Wykładowca metod matematycznych opowiedział nam – być może niepotrzebnie – historię pewnego urzędnika brytyjskiego, który zniecierpliwiony rosnącymi kosztami konwojów do Murmańska i nieracjonalnością przewozów opracował w 1941 roku pewien model zarządzania transportem, który dopracowany przez L. Kantorowicza służy do dziś w logistyce i ekonometrii pod nazwą macierzy transportu. O ile pamiętam urzędnik ten nazywał się Hitchcock.
Nie byłam w stanie znaleźć potwierdzenia dla tej historii, choć oczywiście umiem posługiwać się macierzą transportu. Możliwe, że jej opowiadanie miało wyłącznie na celu podtrzymywanie morale studentów, wyrabianie w nich przeświadczenia, że każdy ich dobry pomysł zostanie kiedyś należycie doceniony,że noszą buławę w plecaku.
Oto drobny urzędnik, bez formalnego wykształcenia potrafił zainteresować swoją koncepcją najwyższe gremia decyzyjne i to w czasie wojny. To lepsze niż historia Banacha , który w 1920 (nie mając dyplomu ukończenia studiów) doktoryzował się we Lwowie na podstawie rozprawy: Sur les opérations dans les ensembles abstraits et leur application aux équations intégrales oraz Einsteina, który startował, ze swoją teorią względności, jako nikomu nie znany urzędnik patentowy. Obecnie nie mieliby szans.
Z doświadczenia wiemy jak trudno jest skłonić zwykłego nauczyciela do zaakceptowania innej, niż jego własna, metody rozwiązywania zadań. Na ogół nauczyciel nie chce takich pomysłów słuchać i nie stara się zrozumieć. Nie popełniałam w szkole tego błędu. Prowadziłam rejestr nowatorskich metod rozwiązywania zadań przez moich uczniów i powoływałam się na ich nazwisko gdy proponowałam ich rozwiązanie następnej klasie. Niektóre z tych rozwiązań, szczególnie w dziedzinie rachunku prawdopodobieństwa i kombinatoryki, były wręcz genialne w swojej prostocie i elegancji. Korzystam z nich do dziś. Co ciekawe - były one najczęściej dziełem notorycznych leniuchów. Jak twierdzą niektórzy, gdyby nie lenistwo do dziś siedzielibyśmy w jaskiniach.
Pewien znajomy młody matematyk nie może obecnie obronić pracy doktorskiej. Każdy z potencjalnych promotorów oczekuje pracy w zespole realizującym jego ( promotora ) koncepcje i otwarcie mówi, że nie będzie się zagłębiał w rozważania doktoranta. . Czy to nazwiemy feudalizmem w nauce czy naturalną ludzką skłonnością – efekt jest ten sam. Młody matematyk, jak każdy wynalazca jest osamotniony i bezradny. Informatyka jest chyba obecnie jedyną dziedziną, w której zatrudnia się na wysokich stanowiskach genialne dzieciaki bez formalnego wykształcenia ( znam takiego jednego dzieciaka, zarabia więcej niż premier).
Ale nie tylko o feudalizmie w nauce lecz o zarządzaniu państwem chciałam mówić. Jeden z komentatorów napisał, że urzędnik „nie jest do myślenia lecz do realizowania cudzych wytycznych”. Przeczy temu historia twórcy macierzy transportu. Historia złamania szyfru Enigmy też świadczy o tym, że w owych czasach istniały mechanizmy dopuszczania do głosu ludzi mądrych, choć nie koniecznie dyplomowanych i ustosunkowanych. Bardzo wątpię czy młodzi matematycy : Marian Rejewski, Jerzy Różycki i Henryk Zygalski, którzy złamali szyfr Enigmy mieliby dziś szanse wykorzystać swoje prace.
Choć nie twierdzę ( jak Lenin ) ,że kucharka może rządzić państwem, jednak w kuchni jest niezastąpiona. Nie jest dobrze gdy musi wyłącznie wykonywać polecenia menadżera, który nigdy nie miał w ręku chochli. Tymczasem różnymi strategicznymi resortami w naszym kraju ( na przykład energetyką) zarządzają historycy i inni humaniści (z przewagą - jak sam premier historyków) Nie są oni również samoukami w swej dziedzinie. Jedyny ich motyw to parcie na zaszczyty i honoraria. Jednocześnie są tak głupi, że nie chcą korzystać z porad mądrych ludzi. Nie chcą skorzystać na cudzym pomyśle, nie chcą go nawet zawłaszczyć.
Inaczej mówiąc- nie ma mechanizmu, który pozwoliłby debiutantce, nawet najlepiej tańczącej zastąpić primadonnę, która ledwie łazi. Wbrew równościowym teoriom i zasadom nie ma mechanizmu krążenia elit.
Łatwo sobie odpowiedzieć na pytanie dlaczego tak jest. Fabrykant decydował się wdrożyć wynalazek nikomu nie znanego geniusza w oczekiwaniu zysków- a nie dla filantropii. Dyrektor teatru pozwalał zatańczyć debiutantce dla powodzenia spektaklu. Kochance wolał kupić pierścionek niż wypłacać jej rolą. Te relacje zmieniły się. Prawdziwe pieniądze zarabia się na ustawionych, ekspertyzach, na zamówieniach rządowych, na szwindlach, na przejmowaniu cudzych nieruchomości, na radach nadzorczych a nawet ( relatywnie mniejsze) w Parlamencie Europejskim.
W nauce też nie ma motywacji do ryzyka jakim jest przyjęcie nowatorskich koncepcji. O wiele bardziej opłaca się zdobyć grant i spokojnie kontynuować publikowanie metodą „ wytnij wklej” swoich starych prac, niż ryzykować tworzenie zespołu, lansowanie niesprawdzonych odkryć, a nawet przejmowanie cudzych pomysłów. Nawet grant na „ materiał ludzki” można rozdzielić wśród swoich. Tort został podzielony.
Nic dziwnego, że jak mawiano w 68 roku- urzędnik jest do urzędolenia, nie do myślenia, student- do uczenia się zamiast myślenia, literaci do pióra, a papier, którego stale brakowało do d...
I faktycznie był nie najlepszy.
autor: Iza
Co to takiego – Klub Dyletantów? To dobrowolne stowarzyszenie grupy niezależnych blogerów, pragnących pisać autorsko na różnorodne tematy, w oparciu o filozofię stałego pogłębiania wiedzy i smakowania życia. Jednocześnie w duchu głębokiego patriotyzmu i dokładnie pojętej kultury łacińskiej, która stoi na triadzie filozofii greckiej, prawa rzymskiego i religii chrześcijańskiej.
czwartek, 6 lutego 2014
Czasami Komisja Europejska musi nas bronić przed ekipą PDT
Przy całej swojej ułomności UE czasami służy dobrej sprawie. Pomijając chorą lewacką promocje pedalstwa, genderyzmu , który ma się stać nową ideologią (ciekawe, kto będzie takim Marksem/Engelsem/Leninem tej ideologii) to Polacy w co najmniej w dwóch sprawach powinni podziękować Komisji Europejskiej.
Pierwsza to ochrona Polski i Polaków, przed ówczesnym wiceministrem w rządzie PDT , Waldemarem Pawlakiem zwanym „Cyborgiem”. Warto zwrócić uwagę, że Komisja Europejska, wyraziła sprzeciw wobec umowy z Gazpromem , którą Cyborg, z obowiązującej do 2022 r chciał przedłużyć do 2037 r. Na szczęście nie tylko opozycja zauważyła „ustawkę” ale Komisja Europejska też. Po burzliwej debacie Sejmowej stanęło na podpisaniu umowy do 2022 r. na co zapewnie miało stanowisko UE. Ale nas zdolny negocjator zapewnił nam jedno , Polska ma po Macedonii drugą najwyższą cenę w Europie za 100 m3 przesyłanego gazu. Jest to cena o średnio 50% wyższa od tej, która obowiązuje w krajach zachodnich.
Drugą sprawą jest największa afera korupcyjna w III RP (Rzeczpospolitej Przekrętów) związana z przetargami na projekty informatyczne. UE może żądać zwrotu bagatela 400 mln euro czyli ponad 1,6 mld zł. Pragnę przypomnieć, że już w 2009 r. ówczesny szef CBA Mariusz Kamiński, wdrożył śledztwo w sprawie ustawianych przetargów. W związku z określeniem Miro Drzewieckiego , że Polska to dziki kraj, firmy informatyczne tak traktowały Polskę, przekupując kogo się da „ perkalem i koralikami”. Ciekawe, że do 2013 r. ta afera się tliła, jak wypalanie węgla drzewnego.
Czy Wojtunik informował o skali zjawiska PDT nie wiem , ale widocznie była milcząca akceptacja. Teraz, omnibus, minister od cyfryzacji TW Boni, ma trafić na listy PO do PE. Toć to pełne jaja.
W czasie jesiennej rozgrywki pomiędzy PDT a Schetyną sprawa wypłynęła. Czy była ona przyczyną czy skutkiem wewnątrzpartyjnych rozgrywek nie wiem. Zaczęły się aresztowania. Skala korupcji poraża, ale mocno wydaje mi się, że bez interwencji Komisji Europejskiej sprawa nie ujrzałaby światła dziennego, a co za tym idzie Tusk nie mógłby zamieść jej pod dywan, tak jak szereg innych spraw.
Szereg raportów zalega w szafie Tuska, jak np. ten związany z finansowaniem min Sawickiego z PSL w czasie kampanii wyborczej za publiczne pieniądze. Mam nadzieję, że po zmianie rządów szereg spraw wypłynie, że sami się weźmiemy za swoje sprawy i nie będziemy musieli czekać na zmiłowanie Unii, która niektórych przekrętów ekipy PDT nie może zdzierżyć.
http://wpolityce.pl/wydarzenia/73435-koszta-infoafery-kontrolerzy-z-bruk...
http://weglowodory.pl/umowa-gazowa-z-rosja-z-2010-roku/
http://wpolityce.pl/dzienniki/dziennik-zbigniewa-kuzmiuka/25767-za-gaz-p...
Pierwsza to ochrona Polski i Polaków, przed ówczesnym wiceministrem w rządzie PDT , Waldemarem Pawlakiem zwanym „Cyborgiem”. Warto zwrócić uwagę, że Komisja Europejska, wyraziła sprzeciw wobec umowy z Gazpromem , którą Cyborg, z obowiązującej do 2022 r chciał przedłużyć do 2037 r. Na szczęście nie tylko opozycja zauważyła „ustawkę” ale Komisja Europejska też. Po burzliwej debacie Sejmowej stanęło na podpisaniu umowy do 2022 r. na co zapewnie miało stanowisko UE. Ale nas zdolny negocjator zapewnił nam jedno , Polska ma po Macedonii drugą najwyższą cenę w Europie za 100 m3 przesyłanego gazu. Jest to cena o średnio 50% wyższa od tej, która obowiązuje w krajach zachodnich.
Drugą sprawą jest największa afera korupcyjna w III RP (Rzeczpospolitej Przekrętów) związana z przetargami na projekty informatyczne. UE może żądać zwrotu bagatela 400 mln euro czyli ponad 1,6 mld zł. Pragnę przypomnieć, że już w 2009 r. ówczesny szef CBA Mariusz Kamiński, wdrożył śledztwo w sprawie ustawianych przetargów. W związku z określeniem Miro Drzewieckiego , że Polska to dziki kraj, firmy informatyczne tak traktowały Polskę, przekupując kogo się da „ perkalem i koralikami”. Ciekawe, że do 2013 r. ta afera się tliła, jak wypalanie węgla drzewnego.
Czy Wojtunik informował o skali zjawiska PDT nie wiem , ale widocznie była milcząca akceptacja. Teraz, omnibus, minister od cyfryzacji TW Boni, ma trafić na listy PO do PE. Toć to pełne jaja.
W czasie jesiennej rozgrywki pomiędzy PDT a Schetyną sprawa wypłynęła. Czy była ona przyczyną czy skutkiem wewnątrzpartyjnych rozgrywek nie wiem. Zaczęły się aresztowania. Skala korupcji poraża, ale mocno wydaje mi się, że bez interwencji Komisji Europejskiej sprawa nie ujrzałaby światła dziennego, a co za tym idzie Tusk nie mógłby zamieść jej pod dywan, tak jak szereg innych spraw.
Szereg raportów zalega w szafie Tuska, jak np. ten związany z finansowaniem min Sawickiego z PSL w czasie kampanii wyborczej za publiczne pieniądze. Mam nadzieję, że po zmianie rządów szereg spraw wypłynie, że sami się weźmiemy za swoje sprawy i nie będziemy musieli czekać na zmiłowanie Unii, która niektórych przekrętów ekipy PDT nie może zdzierżyć.
http://wpolityce.pl/wydarzenia/73435-koszta-infoafery-kontrolerzy-z-bruk...
http://weglowodory.pl/umowa-gazowa-z-rosja-z-2010-roku/
http://wpolityce.pl/dzienniki/dziennik-zbigniewa-kuzmiuka/25767-za-gaz-p...
autor: Andy51
Oportunizm i konformizm
Stawiamy na pomnikach ludzi twardych i bezkompromisowych. Podziwiamy ich. Mówimy o nich - bohaterzy. Lecz, czy chcielibyśmy stanąć na ich miejscu? Niespecjalnie. Wszyscy mamy swoje małe słabości i ułomności. Chociaż... bardzo często nam się je wmawia. W wielu krajach i we wielu kulturach umiejętność zdążania i uzyskiwania kompromisu jest uważana za bardzo pozytywną cechę. U nas raczej nie.
Co my mamy robić – ludzie, którym Dobry Pan poskąpił żelaznej woli i twardych, jak skała przekonań? My, którzy się często łamiemy, idziemy na kompromis, a dla świętego spokoju oddalibyśmy serdeczny palec lewej ręki.
Bez publicznej spowiedzi, zastanówmy się w myślach, ile to razy zdarzyło się nam być oportunistą, albo jeszcze gorzej konformistą. Ile razy sprzeniewierzyliśmy się nieubłaganym zasadom moralnym, chociażby dla świętego spokoju.
Jeżeli znany mi bardzo dobrze, jak zły szeląg, sąsiad, bogaty buc, jak chleje to tłucze się z żoną i ja mam dylemat, bo jak pójdę do niego, to wiem, że też będę zmuszony z nim się potłuc, a jak zadzwonię po policję, to jego małżonka wszystkiemu zaprzeczy, to co ja mam robić? Nie robię nic, bo nie chcę eskalacji. Chcę dalej mieszkać w ciszy i spokoju, bez przypuszczalnego konfliktu wiszącego nade mną. Proszę, oto oportunizm pierwszej klasy.
Dlaczego tak jest? Bo właśnie postawy kompromisowe, a w tym oportunizm i konformizm, są zwieńczeniem naszego rozwoju społecznego. Nasza psychika jest w ten sposób ukształtowana, że staramy się tak mocno, jak tylko możliwe unikać konfliktu i zadrażnień. Nasza nie tak dawno wykształcona empatia ma tu również niemałą rolę. Nie tylko unikanie, lecz również nie czynienie samemu krzywdy drugim, jest bardzo mocno w nas wbudowane. Niejeden z nas, gdyby nagle, z jakiegoś powodu, znalazł się sam na sam, w jednym przedziale Intercity, z tak tu przez nas wyśmiewanym i pogardzanym Jakubem Wojewódzkim, to najprawdopodobniej, nie powiedziałby mu wszystkiego, co o nim myśli. Tacy już jesteśmy.
Jeżeli wujek zapisał się do komunistycznej partii, by zostać dyrektorem przedsiębiorstwa, to może uczynił tak dlatego, że on żyje tylko dla tych, których kocha – żony i dzieci. Czy on wówczas był godnym pogardy konformistą?
Mówi się czasem o kimś – to słaby człowiek. Chyba nawet jest ich więcej niż tych silnych. Raz są twardzi, lecz częściej ulegają w swoim życiu. Pewnie nawet tego żałują. Chciałbym zobaczyć tu wielu bezkompromisowych i radykalnych blogerów, jak oni tą twardą postawę tutaj reprezentowaną, realizują w swoim prywatnym zachowaniu. Bez nicka i awatara. Paru takich pistoletów tu w blogosferze, najprawdopodobniej w życiu to są potulne baranki, leczące swoje kompleksy poprzez agresywne artykułowanie radykalizmów.
Więc dlaczego oportunizm i konformizm są takie pejoratywne? Dlaczego potępiamy tego partyjnego wujka? I dlaczego my się wstydzimy, gdy idziemy na kompromis. O proszę, właśnie – u nas się mówi idziemy na kompromis, zamiast szczytnie – osiągamy kompromis.
Zgoda, bydlakowi nie podamy ręki; zdrajcę należy rozstrzelać, świnią wzgardzić.
Jednakże w całym naszym życiu będziemy małymi oportunistami i chcę zobaczyć tego, który zatrzymany przez policjanta, bo jechał 100 na godzinę, zamiast dozwolonego 70, na sugestię funkcjonariusza, że za 50 zł może zapomnieć o wykroczeniu, mu odmawia.
Bez publicznej spowiedzi, zastanówmy się w myślach, ile to razy zdarzyło się nam być oportunistą, albo jeszcze gorzej konformistą. Ile razy sprzeniewierzyliśmy się nieubłaganym zasadom moralnym, chociażby dla świętego spokoju.
Jeżeli znany mi bardzo dobrze, jak zły szeląg, sąsiad, bogaty buc, jak chleje to tłucze się z żoną i ja mam dylemat, bo jak pójdę do niego, to wiem, że też będę zmuszony z nim się potłuc, a jak zadzwonię po policję, to jego małżonka wszystkiemu zaprzeczy, to co ja mam robić? Nie robię nic, bo nie chcę eskalacji. Chcę dalej mieszkać w ciszy i spokoju, bez przypuszczalnego konfliktu wiszącego nade mną. Proszę, oto oportunizm pierwszej klasy.
Dlaczego tak jest? Bo właśnie postawy kompromisowe, a w tym oportunizm i konformizm, są zwieńczeniem naszego rozwoju społecznego. Nasza psychika jest w ten sposób ukształtowana, że staramy się tak mocno, jak tylko możliwe unikać konfliktu i zadrażnień. Nasza nie tak dawno wykształcona empatia ma tu również niemałą rolę. Nie tylko unikanie, lecz również nie czynienie samemu krzywdy drugim, jest bardzo mocno w nas wbudowane. Niejeden z nas, gdyby nagle, z jakiegoś powodu, znalazł się sam na sam, w jednym przedziale Intercity, z tak tu przez nas wyśmiewanym i pogardzanym Jakubem Wojewódzkim, to najprawdopodobniej, nie powiedziałby mu wszystkiego, co o nim myśli. Tacy już jesteśmy.
Jeżeli wujek zapisał się do komunistycznej partii, by zostać dyrektorem przedsiębiorstwa, to może uczynił tak dlatego, że on żyje tylko dla tych, których kocha – żony i dzieci. Czy on wówczas był godnym pogardy konformistą?
Mówi się czasem o kimś – to słaby człowiek. Chyba nawet jest ich więcej niż tych silnych. Raz są twardzi, lecz częściej ulegają w swoim życiu. Pewnie nawet tego żałują. Chciałbym zobaczyć tu wielu bezkompromisowych i radykalnych blogerów, jak oni tą twardą postawę tutaj reprezentowaną, realizują w swoim prywatnym zachowaniu. Bez nicka i awatara. Paru takich pistoletów tu w blogosferze, najprawdopodobniej w życiu to są potulne baranki, leczące swoje kompleksy poprzez agresywne artykułowanie radykalizmów.
Więc dlaczego oportunizm i konformizm są takie pejoratywne? Dlaczego potępiamy tego partyjnego wujka? I dlaczego my się wstydzimy, gdy idziemy na kompromis. O proszę, właśnie – u nas się mówi idziemy na kompromis, zamiast szczytnie – osiągamy kompromis.
Zgoda, bydlakowi nie podamy ręki; zdrajcę należy rozstrzelać, świnią wzgardzić.
Jednakże w całym naszym życiu będziemy małymi oportunistami i chcę zobaczyć tego, który zatrzymany przez policjanta, bo jechał 100 na godzinę, zamiast dozwolonego 70, na sugestię funkcjonariusza, że za 50 zł może zapomnieć o wykroczeniu, mu odmawia.
autor: jazgdyni
środa, 5 lutego 2014
Paskudni złodzieje i walka z nimi
Muszę przyznać, że te codzienne podtykane nam tematy, tak, jakbyśmy byli specjalnie pasieni, nieco mnie znużyły. Idiotyzmy twojej gruchy Palikota, przebieranie nóżkami, bo forsa im się kończy, bojowników ze wsi, i to nieustające polowanie na PIS, a szczególne demona - czarodzieja Macierewicza.
Może raz dla odmiany proszę poczytać o innym polowaniu. Też na złodziei, też ferajna, ale w Afryce
Ta historia jest dobrze znana w Afryce Wschodniej i gdy o to poprosić po sutej uczcie, to chętnie jest opowiadana. Nawet wielokrotnie.
Pogranicze Mozambiku i Tanzanii to spokojna, rolnicza okolica. Żyzna ziemia daje liczne pola uprawne, pieczołowicie gospodarowanie przez farmerów. Jednakże pewnego roku nawiedziła te tereny klęska. Nie był to tym razem błyskawicznie rozprzestrzeniający się w czasie suszy pożar. Nie była to także miliardowa chmura szarańczy zjadająca dosłownie wszystko. Tą klęską była banda chuliganów, pawianich chuliganów mówiąc dokładnie.
Stado liczące około setki osobników nagle wypadało z dżungli na pole uprawne, zżerało, co się dało, a czego się nie dało – niszczyło. Organizowano liczne ekspedycje, dobrze uzbrojone w karabiny, jednakże żadna z nich nie odniosła pożądanego skutku. Podczas, gdy stado oddawało się spustoszeniu, młodzi strażnicy zajmowali miejsca na wzniesieniach terenu, kopcach termitów i drzewach i natychmiast ostrzegało o zbliżającym się niebezpieczeństwie. Diabelski wprost spryt pozwalał im unikać zasadzek i w odpowiednim momencie znikać bez śladu.
Nasza nazwa pawian niespecjalnie mi się podoba. Zapewne któryś z polskich wędrowców, gdy po raz pierwszy zobaczył samca tej małpy w pełnej krasie na pysku, skojarzył zaraz z pawiem, a że sam nosił imię Jan, nazwał – pawian. Angielska nazwa baboon jest pełna afrykańskiej mocy i lepiej oddaje charakter tej dosyć psiej (nie obrażając burków) istoty. Taki babun ma w sobie coś wiejącego grozą. Od razu wyobrażam sobie pewną tramwajarkę, jak mocarnym uściskiem unicestwia Jarosława Kaczyńskiego…
Może raz dla odmiany proszę poczytać o innym polowaniu. Też na złodziei, też ferajna, ale w Afryce
Ta historia jest dobrze znana w Afryce Wschodniej i gdy o to poprosić po sutej uczcie, to chętnie jest opowiadana. Nawet wielokrotnie.
Pogranicze Mozambiku i Tanzanii to spokojna, rolnicza okolica. Żyzna ziemia daje liczne pola uprawne, pieczołowicie gospodarowanie przez farmerów. Jednakże pewnego roku nawiedziła te tereny klęska. Nie był to tym razem błyskawicznie rozprzestrzeniający się w czasie suszy pożar. Nie była to także miliardowa chmura szarańczy zjadająca dosłownie wszystko. Tą klęską była banda chuliganów, pawianich chuliganów mówiąc dokładnie.
Stado liczące około setki osobników nagle wypadało z dżungli na pole uprawne, zżerało, co się dało, a czego się nie dało – niszczyło. Organizowano liczne ekspedycje, dobrze uzbrojone w karabiny, jednakże żadna z nich nie odniosła pożądanego skutku. Podczas, gdy stado oddawało się spustoszeniu, młodzi strażnicy zajmowali miejsca na wzniesieniach terenu, kopcach termitów i drzewach i natychmiast ostrzegało o zbliżającym się niebezpieczeństwie. Diabelski wprost spryt pozwalał im unikać zasadzek i w odpowiednim momencie znikać bez śladu.
Nasza nazwa pawian niespecjalnie mi się podoba. Zapewne któryś z polskich wędrowców, gdy po raz pierwszy zobaczył samca tej małpy w pełnej krasie na pysku, skojarzył zaraz z pawiem, a że sam nosił imię Jan, nazwał – pawian. Angielska nazwa baboon jest pełna afrykańskiej mocy i lepiej oddaje charakter tej dosyć psiej (nie obrażając burków) istoty. Taki babun ma w sobie coś wiejącego grozą. Od razu wyobrażam sobie pewną tramwajarkę, jak mocarnym uściskiem unicestwia Jarosława Kaczyńskiego…
Małpy w tej niszczycielskiej bandzie nie były takie mądre i cwane. Ot, przeciętna zgraja małpich rzezimieszków, jakich pełno we wsiach i miastach Afryki, Indii i Indochin.
Cwany i niezwykle inteligentny był ich herszt. Był potężny. Ten gatunek nie był tak cyrkowo kolorowy, ale za to masywny z niesamowitymi szczękami i kłami na 10 centymetrów.
Cwany i niezwykle inteligentny był ich herszt. Był potężny. Ten gatunek nie był tak cyrkowo kolorowy, ale za to masywny z niesamowitymi szczękami i kłami na 10 centymetrów.
Stado słuchało się go bez najmniejszych zastrzeżeń. Wszelkie próby nieposłuszeństwa kończyły się dotkliwym kąszeniem. Możemy powiedzieć, że nikt mu nie podskoczył. Mieli też do niego bezgraniczne zaufanie. Podążali za nim, jak za ojcem i matką. Zresztą był ojcem wielu z nich. Nigdy się na nim nie zawiedli. Wiedział dokładnie, gdzie są najlepsze banany i kiedy trzcina cukrowa jest najbardziej słodka. Miał w głowie mapę całego obszaru, najlepszych upraw, drogi dojścia i ewakuacji. Wyciągał wszystkich z najsprytniejszych pułapek i zasadzek. Potrafił zniknąć ze swoją bandą, zanim rolnicy nadbiegli z karabinami i następnego dnia dokonać spustoszenia 40 kilometrów dalej. Na całym wschodnim wybrzeżu zaczęły już o tych gangsterach krążyć legendy i przypisywano im nadprzyrodzone moce.
Jak to zwykle bywa, coś trzeba robić. Jako, że nikt nie chciał się przeprowadzać, bo tu była ich ziemia żywicielka, wspólnie uradzili, że potrzebna im pomoc. W tych okolicach było wielu sławnych myśliwych, przewodników i tropicieli. Jednakże nikt nie mógł się równać z pewnym Afrykanerem, który się, można powiedzieć, wychował wśród zwierząt. Znał się na ich zwyczajach, gatunkach i zachowaniu. Był najlepszy. Jednakże był też drogi. Okoliczni sąsiedzi po ciężkich naradach uradzili ile ostatecznie mogą zapłacić i wysłali do tropiciela delegację. Suma pieniędzy, którą oferowali, była śmieszna w porównaniu z tą, jaką płacili bogaci turyści z Europy czy Ameryki. Lecz zaciekawiła go sama opowieść, a szczególnie nabożna cześć, z jaką się wyrażali o przywódcy małp. Znał pawiany i wiedział, czego się można po nich spodziewać. Ale tutaj bezczelność i spryt przekraczały wszystko, z czym miał do czynienia. Przyjął to, jako osobiste wyzwanie, niezależnie od oferowanych pieniędzy.
Przybyli więc razem w okolice, gdzie małpia wataha dokonywała największych spustoszeń. Przez tydzień, codziennie o świcie wyruszał sam w interior i obserwował małpy. I wreszcie zrodził mu się plan. W wybranym miejscu, które wskazał, polecił wybudować chatę i zaznaczył, że on sam będzie nadzorować budowę. Chata była typowa, okrągła i niewysoka, ale w porównaniu do tych zamieszkałych przez tubylców, była niesłychanie solidna, a grube pale wbite w ziemię nie były tak zwarte i budowla była cokolwiek ażurowa. Na koniec, sam jeden w nocy, zainstalował skonstruowaną zatrzaskową bramę, albo drzwi. Też bardzo solidne.
Wiedział dobrze, że są również obserwowani przez małpy. To tu, to tam, na wywyższeniach pokazywali się małpi obserwatorzy. Herszt nie pokazał się ani razu. Małpy znały dobrze lokalne chaty ludzi i wielokrotnie dokonywały rabunków i spustoszeń wewnątrz domostwa. Więc ich ciekawość nie była, aż tak wielka, ot, jeszcze jedna chata człowieka.
Po paru dniach skończono robotę. Tropiciel osobiście sprawdził całą budowlę, jej wytrzymałość i solidność, oraz mechanizmy, które sam zainstalował. Teraz nadszedł czas na rozwiązanie małpiego kłopotu. Nikt nie wiedział, jak on to zamierza dokonać.
Polecił przygotować porządny stos pokarmu, owoców i innych upraw, o których było wiadomo, że są największym małpim przysmakiem. Wszystko to umieścił pośrodku chaty, a drzwi pozostawiono otwarte.
Już po krótkim czasie wśród małpich strażników zapanowało podniecenie i ich szczekanie niosło się daleko. Bo chyba wiecie, że pawiany wydają głos zupełnie jak psy. Szybkie, agresywne szczekanie. I nagle wszystko ucichło. Łowca był przekonany, że atrakcyjna wiadomość dotarła do herszta i ten uspokoił resztę.
Afrykaner siedział w dobrym ukryciu z lornetką przy oku i czekał, długo czekał. Był sam. Nie było innych ludzi w pobliżu. W pewnym oddaleniu, również dobrze ukryta, była grupa młodych silnych mężczyzn oczekująca jego znaku. Czekanie się dłużyło. Nie mógł zapalić, choć palił namiętnie. Małpy dym by wyczuły i stały się niespokojne.
Wreszcie coś zaczęło się dziać. Tak jak przewidywał, do chaty, powoli i ostrożnie zbliżał się małpi przywódca. Skubaniec coś przeczuwał, ale nie widział, co to może być. Zaczął zataczać coraz mniejsze kółka wokół chaty. Parę razy pozorował ucieczkę, żeby wywabić ewentualnych wrogów. W końcu chytrość i łakomstwo, oraz oczywiście zamiłowanie do kradzieży zwyciężyły. Będąc na wysokości rozwartych drzwi błyskawicznie wpadł do środka, starając się porwać, jak najwięcej smakołyków. I wtedy zwolniona dźwignia zatrzasnęła drzwi. Pawian wpadł w szał. Miotał się po pustym wnętrzu i całym ciałem uderzał w ściany starając się wyłamać pale. Zawiadomieni ludzie przybiegli hurmem, dołączając swoje wrzaski do panoptikum wewnątrz chaty. Tropicielowi chodziło o to, by maksymalnie zwierzę zmęczyć, gdyż silne i wypoczęte stanowiło zbyt duże wyzwanie nawet dla licznej grupy ludzi.
Po długich atakach na konstrukcję, całkowicie bezskutecznych, małpa w końcu osłabła. Wówczas to pomocnicy zaczęli wyciągać i napinać zagrzebane uprzednio w ubitej ziemi chaty liny i pętle. Nie zajęło wiele, a wyczerpany pawian był zupełnie skrępowany. Mimo tego, stary myśliwy nie ufał tej chwilowej słabości i nikomu nie pozwolił wejść do chaty. Zamiast tego, przy pomocy lin, mężczyźni przytwierdzili złapanego złoczyńcę w taki sposób, że nie mógł się ruszyć, a jego pysk wystawał między palami na zewnątrz chaty.. I na ten pysk, ze strasznymi morderczymi kłami, zarzucono jeszcze jedną pętlę.
Teraz Afrykaner przystąpił do wykończenia swojego planu. Przywiózł ze sobą puszkę najbardziej jaskrawej „pożarowej”, czerwonej farby. I tą farbą pomalował pawianowi wystający spomiędzy prętów pysk. W zachodzącym słońcu czerwona plama lśniła jak ogień. Pawiany tego stada były właściwie płowe i szare. Bez pawich ozdób na pysku. A nawet te z ozdobami, nigdy nie były krwiście czerwone.
Farba schła całą noc. Tuż przed świtem tropiciel odesłał pozostałych do wioski, a sam zaczął ciąć i luzować pęta małpy. Gdy już praktycznie była swobodna, wdrapał się na dach z e sztucerem i maczetą. I wtedy otworzył drzwi.
Przez długą chwilę pawian się nie ruszał, węsząc następny podstęp. Nagle jednak wystrzelił jak strzała w kierunku najbliższych zarośli. A po chwili niosło się po całej okolicy charakterystyczne ujadanie, Stado rozpoznało swego wodza i radosne skupiło się na obrzeżach lasu. Widzieli go jak szybko się zbliżał. Lecz cóż to? Głos niewątpliwie ich herszta, a tu zbliża się jakiś potwór z czerwoną mordą. Długo nie wytrzymali. Pełni paniki wobec tego niewyjaśnionego zjawiska rozpierzchli się i długo, długo uciekali. Gdy zmęczeni ponownie zebrali się do kupy, ponownie usłyszeli znajome szczekanie. Oczywiście uradowali się, bo pamięć niestety mają słabą, lecz głos ich przywódcy mieli wyryty na zawsze. Po chwili zauważyli, że z krzaków wypadł czerwono-mordy stwór i ponownie rzucili się do panicznej ucieczki.
To trwa już podobno parę lat. Przystają zwabieni znajomym głosem, lecz gdy tylko znajdą się w kontakcie wzrokowym, uciekają gdzie pieprz rośnie.
Są tacy, ale kto by tam im wierzył, że ostatnio zwariowane stado pawianów uciekające przed dziwnym pawianem o czerwonym pysku, było widziane w Maroku. To niewątpliwie bujdy.
Jak to zwykle bywa, coś trzeba robić. Jako, że nikt nie chciał się przeprowadzać, bo tu była ich ziemia żywicielka, wspólnie uradzili, że potrzebna im pomoc. W tych okolicach było wielu sławnych myśliwych, przewodników i tropicieli. Jednakże nikt nie mógł się równać z pewnym Afrykanerem, który się, można powiedzieć, wychował wśród zwierząt. Znał się na ich zwyczajach, gatunkach i zachowaniu. Był najlepszy. Jednakże był też drogi. Okoliczni sąsiedzi po ciężkich naradach uradzili ile ostatecznie mogą zapłacić i wysłali do tropiciela delegację. Suma pieniędzy, którą oferowali, była śmieszna w porównaniu z tą, jaką płacili bogaci turyści z Europy czy Ameryki. Lecz zaciekawiła go sama opowieść, a szczególnie nabożna cześć, z jaką się wyrażali o przywódcy małp. Znał pawiany i wiedział, czego się można po nich spodziewać. Ale tutaj bezczelność i spryt przekraczały wszystko, z czym miał do czynienia. Przyjął to, jako osobiste wyzwanie, niezależnie od oferowanych pieniędzy.
Przybyli więc razem w okolice, gdzie małpia wataha dokonywała największych spustoszeń. Przez tydzień, codziennie o świcie wyruszał sam w interior i obserwował małpy. I wreszcie zrodził mu się plan. W wybranym miejscu, które wskazał, polecił wybudować chatę i zaznaczył, że on sam będzie nadzorować budowę. Chata była typowa, okrągła i niewysoka, ale w porównaniu do tych zamieszkałych przez tubylców, była niesłychanie solidna, a grube pale wbite w ziemię nie były tak zwarte i budowla była cokolwiek ażurowa. Na koniec, sam jeden w nocy, zainstalował skonstruowaną zatrzaskową bramę, albo drzwi. Też bardzo solidne.
Wiedział dobrze, że są również obserwowani przez małpy. To tu, to tam, na wywyższeniach pokazywali się małpi obserwatorzy. Herszt nie pokazał się ani razu. Małpy znały dobrze lokalne chaty ludzi i wielokrotnie dokonywały rabunków i spustoszeń wewnątrz domostwa. Więc ich ciekawość nie była, aż tak wielka, ot, jeszcze jedna chata człowieka.
Po paru dniach skończono robotę. Tropiciel osobiście sprawdził całą budowlę, jej wytrzymałość i solidność, oraz mechanizmy, które sam zainstalował. Teraz nadszedł czas na rozwiązanie małpiego kłopotu. Nikt nie wiedział, jak on to zamierza dokonać.
Polecił przygotować porządny stos pokarmu, owoców i innych upraw, o których było wiadomo, że są największym małpim przysmakiem. Wszystko to umieścił pośrodku chaty, a drzwi pozostawiono otwarte.
Już po krótkim czasie wśród małpich strażników zapanowało podniecenie i ich szczekanie niosło się daleko. Bo chyba wiecie, że pawiany wydają głos zupełnie jak psy. Szybkie, agresywne szczekanie. I nagle wszystko ucichło. Łowca był przekonany, że atrakcyjna wiadomość dotarła do herszta i ten uspokoił resztę.
Afrykaner siedział w dobrym ukryciu z lornetką przy oku i czekał, długo czekał. Był sam. Nie było innych ludzi w pobliżu. W pewnym oddaleniu, również dobrze ukryta, była grupa młodych silnych mężczyzn oczekująca jego znaku. Czekanie się dłużyło. Nie mógł zapalić, choć palił namiętnie. Małpy dym by wyczuły i stały się niespokojne.
Wreszcie coś zaczęło się dziać. Tak jak przewidywał, do chaty, powoli i ostrożnie zbliżał się małpi przywódca. Skubaniec coś przeczuwał, ale nie widział, co to może być. Zaczął zataczać coraz mniejsze kółka wokół chaty. Parę razy pozorował ucieczkę, żeby wywabić ewentualnych wrogów. W końcu chytrość i łakomstwo, oraz oczywiście zamiłowanie do kradzieży zwyciężyły. Będąc na wysokości rozwartych drzwi błyskawicznie wpadł do środka, starając się porwać, jak najwięcej smakołyków. I wtedy zwolniona dźwignia zatrzasnęła drzwi. Pawian wpadł w szał. Miotał się po pustym wnętrzu i całym ciałem uderzał w ściany starając się wyłamać pale. Zawiadomieni ludzie przybiegli hurmem, dołączając swoje wrzaski do panoptikum wewnątrz chaty. Tropicielowi chodziło o to, by maksymalnie zwierzę zmęczyć, gdyż silne i wypoczęte stanowiło zbyt duże wyzwanie nawet dla licznej grupy ludzi.
Po długich atakach na konstrukcję, całkowicie bezskutecznych, małpa w końcu osłabła. Wówczas to pomocnicy zaczęli wyciągać i napinać zagrzebane uprzednio w ubitej ziemi chaty liny i pętle. Nie zajęło wiele, a wyczerpany pawian był zupełnie skrępowany. Mimo tego, stary myśliwy nie ufał tej chwilowej słabości i nikomu nie pozwolił wejść do chaty. Zamiast tego, przy pomocy lin, mężczyźni przytwierdzili złapanego złoczyńcę w taki sposób, że nie mógł się ruszyć, a jego pysk wystawał między palami na zewnątrz chaty.. I na ten pysk, ze strasznymi morderczymi kłami, zarzucono jeszcze jedną pętlę.
Teraz Afrykaner przystąpił do wykończenia swojego planu. Przywiózł ze sobą puszkę najbardziej jaskrawej „pożarowej”, czerwonej farby. I tą farbą pomalował pawianowi wystający spomiędzy prętów pysk. W zachodzącym słońcu czerwona plama lśniła jak ogień. Pawiany tego stada były właściwie płowe i szare. Bez pawich ozdób na pysku. A nawet te z ozdobami, nigdy nie były krwiście czerwone.
Farba schła całą noc. Tuż przed świtem tropiciel odesłał pozostałych do wioski, a sam zaczął ciąć i luzować pęta małpy. Gdy już praktycznie była swobodna, wdrapał się na dach z e sztucerem i maczetą. I wtedy otworzył drzwi.
Przez długą chwilę pawian się nie ruszał, węsząc następny podstęp. Nagle jednak wystrzelił jak strzała w kierunku najbliższych zarośli. A po chwili niosło się po całej okolicy charakterystyczne ujadanie, Stado rozpoznało swego wodza i radosne skupiło się na obrzeżach lasu. Widzieli go jak szybko się zbliżał. Lecz cóż to? Głos niewątpliwie ich herszta, a tu zbliża się jakiś potwór z czerwoną mordą. Długo nie wytrzymali. Pełni paniki wobec tego niewyjaśnionego zjawiska rozpierzchli się i długo, długo uciekali. Gdy zmęczeni ponownie zebrali się do kupy, ponownie usłyszeli znajome szczekanie. Oczywiście uradowali się, bo pamięć niestety mają słabą, lecz głos ich przywódcy mieli wyryty na zawsze. Po chwili zauważyli, że z krzaków wypadł czerwono-mordy stwór i ponownie rzucili się do panicznej ucieczki.
To trwa już podobno parę lat. Przystają zwabieni znajomym głosem, lecz gdy tylko znajdą się w kontakcie wzrokowym, uciekają gdzie pieprz rośnie.
Są tacy, ale kto by tam im wierzył, że ostatnio zwariowane stado pawianów uciekające przed dziwnym pawianem o czerwonym pysku, było widziane w Maroku. To niewątpliwie bujdy.
*****
Kolega po zapoznaniu się z tą historią, zaczął się zastanawiać, czy nie można by tego pomysłu wprowadzić w życie w stosunku do naszych pawianów - złodziei. Pewnie by można, tylko trzeba by niestety użyć innej farby. Bo pyski to już oni od dawna mają czerwone.
Kolega po zapoznaniu się z tą historią, zaczął się zastanawiać, czy nie można by tego pomysłu wprowadzić w życie w stosunku do naszych pawianów - złodziei. Pewnie by można, tylko trzeba by niestety użyć innej farby. Bo pyski to już oni od dawna mają czerwone.
autor: jazgdyni
Nie męczcie mnie rzecze Tusk
„Przypomnijmy tylko, że na konferencji prasowej premiera Tuska w sobotę 1 lutego, niespodziewanie padło pytanie o odcięte od świata od wielu dni kilkadziesiąt miejscowości w województwie lubelskim (później w telewizji Polsat poinformowano, że do niektórych z nich nie ma dostępu od 2 tygodni), na skutek dużych opadów śniegu, a w szczególności zwiewania śniegu z pól na drogi lokalne.
Szef rządu, zareagował nerwowo „ja nie znam sprawy, nie męczcie mnie” i już do końca konferencji nie odpowiedział na żadne pytanie poświęcone tej kwestii”.
Pytanie dla premiera pewnikiem jakiś wrażych dziennikarzy co się dzieje w części woj. lubelskiego, że ani centralne, ani samorządowe władze nie mogą sobie dać rady, z zimą, spowodowały irytację PDT. Jest rzeczą oczywistą, że śnieg w zimie w Polsce jest czymś nadzwyczajnym. Nawet taki heros jak PDT i jego dziesiątki urzędników nie może sobie z tą anomalią poradzić.
Rozumie PDT, czas palenia cygar i pełnego relaksu w Dolomitach się skończył. Na dodatek Orliki przysypane śniegiem, nie ma gdzie poharatać w gałę. Stąd depresja PDT.
Jeżeli do tego wspierają go ministry typu blondynka, od transportu „sorry taki mamy klimat ”, czy ministra od informacji „nie było informacji, zima zaskoczyła nas wszystkich”, to ja się pytam jakich wszystkich ?
Gdy w czasie opadów śniegu przed prywatną nieruchomością właściciel od odgarnie śniegu, to Straż Miejska bez zmiłuj się wlepia mandat.
Tu okaże się, że zima nas zaskoczyła a winny jest jakiś sołtys lub wójt. Państwo Tuska nie ma z tym nic wspólnego.
autor: Andy51
Nie męczcie mnie rzecze Tusk
„Przypomnijmy tylko, że na konferencji prasowej premiera Tuska w sobotę 1 lutego, niespodziewanie padło pytanie o odcięte od świata od wielu dni kilkadziesiąt miejscowości w województwie lubelskim (później w telewizji Polsat poinformowano, że do niektórych z nich nie ma dostępu od 2 tygodni), na skutek dużych opadów śniegu, a w szczególności zwiewania śniegu z pól na drogi lokalne.
Szef rządu, zareagował nerwowo „ja nie znam sprawy, nie męczcie mnie” i już do końca konferencji nie odpowiedział na żadne pytanie poświęcone tej kwestii”.
Pytanie dla premiera pewnikiem jakiś wrażych dziennikarzy co się dzieje w części woj. lubelskiego, że ani centralne, ani samorządowe władze nie mogą sobie dać rady, z zimą, spowodowały irytację PDT. Jest rzeczą oczywistą, że śnieg w zimie w Polsce jest czymś nadzwyczajnym. Nawet taki heros jak PDT i jego dziesiątki urzędników nie może sobie z tą anomalią poradzić.
Rozumie PDT, czas palenia cygar i pełnego relaksu w Dolomitach się skończył. Na dodatek Orliki przysypane śniegiem, nie ma gdzie poharatać w gałę. Stąd depresja PDT.
Jeżeli do tego wspierają go ministry typu blondynka, od transportu „sorry taki mamy klimat ”, czy ministra od informacji „nie było informacji, zima zaskoczyła nas wszystkich”, to ja się pytam jakich wszystkich ?
Gdy w czasie opadów śniegu przed prywatną nieruchomością właściciel od odgarnie śniegu, to Straż Miejska bez zmiłuj się wlepia mu mandat.
Tu okaże się, że zima nas zaskoczyła a winny jest jakiś sołtys lub wójt. Państwo Tuska nie ma z tym nic wspólnego.
http://fakty.interia.pl/polska/news-kidawa-blonska-nie-bylo-informacji-z...
http://wpolityce.pl/artykuly/73432-jaki-rzad-taka-rzecznik-pierwszy-medi...
Szef rządu, zareagował nerwowo „ja nie znam sprawy, nie męczcie mnie” i już do końca konferencji nie odpowiedział na żadne pytanie poświęcone tej kwestii”.
Pytanie dla premiera pewnikiem jakiś wrażych dziennikarzy co się dzieje w części woj. lubelskiego, że ani centralne, ani samorządowe władze nie mogą sobie dać rady, z zimą, spowodowały irytację PDT. Jest rzeczą oczywistą, że śnieg w zimie w Polsce jest czymś nadzwyczajnym. Nawet taki heros jak PDT i jego dziesiątki urzędników nie może sobie z tą anomalią poradzić.
Rozumie PDT, czas palenia cygar i pełnego relaksu w Dolomitach się skończył. Na dodatek Orliki przysypane śniegiem, nie ma gdzie poharatać w gałę. Stąd depresja PDT.
Jeżeli do tego wspierają go ministry typu blondynka, od transportu „sorry taki mamy klimat ”, czy ministra od informacji „nie było informacji, zima zaskoczyła nas wszystkich”, to ja się pytam jakich wszystkich ?
Gdy w czasie opadów śniegu przed prywatną nieruchomością właściciel od odgarnie śniegu, to Straż Miejska bez zmiłuj się wlepia mu mandat.
Tu okaże się, że zima nas zaskoczyła a winny jest jakiś sołtys lub wójt. Państwo Tuska nie ma z tym nic wspólnego.
http://fakty.interia.pl/polska/news-kidawa-blonska-nie-bylo-informacji-z...
http://wpolityce.pl/artykuly/73432-jaki-rzad-taka-rzecznik-pierwszy-medi...
autor: Andy51
Myśleć przed
Remontują- znaczy będą burzyć.
Było to chyba 15 lat temu. Miasto przeprowadziło remont szkoły imienia Wojska Polskiego przy ulicy Emilii Plater, do której uczęszczały kolejno wszystkie moje dzieci. Między innymi unowocześniono kuchnię co kosztowało bodajże 6 milionów. Właśnie wtedy władze miasta podjęły decyzję o wyburzeniu szkoły, żeby w jej miejscu mógł powstać parking dla hotelu Marriott. Rodzice i dzieci zorganizowali protest. Zaproszona przez organizatorów wypowiedziałam się tylko raz - podczas spotkania z władzami miasta. Moje wystąpienie urzędnik skwitował pogardliwie: „marnuje się świetna lokalizacja, musicie się wreszcie nauczyć myśleć ekonomicznie”. Od czasów PRL mam idiosynkrazję - wyjątkowo nie lubię zwracania się do mnie per wy. Odpowiedziałam, że mam dla władz propozycję wykorzystania tej świetnej lokalizacji bez likwidacji szkoły. Przed południem lekcje a wieczorem burdel prowadzony przez ratusz. Na pewno miastu się to opłaci. Sala zareagowała śmiechem i aplauzem. Podobno urzędnik, który nie zapanował nad konfliktem dostał zakaz kontaktu z mediami i obywatelami. Szkoły nie zburzono. Była to wyłącznie zasługa organizatorów protestu. Mnie osobiście najbardziej w tej sprawie rozjuszyło sfinansowanie przez miasto remontu szkoły przed jej planowanym wyburzeniem.
Przez całe lata łudziłam się, że szkoły przy Emilii Plater zostały uratowane. Druga ze szkół to liceum imienia Hoffmanowej o ogromnych tradycjach. Kilka lat temu przeprowadzono remont boisk należących do liceum. Znając logikę władz miasta zaczęłam się niepokoić. Remontują- znaczy będą burzyć.
Okazuje się, że miałam rację . Hoffmanowa ma być przeniesiona na miejsce technikum samochodowego przy ulicy Hożej, technikum samochodowe - na miejsce technikum kolejowego na Szczęśliwicką 56, a technikum kolejowe?
Po co nam technikum kolejowe gdy za chwile nie będzie polskich kolei?
Zostanie tylko Pendolino, które radzę postawić w muzeum kolejnictwa obok starych wąskotorówek. Można próbować zarabiać na biletach wstępu, albo zrobić w Pendolino luksusową knajpę, jak kiedyś w samolocie przy szosie do Gdańska. Można wynajmować je na spotkania integracyjne bogatych korporacji. Przecież toto nigdy nie będzie jeździło po polskich torach.
Widzicie państwo jakie rewelacyjne mam pomysły. Kiedy wprowadzano gimnazja , w szkole przy ulicy Emilii Plater miała funkcjonować przez jakiś czas podstawówka obok gimnazjum. Ponieważ z założenia dzieci z gimnazjum miały się nie spotykać z dziećmi ze szkoły podstawowej, natomiast w obu szkołach mieli uczyć ci sami nauczyciele, podczas spotkania dyrekcji z rodzicami zaproponowałam , aby w pokoju nauczycielskim zbudować chatière – specjalną klapkę na zawiasach pozwalającą nauczycielom- jak kotom- zmieniać budynek bez wychodzenia na dwór. Nauczyciele zaśmiewając się oświadczyli, że są gotowi przełazićnawet na czworakach, aby tylko nie musieli wielokrotnie się ubierać w ciągu dnia.Ostatecznie dzieci ze szkoły podstawowej przeniesiono naulicę Wilczą, a przy Emilii Plater zostało tylko gimnazjum.
Gimnazja zostały wprowadzone przede wszystkim dlatego, żeby dorastająca młodzież z dwóch ostatnich klas szkoły podstawowej nie spotykała się z dziećmi młodszymi i ich nie demoralizowała. Takie były teorie autorów poronionych reform AWS. Oprócz tego wprowadzenie gimnazjum miało zagwarantować młodzieży z małych ośrodków lepszy dostęp do edukacji. Jak się to skończyło wszyscy wiemy. Gimnazja stały się siedliskiem zarazy, jaką jest przemoc uczniowska i narkotyki,marnują młodzieży trzy najlepsze lata na kiepską edukację, stały się jedną z przyczyn regresu w oświacie. Ich rola w dostępności oświaty na wsi też jest wątpliwa. W wielu zapadłych wsiach wprowadzenie gimnazjów oznaczało, że dzieci kończą edukację na szóstej klasie i idą „do pola”.
Trudno sobie wyobrazić na przykład, że rodzice grzecznych wiejskich dzieci z Ochotnicy zgodzą się żeby ich pociechy jechały w zimie gimbusem po niebezpiecznej oblodzonej szosie do gimnazjum w Nowym Targu, gdzie spotkają się z wszelkimi patologiami szkół miejskich. Dopóki w Ochotnicy nie powstało własne gimnazjum, większość dzieci zatrzymywano w domu.
Czy to takie trudne planować na trzy kroki naprzód? Okazuje się, że bardzo trudne. Postulowana przez opozycję likwidacja gimnazjów byłaby równie kosztowna jak ich wprowadzanie. Dlatego nikt się do tego nie kwapi.
Trzeba było myśleć przed.
Przeciwko obecnym projektom miasta protestują zarówno uczniowie technikum samochodowego o ogromnych tradycjach, jak i uczniowie gimnazjum i liceum Hoffmanowej. Obawiam się jednak, że jest za późno. W najbliższy piątek na szkolne działki mają wejść spychacze. Oczywiście miasto w tym punkcie łatwo działki sprzeda. Podobno planowane jest wystawienie w tym miejscu dwóch wysokościowców.
Można wyliczyć koszty remontu boiska, koszty przenosin, koszty remontu budynku przy ulicy Hożej.
Koszty i skutki społeczne tych decyzji miasta są trudne do oszacowania.
autor: Iza
wtorek, 4 lutego 2014
TW, byli działacze PZPR, celebryci chcą do parlamentu w UE
Jedni już ogłosili swoje listy (SLD) inni się do niej przymierzają. Na podstawie ogłoszonych nominacji i przymiarek do jedynek , można dojść do wniosku, że to istny miód z cebulką.
Na listy PO szykowany jest TW „Znak” i TW „Karol” ( który już zaznał wspaniałości Brukseli pełniąc przez dwa lata stanowisko takiego „Gucwy”)wspierać ich dzielnie będzie była działaczka PZPR Danuta Hubnera a także była min edukacji, ta która doprowadziła do zapaści edukację szkolną pani Szumilas.
SLD wystawiła kadry gwardyjskie, pana Pastusiaka(79), Gierka(76) wspartych nieco młodszymi gwardzistami Senyszyn, Iwińskim, Liberadzkim ( same profesory) wspartych młodą zdolną byłą tancerką z klubu Go - Go obecnie celebrytką Weroniką Marczuk.
Istną menażerię wystawia Twój Chuch, kogóż my tam nie mamy, jest Ślązak mieszkający w zatoce „Czerwonych Świń” Kazimierz Kutz/Kuc (85), który o ile się dostanie, ma szansę stać się najstarszym europarlamentarzystą. Dotychczas palmę pierwszeństwa dzierżył Le Pen mając 81 lat gdy dostał się do europarlamentu. Jest i Ewa Wójciak ta co nazywała papieża ch…..m i genderysta prof. Hartman. Już te nazwiska świadczą o jakości kadr Palikota.
Solidarna Polska wystawi wszystko co ma do wystawienia z Ziobrą, Kurskim, Cymańskim na czele, którzy wiedzą jak mile żyje się w Brukseli zajadając mule popijając dobrym winem.
Podobna sytuacja jest z Polską Razem Jarosława Gowina, parafrazując piosenkę, „ wszystko co mamy parlamentowi europejskiemu oddamy”.
Pragnę podpowiedzieć , że w ramach pomocy osobom w zaawansowanym wieku pozostają do wykorzystania osoby „prof.” Bartoszewskiego i pupila PRL-u kawalera orderu „ Budowniczego Polski Ludowej Andrzeja Wajdy.
Jeżeli dodam, że na listach znajdują się byli sportowcy, którzy nie mają nic wspólnego z polityką wspartymi celebrytami, to określenie list polskich partii mianem cyrku, nie wymaga uzasadnienia.
autor: Andy51
TW, byli działacze PZPR, celebryci chcą do parlamentu UE
Jedni już ogłosili swoje listy (SLD) inni się do nich przymierzają. Na podstawie ogłoszonych nominacji i przymiarek do jedynek , można dojść do wniosku, że to istny miód z cebulką.
Na listy PO szykowany jest TW „Znak” i TW „Karol” ( który już posmakował wspaniałego życia w Brukseli, pełniąc w nim funkcję takiego "Gucwy") wspierać ich dzielnie będzie była działaczka PZPR Danuta Hubnera a także była min edukacji, ta która doprowadziła do zapaści edukację szkolną, pani Szumilas.
SLD wystawiła kadry gwardyjskie, pana Pastusiaka(79), Gierka(76) wspartych nieco młodszymi gwardzistami Senyszyn, Iwińskim, Liberadzkim ( same profesory) wspartych młodą zdolną byłą tancerką z klubu Go - Go obecnie celebrytką Weroniką Marczuk.
Istną menażerię wystawia Twój Chuch, kogóż my tam nie mamy, jest Ślązak mieszkający w zatoce „Czerwonych Świń” Kazimierz Kutz/Kuc (85), który o ile się dostanie, ma szansę stać się najstarszym europarlamentarzystą. Dotychczas palmę pierwszeństwa dzierżył Le Pen mając 81 lat gdy dostał się do europarlamentu. Jest i Ewa Wójciak ta co nazywała papieża ch…..m i genderysta prof. Hartman. Już te nazwiska świadczą o jakości kadr Palikota.
Solidarna Polska wystawi wszystko co ma do wystawienia z Ziobrą, Kurskim, Cymańskim na czele, którzy wiedzą jak mile żyje się w Brukseli zajadając mule popijając dobrym winem.
Podobna sytuacja jest z Polską Razem Jarosława Gowina, parafrazując piosenkę, „ wszystko co mamy parlamentowi europejskiemu oddamy”.
Pragnę podpowiedzieć , że w ramach pomocy osobom w zaawansowanym wieku pozostają do wykorzystania osoby „prof.” Bartoszewskiego i pupila PRL-u kawalera orderu „ Budowniczego Polski Ludowej Andrzeja Wajdy.
Jeżeli dodam, że na listach znajdują się byli sportowcy, którzy nie mają nic wspólnego z polityką wspartymi celebrytami, to określenie list polskich partii mianem cyrku, nie wymaga uzasadnienia.
Na listy PO szykowany jest TW „Znak” i TW „Karol” ( który już posmakował wspaniałego życia w Brukseli, pełniąc w nim funkcję takiego "Gucwy") wspierać ich dzielnie będzie była działaczka PZPR Danuta Hubnera a także była min edukacji, ta która doprowadziła do zapaści edukację szkolną, pani Szumilas.
SLD wystawiła kadry gwardyjskie, pana Pastusiaka(79), Gierka(76) wspartych nieco młodszymi gwardzistami Senyszyn, Iwińskim, Liberadzkim ( same profesory) wspartych młodą zdolną byłą tancerką z klubu Go - Go obecnie celebrytką Weroniką Marczuk.
Istną menażerię wystawia Twój Chuch, kogóż my tam nie mamy, jest Ślązak mieszkający w zatoce „Czerwonych Świń” Kazimierz Kutz/Kuc (85), który o ile się dostanie, ma szansę stać się najstarszym europarlamentarzystą. Dotychczas palmę pierwszeństwa dzierżył Le Pen mając 81 lat gdy dostał się do europarlamentu. Jest i Ewa Wójciak ta co nazywała papieża ch…..m i genderysta prof. Hartman. Już te nazwiska świadczą o jakości kadr Palikota.
Solidarna Polska wystawi wszystko co ma do wystawienia z Ziobrą, Kurskim, Cymańskim na czele, którzy wiedzą jak mile żyje się w Brukseli zajadając mule popijając dobrym winem.
Podobna sytuacja jest z Polską Razem Jarosława Gowina, parafrazując piosenkę, „ wszystko co mamy parlamentowi europejskiemu oddamy”.
Pragnę podpowiedzieć , że w ramach pomocy osobom w zaawansowanym wieku pozostają do wykorzystania osoby „prof.” Bartoszewskiego i pupila PRL-u kawalera orderu „ Budowniczego Polski Ludowej Andrzeja Wajdy.
Jeżeli dodam, że na listach znajdują się byli sportowcy, którzy nie mają nic wspólnego z polityką wspartymi celebrytami, to określenie list polskich partii mianem cyrku, nie wymaga uzasadnienia.
autor: Andy51
Grabieże i rozboje
W 2007 Donald Tusk powiedział: Przysięgam Polakom, że każdy, kto w moim rządzie zaproponuje podwyżkę podatków zostanie przeze mnie osobiście wyrzucony.
Tusk, jak ma to w swoim notorycznym zwyczaju, kłamał parę miesięcy temu, na spotkaniu w Krynicy, gdy oświadczył – kryzys się skończył!
Mimo, że znamy tego kłamczucha nie od dzisiaj, to zawsze swoim jakimś oświadczeniem potrafi nas zadziwić. Pamiętamy okrzyk, również w Krynicy – euro w Polsce w 2011 roku!
Lecz nie zapominajmy, że Donald Tusk jest równocześnie hersztem rozbójników, jak w baśni o Ali Babie i jego jedynym celem jest grabież i rozbój. I praktycznie niczego innego nie potrafi.
Ostatnie dni przyniosły nam niesłychane nasilenie grabieży tej bandy rozbójników.
Ale po kolei. I już bez przypominania sobie Baśni z 1001 nocy.
Jeżeli kryzys gdziekolwiek się skończył, to na pewno nie w Polsce. I jest to bardzo zła wiadomość dla nas wszystkich. Gdyż jedyną metodę, jaką zna Tusk z ferajną na walkę z kryzysem, to grabież państwa i grabież narodu.
Wczoraj właśnie zakończyło się ograbianie emerytów i przyszłych emerytów. Komputerowymi operacjami przerzucono miliardy zgromadzone w OFE, które były bezsporną, prywatną własnością obywateli, do ZUSu, czarnej dziury polskiej gospodarki. Obywatele, mieszkańcy Polski stracili pieniądze, ale banda będąca u władzy wzbogaciła się i mogła odetchnąć, bo dziurę budżetową, takim prostym rabunkiem zmniejszyła o 8%.
Wygląda na to, że stare hasło – państwo to naród, nie obowiązuje w naszym kraju. Państwo, to coraz bardziej tych 40 rozbójników, z którymi walczył skromny Ali Baba. A naród? Cóż, to obiekt, który można nieustannie skubać.
Gdyby to była tylko jedna grabież w ciągu ostatnich dni...
Niestety, jest gorzej, niż nam się wydaje i zdesperowani zbójcy dokonują szeregu dodatkowych rabunków.
Zdecydowali na przykład zagrabić las, w którym się dotychczas skrywali. To był, jak dotychczas rekord szybkości dokonywania kradzieży.
W przeciągu 30 godzin odbyło się pierwsze, drugie i trzecie czytanie ustawy o Lasach Państwowych, Senat już ją dawniej przyklepał i tak oto polskie lasy, około 30% terytorium naszego kraju, praktycznie nasz skarb narodowy, został zaatakowany przez ferajnę Tuska. Rozbestwiona do granic banda poważyła się dokonać czegoś, na co nie mieli odwagi podnieść ręki nawet poprzedni komunistyczni bandyci.
Chyba nie trzeba nikomu tłumaczyć, że to dopiero pierwszy krok. Teraz ferajna zacznie polskie lasy prywatyzować. Tu leżą grube miliardy.
Wzbogaci się też wytwórca płotów, bo po sprywatyzowaniu lasów i podzieleniu ich na kawałki, trzeba będzie te wszystkie tysiące hektarów ogrodzić. Prawdopodobnie będzie to ten sam gość, który w szczerym polu, wzdłuż dróg szybkiego ruchu stawiał ekrany, na co zamówienie złożyła hojna władza.
To nie koniec łupieskich pomysłów rządzącej kliki. Myślą oni twórczo bez ustanku. Herszt ustalił im zadanie – co tydzień nowy podatek.
Ten najnowszy, bardzo oryginalny, to podatek od garaży. Jakby człowiek już raz nie zapłacił, gdy go budował. Nie, teraz będzie płacił, jakieś absurdalne pieniądze, za to, że jest szczęśliwym właścicielem tego luksusu, jakim jest garaż. A co będzie z tymi biednymi, którzy w garażach nie trzymają samochodów, tylko tam po prostu mieszkają? Osobiście znam paru takich.
"Co by tu jeszcze, Panowie, co by tu jeszcze..."
Ten refren piosenki Młynarskiego, choć on wyrażał się jeszcze bardziej dosadnie (co by tu jeszcze spieprzyć Panowie) bez przerwy pobrzmiewa w czaszkach urzędników obsługujących ferajnę Tuska. Herszt przecież rzucił hasło, a to rozkaz – grabić, grabić, grabić!
Pracuje się więc nad podatkiem od czynności cywilnoprawnych. Opodatkuje się umowy śmieciowe. Pomajstruje się znowu przy VAT.
Dosłownie, nie będzie tygodnia, żeby nie zaprezentowano nam nowego podatku.
To nic, że Polak już ledwo zipie. Obciążenia podatkowe są gdzieś w granicach 80 procentów. Koszty pracy są tak wysokie, że nikomu nie opłaca się tworzyć nowych miejsc pracy. Bezrobocie rośnie dramatycznie.
Ale co to obchodzi rozbójników? Kompletnie nic ich nie wzrusza. Oni sobie nawet nie mogą wyobrazić innego punktu widzenia.
Całe życie spędzone na rabunku przecież. Zbóje nigdy w swoim życiu nie zarobili uczciwie pieniędzy. Nie potrafią.
Tusk, jak ma to w swoim notorycznym zwyczaju, kłamał parę miesięcy temu, na spotkaniu w Krynicy, gdy oświadczył – kryzys się skończył!
Mimo, że znamy tego kłamczucha nie od dzisiaj, to zawsze swoim jakimś oświadczeniem potrafi nas zadziwić. Pamiętamy okrzyk, również w Krynicy – euro w Polsce w 2011 roku!
Lecz nie zapominajmy, że Donald Tusk jest równocześnie hersztem rozbójników, jak w baśni o Ali Babie i jego jedynym celem jest grabież i rozbój. I praktycznie niczego innego nie potrafi.
Ostatnie dni przyniosły nam niesłychane nasilenie grabieży tej bandy rozbójników.
Ale po kolei. I już bez przypominania sobie Baśni z 1001 nocy.
Jeżeli kryzys gdziekolwiek się skończył, to na pewno nie w Polsce. I jest to bardzo zła wiadomość dla nas wszystkich. Gdyż jedyną metodę, jaką zna Tusk z ferajną na walkę z kryzysem, to grabież państwa i grabież narodu.
Wczoraj właśnie zakończyło się ograbianie emerytów i przyszłych emerytów. Komputerowymi operacjami przerzucono miliardy zgromadzone w OFE, które były bezsporną, prywatną własnością obywateli, do ZUSu, czarnej dziury polskiej gospodarki. Obywatele, mieszkańcy Polski stracili pieniądze, ale banda będąca u władzy wzbogaciła się i mogła odetchnąć, bo dziurę budżetową, takim prostym rabunkiem zmniejszyła o 8%.
Wygląda na to, że stare hasło – państwo to naród, nie obowiązuje w naszym kraju. Państwo, to coraz bardziej tych 40 rozbójników, z którymi walczył skromny Ali Baba. A naród? Cóż, to obiekt, który można nieustannie skubać.
Gdyby to była tylko jedna grabież w ciągu ostatnich dni...
Niestety, jest gorzej, niż nam się wydaje i zdesperowani zbójcy dokonują szeregu dodatkowych rabunków.
Zdecydowali na przykład zagrabić las, w którym się dotychczas skrywali. To był, jak dotychczas rekord szybkości dokonywania kradzieży.
W przeciągu 30 godzin odbyło się pierwsze, drugie i trzecie czytanie ustawy o Lasach Państwowych, Senat już ją dawniej przyklepał i tak oto polskie lasy, około 30% terytorium naszego kraju, praktycznie nasz skarb narodowy, został zaatakowany przez ferajnę Tuska. Rozbestwiona do granic banda poważyła się dokonać czegoś, na co nie mieli odwagi podnieść ręki nawet poprzedni komunistyczni bandyci.
Chyba nie trzeba nikomu tłumaczyć, że to dopiero pierwszy krok. Teraz ferajna zacznie polskie lasy prywatyzować. Tu leżą grube miliardy.
Wzbogaci się też wytwórca płotów, bo po sprywatyzowaniu lasów i podzieleniu ich na kawałki, trzeba będzie te wszystkie tysiące hektarów ogrodzić. Prawdopodobnie będzie to ten sam gość, który w szczerym polu, wzdłuż dróg szybkiego ruchu stawiał ekrany, na co zamówienie złożyła hojna władza.
To nie koniec łupieskich pomysłów rządzącej kliki. Myślą oni twórczo bez ustanku. Herszt ustalił im zadanie – co tydzień nowy podatek.
Ten najnowszy, bardzo oryginalny, to podatek od garaży. Jakby człowiek już raz nie zapłacił, gdy go budował. Nie, teraz będzie płacił, jakieś absurdalne pieniądze, za to, że jest szczęśliwym właścicielem tego luksusu, jakim jest garaż. A co będzie z tymi biednymi, którzy w garażach nie trzymają samochodów, tylko tam po prostu mieszkają? Osobiście znam paru takich.
"Co by tu jeszcze, Panowie, co by tu jeszcze..."
Ten refren piosenki Młynarskiego, choć on wyrażał się jeszcze bardziej dosadnie (co by tu jeszcze spieprzyć Panowie) bez przerwy pobrzmiewa w czaszkach urzędników obsługujących ferajnę Tuska. Herszt przecież rzucił hasło, a to rozkaz – grabić, grabić, grabić!
Pracuje się więc nad podatkiem od czynności cywilnoprawnych. Opodatkuje się umowy śmieciowe. Pomajstruje się znowu przy VAT.
Dosłownie, nie będzie tygodnia, żeby nie zaprezentowano nam nowego podatku.
To nic, że Polak już ledwo zipie. Obciążenia podatkowe są gdzieś w granicach 80 procentów. Koszty pracy są tak wysokie, że nikomu nie opłaca się tworzyć nowych miejsc pracy. Bezrobocie rośnie dramatycznie.
Ale co to obchodzi rozbójników? Kompletnie nic ich nie wzrusza. Oni sobie nawet nie mogą wyobrazić innego punktu widzenia.
Całe życie spędzone na rabunku przecież. Zbóje nigdy w swoim życiu nie zarobili uczciwie pieniędzy. Nie potrafią.
autro: jazgdyni
Subskrybuj:
Posty (Atom)