poniedziałek, 10 lutego 2014

Porównanie Inki do nazistów, tak może tylko GW

Patriotyzm jest kamieniem w bucie i solą w oku towarzystwa z Czerskiej. Wydawało się, że wszystkie granice to antypolskie towarzystwo przekroczyło, ale nie. Granice te są przesuwane wciąż dalej i dalej.
GW była i jest przeciwna obchodzeniu dnia „Żołnierzy wyklętych”, jest przeciwna obchodzeniu dnia 11 listopada przez środowiska narodowe, jeżeli chodzi o 3 maja to tylko z „bulem” w różowych okularach i czekoladowym możełem.

Z Inką ( Danutą Śiedziakówną) zamordowaną w wieku 18 lat przez UB, na łamach GW postanowiła rozprawić się nijaka Magdalena Tulli. W wywiadzie z reporterem GW, deprecjonuje patriotyczną postawę Inki. Oto skandaliczne słowa tej pani: „Zdarza się czasem, że trzeba umrzeć, ale nie powinniśmy się tym niezdrowo podniecać. Podniecanie się tym, że zginęła z okrzykiem na ustach, ma w sobie coś dwuznacznego”.

Ostatnie słowa tej bohaterki brzmiały „ Jeszcze polska nie zginęła”, dla pani Tulli nie ma to znaczenia, gdyż jako rzecze ta pani, skazani na śmierć zbrodniarze hitlerowscy też ginęli z okrzykiem „Heil Hitler”.

Czy można komentować słowa takiej persony, która ponoć jest pisarzem, wydaje mi się że nie, pani Tulli wkomponowała się w towarzystwo tzw.  artystów  Tymona Tymańskiego ze słowami „dymać orła białego” czy pani  Marii Peszek, która jest dumna z tego, że cyt „nieoddałabym ci polsko ani jednej kropli krwi sorry Polsko sorry Polsko”.
 
http://wpolityce.pl/artykuly/73784-inka-jak-nazisci-magdalena-tulli-na-l...


autor: Andy51

Zdania są podzielone

Pewien młody żonkoś spotyka kolegę.

„ No wreszcie się ożeniłeś” - mówi kolega. „ Pewnie twoja żona jest piękna”.

„ Wcale nie” - odpowiada żonkoś.

„ To może bogata?”

„ Też nie”

„ To pewnie jest świetna w łóżku?”

„W tej kwestii zdania są podzielone. Jedni mówią, że tak , a inni, że wręcz przeciwnie.”- odpowiada żonkoś.

.
Ten dowcip przypomina mi się zawsze gdy myślę o postmodernizmie (Jacques Derrida, Jürgen Habermas, James Clifford, Zygmunt Bauman, Wolfgang Welsch) .

W przeciwieństwie do cywilizacji łacińskiej, w której większość z nas została wychowana, nawet jeżeli niektórzy o tym nie wiedzą ( jak pan Jourdain, który nie wiedział, że mówi prozą) filozofia postmodernistyczna neguje istnienie prawdy. Istnieją tylko różne poglądy. Czasami ludzie je wyrażają. Częściej jednak zamiast wyrażać poglądy „wyrażają siebie”. Można siebie wyrazić malując włosy na pomarańczowo, można ( jak pewna góralka z Koniakowa) dziergając na szydełku koronkowe stringi.

Pierwszy raz spotkałam się ze zjawiskiem „wyrażania siebie” w niejasny dla mnie sposób podczas festiwalu teatrów amatorskich w Avignon w 1985 roku. 10 osób poruszało od wewnątrz ogromnym, uszytym przez nich osobiście smokiem. Przeprowadzono wywiad z osobą, która wypełniała derrière smoka. Powiedziała, że „ w ten sposób wyraża samą siebie”. Poważnie zastanawiałam się co ma na myśli do chwili gdy okazało się, że pewien młody człowiek „wyraża sam siebie” połykając ogień. Zrozumiałam, że za kilka dni ten sam chłopak będzie „ wyrażał siebie” waląc kijkami w krzesło, że to „ wyrażanie siebie” to postmodernistyczna frazeologia, to współczesna „ mowa trawa do chińskiego ludu przez zamknięty lufcik”- jak o nowomowie z czasów PRL napisał socjolog Jakub Karpiński.

Ideologię komunistyczną większość z nas poznawała z kontekstu językowego, z języka oficjalnej propagandy, a praktykę- w kolejce po mydło czy papier toaletowy. Nie sądzę, żeby wiele osób czytało dzieła zebrane Marksa, Engelsa czy Stalina albo historię WKPb.

Podobnie ja poznaję ideologię postmodernizmu.

Do mojej kamienicy , po brawurowej ucieczce z RFN sprowadziła się para peerelowskich szpiegów podejrzewanych o otrucie księdza Blachnickiego, Jolanta Gontarczyk ( TW Panna) i jej mąż. Po wielu latach milczenia dobrali się do nich dziennikarze. Nie wiem dlaczego akurat wtedy zdjęto z nich ochronę. Opisał ich działania między innymi Wprost ( „Zabójcza Panna” 21/ 2005 -1173)

W jednym z wywiadów, pani Jolanta powiedziała, że „ każdy ma kilka sumień”. Ta jej wypowiedź wiele mi wyjaśniła. Przede wszystkim zrozumiałam co przyciąga do postmodernizmu Zygmunta Baumana. - nieokreśloność, względność wszelkich prawd , postaw i zachowań. Ponieważ prawda nie istnieje- jedynym zadaniem filozofii jest stawianie dobrych pytań bez oczekiwania na odpowiedź.

„ Dobre pytanie” odpowiadał w filmie „ Trzej towarzysze” Maleszka na każdą próbę ustalenia dlaczego donosił na najbliższych przyjaciół.

Dlatego ilekroć słyszę, że nie sposób ustalić prawdy bo każdy niesie swoją prawdę, że nie wolno nikogo oceniać, że oceniamy czyn a nie człowieka widzę jak ta ideologia wikła się we własne sprzeczności. Jak możliwe jest działanie sądów? Przecież wyrok dostaje człowiek nie jego czyn. Dlaczego ( pod groźbą kary) zabronione jest ocenianie nie tylko konkretnych homoseksualistów lecz nawet praktyk homoseksualnych? Bo ktoś może poczuć się urażony?

W czasach PRL gdy bezkarnie można było krytykować tylko kelnerów ( nazywało się to „krytyka konstruktywna”) nawet jeżeli opisałeś karalucha w zupie, zawsze jakiś kelner poczuł się urażony i wypowiadał się w imieniu wszystkich kelnerów pracujących miast i wsi.

Zakaz oceniania człowieka na podstawie jego czynów jest sprzeczny nie tylko z praktyką sądową czy rekrutacją do pracy, lecz nawet z działalnością dydaktyczną. Przecież student mógłby powiedzieć: „ być może moja praca jest niedostateczna, ale pan, panie profesorze ocenia człowieka, bo konsekwencje pana oceny ponoszę ja. Zatem poproszę 5 do indeksu”.

Zakaz dochodzenia swoich racji, zakaz poszukiwania prawdy ma dawne tradycje. Pozwolę sobie zacytować za Miłoszem ( „Umysł zniewolony”)

„Jeżeli dwóch kłóci się, a jeden ma rzetelnych 55 procent racji, to bardzo dobrze i nie ma co się szarpać. A kto ma 60 procent racji? To ślicznie, to wielkie szczęście i niech Panu Bogu dziękuje! A co powiedzieć o 75 procent racji? Mądrzy ludzie powiadają, że to bardzo podejrzane. No, a co o 100 procent? Taki, co mówi, że ma 100 procent racji, to paskudny gwałtownik, straszny rabuśnik, największy łajdak”


autor: Iza

niedziela, 9 lutego 2014

Gdynia ― władza w terenie się buntuje


"Wstąpiliśmy do Unii Europejskiej i to przyniosło nam wiele korzyści, ale także doświadczenie, że coraz częściej stajemy się także przedmiotem brutalnej gry i bezwzględnego narzucania Polsce rozwiązań niekorzystnych dla jej przyszłości." [...]
"Kocham Gdynię i Polskę i wiem, że gdyby obecne regulacje wprowadzane przez Komisje Europejską obowiązywały 80 lat temu, nigdy nie powstałby port i miasto Gdynia, które stały się symbolem polskiego myślenia i działania strategicznego, mającego na celu budowanie siły i sukcesu gospodarczego Polski. Projekt Eugeniusza Kwiatkowskiego, do którego trzeba było w pierwszych latach dopłacać, zostałby uznany za niedozwoloną pomoc publiczną." [...]
 

http://www.gdynia.pl/wydarzenia/70_91499.html 


******

Wojciech Szczurek (rocznik 1963) jest prezydentem Gdyni od 1998 roku. W kolejnych wyborach uzyskiwał ponad 80 procentowe poparcie. Jest dobrym i lubianym gospodarzem (żeby nie było niejasności – nie ma nic wspólnego z obecnym ministrem finansów). Jest doktorem prawa. Gdynia pod jego okiem rozwija się harmonijnie i systematycznie. Przyjezdni z innych regionów Polski często mówią o wysokim standardzie miasta.
Gdynia i jej prezydent są ogólnie doceniani. W "Diagnozie społecznej 2013" Gdynia spośród wszystkich polskich miast została oceniona najwyżej. W rankingu wp.pl najbardziej przyjaznych dla ludzi miast Gdynia uplasowała się na drugim miejscu, tuz za Wrocławiem. A jej prezydent Wojciech Szczurek, został wybrany w 2013 roku najlepszym prezydentem miast wg. Rankingu Newsweeka.
To sporo, jak na nasze 250 tysięczne miasto. Jest czego nam zazdrościć.
Prezydent Szczurek nie ma żadnych powiązań z ogólnopolskimi partiami. Wspiera go lokalny komitet "Samorządność". Był też doradcą śp. Prezydenta Lecha Kaczyńskiego ds. samorządów.

Spośród wielu inwestycji, które mają miejsce w Gdyni, oczkiem w głowie prezydenta jest lotnisko Babie Doły.
 Blisko Oksywia, czyli całej Marynarki Wojennej istniało lotnisko wojskowe, które po wejściu Polski do NATO, zostało zamknięte, bo nie spełniało natowskich standardów (zbyt bliska lokalizacja do miasta). Gdynia postanowiła przekształcić Babie Doły w lotnisko cywilne. Perspektywa powodzenia jest bardzo duża, mimo istniejącego gdańskiego lotniska w Rębiechowie.
Miasto podjęło wiele prac i obecnie gdyńskie lotnisko jest praktycznie gotowe.

I co z tego! Unia Europejska zablokowała otwarcie lotniska.
Prezydent Wojciech Szczurek się wściekł. Całkiem słusznie. Wściekli są też mieszkańcy Gdyni, której rozwój UE wybitnie hamuje.
Cóż, jesteśmy słabi i mamy taki rząd, który potrafi działać tylko na kolanach.
W obronie niemieckich interesów rozwalono największą i najnowocześniejszą na Bałtyku Stocznię Gdynia.
A teraz unijni hamowniczy blokują lokalne lotnisko.
Gdynia ma więcej strat niż korzyści z przynależności Polski do Unii.

Mając tego dosyć, prezydent Szczurek wystosował list otwarty.

http://www.gdynia.pl/wydarzenia/70_91499.html 

Natychmiast podniosły sie głosy sprzeciwu dyżurnych funkcjonariuszy i niezbyt rozgarniętych polityków.

Ja osobiście, jako zwykły Gdynianin od urodzenia, w pełni popieram prezydenta Wojciecha Szczurka. Bez Unii Europejskiej Gdynia rozwijałaby się wielokrotnie szybciej. Co zresztą udowodniło międzywojenne dwudziestolecie.

autor: jazgdyni

sobota, 8 lutego 2014

Gdzie są chłopcy z tamtych lat?


Rany Boskie! Powoli przebijam się przez "Resortowe dzieci – MEDIA". Jestem właśnie na stronie 177. Tego w moim wieku nie wolno już pochłaniać jednym tchem. Bo co nazwisko, co ówczesny celebryta, to TW – tajny współpracownik, KO – kontakt operacyjny, albo zwykli oficerzy, ppor., por, kpt. I jaka plejada – Kapuściński, Passent, Krzysztof Teodor Toeplitz, Kałużyński,Krzemiński, Falkowska, Krall...
Nie było normalnych? Jaki był wówczas procent ubeków i donosicieli?
I najważniejsze – gdzie się oni wszyscy teraz podziali?



Mój ojciec zmarł w 1987 roku. Boleję nad tym strasznie, ze nie doczekał "transformacji". Tata znany był z tego, że w pobliskim kiosku Ruchu miał największą teczkę i wykupywał praktycznie wszystkie znaczące tytuły tygodników, łącznie ze "Szpilkami" i "Skrzydlatą Polską". Z tej wielokilogramowej masy gazet starał się wyłowić jakieś istotne informacje. Czy on już wówczas zdawał sobie sprawę, że większość piszących to agenci i donosiciele?
Jestem przekonany, że do końca swoich dni nie zakładał, że system komunistyczny w Polsce może upaść. W 1987 nic jeszcze na to nie wskazywało, choć poufne rozmowy na ten temat były już od dawna prowadzone. Ale to były bardzo tajne sprawy w kręgu – Kiszczak i spółka, oraz Michnik i spółka. Wzajemnie targowali się nad przyszłymi losami kraju – jawni komuniści z krypto-komunistami. Oni nam gotowali ten los, którego skutki odczuwamy dzisiaj, po 25 latach (czyli dłużej niż całe trwanie II RP).

Ale wróćmy jednak do tych wszystkich ubeków i TW, czy KO. Mimo, że jestem dopiero na 177 stronie książki, wobec wszystkich 430, obraz, który się wyłania jest przerażający. Nie, żebym nie wiedział, albo wcześniej nie podejrzewał. Jednakże zetknięcie się z suchymi faktami, bo książka jest świetnie udokumentowana i wali po nazwiskach, bez owijania w bawełnę, powoduje pewnego rodzaju szok poznawczy.
Rodzą się pytania – jakie było faktyczne nasycenie społeczeństwa służbami i ich współpracownikami. Czy było zbliżone do ideału, czyli NRD, gdzie Stasi opanowało połowę narodu. Praktycznie co drugi Niemiec wschodni był pracownikiem służb, albo współpracownikiem, czyli donosicielem. Czy u nas było podobnie? Chyba nie aż tak bardzo, przynajmniej na prowincji, jaką była Gdynia.
Chociaż, jak podjąłem pracę w załogach pływających w Polskich Liniach Oceanicznych, to poczułem się natychmiast osaczony. To środowisko miało bardzo wysokie nasycenie służbami, a agenci specjalnie nawet się nie kryli. Wszyscy zresztą wiedzieli, że szefem Działu Kadr był pułkownik służb (to 1-wsze piętro gmachu PLO na ul 10 Lutego). Natomiast wywiad wojskowy, który też miał dużo do powiedzenia, szczególnie w stosunku do wyższych stopniem oficerów marynarzy, mieścił się na ostatnim piętrze gmachu (blisko anten :D). Jeszcze tylko, jako ciekawostkę podam, ze długo na parterze budynku PLO mieściła się słynna Cafe Bałtyk, centrum lepszych prostytutek, alfonsów i cinkciarzy. Jak zawsze, służby starały się być blisko swojego półświatka.

Czyli nasi liderzy, wzorce do naśladowania (pamiętam jak w liceum moją polonistka, świetna zresztą, skarciła mnie, że w wypracowaniu za bardzo lecę Toeplitzem), i władcy naszych umysłów, to były prowadzone za rękę przez ubeków szuje i kanalie.

Najgorsze, że oni do dzisiaj nie uważają się za szuje i kanalie. Miałem wczoraj wątpliwą przyjemność oglądać wywiad, raczej dosyć nieprzyjemnego typka, Konrada Piaseckiego z super kanalią w moich oczach, Jerzym Urbanem.
Buta, cynizm, poczucie bezkarności, zakłamanie i bezczelność. Mógłbym jeszcze dorzucić tysiąc pejoratywnych określeń, a nie oddałbym w pełni prawdziwej postaci tego człowieka.
Miał się on czelność pytać, gdzie są milionerzy spośród byłych członków Biura Politycznego, czy Komitetu Centralnego PZPR. Faktycznie, poza jednym wyjątkiem Ireneusza Sekuły ( samobójczo trzykrotnie (!!!) postrzelił się w brzuch ten nasz Rambo), nie ma w grupie 100 najbogatszych Polaków, Rakowskiego, Kani, czy innych.
Lecz o czym to świadczy? Tylko o tym, że byli tylko figurantami. Glinianymi babuszkami postawionymi w różnych tam BP, KC, a faktyczna władza była właśnie w służbach. I oni teraz spijają szampana i konsumują kawior łyżkami do zupy.

Dlatego też, Drodzy Państwo Autorzy – Doroto Kanio, Jerzy Targalski i Macieju Maroszu, proszę was o dwie rzeczy (zresztą dla waszego dobra, bo nie wątpię, że następne tomy rozejdą się też, jak ciepłe bułki, A propos, tą książkę, po długich, bezskutecznych poszukiwaniach, kupiłem wreszcie w hipermarkecie Tesco. W Tesco!!! Stała na pierwszym miejscu w dziale bestsellerów. Tak to w końcu książka trafiła pod strzechy).

     - Napiszcie co się stało, co się dzieje i jak się mają ci właśnie medialni liderzy, nie resortowe dzieci, tylko ci, co w latach 60-tych, 70-tych i 80-tych posiadali rząd dusz i umysłów Polaków.

     - Napiszcie też, jak ludzie służb, agenci wojskówki i ubecy, oraz ci wszyscy TW i KO urządzili się w III RP.

Trzymajcie standardy – nadal po nazwiskach i nadal gołe fakty.

autor: jazgdyni

piątek, 7 lutego 2014

Zarządzanie konfliktem

Kilka dni temu byłam świadkiem, jak pewna zaniedbana pani ukradła w sklepie paczkę z wędliną. Być może była głodna. Nie przyszło mi do głowy jej przeszkodzić. Jest to z mojej strony typowa mentalność porozbiorowa. Brzydzimy się donosem bardziej niż obserwowanym przestępstwem.


Pracowałam kiedyś w redakcji jednego z czasopism wydawanych przez wielkie wydawnictwo. Szef mojej redakcji działał ewidentnie na niekorzyść właściciela. Mówiąc wprost - robił jakieś szwindle. Zaproponował mi na przykład rozliczanie tekstów fikcyjnymi delegacjami. Brutalnie go wyśmiałam. Zapytałam czy jego zdaniem mam zbierać zużyte bilety kolejowe w śmietniku dworcowym. Nie przyszłoby mi jednak do głowy zwrócić się z tą sprawą wyżej. Kilka osób bardziej zbulwersowanych niż ja poszło jednak z interwencją do właściciela. W rezultacie stracili pracę wszyscy- zarówno nieuczciwy redaktor jak i interwenci.

Właściciel wydawnictwa w prywatnej rozmowie powiedział potem, że zawsze wyrzuca z pracy obydwie strony konfliktu. W ten sposób zapewnia sobie spokój i dobry wizerunek firmy. Takiego sposobu zarządzania konfliktem nauczono go podczas specjalnego menadżerskiego treningu. Zgodnie z zaleceniami swoich instruktorów ujawnił również stronom szczegóły prywatnych rozmów. Uważał, że piekło, które w ten sposób wygenerował, będzie miało rolę oczyszczającą – rolę katharsis.

Dodam, że właściciel wydawnictwa uważał się za konserwatystę. Nie zauważył, że wpadł w pułapkę postmodernizmu, którym rzekomo się brzydził. To przecież w naszych postmodernistycznych czasach wartością jest otwartość i szczerość a nie przyzwoitość, to obecnie podczas warsztatów psychoterapii grupowej poleca się uczestnikom „ otwieranie” się przed grupą co oznacza, że każdy ma prawo powiedzieć każdemu co o nim myśli , a atakowany ma robić dobrą minę do złej gry i się tłumaczyć. Współcześni psychologowie radzą pacjentom, żeby wykrzyczeli o co mają do rodziców pretensje. Wzajemne wywrzaskiwanie sobie swoich pretensji ( często urojonych) ma podobno dla rodziny znaczenie oczyszczające.


Właściciel wydawnictwa był zbyt młody, żeby pamiętać analogiczne seanse samosądów kolektywu nad jednostką, które miały miejsce w czasach stalinowskich. Nazywano to „rozrabianiem kogoś”. Moją ciocię, która z racji znajomości języków obcych była podporą Czytelnika chciano rozrobić z bardzo śmiesznego powodu. Ponieważ nie było jej stać na okulary, czytała posługując się uratowanym z Kresów, oprawionym w srebro lorgnon. Na tej podstawie koledzy rozpoznali w niej wroga klasowego i żądali złożenia samokrytyki. Okłamała wszak ludową ojczyznę podając się za inteligencję pracującą,  podczas gdy była zwykłym krwiopijcą. Wyratował ja z tej opresji Putrament. Była mu potrzebna do redagowania jego pisanych ohydną polszczyzną książek.

Choć byłam w tych czasach małym dzieckiem doskonale pamiętam oparte na pedagogice Makarenki seanse „rozrabiania” odbywające się w szkole. Wychowawczyni mojej klasy, prosta dójka z PGR, awansowana do warszawskiej szkoły po linii partyjnej ( to ona właśnie płakała po Stalinie) , kazała powiesić na drzwiach klasy skrzynkę na donosy. Podczas godziny wychowawczej te donosy były odczytywane publicznie przez przewodniczącą klasy i obwiniony musiał tłumaczyć się przed -według marksistowskiej wykładni- kolektywem. Pamiętam, że zostałam oskarżona o to, że w czasie lekcji czytam po angielsku kryminały. W tamtych czasach z całą pewnością nie czytałam po angielsku. Być może przyniosłam jakiś kryminał, żeby jak to się dzisiaj mówi szpanować, albo raczej odciąć się w ten sposób od odrażającego otoczenia. To było bardzo brzydko z mojej strony, ale nie zmienia to mego zdania na temat wszelkich kolektywnych samosądów. Pewien chłopczyk zmuszony do złożenia w czasie apelu samokrytyki posikał się przed całą szkołą. Ze zgrozą patrzyliśmy na kałużę moczu wypływająca z jego nogawki.

Proszę się nie dziwić, że od tego czasu moją głęboką odrazę budzą wszelkie pomysły typu samoocena uczniów czy wzajemna ocena przez kolegów i nigdy do tego w moich klasach nie dopuściłam. Nigdy też nie uczestniczyłam w żadnych formach psychoterapii grupowej. Nie wierzę w oczyszczająca rolę konfliktu.


Pewną znajomą nauczycielkę zaniepokoiły zbyt przyjacielskie relacje kolegi po fachu z uczennicami. Niefortunnie wspomniała o tym przełożonemu. Ten wygenerował skrajny konflikt ujawniając treść rozmowy zainteresowanemu, po czym przeciął ten konflikt zwalniając nauczycielkę z pracy oraz przenosząc na inne stanowisko jej kolegę. Postąpił dokładnie tak samo jak okradany właściciel wydawnictwa. Czy to możliwe żeby uczył go zarządzania konfliktami ten sam coach?

Z całą pewnością nie – to tylko taki światowy trend. Przełożony uważa , że wrzucenie granatu do szamba oczyści atmosferę, a najważniejsza jest szczerość i jawność. Jego postępowanie to dla nauczycielki lekcja na całe życie. Niech nic ją nie obchodzi, niech się dzieje wola Nieba. I najlepiej spokojnie poczekać aż dojdzie do skandalu


Czas zauważyć, że to czego nienawidziliśmy za komuny dociera do nas w bardziej eleganckim, postmodernistycznym opakowaniu.


autor: Iza

Prowadzący u swoich TW, witani z honorami, chodzi o media

Gromek Czempiński  i Marek Dukaczewski zawitali do  swoich współpracowników, którym tak się poszczęściło że jeden w 1992 a drugi w 1997 r  dostali koncesje na prywatne  telewizję.
Ci „patrioci” inaczej zawsze wierni swoim mocodawcom z Moskwy, którzy ich tak wspaniale wyszkolili, zawitali u swoich TW.  Pan Walter i Wejhert oraz pan Solorz - Żak stali się magnatami medialnymi i miliarderami.

TVN , zwane WSI 24, których właściciele mając tak mocne papiery jak Mariusz Walter, członek PZPR w latach 1967 – 1983, którego  Urban w liście z  1983 r. do Kiszczaka zarekomendował  jako „najzdolniejszego redaktora telewizyjnego w Polsce, organizatora i koncepcjonalistę”,  zarejestrowanego  jako  TW „ Mewa ” oraz śp. Jan Wejhert zarejestrowany jako  TW W.Konarski wspólnie  w 1984  założyli grupę ITI , która kilka lat później stała się właścicielem koncesji telewizyjnej i potężnej grupy medialnej TVN.

Pan Zygmunt Solorz- Żak, znany jako Zygmunt Krok, Piotr Krok oraz Piotr Zagórski, w latach 1983 – 1985 został zwerbowany jako agent do współpracy z wywiadem pseudonimie Zeg. Jako ciekawostkę, można podać , że ten pan w owych latach miał paszport  konsularny co nie zdarzało się często.  Trzeba dodać , że Pol – Sat był bardzo mocny, gdyż koncesję dostał już w 1992r. a ITI (TVN) „dopiero” w 1997 r.

Stąd nie dziwi, że generałowie z WSI, głównie Dukaczewski i Czempiński są tak częstymi gośćmi w tych stacjach.

Oni wypowiadają się na temat płk Kuklińskiego, nazywając go zdrajcą, oni również, atakują niezłomnego opozycjonistę Antoniego Macierewicza, który miał czelność zlikwidować długie ramię Moskwy.
Rzeczywiście ich krokodyle łzy są zasadne, przecież wiernie służyli i służą swoim panom z Moskwy, a tu taki Macierewicz popsuł im wszystko, stąd te częste wizyty u swoich współpracowników, którzy dzierżą media. Przecież tu nikt tych panów nie zaskoczy trudnymi pytaniami, a pani redaktor jedna lub druga pochyli się i nad biednym generałem zrozumie a może i przytuli.

http://wpolityce.pl/artykuly/73551-piotr-cywinski-dla-wpolityce-jesli-pl...


autor: Andy51

Biuro Manipulacji Internetem – Spółka z o.o. (Wstęp)


Uważaj co czytasz!

Kolejna rocznica, tym razem z tych wstydliwych – okrągła rocznica okrągłego stołu. Zgodnie z oczekiwaniem, blogosfera zalana wspomnieniowymi artykułami. Jakby przyszło zamówienie, a może polecenie? 

 


Mam silne przekonanie, częściowo udokumentowane, że to, co się pisze w internecie, na wszystkich portalach społecznościowych, nie tylko tych stricte politycznych, ale także plotkarskich, czy nawet kucharskich i związanych z modą, jest precyzyjnie kontrolowane – nadzorowane, filtrowane i sterowane w odpowiednim kierunku.

Pracuję nad większym materiałem dotyczącym manipulacji internetem. Zbieram materiały, porządkuję i się zastanawiam.

Czy jest już jedno centrum, które nadzoruje nasz krajowy internet?
Czy powstało już Biuro Manipulacji Internetem – Spółka z o.o.? Firma usługowa, która na zlecenie klientów – rządu, albo tylko np. Ministerstwa Spraw Zagranicznych, prezydium Sejmu, Sztabu Generalnego, ABW, czy choćby tyko Spółki PRÓCHNIK SA, realizuje specyficzne internetowe zadania, aby osiągnąć zamierzony cel?
Nie jestem tego jeszcze pewien. Wydaje się, że manipulacją internetu nadal zajmują się struktury rozproszone.

Jedno Przedsiębiorstwo, które czyści internet, steruje portalami, blogami i forami dyskusyjnymi. Czy to jest możliwe? Raczej jeszcze chyba nie. Ale wielce prawdopodobne.

Charakterystycznym znakiem rozpoznawczym takiej działalności jest zjawisko trollowania. Weźmy przykład z ostatnich dni. Nagle, jakby za naciśnięciem guzika, gdy na Ukrainie rozgrywają się sprawy ważne, nie tylko dla tego biednego kraju, ale, jak się dobrze zastanowić, to dla całej Europy, a może nawet dla całego świata, co chyba dobrze wyczuwają Amerykanie, polska blogosfera jest zalewana wątpliwościami i resentymentami, dotyczącymi faktycznie koniecznej do uporządkowania, Rzezi Wołyńskiej. Dosłownie tysiące piszących w polskim internecie ma nagle wątpliwości, czy należy popierać Ukraińców w ich dążeniach. Co to jest, jak nie urabianie opinii publicznej.
To oczywiście jest tylko jeden przykład. Lecz jest ich mnóstwo.
Czasami ma się wrażenie, że bardzo mało jest tutaj samodzielnie myślących ludzi, tylko jakieś owcze pędy, nurty pewnych postaw i wyrażanie wspólnych opinii.
Czy tak jest, bo ludzie już tacy są? Wątpię, to są starannie przygotowane i reżyserowane akcje.
Dokładnie analizuje się przestrzeń internetową. Przygotowuje się poszczególne zadania. Inne dla Frondy, inne dla Salonu24, a jeszcze inne dla Neonu24. Wybiera się cel ataku i moment ataku. Ustawia się klakę ze współpracujących trolli. I rozpoczyna się zadanie.

Dla wszystkich jest oczywiste, że takie Sony może sobie zamówić taką akcję, celem wykazania swoich wyższości nad produktami Nokii. Ot, tradycyjna walka handlowa i reklamowa, przeniesiona do środowiska internetu.

Lecz, czy podobne zamówienie może złożyć w Biurze Manipulacji Internetem – Spółka z o.o. również Platforma Obywatelska, celem zwalczania i niszczenia PIS? Jaką taktykę i argumenty należy przyszykować, by na prawicowych portalach dyskredytować tą partię. Jakie głosy i wypowiedzi są potrzebne w tej akcji. Jakie powinno być jej natężenie, aby nie przedobrzyć. Jaką końcową opinię chcemy osiągnąć.

Okazuje się, że już na świecie ten temat jest opanowany. Przeprowadzono niezbędne badania. Wykonano setki testów. Użyto odpowiednich programów analizujących i filtrujących. I osiągnięto pożądany cel.
Nie ulega już wątpliwości, że internetem można łatwo manipulować. Zgodnie z potrzebą klienta i jego wymaganiami.
Czemu więc nie stworzyć jednego, potężnego Biura Manipulacji Internetem, które za pieniądze klientów, będzie kształtował opinię publiczną blogosfery.

Trzeba tylko w odpowiednich miejscach ulokować odpowiednich ludzi. Niektórych nawet wysoko, w samych zarządach, czy redakcjach poszczególnych witryn.
Ludzi do pracy nie brakuje. Przez tego paskudnego Macierewicza tulu agentów WSI pozostaje bezrobotnych.
Przy okazji można jemu teraz zapłacić za swoją biedę.

autor: jazgdyni

czwartek, 6 lutego 2014

Macierz transportu

Wykładowca metod matematycznych opowiedział nam – być może niepotrzebnie – historię pewnego urzędnika brytyjskiego, który zniecierpliwiony rosnącymi kosztami konwojów do Murmańska i nieracjonalnością przewozów opracował w 1941 roku pewien model zarządzania transportem, który dopracowany przez L. Kantorowicza służy do dziś w logistyce i ekonometrii pod nazwą macierzy transportu. O ile pamiętam urzędnik ten nazywał się Hitchcock.

Nie byłam w stanie znaleźć potwierdzenia dla tej historii, choć oczywiście umiem posługiwać się macierzą transportu. Możliwe, że jej opowiadanie miało wyłącznie na celu podtrzymywanie morale studentów, wyrabianie w nich przeświadczenia, że każdy ich dobry pomysł zostanie kiedyś należycie doceniony,że noszą buławę w plecaku.

Oto drobny urzędnik, bez formalnego wykształcenia potrafił zainteresować swoją koncepcją najwyższe gremia decyzyjne i to w czasie wojny. To lepsze niż historia Banacha , który w 1920 (nie mając dyplomu ukończenia studiów) doktoryzował się we Lwowie na podstawie rozprawy: Sur les opérations dans les ensembles abstraits et leur application aux équations intégrales oraz Einsteina, który startował, ze swoją teorią względności, jako nikomu nie znany urzędnik patentowy. Obecnie nie mieliby szans.

Z doświadczenia wiemy jak trudno jest skłonić zwykłego nauczyciela do zaakceptowania innej, niż jego własna, metody rozwiązywania zadań. Na ogół nauczyciel nie chce takich pomysłów słuchać i nie stara się zrozumieć. Nie popełniałam w szkole tego błędu. Prowadziłam rejestr nowatorskich metod rozwiązywania zadań przez moich uczniów i powoływałam się na ich nazwisko gdy proponowałam ich rozwiązanie następnej klasie. Niektóre z tych rozwiązań, szczególnie w dziedzinie rachunku prawdopodobieństwa i kombinatoryki, były wręcz genialne w swojej prostocie i elegancji. Korzystam z nich do dziś. Co ciekawe - były one najczęściej dziełem notorycznych leniuchów. Jak twierdzą niektórzy, gdyby nie lenistwo do dziś siedzielibyśmy w jaskiniach.




Pewien znajomy młody matematyk nie może obecnie obronić pracy doktorskiej. Każdy z potencjalnych promotorów oczekuje pracy w zespole realizującym jego ( promotora ) koncepcje i otwarcie mówi, że nie będzie się zagłębiał w rozważania doktoranta. . Czy to nazwiemy feudalizmem w nauce czy naturalną ludzką skłonnością – efekt jest ten sam. Młody matematyk, jak każdy wynalazca jest osamotniony i bezradny. Informatyka jest chyba obecnie jedyną dziedziną, w której zatrudnia się na wysokich stanowiskach genialne dzieciaki bez formalnego wykształcenia ( znam takiego jednego dzieciaka, zarabia więcej niż premier).

Ale nie tylko o feudalizmie w nauce lecz o zarządzaniu państwem chciałam mówić. Jeden z komentatorów napisał, że urzędnik „nie jest do myślenia lecz do realizowania cudzych wytycznych”. Przeczy temu historia twórcy macierzy transportu. Historia złamania szyfru Enigmy też świadczy o tym, że w owych czasach istniały mechanizmy dopuszczania do głosu ludzi mądrych, choć nie koniecznie dyplomowanych i ustosunkowanych. Bardzo wątpię czy młodzi matematycy : Marian Rejewski, Jerzy Różycki i Henryk Zygalski, którzy złamali szyfr Enigmy mieliby dziś szanse wykorzystać swoje prace.

Choć nie twierdzę ( jak Lenin ) ,że kucharka może rządzić państwem, jednak w kuchni jest niezastąpiona. Nie jest dobrze gdy musi wyłącznie wykonywać polecenia menadżera, który nigdy nie miał w ręku chochli. Tymczasem różnymi strategicznymi resortami w naszym kraju ( na przykład energetyką) zarządzają historycy i inni humaniści (z przewagą - jak sam premier historyków) Nie są oni również samoukami w swej dziedzinie. Jedyny ich motyw to parcie na zaszczyty i honoraria. Jednocześnie są tak głupi, że nie chcą korzystać z porad mądrych ludzi. Nie chcą skorzystać na cudzym pomyśle, nie chcą go nawet zawłaszczyć.

Inaczej mówiąc- nie ma mechanizmu, który pozwoliłby debiutantce, nawet najlepiej tańczącej zastąpić primadonnę, która ledwie łazi. Wbrew równościowym teoriom i zasadom nie ma mechanizmu krążenia elit.

Łatwo sobie odpowiedzieć na pytanie dlaczego tak jest. Fabrykant decydował się wdrożyć wynalazek nikomu nie znanego geniusza w oczekiwaniu zysków- a nie dla filantropii. Dyrektor teatru pozwalał zatańczyć debiutantce dla powodzenia spektaklu. Kochance wolał kupić pierścionek niż wypłacać jej rolą. Te relacje zmieniły się. Prawdziwe pieniądze zarabia się na ustawionych, ekspertyzach, na zamówieniach rządowych, na szwindlach, na przejmowaniu cudzych nieruchomości, na radach nadzorczych a nawet ( relatywnie mniejsze) w Parlamencie Europejskim.

W nauce też nie ma motywacji do ryzyka jakim jest przyjęcie nowatorskich koncepcji. O wiele bardziej opłaca się zdobyć grant i spokojnie kontynuować publikowanie metodą „ wytnij wklej” swoich starych prac, niż ryzykować tworzenie zespołu, lansowanie niesprawdzonych odkryć, a nawet przejmowanie cudzych pomysłów. Nawet grant na „ materiał ludzki” można rozdzielić wśród swoich. Tort został podzielony.

Nic dziwnego, że jak mawiano w 68 roku- urzędnik jest do urzędolenia, nie do myślenia, student- do uczenia się zamiast myślenia, literaci do pióra, a papier, którego stale brakowało do d...

I faktycznie był nie najlepszy.

autor: Iza

Czasami Komisja Europejska musi nas bronić przed ekipą PDT

Przy całej swojej ułomności UE czasami służy dobrej sprawie. Pomijając chorą lewacką promocje pedalstwa, genderyzmu , który ma się stać nową ideologią (ciekawe, kto będzie takim Marksem/Engelsem/Leninem tej ideologii) to Polacy w co najmniej w dwóch sprawach powinni podziękować  Komisji Europejskiej.

Pierwsza to ochrona Polski i Polaków, przed ówczesnym wiceministrem w rządzie PDT , Waldemarem Pawlakiem zwanym „Cyborgiem”. Warto zwrócić uwagę, że Komisja Europejska, wyraziła sprzeciw wobec umowy z Gazpromem , którą Cyborg, z obowiązującej do 2022 r chciał przedłużyć do 2037 r. Na szczęście nie tylko opozycja zauważyła „ustawkę” ale Komisja Europejska też. Po burzliwej debacie Sejmowej stanęło na podpisaniu umowy do 2022 r. na co zapewnie miało stanowisko UE. Ale nas zdolny negocjator zapewnił nam jedno , Polska ma po Macedonii drugą najwyższą cenę w Europie za 100 m3 przesyłanego gazu. Jest to cena o średnio 50% wyższa od tej, która obowiązuje w krajach zachodnich.

Drugą sprawą jest największa afera korupcyjna w III RP (Rzeczpospolitej Przekrętów) związana z przetargami na projekty informatyczne. UE może żądać  zwrotu  bagatela 400 mln euro czyli ponad 1,6 mld zł. Pragnę przypomnieć, że już w 2009 r. ówczesny  szef CBA Mariusz Kamiński, wdrożył śledztwo w sprawie ustawianych przetargów. W związku z określeniem Miro Drzewieckiego , że Polska to dziki kraj, firmy informatyczne tak traktowały Polskę, przekupując kogo się da „ perkalem i koralikami”.  Ciekawe, że do 2013 r. ta afera się tliła, jak wypalanie węgla drzewnego.

Czy Wojtunik informował o skali zjawiska PDT nie wiem , ale widocznie była milcząca akceptacja. Teraz, omnibus, minister od cyfryzacji TW Boni, ma trafić na listy PO do PE. Toć to pełne  jaja. 

W czasie jesiennej rozgrywki pomiędzy PDT a Schetyną sprawa wypłynęła. Czy była ona przyczyną czy skutkiem wewnątrzpartyjnych rozgrywek nie wiem. Zaczęły się aresztowania. Skala korupcji poraża, ale mocno wydaje mi się, że bez interwencji  Komisji Europejskiej sprawa nie ujrzałaby światła dziennego, a co za tym idzie Tusk nie mógłby zamieść jej pod dywan, tak jak szereg innych spraw.

Szereg raportów zalega w szafie Tuska, jak np. ten związany z finansowaniem min Sawickiego z PSL w czasie kampanii wyborczej za publiczne pieniądze. Mam nadzieję, że po zmianie rządów  szereg spraw wypłynie, że sami się weźmiemy za swoje sprawy i nie będziemy musieli czekać na zmiłowanie Unii, która  niektórych przekrętów ekipy PDT nie może zdzierżyć.
 
 
http://wpolityce.pl/wydarzenia/73435-koszta-infoafery-kontrolerzy-z-bruk...
http://weglowodory.pl/umowa-gazowa-z-rosja-z-2010-roku/
http://wpolityce.pl/dzienniki/dziennik-zbigniewa-kuzmiuka/25767-za-gaz-p...
 

autor: Andy51

Oportunizm i konformizm


Stawiamy na pomnikach ludzi twardych i bezkompromisowych. Podziwiamy ich. Mówimy o nich - bohaterzy. Lecz, czy chcielibyśmy stanąć na ich miejscu? Niespecjalnie. Wszyscy mamy swoje małe słabości i ułomności. Chociaż... bardzo często nam się je wmawia. W wielu krajach i we wielu kulturach umiejętność zdążania i uzyskiwania kompromisu jest uważana za bardzo pozytywną cechę. U nas raczej nie.
Co my mamy robić – ludzie, którym Dobry Pan poskąpił żelaznej woli i twardych, jak skała przekonań? My, którzy się często łamiemy, idziemy na kompromis, a dla świętego spokoju oddalibyśmy serdeczny palec lewej ręki.

Bez publicznej spowiedzi, zastanówmy się w myślach, ile to razy zdarzyło się nam być oportunistą, albo jeszcze gorzej konformistą. Ile razy sprzeniewierzyliśmy się nieubłaganym zasadom moralnym, chociażby dla świętego spokoju.
Jeżeli znany mi bardzo dobrze, jak zły szeląg, sąsiad, bogaty buc, jak chleje to tłucze się z żoną i ja mam dylemat, bo jak pójdę do niego, to wiem, że też będę zmuszony z nim się potłuc, a jak zadzwonię po policję, to jego małżonka wszystkiemu zaprzeczy, to co ja mam robić? Nie robię nic, bo nie chcę eskalacji. Chcę dalej mieszkać w ciszy i spokoju, bez przypuszczalnego konfliktu wiszącego nade mną. Proszę, oto oportunizm pierwszej klasy.

Dlaczego tak jest? Bo właśnie postawy kompromisowe, a w tym oportunizm i konformizm, są zwieńczeniem naszego rozwoju społecznego. Nasza psychika jest w ten sposób  ukształtowana, że staramy się tak mocno, jak tylko możliwe unikać konfliktu i zadrażnień. Nasza nie tak dawno wykształcona empatia ma tu również niemałą rolę. Nie tylko unikanie, lecz również nie czynienie samemu krzywdy drugim, jest bardzo mocno w nas wbudowane. Niejeden z nas, gdyby nagle, z jakiegoś powodu, znalazł się sam na sam, w jednym przedziale Intercity, z tak tu przez nas wyśmiewanym i pogardzanym Jakubem Wojewódzkim, to najprawdopodobniej, nie powiedziałby mu wszystkiego, co o nim myśli. Tacy już jesteśmy.

Jeżeli wujek zapisał się do komunistycznej partii, by zostać dyrektorem przedsiębiorstwa, to może uczynił tak dlatego, że on żyje tylko dla tych, których kocha – żony i dzieci. Czy on wówczas był godnym pogardy konformistą?
Mówi się czasem o kimś – to słaby człowiek. Chyba nawet jest ich więcej niż tych silnych. Raz są twardzi, lecz częściej ulegają w swoim życiu. Pewnie nawet tego żałują. Chciałbym zobaczyć tu wielu bezkompromisowych i radykalnych blogerów, jak oni tą twardą postawę tutaj reprezentowaną, realizują w swoim prywatnym zachowaniu. Bez nicka i awatara. Paru takich pistoletów tu w blogosferze, najprawdopodobniej w życiu to są potulne baranki, leczące swoje kompleksy poprzez agresywne artykułowanie radykalizmów.

Więc dlaczego oportunizm i konformizm są takie pejoratywne? Dlaczego potępiamy tego partyjnego wujka? I dlaczego my się wstydzimy, gdy idziemy na kompromis. O proszę, właśnie – u nas się mówi idziemy na kompromis, zamiast szczytnie – osiągamy kompromis.

Zgoda, bydlakowi nie podamy ręki; zdrajcę należy rozstrzelać, świnią wzgardzić.
Jednakże w całym naszym życiu będziemy małymi oportunistami i chcę zobaczyć tego, który zatrzymany przez policjanta, bo jechał 100 na godzinę, zamiast dozwolonego 70, na sugestię funkcjonariusza, że za 50 zł może zapomnieć o wykroczeniu, mu odmawia.

autor: jazgdyni