W kwestii łażenia po drzewach mieliśmy absolutnego pierdolca. Nie było w okolicy solidnego klonu, lipy, czy kasztanowca, który nie byłby spenetrowany po sam czubek. Iglaki odpadały. Świerki, czy jodły z przyczyn oczywistych – goły pień i wątłe gałęzie. Nic ciekawego. Natomiast nadmorskie sosny, raz, że nie za duże, to poza tym strasznie brudziły żywicą, która nie dawała się wyczyścić, co zazwyczaj kończyło się na przeraźliwym krzyku mamy: - Tomasz! On znowu łaził po drzewach!!!
Bo oczywiście – wspinanie się na drzewa było surowo wzbronione przez rodziców i nie tylko. Dojrzali przechodnie często, jak wypatrzyli nas u góry w gałęziach też na nas wrzeszczeli, ale my stroiliśmy do nich małpie miny, bo wiedzieliśmy z doświadczenia, że nie wejdą za nami na drzewo, a stanie na dole i pilnowanie, znudzi się im szybciej niż nam.
Choć nie zawsze z tymi dorosłymi było lekko...
W Orłowie, placyk przy którym mieszkałem z rodzicami, gdzie na parterze była wówczas przychodnia lekarska z czterema gabinetami, w tym jednym, dentystycznym, który niemile wspominam, był w tamtych latach, aż dziw, wspaniale utrzymany, zachowując przedwojenną strukturę. Dla nas, chłopaków najważniejsze – miał cudownie posadzone gdzieś na początku lat trzydziestych drzewa, więc już wspaniale rozrosłe: od ulicy lipy, na około placu klony i jeszcze w dwóch grupach, naprawdę wysokie topole białe, też rozłożyste a nie takie smukłe, włoskie, jakie sadzi się wzdłuż dróg.
Te drzewa to było nasze przedszkole i pierwsze klasy podstawówki sztuki wspinania się. Wszystkie pnie gdzieś tak do wysokości dwóch metrów, a może i więcej były gładkie, bez gałęzi, więc trzeba było mieć dobrze opanowane odpowiednie techniki włażenia na drzewo.
W naszej kamienicy, zamieszkiwało w sumie sześć rodzin. A jako, że był to powojenny szczyt demograficzny, to było nas tam czterech rówieśników i trzech nieco starszych chłopaków; dziewczyn i pętającej się pod nogami drobnicy małolatów nie liczę.
W następnej z kolei kamienicy, którą od naszej oddzielał wąski ogród, też było sporo dzieciarni, ale tylko dwóch chłopaków z naszej paczki.
Mieszkał tam natomiast gość, którego wszyscy się bali i nienawidzili i powszechnie nazywali komuch – faszysta. My też, bo pewnie któryś z nas usłyszał od starszych. Nie mieliśmy pojęcia co to znaczy, ale nienawidziliśmy z dużą wzajemnością tego faceta. On wprost obsesyjnie nie cierpiał dzieciaków.
Teraz, jak myślę wstecz, a wiadomo było, że mężczyzna pracował na milicji, jednakże rzadko go było widać w mundurze, przekonany jestem, że był to pospolity ubek.
Pewnego późnego popołudnia, dwójka z nas wspinała się na nasz ulubiony klon, naprzeciw naszego domu. Przyjaciel już był u góry, a ja za nim, właśnie złapałem za pierwszy konar i swobodnie zwisałem, by za pomocą prostego triku i w oparciu o pień, przewinąć się do góry,
Nagle gwałtownie obok zatrzymała się stara Warszawa, wyskoczył z niej komuch – faszysta, podbiegł i złapał mnie za nogi.
- Mam cię gówniarzu, złaź! – pełen satysfakcji wysyczał.
Miałem problem. Wyrwać mu się raczej nie mogłem, bo trzymał mnie, jak w kleszczach, a jak się puszczę gałęzi, to polecę i wyrżnę na glebę.
Zacząłem wierzgać nogami, wyrwałem się z jego objęcia, lecz tylko na chwilę, żeby zeskoczyć na ziemię. Dziad mnie natychmiast złapał za ramię i szyję, zawlókł do samochodu i zawiózł na komisariat MO na ulicy Akacjowej. Wyobrażacie sobie? Sprzed domu, gdzie tata przyjmował pacjentów, aż jakieś trzy kilometry dalej, by, jak wtedy myślałem, wsadzić mnie do ciupy, za łażenie po drzewach. Jeżeli ktoś myśli, ze nie byłem przestraszony, to się grubo myli. Przecież tamte czasy były nasycone opowieściami o straszliwych aresztowaniach, wyrokach i torturach i chociaż mówiono o tym szeptem i z dala od dzieci, to zawsze coś wyciekało, a my sami budowaliśmy z tego masakryczne historie.
Na szczęście długo nie pobyłem na tym komisariacie. Jak tylko ubek się zmył i odjechał, dzielnicowy natychmiast zadzwonił do taty i poinformował go, gdzie się znajduję i żeby przyjechał odebrać więźnia.
W przeciągu godziny śmiejący się ojciec pojawił się w drzwiach. Zapalili po papierosie z milicjantem, z którym się świetnie znali, bo to był orłowski swojak i często korzystał z usług ojca. Pamiętam jeszcze, że wspólnie uzgodnili, że jako zostałem dostarczony na komisariat za przestępstwo, to muszę odsiedzieć choć chwilę w areszcie. No i zamknęli za mną kratę...
Jak już tata wiózł mnie do domu, to mnie ostrzegł, że mam się trzymać od tego typa z daleka i uważać na niego, bo to zły i niebezpieczny człowiek.
- Tak tato, wiem – odpowiedziałem przemądrzale, - to przecież komuch – faszysta.
Ojciec zdumiony spojrzał na mnie, omalże nie wjeżdżając na chodnik i nagle wybuchnął śmiechem.
- A ty skąd masz takie wiadomości? I czy wiesz, co to znaczy? – zapytał, ciągle się śmiejąc.
- Nie wiem co to znaczy, ale wszyscy tak na niego mówią – odparłem w końcu uspokojony i szczęśliwy, że cała afera nie skończy się pasami i innymi restrykcjami.
Dzisiaj wiem dobrze, że tata mój nie miał absolutnie nic przeciwko naszemu łażeniu po drzewach i sam zresztą parokrotnie w lesie, czy nad jeziorem, razem ze mną wspinał się wysoko.
Lecz gdyby czasami nas zobaczył na czubku najwyższych drzew, to niewątpliwie by zmienił zdanie.
Orłowo i część Małego Kacka, w swojej kotlinie na poziomie morza, jest praktycznie z trzech stron otoczone lasami. Od wschodu była Kępa Redłowska, dochodząca do morza, ze wspaniałymi klifami, cel długich wypraw. Północny zachód to Lasy Witomińskie, wspaniałe i dzikie, miejsce wędrówek do źródeł rzeki Kaczej. A od południa mieliśmy nasze najukochańsze i najbliższe lasy sopocko – orłowskie.
Nie więcej niż dwieście metrów od domu, po przejściu skrzyżowania ulic Wielkopolskiej i Wrocławskiej, oraz minięciu trzynastki, naszej Szkoły Podstawowej, zaczynał się nasz raj i to całoroczny – Mały Lasek.
Ponieważ był on na fantastycznym zboczu, zimą było tu centrum sportów zimowych, nie tylko dla naszej bandy, ale dla wszystkich dzieciaków w okolicy. Na wiosnę bawiliśmy się na pobliskich bagnach, które były cudownie żółte od porastających je kaczeńców. Jesienią na górce piekliśmy ziemniaki i puszczaliśmy latawce.
No a latem? Oczywiście! Łaziliśmy po drzewach i kryliśmy się w zielonych koronach. Zrozumiałe, że zazwyczaj w czasie wakacji po południu, bo przedpołudniem, siedzieliśmy na plaży, albo, co było absolutnie zakazane, skakaliśmy z orłowskiego mola do morza.
W Małym Lasku i nieco dalej, jak to nazywaliśmy, za żwirownią, były na prawdę potężne drzewa. W tym parę najwspanialszych, samotnych lip, klonów, buków i dębów. Stały odosobnione, nieco odsunięte od lasu, na szczytach pofałdowanych morenowych pagórków, jak jakieś pomniki, albo latarnie, a dla nas, chłopaków ciągłe wyzwanie i pokusa.
Wyobraźcie sobie, wspiąć się, najpierw po grubych konarach, a potem po coraz cieńszych gałęziach na sam szczyt drzewa, tak, że w końcu można wytknąć głowę z zielonej masy liści i rozejrzeć się dookoła. A widok był wspaniały. Moje Orłowo i Mały Kack na dole, dalej wzgórza zakrywające Gdynię, a w prześwitach poza Kępą Redłowską morze. Bez przesady, można tak było patrzeć godzinami, a dziwne uczucie spokoju i tęsknoty, jakiego się wówczas doznawało, wprost, jak to teraz mogę określić, transcendentalne, opanowywało dziecięcy umysł.
Wspinać się, aż do czubka drzew... Czy to był jakiś atawizm? Coś w tym musiało być, bo wszyscy chłopacy to kochali, może za wyjątkiem największych tchórzy i maminsynków. Nawet niektóre dziewczyny za tym przepadały i nam towarzyszyły w wyprawach.
Sezon drzewno – wspinaczkowy kończyłem późną jesienią, w suchy bezdeszczowy dzień, jeszcze przed mrozami i bez śniegu. Wspinałem się na szczyty paru wybranych drzew, żeby tam uciąć i zanieść do domu na święta, porastającą tam jemiołę.
Teraz, pół wieku później, mogę zdecydowanie powiedzieć, że byliśmy ostatnimi Mohikanami, przynajmniej, jeśli chodzi o miejskich chłopaków. Byliśmy dzicy, swobodni i autentycznie wolni. Las, ze wszystkimi swoimi tajemnicami, których jak na nasz ówczesny wiek, było mnóstwo, ze swoimi zapachami, odgłosami i zmieniającymi się w zależności od pór roku kolorami stanowił nasze naturalne środowisko, czasami twierdzę i schronienie, a przede wszystkim nieograniczone miejsce zabaw, poszukiwań i nauki.
Jak teraz patrzę na dzieciaki na tych placykach, ogrodzonych płotami, z huśtawkami, zjeżdżalniami, czy sieciami do wspinania, to uświadamiam sobie, że to nędzna namiastka naszego dzieciństwa, raczej wychowująca niewolników, a nie ludzi wolnych i przekornych.
Później były jesienne wyprawy z rodzicami na grzyby. Do dziś zbieram tylko te, które rodzice nauczyli mnie rozpoznawać.
A jeszcze później, gdy prułem z dziewczyną motorem przez leśne ostępy, wtedy jeszcze bez obowiązkowych kasków, wiatr świstał, gałązki uderzały w twarz, to byłem, jak nigdy potem, swobodnym jeźdźcem, absolutnie wolnym człowiekiem. Jak to mówią Amerykanie – prawdziwy easy rider.
Co to takiego – Klub Dyletantów? To dobrowolne stowarzyszenie grupy niezależnych blogerów, pragnących pisać autorsko na różnorodne tematy, w oparciu o filozofię stałego pogłębiania wiedzy i smakowania życia. Jednocześnie w duchu głębokiego patriotyzmu i dokładnie pojętej kultury łacińskiej, która stoi na triadzie filozofii greckiej, prawa rzymskiego i religii chrześcijańskiej.
sobota, 13 lutego 2016
czwartek, 4 lutego 2016
Mały wredny donosiciel
2016-02-03 08:07
Grzegorz Schetyna ponownie wybrał się do Brukseli i Strasburga
by skarżyć się i donosić na zmiany i procesy, które zachodzą w Polsce, a
których niestety on i jego trupa nie są beneficjentami. Biedaczek?
Chyba każdy z nas ma w swojej pamięci wspomnienia ze szkoły, gdzie w każdej klasie był taki Grzesio lub Ewunia, którzy zawsze czuli się najlepiej, gdy poinformowali Panią o drobnych grzeszkach, jakie zawsze i wszędzie mają miejsce w klasach, pośród różnych dzieciaków. A jakie to potem było wspaniałe uczucie, gdy Pani wytargała za ucho takiego krnąbrnego delikwenta, lub choćby publicznie, na oczach całej klasy potępiła małego złoczyńcę.
Większość kablarzy i gumowych uch wyrasta z tej donosicielskiej przywary. Ale nie wszyscy.
Sam miałem w ogólniaku taką parkę: Zbyszka i Elunię, którzy oprócz tego, że mieli się ku sobie, notorycznie donosili wychowawczyni, co dzieje się w klasie i czego nauczyciel nie powinien wiedzieć. A wiedzieliśmy o tym dokładnie, bo kontrwywiad działał sprawnie i syn pani profesor, niezły i fajny gagatek, zdawał nam szczegółowe relacje w zamian za fajki (tak zwane amerykany).
Zbyszek i Elunia zostali małżeństwem, podjęli karierę urzędniczą i dali się poznać z jak najgorszej strony w miejscu swojego zatrudnienia.
Wniosek z tego jeden – małe klasowe skarżypyty często w wieku dojrzałym zostają dużymi, wrednymi skarżypytami.
Antek zrobił dziurę w stole,
Wanda obrus poplamiła,
Zosia szyi nie umyła,
Jurek zgubił klucz, a Wacek
Zjadł ze stołu cały placek. [...]
Grzegorz Schetyna ma dwa powody szeptania na uszko w korytarzach i toaletach brzydkiemu Martinowi Schulzowi lub kabaretowemu Claude Junkerowi:
- pierwsze to ściganie się i walka o prymat z drugim, nie mniej utalentowanym donosicielem, Ryszardem Petru;
- a drugie, to maksymalne obrzydzanie na europejskich forach i salonach Prawa i Sprawiedliwości, tego bękarta poronionych idei Jarosława Kaczyńskiego.
Jeździ więc biedny Schetyna, znany w Europie jako Szetyna albo Sketino (co wywołuje pewne skojarzenia z niesławnym, tchórzem, kapitanem Francesco Schettino, który wpakował statek na skały, a potem pierwszy z niego uciekł) i wylewa wiadra pomyj na polski rząd, na polskiego prezydenta oraz na bezprawia polskiego sejmu i senatu.
Jak zawsze, ale to zawsze, w przypadku każdego skarżypyty, robi on to dla dobra. Nie ważne, jakiego dobra... powiedzmy dla dobra ogółu, albo dla dobra świata.
Zresztą wystarczy tylko sobie na niego przez chwilę popatrzeć i od razu widać, jak fałsz i obłuda wylewa się z jego słów.
Taki słynny francuski spaślak (i aktor), Gerard Depardieu, choćby pod jednym względem był lepszy i uczciwszy od naszego małego Grzegorza: - gdy przestało mu się w kraju podobać, wziął i się spakował i wyjechał do Rosji, by się tam całować i obściskiwać z Putinem.
Grzesiu nie wyjedzie. Jako klasyczny kurdupel jest mściwy i pamiętliwy. Do końca będzie siedział, donosił i jątrzył.
Ci dwaj donosiciele – Schetyna i Petru nie są zbyt mądrzy i inteligentni. Gdyby takimi byli, zdawaliby sobie sprawę, że Polacy organicznie nienawidzą kablarzy, donosicieli i skarżypyty. To zawsze najniższa kategoria. W czasie II Wojny Światowej, Armia Krajowa goliła takim głowy na łyso (w najłagodniejszych przypadkach). Może warto do tej tradycji powrócić?
Poza tym, donosiciele zawsze popełniają ten sam błąd: - donoszą temu, którego oni uważają za władzę i autorytet.
Tak, jak my w ogólniaku mieliśmy panią wychowawczynię w głębokim poważaniu, tak dla Polski panowie Schultz i Junker są tylko takimi pryszczami: - dosyć uprzykrzonymi, ale niezbyt groźnymi.
Szetyna i Petrescu jeszcze nie pojęli, co tak na prawdę w Polsce się dzieje. Ciągle myślą po staremu, kategoriami płynięcia w głównym nurcie i przywilejem bycia głaskanym po główce przez Schultza i Junkera, a nawet przez Wielką Angelę. Zapewniam, że Jarosław Kaczyński, Andrzej Duda, czy Beata Szydło dostają natychmiast wysypki na samą myśl o takim głaskaniu. I ręka im się zgina, jak dziób pingwina. To już nie te czasy, co udowodniają Orban, czy Cameron.
Złośliwi nawet mówią, że ktoś im za to dobrze płaci, by tak ciągle pluli na PIS i Polskę. Faktycznie, były takie przypadki w historii Polski.
Lecz, czy dzisiaj opłaca się donosicieli i kablarzy?
No nie wiem.
Chyba każdy z nas ma w swojej pamięci wspomnienia ze szkoły, gdzie w każdej klasie był taki Grzesio lub Ewunia, którzy zawsze czuli się najlepiej, gdy poinformowali Panią o drobnych grzeszkach, jakie zawsze i wszędzie mają miejsce w klasach, pośród różnych dzieciaków. A jakie to potem było wspaniałe uczucie, gdy Pani wytargała za ucho takiego krnąbrnego delikwenta, lub choćby publicznie, na oczach całej klasy potępiła małego złoczyńcę.
Większość kablarzy i gumowych uch wyrasta z tej donosicielskiej przywary. Ale nie wszyscy.
Sam miałem w ogólniaku taką parkę: Zbyszka i Elunię, którzy oprócz tego, że mieli się ku sobie, notorycznie donosili wychowawczyni, co dzieje się w klasie i czego nauczyciel nie powinien wiedzieć. A wiedzieliśmy o tym dokładnie, bo kontrwywiad działał sprawnie i syn pani profesor, niezły i fajny gagatek, zdawał nam szczegółowe relacje w zamian za fajki (tak zwane amerykany).
Zbyszek i Elunia zostali małżeństwem, podjęli karierę urzędniczą i dali się poznać z jak najgorszej strony w miejscu swojego zatrudnienia.
Wniosek z tego jeden – małe klasowe skarżypyty często w wieku dojrzałym zostają dużymi, wrednymi skarżypytami.
Skarżypyta - J.Brzechwa
-Piotruś nie był dzisiaj w szkole,Antek zrobił dziurę w stole,
Wanda obrus poplamiła,
Zosia szyi nie umyła,
Jurek zgubił klucz, a Wacek
Zjadł ze stołu cały placek. [...]
Grzegorz Schetyna ma dwa powody szeptania na uszko w korytarzach i toaletach brzydkiemu Martinowi Schulzowi lub kabaretowemu Claude Junkerowi:
- pierwsze to ściganie się i walka o prymat z drugim, nie mniej utalentowanym donosicielem, Ryszardem Petru;
- a drugie, to maksymalne obrzydzanie na europejskich forach i salonach Prawa i Sprawiedliwości, tego bękarta poronionych idei Jarosława Kaczyńskiego.
Jeździ więc biedny Schetyna, znany w Europie jako Szetyna albo Sketino (co wywołuje pewne skojarzenia z niesławnym, tchórzem, kapitanem Francesco Schettino, który wpakował statek na skały, a potem pierwszy z niego uciekł) i wylewa wiadra pomyj na polski rząd, na polskiego prezydenta oraz na bezprawia polskiego sejmu i senatu.
Jak zawsze, ale to zawsze, w przypadku każdego skarżypyty, robi on to dla dobra. Nie ważne, jakiego dobra... powiedzmy dla dobra ogółu, albo dla dobra świata.
Zresztą wystarczy tylko sobie na niego przez chwilę popatrzeć i od razu widać, jak fałsz i obłuda wylewa się z jego słów.
Taki słynny francuski spaślak (i aktor), Gerard Depardieu, choćby pod jednym względem był lepszy i uczciwszy od naszego małego Grzegorza: - gdy przestało mu się w kraju podobać, wziął i się spakował i wyjechał do Rosji, by się tam całować i obściskiwać z Putinem.
Grzesiu nie wyjedzie. Jako klasyczny kurdupel jest mściwy i pamiętliwy. Do końca będzie siedział, donosił i jątrzył.
Ci dwaj donosiciele – Schetyna i Petru nie są zbyt mądrzy i inteligentni. Gdyby takimi byli, zdawaliby sobie sprawę, że Polacy organicznie nienawidzą kablarzy, donosicieli i skarżypyty. To zawsze najniższa kategoria. W czasie II Wojny Światowej, Armia Krajowa goliła takim głowy na łyso (w najłagodniejszych przypadkach). Może warto do tej tradycji powrócić?
Poza tym, donosiciele zawsze popełniają ten sam błąd: - donoszą temu, którego oni uważają za władzę i autorytet.
Tak, jak my w ogólniaku mieliśmy panią wychowawczynię w głębokim poważaniu, tak dla Polski panowie Schultz i Junker są tylko takimi pryszczami: - dosyć uprzykrzonymi, ale niezbyt groźnymi.
Szetyna i Petrescu jeszcze nie pojęli, co tak na prawdę w Polsce się dzieje. Ciągle myślą po staremu, kategoriami płynięcia w głównym nurcie i przywilejem bycia głaskanym po główce przez Schultza i Junkera, a nawet przez Wielką Angelę. Zapewniam, że Jarosław Kaczyński, Andrzej Duda, czy Beata Szydło dostają natychmiast wysypki na samą myśl o takim głaskaniu. I ręka im się zgina, jak dziób pingwina. To już nie te czasy, co udowodniają Orban, czy Cameron.
Złośliwi nawet mówią, że ktoś im za to dobrze płaci, by tak ciągle pluli na PIS i Polskę. Faktycznie, były takie przypadki w historii Polski.
Lecz, czy dzisiaj opłaca się donosicieli i kablarzy?
No nie wiem.
wtorek, 26 stycznia 2016
Likwidacja wybijającego szamba
2016-01-26 10:33
Gdy zaczęliśmy odzyskiwać Polskę, gdy upadł mur berliński, a w
tymże pamiętnych, pełnych entuzjazmu latach 1989 i 1990, odeszli z
polityki ostatni z wielkich ludzi, Ronald Reagan i Margaret Hilda
Thatcher, nie zastanawialiśmy się wtedy, co będzie po nich; kto
pokieruje światem i przypilnuje, by nie narobiono głupot.
My w Polsce, zachłyśnięci nagłą swobodą, nie zwracaliśmy uwagi i nie pilnowaliśmy, by krajem zaczęli kierować ludzie mądrzy i uczciwi. To wówczas nie miało znaczenia, bo każdy z nas był zaabsorbowany tym, jak żyć w kompletnie nowej rzeczywistości. Pamiętacie te tysiące składanych łóżek rozłożonych na ulicach i alejach, gdzie naród, w pierwszym porywie własnej przedsiębiorczości zaczął handlować czym tylko się dało? To się wówczas liczyło – własny los, a nie panie, jakaś tam polityka. Byle tylko dali człowiekowi spokój.
Nawet dzisiaj trudno się dziwić takiej postawie narodu, zniewolonego 45 lat przez sowietów i sowieckich pachołków.
Tymczasem w Polsce, a jak się dzisiaj okazuje – w całym naszym świecie, do władzy doszli głupcy i skrajnie nieuczciwi cwaniacy.
Doszli do władzy, albo ich wystawili ci, co właśnie chcieli po cichu, spoza kurtyny, rządzić w nowym porządku świata.
Nastała era półgłówków u władzy. Rozum, mądrość i uczciwość straciły mocno na giełdzie wartości potrzebnych do rządzenia.
W Polsce rozbuchały się działania różnych bagsików, gawroników i kulczyków, którym przyklaskiwali z kolei Wałęsa, Gieremek, Balcerowicz, Michnik, czy Kwaśniewski.
Sami widzicie, jaka menażeria na długie dwadzieścia pięć lat zawładnęła krajem.
Dwukrotne próby przełamania tego bezhołowia, raz przez rząd Jana Olszewskiego i w 2005 przez rząd Kaczyńskiego, nie powiodły się, bo byliśmy za słabi, a naród jeszcze dostatecznie nie dojrzał, by pogonić złodziei i szubrawców.
Gdy już prawie rok temu, w sobotę 7 lutego 2015, obejrzałem w całości pierwszą konwencję wyborczą przyszłego prezydenta Andrzeja Dudy, byłem bardzo podniecony i pozytywnie zaskoczony, a coś, w głębi duszy mi mówiło, że właśnie kończy się ta ruska smuta i nadchodzi czas zwycięstwa.
I sprawdziło się...
Arogancja, pycha i wiara w swoje talenty dotychczasowego establishmentu, który upodlał przez całe osiem lat naród, mamiąc go i oszukując zieloną wyspą i ciepłą wodą w kranie, a niektórych kupując masowo tworzonymi synekurami, jak przysłowiowa Elektrownia Jądrowa 1 w budowie, gdzie nic nie robiący prezes, były minister skarbu, Aleksander Grad, odbierał miesięcznie 120 tysięcy zł pensji, zezwoliły nareszcie na nasze pełne zwycięstwo.
My przewidywaliśmy to i mieliśmy głęboką nadzieję. Natomiast ONI, czyli dotychczasowy obóz władzy byli kompletnie zaskoczeni. W najczarniejszych koszmarach nie spodziewali się klęski Komorowskiego, który nawet specjalnie się nie wysilał, tak pewny swojej wygranej. A już potem, w wyborach parlamentarnych, mieli nadzieję, że nawet jeśli nie wygrają, to wystarczy na pewno taki wynik, by zmontować szeroką, antypisowską koalicję i nie dać Kaczyńskiemu rządzić.
Jednakże, jak to głupcom się nieraz przydarza – przeliczyli się.
PIS i Kaczyński zwyciężyli wszystko, co w wyborach dało się osiągnąć: fotel prezydenta, oraz sejm i senat.
Stary, przerażony establishment, któremu nagle śmierć zajrzała do oczu, na gwałt zaczął konstruować ewentualności, które pozwoliłyby obalić ludzi Kaczyńskiego i odsunąć PIS od władzy.
Tych, co dotychczas rozpierała pycha i arogancja władców Polski, a ograniczała własna głupota, tych, co uważali, że już będą sprawować dożywotnio władzę, jak ten Donald Tusk, który po powrocie z unijnej synekury, dającej mu potrzebne miliony do pokrycia przyszłego stylu życia, miał zostać, chyba już wiecznym prezydentem RP, miała uratować najwierniejsza z wiernych, nigdy nie tknięta brudnym paluchem ludu, władza sądownicza.
Teoretycznie rozważano dwa rozwiązania:
- Sąd Najwyższy z powodu skargi wyborczej, nie uzna wyborów parlamentarnych, co spowoduje natychmiastowe rozwiązanie sejmu, dymisję rządy Beaty Szydło i powrót do status quo ante, czyli władzy z rządem Ewy Kopacz,
- PO i PSL obsadzi w całości Trybunał Konstytucyjny swoimi ludźmi, a ten poprzez nieuznawanie uchwał w zgodności z konstytucją, zablokuje działania sejmu i jego pisowskiej większości, doprowadzając do upadku nowej władzy.
Jak już dzisiaj wyraźnie widać, ani jeden ani drugi plan się nie powiódł. PIS prze jak taran do przodu, skutecznie buduje fundamenty nowego porządku, a stary system ma coraz mniej czasu, bo wkrótce zapowiadane reformy społeczne wejdą w życie i Polacy masowo staną po stronie Jarosława Kaczyńskiego.
A wtedy wszelkie działania tej agresywnej, ale głupiej opozycji, to będzie musztarda po obiedzie.
Widząc, że porażka goni porażkę, autentycznie kabaretowi, co wyraźnie potwierdza internet, liderzy opozycji – Grzegorz Schetyna, usiłujący posklejać resztki pikującej korkociągiem ku zagładzie Platformy Obywatelskiej, oraz Tajemniczy Ryszard Petru, wysłannik władców dolara, franka i euro, usiłują przejść do następnego etapu rozwalania nowego sejmu i rządu.
A ponieważ rozumu nie starcza, a panika barwi im gacie na brązowo, robią to idiotycznie, bez najmniejszych szans na powodzenie.
O ile nie wyszło pierwotne zamierzenie z rolą Trybunału Konstytucyjnego w obaleniu nowych władz, to szum i hałas, jaki przy tej operacji powstał, ciągle jeszcze usłużne media, agitprop i zespół funkcjonariuszy propagandowych, rozdmuchały do niebywałego poziomu wrzask pod hasłem łamania demokracji i łamania konstytucji.
Jak to wiemy z przecieków, czy z nagranych rozmów, waleczni towarzysze, Schetyna i Petru postanowili podzielić się zadaniami:
- Rycho Petru, bo podobno ma charyzmę, której Schetynie brak, chociaż cały internet naśmiewa się z Rycha, gdzie funkcjonuje jako Swetru, Petruscu (to przez rumuńskie korzenie), czy ostatnio Dubna (tam spędził swoje miodowe lata), ma za zadanie wyprowadzić lud polski na ulice (miliony autobusami, jak wiemy, podeśle mu Schetyna);
- a Mistrz Schetyna, chodząca reklama protetyki stomatologicznej, fachowiec międzynarodowy, było nie było, były minister spraw zagranicznych, chociaż bez znajomości języków obcych, w tym samym czasie, gdy już ludzie Petruscu będą watahami śmigać po ulicach polskich miast, podpuści władze światowe, w tym gównie Unię, lecz również Baraka Obamę, by dali nowym władzom RP popalić, by poczuli bicz pański i wrócili truchtem na należne miejsce w szeregu.
I tak właśnie ma się skończyć to bezczelne zawłaszczenie władzy przez PIS i te jakieś fantasmagorie o naprawie Rzeczpospolitej. Jedna już przecież sanacja była i co? Zaraz potem wybuchła II Wojna Światowa.
Rycho na razie niespecjalnie daje sobie radę z tym narodem na ulicach. Generalnie – naród ma to w dupie. Mimo tego, że egzekutywa ustaliła, że marsze i protesty będą miały miejsce w wolne soboty o godzinie dwunastej, by spokojnie można było zjeść śniadanko, wypić kawę, a panie nałożyć makijaż, to niestety przychodzi tylko urzędnicza i ubecka starszyzna, plus biedni pracownicy korporacyjni zmuszeni do wypełniania poleceń przełożonych. Nikt też im nie podpowiedział, że mają się raczej ubierać zgrzebnie, bo futra z norek i szynszyli nieco rażą na demonstracjach. No, ale co tu mówić, jak sam lider tych towarzyskich spotkań szczyci się modną, hiszpańską bródką, fikuśnym kucykiem i trzema kolczykami w uchu lewym.
Tak więc, jak dotychczas te "spontaniczne" demonstracje, na które poważni mocodawcy wydali już grubą forsę niespecjalnie się sprawdzają.
Chociaż mędrzec Wałęsa prorokuje, że wkrótce nieprzebrane tłumy, zablokują posłów w sejmie, ministrów w urzędach i Kaczyński będzie musiał się poddać. A jak to się w przeciągu sześciu miesięcy nie stanie, to on sam, trybun ludowy, Bolek Wałęsa, jeszcze raz stanie na czele i historyczne 10 milionów pójdzie za nim.
Schetyna też ma niespodziewany problem. Mimo, że agitprop rozpuścił przygotowawcze wici. Różne Lisy, Appelbaumy, Sikorskie i Michniki poinformowały nieświadomy niczego świat, że w Polsce złamano demokrację, panuje terror i zamordyzm, a Jarosław Kaczyński to bez wątpienia kolejna reinkarnacja Adolfa Hitlera, Stalina, Kim Ir Sena i Pol Pota w jednym, to niespecjalnie świat chce się tą klęską polskiej demokracji przejmować.
A przecież mówiono im - nie wierzycie? To tylko popatrzcie co zrobili z Trybunałem Konstytucyjnym. Jak po chamsku zabrali telewizję naszą, stawiając na jej czele bulteriera. I jak tysiącami wywalają na bruk uczciwych dziennikarzy, dyrektorów, naczelników, kierowników, a nawet prezesów. Przecież to była sól tej ziemi. Fundament państwa zielonej wyspy i ciepłej wody.
Bezskutecznie. Ta pyskata baba – Beata Szydło pojechała do Strasburga i naskoczyła na przyzwoitych i kulturalnych obywateli Europy, jak przekupa jakaś.
A do tego, jakiś cwaniak z piekła rodem, podsunął Kaczyńskiemu pomysł, by wysłać do oceny działania swoich władz do tej przeklętej Komisji Weneckiej.
Wiadomo, Kaczyński niegłupi. Jak by nie był pewny wygranej, to by tam nic nie wysyłał. Lecz on, cham jeden wysłał i teraz jego ludzie puszą się jak indory,obserwując, jak schetynowców i petrusowców szlag trafia.
To są proszę państwa świńskie zagrywki i jak dotychczas, tylko my, cała platfusia sfora byliśmy do tego upoważnieni.
Reasumując, widać wyraźnie, że w końcu nastąpiło zderzenie rozumu z głupotą. Dotychczasowy spryt i cwaniactwo minionego establishmentu to za mało by zmierzyć się z prawdziwą mądrością i prawością.
Wreszcie Jarosławowi Kaczyńskiemu udało się wokół siebie zbudować obóz rozumu. Wreszcie nauczyli się walczyć, zapominając na chwilę o kindersztubie i inteligenckich konwenansach. I wreszcie mówią po ludzku, na dodatek są to słowa prawdziwe, a nie tuskowo – kopaczowa propaganda.
Oczywiście, wszystko to, co powyżej nie byłoby możliwe, gdyby wreszcie czara się nie przelała, a naród w końcu otworzył oczy, przetarł je kułakiem i zobaczył, że w kraju panują złodzieje, kłamcy, kombinatorzy i szubrawcy. Że zwykły człowiek, który faktycznie przez osiem lat nie dostał ani grosza podwyżki, podczas gdy ceny wzrosły dwukrotnie, był tylko dojony, pogardzany i nie miał nic do powiedzenia. Polska to nie było dobre państwo dla Polaków. Tylko dla wąskiej grupy beneficjentów, kolesi i menadżerów międzynarodowych korporacji. Dla tych, co umieli doić polską krowę.
Petru, Schetyna ich obóz, oraz zagraniczni mocodawcy spieszą się. Wiedzą dobrze, że te przyspieszone sesje parlamentu, te głosowania po nocach, mają na celu zabezpieczenie fundamentów ojczyzny. Opanowanie ważnych ośrodków decyzyjnych.
A gdy jeszcze wejdą w życie nowe, prospołeczne ustawy i każdy we własnej kieszeni odczuje poprawę, to będzie, jak to mówią, po ptokach.
Komuniści nie weszli do sejmu. Czarzasty, jeśli chce stworzyć nowoczesną partię socjalistyczną musi się pozbyć komuszego balastu.
Czy Platforma Obywatelska i PSL też znikną z politycznej areny? Tak, wiele na to wskazuje, że jeżeli powiedzie się dzisiaj PISowi, to III RP odejdzie w niesławie i będziemy mogli zbudować obywatelską republikę.
Tak Nam Dopomóż Bóg.
.
My w Polsce, zachłyśnięci nagłą swobodą, nie zwracaliśmy uwagi i nie pilnowaliśmy, by krajem zaczęli kierować ludzie mądrzy i uczciwi. To wówczas nie miało znaczenia, bo każdy z nas był zaabsorbowany tym, jak żyć w kompletnie nowej rzeczywistości. Pamiętacie te tysiące składanych łóżek rozłożonych na ulicach i alejach, gdzie naród, w pierwszym porywie własnej przedsiębiorczości zaczął handlować czym tylko się dało? To się wówczas liczyło – własny los, a nie panie, jakaś tam polityka. Byle tylko dali człowiekowi spokój.
Nawet dzisiaj trudno się dziwić takiej postawie narodu, zniewolonego 45 lat przez sowietów i sowieckich pachołków.
Tymczasem w Polsce, a jak się dzisiaj okazuje – w całym naszym świecie, do władzy doszli głupcy i skrajnie nieuczciwi cwaniacy.
Doszli do władzy, albo ich wystawili ci, co właśnie chcieli po cichu, spoza kurtyny, rządzić w nowym porządku świata.
Nastała era półgłówków u władzy. Rozum, mądrość i uczciwość straciły mocno na giełdzie wartości potrzebnych do rządzenia.
W Polsce rozbuchały się działania różnych bagsików, gawroników i kulczyków, którym przyklaskiwali z kolei Wałęsa, Gieremek, Balcerowicz, Michnik, czy Kwaśniewski.
Sami widzicie, jaka menażeria na długie dwadzieścia pięć lat zawładnęła krajem.
Dwukrotne próby przełamania tego bezhołowia, raz przez rząd Jana Olszewskiego i w 2005 przez rząd Kaczyńskiego, nie powiodły się, bo byliśmy za słabi, a naród jeszcze dostatecznie nie dojrzał, by pogonić złodziei i szubrawców.
Gdy już prawie rok temu, w sobotę 7 lutego 2015, obejrzałem w całości pierwszą konwencję wyborczą przyszłego prezydenta Andrzeja Dudy, byłem bardzo podniecony i pozytywnie zaskoczony, a coś, w głębi duszy mi mówiło, że właśnie kończy się ta ruska smuta i nadchodzi czas zwycięstwa.
I sprawdziło się...
Arogancja, pycha i wiara w swoje talenty dotychczasowego establishmentu, który upodlał przez całe osiem lat naród, mamiąc go i oszukując zieloną wyspą i ciepłą wodą w kranie, a niektórych kupując masowo tworzonymi synekurami, jak przysłowiowa Elektrownia Jądrowa 1 w budowie, gdzie nic nie robiący prezes, były minister skarbu, Aleksander Grad, odbierał miesięcznie 120 tysięcy zł pensji, zezwoliły nareszcie na nasze pełne zwycięstwo.
My przewidywaliśmy to i mieliśmy głęboką nadzieję. Natomiast ONI, czyli dotychczasowy obóz władzy byli kompletnie zaskoczeni. W najczarniejszych koszmarach nie spodziewali się klęski Komorowskiego, który nawet specjalnie się nie wysilał, tak pewny swojej wygranej. A już potem, w wyborach parlamentarnych, mieli nadzieję, że nawet jeśli nie wygrają, to wystarczy na pewno taki wynik, by zmontować szeroką, antypisowską koalicję i nie dać Kaczyńskiemu rządzić.
Jednakże, jak to głupcom się nieraz przydarza – przeliczyli się.
PIS i Kaczyński zwyciężyli wszystko, co w wyborach dało się osiągnąć: fotel prezydenta, oraz sejm i senat.
Stary, przerażony establishment, któremu nagle śmierć zajrzała do oczu, na gwałt zaczął konstruować ewentualności, które pozwoliłyby obalić ludzi Kaczyńskiego i odsunąć PIS od władzy.
Tych, co dotychczas rozpierała pycha i arogancja władców Polski, a ograniczała własna głupota, tych, co uważali, że już będą sprawować dożywotnio władzę, jak ten Donald Tusk, który po powrocie z unijnej synekury, dającej mu potrzebne miliony do pokrycia przyszłego stylu życia, miał zostać, chyba już wiecznym prezydentem RP, miała uratować najwierniejsza z wiernych, nigdy nie tknięta brudnym paluchem ludu, władza sądownicza.
Teoretycznie rozważano dwa rozwiązania:
- Sąd Najwyższy z powodu skargi wyborczej, nie uzna wyborów parlamentarnych, co spowoduje natychmiastowe rozwiązanie sejmu, dymisję rządy Beaty Szydło i powrót do status quo ante, czyli władzy z rządem Ewy Kopacz,
- PO i PSL obsadzi w całości Trybunał Konstytucyjny swoimi ludźmi, a ten poprzez nieuznawanie uchwał w zgodności z konstytucją, zablokuje działania sejmu i jego pisowskiej większości, doprowadzając do upadku nowej władzy.
Jak już dzisiaj wyraźnie widać, ani jeden ani drugi plan się nie powiódł. PIS prze jak taran do przodu, skutecznie buduje fundamenty nowego porządku, a stary system ma coraz mniej czasu, bo wkrótce zapowiadane reformy społeczne wejdą w życie i Polacy masowo staną po stronie Jarosława Kaczyńskiego.
A wtedy wszelkie działania tej agresywnej, ale głupiej opozycji, to będzie musztarda po obiedzie.
Widząc, że porażka goni porażkę, autentycznie kabaretowi, co wyraźnie potwierdza internet, liderzy opozycji – Grzegorz Schetyna, usiłujący posklejać resztki pikującej korkociągiem ku zagładzie Platformy Obywatelskiej, oraz Tajemniczy Ryszard Petru, wysłannik władców dolara, franka i euro, usiłują przejść do następnego etapu rozwalania nowego sejmu i rządu.
A ponieważ rozumu nie starcza, a panika barwi im gacie na brązowo, robią to idiotycznie, bez najmniejszych szans na powodzenie.
O ile nie wyszło pierwotne zamierzenie z rolą Trybunału Konstytucyjnego w obaleniu nowych władz, to szum i hałas, jaki przy tej operacji powstał, ciągle jeszcze usłużne media, agitprop i zespół funkcjonariuszy propagandowych, rozdmuchały do niebywałego poziomu wrzask pod hasłem łamania demokracji i łamania konstytucji.
Jak to wiemy z przecieków, czy z nagranych rozmów, waleczni towarzysze, Schetyna i Petru postanowili podzielić się zadaniami:
- Rycho Petru, bo podobno ma charyzmę, której Schetynie brak, chociaż cały internet naśmiewa się z Rycha, gdzie funkcjonuje jako Swetru, Petruscu (to przez rumuńskie korzenie), czy ostatnio Dubna (tam spędził swoje miodowe lata), ma za zadanie wyprowadzić lud polski na ulice (miliony autobusami, jak wiemy, podeśle mu Schetyna);
- a Mistrz Schetyna, chodząca reklama protetyki stomatologicznej, fachowiec międzynarodowy, było nie było, były minister spraw zagranicznych, chociaż bez znajomości języków obcych, w tym samym czasie, gdy już ludzie Petruscu będą watahami śmigać po ulicach polskich miast, podpuści władze światowe, w tym gównie Unię, lecz również Baraka Obamę, by dali nowym władzom RP popalić, by poczuli bicz pański i wrócili truchtem na należne miejsce w szeregu.
I tak właśnie ma się skończyć to bezczelne zawłaszczenie władzy przez PIS i te jakieś fantasmagorie o naprawie Rzeczpospolitej. Jedna już przecież sanacja była i co? Zaraz potem wybuchła II Wojna Światowa.
Rycho na razie niespecjalnie daje sobie radę z tym narodem na ulicach. Generalnie – naród ma to w dupie. Mimo tego, że egzekutywa ustaliła, że marsze i protesty będą miały miejsce w wolne soboty o godzinie dwunastej, by spokojnie można było zjeść śniadanko, wypić kawę, a panie nałożyć makijaż, to niestety przychodzi tylko urzędnicza i ubecka starszyzna, plus biedni pracownicy korporacyjni zmuszeni do wypełniania poleceń przełożonych. Nikt też im nie podpowiedział, że mają się raczej ubierać zgrzebnie, bo futra z norek i szynszyli nieco rażą na demonstracjach. No, ale co tu mówić, jak sam lider tych towarzyskich spotkań szczyci się modną, hiszpańską bródką, fikuśnym kucykiem i trzema kolczykami w uchu lewym.
Tak więc, jak dotychczas te "spontaniczne" demonstracje, na które poważni mocodawcy wydali już grubą forsę niespecjalnie się sprawdzają.
Chociaż mędrzec Wałęsa prorokuje, że wkrótce nieprzebrane tłumy, zablokują posłów w sejmie, ministrów w urzędach i Kaczyński będzie musiał się poddać. A jak to się w przeciągu sześciu miesięcy nie stanie, to on sam, trybun ludowy, Bolek Wałęsa, jeszcze raz stanie na czele i historyczne 10 milionów pójdzie za nim.
Schetyna też ma niespodziewany problem. Mimo, że agitprop rozpuścił przygotowawcze wici. Różne Lisy, Appelbaumy, Sikorskie i Michniki poinformowały nieświadomy niczego świat, że w Polsce złamano demokrację, panuje terror i zamordyzm, a Jarosław Kaczyński to bez wątpienia kolejna reinkarnacja Adolfa Hitlera, Stalina, Kim Ir Sena i Pol Pota w jednym, to niespecjalnie świat chce się tą klęską polskiej demokracji przejmować.
A przecież mówiono im - nie wierzycie? To tylko popatrzcie co zrobili z Trybunałem Konstytucyjnym. Jak po chamsku zabrali telewizję naszą, stawiając na jej czele bulteriera. I jak tysiącami wywalają na bruk uczciwych dziennikarzy, dyrektorów, naczelników, kierowników, a nawet prezesów. Przecież to była sól tej ziemi. Fundament państwa zielonej wyspy i ciepłej wody.
Bezskutecznie. Ta pyskata baba – Beata Szydło pojechała do Strasburga i naskoczyła na przyzwoitych i kulturalnych obywateli Europy, jak przekupa jakaś.
A do tego, jakiś cwaniak z piekła rodem, podsunął Kaczyńskiemu pomysł, by wysłać do oceny działania swoich władz do tej przeklętej Komisji Weneckiej.
Wiadomo, Kaczyński niegłupi. Jak by nie był pewny wygranej, to by tam nic nie wysyłał. Lecz on, cham jeden wysłał i teraz jego ludzie puszą się jak indory,obserwując, jak schetynowców i petrusowców szlag trafia.
To są proszę państwa świńskie zagrywki i jak dotychczas, tylko my, cała platfusia sfora byliśmy do tego upoważnieni.
Reasumując, widać wyraźnie, że w końcu nastąpiło zderzenie rozumu z głupotą. Dotychczasowy spryt i cwaniactwo minionego establishmentu to za mało by zmierzyć się z prawdziwą mądrością i prawością.
Wreszcie Jarosławowi Kaczyńskiemu udało się wokół siebie zbudować obóz rozumu. Wreszcie nauczyli się walczyć, zapominając na chwilę o kindersztubie i inteligenckich konwenansach. I wreszcie mówią po ludzku, na dodatek są to słowa prawdziwe, a nie tuskowo – kopaczowa propaganda.
Oczywiście, wszystko to, co powyżej nie byłoby możliwe, gdyby wreszcie czara się nie przelała, a naród w końcu otworzył oczy, przetarł je kułakiem i zobaczył, że w kraju panują złodzieje, kłamcy, kombinatorzy i szubrawcy. Że zwykły człowiek, który faktycznie przez osiem lat nie dostał ani grosza podwyżki, podczas gdy ceny wzrosły dwukrotnie, był tylko dojony, pogardzany i nie miał nic do powiedzenia. Polska to nie było dobre państwo dla Polaków. Tylko dla wąskiej grupy beneficjentów, kolesi i menadżerów międzynarodowych korporacji. Dla tych, co umieli doić polską krowę.
Petru, Schetyna ich obóz, oraz zagraniczni mocodawcy spieszą się. Wiedzą dobrze, że te przyspieszone sesje parlamentu, te głosowania po nocach, mają na celu zabezpieczenie fundamentów ojczyzny. Opanowanie ważnych ośrodków decyzyjnych.
A gdy jeszcze wejdą w życie nowe, prospołeczne ustawy i każdy we własnej kieszeni odczuje poprawę, to będzie, jak to mówią, po ptokach.
Komuniści nie weszli do sejmu. Czarzasty, jeśli chce stworzyć nowoczesną partię socjalistyczną musi się pozbyć komuszego balastu.
Czy Platforma Obywatelska i PSL też znikną z politycznej areny? Tak, wiele na to wskazuje, że jeżeli powiedzie się dzisiaj PISowi, to III RP odejdzie w niesławie i będziemy mogli zbudować obywatelską republikę.
Tak Nam Dopomóż Bóg.
.
czwartek, 21 stycznia 2016
Schetyna – wyjątkowy krętacz i niestety – głupek.
2016-01-21 07:14
Obserwuję tego człowieka od pewnego czasu, w szczególności, gdy wysforował się on na lidera platformy.
Wczoraj u Olejnik miałem możliwość uważnie mu się przysłuchać i go poobserwować.
Nawet nie będę się silił o obiektywizm i wyważenie wypowiedzi, bo pan Schetyna należy do kategorii ludzi, którzy napawają mnie obrzydzeniem, do kategorii małych zakłamanych krętaczy. Jego wypowiedzi, jak żywo, często przywodzą na myśl drugiego mistrza absurdu i pokrętności, Bolka Wałęsę.
Abstrahując od ogólnego poziomu ludzi z pierwszych szeregów Platformy Obywatelskiej, napompowanych po uszy fałszem i hipokryzją, co dzięki Bogu widzą już nawet całkiem przeciętni obywatele, pan Schetyna jawi się między nimi, jako wyjątkowy mafioso.
Nie wiem, czy to dentysta spieprzył mu sztuczne uzębienie, czy może psychiczny stan ciągłego zakłamania i knucia w którym żyje, powodują, że krzywy uśmieszek przylepiony na stałe do twarzy, odbierają resztki wiarygodności jego słowom. Tak, z ciekawości chciałbym zobaczyć Schetynę, jak składa kondolencje zbolałej wdowie z tym uśmieszkiem...
No więc tenże Schetyna, dzięki czarowi osobistemu i niebywałej charyzmie, zniszczył oponentów i pozostał jedynym kandydatem na przywódcę PO. Wielu całkiem słusznie powie – jaka partia, taki przywódca. I będą mieli rację.
Bo chyba wreszcie nikt już nie ma wątpliwości, że platforma była wyłącznie partią władzy, a przede wszystkim związanych z tym łupów. Dlatego też odrywanie od koryta idzie tak ciężko.
Jest też drugi powód, dla którego platformersi z pierwszych stron gazet nie mogą rozstać się z władzą: - oni niczego innego nie potrafią. Gdyby uczciwie odpowiedzieli jaki jest ich zawód, to odpowiedź powinna być tylko jedna – działacz. W głowach im się nie mieści, że można normalnie pracować. Zresztą za co, jak to powiedziała jedna z ich liderek, Bieńkowska, za marne sześć tysięcy?
Posłuchałem więc sobie uważnie tego Schetyny u Olejnik. I teraz, gdy wreszcie poza niszowymi TV Trwam i Republika, można usłyszeć i zobaczyć przedstawicieli Prawa i Sprawiedliwości, gołym okiem widać, jaka przepaść mentalna, intelektualna i kulturowa istnieje pomiędzy ludźmi PISu i PO ( pomijam Nowoczesną, bo to twór sztuczny, zbudowany przez banksterów w celu niedopuszczenia do radykalnych przeobrażeń).
Więc tenże Schetyna ma duże problemy intelektualne z logiką, prawdą i jasnością wypowiedzi. Jest maksymalnie pokrętny i w żywe oczy będzie wmawiał, że pies, którego wszyscy widzą, to kot. Uśmiechając się przy tym oczywiście.
W swojej partii znany jest przede wszystkim z tego, że stale coś knuje i kombinuje. Jest w tym na prawdę sprawny. Lecz nie są to cechy predysponujące człowieka do bycia liderem partii i poważnym politykiem.
Fakt faktem, że ostatnimi czasy, scena polityczna zaroiła się od polityków, których z czystym sumieniem nie można traktować poważnie. Takim był choćby Berlusconi, a obecnie w Unii jest Niemiec Schultz, czy Luksemburczyk Jean-Claude Junker. To błazny i miernoty, a już porównanie ich do takich ludzi, jak Konrad Adenauer, Charles de Gaulle lub Margaret Thatcher ukazuje całą smieszność i małość tych osobników.
Tutaj niestety Schetyna ładnie wpisuje się do takiego grona.
Nie ma więc co się dziwić, że Władimir Putin rozgrywa tą europejską hałastrę, jak dzieciaków.
Pojawienie się nowych ludzi Prawa i Sprawiedliwości, inteligentnych i kulturalnych, którzy szybko zaczną tworzyć nową elitę, przywracając Polakom należytą godność i dumę, jak to miało miejsce z wystąpieniem premier Szydło w Europarlamencie, unaoczni wszystkim dysonans i przepaść jaka istnieje pomiędzy działaczami PO a PISu. Wszyscy już chyba mają dosyć tego haratania w gałę, kolekcjonowania zegarków i spożywania ośmiorniczek, zamiast poważnego traktowania narodu, służenia obywatelom i dbania o ich dobrobyt.
Nigdy, przenigdy nie spodziewam się, że taki Schetyna, Budka, czy Trzaskowski zadba o mój dobrobyt. To ludzie nastawieni wyłącznie na swój własny dobrobyt.
No, może jeszcze na rodzinę i przyjaciół.
.
Obserwuję tego człowieka od pewnego czasu, w szczególności, gdy wysforował się on na lidera platformy.
Wczoraj u Olejnik miałem możliwość uważnie mu się przysłuchać i go poobserwować.
Nawet nie będę się silił o obiektywizm i wyważenie wypowiedzi, bo pan Schetyna należy do kategorii ludzi, którzy napawają mnie obrzydzeniem, do kategorii małych zakłamanych krętaczy. Jego wypowiedzi, jak żywo, często przywodzą na myśl drugiego mistrza absurdu i pokrętności, Bolka Wałęsę.
Abstrahując od ogólnego poziomu ludzi z pierwszych szeregów Platformy Obywatelskiej, napompowanych po uszy fałszem i hipokryzją, co dzięki Bogu widzą już nawet całkiem przeciętni obywatele, pan Schetyna jawi się między nimi, jako wyjątkowy mafioso.
Nie wiem, czy to dentysta spieprzył mu sztuczne uzębienie, czy może psychiczny stan ciągłego zakłamania i knucia w którym żyje, powodują, że krzywy uśmieszek przylepiony na stałe do twarzy, odbierają resztki wiarygodności jego słowom. Tak, z ciekawości chciałbym zobaczyć Schetynę, jak składa kondolencje zbolałej wdowie z tym uśmieszkiem...
No więc tenże Schetyna, dzięki czarowi osobistemu i niebywałej charyzmie, zniszczył oponentów i pozostał jedynym kandydatem na przywódcę PO. Wielu całkiem słusznie powie – jaka partia, taki przywódca. I będą mieli rację.
Bo chyba wreszcie nikt już nie ma wątpliwości, że platforma była wyłącznie partią władzy, a przede wszystkim związanych z tym łupów. Dlatego też odrywanie od koryta idzie tak ciężko.
Jest też drugi powód, dla którego platformersi z pierwszych stron gazet nie mogą rozstać się z władzą: - oni niczego innego nie potrafią. Gdyby uczciwie odpowiedzieli jaki jest ich zawód, to odpowiedź powinna być tylko jedna – działacz. W głowach im się nie mieści, że można normalnie pracować. Zresztą za co, jak to powiedziała jedna z ich liderek, Bieńkowska, za marne sześć tysięcy?
Posłuchałem więc sobie uważnie tego Schetyny u Olejnik. I teraz, gdy wreszcie poza niszowymi TV Trwam i Republika, można usłyszeć i zobaczyć przedstawicieli Prawa i Sprawiedliwości, gołym okiem widać, jaka przepaść mentalna, intelektualna i kulturowa istnieje pomiędzy ludźmi PISu i PO ( pomijam Nowoczesną, bo to twór sztuczny, zbudowany przez banksterów w celu niedopuszczenia do radykalnych przeobrażeń).
Więc tenże Schetyna ma duże problemy intelektualne z logiką, prawdą i jasnością wypowiedzi. Jest maksymalnie pokrętny i w żywe oczy będzie wmawiał, że pies, którego wszyscy widzą, to kot. Uśmiechając się przy tym oczywiście.
W swojej partii znany jest przede wszystkim z tego, że stale coś knuje i kombinuje. Jest w tym na prawdę sprawny. Lecz nie są to cechy predysponujące człowieka do bycia liderem partii i poważnym politykiem.
Fakt faktem, że ostatnimi czasy, scena polityczna zaroiła się od polityków, których z czystym sumieniem nie można traktować poważnie. Takim był choćby Berlusconi, a obecnie w Unii jest Niemiec Schultz, czy Luksemburczyk Jean-Claude Junker. To błazny i miernoty, a już porównanie ich do takich ludzi, jak Konrad Adenauer, Charles de Gaulle lub Margaret Thatcher ukazuje całą smieszność i małość tych osobników.
Tutaj niestety Schetyna ładnie wpisuje się do takiego grona.
Nie ma więc co się dziwić, że Władimir Putin rozgrywa tą europejską hałastrę, jak dzieciaków.
Pojawienie się nowych ludzi Prawa i Sprawiedliwości, inteligentnych i kulturalnych, którzy szybko zaczną tworzyć nową elitę, przywracając Polakom należytą godność i dumę, jak to miało miejsce z wystąpieniem premier Szydło w Europarlamencie, unaoczni wszystkim dysonans i przepaść jaka istnieje pomiędzy działaczami PO a PISu. Wszyscy już chyba mają dosyć tego haratania w gałę, kolekcjonowania zegarków i spożywania ośmiorniczek, zamiast poważnego traktowania narodu, służenia obywatelom i dbania o ich dobrobyt.
Nigdy, przenigdy nie spodziewam się, że taki Schetyna, Budka, czy Trzaskowski zadba o mój dobrobyt. To ludzie nastawieni wyłącznie na swój własny dobrobyt.
No, może jeszcze na rodzinę i przyjaciół.
.
środa, 13 stycznia 2016
Nie będzie Niemiec pluł nam w twarz
Krnąbrnym Polakiem byłem praktycznie od maleńkości.
W liceum uczyłem się języka niemieckiego. Szło mi całkiem nieźle, z jednym wyjątkiem: nienawidziliśmy się wzajemnie z nauczycielką języka, która na moje nieszczęście była moją wychowawczynią.
Jak teraz z perspektywy czasu spoglądam na tamte relacje, to oczywiście dużo winy było po mojej stronie. Lecz nie byłem złym gówniarzem, bo inni nauczyciele darzyli mnie szczerą sympatią.
Nauczycielka niemieckiego była klasyczną gdańską Niemką, suchą, kostyczną i pryncypialną.
Już w drugiej klasie kompletnie się do niej zraziłem, gdy jej syn, który właśnie przyszedł do szkoły, zdradził nam w tajemnicy, że mama zaprasza na "herbatki" niektórych uczniów, aby wyciągać od nich informacje, co się dzieje w klasie i szkole. Wkrótce stworzyła zamknięte kółko donosicieli, lecz na szczęście, ostrzeżeni przez syna, nauczyliśmy się ich unikać, przy okazji okładając ich szkolnym ostracyzmem.
Czy to Frau B. spowodowała moją głęboką niechęć do Niemiec, Niemców i niemieckiej way of life?
Nie tylko... Moja mama w czasie II Wojny Światowej, zanim jeszcze trafiła do przymusowej pracy u szkopskiego bauera, mieszkając blisko Oświęcimia, pełniła swoją rolę w Armii Krajowej. Podówczas, jako, że gdy wojna się zaczęła miała tylko szesnaście lat, pracowała w aptece w Bielsku i organizowała leki, które następnie były przemycane na teren obozu Auschwitz.
Była śliczna i mówiła perfekt po niemiecku, więc wielokrotnie udało jej się ujść z życiem.
I to ona pierwsza zaszczepiła we mnie głęboki gniew i pogardę do Niemiec, jednocześnie pokazując piękno twórczości Schillera, Goethego i Bacha. W jej przekazie Niemcy były dziwnym i niebezpiecznym narodem, przed którym trzeba się zawsze mieć na baczności.
A Frau B. doprowadziła do tego, że jako pierwszy w historii szkoły zażądałem egzaminu komisyjnego, gdy chciała mnie skrzywdzić niesprawiedliwą oceną.
W późniejszym życiu starałem się do kontaktów z Niemcami podchodzić ostrożnie z dużą dozą nieufności.
Jednakże najlepiej Niemców poznałem, gdy w latach 1985 – 1988 pracowałem dla nich jednocześnie na dwóch stanowiskach oficerskich. Poczucie wyższości wobec Polaka nigdy ich nie opuszczało.
Ukrywałem moją znajomość języka niemieckiego, bo to zmuszało ich do wysiłku poszukiwania angielskich słów, a ja często mogłem podsłuchać, co mówili po niemiecku. Miałem więc nad nimi taką swoją mała przewagę.
Parę lat temu, podróżując po Włoszech, w małym miasteczku w Toskanii, zatrzymałem się na środku pustego w czasie sjesty ryneczku, aby bez wyłączania silnika zerknąć na plan miasta. Gdy tak szukałem konkretnej drogi, podeszła do mnie starsza para i suchy gość w szortach, sandałach i skarpetkach zaczął mnie pouczać, że nie wolno parkować na środku, od tego są parkingi i tak właśnie należy się zachowywać w cywilizowanym świecie. Cała ta przemowa była w języku niemieckim, jakby starszy człowiek z góry zakładał, że muszę ten język znać, jako, że po rejestracji samochodu wiedział, że jestem z Polski – kraju nie cywilizowanego. Nie przejmowałbym się staruszkiem, ale on wprost kipiał złością. Więc mu nagadałem tak, aż się zamknął.
Niemcy pouczanie Polaków mają we krwi. I nie jest to pouczanie młodszego brata przez starszego, czy syna przez ojca, tylko nachalne pouczanie przez Pana wiejskiego głupka, albo psa. Czyli z gruntu rzeczy istoty bezmyślnej.
Jeszcze jeden incydent miałem całkiem niedawno, gdy zatrzymałem się w hoteliku niedaleko Szczytna na Mazurach. Po śniadaniu spacerowaliśmy z żoną po pobliskim lesie otaczającym hotel. Gdy zauważyłem rosnące obficie grzyby, bo zazwyczaj to przyciąga mój wzrok w lesie, nagle wyrósł przed nami starszy pan, który oświadczył, żebym się przypadkiem nie odważył zrywać tych grzybów, bo to jego prywatny teren i on sobie nie życzy. Jako, że akurat nie byłem na grzybobraniu, nie miałem niezbędnych w takim wypadku akcesoriów, uznałem te słowa za obelżywe. Tutaj, w Polsce, na Mazurach spaceruję sobie spokojnie, a jakiś niemiecki leśny dziadek poucza mnie o prawach własności. Zaznaczam, że teren nawet nie był ogrodzony i nigdzie nie było tablic informujących o prywatności obszaru.
.....................
Po dwudziestopięcioletniej kolonizacji Polski między innymi przez Niemcy, nagle Polacy zrobili się krnąbrni i bezczelni i żądają własnego zdania! To niesłychane! Polak jest dobry tylko, jak jest posłuszny i wyznaje niemieckie standardy.
Wtedy można mu kapnąć z pańskiego stołu czekoladę, która jest nieco gorsza niż w Reichu, proszek do prania, który gorzej pierze, czy kawę ze zmiotek. A popatrzcie sobie państwo na oferty niemieckich biur podróży, Neckermann, czy TUI, jaki produkt oferują oni Polakom, a jaki Niemcom. Bardzo się państwo zdziwicie.
I to w momencie, gdy słynne niemieckie standardy upadają i lecą na łeb i szyję. Już tylko jedzie się na snobizmie, tradycyjnej opinii i przyzwyczajeniu.
Bo proszę mi powiedzieć, które niemieckie wyroby nadal są najlepsze na świecie?
Przecież nie komputery; nie niemieckie telefony. A może telewizory i sprzęt audio?
Dla mnie, inżyniera, znacznie lepsze są podzespoły i urządzenia szwedzkiego ABB, czy francuskiego Merlin Gerin, niż słynny kiedyś Siemens.
I tak dalej i tak dalej. Powolny i nieunikniony upadek niemieckiej jakości i solidności. To widzi cały świat.
A ostatnią kroplą, która przelała niekwestionowane zaufanie do Niemców, jest ogólnoświatowa afera Volkswagena, gdzie świadomie i z premedytacją stosowano oszustwa wobec klientów, autoryzowanych serwisów i instytucji kontrolnych.
To już całkowity upadek moralny, stawiający jednocześnie przed nami pytanie: - jeżeli sztandarowy produkt Niemiec, jakim jest VW, oparty jest na oszustwie, to ile jeszcze innych niemieckich wytworów również ma swoje tajemnice?
Banki? Towarzystwa ubezpieczeniowe? Farmacja?
............................
I oto w Polsce zmienia się rząd. Władza wybrana demokratycznie, bo Polacy mają w końcu dość tej podrzędności i kolonialnych stosunków z tak zwaną Europą.
Polacy chcą sami decydować o sobie i po raz pierwszy po transformacji, władza również reprezentuje stanowisko większości narodu.
Oj bardzo się to nie podoba Niemcom, oraz Unii Europejskiej, która jest niczym innym, jak fasadą niemieckiej polityki.
Dążenie Polski do niezależności zagraża licznym interesom niemieckim.
Mieli już Polskę niemalże całkowicie skolonizowaną. Wyhodowano również liczną grupę "volksdeutschów", a nawet możną powiedzieć Volksdeutscher Selbstschutz, nadzorców dbających tylko o niemieckie interesy w Polsce, bez oglądania się na polską rację stanu, czy polski interes narodowy. Są za to odpowiednio nagradzani, jak Donald Tusk.
Z pełnym przekonaniem mogę ich nazwać zdrajcami. Wielu z nich wyjechało do Reichu w latach dziewięćdziesiątych, gdy Jaruzelski w ten sposób płacił siłą roboczą Niemcom, zezwalając na wyjazd tym, którzy będąc Polakami, czuli się Niemcami. Taki narodowy gender. Lecz widocznie sporo jeszcze takich zostało.
Na przykład pan poseł Paweł Zalewski, który publicznie, na antenie Polsatu stwierdza, że on Niemców w ostatnich działaniach wobec Polski rozumie i zgadza się z nimi. To już jego szef Schetyna bardziej się pilnuje.
Niemcy też mają dużo wspólnego z psami, które sami wyhodowali, takimi jak owczarek alzacki, czy doberman. Otóż bardzo łatwo ich poszczuć. A w Polsce bardzo silna jest szczujnia, która gdy czuje się zagrożona, sprytnie wykorzystuje czujne owczarki, aby te rzuciły się do gardeł.
Nawet wspomniany Schetyna, bądź, co bądź, lider opozycji a nie pajac Petru, w taśmach, które ostatnio dziwnie wyciekły, dziwnie, bo najprawdopodobniej sam Schetyna to zaaranżował, stwierdził, że jak będzie trzeba to poszczuje się Europę na władze polskie. Czyli tą cechę charakteru Niemców polscy szczwacze mają dobrze opanowaną.
..........................
Po fatalnych decyzjach władz niemieckich, które utożsamia Angela Merkel, czyli Wilkommenkultur w stosunku do cywilizacyjnie nieprzystosowalnych tzw. uchodźców, którzy w wyobraźni Niemców mieli wypełnić lukę demograficzną oraz zapewnić siłę roboczą, a w szczególności po drastycznych wydarzeniach Nowego Roku, Niemcy nagle znalazły się w głębokim kryzysie.
W takich momentach, starą i sprawdzoną metodą Goebbelsa, jak i radzieckich politruków, jest wskazanie, często wyimaginowanego, wroga zewnętrznego. W tym konkretnym przypadku Polski. Ma to przekierować emocje i odsunąć uwagę od wewnętrznych kłopotów.
Przekonany jestem, że samopoczucie przeciętnych mieszkańców Niemiec jest dosyć podłe po nagromadzeniu się tylu faktów godzących w ich godność i dumę. Więc trzeba im Polskę podsunąć, jako ekwiwalent do rozładowania negatywnych emocji.
Może Niemcy są czasami podli, ale nie są głupi. A Polska mimo wszystko jest ważnym elementem niemieckiej gospodarki. Więc w tym całym szczuciu i pohukiwaniu przyszła w końcu refleksja. Ambasador Niemiec, Rolf Nikel właśnie stwierdził: - "Stosunki polsko-niemieckie są skarbem, którego należy strzec,..."
Niemcy już chyba pojęli, że trzeba się zmierzyć z nową sytuacją. Z Polską, która będzie mówić własnym głosem i nie będzie się zgadzać bezkrytycznie na wszystko co zachód wymyśli.
Bardzo mi się mocno wydaje, że hegemonistyczna postawa Berlina ulega nieubłaganej erozji. Przemijają lata Deutschland uber alles.
Na wschodzie odradza się Polska, która jak kiedyś, przestała składać hołdy cesarstwu niemieckiemu.
A może w przyszłości czeka nas kolejny Hołd Pruski?
Dlaczego nie...
<<<<<<<<<<<<< >>>>>>>>>>>>>
[...]
Nie będzie Niemiec pluł nam w twarz,
ni dzieci nam germanił.
Orężny stanie hufiec nasz,
duch będzie nam hetmanił.
Pójdziem, gdy zabrzmi złot róg!
Tak nam dopomóż Bóg!
Nie damy miana Polski zgnieść,
nie pójdziem żywo w trumnę.
W Ojczyzny imię, na Jej cześć,
podnosim czoła dumne.
Odzyska ziemi dziadów wnuk.
Tak nam dopomóż Bóg!
........................
.
środa, 6 stycznia 2016
Kiedy dymisja rządu PISu i nowe wybory?
2016-01-05 14:11

Wydaje mi się, że jak dotychczas, wszystko idzie zgodnie z planem. Z Wielkim Planem.
Ci, co drą gęby, w tym większość popleczników Platformy i Nowoczesnej, niewiele rozumieją. Są do tego zbyt ograniczeni, a na dodatek sądzą wszystkich swoją miarą. Czyli doraźnych interesów.
Dotychczasowe partie i ugrupowania nie były państwowo-twórcze. Za wyjątkiem PISu oczywiście, choć właściwie głównie Jarosława Kaczyńskiego, bo bez niego nie jestem pewien, jak by to było.
To były bezideowe partie trwania, skoncentrowane wyłącznie na korzyściach, które niesie władza. A już absolutną patologią były/są Platforma Obywatelska i PSL.
Minął właśnie pierwszy okres czyszczenia chlewu, jaki poprzedni władcy Polski pozostawili po sobie i wytyczania planów fundamentów budowli, jaką stanie się nowa Polska.
Kwik odrywanych od koryta jest przeogromny. Można jednakże było się tego spodziewać. Lecz cóż panowie beneficjenci – łatwo przyszło, łatwo poszło i smutek jest wielki. Szybkie pieniądze nigdy nie dawały szczęścia.
Jeszcze tylko trochę zabiegów przy Trybunale Konstytucyjnym, w tej postaci organie szkodliwym i nieuczciwym, a pora przejść do etapu drugiego.
......................
Przekonany jestem, że drugim etapem władzy Prawicy będzie cały obecny rok 2016. To będzie etap budowania.
Trzeba dać narodowi dowody dobrych zamiarów, uczciwości i rzetelności.
Idioci, których niestety ciągle pełno, oraz manipulatorzy, którzy im te kretyństwa zazwyczaj sączą, twierdzą, że Prawica nie ma prawa tak się zachowywać, bo wybrało ich tylko 18 procent społeczeństwa (sic!). To odpłacając tą samą monetą, oni tym bardziej nie mają prawa podskakiwać, bo ich wybrało tylko 12 procent społeczeństwa.
Dobrze przecież wiedzieli, teraz rżnąc głupa, że stawając do wyborów, te 18% w takiej konfiguracji da 235 głosów poselskich, czyli autonomiczną większość sejmową, pozwalającą na uczciwe i demokratyczne sprawowanie władzy.
Lecz wskazywanie palcem na osiemnaście procent, było nie było, sześć milionów głosów, to także marny i głupi rachunek.
Wiadomo, że praktycznie od transformacji, każdorazowo głosuje około 50 procent uprawnionych Polaków. A dzieje się głównie dlatego, że ci ludzie mają głęboką niewiarę, że im kiedykolwiek uda się cokolwiek zmienić.
Więc są to obywatele, którzy podobnie jak PIS i cała Prawica chcą zmian, tylko myślą, że ich głos wyborczy do tej zmiany nie doprowadzi.
Mamy więc cały rok 2016 by w końcu tych ludzi przekonać, że można dokonać zmian i że powinni się przyłączyć, by w zmianach tych aktywnie partycypować.
Wielkie jest tutaj zadanie reform prospołecznych, oraz reform związanych ze stosowaniem prawa.
Ludzie muszą zobaczyć i odczuć, że nie są już obywatelami drugiej kategorii, a to, co obiecuje władza jest realizowane, a efekty tego nastawione są na zwiększanie dobrobytu.
Wszyscy muszą w końcu poczuć, że mają więcej pieniędzy, więcej zarabiają, a płace rosną i będą rosły.
Mali i mikro przedsiębiorcy muszą w końcu przekonać się,z e w gospodarce jest dla nich miejsce i obce koncerny przestaną ich niszczyć.
Emeryci też powinni poczuć dobre zmiany. W szczególności ze strony służby zdrowia.
A gdy na dodatek media zaczną nas obiektywnie informować, to pod koniec roku powinien powstać klimat do dobrych, prawdziwie dużych zmian.
Z jednej strony nie będzie łatwo. Lider PO, którym wreszcie po latach został Schetyna, właśnie ogłosił, że będzie walczył ostro w obronie starego systemu. Obiecał zwieść na protesty autobusami milion niezadowolonych. A z Uni Europejskiej dostarczyć ciężkie pociski wymierzone w rząd i prezydenta. No, zobaczymy do czego ich ta walka doprowadzi...
..............
Od faktycznych osiągnięć władzy, w które nie wątpię, bardziej będzie istotny klimat, nastrój, który w kraju zapanuje.
Mam dosyć mocną nadzieję, że już odpowiedni będzie pod koniec roku.
A wtedy będzie czas na następny etap.
Pragnę jednak zaznaczyć, ze to moje osobiste myśli. Co się stanie na prawdę – zobaczymy.
Tak to przewiduję: pod koniec roku pani premier poda obecny rząd do dymisji, a prezydent ogłosi nowe wybory.
Manewr oczywiście jest ryzykowny i PIS już raz się na tym przejechał. Czy to zostawiło głęboką traumę w umyśle Jarosława Kaczyńskiego? Nie sądzę. Sytuacja dzisiaj jest inna, a prezes pokazał, że teraz potrafi świetnie kalkulować. Na dodatek ma obecnie wokół siebie zespół naprawdę znakomitych fachowców, którzy go wspomagają, a nie jak poprzednio rzucają kłody pod nogi.
Ponowne wybory mają tylko jeden cel – uzyskanie większości konstytucyjnej. Jak wiadomo – potrzeba 307 głosów by zorganizować konstytuantę.
Czy sam PIS będzie w stanie zgarnąć tyle mandatów? Bardzo ciężko. Tutaj potrzebna byłaby wygrana powyżej 60 procent głosów. Lecz przy założeniu, że partia Kukiza również jest bardzo chętna zmienić konstytucję, już wygrana PISu w okolicach 46 – 50% daje wymaganą liczbę posłów.
Można by wówczas, bez oglądania się na establishment IIIRP, czyli PO, Nowoczesną i PSL, opracować nową konstytucję i poprawić ustrój państwa.
Niezbyt rozgarnięty obywatel, albo wyjątkowo upierdliwa jednostka może zapytać: - Po jaką cholerę potrzebna nam nowa konstytucja?! Ta jest całkiem dobra!
Otóż nie. Obecna konstytucja zmajstrowana przez ludzi Kwaśniewskiego i Unii Demokratycznej jest bardzo marna. Bez nowej konstytucji, kompletnie nowej, a nie starej z poprawkami, nie da się stworzyć z Polski nowoczesnego państwa.
Czyż przy okazji przeczących zdrowemu rozsądkowi postępowań Trybunału Konstytucyjnego nie widać marności konstytucji?
A wielomilionowe referenda obywatelskie wyrzucane do kosza?
Ustawiczne walki miedzy prezydentem i rządem w przypadku kohabitacji.
Obecna konstytucja jest tak nieprecyzyjna i w wielu miejscach niejednoznaczna i rozmyta, że dobry cwaniak może robić, co zechce. Vide pan sędzia Rzepliński.
Musimy mieć nową konstytucję, aby zbudować nowy trójpodział władzy. Osobiście najbardziej mi się podoba silny system prezydencki, jako, że właśnie prezydent ma najwyższy mandat suwerena.
Musimy określić nowy system referendalny pozwalający odwoływać polityków, którzy sprzeniewierzli się swoim wyborcom.
Musimy napisać nowe prawo własności, z podkreśleniem nietykalności własności obywatela. Jeszcze parę tygodni temu obecna konstytucja dopuszczała tzw. bankowy nakaz egzekucyjny, gdzie banki mogły zrobić z majątkiem obywatela, co tylko chciały.
A czy nasz system wyborczy jest dobry? Oczywiście – marny. To też trzeba zmienić.
Listę usterek obecnej konstytucji można ciągnąć długo. Lecz nie o to chodzi. Nowa Polska, ta z wizji, wymaga radykalnego zerwania z komunistycznym i post-komunistycznym systemem.
I najważniejsze – usytuowania obywatela w państwie na zupełnie innym miejscu. Nie tylko symbolicznie i hasłowo, ale rzeczywiście. To w konstytucji i nowym prawie musi być wyraźnie określone, ze pojedynczy obywatel ma istotny wpływ na krajową rzeczywistość.
Czy przez minione osiem lat, koalicja PO – PSL pytała się obywateli nawet o najistotniejsze sprawy? Gdzież tam!
O nic obywateli nie pytano. A i obywatel o niewiele mógł się zapytać.
A reindustrializacja? Lewaccy idioci stwierdzili, ze nadeszły czasy post-industrialne, więc fabryki, kopalnie, stocznie są niepotrzebne. Z pełną paskudną świadomością niszczono polski przemysł, ku uciesze zacierających ręce tłustych cwaniaków z sąsiednich krajów. Teraz widać, że trzeba będzie to wszystko zrekonstruować. Naprawdę liczy się państwo, które samo wytwarza swoje innowacyjne produkty. W oparciu o stare prawo, zabieg ponownego uprzemysłowienia kraju będzie żmudny i długi.
......................
Przekonany jestem, że rok 2016, jak i następny, będą przełomowe we współczesnej historii Polski. Wreszcie odzyskana suwerenność zewnętrzna i nowe porządki na wzór New Deal Franklina Roosevelta.
Czy będą historycy mówić o Nowym Ładzie Jarosława Kaczyńskiego?
.
Redaktor naczelny "Rzeczpospolitej" Bogusław Chrobota, domaga się od prezesa Kaczyńskiego, by ten przedstawił swoją wizję przyszłej Polski.
Ta wizja jest raczej powszechnie znana, ale ja rozumiem, że redaktor chciałby ją usłyszeć z ust własnych prezesa. Miałoby to symbol pieczęci postawionej na dokumencie.
Wizję tą można zawrzeć w jednym zdaniu: - całkowicie suwerenne państwo republikańskie, z mocną, propaństwową władzą. To także państwo dążące do dobrobytu wszystkich obywateli i walczące z patologiami ustroju i metodami sprawowania władzy.
Tylko tyle i aż tyle...
Mnie jednakże w tej chwili interesuje droga dochodzenia do tej, jakże szczytnej, wizji przyszłości. Droga, która już się zaczęła i której pierwsze metry już pokonaliśmy.
.......................
Wydaje mi się, że jak dotychczas, wszystko idzie zgodnie z planem. Z Wielkim Planem.
Ci, co drą gęby, w tym większość popleczników Platformy i Nowoczesnej, niewiele rozumieją. Są do tego zbyt ograniczeni, a na dodatek sądzą wszystkich swoją miarą. Czyli doraźnych interesów.
Dotychczasowe partie i ugrupowania nie były państwowo-twórcze. Za wyjątkiem PISu oczywiście, choć właściwie głównie Jarosława Kaczyńskiego, bo bez niego nie jestem pewien, jak by to było.
To były bezideowe partie trwania, skoncentrowane wyłącznie na korzyściach, które niesie władza. A już absolutną patologią były/są Platforma Obywatelska i PSL.
Minął właśnie pierwszy okres czyszczenia chlewu, jaki poprzedni władcy Polski pozostawili po sobie i wytyczania planów fundamentów budowli, jaką stanie się nowa Polska.
Kwik odrywanych od koryta jest przeogromny. Można jednakże było się tego spodziewać. Lecz cóż panowie beneficjenci – łatwo przyszło, łatwo poszło i smutek jest wielki. Szybkie pieniądze nigdy nie dawały szczęścia.
Jeszcze tylko trochę zabiegów przy Trybunale Konstytucyjnym, w tej postaci organie szkodliwym i nieuczciwym, a pora przejść do etapu drugiego.
......................
Przekonany jestem, że drugim etapem władzy Prawicy będzie cały obecny rok 2016. To będzie etap budowania.
Trzeba dać narodowi dowody dobrych zamiarów, uczciwości i rzetelności.
Idioci, których niestety ciągle pełno, oraz manipulatorzy, którzy im te kretyństwa zazwyczaj sączą, twierdzą, że Prawica nie ma prawa tak się zachowywać, bo wybrało ich tylko 18 procent społeczeństwa (sic!). To odpłacając tą samą monetą, oni tym bardziej nie mają prawa podskakiwać, bo ich wybrało tylko 12 procent społeczeństwa.
Dobrze przecież wiedzieli, teraz rżnąc głupa, że stawając do wyborów, te 18% w takiej konfiguracji da 235 głosów poselskich, czyli autonomiczną większość sejmową, pozwalającą na uczciwe i demokratyczne sprawowanie władzy.
Lecz wskazywanie palcem na osiemnaście procent, było nie było, sześć milionów głosów, to także marny i głupi rachunek.
Wiadomo, że praktycznie od transformacji, każdorazowo głosuje około 50 procent uprawnionych Polaków. A dzieje się głównie dlatego, że ci ludzie mają głęboką niewiarę, że im kiedykolwiek uda się cokolwiek zmienić.
Więc są to obywatele, którzy podobnie jak PIS i cała Prawica chcą zmian, tylko myślą, że ich głos wyborczy do tej zmiany nie doprowadzi.
Mamy więc cały rok 2016 by w końcu tych ludzi przekonać, że można dokonać zmian i że powinni się przyłączyć, by w zmianach tych aktywnie partycypować.
Wielkie jest tutaj zadanie reform prospołecznych, oraz reform związanych ze stosowaniem prawa.
Ludzie muszą zobaczyć i odczuć, że nie są już obywatelami drugiej kategorii, a to, co obiecuje władza jest realizowane, a efekty tego nastawione są na zwiększanie dobrobytu.
Wszyscy muszą w końcu poczuć, że mają więcej pieniędzy, więcej zarabiają, a płace rosną i będą rosły.
Mali i mikro przedsiębiorcy muszą w końcu przekonać się,z e w gospodarce jest dla nich miejsce i obce koncerny przestaną ich niszczyć.
Emeryci też powinni poczuć dobre zmiany. W szczególności ze strony służby zdrowia.
A gdy na dodatek media zaczną nas obiektywnie informować, to pod koniec roku powinien powstać klimat do dobrych, prawdziwie dużych zmian.
Z jednej strony nie będzie łatwo. Lider PO, którym wreszcie po latach został Schetyna, właśnie ogłosił, że będzie walczył ostro w obronie starego systemu. Obiecał zwieść na protesty autobusami milion niezadowolonych. A z Uni Europejskiej dostarczyć ciężkie pociski wymierzone w rząd i prezydenta. No, zobaczymy do czego ich ta walka doprowadzi...
..............
Od faktycznych osiągnięć władzy, w które nie wątpię, bardziej będzie istotny klimat, nastrój, który w kraju zapanuje.
Mam dosyć mocną nadzieję, że już odpowiedni będzie pod koniec roku.
A wtedy będzie czas na następny etap.
Pragnę jednak zaznaczyć, ze to moje osobiste myśli. Co się stanie na prawdę – zobaczymy.
Tak to przewiduję: pod koniec roku pani premier poda obecny rząd do dymisji, a prezydent ogłosi nowe wybory.
Manewr oczywiście jest ryzykowny i PIS już raz się na tym przejechał. Czy to zostawiło głęboką traumę w umyśle Jarosława Kaczyńskiego? Nie sądzę. Sytuacja dzisiaj jest inna, a prezes pokazał, że teraz potrafi świetnie kalkulować. Na dodatek ma obecnie wokół siebie zespół naprawdę znakomitych fachowców, którzy go wspomagają, a nie jak poprzednio rzucają kłody pod nogi.
Ponowne wybory mają tylko jeden cel – uzyskanie większości konstytucyjnej. Jak wiadomo – potrzeba 307 głosów by zorganizować konstytuantę.
Czy sam PIS będzie w stanie zgarnąć tyle mandatów? Bardzo ciężko. Tutaj potrzebna byłaby wygrana powyżej 60 procent głosów. Lecz przy założeniu, że partia Kukiza również jest bardzo chętna zmienić konstytucję, już wygrana PISu w okolicach 46 – 50% daje wymaganą liczbę posłów.
Można by wówczas, bez oglądania się na establishment IIIRP, czyli PO, Nowoczesną i PSL, opracować nową konstytucję i poprawić ustrój państwa.
Niezbyt rozgarnięty obywatel, albo wyjątkowo upierdliwa jednostka może zapytać: - Po jaką cholerę potrzebna nam nowa konstytucja?! Ta jest całkiem dobra!
Otóż nie. Obecna konstytucja zmajstrowana przez ludzi Kwaśniewskiego i Unii Demokratycznej jest bardzo marna. Bez nowej konstytucji, kompletnie nowej, a nie starej z poprawkami, nie da się stworzyć z Polski nowoczesnego państwa.
Czyż przy okazji przeczących zdrowemu rozsądkowi postępowań Trybunału Konstytucyjnego nie widać marności konstytucji?
A wielomilionowe referenda obywatelskie wyrzucane do kosza?
Ustawiczne walki miedzy prezydentem i rządem w przypadku kohabitacji.
Obecna konstytucja jest tak nieprecyzyjna i w wielu miejscach niejednoznaczna i rozmyta, że dobry cwaniak może robić, co zechce. Vide pan sędzia Rzepliński.
Musimy mieć nową konstytucję, aby zbudować nowy trójpodział władzy. Osobiście najbardziej mi się podoba silny system prezydencki, jako, że właśnie prezydent ma najwyższy mandat suwerena.
Musimy określić nowy system referendalny pozwalający odwoływać polityków, którzy sprzeniewierzli się swoim wyborcom.
Musimy napisać nowe prawo własności, z podkreśleniem nietykalności własności obywatela. Jeszcze parę tygodni temu obecna konstytucja dopuszczała tzw. bankowy nakaz egzekucyjny, gdzie banki mogły zrobić z majątkiem obywatela, co tylko chciały.
A czy nasz system wyborczy jest dobry? Oczywiście – marny. To też trzeba zmienić.
Listę usterek obecnej konstytucji można ciągnąć długo. Lecz nie o to chodzi. Nowa Polska, ta z wizji, wymaga radykalnego zerwania z komunistycznym i post-komunistycznym systemem.
I najważniejsze – usytuowania obywatela w państwie na zupełnie innym miejscu. Nie tylko symbolicznie i hasłowo, ale rzeczywiście. To w konstytucji i nowym prawie musi być wyraźnie określone, ze pojedynczy obywatel ma istotny wpływ na krajową rzeczywistość.
Czy przez minione osiem lat, koalicja PO – PSL pytała się obywateli nawet o najistotniejsze sprawy? Gdzież tam!
O nic obywateli nie pytano. A i obywatel o niewiele mógł się zapytać.
A reindustrializacja? Lewaccy idioci stwierdzili, ze nadeszły czasy post-industrialne, więc fabryki, kopalnie, stocznie są niepotrzebne. Z pełną paskudną świadomością niszczono polski przemysł, ku uciesze zacierających ręce tłustych cwaniaków z sąsiednich krajów. Teraz widać, że trzeba będzie to wszystko zrekonstruować. Naprawdę liczy się państwo, które samo wytwarza swoje innowacyjne produkty. W oparciu o stare prawo, zabieg ponownego uprzemysłowienia kraju będzie żmudny i długi.
......................
Przekonany jestem, że rok 2016, jak i następny, będą przełomowe we współczesnej historii Polski. Wreszcie odzyskana suwerenność zewnętrzna i nowe porządki na wzór New Deal Franklina Roosevelta.
Czy będą historycy mówić o Nowym Ładzie Jarosława Kaczyńskiego?
.
sobota, 26 grudnia 2015
Majstersztyk Prezesa na Święta
Śmiałem się przez dziesięć minut, gdy to usłyszałem.
A media milczą, jak zaczarowane.
PIS, czyli Prezes w ten wigilijny dzień zadał Coup de grâce wszystkim naszym oponentom, hipokrytom, krzykaczom, propagandzistom i pospolitym szujom.
Cenię swój spryt, więc tym bardziej potrafię go docenić u innych. Tym bardziej jak ruch jest mistrzowski.
O co chodzi?
Dzisiaj rano minister spraw zagranicznych Witold Waszczykowski zwrócił się do Komisji Weneckiej z prośbą o opinię na temat rozwiązań prawnych zawartych w przyjętej przez parlament nowelizacji ustawy o Trybunale Konstytucyjnym.
[http://wpolityce.pl/polityka/276070-czy-to-zamknie-spor-o-tk-msz-skierowal-do-komisji-weneckiej-nowelizacje-ustawy-o-trybunale ]
Pojmujecie Państwo znaczenie tego pociągnięcia?
Do czasu rozstrzygnięcia na arenie międzynarodowej Trybunał Konstytucyjny jest wyłączony z działania!
Nie sądzę, żeby PIS przesyłał do Komisji Weneckiej nową ustawę o zaopiniowanie (to był przecież ruch dobrowolny), gdyby nie był przekonany w dużym stopniu o poprawności i słuszności swojego postępowania i ustawodawstwa.
Proszę więc sobie wyobrazić i czynić to przez całe Święta aby poprawiać sobie humor, jakie wspaniałe miny będą miały te wszystkie zolle, stępnie, safiany, czaplińskie et consortes, plus Fundacja Helsińska, Krajowa Rada Sądowa, zespoły legislacyjne, Rada Adwokacka itd, itp i last but not least durnie z Brukseli, Berlina i Luksemburga, gdy Komisja Wenecka stwierdzi, że z ustawą jest wszystko w porządku.
CAŁE LEMINGOWE AUTORYTETY BĘDĄ SKOMPROMITOWANE NA WIEKI, A MISTERNY PLAN PLATFUSIEJ LEMINGOZY LEGNIE W GRUZACH.
Tym licznym "mądrym głowom" z telewizyjnego okienka pozostanie tylko szybkie spakowanie się i cichy pospieszny wyjazd na przykład do Kazachstanu.
W Polsce będą spaleni i wyśmiani, nawet przez własne psy.
W ten wigilijny dzień proponuję, by ten szacowny orszak sędziów i mędrców prawnych wiódł z Polski na odległe stepy Wielki Mędrzec Europy Lech, Bolek Wałęsa.
Życząc Państwu świetnego humoru i poczucia spełnienia na Święta Bożego Narodzenia
Wasz uniżony sługa
Janusz Kamiński - jazgdyni
niedziela, 20 grudnia 2015
Nazywają to rewolucją...
2015-12-20 12:09
Nazywają to rewolucją. I dobrze. Pies im mordy lizał.
A to dopiero początek. Pierwsze kroki. Jakich sformułowań będą używać za parę miesięcy?
Czy to, co Orban zrobił na Węgrzech ktoś nazwał rewolucją? Chyba nikt...
Widocznie nie mają takich idiotów i sprzedawczyków, jak my.
Jak w sobotę, na drugim żałosnym spędzie skodowanych, jeszcze bardziej żałosny Tomasz Lis usiłował sarkastycznie przywitać tłum słowami: -Witajcie złodzieje! Witajcie komuniści! – to przez szeregi przebiegł szmer i wiele winnych głów opadło. Widocznie trafił facet w sedno.
I te fircyki z kitką i trzema kolczykami w lewym uchu, te rozhisteryzowane dziewoje marzące o emigrantach, bo już Budka Suflera śpiewała: "Z autobusem arabów zdradziła go..." plus te starsze, w futrach z dupy małpy, które skarżyły się, że późno zasypiają, bo codziennie, do końca muszą obejrzeć ich mszę – "Szkła kontaktowe", mają być tymi, przeciwko którym MY MAMY ROBIĆ REWOLUCJĘ ?!
A na dodatek jeszcze Petru, jego girlaski, Budka, lub ten tłusty prosiak, czy ten wyszczekany eunuch, no i Niesiołowski?
Toż na nich wystarczą dwie sprawne drużyny harcerskie, albo rezerwy kibiców Legii. Niech sobie nie schlebiają.
Czy chyba ostatni wewnętrzny epizod polskiej historii, przewrót majowy z 1926 roku, można by uznać za rewolucję? Nie można. Choć wtedy Piłsudski występował przeciwko legalnej władzy i prezydentowi Wojciechowskiemu.
I jak mu to historia policzyła? Zrobił naczelnik, jak najbardziej słusznie, bo sejm był wówczas tak głupi, jak właśnie dzisiejsza opozycja sejmowa.
Lecz nie bójcie się kodziarze i zaprzyjaźnieni złodzieje i komuniści. Teraz jest inaczej, a wy po prawdzie jesteście hałaśliwą, bezzębną tłuszczą, gotową na niedzielne pikniki, a nie na barykady, czy majdany. I wiecie o tym dobrze, że wpierdol od zacnych ludzi dostalibyście w godzinę. Dłużej byście nie wytrzymali.
A jakby spokojnie popatrzyć na całą sytuację i obiektywnie ocenić, to kto miałby robić rewolucję? Prezydent Duda, rząd Szydło, parlament PISu i oczywiście Jarosław Kaczyński?
Więc szeptany mit o szykowanej przez PIS rewolucji, a nawet o pełzającej rewolucji to wierutna bzdura, wyciągnięta z zasobów propagandy, do straszenia maluczkich.
.....................
Powrócę ponownie do sanacji II RP, o czym już kiedyś pisałem. Przeciwnicy obozu Kaczyńskiego boją się jak ognia przyznać, że to, co się właśnie zaczęło dziać, to powtórzenie postępowania Piłsudskiego z 26-tego roku, gdy rozpasany parlamentaryzm, który zawiera się w naszym krótkim stwierdzeniu, że "Gdzie dwóch Polaków, to trzy opinie", należy naprawić. Naprawić, czyli sanacja. A sanacja, jej idea, ciągle cieszy się pozytywną popularnością w kraju, więc, ile się tylko da, należy zamilczeć taką politykę.
A dodatkowo widać pewną analogię. Józef Piłsudski i jego ludzie wytrzymali osiem lat, zanim podjęli działania. Teraz też PO zafundowało nam osiem lat, tak, żeby najbardziej zatwardziały sceptyk pojął i zrozumiał destrukcję minionego systemu i przekonał się o konieczności naprawy.
Polacy mają pewien kłopot z egzystowaniem w miękkiej demokracji. Za bardzo wówczas ujawnia się egocentryzm i poczucie własnej nieomylności. To zawsze zarzewie konfliktów społecznych i tak już jest od wieków. Od Polski szlacheckiej.
Dla nas samych i dla naszej ojczyzny dobrze jest, gdy w przełomowych momentach pojawia się twardy przywódca. I Polacy go akceptują i popierają, gdy widzą uczciwość i autentyczną chęć zrobienia czegoś dla państwa.
To z kolei ważna cecha naszego społeczeństwa. Ludzie natychmiast pojmują, który polityk jest uczciwy i przyzwoity, chce dobrze dla państwa i chce dobrze dla ludzi.
Tutaj ktoś może się zapytać: - no dobrze, jeśli tak jest, to skąd mają poparcie ci kłamcy i złodzieje, których mnóstwo kręci się w polityce?
Mają poparcie, bo z jednej strony żerują na głupocie części obywateli, których łatwo zwieść i omamić (wszechobecni pożyteczni idioci), a z drugiej, po prostu kupują tych zdeprawowanych i nieuczciwych, którzy pójdą za każdym, który da im zarobić.
Proszę zauważyć, że tacy ludzie, jak Ryszard Petru, a poprzednio Palikot; Barbara Nowacka, Kalisz, czy Senyszyn, to ludzie bogaci, czyli ci, co dobrze znają siłę pieniądza.
Dla takich ludzi Jarosław Kaczyński jest nieudacznikiem i idiotą, bo jest biedny. Nie ma, a co gorsza, nie oferuje tego, o czym marzą na co dzień: wypasiona bryka, apartament, czy ciuchy z górnej półki.
Przeciwko naprawie, czyli sanacji państwa, pod hasłem obrony demokracji, czy konstytucji, gardłują ci, którym strach zmącił umysły, bo za poprzedniego systemu ładnie umościli sobie gniazdka, napełnili koryta i stworzyli metodę zwiększania dochodów w sposób nie zawsze uczciwy, nie zawsze przejrzysty, ale swojski, jak to było można prawie od zawsze.
Prawdziwa uczciwość i przyzwoitość ich autentycznie przeraża.
....................
Na poczynania Prawa i Sprawiedliwości, Jarosława Kaczyńskiego, Andrzeja Dudy, Beaty Szydło i całej, jak to mówią, drużyny, patrzę, od powiedzmy kwietnia z podziwem. Dużo się nauczyli, wyciągnęli wnioski z poprzednich błędów i idą od zwycięstwa do zwycięstwa.
Kampanie wyborcze, zarówno prezydencka, jak i parlamentarna były rewelacyjne. Kandydaci na prezydenta i premiera dobrani w sposób precyzyjny i optymalny. Obietnice wyborcze wyważone i świetnie wybrane.
Wielce profesjonalna robota.
Lecz to, co dzieje się po 25 pierwszym października, gdy nowy rząd wespół z prezydentem ruszyli do pracy napawa mnie podziwem.
Jakby prezes Kaczyński umieścił sobie nad biurkiem dwie z ważniejszych dyrektyw Piłsudskiego: - "Bić ku*wy i złodziei mości hrabio" i "Nie cofać się choćby o krok".
Przegrany system, jego twórcy i opiekunowie zmobilizowali wszystkie siły i potężne środki, by doprowadzić do jak najszybszego upadku nowej władzy.
Wprost założyli sobie, że głównym celem opozycji, przez którą rozumiem PO i Nowoczesną, będzie jak najszybsze doprowadzenie do upadku zarówno prezydenta Dudy, jak i przede wszystkim, rządu i sejmu pod władzą PISu.
Niestety, zgubiła ich własna głupota i pazerność.
Skoncentrujmy się na moment na Trybunale Konstytucyjnym, bo ciągle wielu nie w pełni rozumie co za gra tutaj się toczy.
Gdyby PO i PSL wybrało tylko trzech nowych sędziów trybunału, a nie na zapas pięciu, to istniało prawdopodobieństwo, że PIS przeoczy, albo zbagatelizuje ten wybór. Lecz gdyby byli czujni, w co raczej nie wątpię, to prezydent zwołałby pierwsze posiedzenie nowego sejmu na 5-tego lub 6-tego listopada i tych trzech kandydatów również wybrano by niekonstytucyjnie (swoją drogą trochę się dziwię, że nie zastosowano tego manewru – byłaby całkowita jasność). Lecz stało się tak, jak się stało.
W tym miejscy pragnę zdecydowanie podkreślić – ani prezydent, ani sejm nie dokonali, jak dotychczas złamania konstytucji, lub nie wykonali jakiejkolwiek bezprawnej czynności.
Mimo tego, opozycja, w większości ludzie słabo wykształceni i niezbyt lotni, na dodatek szczuci przez lipne autorytety i propagandowe media, którym grunt zaczął się palić pod nogami, wprost wyje, jazgocze i urządza cyrki, że zagrożona jest demokracja, że trwa zamach stanu i łamie się konstytucję.
To prawda, że docelowo konstytucja musi być napisana od nowa (a nie poprawiona, jak mówią niektórzy), lecz to daleka droga i dużo jeszcze przed tym do zrobienia.
Trybunał Konstytucyjny według zamysłu opozycji miał się przeistoczyć w trzecią izbę parlamentu, która skutecznie będzie blokować wszelkie projekty pisowskiej większości, doprowadzając ją w ten sposób do szybkiego upadku.
Aby uzmysłowić sobie perfidię i amoralność tego planu należy przypomnieć, że to kierownictwo TK osobiście brało (i bierze nadal) udział w przygotowaniu i realizacji projektu.
To jest właśnie prawdziwy zamach stanu, który przygotowywał system i jego narzędzia: PO, Nowoczesna i Trybunał Konstytucyjny – odebranie władzy legalnie wybranym ludziom, pod pozorem obrony demokracji i konstytucji. Non plus ultra.
Przeliczyli się. PIS i Zjednoczona Prawica okazali się tym razem dobrze przygotowani. Są rozważni i ostrożni. Sprzyjają im i współpracują prawdziwie tęgie głowy, a nie uniwersyteckie koterie, profesorskie i sędziowskie kliki.
Ludzie Kaczyńskiego, Gowina i Ziobry są tak mocni, że wrogie media, manipulacja opinią, czy sondażami i wsparcie zagranicznych mocodawców nie jest w stanie uszkodzić procesu naprawy państwa.
Ku*wy i złodzieje, o których myślał Piłsudski, lub unowocześnione – "komuniści i złodzieje" poczuli, że włos im się jeży na karku, a grunt usuwa się pod nogami.
Nieustanny jazgot i wrzask, kabaretowe ataki na prezydenta i władzę, przemilczanie i ośmieszanie nie dają efektów. W narodzie nastąpił przełom, ludzie przejrzeli na oczy i już wiedzą na pewno, kto wróg, a kto przyjaciel.
......................
Nie do końca wyszło "obrońcom demokracji" z Trybunałem, więc pora na krok następny – wyprowadzanie ludzi na ulicę.
Chyba tylko kretyn wierzy, że jest to ruch spontaniczny. Ludzie, a przede wszystkim internauci uzbrojeni w swoje telefony i kamery, zebrali tysiące dowodów, że KOD i te śmieszne festyny, to zorganizowane imprezy, zasilane kapitałem tych ludzi i instytucji, dla których skorumpowana Polska była bożym pastwiskiem.
A kogóż to widzimy na tych sobotnich imprezach? Nie dziewczyny z Biedronek, drobnych przedsiębiorców i robotników, bo oni niestety nadal w soboty muszą pracować.
Widzimy więc całą tą czerwoną burżuazję, beneficjentów korupcyjnego układu, byłych i czynnych agentów, korporacyjną czerń, której szef polecił być obecny, oraz niesławnych celebrytów, o których piszemy już od wielu lat: - Hiena Roku, Tomasz Lis, na wskroś antypolska Agnieszka Holland, Jagiełło Michał, jak sam podkreślił były minister, a którego polscy alpiniści zrzuciliby chętnie w Czarci Żleb, podejrzany adwokacina, skaczący, jak błazen Giertych. I wielu innych. Plus zwyczajowo ujadająca sejmowa sfora.
Na pierwszej imprezie było ich 15 tysięcy wobec 50 tysięcy zwolenników aktualnej władzy. Na drugiej już tylko trzy tysiące (mówię o Warszawie – w innych miastach było po kilkuset).
Oznacza to tylko tyle, że przeciwnikom nie uda się Polski zapalić poprzez kryteria uliczne.
.......................
Co jeszcze system będzie w stanie wymyślić? Napuszczenie Unii Europejskiej i Niemców też specjalnie się nie udaje. Mają tam na miejscu Tuska i widzą dokładnie jakie standardy oferował miniony reżim. Leniwe fagasy i aroganckie dziewoje. Nic więcej.
To, co wymyślą jest niezbyt ważne. Będziemy gotowi. Jesteśmy silni i zwarci, jak nigdy przedtem.
I mam nadzieję, że nie będziemy wspaniałomyślni. Złoczyńców i przestępców trzeba ukarać. Wybaczyć można ogłupionym lemingom.
Już wkrótce zacznie, po wielu, wielu latach funkcjonować właściwy system wartości. W cenie będzie uczciwość i przyzwoitość. A prawda będzie wartością nadrzędną.
Czy to jest proszę państwa rewolucja?
.
Nazywają to rewolucją. I dobrze. Pies im mordy lizał.
A to dopiero początek. Pierwsze kroki. Jakich sformułowań będą używać za parę miesięcy?
Czy to, co Orban zrobił na Węgrzech ktoś nazwał rewolucją? Chyba nikt...
Widocznie nie mają takich idiotów i sprzedawczyków, jak my.
Jak w sobotę, na drugim żałosnym spędzie skodowanych, jeszcze bardziej żałosny Tomasz Lis usiłował sarkastycznie przywitać tłum słowami: -Witajcie złodzieje! Witajcie komuniści! – to przez szeregi przebiegł szmer i wiele winnych głów opadło. Widocznie trafił facet w sedno.
I te fircyki z kitką i trzema kolczykami w lewym uchu, te rozhisteryzowane dziewoje marzące o emigrantach, bo już Budka Suflera śpiewała: "Z autobusem arabów zdradziła go..." plus te starsze, w futrach z dupy małpy, które skarżyły się, że późno zasypiają, bo codziennie, do końca muszą obejrzeć ich mszę – "Szkła kontaktowe", mają być tymi, przeciwko którym MY MAMY ROBIĆ REWOLUCJĘ ?!
A na dodatek jeszcze Petru, jego girlaski, Budka, lub ten tłusty prosiak, czy ten wyszczekany eunuch, no i Niesiołowski?
Toż na nich wystarczą dwie sprawne drużyny harcerskie, albo rezerwy kibiców Legii. Niech sobie nie schlebiają.
Czy chyba ostatni wewnętrzny epizod polskiej historii, przewrót majowy z 1926 roku, można by uznać za rewolucję? Nie można. Choć wtedy Piłsudski występował przeciwko legalnej władzy i prezydentowi Wojciechowskiemu.
I jak mu to historia policzyła? Zrobił naczelnik, jak najbardziej słusznie, bo sejm był wówczas tak głupi, jak właśnie dzisiejsza opozycja sejmowa.
Lecz nie bójcie się kodziarze i zaprzyjaźnieni złodzieje i komuniści. Teraz jest inaczej, a wy po prawdzie jesteście hałaśliwą, bezzębną tłuszczą, gotową na niedzielne pikniki, a nie na barykady, czy majdany. I wiecie o tym dobrze, że wpierdol od zacnych ludzi dostalibyście w godzinę. Dłużej byście nie wytrzymali.
A jakby spokojnie popatrzyć na całą sytuację i obiektywnie ocenić, to kto miałby robić rewolucję? Prezydent Duda, rząd Szydło, parlament PISu i oczywiście Jarosław Kaczyński?
Więc szeptany mit o szykowanej przez PIS rewolucji, a nawet o pełzającej rewolucji to wierutna bzdura, wyciągnięta z zasobów propagandy, do straszenia maluczkich.
.....................
Powrócę ponownie do sanacji II RP, o czym już kiedyś pisałem. Przeciwnicy obozu Kaczyńskiego boją się jak ognia przyznać, że to, co się właśnie zaczęło dziać, to powtórzenie postępowania Piłsudskiego z 26-tego roku, gdy rozpasany parlamentaryzm, który zawiera się w naszym krótkim stwierdzeniu, że "Gdzie dwóch Polaków, to trzy opinie", należy naprawić. Naprawić, czyli sanacja. A sanacja, jej idea, ciągle cieszy się pozytywną popularnością w kraju, więc, ile się tylko da, należy zamilczeć taką politykę.
A dodatkowo widać pewną analogię. Józef Piłsudski i jego ludzie wytrzymali osiem lat, zanim podjęli działania. Teraz też PO zafundowało nam osiem lat, tak, żeby najbardziej zatwardziały sceptyk pojął i zrozumiał destrukcję minionego systemu i przekonał się o konieczności naprawy.
Polacy mają pewien kłopot z egzystowaniem w miękkiej demokracji. Za bardzo wówczas ujawnia się egocentryzm i poczucie własnej nieomylności. To zawsze zarzewie konfliktów społecznych i tak już jest od wieków. Od Polski szlacheckiej.
Dla nas samych i dla naszej ojczyzny dobrze jest, gdy w przełomowych momentach pojawia się twardy przywódca. I Polacy go akceptują i popierają, gdy widzą uczciwość i autentyczną chęć zrobienia czegoś dla państwa.
To z kolei ważna cecha naszego społeczeństwa. Ludzie natychmiast pojmują, który polityk jest uczciwy i przyzwoity, chce dobrze dla państwa i chce dobrze dla ludzi.
Tutaj ktoś może się zapytać: - no dobrze, jeśli tak jest, to skąd mają poparcie ci kłamcy i złodzieje, których mnóstwo kręci się w polityce?
Mają poparcie, bo z jednej strony żerują na głupocie części obywateli, których łatwo zwieść i omamić (wszechobecni pożyteczni idioci), a z drugiej, po prostu kupują tych zdeprawowanych i nieuczciwych, którzy pójdą za każdym, który da im zarobić.
Proszę zauważyć, że tacy ludzie, jak Ryszard Petru, a poprzednio Palikot; Barbara Nowacka, Kalisz, czy Senyszyn, to ludzie bogaci, czyli ci, co dobrze znają siłę pieniądza.
Dla takich ludzi Jarosław Kaczyński jest nieudacznikiem i idiotą, bo jest biedny. Nie ma, a co gorsza, nie oferuje tego, o czym marzą na co dzień: wypasiona bryka, apartament, czy ciuchy z górnej półki.
Przeciwko naprawie, czyli sanacji państwa, pod hasłem obrony demokracji, czy konstytucji, gardłują ci, którym strach zmącił umysły, bo za poprzedniego systemu ładnie umościli sobie gniazdka, napełnili koryta i stworzyli metodę zwiększania dochodów w sposób nie zawsze uczciwy, nie zawsze przejrzysty, ale swojski, jak to było można prawie od zawsze.
Prawdziwa uczciwość i przyzwoitość ich autentycznie przeraża.
....................
Na poczynania Prawa i Sprawiedliwości, Jarosława Kaczyńskiego, Andrzeja Dudy, Beaty Szydło i całej, jak to mówią, drużyny, patrzę, od powiedzmy kwietnia z podziwem. Dużo się nauczyli, wyciągnęli wnioski z poprzednich błędów i idą od zwycięstwa do zwycięstwa.
Kampanie wyborcze, zarówno prezydencka, jak i parlamentarna były rewelacyjne. Kandydaci na prezydenta i premiera dobrani w sposób precyzyjny i optymalny. Obietnice wyborcze wyważone i świetnie wybrane.
Wielce profesjonalna robota.
Lecz to, co dzieje się po 25 pierwszym października, gdy nowy rząd wespół z prezydentem ruszyli do pracy napawa mnie podziwem.
Jakby prezes Kaczyński umieścił sobie nad biurkiem dwie z ważniejszych dyrektyw Piłsudskiego: - "Bić ku*wy i złodziei mości hrabio" i "Nie cofać się choćby o krok".
Przegrany system, jego twórcy i opiekunowie zmobilizowali wszystkie siły i potężne środki, by doprowadzić do jak najszybszego upadku nowej władzy.
Wprost założyli sobie, że głównym celem opozycji, przez którą rozumiem PO i Nowoczesną, będzie jak najszybsze doprowadzenie do upadku zarówno prezydenta Dudy, jak i przede wszystkim, rządu i sejmu pod władzą PISu.
Niestety, zgubiła ich własna głupota i pazerność.
Skoncentrujmy się na moment na Trybunale Konstytucyjnym, bo ciągle wielu nie w pełni rozumie co za gra tutaj się toczy.
Gdyby PO i PSL wybrało tylko trzech nowych sędziów trybunału, a nie na zapas pięciu, to istniało prawdopodobieństwo, że PIS przeoczy, albo zbagatelizuje ten wybór. Lecz gdyby byli czujni, w co raczej nie wątpię, to prezydent zwołałby pierwsze posiedzenie nowego sejmu na 5-tego lub 6-tego listopada i tych trzech kandydatów również wybrano by niekonstytucyjnie (swoją drogą trochę się dziwię, że nie zastosowano tego manewru – byłaby całkowita jasność). Lecz stało się tak, jak się stało.
W tym miejscy pragnę zdecydowanie podkreślić – ani prezydent, ani sejm nie dokonali, jak dotychczas złamania konstytucji, lub nie wykonali jakiejkolwiek bezprawnej czynności.
Mimo tego, opozycja, w większości ludzie słabo wykształceni i niezbyt lotni, na dodatek szczuci przez lipne autorytety i propagandowe media, którym grunt zaczął się palić pod nogami, wprost wyje, jazgocze i urządza cyrki, że zagrożona jest demokracja, że trwa zamach stanu i łamie się konstytucję.
To prawda, że docelowo konstytucja musi być napisana od nowa (a nie poprawiona, jak mówią niektórzy), lecz to daleka droga i dużo jeszcze przed tym do zrobienia.
Trybunał Konstytucyjny według zamysłu opozycji miał się przeistoczyć w trzecią izbę parlamentu, która skutecznie będzie blokować wszelkie projekty pisowskiej większości, doprowadzając ją w ten sposób do szybkiego upadku.
Aby uzmysłowić sobie perfidię i amoralność tego planu należy przypomnieć, że to kierownictwo TK osobiście brało (i bierze nadal) udział w przygotowaniu i realizacji projektu.
To jest właśnie prawdziwy zamach stanu, który przygotowywał system i jego narzędzia: PO, Nowoczesna i Trybunał Konstytucyjny – odebranie władzy legalnie wybranym ludziom, pod pozorem obrony demokracji i konstytucji. Non plus ultra.
Przeliczyli się. PIS i Zjednoczona Prawica okazali się tym razem dobrze przygotowani. Są rozważni i ostrożni. Sprzyjają im i współpracują prawdziwie tęgie głowy, a nie uniwersyteckie koterie, profesorskie i sędziowskie kliki.
Ludzie Kaczyńskiego, Gowina i Ziobry są tak mocni, że wrogie media, manipulacja opinią, czy sondażami i wsparcie zagranicznych mocodawców nie jest w stanie uszkodzić procesu naprawy państwa.
Ku*wy i złodzieje, o których myślał Piłsudski, lub unowocześnione – "komuniści i złodzieje" poczuli, że włos im się jeży na karku, a grunt usuwa się pod nogami.
Nieustanny jazgot i wrzask, kabaretowe ataki na prezydenta i władzę, przemilczanie i ośmieszanie nie dają efektów. W narodzie nastąpił przełom, ludzie przejrzeli na oczy i już wiedzą na pewno, kto wróg, a kto przyjaciel.
......................
Nie do końca wyszło "obrońcom demokracji" z Trybunałem, więc pora na krok następny – wyprowadzanie ludzi na ulicę.
Chyba tylko kretyn wierzy, że jest to ruch spontaniczny. Ludzie, a przede wszystkim internauci uzbrojeni w swoje telefony i kamery, zebrali tysiące dowodów, że KOD i te śmieszne festyny, to zorganizowane imprezy, zasilane kapitałem tych ludzi i instytucji, dla których skorumpowana Polska była bożym pastwiskiem.
A kogóż to widzimy na tych sobotnich imprezach? Nie dziewczyny z Biedronek, drobnych przedsiębiorców i robotników, bo oni niestety nadal w soboty muszą pracować.
Widzimy więc całą tą czerwoną burżuazję, beneficjentów korupcyjnego układu, byłych i czynnych agentów, korporacyjną czerń, której szef polecił być obecny, oraz niesławnych celebrytów, o których piszemy już od wielu lat: - Hiena Roku, Tomasz Lis, na wskroś antypolska Agnieszka Holland, Jagiełło Michał, jak sam podkreślił były minister, a którego polscy alpiniści zrzuciliby chętnie w Czarci Żleb, podejrzany adwokacina, skaczący, jak błazen Giertych. I wielu innych. Plus zwyczajowo ujadająca sejmowa sfora.
Na pierwszej imprezie było ich 15 tysięcy wobec 50 tysięcy zwolenników aktualnej władzy. Na drugiej już tylko trzy tysiące (mówię o Warszawie – w innych miastach było po kilkuset).
Oznacza to tylko tyle, że przeciwnikom nie uda się Polski zapalić poprzez kryteria uliczne.
.......................
Co jeszcze system będzie w stanie wymyślić? Napuszczenie Unii Europejskiej i Niemców też specjalnie się nie udaje. Mają tam na miejscu Tuska i widzą dokładnie jakie standardy oferował miniony reżim. Leniwe fagasy i aroganckie dziewoje. Nic więcej.
To, co wymyślą jest niezbyt ważne. Będziemy gotowi. Jesteśmy silni i zwarci, jak nigdy przedtem.
I mam nadzieję, że nie będziemy wspaniałomyślni. Złoczyńców i przestępców trzeba ukarać. Wybaczyć można ogłupionym lemingom.
Już wkrótce zacznie, po wielu, wielu latach funkcjonować właściwy system wartości. W cenie będzie uczciwość i przyzwoitość. A prawda będzie wartością nadrzędną.
Czy to jest proszę państwa rewolucja?
.
Subskrybuj:
Posty (Atom)