czwartek, 13 lutego 2014

Zimny kartofel czyli potęga resentymentu

Pewna moja znajoma o historycznym nazwisku poślubiła chłopca stajennego. Na wyścigach takie związki nie były rzadkie. Niejeden trener czy dżokej miał za żonę kobietę z wyższym wykształceniem. Związek mojej znajomej niestety nie przetrwał próby czasu. Niestety - bo jej były mąż to człowiek wielkiej dobroci, wielkiej fantazji i wielkich zdolności. Wiem coś o tym gdyż pomagałam mu w matematyce w maturalnej klasie. Ten chłopak z zapadłej białostockiej wsi, który zakończył edukację dzienną na 6 klasie wiejskiej szkoły podstawowej radził sobie z całkami i pochodnymi ( taki był wówczas program szkół średnich) lepiej niż obecni studenci. Wszystko do czego się brał wychodziło mu doskonale- składanie szafy, budowa antresoli, naprawa samochodu.

Odwiedziłam go kiedyś gdy malował mieszkanie teściów. Bezceremonialnie łaził z kubłem farby po zabytkowym fortepianie. Przerażona zapytałam go, co mu zawinił nieszczęsny fortepian?. Odparł: „ jeżeli chcesz to ci powiem”.

Przy herbacie opowiedział mi o swoim dzieciństwie. Wielodzietna rodzina, wiecznie pijany ojciec zajmujący się handlem końmi, po wyrokach za kradzieże. Dom pod lasem- zimny, bez wygód. Do szkoły kilka kilometrów, zimą w głębokim śniegu. Na śniadanie matka dawała mu zawinięty w starą gazetę zimny kartofel w łupinie. Być może – jak twierdził- wyjęty z parnika dla świń. Herbata – były to dla niego parzone liście czarnej jagody. Owoce- to zbierane na miedzach ulęgałki.

Powiedział: „ wiem że to głupie , ale nie mogę im darować, że chodziłem srać za stodołę, a oni mieli fortepiany”. Porozmawialiśmy sobie od serca. Rozumiałam co czuł mały chłopczyk wędrujący w głębokim śniegu z zimnym kartoflem za pazuchą do szkoły, w której też był poniewierany za - nazwijmy to - zaniedbania higieniczne. On za to rozumiał doskonale, że jego małżeństwo zniszczył resentyment. Żona go kochała, mieli dziecko, teściowie traktowali go bardzo dobrze i przyjęli do rodziny. To on nie mógł im darować dawnej świetności ich rodu. Były to przecież czasy realnego socjalizmu i oni też byli całkowicie spauperyzowani.

Powiedział : „ ą i ę , na ścianach obrazy, pełno książek, fortepian, srebrne łyżeczki, a na okrągło żrą biały ser”. Zapamiętałam to bezsensowne „ą i ę” , bo wielokrotnie to słyszałam w podobnym kontekście.

Podsumowując- wieź emocjonalna, dziecko, wspólne wyjazdy i ciekawe życie- wszystko to przegrało z pamięcią zimnego kartofla.




15 lat temu pewien pracownik sejmu (pan K.) opracował projekt przejęcia wszystkich pozostających we władaniu PRL dworów i pałaców przez międzynarodowe konsorcjum i stworzenia tam sieci hoteli. Podejrzewam, że Polska miałaby w tym przedsięwzięciu udział rzędu 2%, podobnie jak ma w kolejce na Kasprowy, ale tego nie mogę wiedzieć, gdyż projekt upadł. Dostałam go od sejmowych prawników. Zaangażowało się w ten projekt wiele prominentnych osób. Niezawodny ojciec Rydzyk pozwolił mi powiedzieć o tym na antenie RM. Wtedy podałam nazwiska- teraz tego nie zrobię, bo główny projektant już nie żyje i nie jestem w stanie ocenić jego prawdziwych intencji. Twierdził, że chce te dwory ratować przed zniszczeniem. Może miał i rację gdyż większość tych dworów obecnie nie istnieje. Gminy wolały rozwalić je spychaczami niż oddać właścicielom , którzy przecież też chcieli zająć się remontem swoich siedzib. Tak działa resentyment.

Podczas audycji ja i mój rozmówca podkreślaliśmy kulturotwórczą rolę dworu. Zadzwonił pewien słuchacz i powiedział: „ byłem małym dzieckiem, stałem głodny pod oknem i patrzyłem jak kulturalnie państwo jedzą kolację” . Ten słuchacz, już wtedy (czyli 15 lat temu) zdecydowanie starszy potrafił się zdobyć, żeby wyartykułować swój resentyment. Słuchał RM więc mam nadzieję, że nie należał do tych, którzy rżnęli piłą, ani do tych , którzy strzelali w tył czaszki.




Dlatego tak zachwycam się Białorusinami. Oni potrafili swoje resentymenty opanować. Potrafią traktować z sympatią nawet takiego oryginała jak graf Pruszyński. Do byłych właścicieli odnoszą się z lekko protekcjonalną, serdeczną pobłażliwością. Kiedy mówiliśmy o dawnych czasach nie ukrywali , że cierpieli biedę. Przytoczyli wierszyk, który pamiętam z dzieciństwa. „ Ach kak sładki gusinyje lapki” – mówi białoruski chłop , czyli tutejszy. „ A ty jedał” - pyta drugi „ Niet, nie jedał, wiedź mój dziadzia widał, kak nasz barin jedał”. Śmieliśmy się z tego w pełnej świadomości jak ponura rzeczywistość kryła się za tym wierszykiem. Smak gęsich łapek, znany tylko z podpatrywania barina i przekazywany z pokolenia na pokolenie.

Teraz za Łukaszenki nasi „tutejsi” mają się doskonale ale zachowali sentyment do Polaków. Nie wiem na jak długo- obok na Ukrainie rządzi resentyment i nie rokuję powodzenia polskim misjom w tym kraju.

Resentyment jest złym doradcą.

Pewna dziewczyna, która z naszą pomocą wyjechała za granicę utrzymuje dwoje dzieci ze sprzątania i obsługi starszych osób. Jedna z „ patronek” zaoferowała jej darmowe lekcje francuskiego. Podczas telefonicznej rozmowy dziewczyna powiadomiła mnie tryumfalnie, że jej patronka źle mówi po francusku. Mogłabym przejść nad tym do porządku dziennego, ale czuję się trochę za nią odpowiedzialna. Powiedziałam: „ wybacz, ty uczysz się francuskiego zmieniając pampersy i szorując podłogi, a ona ma wyższe studia i przeżyła w tym kraju kilkadziesiąt lat. Ona nie jest winna, że twoja matka jest alkoholiczką i nie posyłała cię do szkoły. Jeżeli czujesz się upokorzona- rzuć tę pracę, ale nie opowiadaj bzdur. Nie pozwól żeby rządziły tobą kompleksy”.


Co zrobić żeby wszyscy czuli się komfortowo? Nie powinno być ludzi wykształconych, bo niewykształceni popadają w kompleksy. Próbował ten ideał zrealizować Pol Pot likwidując wszystkich z białymi rękami, między innymi za pomocą motyki. Nie pomyślał biedaczek kto będzie przeprowadzał na przykład operacje neurochirurgiczne i kto będzie konstruował maszyny?

Nie powinno być młodych, bo źle czują się starzy, nie powinno być ładnych bo obraża to brzydkich. Nie powinno być zdrowych , bo poniżeni czują się chorzy.

Człowieka zakompleksionego obrażają książki na cudzej półce czy cudzy fortepian. Ludzie zakompleksieni byli mięsem armatnim sowieckiej rewolucji. Sami nie wyszli na tym najlepiej.


Nie twierdzę, że świat jest sprawiedliwy. Ale deptanie po fortepianie na pewno go nie poprawi. Trzeba wymyślić coś innego.


autor: Iza

No to dajmy jeszcze Niemcom d…….y

Dla  frau  Angeli  PDT zrobi wszystko.  Tusk bardziej  dba o mniejszość niemiecką w Polsce, niż o polską w Niemczech. No ale skoro babcia Tuska uczyła go niemieckiego to bliższa koszula ciału.

Postawa lokaja w stosunkach polsko – niemieckich , wychodzi na każdym kroku.  Jednym z przykładów jest rynek prasy , gdzie większa część prasy lokalnej jest w posiadaniu kapitału niemieckiego. Niemcy, którzy niedopuszcają  zagranicznych podmiotów do przejmowania niemieckich tytułów, w Polsce mają nieograniczoną możliwość działania. Tak naprawdę w Polsce rządy dusz sprawują  gazety , którymi właścicielami są koncerny niemieckie , a to daje dużo do myślenia. Zastanawiam się gdzie był  UOKiK , gdy następowały te przejęcia.

Brak obrony  Polskiej Racji Stanu, w sprawie dojścia do portu w Świnoujściu dużych statków w związku z budową  tzw. Nord Streamu, świadczy o całkowitej uległości wobec Niemiec.

Jeżeli  polski  min  spraw zagranicznych wzywa Niemcy do wzięcia odpowiedzialności za Europe, to jest coś nie tak. Pajac z Biłgoraju woli rządy Niemców niż PiS a to przecież  były wiceszef PO i przyjaciel  Komorowskiego. Słuchając takich wypowiedzi należy bić w tarabany.

Sprawa mniejszości  niemieckiej w Polsce to kolejny przykład wasalnej polityki w  stosunku do Niemców. „ Prawie 80 mln zł trafiło w roku 2013 do 130-tysięcznej mniejszości niemieckiej na Opolszczyźnie. W tym samym czasie rząd niemiecki - w ramach umowy, na którą zgodził się rząd Donalda Tuska w 2011 r. – ma płacić organizacjom polonijnym w RFN – liczącej 400 tys. aktywnych członków 328 tysięcy złotych”.  Ale te 328 tys. zł (sic!) to i tak tylko deklaracja. Ziomalka Tuska podtrzymuje stanowisko Hermanna Geringa z , 25 lutego 1940 roku. Na mocy tzw. dekretu Hermanna Goeringa zdelegalizowano Związek Polaków w Niemczech. To, że w Niemczech mieszka między 1,5 mln a 2 mln Polaków, z czego 1,2 mln posiada podwójne obywatelstwo, specjalnie Tuska nie interesuje.

Zastanawiam się czy gdyby ktoś pokroju Cohn – Bendita zapragnąłby czegoś więcej , to czy PDT zgodziłby się na dawanie przez Polaków d….y Niemcom ?
 
http://wpolityce.pl/wydarzenia/73726-milionowe-polskie-dotacje-na-mniejs...
http://wpolityce.pl/wydarzenia/73739-dalismy-im-juz-palec-a-oni-chca-rek...
 

autor: Andy51

środa, 12 lutego 2014

Stało się - tragedia w Soczi

Jak się wszyscy obawiali, doszło jednak do tragedii w Soczi.


autor: jazgdyni


Wyraźny sygnał Sądu, możecie obrażać uczucia religijne katolików

Wyraźny sygnał Sądu, możecie obrażać uczucia religijne katolików.
 
Ostatnio katolickiemu kościołowi powszechnemu wiatr w oczy. Przyczyniają się do tego sami  hierarchowie jak  kard Dziwisz, który nie wykonał ostatniej woli błogosławionego JP II i nie spalił jego prywatnych notatek, publikując ich część.

Ostatnio wybuchła druga bomba. Dr hab. Cenckiewicz, upublicznił wiadomość , że abp Bolonek był wtyką UB w  Watykanie i to on najprawdopodobniej zadenuncjował płk Kuklińskiego.  

Ciągłe ataki na kościół , mające wywołać wśród gawiedzi kalkę, ksiądz równa się pedofil. To, że na 1500 osób skazanych w Polsce za pedofilię, jest jeden ksiądz, nie ma specjalnego znaczenia.

Do tej krucjaty włączył się  Sąd, który stwierdził, że podarcie świętej księgi chrześcijan Biblii przez nijakiego Nergala, przy równoczesnym  używaniu słów potocznie  używanych za obraźliwe  jak „ Żryjcie to g...o!" nazwanie Biblii "kłamliwą księgą". Na okrasę Nergal  kościół katolicki nazywa - "największą zbrodniczą sektą". Kartki podartej Biblii spalili później fani zespołu.

Zastanawiam się gdzie są zawodowi tropiciele antysemityzmu zwłaszcza z GW, postponowanie katolików jakoś im nie przeszkadza, wyobraźmy sobie sytuację, że ów osobnik drze Talmud albo Torę to taka informacja funkcjonowałaby na czołówkach gazet niczym mama Madzi. Jestem spokojny o muzułmanów i się o nich nie martwię, bo gdyby zrobił coś takiego z Koranem , przypuszczam , że rąk ten facet już by nie miał.

http://wpolityce.pl/wydarzenia/74003-sad-uniewinnil-nergala-uznal-ze-zbe...
 

autor: Andy51

wtorek, 11 lutego 2014

Biuro Manipulacji Internetem – czy tak to działa?


"Relacjonując w TVN wypowiedź Jarosława Kaczyńskiego z 10 października 2010 roku
Kolenda – Zaleska przytaczała słowa, których prezes PiS nie wypowiedział, Sęk w tym, ze w ślad za manipulacją rzekomymi cytatami ruszyła lawina komentarzy piętnujących Jarosława Kaczyńskiego" [1].
Przypominam – Katarzyna Kolenda – Zaleska, to gwiazda TVNu, reporterka, którą wielokrotnie złapano na kłamstwie, manipulacji i zmyślaniu. Dodatkowo jest to resortowe dziecko.
 

Jak ruszyła ta lawina komentarzy? Może tak?
...........

- Możesz dziś posiedzieć trochę dłużej Duchu? Mamy większe zlecenie i musimy rozłożyć trochę sztucznej trawy.
     Wolny Duch nie miał pojęcia o czym Szef mówi, ale skinął głową.
- Sztuczna trawa, jarzysz? Na licznych kanałach rozwijamy dywany opinii i próbujemy wciągnąć innych do gry. Na naszym boisku i zgodnie z naszym scenariuszem, że tak powiem...
- Fajnie! – skinął głową Duch. – Jaki jest przekaz?
- Ten palant Kaczyński wyskoczył z "prawdziwymi Polakami". Albo i nie. Nieważne... Mamy to sprzedać. Możesz się domyślić, kto to zamówił – uśmiechnął się szef.
 
*

- Trzy, dwa, jeden. Dawać, dawać, dawać!
     Dziesięć klawiatur  zaczęło trzaskać prawie w tym samym momencie. Z boksów wypuszczono oswojone trolle. Od razu zaczęły rozwijać na boisku sztuczną trawę. Celem było dwadzieścia różnych forów: osiem gazet, pięć witryn politycznych i siedem portali dyskusyjnych. Wszystkie trolle miały zamieszczać krótkie wpisy potępiające zmyślone słowa JK, albo zbijać argumenty przeciwników.
     Duch był w swoim żywiole. Widział, jak specjalny program przesyła wiadomość, odbijając połączenie od wielu różnych serwerów w sieci i rozszczepiając nadawców na różne adresy IP, dzięki czemu wszystko wyglądało przekonująco. Jak gdyby zwykli użytkownicy naprawdę podjęli ten temat. Przez najbliższe dni podtrzyma go załoga blogerska, a później zainteresuje się nim pewnie kilku kupionych komentatorów z odpowiednich gazet. Następnie trzeba poczekać, aż zajmą się tym radio i telewizja. Gra stanie się rzeczywistością, a sztuczna trawa – prawdziwym trawnikiem.

     Witamy w Faktach. Ostatnio robi się coraz głośniej o dzieleniu narodu na prawdziwych Polaków i tych nie prawdziwych, jak to powiedział prezes Prawa i Sprawiedliwości Jarosław Kaczyński...
 
*

     Co tutaj jest prawdą, a co fikcją, musicie sami określić.

...................................

[.]Napisano na podstawie powieści Andersa de la Motte "Buzz"
[1] – " Resortowe dzieci MEDIA"

autor: jazgdyni

Czasami i komunista może być uczciwy

Rok 1989, na fali zmian i przypodobania się Zachodowi  poprawni politycznie przegłosowują amnestię, w tym dla morderców i gwałcicieli. Warto przeczytać  co mówiła ówczesna  senator a obecnie sędzia  Trybunału Stanu  Anna Bogucka - Skowrońska o amnestii, warto przeczytać co mówił  senator Jerzy Stępień oraz Adam Michnik.

Niech teraz po 25 latach, przytulą w swoich domach mordercę i pedofila Trynkiewicza. Warto pamiętać, że ówczesny senator Jarosław Kaczyński , sprzeciwiał się rozszerzonej amnestii i głosował przeciw niej.

Dlatego warto odnotować głos  Leszka Millera, który powiedział - Chciałbym żeby wszyscy rodzice mieli pewność, że ten notoryczny zbrodniarz nikogo nie zabije. Nie chciałbym widzieć kolejnego konduktu, który idzie za małą trumną - powiedział Miller. Przyznał, że przeciwko amnestii słusznie protestował Jarosław Kaczyński. - W 1989 roku grupa pięknoduchów postanowiła zamienić karę śmierci na 25 lat więzienia. Mogli wcześniej uchwalić karę dożywocia, ale ponieważ uważali, że reżim PRL-owski niesprawiedliwie osądzał również kryminalistów, to dzisiaj mamy konsekwencje tego pięknoduchostwa. (...) Kaczyński ma rację. Miał wtedy rację i dzisiaj ma rację - zaznaczył. 

Nie spodziewałem się takiej postawy od Leszka Millera, a jednak, życie pokazuje, że niezbadane są wyroki Boskie.

Jak znam PDT  samokrytyka i pochwała  Jarosława Kaczyńskiego nie mieści się w kanonach Tuska i jego partii.
Warto przeczytać link z blogpress i zaznajomić się z wypowiedziami tych pięknoduchów, jak określił ich Leszek Miller.

http://wiadomosci.wp.pl/kat,1342,title,Leszek-Miller-Jaroslaw-Kaczynski-...
http://www.blogpress.pl/node/18522
 

autor: Andy51

poniedziałek, 10 lutego 2014

Porównanie Inki do nazistów, tak może tylko GW

Patriotyzm jest kamieniem w bucie i solą w oku towarzystwa z Czerskiej. Wydawało się, że wszystkie granice to antypolskie towarzystwo przekroczyło, ale nie. Granice te są przesuwane wciąż dalej i dalej.
GW była i jest przeciwna obchodzeniu dnia „Żołnierzy wyklętych”, jest przeciwna obchodzeniu dnia 11 listopada przez środowiska narodowe, jeżeli chodzi o 3 maja to tylko z „bulem” w różowych okularach i czekoladowym możełem.

Z Inką ( Danutą Śiedziakówną) zamordowaną w wieku 18 lat przez UB, na łamach GW postanowiła rozprawić się nijaka Magdalena Tulli. W wywiadzie z reporterem GW, deprecjonuje patriotyczną postawę Inki. Oto skandaliczne słowa tej pani: „Zdarza się czasem, że trzeba umrzeć, ale nie powinniśmy się tym niezdrowo podniecać. Podniecanie się tym, że zginęła z okrzykiem na ustach, ma w sobie coś dwuznacznego”.

Ostatnie słowa tej bohaterki brzmiały „ Jeszcze polska nie zginęła”, dla pani Tulli nie ma to znaczenia, gdyż jako rzecze ta pani, skazani na śmierć zbrodniarze hitlerowscy też ginęli z okrzykiem „Heil Hitler”.

Czy można komentować słowa takiej persony, która ponoć jest pisarzem, wydaje mi się że nie, pani Tulli wkomponowała się w towarzystwo tzw.  artystów  Tymona Tymańskiego ze słowami „dymać orła białego” czy pani  Marii Peszek, która jest dumna z tego, że cyt „nieoddałabym ci polsko ani jednej kropli krwi sorry Polsko sorry Polsko”.
 
http://wpolityce.pl/artykuly/73784-inka-jak-nazisci-magdalena-tulli-na-l...


autor: Andy51

Zdania są podzielone

Pewien młody żonkoś spotyka kolegę.

„ No wreszcie się ożeniłeś” - mówi kolega. „ Pewnie twoja żona jest piękna”.

„ Wcale nie” - odpowiada żonkoś.

„ To może bogata?”

„ Też nie”

„ To pewnie jest świetna w łóżku?”

„W tej kwestii zdania są podzielone. Jedni mówią, że tak , a inni, że wręcz przeciwnie.”- odpowiada żonkoś.

.
Ten dowcip przypomina mi się zawsze gdy myślę o postmodernizmie (Jacques Derrida, Jürgen Habermas, James Clifford, Zygmunt Bauman, Wolfgang Welsch) .

W przeciwieństwie do cywilizacji łacińskiej, w której większość z nas została wychowana, nawet jeżeli niektórzy o tym nie wiedzą ( jak pan Jourdain, który nie wiedział, że mówi prozą) filozofia postmodernistyczna neguje istnienie prawdy. Istnieją tylko różne poglądy. Czasami ludzie je wyrażają. Częściej jednak zamiast wyrażać poglądy „wyrażają siebie”. Można siebie wyrazić malując włosy na pomarańczowo, można ( jak pewna góralka z Koniakowa) dziergając na szydełku koronkowe stringi.

Pierwszy raz spotkałam się ze zjawiskiem „wyrażania siebie” w niejasny dla mnie sposób podczas festiwalu teatrów amatorskich w Avignon w 1985 roku. 10 osób poruszało od wewnątrz ogromnym, uszytym przez nich osobiście smokiem. Przeprowadzono wywiad z osobą, która wypełniała derrière smoka. Powiedziała, że „ w ten sposób wyraża samą siebie”. Poważnie zastanawiałam się co ma na myśli do chwili gdy okazało się, że pewien młody człowiek „wyraża sam siebie” połykając ogień. Zrozumiałam, że za kilka dni ten sam chłopak będzie „ wyrażał siebie” waląc kijkami w krzesło, że to „ wyrażanie siebie” to postmodernistyczna frazeologia, to współczesna „ mowa trawa do chińskiego ludu przez zamknięty lufcik”- jak o nowomowie z czasów PRL napisał socjolog Jakub Karpiński.

Ideologię komunistyczną większość z nas poznawała z kontekstu językowego, z języka oficjalnej propagandy, a praktykę- w kolejce po mydło czy papier toaletowy. Nie sądzę, żeby wiele osób czytało dzieła zebrane Marksa, Engelsa czy Stalina albo historię WKPb.

Podobnie ja poznaję ideologię postmodernizmu.

Do mojej kamienicy , po brawurowej ucieczce z RFN sprowadziła się para peerelowskich szpiegów podejrzewanych o otrucie księdza Blachnickiego, Jolanta Gontarczyk ( TW Panna) i jej mąż. Po wielu latach milczenia dobrali się do nich dziennikarze. Nie wiem dlaczego akurat wtedy zdjęto z nich ochronę. Opisał ich działania między innymi Wprost ( „Zabójcza Panna” 21/ 2005 -1173)

W jednym z wywiadów, pani Jolanta powiedziała, że „ każdy ma kilka sumień”. Ta jej wypowiedź wiele mi wyjaśniła. Przede wszystkim zrozumiałam co przyciąga do postmodernizmu Zygmunta Baumana. - nieokreśloność, względność wszelkich prawd , postaw i zachowań. Ponieważ prawda nie istnieje- jedynym zadaniem filozofii jest stawianie dobrych pytań bez oczekiwania na odpowiedź.

„ Dobre pytanie” odpowiadał w filmie „ Trzej towarzysze” Maleszka na każdą próbę ustalenia dlaczego donosił na najbliższych przyjaciół.

Dlatego ilekroć słyszę, że nie sposób ustalić prawdy bo każdy niesie swoją prawdę, że nie wolno nikogo oceniać, że oceniamy czyn a nie człowieka widzę jak ta ideologia wikła się we własne sprzeczności. Jak możliwe jest działanie sądów? Przecież wyrok dostaje człowiek nie jego czyn. Dlaczego ( pod groźbą kary) zabronione jest ocenianie nie tylko konkretnych homoseksualistów lecz nawet praktyk homoseksualnych? Bo ktoś może poczuć się urażony?

W czasach PRL gdy bezkarnie można było krytykować tylko kelnerów ( nazywało się to „krytyka konstruktywna”) nawet jeżeli opisałeś karalucha w zupie, zawsze jakiś kelner poczuł się urażony i wypowiadał się w imieniu wszystkich kelnerów pracujących miast i wsi.

Zakaz oceniania człowieka na podstawie jego czynów jest sprzeczny nie tylko z praktyką sądową czy rekrutacją do pracy, lecz nawet z działalnością dydaktyczną. Przecież student mógłby powiedzieć: „ być może moja praca jest niedostateczna, ale pan, panie profesorze ocenia człowieka, bo konsekwencje pana oceny ponoszę ja. Zatem poproszę 5 do indeksu”.

Zakaz dochodzenia swoich racji, zakaz poszukiwania prawdy ma dawne tradycje. Pozwolę sobie zacytować za Miłoszem ( „Umysł zniewolony”)

„Jeżeli dwóch kłóci się, a jeden ma rzetelnych 55 procent racji, to bardzo dobrze i nie ma co się szarpać. A kto ma 60 procent racji? To ślicznie, to wielkie szczęście i niech Panu Bogu dziękuje! A co powiedzieć o 75 procent racji? Mądrzy ludzie powiadają, że to bardzo podejrzane. No, a co o 100 procent? Taki, co mówi, że ma 100 procent racji, to paskudny gwałtownik, straszny rabuśnik, największy łajdak”


autor: Iza

niedziela, 9 lutego 2014

Gdynia ― władza w terenie się buntuje


"Wstąpiliśmy do Unii Europejskiej i to przyniosło nam wiele korzyści, ale także doświadczenie, że coraz częściej stajemy się także przedmiotem brutalnej gry i bezwzględnego narzucania Polsce rozwiązań niekorzystnych dla jej przyszłości." [...]
"Kocham Gdynię i Polskę i wiem, że gdyby obecne regulacje wprowadzane przez Komisje Europejską obowiązywały 80 lat temu, nigdy nie powstałby port i miasto Gdynia, które stały się symbolem polskiego myślenia i działania strategicznego, mającego na celu budowanie siły i sukcesu gospodarczego Polski. Projekt Eugeniusza Kwiatkowskiego, do którego trzeba było w pierwszych latach dopłacać, zostałby uznany za niedozwoloną pomoc publiczną." [...]
 

http://www.gdynia.pl/wydarzenia/70_91499.html 


******

Wojciech Szczurek (rocznik 1963) jest prezydentem Gdyni od 1998 roku. W kolejnych wyborach uzyskiwał ponad 80 procentowe poparcie. Jest dobrym i lubianym gospodarzem (żeby nie było niejasności – nie ma nic wspólnego z obecnym ministrem finansów). Jest doktorem prawa. Gdynia pod jego okiem rozwija się harmonijnie i systematycznie. Przyjezdni z innych regionów Polski często mówią o wysokim standardzie miasta.
Gdynia i jej prezydent są ogólnie doceniani. W "Diagnozie społecznej 2013" Gdynia spośród wszystkich polskich miast została oceniona najwyżej. W rankingu wp.pl najbardziej przyjaznych dla ludzi miast Gdynia uplasowała się na drugim miejscu, tuz za Wrocławiem. A jej prezydent Wojciech Szczurek, został wybrany w 2013 roku najlepszym prezydentem miast wg. Rankingu Newsweeka.
To sporo, jak na nasze 250 tysięczne miasto. Jest czego nam zazdrościć.
Prezydent Szczurek nie ma żadnych powiązań z ogólnopolskimi partiami. Wspiera go lokalny komitet "Samorządność". Był też doradcą śp. Prezydenta Lecha Kaczyńskiego ds. samorządów.

Spośród wielu inwestycji, które mają miejsce w Gdyni, oczkiem w głowie prezydenta jest lotnisko Babie Doły.
 Blisko Oksywia, czyli całej Marynarki Wojennej istniało lotnisko wojskowe, które po wejściu Polski do NATO, zostało zamknięte, bo nie spełniało natowskich standardów (zbyt bliska lokalizacja do miasta). Gdynia postanowiła przekształcić Babie Doły w lotnisko cywilne. Perspektywa powodzenia jest bardzo duża, mimo istniejącego gdańskiego lotniska w Rębiechowie.
Miasto podjęło wiele prac i obecnie gdyńskie lotnisko jest praktycznie gotowe.

I co z tego! Unia Europejska zablokowała otwarcie lotniska.
Prezydent Wojciech Szczurek się wściekł. Całkiem słusznie. Wściekli są też mieszkańcy Gdyni, której rozwój UE wybitnie hamuje.
Cóż, jesteśmy słabi i mamy taki rząd, który potrafi działać tylko na kolanach.
W obronie niemieckich interesów rozwalono największą i najnowocześniejszą na Bałtyku Stocznię Gdynia.
A teraz unijni hamowniczy blokują lokalne lotnisko.
Gdynia ma więcej strat niż korzyści z przynależności Polski do Unii.

Mając tego dosyć, prezydent Szczurek wystosował list otwarty.

http://www.gdynia.pl/wydarzenia/70_91499.html 

Natychmiast podniosły sie głosy sprzeciwu dyżurnych funkcjonariuszy i niezbyt rozgarniętych polityków.

Ja osobiście, jako zwykły Gdynianin od urodzenia, w pełni popieram prezydenta Wojciecha Szczurka. Bez Unii Europejskiej Gdynia rozwijałaby się wielokrotnie szybciej. Co zresztą udowodniło międzywojenne dwudziestolecie.

autor: jazgdyni

sobota, 8 lutego 2014

Gdzie są chłopcy z tamtych lat?


Rany Boskie! Powoli przebijam się przez "Resortowe dzieci – MEDIA". Jestem właśnie na stronie 177. Tego w moim wieku nie wolno już pochłaniać jednym tchem. Bo co nazwisko, co ówczesny celebryta, to TW – tajny współpracownik, KO – kontakt operacyjny, albo zwykli oficerzy, ppor., por, kpt. I jaka plejada – Kapuściński, Passent, Krzysztof Teodor Toeplitz, Kałużyński,Krzemiński, Falkowska, Krall...
Nie było normalnych? Jaki był wówczas procent ubeków i donosicieli?
I najważniejsze – gdzie się oni wszyscy teraz podziali?



Mój ojciec zmarł w 1987 roku. Boleję nad tym strasznie, ze nie doczekał "transformacji". Tata znany był z tego, że w pobliskim kiosku Ruchu miał największą teczkę i wykupywał praktycznie wszystkie znaczące tytuły tygodników, łącznie ze "Szpilkami" i "Skrzydlatą Polską". Z tej wielokilogramowej masy gazet starał się wyłowić jakieś istotne informacje. Czy on już wówczas zdawał sobie sprawę, że większość piszących to agenci i donosiciele?
Jestem przekonany, że do końca swoich dni nie zakładał, że system komunistyczny w Polsce może upaść. W 1987 nic jeszcze na to nie wskazywało, choć poufne rozmowy na ten temat były już od dawna prowadzone. Ale to były bardzo tajne sprawy w kręgu – Kiszczak i spółka, oraz Michnik i spółka. Wzajemnie targowali się nad przyszłymi losami kraju – jawni komuniści z krypto-komunistami. Oni nam gotowali ten los, którego skutki odczuwamy dzisiaj, po 25 latach (czyli dłużej niż całe trwanie II RP).

Ale wróćmy jednak do tych wszystkich ubeków i TW, czy KO. Mimo, że jestem dopiero na 177 stronie książki, wobec wszystkich 430, obraz, który się wyłania jest przerażający. Nie, żebym nie wiedział, albo wcześniej nie podejrzewał. Jednakże zetknięcie się z suchymi faktami, bo książka jest świetnie udokumentowana i wali po nazwiskach, bez owijania w bawełnę, powoduje pewnego rodzaju szok poznawczy.
Rodzą się pytania – jakie było faktyczne nasycenie społeczeństwa służbami i ich współpracownikami. Czy było zbliżone do ideału, czyli NRD, gdzie Stasi opanowało połowę narodu. Praktycznie co drugi Niemiec wschodni był pracownikiem służb, albo współpracownikiem, czyli donosicielem. Czy u nas było podobnie? Chyba nie aż tak bardzo, przynajmniej na prowincji, jaką była Gdynia.
Chociaż, jak podjąłem pracę w załogach pływających w Polskich Liniach Oceanicznych, to poczułem się natychmiast osaczony. To środowisko miało bardzo wysokie nasycenie służbami, a agenci specjalnie nawet się nie kryli. Wszyscy zresztą wiedzieli, że szefem Działu Kadr był pułkownik służb (to 1-wsze piętro gmachu PLO na ul 10 Lutego). Natomiast wywiad wojskowy, który też miał dużo do powiedzenia, szczególnie w stosunku do wyższych stopniem oficerów marynarzy, mieścił się na ostatnim piętrze gmachu (blisko anten :D). Jeszcze tylko, jako ciekawostkę podam, ze długo na parterze budynku PLO mieściła się słynna Cafe Bałtyk, centrum lepszych prostytutek, alfonsów i cinkciarzy. Jak zawsze, służby starały się być blisko swojego półświatka.

Czyli nasi liderzy, wzorce do naśladowania (pamiętam jak w liceum moją polonistka, świetna zresztą, skarciła mnie, że w wypracowaniu za bardzo lecę Toeplitzem), i władcy naszych umysłów, to były prowadzone za rękę przez ubeków szuje i kanalie.

Najgorsze, że oni do dzisiaj nie uważają się za szuje i kanalie. Miałem wczoraj wątpliwą przyjemność oglądać wywiad, raczej dosyć nieprzyjemnego typka, Konrada Piaseckiego z super kanalią w moich oczach, Jerzym Urbanem.
Buta, cynizm, poczucie bezkarności, zakłamanie i bezczelność. Mógłbym jeszcze dorzucić tysiąc pejoratywnych określeń, a nie oddałbym w pełni prawdziwej postaci tego człowieka.
Miał się on czelność pytać, gdzie są milionerzy spośród byłych członków Biura Politycznego, czy Komitetu Centralnego PZPR. Faktycznie, poza jednym wyjątkiem Ireneusza Sekuły ( samobójczo trzykrotnie (!!!) postrzelił się w brzuch ten nasz Rambo), nie ma w grupie 100 najbogatszych Polaków, Rakowskiego, Kani, czy innych.
Lecz o czym to świadczy? Tylko o tym, że byli tylko figurantami. Glinianymi babuszkami postawionymi w różnych tam BP, KC, a faktyczna władza była właśnie w służbach. I oni teraz spijają szampana i konsumują kawior łyżkami do zupy.

Dlatego też, Drodzy Państwo Autorzy – Doroto Kanio, Jerzy Targalski i Macieju Maroszu, proszę was o dwie rzeczy (zresztą dla waszego dobra, bo nie wątpię, że następne tomy rozejdą się też, jak ciepłe bułki, A propos, tą książkę, po długich, bezskutecznych poszukiwaniach, kupiłem wreszcie w hipermarkecie Tesco. W Tesco!!! Stała na pierwszym miejscu w dziale bestsellerów. Tak to w końcu książka trafiła pod strzechy).

     - Napiszcie co się stało, co się dzieje i jak się mają ci właśnie medialni liderzy, nie resortowe dzieci, tylko ci, co w latach 60-tych, 70-tych i 80-tych posiadali rząd dusz i umysłów Polaków.

     - Napiszcie też, jak ludzie służb, agenci wojskówki i ubecy, oraz ci wszyscy TW i KO urządzili się w III RP.

Trzymajcie standardy – nadal po nazwiskach i nadal gołe fakty.

autor: jazgdyni