazwiska Ford, Bush, Gates, czy Jewish Community Federation of San Francisco . Pojawiły się także nazwiska, fundatorzy spoza USA, jak Bosch z Europy, czy Yogyakarta z Azji.


Warto też wspomnieć o Warrenie Buffecie, inwestorze giełdowym, przedsiębiorcy i filantropie, jeszcze niedawno najbogatszym człowieku świata.

I warto sobie poszukać, dlaczego ten szanowany miliarder odciął się od swoich wnuków.


A odpowiedź jest prosta i schemat identyczny. Poza nuworyszami – miliarderami z Doliny Krzemowej, reszta bogaczy, fundatorów tworzących i wspierających ruch LGBT, dzisiaj już LGBTQ+, to dzieciaki i wnuki rodzinnych fortun, rozkapryszone i zdeprawowane. Nigdy nie pracujący ciężko, jak ich ojcowie. Oni po prostu się nudzą i mają pomysły. Jak choćby tysiąc płci, okiełznanie ziemskiej pogody, by wreszcie zapanować nad światem.

Popatrzmy – jacy politycy są w stanie się im oprzeć? A czy tacy przywódcy, jak prezydent Francji, Emmanuel Macron, premier Kanady Justin Trudeau i kanclerz Austrii, Sebastian Kurtz, wyglądający, jak jedna rodzinka, nadzorowani przez sklerotyka Bidena, którym opiekuje się niezawodowa pielęgniarka Kamala Harris, po prostu nie rzucą się w ramiona LGBTQ+, może nawet przebierając się w coś trendy i szczekając – hau, hau.


Bez tych miliardów globalizm nie powstałby. Miliardów wielokrotnie przekraczających PKB Polski, Czech, Węgier i Słowacji, razem wziętych.


Gdy się już wymieniło Vanguard, to nie można pominąć dokonań Niemca, o którym się mówi niewiele, chyba, że akurat jest spotkanie światowych przywódców w Davos. Organizatorem jest Klaus Schwab, założyciel i prezes Światowego Forum Ekonomicznego. Gdy popytać ekspertów, to jego moc jest większa niż Merkel i Macrona razem wziętych. A niestety, to kolejny ideolog – fanatyk, autor "WIELKI RESET Jaką przyszłość planuje nam globalna władza". To taka instrukcja obsługi, gdy już globalizm podbije cały świat.



I tutaj przychodzi mi na myśl pytanie, które zadał redaktor Gadowski – Kto nas posiada?


Bo podobno, jak to publicznie stwierdził Reinhard Petzold, szef Niemiecko-Polskiego Towarzystwa na Rzecz Współpracy Gospodarczej i ekspert: "I tak was w końcu kupimy", wszyscy i tak jesteśmy już albo kupieni, albo beznadziejnie łatwo nas kupić.



Rozdarcie


Wydawać by się mogło, że nie mamy wyjścia. Że jak za Stalina, Roosevelta i Churchilla, zostaniemy sprzedani i nikt nas nie będzie się pytał o zdanie.

Że piekło, jakie szykuje nam ideologia globalizmu (przypominam – NIE globalizacja) jest nieuniknione i nic z tym nie możemy zrobić.

Mamy wyjście – musimy się postawić. I to mocno. Także z całą mocą słowa, uświadamiając ludziom, do czego globalizm prowadzi, i że już nie będzie lepiej. Skończ szybko chłopie budować ten dom, bo wkrótce nie będzie ciebie stać nawet na worek cementu.


Polska nie jest pępkiem świata, choć często uniesieni euforią całkiem słusznego patriotyzmu, tak sobie wyobrażamy. Lecz RP, poprzez swoje geostrategiczne walory, ciagle słabo wykorzystane w światowych przepływach; przez wartościowy potencjał ludzki i zasoby naturalne, jest liczącym się graczem.

I mimo, że Estonia, Łotwa, Litwa w większości głosują tak, jak Niemcy, to zerkają na Polskę, patrząc na naszą reakcję. Widać, że doceniając naszą wielkość, gdyby przedstawić im dobrą i korzystną propozycję, to przyłaczą się do nas.

Tak więc, nie będziemy liderem walki z globalizmem prowadząc do rozdarcia na skalę światową, ale już na poziomie lokalnym w Europie, na pewno tak.


Wśród członków Unii Europejskiej, po opublikowaniu Fit for 55, widać duże poruszenie i niezgodę na postawione tam tezy. Nie podoba się to państwom południa Europy. Nawet we Francji jest wyraźna niechetna postawa w stosunku do projektu, nawet wśród niedawnych federalistów. Mimo to trudno dzisiaj prognozować rezultat tej walki globalistów z resztą obywateli naszego kontynentu. Prosta analiza wskazuje, że mogą na tym skorzystać wyłącznie Niemcy, a przez nich te wielkie międzynarodowe koncerny, które już szykują się do objęcia władzy nad wszystkimi.


Zrobienie pęknięcia i niedopuszczenia by fanatycy ogarnęli cały świat, spowoduje, że ludzie zobaczą, że istnieje alternatywa, gdzie nadal może być normalnie, tak, jak sie przyzwyczaili i było im mniej, czy bardziej dobrze.


Czy takie wielkie państwa o wrodzonym umiłowaniu wolności i swobody, jak Indie, czy Brazylia dadzą sobie narzucić nowy porządek? A Afryka? Zniszczą ją napalmem, czy tysiącem bomb?


Globalizm, to dziecko komunizmu, wzbogacone o rozpasany i wulgarny libertynizm, to utopia, która zdechnie. Tylko może nam odebrać wiele lat życia w spokoju i harmonijnym rozwoju.



Musimy doprowadzić do peknięcia – wykopać rów, czy postawić mur, by oni ciągle wiedzieli, że są inni, którzy przejrzeli ich fałsz i knowania i w pewnym momencie będą w stanie przeciągnąć do siebie tych, którzy poczują, jak to jest żyć pod terrorem Fit for 55 i banialuk Klausa Schwabe.


Najbliższe parę lat zdecyduje, jak rozwinie się sytuacja na świecie. Jestem optymistą, jeżeli chodzi o dalszy horyzont. Jednakże najbliższe lata będą ciężkie.

A Polska i my, Polacy, potrzebujemy władzy, która ma wolę walki. I to nie tylko broniąc się, lecz również potrafiąc zaatakować we właściwym momencie.



I na koniec jeszcze mała, darmowa rada zatroskanego obywatela. Może nawet ktoś z władzy to przeczyta, bo chyba mają pracownika, który ma obowiązek przeglądać internet i czytać również te wszystkie blogerskie wyczyny.


W sytuacji ataku, gdy już nadejdzie moment i to broniący chce przejść do kontry, to najlepsze jest stworzenie czegoś, co spowoduje przełom.


Niemcy, więc ich ulubione dziecko UE, lubią atakować frontalnie, dużymi siłami. Tak też się dzieje w ataku na Polskę dzisiaj. A warto sobie przypomnieć Stalingrad, gdzie butna i potężna siła Wehrmachtu dała się zamknąć w kotle.

Więc warto przygotować taki kocioł dzisiaj dla agresorów globalizmu.


Dobrym pociągnięciem byłoby przedstawienie własnego projektu, powiedzmy Fit for 2050, w kontrze do unijnego Fit for 55. Rok 2050, to data wspólnie ustalona na zakończenie przeobrażeń w walce o dobry klimat i naturę.

W odpowiedzi na cegłe Timmermansa o wielu tysiącach stron niemieckiej drobiazgowości, wystarczy zaledowie dwadzieścia, trzydzieści stron prostego i dosadnego języka, który opisuje realny plan dojścia do celu. Taki plan, który byłby prosty i zrozumiały dla wszystkich państw. I do zaakceptowania. Bez żadnych niemieckich, biurokratycznych kruczków, z użyciem "i jeszcze...", czy warunkującego "ale...".

I polski projekt trzeba mocno upowszechnić. Przetłumaczyć na wszystkie języki państw unijnych, zapłacić za czas i zaprezentować w głównych mediach z wielkim hukiem. Zalać internet tą treścią.


Niech Europa ma coś do wyboru: - niemiecką Grubą Bertę czy polskiego husarza.



.











[*] https://jozefdarski.pl/1824-problem-z-globalizmem

[1] https://www.firstthings.com/web-exclusives/2020/01/the-billionaires-behind-the-lgbt-movement

[2] https://lgbtfunders.org/newsposts/the-top-ten-funders-of-lgbtq-religious-issues/






czwartek, 5 sierpnia 2021

Tryska ułuda cywilizacji

 

Sens życia?

W swoim bezczelnym egoizmie i próżności uczyniliśmy w naszym wyobrażeniu cały Wszechświat homocentryczny.
Człowiek jest nadrzędny wobec wszystkiego.
Homocentryzm... homocentrism (ang.)... Homocentrismus (niem). Słowo nie istniejące we wielu językach. Lecz w tych najwyżej "cywilizowanych" spotykane rzadko. I raczej traktowane wstydliwie.

Ponieważ jesteśmy istotami społecznymi, czyli żyjemy w stadzie, krok po kroku powiększaliśmy horyzont współistnienia. Rodzina... ród... plemię... naród... Aby w końcu budować cywilizację. Po to, byśmy mieli coś wspólnego, zasady, reguły, wartości. Coś, co pozwala wspólnie, w miarę spokojnie żyć razem. Ze zrozumieniem wzajemnym.
Cywilizacje rosły, rozwijały się, a potem upadały. Widocznie jest takie naturalne prawo. Chyba tak musi być ze wszystkim, że zawsze przychodzi kres.

Och, jacy jesteśmy dumni z siebie, my ludzie upadającej chyba właśnie cywilizacji.
Podbojami ścieraliśmy inne cywilizacje, czasami o wiele starsze od naszej, łacińskiej.
Odkryliśmy i niemalże opanowaliśmy elektryczność, a potem elektromagnetyzm. Oderwaliśmy się od Ziemi, najpierw jak ptaki, latając w powietrzu, a potem jak meteory, przemierzając Kosmos, by wylądować na własnym Księżycu, a wkrótce na planecie Mars.
Prawie opanowaliśmy atomy. Niech dla nas pracują.

Dużo jeszcze przed nami, lecz uczciwie możemy powiedzieć, że wiele dokonaliśmy. Można spokojnie usiąść, zapalić skręta, wciągnąć kreskę, albo dać w żyłę. A nawet przenieść się po kwasie w świat urojony, a po ayahuasce nawet dalej. Bo w tej naszej wspaniałej cywilizacji, często kradnąc od tych, które zniszczyliśmy, nauczyliśmy się również autodestrukcji. Czemu nie? Przecież jesteśmy panami. Jesteśmy pępkiem Wszechświata.

Mimo tego całego humanitaryzmu naszej cywilizacji, nie przestaliśmy zabijać.
Tak, ciągle po części jesteśmy drapieżnikami, albo drapieżcami, jeśli ktoś woli takie określenie. Kto wątpi, niech sobie przeczyta o cechach anatomicznych carnivores (mięsożerne). Takich jak przewód pokarmowy, szczęki i zęby, ułożenie oczu na twarzy. Lecz te zwierzęce predatory zabijają, by ochronić swoje własne życie. Potrzebują przecież pokarmu, by przetrwać.
Stosunkowo rzadko zabijają "swoich", powiedzmy, ze swojego stada. Lecz toczą "wojny", czy to o pokarm, czy o terytorium. Niemalże nigdy nie zabiją bezsensownie.
A człowiek potrafi zabijać "swoich" nawet dla przyjemności, czy prymitywnych, złych emocji.
Tacy jesteśmy cywilizowani. Szczyt piramidy żywych istot.
Ile milionów z różnych bezsensownych powodów uśmierciliśmy ludzi od czasów ukrzyżowania Chrystusa, czyli od momentu kiedy urodziła się nasza dumna cywilizacja?

Strzępy

Samotny wędrowiec, w ciemnościach nocy, zagubił się w puszczy. Był zmęczony. Powinien odpocząć, lecz on musiał iść dalej. Księżyc schowany w chmurach, momentami wynurzał się i bladym światłem rozjaśniał fragmenty lasu.
To co widział wędrowiec nic mu nie mówiło. Unoszące się mgły i opary oszukiwały wzrok. Nie mógł ocenić, gdzie się znajduje i jak iść. Chlupotało pod nogami. Najwidoczniej trafił na trzęsawisko. W każdej chwili, gdy uczyni zły krok, mógł się zapaść w ssące błoto aż po głowę. Szelesty i odgłosy nocnych stworzeń dodatkowo sprawiały, że nie mógł się skupić.

Kiedy ten świt nadejdzie? Jeżeli w ogóle nadejdzie.

Co powiedzieć, jeśli na takim bagnie i w takich ciemnościach znalazł się niemalze cały naród? Ludzie już odkryli, że są na bagnie, ale zdradliwy księżyc pozwala im widzieć tylko strzępy rzeczywistości. Chwytają się tych wizji ze złudną nadzieją, że pomoże to im ogarnąć i zrozumieć całą tą beznadziejną sytuację.
Powoli mgły i opary tego trzęsawiska, jako miazmaty zatruwające umysł, odbierają ludziom wolę, męstwo i odwagę. Czują się zagubieni koncentrując się tylko na podświetlonych strzępach rzeczywistości, a tuman w umysłach nie pozwala być rozsądnym i spokojnym.
Czy tak to jest , jak już Charon przewiezie przez Styks w drodze do piekła?

Nagle wszyscy zamarli. Usłyszeli trzaski w gęstwinie drzew. Spojrzeli w tym kierunku. Pośród pni młodych drzew ujrzeli długie cztery nogi. Podnieśli głowy wyżej... , coraz wyżej – powyżej koron młodniaka wyrastała długa szyja. Żyrafa.
Ktoś zapomniał im powiedzieć, że znajdują się w ogrodzie zoologicznym; takim nowoczesnym – otwartym, typu safari, gdzie drapieżniki i roślinożercy żyją wspólnie. Jedne polują, drugie umykają, albo stają się ofiarami.

Dlaczego mamy też upaść wraz z cywilizacją Zachodu?

Ano dlatego mamy upaść, że takie już jest prawo fizyki, konkretnie drugie prawo termodynamiki, które wydaje się, rządzi modelem istnienia wszystkiego. Tak, tak – całego Wszechświata. Entropia, tutaj rozumiana jako całkowity bałagan i zniszczenie porządku, ogarnia bez wyjątku wszystko, co znajduje się w zamkniętym systemie.
Sami wciągnęliśmy się w ten system, przystępując do Unii Europejskiej, więc jesteśmy teraz integralną częścią tego układu podlegającą entropii.
Oni, ten "Stary Zachód" upadając z własnej woli i choroby umysłu zwanej komunizm, a ja dodając jeszcze Trockiego i Stalina, do Marksa, Spinelliego i Lenina nazywam to bolszewizm, pociągną za sobą wszystko, co znajduje się w jej sferze oddziaływania.
Nie mogą pozostawić Polski, czy Węgier, by z tego ziarna wykiełkował nowy, może lepszy, lecz na pewno młodszy i "świeższy" porządek i harmonia.
Jak niszczyć, to wszystko, co się da. Metoda stosowana od wieków, o czym mogliśmy się boleśnie przekonać walcząc ze Szwedzkim Potopem, albo widząc, co Niemcy zrobiły z Warszawą, po Powstaniu Warszawskim.
Idę na dno, to za sobą pociągnę wszystko, co tylko mogę.

Zresztą Polska i Węgry to tylko taki wrzód na ciele Europy. Stary nowotwór, który kiedyś udało się zatrzymać aż na 123 lata. Niestety odrodził się sto lat temu. I od razu zaczął kąsać. W 1920 nie dopuścił się do realizacji pięknej idei internacjonalizmu i zatrzymał marsz bolszewików na Zachód. Potem nie dał się półwiekowej niewoli ruskiego bolszewizmu.
Lecz dzisiaj nic się nie zmieniło. Bolszewicy tylko zmienili dla niepoznaki nazwy i cele. Nie ma już proletariuszy – są geje i lesbijki. Nie ma już obrony pokoju, bo on jakoś długo trwa. Więc brońmy przyrodę. Albo cokolwiek, byle tylko osiągnąć władzę.
Lecz Europa upada. Przedtem nie pozwoli by ktokolwiek pozostał i dalej tradycyjnie dążył do swego dobrobytu. Więc kogo trzeba zniszczyć jako pierwszych?

A stolicą Trójmorza ma być Berlin

Podobno to już z Bidenem uzgodniono. Należy temu wierzyć, bo słyszałem to od poważnych ludzi. Biden podobno rozważał – a może Londyn, może Paryż, ale Merkel się uparła i ma być Berlin.

Teraz to będzie projekt europejski. Czyli unijny?

Międzymorze, Intermarium, to nasza staropolska doktryna jeszcze z XIV wieku, rozwinięta przez Jagiellonów, a po odzyskaniu niepodległości po zaborach, mocno wyrażana przez Józefa Piłsudskiego. Sojusz państw między Adriatykiem, Bałtykiem i Morzem Czarnym (sojusz ABC). Od Estonii po Grecję i Chorwację.

Potencjalnie i strategicznie to bardzo dobry pomysł. Młode, rozwijające się państwa, przez niegdysiejszych hegemonów sprzedane bolszewizmowi. Państwa, które naprawde mają wspólny cel. I mają przyszłość.
Lecz ich pomyślność i postęp stwarza niebezpieczną konkurencję dla zmurszałej i coraz bardziej bezpłodnej Starej Europy. Nie mogą do tego dopuścić, nim będzie za późno.

Niemcy, mające stałe baczenie na wschód Europy, w kiedyś otwarcie, a teraz po cichu realizowanych doktrynach Lebensraum i Drang nach Osten, natychmiast wyczuły zagrożenie.
Ten od tysiącleci zbójecki kraj, który nam, mieszkańcom Trójmorza kradł ludzi, bo potrzebował tanich pracowników. Kradł nasze zarobione pieniądze, zarzucając nas towarami drugiej kategorii w pasożytujących Kauflandach i Lidlach, czy zużytymi autami. Nawet swoje śmieci wywoził do nas, poza swoje granice.
To był zawsze i nadal jest sąsiad zły, pasożyt i szkodnik. Który okradnie i który oszuka.
A teraz, poczuli się tak wspaniali i silni, że postanowili nawet ukraść nasze marzenie, naszą jagiellońską ideę Międzymorza. Nasze ABC.

Natychmiast, gdy projekt Trójmorza zaczęliśmy wprowadzać w życie, projektować, inwestować, uzgadniać i zachęcać narody, Niemcy zdecydowały się do tego zamiaru przystąpić. Ich obecność w tym wspaniałym projekcie oznacza przejęcie kontroli nad nim i wykorzystania do swoich własnych, jak zwykle egoistycznych celów.

Trójmorze było wspierane zgodnie z naszym planem przez Stany Zjednoczone za prezydenta Trumpa. On patrząc na to geostrategicznie, widział konieczność stworzenia równowagi pomiędzy starą, schyłkową Europą, a młodym wschodem kontynentu o potężnym potencjale, jeśli miałaby powstać federacja od Estonii po Grecję.
Następca Trumpa, Joe Biden, albo z powodu starczego otępienia, podatności na zewnętrznych agentów, lub w sekretnym działaniu dla Rosji, zmienił wektor europejskiej polityki USA. Ponownie najlepszym przyjacielem Amerykanów są Niemcy. A Rosję na pewno uda się namówić na kolejny reset. To nic, że oni to mają gdzieś. W oczach świata taki triumwirat – USA, Rosja i Niemcy, musi wzbudzić respekt i Chiny też położą się na grzbiecie, dając brzuszek do pogłaskania.

Żadnego migdalenia

Uprzedzam, choć pewnie wszyscy już to wiedzą – jestem chamem, burakiem i barbarzyńcą azjatyckim. Gdzieś z okolic Dzikich Pól (Loca Deserta).

"Tylko ludzie wyjątkowo godni zaufania mogą sobie pozwolić, żeby wyglądać na tak niegodnych zaufania jak ja"
Terry Pratchett "Unseen Academicals"

Uprzedzam wrażliwców – tekst jest kontrowersyjny, niedelikatny i w dużej mierze niezgodny z chrześcijańskimi zasadami. Wiem, że pewnie będę opluty, ale ktoś takie rzeczy musi mówić publicznie. Tym bardziej, że wielu z nas mówi to samo prywatnie.

Czy ktoś ma wątpliwości, że świat gwałtownie się zmienia? No pewnie... Nikt nie ma. Lecz jest problem – ludzie za tym nie nadążają.
Albo idą za zmianami biernie, jak stado owiec, albo głupio się buntują i rozrabiają zupełnie bezmyślnie.

Mówi się – gdy Bóg chce kogoś ukarać, to odbiera mu rozum. Ta stara ludowa prawda nie mówi dalej, że głupota – ten brak rozumu – czyli pewna pustka, często jest wypełniana przez szatana złem. - Mniam – mlaska ze smakiem Lucyfer. - Mam kolejnego zwolennika. Co by mu dać do roboty?
Pan Bóg jest litościwy, więc tak skonstruował, że głupek praktycznie nigdy nie zdaje sobie sprawy, że jest raczej kiepski w kwestiach pomyślunku, lecz zawsze z całym przekonaniem uważa, że właśnie to on jest mądry. Wszyscy inni mogą być głupi, ale nie on.
Smutne badania, prowadzone już ponad pół wieku temu dały takie rezultaty, że statystki pokazują, iż niestety prawie siedemdziesiąt procent ludzi nie osiąga poziomu, by uczciwie nazwać ich mądrymi. Na szczęście w dużym stopniu są ludźmi dobrymi. Bo dobroć nie ma nic wspólnego z mądrością.
Lecz jeżeli dodać do tych wyników statystyk inteligencji zabawę w tak zwaną demokrację, to mamy problem. Poważny problem, bo i mądry i głupi mają tylko jeden, tak samo ważny głos wyborczy. A to tworzy pytane – czy ten, co wygrał wybory, został wybrany przez ludzi mądrych?
Chociaż takie pytanie też nie jest zbyt mądre – zwycięzca został wybrany przez tych, którym się bardziej podobał.

Lecz jeśli do tego ogólnego poziomu umysłowego i demokracji dodamy jeszcze ideologię komunizmu, to mamy prawdziwą tragedię i tykającą bombę zegarowa.
Dobrze sobie z tego zdawał sprawę krwawy tyran Kambodży, Pol Pot, wysyłając wszystkich naukowców, doktorów, inżynierów – całą dosłownie inteligencję, do pracy na polach ryżowych, gdzie ginęli tysiącami, zamieniając uprawy w przerażające Killing Fields.
Stalin i Hitler napadając na innych, też zawsze zaczynali od mordowania inteligencji, oraz ludzi zarządzających i różnych funkcjonariuszy. Wtedy bez kłopotu można było panować nad podbitymi.

A co my mamy dzisiaj na świecie?

Brak mądrości zastępowany jest sprytem. Spryt, to tylko taka marna imitacja. Zdrowy rozsądek ogarnia zawsze cała sytuację, analizuje, podejmuje decyzje, których konsekwencje i możliwe efekty i skutki człowiek przewiduje.
Spryt się takimi duperelami nie zajmuje. Działa według zasady "po trupach do celu". Nie mając kagańca zdroworozsądkowej moralności i empatii, używa wszystkich szatańskich narzędzi: - oszustwa, kłamstwa, manipulacji, kradzieży, czy nawet zabójstwa. Wszystko, byleby tylko mieć sukces. Reszta się nie liczy. Tak zwane koszty sukcesu są nieistotne. Milion trupów? Widocznie tak być musiało...

Padł ostatni, jedyny bastion zdrowego rozsądku, prawdziwego pragmatyzmu, gdy agenci bolszewików, ukryci w fortecy Deep State, ukradli Donaldowi Trumpowi wybory. Na chama i ordynarnie bezczelnie. Trump był jedyną siłą na świecie, która była w stanie walczyć z rozpadem naszej cywilizacji.
Trump walczył dzielnie do końca, ale poległ. W jego wojnie, wojnie nowego typu, było tyle frontów, że nie był w stanie tego opanować. A na dodatek zdradzali go kolejni przyjaciele i współpracownicy, dbając bardziej o swoje przyszłe kariery.
Co pozostało? Świat opanowany przez bolszewickich, sfanatyzowanych głupców i ich cynicznych sługusów.
Wielka Brytania widząc to niebezpieczeństwo, w ostatniej chwili zmyła się w klasycznym, angielskim stylu. A Rzeczpospolita została w śmiertelnej pułapce.

Nie znaczy to, że w obecnej polskiej władzy dominuje wyłącznie mądrość i przezorność. Jest tam też dużo głupoty, bo jak napisałem, statystyki poziomu mądrości są nieubłagane.
Lecz nie ma alternatywy. Nigdzie na horyzoncie nie widać innej siły, która mogłaby poprowadzić kraj w dobrym kierunku. Wprost przeciwnie – wokół sami destruktorzy, którzy, gdyby zdobyli władzę, poprowadzili by Polaków na manowce.
Lecz to, co się u nas dzieje, to takie obrzucanie się łopatkami piaskiem w piaskownicy, wobec tego, co się właśnie dzieje na całym świecie.
Niemalże wszystkim rządzą złoczyńcy. Jak nie mentalni bolszewicy, to sfanatyzowani i zepsuci bogactwem idioci.
A co gorsza, właśnie planują zagładę. W ich projekcie, zniszczenie współczesnej cywilizacji, to cofnięcie świata o całe wieki. W najlepszym wypadku do feudalizmu, a w najbardziej prawdopodobnym, do epoki niewolnictwa, z koloniami, siłą roboczą za strawę i dach nad głową, grabieżą wszelkich dóbr, od surowców naturalnych po dzieła kultury.
A dla siebie, tej elity, którą stworzą – hulaj duszo, piekła nie ma!
Jeszcze gorzej niż było w rozpasaniu i rozpuście, przed upadkiem Cesarstwa Rzymskiego. Gorzej, niż w plugawych czynach i marzeniach markiza de Sade,
Wymyślona nauka – gender – daje im przecież, aż pięćdziesiąt płci do wyboru.
Technologia cyfrowa, chmura, Big Data, czy 5G pozwala szpiegować każdego w każdej chwili. Wykwalifikowani hackerzy na usługach rządów, służb i korporacji, włamią się na każde konto, do każdego komputera, czy smartfona. Nawet, jeżeli będą wyłączone.
Oto perspektywa szczęśliwego i radosnego jutra w krainie neobolszewii.

Najbliższe parę lat pokaże, czy uda im się wygrać swoje. Nawet określili dokładnie datę podboju Europy w dziele schizofreników Fit for 55, właśnie zaprezentowanym na paru tysiącach stron.
Rozwinęli się chłopcy od sierpa i młota pod czerwonym sztandarem. Ich ideowy katechizm – manifest z Ventotene ( Manifesto per un'Europa libera e unita ) z 1941 roku miał zaledwie trzy rozdziały.
Wyznaczony przez Unię termin likwidacji cywilizacji łacińskiej to rok 2035. Za 14 lat i 5 miesięcy. A od dzisiaj będzie już tylko gorzej.
Stop ze wspinaniem się do góry. Koniec pogoni za standardami życia bogatych.

Co my Polacy, drobne żuczki z wielkim ego, w naszym państwie – nie za wielkim, co do terytorium – dopiero na 69 miejscu, i nie za mocnym – co do siły gospodarki na miejscu 22 (PKB – hurra! Wyprzedzamy Szwecję i Bułgarię. Ale niewiele) możemy coś zrobić, wobec zbliżającego Armagedonu?

Niewiele możemy, ale to nie znaczy, że mamy skapitulować. Wprost przeciwnie – musimy walczyć. I to nie tak, jak teraz – dyplomatycznymi słówkami i zatroskaną miną. My też, korzystając nie tylko z mądrości, powinniśmy zacząć używać sprytu i przebiegłości.
Nie jest łatwo walczyć, gdy pośród nas jest parę dobrych milionów jurgieltników, agentów wpływu obcych państw i rozhisteryzowanych głupków, co uwierzą w największą bzdurę, jaką ugotują im fachowcy z Kremla i Berlina.
Właśnie metaanaliza tworzenia się i rozwoju antyszczepionkowego obłędu, udowodniła, że pierwsze doniesienia o szkodliwości szczepień na covid i różnych cudów z tym związanych – że to eksperyment na żywych ludziach, bez koniecznych badań, że szczepienia powodują okropne efekty poszczepienne, że to zamach na wolność i demokrację, pochodzą właśnie z Moskwy, rozsiane przez ich media i farmy trolli i dalej, przez stałych agentów wpływu.
Początkowo chodziło tylko o zwykły biznes – usiłowali zniszczyć reputację Pfizera i Johnson & Johnson, oraz pozostałych zachodnich producentów, by ich Sputnik V, który właśnie jest najmniej wiarygodny, zdobył rynek szczepionek.
Gdy okazało się, że wzbudzony ruską cyber-wojną internet chłonie jak gąbka kłamstwa i bzdury, zintensyfikowali swą akcję fejkniusów, widząc w tym narzędzie destabilizacji wielu państw.

Tak łatwo i prosto zarządzać głupolami. A bolszewicy zawsze byli w tym mistrzami.

Solidna robota przed nami. Lecz przede wszystkim trzeba chcieć. I zdawać sobie sprawę, co faktycznie nam grozi.
Jak jest się w samym środku potężnego kryzysu, właściwie wojny, to nie czuje się mocno niebezpieczeństwa. Czego tu się bać?

.