wtorek, 21 stycznia 2014

Rozwalanie świata


Oxfam, międzynarodowa organizacja humanitarna, pochodząca z Wielkiej Brytanii, całkowicie niezależna od jakichkolwiek państw, czy koncernów, więc "czysta i przejrzysta" podała, iż 85 najbogatszych ludzi świata...





Wczoraj poznałem wiadomość, nagie fakty, co do których już od dawna miałem pewne podejrzenia. Otóż Oxfam, międzynarodowa organizacja humanitarna, pochodząca z Wielkiej Brytanii, całkowicie niezależna od jakichkolwiek państw, czy koncernów, więc "czysta i przejrzysta" podała, iż 85 najbogatszych ludzi świata, multimiliarderów, posiada tyle pieniędzy, co połowa całej ludzkości, czyli 3,5 miliarda ludzi. Wyobraźcie sobie: 85 facetów i pań, którzy swobodnie zmieszczą się w jednym przegubowym autobusie, ma tyle forsy, co połowa reszty świata.
To jest chore. I jako takie, musi w końcu pęknąć.
Aby to jeszcze bardziej obrazowo podać – 1% ludzkości zgromadziło bogactwo wartości 110 trylionów dolarów (110 000 000 000 000 $$), co jest 65 razy tyle, co posiada wspomniana połowa ludzkości.
Robi wrażenie, prawda?
Oxfam wyliczył to teraz, gdy ci bogacze umówili się na coroczną kawkę w ekskluzywnym szwajcarskim kurorcie w Davos.
To jest kanwa, na której snuję dalsze rozważania na temat przyszłości planety Ziemi.

Acha, żeby sobie ktoś nie pomyślał, że ja sobie te wiadomości wyssałem z palca, oto doniesienia zachodniej prasy:

http://www.theguardian.com/business/2014/jan/20/oxfam-85-richest-people-half-of-the-world
http://www.usatoday.com/story/news/world/2014/01/20/davos-2014-oxfam-85-richest-people-half-world/4655337/
http://www.independent.co.uk/news/world/politics/oxfam-warns-davos-of-pernicious-impact-of-the-widening-wealth-gap-9070714.html

*



Nie każdemu było dane przeżyć zmierzch i upadek cywilizacji.
Nam niestety jest to dane, I to w stopniu, jak nigdy dotychczas.

Kiedy to się zaczęło? Czy już w 1789 roku wraz z Wielką Rewolucją Francuską? Nie sądzę. Wtedy zmieniono tylko istniejący system władzy, choć pojawiły się pewne nowatorskie idee. Sformuowane w 1793 - Liberté, Égalité, Fraternité, ou la Mort, z którego dość szybko wyrzucono zbyt kategoryczne "albo śmierć" mąci do dzisiaj.
Potem ukształtował się kapitalizm. Przyszła rewolucja techniczna. Zaczął się wiek pary, a potem elektryczności. Wreszcie nadeszła era komputerów i internetu.
W międzyczasie kobiety uzyskały równouprawnienie.
 Najpierw Europą, a następnie całym światem zawładnął zbrodniczy nazizm i  praktycznie równocześnie jeszcze gorszy komunizm.
W krótkim okresie czasu wymordowano na całym świecie dziesiątki milionów ludzi.
Wreszcie, od prawie 70 lat mamy w Europie pozorny spokój.

Dużo się wydarzyło w tak krótkim okresie czasu. Prawda? Twierdzę, że na tak dużą skalę i tak ogromnym zasięgu nigdy jeszcze w historii człowieczeństwa nie było tak wielkich skomasowanych zmian.

Napisałem to, żeby pokazać światowy kontekst i żebyśmy my sami, uczestnicy tych zmian zastanowili się nad tym.

Jednakże to, co się dzieje obecnie, na naszych oczach, niby mimochodem, bez wyraźnych deklaracji i manifestów, to coś dotychczas niespotykanego i potwornie groźnego.
Ani Stalin, ani Hitler, czy Lenin; czy też nieco mniejsi kacykowie, Mao, Pol Pot i Idi Amin, nie mieli zamiaru tego dokonać, ba, nawet im przez mordercze umysły nie przyszło, by tym się zająć.
Natomiast wykłębiło się w głowach zniewieściałych facetów, częściowo homoseksualistów i pedofilów, wąsatych bab, albo brzydkich hermafrodyt z parad równości, pokracznych profesorów i intelektualistów jak Chomsky, Sartre , czy Claude Lévi-Strauss (podaję imię, by nie mylić z jeansami).
Otóż oni wymyślili sobie całkiem nowy świat. Co jest oczywiście tożsame z upadkiem wielu cywilizacji, w tym najważniejszej dla nas, ponad dwa tysiące letniej cywilizacji łacińskiej.

Idioci, niestety wpływowi i inteligentni, bo przecież inaczej ich nazwać nie można, postanowili swiat kompletnie przemeblować. Dokładnie nie wiemy, jak ten ich projekt wygląda, bo specjalnie się tym nie chwalą, lecz na nasze nieszczęście, nieszczęście zwykłych ludzi, mają potężne wsparcie tych kilku najbogatszych ludzi świata i sterowanych przez nich czołowych światowych polityków.
Dla naszego jednoznacznego uproszczenia, nazwano nieoficjalnie ten toczący się projekt NWO – New World Order, czyli Nowy Porządek Świata.
Gdy zaczęto o tym głośno mówić, większość domniemywała, że chodzi tylko o rozwiązania ekonomiczne i finansowe. O nadrzędną rolę wielkich międzynarodowych korporacji, o pozbycie się dolara jako waluty światowej i w końcu o podporządkowanie polityki rządów tymże międzynarodowym interesom.
Wizjonerzy przywoływali tutaj dzieła Huxleya (do którego jeszcze wrócę), czy Orwella. Rozważano na podstawie literatury powstanie kasty magów i nadzorców i całej reszty ludzkości – niewolników. Koncentrowano się oczywiście na sytuacji ekonomicznej i dostępie do dóbr i technologii.

Jednocześnie nikt nie przypuszczał, że może w tej przebudowie świata chodzić o coś znacznie głębszego i radykalniejszego. O kompletne zmiany kulturowe i godzenie w podstawowy porządek świata.

*

Dobry Pan Bóg, a dla niewierzących Natura, tak sobie wymyśliła, że najpraktyczniejszą metodą rozwoju i kontynuacji wszelakich gatunków w tym właśnie człowieka, jedynej istoty w pełni rozumnej, jest stworzenie płci, samca i samicy, mężczyzny i kobiety. Tak było od zawsze. Istnieją wprawdzie inne marginalne metody rozrodu, lecz pełnią one kompletnie nieistotną rolę w naszym świcie.
Dobry Pan ustalił także, że to właśnie rodzice zajmują się rozwojem potomstwa, tak długo, aż może ono samodzielnie egzystować. Czy to człowiek, czy słoń, czy mrówka. Tak miliony lat temu powstała rodzina.
W miarę upływu czasu, w związku z płcią i rodziną powstały odpowiednie prawa, rytuały i metody postępowania. Różnią się one nieco w zależności od plemienia, gdzieś na świecie, lecz zasadniczo wszędzie są one podobne. Kulturowo przypisano pewne role społeczne i dotychczas wszystko to wspaniale funkcjonowało i istniał stały postęp i rozwój.



Nagle, po rozpasaniu rewolucji obyczajowej 1978 roku, pokolenie hippisowskich komun, swobody seksualnej, "wspólnych" dzieci i narkotycznych eksperymentów, dorwała się do władzy, mediów i opinii publicznej grupa zdeprawowanych, niemoralnych i kompletnie bez zasad tych właśnie ex – hippisów, wspierana na dodatek przez podstarzałych obecnie lewackich "rewolucjonistów" z różnych Czerwonych Brygad, Rote Armee Fraktion, Revolutionärer Kampf (vide Joshka Fischer czy Cohn-Bendid).
Mimo, że teraz są u władzy, o jakiej nigdy im się nie marzyło, to umysłowo pozostali na poziomie rewolucji 1968 i wczesnych lat siedemdziesiątych. Młodzieńcze fantasmagorie postanowili wcielić w życie.

Na początek postanowili rozpieprzyć tradycyjną rodzinę. To już nie ma być mąż i żona. To mają być partnerzy. Juz nie jest ważne, czy obupłciowi, czy jednopłciowi. Homoseksualiści, pedały i lesby, nie są przecież wstydliwym marginesem, medycznym schorzeniem, dewiacją, które w przyrodzie się zdarzają, tylko świadomymi swojej roli, ba, dumnymi ze swojej orientacji obywatelami, którym przysługują wszystkie prawa, w tym oczywiście również te związane z rodziną.
Jak wiadomo, w hippisowskich komunach (przepraszam za wulgaryzm) wszyscy pieprzyli się ze wszystkimi, nie ważne, czy chłopak, czy dziewczyna, a nawet, czy to było dziecko. To oczywiście upadło i przeminęło, jak każda dewiacja. Lecz nie w głowach tych, co teraz rządzą w Waszyngtonie, Brukseli, Paryżu, czy Berlinie.
Istnieje w psychologii i seksuologii prawo częstych kontaktów, a na dodatek, prawo pierwszych kontaktów. Albo, jak to lud mówi – "czym skorupka za młodu nasiąknie, tym na starość trąci".
I oni właśnie teraz na starość "trącą". Niestety, mają władzę.
I mając tą władzę chcą z całego świata zrobić taką pseudo-hippisowską komunę.
Małżeństwa do lamusa. Skreślamy słowa mąż i żona. Mój partner, moja partnerka, to jest to. Już nie rodzice; teraz opiekunowie dziecka: facet i kobieta, lub dwie baby, albo dwóch facetów. A jak coś nie wypali to i tak im się tego dzieciaka odbierze i da do wspólnego kojca, co już udowodniły różne tam Jugendamty Niemiec, czy Szwecji.
W Polsce odebrano rodzinom 85 tysięcy dzieci. W tym 850 tylko dlatego, że w domu była bieda.
Czyli, to już się proszę szanownego państwa dzieje – rodziny się skutecznie i intensywnie rozpieprza.

Jeżeli tak, to można pójść krok dalej. Po cholerę trzymać się sztywno płci. Dajmy swobodny wybór – chcesz być chłopczyku dziewczynką? Okej, nie ma sprawy. A ty dziewczynko chłopczykiem? No pewnie, mądra jesteś.
Przy okazji, za jednym zamachem zniknie cała ta durna dyskusja o pedałach i lesbach, bo teraz już kompletnie nie będzie wiadomo, kto jest kto.
Dobrze te smaczki i trendy wyczuł Palikot wprowadzając pierwszą jaskółkę Nowego Świata pana/panią Annę Grodzką.
Reasumując: dziecko ma mieć całkowitą swobodę, jaką płeć zamierza reprezentować, mimo widocznego siusiaka, czy cipki. Ma też samo sobie wybrać, czy chce być hetero, czy homo.
Ileż to daje nowych możliwości! Zboczeńcy, ci wszyscy łysi hippisi się cieszą. Dzieciak z penisem, o osobowości żeńskiej i orientacji hetero-seksualnej, to co? Normal? Lesbijka? Pedał? Nieważne, to tylko tymczasowe etykietki, które po okresie przejściowym zanikną w Nowym Wspaniałym Świecie.
To będzie "jazda bez trzymanki", jak by powiedział guru nowego świata, funkcjonariusz Owsiak.

Muszę wspomnieć, że oprócz głównego natarcia na kulturę i więdnącą cywilizację, są ataki poboczne, czyli na wszystkich konserwatystów.
A najważniejsze oczywiście na Kościół. Kościół trzeba zniszczyć. Wszystkich księży, ukrytych lub jawnych pedofili zagnać do pożytecznej roboty. Kościoły, niektóre tysiąc-letnie, w tym katedry, które dla Boga budowano przez 500 lat, pozamieniać na galerie, dyskoteki, czy co tam jeszcze do głowy przyjdzie. Przecież Wielki Myśliciel powiedział – "religia to opium dla mas". Co jest opium dla mas to decyduje Waszyngton i Bruksela. Jak na razie to telewizja i internet..

*

Czy zrealizuje się scenariusz rozwalenia naszej cywilizacji. Mimo rozwoju techniki, ludzie są słabi i coraz słabsi. Świadomie się ich wyniszcza. Młodym nie daje się możliwości pracy, a starych namawia się do eutanazji.
Tak na prawdę, tym 85 multimiliarderom wymienionym na początku nie potrzeba tyle ludności. Klub Rzymski już dawno temu wyliczył, że wystarczy by Polaków było tylko 15 milionów...

Czy zdobędziemy się na kontrrewolucję? Czy staniemy w obronie wypracowanych przez tysiąclecia prawd, praw i wartości?
Doprawdy nie wiem... Ale chciałbym tego dożyć!



autor: jazgdyni

poniedziałek, 20 stycznia 2014

Niedole blogera


Dlaczego odrobina kultury wymaga nadludzkiego wysiłku?

Miewałam kiedyś dość regularnie audycje w Radiu Maryja. Ojcu Dyrektorowi jestem bardzo wdzięczna za to że audycje te realizowały moim zdaniem ideał wolnego dziennikarstwa. Mogłam, na swoją odpowiedzialność, mówić co tylko chciałam. Mogłam wymieniać nazwiska. Ksiądz prowadzący bronił mnie przed zbyt natarczywymi słuchaczami. Przede wszystkim przed antysemickimi prowokacjami w stosunku do Radia. Jeżeli ktoś zaczynał od „ niech będzie pochwalony, wszystkiemu w Polsce winni są Żydzi „ - wiadomo było, że chce Radiu zaszkodzić, bo takie teksty idą potem na rachunek Radia. Ojcowie nauczyli się eliminować podobne prowokacje.
Niezależnie od nich - osobiście bardzo ceniłam kontakt ze słuchaczami. Naprawdę bardzo wiele się od nich nauczyłam.

Jedną z audycji poświęciłam podatkowi katastralnemu. Przygotowałam się solidnie ale nie jestem przecież ekonomistą i nie mogę znać dokładnie stosunków gospodarczych każdego kraju na świecie. Audycja cieszyła się powodzeniem, była powtarzana. Nie tylko wybaczono mi błędy, które popełniłam, ale zadzwoniło do radia wiele osób z krajów w których podatek obowiązuje i dzięki ich uwagom zrozumiałam wreszcie dokładnie do czego sprowadza się jego mechanizm. Jeden ze słuchaczy, pewien lekarz z Kanady, umówił się nawet ze mną na kawę podczas pobytu w Warszawie żeby mi wyjaśnić w jaki sposób podatek katastralny mógłby w Polsce przeszkodzić w tworzeniu się latyfundiów postkomunistycznych prominentów. Jak wiadomo najbardziej operatywni z nich zgromadzili w ręku tysiące hektarów kupowanej za grosze od agencji rynku rolnego ziemi z naruszeniem praw byłych właścicieli, wbrew interesom drobnych rolników i wbrew interesom społeczeństwa. Oni monopolizują teraz profity z dopłat dla rolnictwa i odetną kupony z zysków z handlu ziemią. Pan doktór miał to wszystko bardzo dobrze przemyślane i jego wspaniały wykład na ten temat oraz na temat systemu kanadyjskiego zapamiętałam do dziś.

Inna audycja poświęcona była aferze ze sprzedażą łąk oborskich w okolicy Konstancina inwestorom wskazanym w specjalnym dokumencie ministerstwa skarbu państwa. Do Radia pojechaliśmy w czteroosobowej grupie gdyż audycję połączono z częścią poświęconą tak zwanemu dekretowi Bieruta. O dekrecie Bieruta wiedziałam tyle co wszyscy i to czego dowiedziałam się od telefonujących słuchaczy jest dotąd dla mnie bezcenne. Jak powiedziałam- Radio realizuje dla mnie ideał wolnego dziennikarstwa. Dziennikarz nie może być we wszystkich sprawach ekspertem. Tylko wywołuje temat. Prowokuje dyskusję w której słuchacze i on sam precyzują stanowiska.

Podczas tej audycji po raz pierwszy spotkałam się jednak ze słuchaczem niedowiarkiem żądającym dowodów, których z oczywistych przyczyn nie mogłam ujawnić. Słuchacz oświadczył, że nie wierzy w to aby ministerstwo skarbu państwa wskazywało nabywców łąk oborskich i zażądał pokazania przed kamerą odpowiedniego dokumentu. Pokazałam kopię nie ujawniając oczywiście kto ją zrobił, a wtedy słuchacz oświadczył, że dokument ten, ewidentnie nielegalnie zdobyty, nie może być dla niego dowodem. Nie wiem czy był po prostu dociekliwy czy pracował na określone zlecenie. Odpowiedziałam, że nie jesteśmy w sądzie amerykańskim i nic nie muszę mu udowadniać. Ksiądz prowadzący po prostu go wyłączył.

Kiedy zaczęłam poruszać różne nurtujące mnie problemy w blogach spotkałam więcej takich niedowiarków. Napisałam kiedyś , że podczas katastrofy Titanica nie wykorzystano wszystkich ratunkowych łodzi. Przeświadczenie to oparłam na francuskim filmie który tłumaczyłam dla stacji Planete. Pewien nerwowy komentator nie tylko wydrukował z Wikipedii numery łodzi uczestniczących w akcji ( ich kolejność miałby dowodzić, ze wszystkie zostały wykorzystane) ale poddał w wątpliwość fakt tłumaczenia filmu, żądając jego tytułu i daty emisji. Jego wiarę w Wikipedię podważyłam polecając mu wpisanie w wyszukiwarkę hasła „ prawdziwe zdjęcia duchów”. Każdemu polecam taki eksperyment. Pokazywania umowy z Planete odmówiłam. Tytułu filmu nie pamiętam do dziś. Przetłumaczyłam setki filmów i nie jestem ich w stanie na każde żądanie odnaleźć.

Następna wtopa dotyczyła dziecinnej wyliczanki po angielsku. Zacytowałam ją z pamięci . Według niezliczonych ekspertów popełniłam same błędy. „ Jesteś beznadziejna, jeżeli nie znasz angielskiego naucz się go nie używać”- napisał mi pewien sympatyk . Przyznam się ze wstydem, że dość długo nurtowało mnie pytanie dlaczego zapamiętałam wyliczankę w nieprawidłowej wersji, ale nie chciałam nic zmyślać na swoje usprawiedliwienie. I oto chwila tryumfu. Wyrzucając stare podręczniki znalazłam tekst wyliczanki w podręczniku dla 9 klasy czyli 2 klasy mojego starego liceum. Jest to podręcznik Janiny Smólskiej pod tytułem LET'S LEARN ENGLISH. Na 38 stronie tego podręcznika umieszczona jest inkryminowana wyliczanka w następującej , podobno nieprawidłowej wersji.
As I was going to St.Ives
I met a man with seven wives
Every wife had seven sacks
Every sack had seven cats
Every cat had seven kits
Kits, cats, sacks, wives-
How many were going to St. Ives?
Nie jestem anglistką. Chętnie przyznaje, że nie znam angielskiego. Oczekuję, że osoby znające ten język wytłumaczą mi (1) jak powinna wyglądać prawidłowa wersja tej wyliczanki? (2) dlaczego nieprawidłowa wersja króluje w podręcznikach?
Czytelnicy i komentatorzy blogów są zdecydowanie ostrzejsi niż słuchacze Radia Maryja. Kiedy zapytałam eksperta od Titanica czy mógłby zwracać mi uwagę w innym tonie, na przykład: „ chyba się mylisz , postaram ci się to wytłumaczyć” zamiast” jesteś beznadziejna i piszesz same idiotyzmy” odparł, że się postara ale będzie wymagało to od niego nadludzkiego wysiłku. Mam więc następny problem do poruszenia. Dlaczego odrobina kultury wymaga nadludzkiego wysiłku? Nie jestem socjologiem ani psychologiem. Tylko wywołuję temat mając nadzieję, że się czegoś ciekawego dowiem od czytelników.

autor: Iza

sobota, 18 stycznia 2014

Trutnie czyli Irek do tablicy


Profesor Ireneusz Krzemiński bez trudu uzyskałby grant na zbadanie tego niepokojącego zjawiska. Byliśmy kiedyś na ty dlatego pozwolę sobie powiedzieć. „Irek do tablicy- pokaż co potrafisz”.

Znajoma mieszkająca w Niemczech skarżyła mi się ostatnio na córkę, która ma przeszło 30 lat, nie skończyła nawet pierwszej klasy liceum,a co gorsza związała się z grupą ludzi, których ideologią jest odmowa pracy i oszukiwanie państwa. Są wśród nich prawnicy i lekarze, mieszkają w pustostanach, żyją z wyłudzanych zasiłków, bezprawnie ( nie płacąc składek) korzystają z AKA. Wyspecjalizowali się również w wyłudzaniu od właścicieli i administracji domów odszkodowań za zaniedbania zagrażające rzekomo ich życiu i zdrowiu. W restrykcyjnym niemieckim systemie właściciel domu woli zapłacić frycowe niż użerać się z kontrolami sanitarnymi i kontrolami instalacji. Młodzi ludzie korzystają z jadłodajni dla ubogich, z przeterminowanych produktów wystawianych w sklepach wielkich sieci w korytarzu , zbierają resztki jarzyn na bazarach. Jeżdżą z zasady na gapę nawet dalekobieżnymi pociągami. W restauracji znajdują w zupie włos albo karalucha, żeby nie płacić za posiłek. Bezwzględnie eksploatują swoje rodziny wyłudzając od nich pieniądze i inne świadczenia.
Ich ideologia sprowadza się do negowania wszelkich społecznych obowiązków, natomiast korzystania z wszelkich praw. Nie pamiętam jak to zjawisko oficjalnie się nazywa, ale liczę na wiedzę czytelników.
Opowiadałam o tym innej, polskiej znajomej, która pracowała kiedyś jako psychiatra dziecięcy w CZD, a teraz jako lekarz kontraktowy pracuje w różnych ZOZ-ach w kraju. Ponieważ na ogół jest w terenie jedynym lekarzem tej specjalności zgłaszają się do niej zatroskani rodzice nie tylko małych lecz dorosłych dzieci, które odmawiają usamodzielnienia się. „ Nie chce pracować, nie chce się uczyć, nie chce się żenić- włóczy się po wsi i popija” - słyszy lekarka od zrozpaczonych rodziców delikwenta. Czasami młody człowiek terroryzuje rodziców czy wymusza pieniądze od babci. Według znajomej to zjawisko ma charakter plagi, wręcz epidemii, ale nie było jak dotąd przez nikogo badane. Niewiele może pomóc- nawet gdyby zdiagnozowała depresję czy psychozę, nie można nikogo leczyć przymusowo. Poza tym (wbrew temu co chcieliby na ogół usłyszeć rodzice) nie jest to depresja czy psychoza czy inna choroba psychiczna lecz zaburzenie funkcji społecznych. W najgorszym przypadku charakteropatia a nie choroba.
Po tej rozmowie przeprowadziłam ankietę wśród znajomych. Interesowało mnie kto i z jakich przyczyn utrzymuje swoje dorosłe dzieci, wobec których nie ma od dawna obowiązku alimentacyjnego.
Skala tego problemu przeraziła mnie. Skrajny przypadek to utrzymywanie przez starych ludzi córki z dwojgiem dzieci. Dziadkowie wiedzą, ze gdyby odmówili pomocy, dzieci trafiłyby do placówki opiekuńczej ( mówiąc wprost wylądowałyby w bidulu), a młoda dama skwapliwie z tego korzysta. Odmawiają podjęcia pracy ludzie dawno dorośli, z dyplomami, nie będący inwalidami. Obrazili się na podły świat, na system, na innych ludzi. Wykorzystywanie najbliższych- rodziców czy babci, od której wyłudzają emeryturę, nie budzi natomiast ich oporów. Ich argumentem jest, że nie prosili się na świat, który im się nie podoba. „ Trzeba mnie było wyskrobać, albo utopić zaraz po urodzeniu” - wykrzyczał przerażonym rodzicom – ich dorosły syn, który nie chce pracować.
Ktoś powie : „ tak ci młodzi ludzie zostali wychowani”. Odpowiem : „ taki model wychowawczy został narzucony rodzicom, wymuszony na nich przez system”.
Znajomy, bardzo zamożny człowiek dochował się blisko 40 letniego trutnia, który nie chce się wyprowadzić z jego willi i prowadzi rozrywkowy tryb życia nie tylko pasożytując na rodzinie ale podkradając pieniądze nawet gosposi. Kiedy po kolejnej awanturze ojciec wywalił go z domu i odebrał mu klucze przywiozła go policja. Okazało się, że młody ( ?) człowiek ma prawo mieszkać tam gdzie jest zameldowany. Wiele lat temu, jeszcze w liceum znajomy oddał go do zakonnej szkoły z internatem w Anglii. Chłopak zadzwonił na angielską policję i zgłosił, że jest bezprawnie więziony. Przerażeni zakonnicy wydali mu kwotę , którą rodzice przeznaczyli na roczny pobyt w szkole. Chłopak wracał do domu tydzień , przez Lazurowe Wybrzeże. Jak się łatwo domyślić nie przywiózł ani grosza. Znajomy twierdzi, że za PRL bez trudu oddałby delikwenta na statek rybacki do patroszenia śledzi, bez prawa wyjścia na ląd przez pół roku. Uważa, że to by go wyprostowało. Teraz żaden kapitan, za żadne pieniądze nie zdobędzie się na taki krok. Obecnie nie wolno dziecka wbrew jego woli oddać do szewca ani do szkoły z internatem. Rodzice nie mają nawet prawa czynnie przeszkodzić nastolatce w wyprawie do nocnego klubu. Nie wolno im zamknąć drzwi na klucz. System chroni rozpuszczoną pannicę. Znam przypadek gdy taka pannica żąda od rodziców pieniędzy na konto spadku po nich.( autentyczne).
Socjologowie powinni zająć się tym zjawiskiem. Zastanowić się dlaczego młodzi ludzie- nie tylko w Polsce- tak bardzo obrażają się na świat, że godzą się na status menela ( w Niemczech penera) żyjącego z tego co wyłudzi. Dlaczego nie zależy im na autentycznej samodzielności?. Dlaczego nie cieszą ich zarobione własną pracą pieniądze? I przede wszystkim dlaczego system chroni takie aspołeczne postawy?
Nie jestem socjologiem i na takie badania nikt mi nie da złamanego grosza. Bez programu badawczego mogę korzystać tylko z uprzejmości znajomych opisujących mi znane im przypadki. Nie wolno mi zadawać drażliwych pytań nawet uczniom. Muszę czekać aż sami zechcą mi się zwierzać.
Natomiast profesor Ireneusz Krzemiński bez trudu uzyskałby grant na zbadanie tego niepokojącego zjawiska. Niestety - z godną lepszej sprawy zaciekłością - zajmuje się zawrtością antysemityzmu w mleku matki. Byliśmy kiedyś na ty dlatego pozwolę sobie powiedzieć. „Irek do tablicy- pokaż co potrafisz”.

autor: Iza

Ciągle nas mają za idiotów


Halo! To my - idioci! Łykamy wszystko co daje nam codziennie GieWu i TVN. Bez tego ciężko żyć. Adamie Michniku i ty Wielki Tusku, wyjaśnijcie nam świat. Bez tego życie leminga jest jałowe i puste.

Blogerka Elig przytoczyła trafne obserwacje -http://elig.prawynurt.pl/polityka/opinie/pomys-upartego-nasz-przekaz-dnia-w-sprawie-smolenska,990.htm .

Typowy leming jest niestety dosyć głupim osobnikiem. Do tego naiwnym i łyka każdą sieczkę, abstrahując od tego jak durną i bezczelną, jeżeli tylko pochodzi z jego najważniejszych ambon: GieWu i TVNu.

Dla tego też, te tuby propagandy przestały już kierować swój przekaz do przeciętnego czytelnika, albo widza, a skoncentrowały się na durnowatych lemingach, którzy widocznie zaczynają im wyciekać ciurkiem w stronę rozumu i opamiętania.

Jak już pisałem ( http://jazgdyni.prawynurt.pl/klub-dyletantow/jatrzenie-smolenskiem,481.htm ), oficjalna prorządowa propaganda odpaliła śmierdzącą petardę, gdzie cynglową była funkcjonariuszka GieWu do zadań najbrudniejszych (urodzona czyścicielka latryn?), pani Kublik. W tygodniowej akcji wydalania steku bzdur, te dwie przodujące gadzinówki (TVN i GieWu), kompletnie nie licząc się ze zdrowym rozsądkiem i minimalną inteligencją, z braku mamy Madzi pod ręką, starały się żabim rechotem zdyskredytować profesorów wspierających zespół Macierewicza.

Ich działania były na tak żenującym poziomie, że gdybym był lemingiem, to bym się obraził. Za jakiego głupka oni mnie mają? Ciekaw jestem, jak spora grupa bezmyślnych popleczników platformy zareagowała przebłyskiem inteligencji i po raz pierwszy zwątpiła we wiarygodność swoich ulubionych katechizmów.

Bardzo interesujące jest pytanie, co spowodowało, że włodarze tych wymienionych mediów zdecydowali na przypuszczenie ataku tak głupiego i prymitywnego. Przecież są tam między innymi ludzie o sporej inteligencji i wiedzy. Dlaczego ustawili poprzeczkę przekazu tak nisko, jakby zwracali się do dzieci z młodszych klas podstawówki. Czy oni całkowicie wątpią w jakiekolwiek zdolności umysłowe swoich wyznawców? Może tak być, jeśli przypomnimy sobie fakt codziennych dyspozycji wysyłanych smsami do członków platformy. Żeby przypadkiem nie mówili z głowy.

50% członków Platformy Obywatelskiej, jak się okazuje, to ludzie z wykształceniem podstawowym. I raczej o stosunkowo niskim poziomie moralności, jak sobie przypomnimy, ze w czasie wyborów PO miało największe notowania we więzieniach i aresztach. Przestępcy instynktownie wyczuwają ewentualne przyjazne środowisko, gdzie dalej będą mogli bezkarnie uprawiać swój proceder.

Do takich właśnie ludzi kieruje się przekazy. Popatrzmy sobie, co przez trzy lata oficjalna propaganda wytworzyła i pluła na temat Smoleńska.

Pamiętamy przekaz o idiotach – pilotach; debeściaki, jak spod budki z piwem, którzy brali udział w konkursie sikania na odległość. To przekaz o oszalałym Prezydencie – samobójcy, który zmusił załogę do lądowania w lesie na polanie. To także opowieść o pijanym dowódcy lotnictwa, generale Błasiku, który przejął stery i sam walnął w ziemię.

Tych kompletnych idiotyzmów było więcej. Jeden głupszy od drugiego. Mimo to, massmedia, cały aparat propagandowy RP, poważnie rozważali te wymyślone fakty. To było OK i według oficjalnej strony – wysoce prawdopodobne. Nie tak, jak bzdurne teorie o wybuchu, wątpliwości, co do pancernej brzozy, czy sterowanie lądowaniem z Moskwy.

Teraz mamy rechot z naukowców. Ludzi z imienia i nazwiska. Podkreślam to wyraźnie, bo w odróżnieniu od ekspertów Macierewicza, nie znamy nikogo z grupy ekspertów pana Laska, który nota bene jest specjalistą od obróbki skrawaniem.

Władza w końcu zaczyna się poważnie bać Smoleńska. Trzy lata minęły, a 40% społeczeństwa nadal im kompletnie nie wierzy. Wysypisko kłamstw i przeinaczeń nie zdołało przykryć nieznanej nam prawdy i zabić zdolności do samodzielnego myślenia. Przy rosnących sondażach PiSu Tusk zaczyna sobie zdawać sprawę, że w końcu przyjdzie mu zapłacić.

Poważnie się obawiają.

Nie chcą konferencji ekspertów przygotowywanej przez prezesa Polskiej Akademii Nauk, prof. Michała Kleibera. Nagle może się okazać, że eksperci Millera i Laska to wydmuszki, właśnie po tej stronie są specjaliści od obróbki skrawaniem, a po stronie Macierewicza fachowcy od symulacji komputerowych, wytrzymałości materiałów, teorii materiałów wybuchowych i dynamiki ciała stałego. Bo o tym wiemy na pewno. Ale jak durnowato rechoce Córa Rewolucji propagandowej, pani Kublik – nie ma specjalistów od katastrof lotniczych!

Największa tragedia w historii Rzeczypospolitej powinna mieć jak najwyższy priorytet, nawet międzynarodowy. Powinna być traktowana z całkowitą powagą i wybitną uwagą.

Tymczasem robi się z tego durny, wprost kabaretowy show, ośmiesza się i deprecjonuje. Nie postępują w ten sposób ludzie o czystych sumieniach. Wprost przeciwnie, zasłonę propagandy rozpościerają ci, co mają coś do ukrycia, ci, co się boją, że prawda wyjdzie na jaw.

No i najsmutniejsze jest to, że władza i cały ten aparat oficjalnej propagandy ma swój własny naród za durni i skończonych debili. Pani Kublik, Olejnik, czy Pochanke, sprzedające z ogniem w oczach cały tem szajs, są kompletnie głupie, czy tylko cyniczne i zakłamane?

Mam nadzieję, że wkrótce cała ta hołota zejdzie nam z oczu i znajdzie właściwe dla siebie miejsce na śmietniku. Brudami się zajmują, to przydadzą się do segregacji śmieci.


autor: jazgdyni

piątek, 17 stycznia 2014

Śpioszki rozmiaru XXXL


Kobieta nie chce oprócz własnych dzieci zajmować się dodatkowo dużym dzieckiem w śpioszkach rozmiaru XXXL, któremu będzie musiała – gdy się popłacze- wycierać nos.

Ekonomiści nieustannie ubolewają nad spodziewaną całkowitą zapaścią systemu emerytalnego związaną z zapaścią demograficzną w Polsce. Kolejne rządy wymyślają zachęty do rozmnażania się Polaków takie jak przedłużony urlop wychowawczy czy tak zwane „ becikowe”. Co do becikowego – obliczono, że wychowanie jednego dziecka kosztuje minimum 300 tysięcy. Wobec tej kwoty tysiąc czy dwa tysiące „ becikowego” wystarcza co najwyżej na wózek, a raczej żeby upić się – z radości czy z rozpaczy. Żeby młodzi ludzie chcieli się rozmnażać nie wystarczy presja biologiczna. Potrzebna jest silna presja kulturowa. Pytam ostatnio często moich uczniów- „dlaczego młodzi ludzie nie chcą podejmować biologicznych i społecznych ról?” Chłopcy najczęściej sprzedają mi spiskowe teorie, których nie mam zamiaru tu powielać. Dziewczynki przyciśnięte do muru bywają bardziej szczere. Rynek matrymonialny – twierdzą – jest bardzo wąski. Przede wszystkim dlatego, ze znani im chłopcy zachowują się jak..... Tu używają wulgarnej nazwy narządu żeńskiego, której choćby z racji wieku nie wypada mi cytować.
„ Idę z kolegą Nowym Światem i zastąpili nam drogę dresiarze”- opowiada dziewczynka. „Kolega schował się za moimi plecami. Czy mam z kimś takim planować ślub i urodzić mu dziecko?”- pyta rezolutnie.
Córka, która pracuje na Wyścigach zaprosiła kiedyś do stajni tak zwanego absztyfikanta. Jeden z ogierów, którymi się opiekowała miał brzydki zwyczaj atakować wchodzących do boksu. Absztyfikant przytaszczył wiaderko z owsem pod same drzwi i powiedział: „ Wybacz, ale ja do niego nie wejdę”. Nawet nie zauważył, że został w ten sposób nieodwołalnie skreślony.
Zwolennicy teorii spiskowych tłumaczą mało męskie zachowania chłopców obecnością hormonów żeńskich w wodzie pitnej, albo celowym truciem populacji przez tajemnicze smugi na niebie rozpylane przez samoloty. Ja obawiam się, że jest gorzej, że jest to rezultat postulowanych przez Ortegę y Gasset działań w nadbudowie. Zostały prawie całkowicie zniszczone tradycyjne wzorce kulturowe. Kto dzisiaj mówi chłopcu, który rozbił kolano na rowerku, że „ chłopaki nie płaczą”?
I na tym polega podstawowe zagrożenie ideologii gender postulującej w imię równouprawnienia. zamianę ról społecznych
Optymiści uważają, że instynkt samozachowawczy jest silniejszy od kultury, że facet przyciśnięty głodem pozbiera się i coś upoluje. Nic bardziej mylnego.
Znajoma podróżująca po egzotycznych krajach ze swoim chłopakiem opowiadała, że gdy utknęli bez zapasów w jakimś odludnym miejscu załamał się i nie opuszczał śpiwora. „ Jestem głodny, zrób coś” - powiedział wreszcie. Złapała jakąś rybę i przeżyli. Po powrocie oczywiście się z nim rozstała. Powiedziała, że w mieście nie zwracała uwagi na różne niepokojące sygnały. Facet depilował nogi i używał perfum. Nie twierdzę, że depilacja nóg jest sama w sobie czymś złym. Ważniejsza jest zgoda mężczyzn na matriarchat. Na to, że to kobieta zarabia, decyduje, a w razie potrzeby staje do walki. „ Nie jestem pszczołą, nie potrzebuję trutnia”- powiedziała mi znajoma podróżniczka.
Wiele osób traktuje defensywę samców jako uboczny efekt równouprawnienia kobiet. Uważam, że faktyczne a nie ideologiczne równouprawnienie nie jest groźne. Wiele lat temu jeździłam na wyścigach czyli uprawiałam sport ekstremalny zarezerwowany kiedyś tylko dla mężczyzn. Na torze było tylko kilka amatorek i byłyśmy pod ochroną. Nie pozwalano nam nosić worków z owsem ( 50 kg) , chłopcy pomagali nam przy każdej okazji, w naszej obecności powściągali wyścigowy język. Jak twierdzi córka obecnie na wyścigach nie ma ani jednego amatora chłopca. Przewagę płci męskiej rejestruje się tylko wśród pracowników. Amatorami są natomiast same baby- agresywne, kłótliwe, wulgarne.
Do podobnych wniosków można dojść analizując zjawisko „ fali'. To zjawisko, typowe dla podkultur więziennych i wojska przeniosło się w latach 80-tych do szkół. Polegało na wzajemnym prześladowaniu się przez nieformalne grupy rówieśnicze. Etapy fali w szkołach to podkultura „ gitowców”, potem dziecinne i młodzieżowe gangi złodziei samochodów, handlarzy narkotykami, prześladujących spokojnych uczniów. Kiedyś fala obejmowała wyłącznie chłopców. Teraz fala w szkołach częściej dotyczy dziewcząt. Są bezwzględne, okrutne, wulgarne. Biją się o chłopców ale ich nie szanują.
Od dawna poszukuje się diagnozy takiego stanu rzeczy. Za moich czasów próbą takiej diagnozy była piosenka „ Okularnicy” bodajże Osieckiej. „ Taki dzieckiem się nie zajmie, tylko myśli o Einsteinie”- wyśpiewywano. Diagnoza całkowicie fałszywa. Na wydziałach przyrodniczych faktycznie królowali „ okularnicy” odbywający zajęcia wojskowe z dziewczętami. Byli oni jednak na ogół merytorycznie o wiele lepsi od dziewcząt i nagminnie uprawiali sporty ekstremalne takie jak alpinizm czy spadochroniarstwo.
Dla mnie niepokojącymi sygnałami przemian kulturowych, które owocują defensywą mężczyzn było początkowo reklamowanie małżeństw partnerskich z wzorcową zamianą ról. Następnie coraz częstsza walka o opiekę nad niemowlętami (w sądach ) ojców oczekujących alimentowania przez kobiety. Kolejny etap zapaści kulturowej to propagowanie wzorca mężczyzny „ metroseksualnego” co miało oznaczać - dbającego o siebie jak kobieta. Czytującego bez wstydu kobiece magazyny w poczekalni u kosmetyczki . No i obecnie ideologia gender zgodnie z którą zamiana ról ma być wpajana dzieciom od żłobka.
Jak już pisałam mamy łódkę na Jezioraku. Córki najchętniej pływają z pewnym moim znajomym profesorem, dobrym żeglarzem, zdecydowanie starszym panem. Do swoich rówieśników nie maja zaufania. „ Wiem, że gdy coś się stanie to on ( starszy profesor) zrobi wszystko co trzeba, nawet gdyby miał umrzeć”- powiedziała jedna z córek i się nie pomyliła. Gdy podczas sztormowej pogody zablokował się im miecz i łódka niebezpiecznie dryfowała znajomy skoczył do lodowatej wody, zanurkował i wyciągnął miecz. Wszyscy pozostali członkowie załogi byli trzy razy od niego młodsi.
Kilka lat temu byłam na łódce ze znajomymi. Wśród nich była moja koleżanka i jej przyjaciel, z którym – pomimo dość zaawansowanego wieku- wiązała plany matrymonialne. Tym razem podczas sztormu złamało się jarzmo steru i pomimo zrzuconych żagli wiatr wepchnął łódkę na wyspę Czaplak. Po kilku dniach biwaku w zimowych warunkach zabrakło nam jedzenia. Jedyną szansą była wyprawa do sklepu. Trzeba było pokonać bród łączący wyspę z lądem. Panowie zrezygnowali z wyprawy. Poszły trzy panie. Rozebrane do rosołu przeszłyśmy kilkaset metrów po szyję w lodowatej wodzie. Podczas powrotu dźwigałyśmy ciężkie plecaki. Panowie uprzejmie zjedli przygotowany przez nas posiłek. Znajoma pogoniła absztyfikanta.
„Po co mi facet, który nie zarobi, nie naprawi szafy, a gdy zaatakuje nas pies rozpłacze się i schowa za moimi plecami. Gdzie tu jest miejsce na fascynację i kobiecą uległość.”- powiedziała mi ostatnio zaprzyjaźniona rezolutna uczennica.
Kobieta nie chce oprócz własnych dzieci zajmować się dodatkowo dużym dzieckiem w śpioszkach rozmiaru XXXL, któremu będzie musiała – gdy się popłacze- wycierać nos.

autor: Iza

wtorek, 14 stycznia 2014

Sprawa Korusa (Marzec 68) – kolejny falstart

Zapowiadany na 14.01.2014 r. proces Zygmunta Korusa (po październikowym ubiegłorocznym falstarcie) znów nie ruszył z miejsca. Rozprawę bowiem postanowiono wznowić jako "utajnioną", bez udziału  zgromadzonej pod salą publiczności i licznych przedstawicieli mediów. W związku z powyższym mecenas Zbigniew Cichoń, w imieniu skarżącego Skarb Państwa Zygmunta Korusa (żądającego rekompensaty za komunistyczne represje), złożył wniosek o wyłączenie całego składu sędziowskiego z uwagi na pogwałcenie Europejskiej Konwencji Praw Człowieka i Obywatela, par. 6 pkt 1, gwarantującej jawność procesową.  Sprawa została przełożona na 21.02.2014, g.10.30, SO, Kraków, ul. Przy Rondzie 7, sala D-0018

Zaczęło się od bałaganu. Okazało się, że rozprawa została przeniesiona z dość dużej sali rozpraw, gdzieś do podziemii sądu, w zakamarki, wrażenie złe, co dodatkowo było potęgowane niebywałą ilością policjantów „rezydujących” w tym rejonie gmachu.

Przybyło kilkanaście osób z miasta i przyjezdnych jak również przedstawiciele mediów ze swoim sprzętem, zainteresowani tym procesem. Bądź co bądź jest to rozprawa w pewnym sensie historyczna, przybliżająca „sławny-niesławny-zniesławiany” rok 1968 i uczestników ówczesnych protestów.

Zaczęło się proceduralnie. Sąd poprosił wyłącznie Zygmunta Korusa wraz z jego adwokatem, senatorem Zbigniewem Cichoniem. Wcześniej Korusa bardzo skrupulatnie zrewidowano. Przed zamkniętymi za nimi drzwiami wejście dla publiczności odgradzała policja.

Sędzia prowadzacy, Zygmunt Długogórski, oznajmił, powołując się na stosowny paragraf, że proces będzie niejawny z powodu zagrożenia incydentami na sali rozpraw. A co za tym idzie wcześniejsze zgłoszenia przedstawicieli mediów o umożliwienie rejestracji rozprawy w postaci obrazu i dźwięku stają się nieaktualne.

Mecenas Cichoń zaprotestował do protokołu, powołując się na prawo jego Klienta do jawności rozprawy, zgodnie z europejskimi standardami, które Polska podpisała, czyli Europejską Konwencją Praw Człowieka i Obywatela, par. 6 pkt 1. Zaraz potem adwokat w imieniu Korusa zgłosił wniosek o wyłączenie składu sędziowskiego, jako że wg. strony obecny trybunał nie gwarantuje sprawiedliwego i obiektywnego procesu. Po tym wniosku sąd zarządził krótką przerwę w rozprawie.

Po powrocie na salę rozpraw (wcześniej ponownie zrewidowano Korusa) sędzia prowadzący stwierdził, że wniosek nie może zostać rozpatrzony, gdyż nie zawiera nazwisk składu sędziowskiego, mówi o wykluczeniu in gremium, a należy wyszczególnić konkretnych sądziów, co do których ma się zastrzeżenia.

Wówczas mecenas Cichoń podtrzymał wniosek i poprosił protokolantkę o dostarczenie informacji widniejącej przed salą. Wspólnie odczytywano skład sędziowski (wg wywieszonej wokandy): Aleksandra Almert (Przewodnicząca) oraz sędziowie Zygmunt Długogórski i Bogdan Jędrys. Mecenas wnioskował teraz imiennie o wyłączenie tychże sędziów z dalszej rozprawy Zygmunta Korusa. Jako że wszystkie formalności zostały spełnione, sędzia sprawozdawca Zygmunt Długogórski nie mógł już zrobić nic innego, tylko rozprawę odroczyć.

Dlaczego, wydawałoby się proste i słuszne procesy, napotykają na taki opór sytemu sprawiedliwości? Czemu wyłącza się jawność prewencyjnie? Pod pretekstem uniknięcia ewentualnych „zamieszek” ze strony widowni (sic!). Czy może istnieją wytyczne, żeby bohaterów walki z totalitaryzmem PRL-u traktować jakoś specjalnie? Oczywiście w sensie negatywnym.

Czy byli funkcjonariusze Komuny też są tak traktowani? Dlaczego System stara się takie sprawy, jak pana Korusa, maksymalnie wyciszać? Stosuje różnego rodzaju triki, "utajnia", nie dopuszcza widowni, dyskwalifikuje dziennikarzy i media elektroniczne, które reprezentują interes społeczny...
Co jest u licha!? To ma niby być ta wolna Polska!?
___________________________________

http://www.dziennikpolski24.pl/pl/aktualnosci/malopolska/1301006-komu-przeszkadza-publicznosc-na-procesie-o-rekompensate-dla-przywodcy-strajku-z-1968-r.html

http://www.pomniksmolensk.pl/news.php?readmore=4610#.UtZAebSRRhc


http://wkrakowie2014.wordpress.com/2014/01/14/proces-zygmunta-korusa/



autor: jazgdyni

Sie ma. G..g...gówno mi zrobicie!


Manipulacja trwa w najlepsze. Nawet tak subtelnie wpuszczono ludzi w maliny z finansami Owsiaka, by przykryć ten właściwy cel projektu.

Nie po to mnie wymyślono i wprowadzono do Systemu, żeby banda oszołomów i zawistników rozpierdzieliła taki piękny projekt. Najwybitniejszy zespól specjalistów, z panem Tymochowiczem dba, by moje czerwone spodnie i rajcowna koszula i te fajne teksty i nawet moja chrypa i jąkanie zrobiły ze mnie guru i żebym spacyfikował całą młodzież
Róbta co chceta, ja wytrzymam. Mam przecież za sobą cały system i jestem prominentnym członkiem układu.
Dzieciaki już się do mnie modlą. A niedługo zacznę uleczać...
 



Staram się jak mogę nie włączać się w główny nurt bieżących tematów, ale cóż, jestem tylko normalnym człowiekiem i obserwatorem naszej rzeczywistości.
"Święty" Jerzy Owsiak, podstarzały hippis, zakończył swoją kolejną komercyjną akcję. Przesiedziałem tą niedzielę w domu, bo nie chciałem robić przykrości tym wszystkim biednym, Bogu ducha winnym, zmanipulowanym dzieciakom.

Co to jest "Projekt Jerzy Owsiak"? Czy ktoś się już nad tym zastanawiał? Może tak, lecz ja świadomie nie śledzę wpisów o tym panu. Ponieważ jest on dla mnie odpychający.
Błazen w żółtej koszuli i czerwonych spodniach.,nawet jego brzydota jest wystudiowana, z kolczykiem w uchu i cudacznych okularach, podstarzały "młodzieniec" we wieku drugiego podobnego cudaka, Wojewódzkiego, uczy młodych dziwacznego slangu, jakby język polski nie był dostatecznie piękny. Mąci w głowach strasznie – naiwnym młodym i starszym idiotom.

Czy on sam siebie takiego wymyślił? Podejrzewam, że nie. Musiało nad tym intensywnie pracować grono fachowców systemu, żeby stworzyć kulturową przeciwwagę dla coraz bardziej narodowego harcerstwa i rozwijającego się katolickiego ruchu oazowego. To w założeniu ma być komercyjna kontrkultura, podpierana paskudnymi "sie ma" i "róbta co chceta".

Facet, ten cały Owsiak, miał do tego odpowiednie przygotowanie. Wychowany w domu ubeka i milicjanta, który, co jest istotne, do milicji wstąpił już w 1945 roku,. Fakt bardzo znamienny. Czyli, jak to się mówi wśród pijarowców, posiadał odpowiedni background.
Selekcji dokonano szczegółowo, opierając się na pierwowzorze, jakim był śp. Marek Kotański. Człowiek zaangażowany i uczciwy.
Teraz należało to kontynuować. Znaleziono rokendrolowca, brzydkiego, w okularach, jąkającego się i dziwaka. Czyli idealny autorytet dla młodzieży, która jak wiadomo przeżywa rozterki wieku dorastania i świetnie się identyfikuje z kimś trochę gorszym od siebie. Wybrano Owsiaka idealnie. Człowiek bezideowy, kompletnie wyprany z moralnych dylematów, nadawał się jak nikt na nowego mesjasza polskiej młodzieży.
"Projekt Owsiak" postanowiono skonstruować z dwóch, niby przeciwstawnych, ale wspaniale się uzupełniających przedsięwzięć – Przystanek Woodstock i Wielka Orkiestra Świątecznej Pomocy.
Czyli zgodnie z najlepszymi zaleceniami socjologii i psychologii, najpierw dać się dzieciakom wyszaleć i wytaplać w błocie, a następnie dać rozgrzeszenie szczytną, charytatywną akcją. I tak co rok, jak wzrastają następne roczniki, przygotowuje się kolejne pokolenia lemingów.

To nie jest żadna subkultura. To jest wiodąca kultura zalecana przez system, a właściwie przez całe europejskie lewactwo. Lecz z różnych subkultur czerpie pełnymi garściami, aby sprzedawany młodym towar uczynić atrakcyjnym i dającym złudzenie przynależności do grupy.
Mamy więc elementy subkultury knajackiej, niemalże więziennej. Te wszystkie "sie ma", "róbta co chceta", to slang, biorący swój początek z więziennej grypsery. Mamy elementy subkultury hippisowskiej i późniejszej heavy metalowej. To swoboda seksualna, rozpasanie i przymykanie oczu na narkotyczne ekscesy na Przystanku.
To wszystko ma stworzyć poczucie przynależności do wybranej grupy, by było później tym łatwiej wypuścić tych biednych małolatów, jako wolontariuszy, do corocznego dojenia obywateli.

Pragnę tu powtórzyć dobitnie – z tym całym Owsiakiem nie chodzi tylko o idiotyczną orkiestrę. To jest głęboko przemyślany projekt, aby zawładnąć młodym pokoleniem. Indoktrynować i wychowywać na taką modłę, żeby ich potem łatwo można było podrzucić Żakowskim, Sierakowskim, Olejnik i Lizutowi. A nade wszystko Michnikowi, nad którym się zastanawiam, czy to aby przypadkiem on sam nie był współautorem "Projektu Owsiak".

Jak napisałem w tytule, czepianie się Owsiaka o malwersacje, kombinacje finansowe, czy oszustwa, gówno da. Usłużne instytucje systemu wyliczą, a następnie wszystkie media na usługach ogłoszą wszem i wobec, że Owsiak praktycznie do tego całego przedsięwzięcia dokłada z własnej kieszeni.
To przecież taki biedny, sympatyczny, zabawnie pokraczny dziwak, który daje z siebie wszystko, nawet głos każdorazowo zdziera doszczętnie, co zawsze jest pokazane następnego dnia. A wszyscy się go czepiają. Taka niesprawiedliwość.

Dobre matki i dobrzy ojcowie, trzymajcie swoje pociechy daleko od złowrogiego gangu pana Owsiaka. Jeżeli chcecie by były normalne i miały dobrze pod sufitem. Inaczej w przyszłości, na nieszczęście dla was, zgodnie z poglądami Owsiaka, będą głosować za eutanazją i nawet emerytury nie doczekacie.




autor: jazgdyni

poniedziałek, 13 stycznia 2014

Niepewność i kryzys zaufania - Tusku ratuj!


W czasie pewnej dyskusji u Toyaha* nad adekwatnością użycia pojęć kapo albo cwel, gospodarz powiedział do mnie: „Jak idzie o Ciebie, nie wolno Ci się ani się ze mną droczyć, ani żartować, ani ze mną polemizować, ani udzielać mi jakichkolwiek wskazówek. Znalazłeś się w tej sytuacji ze względu na swój parszywy charakter, a może jeszcze coś, o czym nawet nie mam pojęcia i nawet tego specjalnie nie żałuję.”
Nie pierwszy to raz, dochodzi do konfliktu przewrażliwionego Gospodarza z komentatorami. Wielu mi mówiło, że przyczyną tego jest właśnie, to, co mi przypisał - parszywy charakter. Tak, że wiedziałem, że nie jest lekko i coś musi w tym być. Bloger, popularny w pewnych kręgach i naprawdę obdarzony talentem, po kolei usuwał się z Salonu 24 (potem zresztą wrócił pod nazwiskiem), następnie z Nowego Ekranu, by w końcu zamknąć się w swojej wieży z kości słoniowej z grupką najwierniejszych akolitów. Przypadkowi komentatorzy szybko się wykruszają nie mogąc znieść agresji i podejrzliwości Toyaha. Fakt, życie go nie rozpieszczało, a ostateczną porażką był bardzo mizerny wynik w wyborach do sejmu. I tu się nasuwa pytanie – może przyczyna leży po jego stronie? Jego charakteru i stosunku do otoczenia?

Jeżeli ktoś pomyślał, że to będzie notka o Toyahu, to się grubo pomylił. On tylko jest egzemplifikacją czegoś głębszego, co zawarłem w tytule: niepewności i kryzysu zaufania. Ponieważ byłem mało czołobitny, raczej krnąbrny i pozwalałem sobie (w jego mniemaniu) na niestosowne żarciki, on się poczuł niepewnie i nie miał do mnie zaufania. Nie mógł mnie zakwalifikować, jako standardowego trolla, bo bywam już dwa lata na jego blogu i jak napisał coś naprawdę wielkiego, to dawałem wyrazy mojego podziwu. Lecz jak tylko ubierał w piękne słowa banały i sprawy trywialne, co mu się często zdarza, to dawałem wyraz frustracji. W rezultacie, w stosunku do mnie nie wiedział ,co począć. Zaczęła go dręczyć niepewność i brak zaufania, a we mnie widzieć agenta ciemnych spraw. Podobnie powtórzyło się z pewnymi mędrcami na portalu niepoprawni.pl

Zastanawiając się głębiej i rozmawiając z ludźmi, którzy tak radośnie wydają pieniądze na różne zakupy, nie tylko świąteczne, wyłania się obraz, w którym widać wyraźnie, że taka ich postawa spowodowana jest niepewnością i brakiem zaufania.
Zabrakło kotwic, zabrakło punktów odniesienia. Obecny rząd, cała ta tuskowa ferajna, utrzymywała iluzję „zielonej wyspy”. Nawet, jeśli nam zabraknie, to Europa da nam 400 miliardów. Wniosek – nie ma co się martwić. Więc, gdy nastąpił w propagandzie zwrot o 180 stopni, zaczęto mówić, że jednak jest kiepsko, czeka nas krew, pot i łzy, to wszyscy zwątpili i poczuli się niepewnie. Jakże to, jeszcze wczoraj byliśmy na czele Europy, a dzisiaj mamy dostać po dupie? Teraz znowu mamy być na czele. Lepsi niż Wielka Brytania. Coś nie tak. Ktoś tu oszukuje, albo oszukiwał. I wszyscy poczuli się niepewnie. A zaufanie poszło się walić. Zręcznie podkręcana propaganda wygnała Polaków do sklepów. Bo minister finansów potrzebuje ich pieniędzy i tego by nieustannie i bez głowy kupowali. A ponieważ czują się niepewnie, wbrew zdrowemu rozsądkowi, który mówi, żeby zostać w domu i schować pieniądze w skarpetę, na naprawdę ciężkie czasy, idą i wydają. Nie ma zaufania, wtedy kłamali, to pewnie i teraz też kłamią. Typowa postawa, jakże ulubionego przez nas w Internecie stworzenia, leminga. Prawdziwy taniec na Titaniku. Góra lodowa już uderzyła. Ale my jeszcze płyniemy, więc nie ma sensu przestać tańczyć. Trochę niepewnie, no i komu ufać. Kapitanowi, co w tą górę walnął?
 …
Już nikt nikomu nie ufa. I jest to bardzo, bardzo źle. Rozpadają się naturalne więzi międzyludzkie, podejrzliwość na każdym kroku, konspiracja już się zaczęła. A sąsiad sąsiadowi wilkiem.
Podobną sytuację obserwowałem w momencie upadku byłej Jugosławii. Z dnia na dzień sąsiedzi wyciągnęli przeciwko siebie długie noże. Mimo, że do tej pory byli dobrymi przyjaciółmi. Tylko z powodu etykietek: ja jestem Chorwat, ty jesteś Serb. Wiemy czym to się skończyło.

Więc my wszyscy, ludzie trzeźwo myślący, musimy wydobyć głębokie pokłady dobrej woli i budować i budować to zaufanie, zaufanie między ludźmi. Także robić wszystko, by niepewność jak najszybciej zniknęła, zastąpiona poczuciem bezpieczeństwa.

Zacząłem Toyahem, więc wypada nim skończyć. Mówi się – tam gdzie bieda, tam nie ma miłości. Więc życzę mu, żeby się poprawiło. Żeby stracił to poczucie niepewności i przestał widzieć w koło agentów, którzy na niego dybią. Gdy zmartwienia pójdą w kąt, świat stanie się piękny, zaświeci słońce i będzie można odrzucić czarną pelerynę nieufności.

_________________
*Toyah to taki bloger, który kiedyś zdobył nagrodę onetu Blogera Roku. I po tym mu lekko odbiło. To dla młodszych czytelników, którzy nie znają historii.

autor: jazgdyni

sobota, 11 stycznia 2014

Wrogie przejęcie (oczami outsidera)


Byłem triggerem. Nie, nie, drodzy lingwiści – nie byłem cynglem.
Zaraz wytłumaczę o co chodzi.
W elektronice, a nawet ogólnie w technice, trigger to impuls spustowy inicjujący pewien proces. Informatycy też pewnie dobrze wiedzą co to jest w przesyłaniu informacji, a dla nas, typowych użytkowników internetu, takim triggerem jest wciśnięcie klawisza Enter, albo kliknięcie lewym przyciskiem myszki po najechaniu na odpowiednie pole.

Więc, jak 20 listopada ub. Roku przyznano mi rangę blogera i tekstem
http://niepoprawni.pl/blog/7858/papkozercy   zainicjowałem moje pisanie na niepoprawnych, to mimowolnie spowodowałem start pewnego procesu.
Muszę tu wytłumaczyć, dlaczego w ogóle zacząłem pisać na NP. Otóż mój macierzysty portal, najpierw Nowy Ekran, a potem Neon24, przeszedł już tyle metamorfoz, tylu przeróżnych redaktorów nim zarządzało, że w końcu się pogubiłem, Mam tam wprawdzie z przyjaciółmi zakładkę Klub Dyletantów, którą od początku obiecywał mi Tomasz Parol (Łażący Łazarz), ale jakoś się nie kwapił do wywiązania się z obietnicy. Zakładkę utworzył następny redaktor naczelny Andarian, świetny człowiek, a jak odszedł, to kolejny vice-rednacz Spiryto Libero robił wszystko, by Klub wyrzucić z Neonu24. W rezultacie, to właściciel portalu wyrzucił właśnie jego, a Klub pozostał, chociaż teraz nieco ukryty.
Wtedy zacząłem rozmyślać o pisaniu w innych miejscach. Zacząłem na Prawym Nurcie, lecz niestety, ruch jest tam minimalny, choć nie wiadomo dlaczego. Słyszałem od przyjaciół, choć nigdy tam nie zaglądałem (jestem człowiekiem pracującym i nie mam za dużo czasu na śledzenie blogosfery), że bradzo popularne i na poziomie są portale: niepoprawni.pl i naszeblogi.pl.
Tak więc, nie znając bliżej portalu, zdecydowałem się związać z NP.
I rozpętało się piekło, które w okresie czterech tygodni doprowadziło do radykalnych zmian i niemalże do kompletnego upadku portalu, czego sobie życzyło wiele nieżyczliwych ludzi.

Już na samym początku zostałem brutalnie zaatakowany, jakby przez takiego spasionego karka, który decyduje, kto może wejść na dyskotekę, a kto nie – nijakiego Traubego. Ten człowiek o dosyć paranoicznym wg. mnie charakterze, zaczął wywlekać jakieś stare historie, dawać im swoją interpretację i począł prosto w twarz ubliżać. Przyznam, że trochę mnie speszyło takie przywitanie.
A potem przyłączył się bloger Dixi, ze swoimi agenckimi fobiami i tutaj, już potężną paranoją, czy może nawet schizofrenią, oraz z ubeckim stylem i metodami.
Pomyślałem sobie – hmmm... w co ja wdepnąłem?
Wiem, że internet jest pełen frustratów, niespełnionych kobiet, życiowych nieudaczników, bohaterskich wiecznych dysydentów. Lecz nagromadzenie ich na taką skalę na niepoprawnych było zatrważające.

Apogeum nastąpiło, gdy zaczął mnie zwalczać jeden redaktor, czy administrator, nigdy nie doszedłem do tego, kto to taki, niejaki Smok Gorynicz. Zarzucił mi, teraz posłuchajcie, bo to naprawdę mocne – AUTOPLAGIAT ! Że niby sam sobie kradnę teksty, popełniam przestępstwo plagiatu, bo tekst już raz opublikowany, pozwalam sobie opublikować po raz drugi. Jak bym nie mógł robić ze swoją własnością, co tylko chcę. Tu nawet nie można powiedzieć, że jest to nieetyczne, gdyż jest to powszechna praktyka, a nasza droga elig, to wrzuca te same teksty chyba nawet na dziesięć portali.
No i tenże Smok G. zaczął ścigać mnie po blogosferze, węszyć i ośmieszać.

Oczywiście odbierałem to osobiście, chociaż szybko zauważyłem, że jest w tym drugie dno. Zacząłem się rozglądać i dociekać.
Okazało się, że konflikt na niepoprawnych ciągnie się już dwa lata.
Całą tą historię wyjaśnił dokładnie nasz obecny redaktor Gawrion, a odchodzący redaktorzy, dość uczciwie niczemu nie zaprzeczali i dosyć spokojnie odeszli.

Teraz po wielu dniach od secesji dokonałem swoich własnych podsumowań, które, wydaje mi się są dosyć bliskie prawdy.

Kłopoty i niesnaski na niepoprawnych zaczęły się, gdy do zarządu portalu został dokooptowany Smok Gorynicz, człowiek o niesłychanych ambicjach, do tego, jak to dowodowo Gawrion wykazał, nieuciekający przed żadną niemoralną, czy nieetyczną metodą. Łamał regulaminy, fałszował i manipulował wpisami i komentarzami. Stworzył nieoficjalną strukturę w formie kliki. Podzielił blogerów na zwykłych tekściarzy i uprzywilejowaną koterię, pod jego specjalną ochroną.
W taki sposób zaczęła się kształtować bardzo dziwna i dosyć wąska linia programowa portalu, bo jeśli coś nie pasowało dyżurnym naganiaczom, to następował stadny atak kliki.

Tutaj należy poświęcić parę słów głównemu , nieformalnemu przywódcy tejże kliki – blogerowi Dixi, przez przyjaciół zwanego myszowatym. Mając nad sobą roztoczony ochronny parasol Smoka G. robił on, co tylko chciał.
Bo wolno mu było na bardzo dużo.
Kimżeż jest ten cały Dixi. To podobno artysta, więc takiemu niby wolno być nie całkiem zrównoważonym; słyszałem, że brał on udział w rozwalaniu słynnej blogerki Kataryny, a o sobie pisze sam, że aby uniknąć służby wojskowej poszedł do szkoły wywiadu (to było chyba WSI?). Coś w tym musi być, bo jego pisanina ma wyjątkowo ubecki charakter. Niewątpliwie ma on klasyczny kompleks barona Munchhausena, konfabuluje, manipuluje, Jest mistrzem w naginaniu prawdy, puszczaniu ściemy, kombinowaniu, albo po prostu łganiu prosto w oczy. Sprzedaje bajki swoim akolitom. Tak, tak, zgromadził wokół siebie gromadkę jak to nazywa Targalski, patriotów – idiotów i egzaltowanych, niespełnionych kobiet. Dokładnie tak jak to ze swoją sektą "Świątyni Ludu" w Gujanie uczynił potworny Jim Jones. Mam nadzieję, że nie doprowadzi on swoich zwolenników, tak jak Jones, do zbiorowego samobójstwa z całymi rodzinami. Choć cholera go wie, bo jego ego jest nadęte, jak balon stratosferyczny.

Żeby się już dalej nie rozwodzić stawiam oto taką tezę: dokooptowany członek zarządu, Smok Gorynicz chciał przejąć portal i ukształtować go na swoją modłę. Za głównego pomocnika służył mu Dixi, realizując wraz ze Smokiem i rozpaczliwą grupką, nową linię portalu. Zdziałał sporo i zdołal przeciągnąć na swoją stronę paru "ojców założycieli" niepoprawnych i prowokując ostry konflikt z najważniejszym założycielem, czyli Gawrionem.
Zespół ten działał w ukryciu, z premedytacją i konsekwentnie. Gdy okazało się, że plan A nie powiódł się, czyli Smok nie zdołał przejąć portalu i został usunięty, za swoje działania, wcielono w życie równolegle przygotowywany plan B, czyli secesję i otwarcie tworzonego w tajemnicy portalu Blog-n-Troll.

Czyli powtarzam jasno i jednoznacznie – za próbę rozwalenia portalu niepoprawni.pl odpowiedzialni są Smok Gorynicz i bloger Dixi, oraz grono naiwnych, słabych i zakręconych ludzi, których teoretycznie już tu nie ma, a praktycznie są cały czas (Boże przywróć im rozum).

autor: jazgdyni

piątek, 10 stycznia 2014