Co to takiego – Klub Dyletantów? To dobrowolne stowarzyszenie grupy niezależnych blogerów, pragnących pisać autorsko na różnorodne tematy, w oparciu o filozofię stałego pogłębiania wiedzy i smakowania życia. Jednocześnie w duchu głębokiego patriotyzmu i dokładnie pojętej kultury łacińskiej, która stoi na triadzie filozofii greckiej, prawa rzymskiego i religii chrześcijańskiej.
piątek, 6 grudnia 2013
Tusku przerwano wykład ks. profesora Bortkiewicza a Ty milczysz
To, że PDT nie będzie się kłaniał księżom dobrze wiemy. Kościół katolicki a raczej niektórzy hierarchowie potrzebni są wówczas , kiedy potrzebni są do wizerunku politycznego. Tak było gdy sympatyk PO abp Gocłowski udzielił ślubu kościelnego Tuskowi i jego małżonce przed wyborami prezydenckimi w 2005 r. Abp Gocłowski odszedł na emeryturę i Tusk przestał się kłaniać księżom.
W lutym tego roku grupa zamaskowanych osób wtargnęła na wykład prof. Środy.” Premier Donald Tusk powiedział, że jest poruszony informacją o zakłóceniu wykładu profesor Magdaleny Środy przez grupę ludzi, którzy wtargnęli we wtorek do auli na UW. Uważam, że stała się rzecz straszna, choć nikt nikogo nie pobił - podkreślił premier”. Słów oburzenia nie było końca.
Minęło kilka miesięcy. 5. grudzień Uniwersytet Ekonomiczny w Poznaniu, wykład ks. profesora Pawła Bortkiewicza, grupa pederastów przerywa wykład na temat dewastacji rodziny przez ideologie gender. Jakiś homoś przebrany w złotą sukienkę wskakuje na stół i przerywa wykład. Grupa idiotek lesbijek wykrzykuje, próbują zerwać wykład, co się poniekąd udaje. Wykład zostaje przeniesiony do innej sali i bez obecności homoterorystów dokończony.
Ja mam tylko jedno pytanie, do PDT. Dlaczego nienawistnie milczysz, a odzywasz się tylko gdy przerywa się Środzie lub Baumanowi. Czyżby to był jeden z elementów, układu z Leszkiem Millerem.
http://wpolityce.pl/wydarzenia/68892-homoaktywista-w-zlotej-sukience-i-grupa-wrzeszczacych-homoterrorystow-zobacz-jak-wyglada-debata-wg-standardow-lgbt-wideo
http://www.rp.pl/artykul/982780.html
autor: Andy51
Zmarł śp Nelson Mandela (95) a co u naszych wiekowych polityków
Wczoraj zmarł śp. Nelson Mandela pierwszy czarnoskóry prezydent RPA. Nelson Mandela miał powody by nienawidzieć białych. Przesiedział 27 lat w więzieniu, po zniesieniu aparthaidu został pierwszym czarnoskórym prezydentem RPA w latach.
Gdy w 1995 r w RPA odbywały się mistrzostwa świata w rugby , a rugby są dyscypliną uprawianą w RPA głównie przez białych, Prezydenta Mandela wzniósł się ponad podziały i ubrał zieloną koszulkę ze springbokiem i kibicował w niej białym sportowcom grającym w rugby. RPA zdobyło wówczas mistrzostwo świata w tej dyscyplinie. Gest Mandeli odczytany został jako wyciągnięcie ręki do swoich byłych ciemiężycieli a za tym gestem poszli inni czarnoskórzy mieszkańcy RPA.
Po odejściu na emeryturę w 1999 r Mandela zaangażował się w sprawy społeczne, głównie na walkę z AIDS.
W Polsce mamy kilku polityków o bardzo zaawansowanym wieku.
Zacznijmy od najmłodszego, Kazimierza Kutza (84), który ostatnio został skazany za słowa, że Ziobro zamordował Barbarę Blidę. Musi przeprosić posła i zapłacić 5 tys. zł zadośćuczynienia.
Andrzej Wajda (89), znany ze słów o przyjaciołach w telewizji i jeszcze kilku cytatów o Jarosławie Kaczyńskim „Nie może tak być, że ktoś jest tak dalece przekonanym o tym, że tylko on mógł być prezydentem, że nie może się z tym pogodzić. No ale na to są piguły, na to są lekarze, na to są sposoby. Niech się leczy!
― Jarosław Kaczyński jest winny agresji w życiu politycznym
― Andrzej Wajda uważa, że Jarosław Kaczyński pozostaje niebezpieczny - mimo że przegrał wybory prezydenckie. W wywiadzie dla dziennika "La Repubblica" polski reżyser zarzucił prezesowi PiS, że wykorzystuje mity męczeństwa w walce politycznej.
To tylko kilka przykładów, niebywałej agresji tego starszego pana w stosunku do lidera opozycji.
Władysław Bartoszewski (91) zwany profesorem, jest jakby przywódcą tych trzech mocno zaawansowanych wiekiem muszkieterów, muszkieterów PO. Ilością cytatów z ataków na PiS i Jarosława Kaczyńskiego w tym ostatni „Jeżeli ktoś pluje na własną głowę państwa i na własne państwo obelżywymi słowami, złośliwościami, symbolami, to pluje sam na siebie” można zapisać wiele stron. A jeszcze w 1995 r ( link poniżej) Bartoszewski potrafił powiedzieć coś mądrego, później już było tylko gorzej.
Ci trzej panowie bezwzględnie atakują PiS i Prezesa Jarosława Kaczyńskiego, czemu nienawiść do przeciwników politycznych przesłania im zdolność racjonalnego myślenia? nie wiem, ale może w ich życiorysach, które kiedyś rzetelnie może napisze jakiś historyk.
Reasumując, starsi panowie bierzcie przykład z Nelsona Mandeli.
http://wpolityce.pl/dzienniki/korespondencje-piotra-cywinskiego/68891-piotr-cywinski-dla-wpolityce-profesor-dyplomatolkow-kto-na-kogo-rzyga-czyli-wyraz-politycznego-dyskursu-bartoszewskiego
autor: Andy51
czwartek, 5 grudnia 2013
Awangarda hien medialnych
Skupię się na ostatnich dwóch przypadkach ukazujących jak przegniłe jest środowisko dziennikarzy a raczej komisarzy medialnych.
Pióro do wynajęcia z GW Bianka Mikołajewska , zaatakowała senator Beatę Gosiewską, żonę po śp. Przemysławie Gosiewskim, za coś czego nie musiała zrobić. Atakuje w perfidny sposób , ponieważ sprawa dotyczy jej dzieci. Oto cytat z gazety:
”Senator PiS Beata Gosiewska, członkini senackiej komisji finansów, całkowicie zgodnie z prawem nie wykazała w oświadczeniu majątkowym kilkudziesięciu tysięcy złotych otrzymanych od fundacji związanej z jedną z największych instytucji finansowych w Polsce - ze Spółdzielczymi Kasami Oszczędnościowo-Kredytowymi (SKOK)”.
„Informacje o udzielonym jej wsparciu znaleźliśmy przypadkiem w aktach rejestrowych Fundacji na rzecz Polskich Związków Kredytowych (FPZK)”. Tak całkiem przypadkiem cyngle z GW znaleźli coś co posłużyło do ataku (sic).
„Informacje o udzielonym jej wsparciu znaleźliśmy przypadkiem w aktach rejestrowych Fundacji na rzecz Polskich Związków Kredytowych (FPZK)”. Tak całkiem przypadkiem cyngle z GW znaleźli coś co posłużyło do ataku (sic).
Jak gimnastykować musiała się Mikołajewska, żeby to co jest legalne przedstawić w taki sposób , żeby ochlapać błotem osobę niewinną. Ale nie ma się czemu dziwić "Wydatki KPRM i ministerstw na ogłoszenia i komunikaty w środkach masowego przekazu w latach 2008 – 2012 wyniosły 124 622 539 zł. Z czego ponad 50% otrzymała GW, stąd z wdzięczności takie ataki na PiS.
Inna „gwiazda” kiedyś z TVN obecnie w partyjnej TVP, Tomasz Sekielski dostał zlecenie na profesora Cieszewskiego naukowca z USA polskiego pochodzenia. Powód był jeden, naukowiec udowodnił , że słynna pancerna brzoza była złamana już 5 kwietnia 2010. Całe kłamstwo smoleńskie budowane na tej brzozie, która spowodowała katastrofę, legło w gruzach. To było główny powód , który spowodował , że szperacze wyszli w miasto. Podpowiedzieli Sekielskiemu gdzie ma iść, tam poszedł i dostał coś co jest w ogóle niewiarygodne. Na tej podstawie, przeciwnicy lustracji podnieśli jazgot, że prof. Cieszewski został zarejestrowany przez SB jako TW. Jeżeli fakty nie pasują do stawianej tezy tym gorzej dla faktów. Cel tak jak w przypadku senator Gosiewskiej, był jeden. Obrzucić błotem inkryminowaną osobę, może coś z tego błota przyczepi się, do osoby , którą się atakuje.
Inna „gwiazda” kiedyś z TVN obecnie w partyjnej TVP, Tomasz Sekielski dostał zlecenie na profesora Cieszewskiego naukowca z USA polskiego pochodzenia. Powód był jeden, naukowiec udowodnił , że słynna pancerna brzoza była złamana już 5 kwietnia 2010. Całe kłamstwo smoleńskie budowane na tej brzozie, która spowodowała katastrofę, legło w gruzach. To było główny powód , który spowodował , że szperacze wyszli w miasto. Podpowiedzieli Sekielskiemu gdzie ma iść, tam poszedł i dostał coś co jest w ogóle niewiarygodne. Na tej podstawie, przeciwnicy lustracji podnieśli jazgot, że prof. Cieszewski został zarejestrowany przez SB jako TW. Jeżeli fakty nie pasują do stawianej tezy tym gorzej dla faktów. Cel tak jak w przypadku senator Gosiewskiej, był jeden. Obrzucić błotem inkryminowaną osobę, może coś z tego błota przyczepi się, do osoby , którą się atakuje.
To są dwa przypadki z ostatniego tygodnia, takich występów funkcjonariusze medialni mają bez liku, ale skoro nawet część prywatnychmediów jest organem rządzącej partii , to nie ma się czemu dziwić.
http://wyborcza.pl/1,75478,15043154,Stypendia_dla_dzieci_senator_Gosiewskiej__W_oswiadczeniu.html#MT
autor: andy51
Jazgdyni wśród ludożerców
Portale internetowe czasami przeradzają się w plemienne, ksenofobiczne środowiska. Jak tam przychodzisz, nie daj Boże z Neonu24, to możesz być tylko agentem.
Po przeprawie promowej, już poza Dar es Salam, zboczyłem z drogi i przedzierałem się przez las. Lokalny przedstawiciel PLO pobieżnie wskazał mi drogę do malowniczej dzikiej plaży z dosyć bliską rafą koralową.
Niosłem więc w worku mój mały ponton, płetwy i maskę. Słońce, nawet poprzez zasłonę liści piekło niemiłosiernie. Przepocona koszulka kleiła się do ciała.
Słyszałem już grzmot fal o brzeg, gdy jakieś szmery w pobliżu spowodowały, że bacznie zacząłem rozglądać się wkoło.
Metaliczny trzask repetowanej broni spowodował, że zamarłem w pół kroku. Byłem otoczony przez oddział czarnych żołnierzy. Wszyscy mieli broń skierowaną we mnie. Upuściłem worek i uniosłem ręce do góry. Bałem się poruszyć, bo nie rozumiałem, co jest grane. Jeden z żołnierzy zaczął coś do mnie wywrzaskiwać, a drugi zajął się przeszukaniem mojego worka i z triumfem w oczach wyciągnął z niego ponton i płetwy. Nagle poczułem się jak członek desantu na plaży w Normandii. Jedyny dokument, który miałem ze sobą, to odręcznie wypisany permit, teraz mokry od potu i sklejony.
Cały czas z rękoma nad głową, zabrali mnie na pięcio-kilometrowy spacer na posterunek, gdzie spędziłem cztery godziny oczekując na przyjazd agenta i przedstawiciela.
Okazało się, że skręciłem do lasu w złym miejscu i wlazłem wprost na tereny wojskowe. A z tym pontonem, płetwami i bez dokumentów, to jak nic wyglądałem na szpiega, terrorystę, szykującego desant na Tanzanię.
Słyszałem już grzmot fal o brzeg, gdy jakieś szmery w pobliżu spowodowały, że bacznie zacząłem rozglądać się wkoło.
Metaliczny trzask repetowanej broni spowodował, że zamarłem w pół kroku. Byłem otoczony przez oddział czarnych żołnierzy. Wszyscy mieli broń skierowaną we mnie. Upuściłem worek i uniosłem ręce do góry. Bałem się poruszyć, bo nie rozumiałem, co jest grane. Jeden z żołnierzy zaczął coś do mnie wywrzaskiwać, a drugi zajął się przeszukaniem mojego worka i z triumfem w oczach wyciągnął z niego ponton i płetwy. Nagle poczułem się jak członek desantu na plaży w Normandii. Jedyny dokument, który miałem ze sobą, to odręcznie wypisany permit, teraz mokry od potu i sklejony.
Cały czas z rękoma nad głową, zabrali mnie na pięcio-kilometrowy spacer na posterunek, gdzie spędziłem cztery godziny oczekując na przyjazd agenta i przedstawiciela.
Okazało się, że skręciłem do lasu w złym miejscu i wlazłem wprost na tereny wojskowe. A z tym pontonem, płetwami i bez dokumentów, to jak nic wyglądałem na szpiega, terrorystę, szykującego desant na Tanzanię.
....................
Po przylocie do Bombaju z miejscowości tuż przy pakistańskiej granicy, udałem się na lotnisko międzynarodowe. Przy wejściu do środka zatrzymał mnie uzbrojony żołnierz i poprosił o pokazanie biletu. Przedstawiłem maila, gdzie wykazany był mój bilet z lotem Lufthansą z Bombaju do Frankfurtu. Żołnierz zabrał papier i poszedł sprawdzić moją rezerwację.
Wrócił po chwili z informacją, że niestety nie figuruję na liście pasażerów. Na teren portu lotniczego wstępu nie mam.
Stoję przed drzwiami z walizami. Temperatura tak na oko 42 stopnie Celsjusza. Nie mam pieniędzy, a moja karta kredytowa w Indiach nie działa. Wokół kłębi się tłum Hindusów, którzy oferują mi różne usługi. Kombinuję, jak tu się udać do konsulatu. No tak, ale jest właśnie niedziela.
Uratowała mnie telefonia komórkowa, która na szczęście działała. Zadzwoniłem do Norwegii do swego agenta, który załatwia podróż i się rozdarłem, co oni wyprawiają i jak sytuacja wygląda. Przepraszał i obiecał jak najszybciej coś załatwić.
Przesiedziałem trzy godziny na krawężniku, opędzając się od natrętnych tubylców. Pić się chciało, jak cholera, ale to Indie, ameba i inne paskudztwa. Wreszcie przyszedł sms z nowym lotem: Bombaj – Dubaj – Frankfurt. Tym razem bez problemu wszedłem do portu lotniczego. Witaj cywilizacjo!
Wrócił po chwili z informacją, że niestety nie figuruję na liście pasażerów. Na teren portu lotniczego wstępu nie mam.
Stoję przed drzwiami z walizami. Temperatura tak na oko 42 stopnie Celsjusza. Nie mam pieniędzy, a moja karta kredytowa w Indiach nie działa. Wokół kłębi się tłum Hindusów, którzy oferują mi różne usługi. Kombinuję, jak tu się udać do konsulatu. No tak, ale jest właśnie niedziela.
Uratowała mnie telefonia komórkowa, która na szczęście działała. Zadzwoniłem do Norwegii do swego agenta, który załatwia podróż i się rozdarłem, co oni wyprawiają i jak sytuacja wygląda. Przepraszał i obiecał jak najszybciej coś załatwić.
Przesiedziałem trzy godziny na krawężniku, opędzając się od natrętnych tubylców. Pić się chciało, jak cholera, ale to Indie, ameba i inne paskudztwa. Wreszcie przyszedł sms z nowym lotem: Bombaj – Dubaj – Frankfurt. Tym razem bez problemu wszedłem do portu lotniczego. Witaj cywilizacjo!
.................................
Postanowiłem dodatkowo pisać na portalu Niepoprawni. Dosyć szybko uzyskałem rangę blogera, zezwalającą na umieszczanie swoich tekstów na stronie.
Z folderu moich tekstów wybrałem jeden, stosunkowo neutralny, nieco przepełniony ironią. Został dobrze przyjęty i dyskusja była owocna.
Drugi tekst dotyczył godności i potrzeby utrzymywania wyprostowanej postawy. I zaczęło się. Dyżurny, powszechnie znany tropiciel wrażej agentury, ruszył do ataku i zaprawioną w boju metodą zaczął zadawać podchwytliwe pytania. Odpowiadałem na nie uczciwie.
Potem było już tylko gorzej. Jakby na dźwięk trąbki gończego psy tropiące ruszyły na łowy. Nagle zakotłowało się. Cokolwiek bym nie powiedział było źle. Zaczęły się napaści osobiste, obelgi i chamstwo. A mnie oskarżono o wszystkie możliwe grzechy blogosfery, łącznie z intencjami opanowania i zagrabienia portalu. Histeria niektórych sięgnęła zenitu. Stałem się, według mnie mimowolnym, detonatorem złych emocji i wzajemnych animozji.
Pewien jestem, że w realnej sytuacji, jeszcze sto lat temu, czekałby mnie publiczny lynch. Ukryta ksenofobia i strach przed obcymi to pierwotne, silne cechy zbiorowości plemiennych. Ja, jako obcy stałbym się tego ofiarą.
Z folderu moich tekstów wybrałem jeden, stosunkowo neutralny, nieco przepełniony ironią. Został dobrze przyjęty i dyskusja była owocna.
Drugi tekst dotyczył godności i potrzeby utrzymywania wyprostowanej postawy. I zaczęło się. Dyżurny, powszechnie znany tropiciel wrażej agentury, ruszył do ataku i zaprawioną w boju metodą zaczął zadawać podchwytliwe pytania. Odpowiadałem na nie uczciwie.
Potem było już tylko gorzej. Jakby na dźwięk trąbki gończego psy tropiące ruszyły na łowy. Nagle zakotłowało się. Cokolwiek bym nie powiedział było źle. Zaczęły się napaści osobiste, obelgi i chamstwo. A mnie oskarżono o wszystkie możliwe grzechy blogosfery, łącznie z intencjami opanowania i zagrabienia portalu. Histeria niektórych sięgnęła zenitu. Stałem się, według mnie mimowolnym, detonatorem złych emocji i wzajemnych animozji.
Pewien jestem, że w realnej sytuacji, jeszcze sto lat temu, czekałby mnie publiczny lynch. Ukryta ksenofobia i strach przed obcymi to pierwotne, silne cechy zbiorowości plemiennych. Ja, jako obcy stałbym się tego ofiarą.
...................................
Jak widać byłem już w różnych tarapatach i to we wielu miejscach na świecie. Jednak najbardziej wredna sytuacja zdarzyła się, gdy siedziałem u siebie w domu przed komputerem. Może to dlatego, że praktycznie ostatnie trzydzieści lat pracuję za granicą, bez kontaktu z Polakami i straciłem tą specyficzną wrażliwość na rozmowy po polsku, pełne ostrożności i niuansów. Może zbyt dużym szacunkiem darzę interlokutorów i zbyt ufnie i naiwnie rozmawiam. Całkiem możliwe. By być "swojakiem" trzeba posługiwać się specyficznym kodem i kalkami pojęć. Jak ci, co w każdym tekście litery PO piszą z dużej litery.
Dużo jeszcze muszę się nauczyć. Lecz to mnie tylko cieszy, bo ciągłe uczenie się jest celem mojego życia.
autor: jazgdyni
środa, 4 grudnia 2013
Szpieg z Krainy Deszczowców ...
... przez trzydzieści lat wodził wszystkich za nos, by w końcu uderzyć w największą świętość : pancerną brzozę. Red. Sekielski ujawnia : kto kryje się za maską naukowca !
Podobno afera zaczęła się wczoraj. Mnie dopadła rano, na antenie radiowej Trójki. Beata Szydło była przesłuchiwana na okoliczność zaprzestania wspólpracy Zespołu Parlamentarnego z prof. Cieszewskim, w związku z całkowitą jego kompromitacją. Zostałem zmuszony do podłączenia anteny i uruchomienia odbiornika TV. Zaatakował mnie Sekielski hipnotyzując oczyma ciężarnej łani i dramatycznym głosem : ...ktoś kto chce być autorytetem moralnym....Wydawało mi się że badanie zdjęć satelitarnych wymaga innych umiejętności niż "moralność socjalistyczna", ale co ja tam wiem. Najlepiej byłoby gdybyscie sami zapoznali się z tematem.
http://wpolityce.pl/artykuly/68703-tomasz-sekielski-lustruje-prof-cieszewskiego-ujawnia-dokumenty-ktore-swiadcza-ze-ekspert-macierewicza-byl-zarejestrowany-jako-wspolpracownik-sb-profesor-zaprzecza
http://wpolityce.pl/wydarzenia/68694-tvp-lustruje-prof-cieszewskiego-naukowiec-dla-wpolitycepl-jezeli-ktos-twierdzi-ze-wspolpracowalem-klamie
http://wpolityce.pl/wydarzenia/68718-andrzej-duda-to-atak-na-zespol-macierewicza-dokumentow-ktore-pokazal-sekielski-nie-ma-w-instytucie-pamieci-narodowej
Sytuacja jest tak dynamiczna że zamiast komentować zapytam : którym naukowcom przydzielone zostaną role pedofila, faszysty, antysemity, szmalcownika ? Jazgdyni kilka dni temu wykrakał wielki powrót "Szafy lesiaka" !
autor: cyborg
Labels:
cyborg,
katastrofa smoleńska
Zakłamane idiotki z mikrofonami z TVN
W Polsce jest powiedzenie, że komuś wszystko kojarzy się z czymś tam lub z d……. Natomiast egzaltowanym funkcjonariuszkom medialnym z TVN wszystko kojarzy się z Jarosławem Kaczyńskm.
Funkcjonariuszka medialna Agata Adamek tak się zagalopowała , że nawet jak Kaczyński jest , to dla Adamek go nie ma, Tak też było z relacją z Sejmu, gdzie odczytano uchwałę w sprawie Ukrainy. Pokazano wszystkich posłów w tym Jarosława Kaczyńskiego jak byli brawo. Natomiast w ławach rządowych, Tuska i MSZ ze świecą szukać. Ale dla funkcjonariuszki Adamek było inaczej.
Adamek, ma brać z kogo przykład, funkcjonariuszka Krystyna Kolenda – Zalewska, przypisała Jarosławowi Kaczyńskiemu słowa „ o prawdziwych Polakach” , których on nie wypowiedział. Ale taka uroda TVN i jego funkcjonariuszek.
Przypomina mi się również jak ekipa Roberta Kubicy , pogoniła ekipę TVN po jego wypadku w rajdzie. Dewiza , kłamiemy rano , w dzień i w nocy, nie zawsze się sprawdza.
autor: Andy51
wtorek, 3 grudnia 2013
System albo Układ
Pamiętacie zapewne, jak parę lat temu media donosiły o „Łódzkiej ośmiornicy”. To nie była żadna ośmiornica, a zaledwie przyssawka na najmniejszej macce Układu.
System albo Układ. Te hasła mają znaczące miejsce w naszych blogach i dyskusjach. I wydawałoby się, że wszyscy dobrze rozumiemy, o czym mowa, aż do momentu, gdy któryś komentator, każe sobie wyjaśnić, co to takiego, albo nawet śmie wątpić w jego istnienie, nazywając go „mitycznym” lub „wydumanym”. Widać stąd, że tak jak w przypadku prostych potocznych pojęć, jak na przykład „świadomość” istnieje pewne niezrozumienie, żeby nie powiedzieć nieporozumienie. A tymczasem Układ albo System istnieje, jak najbardziej realnie i pora sobie o tym porozmawiać.
Praktycznie jakiś Układ albo System istniał od zawsze. Istniał, jako metoda nieformalnego sprawowania władzy, jak również wpływania na faktyczną władzę w taki sposób, by realizować własne cele i założenia systemu.
Już w pierwotnych wspólnotach plemiennych, obok wodza i jego rady, stał szaman, kapłan lub wróżbita, który dysponował wielką nieformalną władzą. Później w królestwach i cesarstwach był dwór, który nierzadko decydował i o losie króla, jak też całego królestwa. Silna konkurencja powstała czasami na boku, jak na przykład zakon Templariuszy, nie miał szans z Systemem i jak nadszedł moment, to został zlikwidowany.
Układ albo System, w różnych momentach historii, był mniej lub bardziej sformalizowany. Starsi dobrze pamiętają, czym za komuny była nomenklatura. Owo obiegowe, aczkolwiek nieco tajemnicze słowo miało swój kształt. To była spisana lista ludzi godnych zaufania i uwzględnianych przy rozdziałach stanowisk. Ludzie ci dysponowali swoją własną prasą i obiegiem wiadomości. Przydzielano im tzw. „R-kę” zapewniającą nietykalność milicji. Mieli osobne linie telefoniczne – słynne „czerwone telefony”. I mnóstwo innych intratnych przywilejów. Naród nie musiał o tym wiedzieć. Bo i po co? Mimo tego, szeptano o tym przy stołach, tak właśnie jak teraz o Układzie lub Systemie. Szeptano, bo System bardzo nie lubi, aby o nim mówiono głośno. Zrodzony zawsze w cieniu, lubi tam zawsze pozostawać.
Naiwny Jacek Kurski spieszył się. Więc swoim czarnym SUV-em podłączył się do oficjalnego policyjnego konwoju. Dostał mandat i wyśmiano go we wszystkich mediach. Bo pan, panie Jacku, choć może się panu wydawało, nie należy do Systemu, a co wolno wojewodzie, to nie tobie smrodzie. Kierowca, z podówczas marszałkiem Komorowskim wewnątrz samochodu, mknął 150 na godzinę ulicami Warszawy. I nic się nie stało. Kierowca dobrze wiedział, ze wiezie gościa pod protekcją Układu, a może nawet z samego układu. Nieważne.
Durny poseł, ex-komunista Pęczak, tak się dobrze czuł w układzie i tak się rozochocił, że żądał coraz wymyślniejszych zabawek, jak na przykład luksusowych samochodów, a inny członek układu, pan Dochnal, słynny gracz polo, przypominam, królewskiego sportu, mu te zabawki dostarczał. To niby ta wielka „Łódzka ośmiornica”. Ale, co za dużo, to niezdrowo. Trzeba było obu panów skreślić. Kto nie umie grać w zespole musi odejść. Za kraty, na tamten świat, albo w niebyt.
„Śląska Alexis” skutecznie i zyskownie obracała polskim bogactwem narodowym, jakim jest węgiel. PIS w swoim krótkim okresie władzy chciał się bliżej przyjrzeć manipulacjom przy węglu. A to jedno z bardziej dochodowych źródeł finansowania Systemu (paliwa i węgiel). Niefortunnie, z własnej głupoty, zginęła przy tym ex-komunistyczna posłanka. Larum, jakie System podniósł było mniej więcej takie, jak przy tragedii w Nagasaki. Poseł Oleksy płakał, i były to najprawdziwsze krokodyle łzy.
Co rusz jesteśmy karmieni jakąś aferką – a to wyciągi narciarskie, a to „lub czasopisma”. czy bursztynowe złoto. System bardzo dba, by nakarmić prasę i czytelników duperelami. Umykają wtedy grube sprawy i nieprzyjemne dla systemu fakty. Jakoś nigdzie nie widziałem pytania, co takiego powoduje, że Lew Rywin, choć schorowany, milczał jak zaklęty siedząc w ciupie. Nie puścił pary z ust, Wiedział dobrze, czym może się to skończyć. Własna ciasna cela nie daje nawet pozorów bezpieczeństwa, gdy System czuwa, Znienacka może nas dopaść chandra i zdecydujemy się powiesić na zakratowanym oknie.
Więc dokładnie jest tak – są ci, którzy wiedzą, że System czy Układ istnieje, bo się z nim zetknęli. I będą milczeć. We włoskiej mafii to się nazywa omerta. Oraz jest duża grupa narodu, która wie, że System istnieje, bo przemawia za tym logika faktów i wydarzeń. Z przyczyn oczywistych i na swoje szczęście, dowodów żadnych nie mają. To jest jednoznaczne albo z przynależnością, albo wyrokiem. Redaktor Sumiński(?), który za dużo węszył wokół systemu, omalże nie „popełnił samobójstwa”. Popełnianie samobójstw jest bardzo modne. Zaczęło się już dosyć dawno, gdy były wicepremier Sekuła, jak najbardziej uwikłany w System, parokrotnie się postrzelił w brzuch, biedy niecelny desperata. Potem poszło już normalnie. Lepper, zatwardziały chłop, niemalże Szela naszych czasów, wiesza się w biurze. Twarda przestępcza recydywa popełnia samobójstwa we więzieniach niemalże masowo. A jak nie samobójstwo, bo człowiek był wyjątkowo oporny, to zwariowany syn, ćwiartuje delikwenta na kawałki. Można też w centrum ruchliwej stolicy zastrzelić na ulicy komendanta głównego policji. I co? I nic. Jak będzie trzeba, to się zwali na złodziei samochodów.
Wykazuję, powyżej, że w pewnych konkretnych sytuacjach, System nie dopuszcza by ktoś się zbyt blisko zbliżył i reaguje bezwzględnie i gwałtownie na takie próby.
No dobrze, gadam sobie - System to , System tamto, ale co to jest? Nic prostszego – to ludzie i ich wzajemne powiązania. W zasadzie nieformalne, ale mocno schierarchizowane. Jacy ludzie? Czy Tusk i jego ferajna to System? Albo nasz nieszczęsny prezydęt? Nie sądzę, to są namaszczeni beneficjenci systemu, którzy dobrze mu służą. Dlatego są pod szczególną ochroną. Chociaż jeżeli chodzi o pana Komorowskiego, to miałbym pewne wątpliwości. Swoimi działaniami, jako minister obrony narodowej i jako bodajże jedyny, który głosował przeciwko rozwiązaniu WSI, pokazał, że jest dosyć głęboko osadzony w strukturach Systemu. Jednakże predyspozycje intelektualne raczej nie lokują go wysoko. To zapewne tylko wykonawca poleceń.
Oczywiście, jak każdy patrzący na rzeczywistość dosyć trzeźwo, mam swoje teorie. I oczywiście niezweryfikowane, ale niech ktoś wyraźnie powie, że się mylę. Zręby aktualnego Systemu zaczęły się tworzyć w Polsce po wprowadzeniu stanu wojennego. Komuniści mieli struktury, doświadczenie i służby. Oponenci byli dosyć dziwni. Bardzo jestem ciekaw, jakie rozmowy prowadzono z Wałęsą w Arłamowie. Nie wątpię, że przedstawiono mu jakiś plan i konkretne propozycje. A później Gorbaczow zaczął rozmontowywać Sojuz i kwestia Systemu zrobiła się międzynarodowa. System, nasz własny, polski został włączony w ten wyższy w hierarchii, początkowo głównie rosyjski, a potem niewątpliwie również niemiecki.
Starsi z nas pamiętają natrętne hasła i podstawę ideologii – „Całe państwo należy do narodu”, „Wszystko jest nasze wspólne”. Wobec tego główny cel wprost się Systemowi narzucał – to wszystko, co jest wspólne trzeba ludziom ukraść. Trzeba użyć pozorów, chociażby transformacji i tak manewrować rzeczywistością, by otumaniony naród się nie upomniał o swoje i pozwolił spokojnie wszystko sobie zabrać. I właśnie do tego trzeba było stworzyć System albo Układ. Komuniści mieli już spore doświadczenie, szczególnie, jak legalnie kraść pieniądze ludziom. Szczytowym efektem takiego działania, było zorganizowanie wojskowo – ubeckich struktur, które pracowały nad słynnym FOZZem. To była jedna z najbezczelniejszych kradzieży na narodzie polskim i niejako poligon doświadczalny do późniejszych podobnych postępowań. Ale więcej nawet; ubecja zorganizowała akcję „Żelazo”. Bandyci na zlecenie służb, jak również przy aktywnym współudziale agentów, kradli, napadali, wymuszali i zabijali. Na nasze szczęście poza granicami kraju. Łupy dzielono za zamkniętymi drzwiami w komitetach. Również w centralnym. Przy akcji Żelazo ukształtowała się hamburska, przestępcza sieć, której ślady nawet dzisiaj są obecne, przy następnej grabieży obywateli, jaką jest afera Amber Gold.
I tak dochodzimy do istoty obecnego Systemu – jest to organizacja przestępcza, powołana w celu rozkradania majątku narodowego i osobiście obywateli, mocno nasycona agenturą, byłą i obecną, nie tylko naszą krajową, ale również zagraniczną, w przeważającej części rosyjską. Integralną częścią Systemu są niemoralni politycy i oligarchiczna góra polskiego i międzynarodowego biznesu. Na usługach jest także dominująca część mediów i sporo, już niepolskich banków.
O mediach i bankach warto wspomnieć osobno. Przejmowanie tych dwóch, jakże newralgicznych sektorów przez System, przebiegało długofalowo, lecz w rezultacie niezwykle skutecznie. Kiedyś komuniści zezwolili na utworzenie niezależnego organu – Tygodnika Solidarność. Wiedzieli, co robią. Po upadku komuny żywot takich sztandarowych i znienawidzonych przez większość narodu tytułów, jak Trybuna Ludu, czy Żołnierz Wolności będzie krótki. Potrzeba było nowego przyczółka i takim był TS. I już wkrótce tytuł został przejęty, znalazły się potrzebne pieniądze i przy wydatnej pomocy „bohatera” Adama Michnika i pani Heleny Łuczywo powstał największy polski koncern medialny Agora, wydający m.in. nasze ulubione czasopismo Gazetę Wyborczą. Niedługo potem rozpoczęło się przejmowanie przez System pozostałych tytułów prasowych, sprzedawanie ich zaprzyjaźnionym zagranicznym korporacjom (Axel Springer) i sadowienie na newralgicznych stanowiskach ludzi z Układu. Osobnym tematem jest powstanie niepaństwowych telewizji. Utworzyć telewizję, to nie w kij dmuchał. Nie wystarczy ukraść pierwszy milion dolarów (cyt. Jan Krzysztof Bielecki). To poważna inwestycja. Jednak znalazły się pieniądze, by pan Solorz został najbogatszym Polakiem. A jak powstało TVN cierpliwie i dokładnie wyjaśnia kolega Stanislas Balcerac opisując losy dziwnego tworu, jakim jest niewątpliwie ITI. Czy te telewizje powstały poza Systemem? Proszę sobie samemu odpowiedzieć. Tak, więc System ma w garści czasopisma i media elektroniczne, teraz potrzebna jest duża gotówka, a tą jak wiadomo mają banki. Tam również system powkładał swoich ludzi, jak choćby pan Jan Krzysztof Bielecki w banku Pekao SA.
Z bankami zawarto prostą ugodę – macie pozwolenie, poprzez linie kredytowe bez pokrycia, na emisję własnego pieniądza. To lichwiarstwo, czyli również okradanie ludzi. Nic dziwnego, że z takim Systemem banki będą szły ręka w rękę.
Co tworzy współczesny trzon Układu? Według mnie trzy ośrodki: - warszawski, z dobrze znaną grupą tzw. doradców Solidarności, byłych KOR-owców i członków Udecji skupionej wokół Michnika, Kuronia i Gieremka. Ośrodek śląski to władcy węgla i stali. I ostatni – gdański ośrodek wywodzi się ze spółdzielni „Świetlik” a później z Kongresu Liberalno Demokratycznego. Oczywiście, wszystkie te trzy grupy są dokładnie oplecione siecią podejrzanych osobników o nieciekawej przeszłości służbowej. Kapitan „kapciowy” przy Wałęsie, nawet się specjalnie nie krył ze swoimi powiązaniami. Niewątpliwie przekazywał polecenia i nadzorował czynności. Wcale mnie nie zaskoczy, jak historia pokaże, że przez niego wysterowano obalenie rządu Olszewskiego, poparcie „lewej nogi”, czy obiad w Drawsku.
Antoni Macierewicz nieco popsuł tą idyllę. Agenci już tak jawnie nie mogli stać u boku. Leśniak nie mógł już tak łatwo zbierać materiałów do swojej szafy. A towarzysz Miller już raczej by nie przywiózł dużej gotówki prosto z Moskwy w podręcznym bagażu. Ale nie znaczy to, że agentów nagle wymiotło. Oni tylko poczuli się nieco gorzej. To nie trwało długo, System się przeformował, wyznaczył nowe rubieże i wkrótce po tym mieliśmy Tragedię Smoleńską. Już prezydent nie będzie rozwiązywał niczego, Kamiński nie będzie węszył wokół rządu, Kurtyka wyciągał kompromitujące dokumenty, a generałom, tym, co przeżyli, przypomniano gdzie mają stać w szeregu.
Wydawać by się mogło, że nastała dla Systemu złota era. Mają wszystko. Oprócz tego wrednego, przekornego narodu. Bo jak dokładnie policzymy to i na Platformę Obywatelską, czy też na Komorowskiego, głosowało 25% społeczeństwa – w większości szubrawców, durni, rodzin ludzi uwikłanych w System i takoż aspirantów do tego systemu (Młodzi, Wykształceni z Dużych Miast). Ciągle 75% Polaków nie chce złodziei i kombinatorów. Nieszczęściem jest to, że ponad 50% dorosłego społeczeństwa reaguje niechętną obojętnością do jakiejkolwiek polityki, nie dopuszczając w ten sposób do radykalnych ustrojowych przemian.
Czy ta wspomniana złota era Systemu lub Układu będzie trwać jeszcze długo? Według mnie nie. To już raczej końcówka. System jako organizacja przestępcza, rozkłada się od środka. Występują animozje i wewnętrzne konflikty. Jak chociażby taki jak między Czempińskim i Petelickim. Albo Tuskiem i Schetyną. Ich pazerność na władzę jest niesłychana. I trzeba podkreślić, że są to osobnicy o zwichrowanych osobowościach. Często na granicy psychopatii, czy socjopatii, Jeden z nich nawet się specjalnie nauczył póz i min, jak duce Mussolini. Chyba nawet nie bezwiednie. Zatrważające.
Drugim faktem, przemawiającym za upadkiem obecnego systemu jest to, że polskie społeczeństwo ma ściśle określoną wytrzymałość na kurewstwo. Za komuny to był mniej więcej okres 10-cio letni. Teraz z obecnym układem trwamy już 7 lat. Tak, ale od farsy okrągłego stołu minęło ponad 20 lat.. Ja czuję, jak sytuacja nabrzmiewa. I pewnie ponownie zręby nowego Systemu będą chciały przejąć kontrolę nad ewentualnym wybuchem.
Przykłady Węgier i Rumuni pokazują, jak trzeba działać.
Inaczej po nas.
Ps. To oczywiście tylko szkic i luźne impresje. Nawet nie napisałem połowy tego, co mi po głowie chodzi odnośnie Systemu. Jednakże wydaje mi się to takie oczywiste, że wart to wreszcie porządnie usystematyzować
Oświadczenie prof. Jacka Rońdy
Poniżej treść oświadczenia prof. Jacka Rońdy z dnia 28 listopada 2013 opublikowanego na portalu "W Polityce".
OŚWIADCZENIE
W związku z podejmowanymi wobec mnie w ostatnim czasie przez władze Akademii Górniczo-Hutniczej w Krakowie działaniami, a także wobec towarzyszących temu doniesień medialnych, niniejszym oświadczam:
Do dnia dzisiejszego, żaden uprawniony organ, nie przedstawił mi w prawem przewidzianej formie jakichkolwiek zarzutów.
Nie otrzymałem żadnego pisma JM Rektora, Komisji Etyki, czy Rzecznika Dyscyplinarnego, w którym sformułowane byłyby pod moim adresem zarzuty o popełnienie konkretnych czynów, podczas gdy przekazy medialne – za rzecznikiem prasowym AGH – pełne są tego rodzaju informacji.
Z nieukrywanym zdumieniem przyjmuję fakt, iż bez mojej wiedzy, poza moimi plecami, władze mojej uczelni przykładają rękę do medialnego linczu, którego stałem się ofiarą.
Normy prawa, ale również elementarnej przyzwoitości obowiązujące w cywilizowanych krajach, wymagają, aby to sam zainteresowany, a nie prasa, był pierwszą osobą, której prezentuje się stawiane zarzuty.
Nie mogę oprzeć się wrażeniu, że stałem się przedmiotem procesu właściwego raczej czasom minionym, którego charakter jest jednoznacznie inkwizycyjny.
Wobec takich działań władz mojej uczelni, podjąłem trudną lecz konieczną w tych okolicznościach decyzję o podjęciu kroków zmierzających do ochrony i egzekwowania moich praw na drodze sądowej.
Prof. Jacek Rońda
W związku z podejmowanymi wobec mnie w ostatnim czasie przez władze Akademii Górniczo-Hutniczej w Krakowie działaniami, a także wobec towarzyszących temu doniesień medialnych, niniejszym oświadczam:
Do dnia dzisiejszego, żaden uprawniony organ, nie przedstawił mi w prawem przewidzianej formie jakichkolwiek zarzutów.
Nie otrzymałem żadnego pisma JM Rektora, Komisji Etyki, czy Rzecznika Dyscyplinarnego, w którym sformułowane byłyby pod moim adresem zarzuty o popełnienie konkretnych czynów, podczas gdy przekazy medialne – za rzecznikiem prasowym AGH – pełne są tego rodzaju informacji.
Z nieukrywanym zdumieniem przyjmuję fakt, iż bez mojej wiedzy, poza moimi plecami, władze mojej uczelni przykładają rękę do medialnego linczu, którego stałem się ofiarą.
Normy prawa, ale również elementarnej przyzwoitości obowiązujące w cywilizowanych krajach, wymagają, aby to sam zainteresowany, a nie prasa, był pierwszą osobą, której prezentuje się stawiane zarzuty.
Nie mogę oprzeć się wrażeniu, że stałem się przedmiotem procesu właściwego raczej czasom minionym, którego charakter jest jednoznacznie inkwizycyjny.
Wobec takich działań władz mojej uczelni, podjąłem trudną lecz konieczną w tych okolicznościach decyzję o podjęciu kroków zmierzających do ochrony i egzekwowania moich praw na drodze sądowej.
Prof. Jacek Rońda
autor: cyborg
Labels:
cyborg,
katastrofa smoleńska
poniedziałek, 2 grudnia 2013
Instytucje państwa zgniły, rząd także zgnił
Oto krótki przegląd prasy z jednego dnia: Newswek -http://wiadomosci.wp.pl/kat,1342,title,Newsweek-Szokujace-kulisy-afery-informatycznej-brali-wszyscy,wid,16219136,wiadomosc.html . Okazuje się , że wszyscy brali od ABW po Straż Graniczną. Najwięcej i najbezczelniej w MSWiA i policji. Schemat rozrysowany przez byłego wiceministra poraża,należy się obawiać czy temu panu nic złego się nie stanie w więzieniu, np. spadnie z łóżka albo czy przypadkiem nie chodzą mu po głowie myśli samobójcze.
Nowy minister sportu znany jest ze swoich pijackich ekscesów, ujawnia Wprosthttp://wiadomosci.wp.pl/kat,59154,lbid,5182,title,Pijackie-ekscesy-nowego-ministra-sportu-Andrzeja-Biernata-Wprost-ujawnia-kompromitujace-fakty,wid,16219424,wiadomosc.html?ticaid=111c50
Z kolei „ jaja” na kolei wSieci piszą o picu na wodę związanym z Pendolinohttp://wpolityce.pl/artykuly/68549-wsieci-poleca-pendolino-czyli-pic-i-klamstwa-wladzy-feusette-o-zagadkowych-decyzjach-i-wstydliwej-prawdzie-chowan-za-przeplacona-fasada oraz kłopotach posła Olszewskiego z PO http://wpolityce.pl/wydarzenia/68559-kolejne-problemy-pawla-olszewskiego-posel-w-oswiadczeniu-majatkowym-nie-ujawnil-ponad-100-tysiecznej-darowizny-spoznil-sie-rowniez-z-rejestrem-korzysci.
Ale wszystko bije zdjęcie http://niezalezna.pl/48980-tusk-naradza-sie-w-sprawie-ukrainy-zobacz-najlepsze-memy ze spotkania w niedzielę wieczorem w Kancelarii Prezesa Rady Ministrów odbyło się spotkanie poświęcone wydarzeniom na Ukrainie. W spotkaniu wzięli udział: premier Donald Tusk, minister spraw zagranicznych Radosław Sikorski, minister spraw wewnętrznych Bartłomiej Sienkiewicz, szef KPRM Jacek Cichocki, podsekretarz stanu ds. współpracy rozwojowej i problematyki wschodniej w Ministerstwie Spraw Zagranicznych Katarzyna Pełczyńska-Nałęcz, szef Agencji Wywiadu gen. bryg. Maciej Hunia oraz dyrektor Ośrodka Studiów Wschodnich dr Olaf Osica.
Tusk ma minę jak zafrasowana matka nad zas………..m dzieckiem, a miny poszczególnych osób mówią same za siebie. Apeluje do premiera , daj se pan spokój , sytuacja pana przerosła.
Studenci AGH surowo ukarani !
W związku z niedopełnieniem obowiązku nadzoru nad profesorami przez organizacje studenckie, władze uczelni, rektor i komisja etyki podjęli jedyną w tej sytuacji decyzję: zawieszenia na pół roku prawa pobierania nauk u prof. Rońdy.
Śmieszny wygłup blogera ? A, nie - śmieszny ? No to porozmawiajmy o seksie. Kolega z przygody erotycznej wyszedł z paskudnymi śladami na twarzy. Nie stanąwszy na wygórowanej wysokości zadania salwował się symulacją zapaści. Obrażenia których się nabawił nie wynikały z panicznej resuscytacji. O nie! Do pani domu dotarło - powoli - ale dotarło, że kochanek nie zawsze opuszcza mieszkanie o własnych siłach i przed północą, zanim bramę zamkną. Może mieszkanie opuścić na noszach, nogami do przodu. Za ten blef, za ten strach, dostał i bukiecikiem i wazonikiem, którym go cuciła.
Czym zawinił prof. Rońda, że próbują go zmasakrować ? W październiku w telewizji Trwam komentował swoje kwietniowe wystąpienie w TVP1, po emisji filmów o katastrofie smoleńskiej. Powiedział wtedy m.in., że jego zdaniem piloci prezydenckiego samolotu nie zeszli poniżej wysokości 100 m; dodał, że swoją wiedzę opiera na dokumencie z Rosji. Tymczasem, w wywiadzie udzielonym TV Trwam, Rońda przyznał, że w programie TVP1 nie mówił prawdy. Pytany, na jakiej podstawie twierdzi, że piloci nie zeszli poniżej 100 m, Rońda odpowiedział:
"Oni niestety zeszli poniżej 100 metrów. Ja w wywiadzie (w TVP1) trochę zagrałem. (...) To był blef, na tym dokumencie nic nie było".
"Oni niestety zeszli poniżej 100 metrów. Ja w wywiadzie (w TVP1) trochę zagrałem. (...) To był blef, na tym dokumencie nic nie było".
Co spowodowało lęk który teraz trzeba odreagować ? Te 100 metrów ? To że ktoś ma dokument z ROSJI ?! Czy może to, że samemu nie ma się gotowca z wnioskiem o uznanie za świadka koronnego, dowody na innych nie przygotowane do negocjacji ? Ten lęk : czy komuś nie puściły nerwy i nie poszedł sypać i o bezkarność się układać. To chyba to. Świadomość że nie można liczyć na solidarność, że tak może wyglądać koniec. Poranne pukanie do drzwi, to nie będzie współmałżonek wracający z delegacji.
Polecam bardzo dobry życiorys zawodowy prof. Rońdy :
To jest człowiek którego mogą sie naprawdę bać ci którzy mataczyli przy badaniach. A poza wszystkim: co złego zrobili studenci ?
autor: cyborg
Labels:
cyborg,
katastrofa smoleńska
Subskrybuj:
Posty (Atom)
