piątek, 20 grudnia 2013

Kondycja


Często jest tak, że zaganiani w codziennych kłopotach nie zauważamy zjawisk oczywistych. A jest proszę państwa, naprawdę kiepsko z kondycją narodu.

Media głównego nurtu, wraz z dyżurnymi tzw. ekspertami, powolutku zaczynają sączyć dobrą nowinę. Nie jest to niestety nasza katolicka dobra nowina. To starannie wypracowana wiadomość, wypracowana w oparciu o wyższą matematykę, najprawdopodobniej o algebre abstrakcyjną, że powoli, powoli jest już dobrze i będzie coraz lepiej. Cieszmy się i radujmy. Nie daliśmy się kryzysowi, a teraz nastał już jego koniec. Czy to nie wspaniałe?

Niestety, durny naród tego nie wie i zachowuje się nieodpowiednio. To, co teraz napiszę, to spostrzeżenia z ulicy i ze sklepów, a nie z telewizji i gazet. To jest prawdziwe życie proszę państwa. Wystarczy się tylko rozglądać wokół siebie.

Uśmiechnięta spikerka wiodącej stacji podała, że na Święta dzielny naród wyda w tym roku więcej niż w poprzednim. To kwota około tysiąca złotych na rodzinę, a wydamy więcej o 70 zł. Jest duch w narodzie, wydamy więcej! Tylko jedno głupie pytanie – czy kupimy więcej? Niestety nie, kupimy raczej mniej.
Podobno inflacja stoi w miejscu, co oznacza, że nic nie drożeje. Czyżby? Macie państwo takie odczucie, że ceny przez rok stały w miejscu? Może jak za Gomułki traktorów i lokomotyw. Bo artykuły codziennego użytku widocznie podrożały. Manipulacja statystykami może udowodnić wszystko. Jeszcze dziesięć lat temu, kiedy byli prawdziwi, pracowici dziennikarze, niektóre czasopisma obliczały i podawały tzw. koszyk zakupów i można na prawdę było się zorientować, jak ceny wyglądają w sklepach. Wygląda teraz, że nikt nad tym nie panuje. Ale jak państwo robią zakupy, to osobiście przekonujecie się jak jest.

Mam w rodzinie aptekę. Zwykłą, malutką, nie żadną sieciową, międzynarodowego molocha. Stoi sobie ona w dobrum punkcie typowo robotniczej dzielnicy Gdyni. Liczba pacjentów nieuchronnie spada. Więc wraz z tym i obroty apteki i zysk. Widać wyraźnie, że ludzie, klienci, nie mają pieniędzy. Typowym obrazkiem jest każdorazowe pytanie się o cenę. Często, po otrzymaniu informacji pacjent rezygnuje z zakupu, a przez to z leczenia. Normalne opakowania otwiera się i lekarstwa sprzedaje się na listki. Mimo, że lekarz przypisał kurację dwu tygodniową, pacjent kupuje tylko na jeden tydzień.
Minister zdrowia Arłukowicz miał właśnie w tym tygodniu wielce optymistyczną konferencję prasową dotyczącą leków. Łgał jak z nut. Nie powiedział, że po reformie zarobiło tylko państwo, a pacjent, zwykły obywatel, stracił. Leki teraz dla ludzi są droższe i wielu po prostu na nie nie stać.
To jest bardzo smutne, gdy zmusza się naród do oszczędzania na zdrowiu. Jeżeli ktoś nie widzi, że z roku na rok jest coraz gorzej, to jest chyba ślepy.
Ja to widzę i mam na to prawdziwe dowody, a nie propagandowe brednie Arłukowicza.

W okresie, gdy jestem w Polsce, dokonuję zakupów w dużych hipermarketach typu Tesco lub  Auchan. W ostatnich miesiącach nigdy mi tak dobrze nie robiło się zakupów. Miejsca na parkingach pod dostatkiem. I to tuż przy samym wejściu. Koszyków i wózków całe rzędy. A w sklepie chodzi się swobodnie. Panuje cisza, słychać echo kroków. Od czasu do czasu mignie jakiś inny klient. Pusto. Nie ma tłumu ludzi. Gdzie oni są? Gdzie robią zakupy? Przecież zawsze tu byli i do kasy trzeba było swoje odstać. Oczywiście, muszę się zastrzec, nie robię zakupów w soboty i niedziele. Wówczas sytuacja może być inna. Ale, gdyby któraś z wielkich sieci sprzedaży zechciała udostępnić dane o codziennych obrotach, to zapewniam, okazało by się, że te obroty w zwykłe dni tygodnia drastycznie spadły.

Stacje telewizyjne zalane są reklamami bankowych i nie tylko, pożyczek chwilowych. Chodźcie ludzie i bierzcie! Damy wam bez żadnych dokumentów, choćby na dowód osobisty. Weźmiecie pożyczkę teraz, a będziecie spłacać za trzy miesiące.
Co jest, do cholery? Ano to jest, że raz – powstał rynek na pożyczanie na chwilę drobnych kwot, bo ludziom brakuje pieniędzy, a po dwa – banki cienko przędą i starają się pozyskać klienta, omotać go i chwycić w swoje szpony.

Takie pobieżne obserwacje świadczą tylko o jednym – jest coraz większa bieda. Może warszawka i okołorządowe lemingi mają się dobrze, ale zwykły prowincjonalny naród popada w coraz większą nędzę. To się dzieje powoli, ale nieuchronnie. Już ponad 2 miliony kredytobiorców nie jest w stanie spłacać zaciągniętych pożyczek.
Wokół są ogniska skrajnej nędzy. Mieszkam właściwie już poza miastem. Wnuczka, malutka, z pierwszej klasy, powiedziała mi w tajemnicy, że jest w klasie chłopczyk, który teraz, zimą przychodzi do szkoły w bluzie, w trampkach i bez czapki. Rodziny nie stać na zakup kurtki. Są wokół, mieszkający w sypiących się chatach ludzie, którzy cierpią skrajną nędzę. Proszę mi wybaczyć tą herezję, ale za komuny tak nie było!
Sporo ludzi walczy o przeżycie.

Wniosek jest jeden – kondycja szeroko pojętego narodu jest marna. Lokuje nas, dumnych Polaków w okolicy Bułgarii i Rumunii. Jak z autopsji podaje Iza Brodacka – Felzman, tak źle nie jest nawet na Białorusi.
Niech nas nie zwiodą, Jaguar Kalisza, czy filuterny senator Piesiewicz, przebierający się w damskie ciuchy i przyjmujący lekarstwa nosem. Zwykli ludzie lekarstw wykupić nie mogą. Bo ich na to nie stać. A jeżdżą przepełnioną i też nie tanią komunikacją publiczną a nie luksusowym autem.

Problem biedy, nędzy i ogólnego poziomu życia zabagniono okrutnie. Praktycznie go nie ruszano przez ostatnie dwadzieścia lat. Dobro i dobrostan obywateli, to temat, którego nie dotknęła żadna władza. Mają to głęboko w d. . Nie podoba się? To spieprzaj do Irlandii! My, na zielonej wyspie nie potrzebujemy dziadów i bidaków.

autor: jazgdyni


wtorek, 17 grudnia 2013

Zbrodnia 17.12.70 w Gdyni – suplement*


W środę 16 grudnia  w Stoczni. im Komuny Paryskiej na wszystkich wydziałach był strajk , robotnicy komentowali wydarzenia w Gdańsku. Na wydziałach był spokój , ale czuć było olbrzymie napięcie. Rozmowy były przeprowadzane w małych grupach. W zasadzie nie było jakiegoś centralnego kierownictwa strajku , wszystko to co się stało,  stało się samorzutnie. Zbliżała się 14:30 , robotnicy nie wiedzieli co robić , czy  zostać w  pracy i rozpocząć strajk okupacyjny , czy  pójść do domu , przygotować się do strajku i strajk rozpocząć od 17.12.

Zwyciężyła koncepcja pójścia  do  domu. Tegoż dnia w lokalnych mediach tow. Kociołek , mówił coś o siłach antysocjalistycznych , wichrzycielach , elementach chuligańskich , poszedł dalej, mówił o nieokreślonych siłach chcących oderwać Gdańsk od Polski , a przede wszystkim namawiał robotników do pójścia do pracy.

Praca w stoczni rozpoczynała się o godz. 6:30 , stąd kolejki przywożące pracowników do pracy w stoczni ze strony Wejherowa i Gdyni przepełnione były  do granic możliwości, zwłaszcza kolejki o godz. 6:03 i 6:10 z postojem na Gdyni Stocznia z tych kierunków . Oprócz pracowników stoczni , na przystanku Gdynia –Stocznia wysiadali pracownicy Portu Gdynia, komunikacją miejską na Obłuże dojeżdżali pracownicy  Stoczni Marynarki Wojennej i innych zakładów położonych w tamtym rejonie. Niestety 17 grudnia dojazd do pracy był niemożliwy. W poprzek ul. Czechosłowackiej, Polskiej i Marchlewskiego stało wojsko oraz pojazdy opancerzone w tym czołgi. Niedopuszczano nikogo do pracy . Tłum gęstniał, ze  strony wojska przez tzw. szczekaczki padały nawoływania do rozejścia się do domów,  tłum  napierał w kierunku wojska , w pewnej chwili rozległ się potężny huk. Był to wystrzał z czołgu , chwilę po tym rozległy się pierwsze strzały , padli pierwsi ranni. Rannych wkładano do prywatnych samochodów, które zawoziły ich do Szpitala Miejskiego. W okolicach mostu padli pierwsi zabici. Tłum się rozproszył , chowając się płotem z betonowych płyt , część ludzi uciekała w kierunku ul. Czerwonych Kosynierów.  Tam ( tzn. w okolicy  przystanku Gdynia Stocznia) został zabity młody człowiek  ( nazwany w piosence Jankiem Wiśniewskim , prawdziwe nazwisko Zbyszek Godlewski). W początkowej fazie  niosło Go na ramionach kilkoro  ludzi na czele pochodu ul. Czerwonych Kosynierów. Pochód zmierzał w kierunku przystanku Gdynia Główna , który następnie przeszedł przez dworzec. Tam położono zabitego chłopaka na drzwiach, następnie  Jego ciało przykryto  biało czerwoną flagą. Pochód szedł ul 10-lutego , następnie  skręcił w ul. Świętojańską. W pochodzie było kilka tys. ludzi. Nad pochodem cały czas latał śmigłowiec. Tłum śpiewał hymn Polski , Międzynarodówkę , skandując hasła „precz z czerwoną burżuazją”, chleba pracy , mordercy i gestapo, na wojsko i policję.  Pochód kierował się w kierunku Prezydium Miejskiej Rady Narodowej przy ul. Czołgistów . W bocznych ulicach, Bema, 22 lipca , Kilińskiego stała  milicja , natomiast główne siły milicji  były w okolicach P.M.R.N. w Gdyni.  Czoło pochodu nie dotarło do Prezydium gdyż na wysokości dawnego baru Quick w poprzek  ul. Świętojańskiej stała milicja , która z wściekłością zaatakowała pochód . Tam również padły strzały a sam pochód został obrzucony gazami łzawiącymi. Ludzie niosący na drzwiach  zamordowanego położyli drzwi z Jego ciałem na ulicy , sami uciekając przez podwórka na ul.Władysława IV i Bema. Była to gdzieś godz. 10:00 – 11:00. Od tego momentu w Gdyni nie było jednego pochodu a tłum podzielił się na kilka dużych grup , które były gonione przez milicję , głównie w okolicy Władysława IV gdzie strzelająca milicja wyparła ludzi w stronę  dawnego hotelu Bałtyk i Transoceanu, były to tereny zalesione. Tam milicja strzelała do ludzi jak do kaczek, drugim miejscem potyczek było Wzgórze Nowotki. Około 15:00  główne działania milicji ustały.
Dzień 18 grudnia był dniem wolnym od pracy , pracownicy de facto mieli wolne  do pierwszych dni stycznia. Do pracy ściągany był tylko tzw. aktyw.


Bilans
W Gdyni gdzie nie została zbita żadna szyba wystawowa , nie został  spalony żaden samochód , nie był ranny żaden milicjant czy żołnierz , zamordowano 17 osób, raniono około 1000  ( Chwała Ci generale Jaruzelski ówczesny szefie MON).

Pytania
W Gdyni ukonstytuował się Komitet Strajkowy , który obradował w MDK na Polskiej . Liczył około 20 osób. W momencie otoczenia stoczni przez wojsko i milicje członkowie komitetu zostali siłą wyprowadzeni po wyłamaniu drzwi na tzw. „kopach”. (Pewna niekonsekwencja z pierwszą częścią  relacji wynika z tego , że o komitecie dowiedziałem się na początku  stycznia 71 r.)
Wiadomym jest ze pojawił się  samorzutny przywódca strajku , nazywał się chyba Hulsz, który przemawiał na wiecu we wtorek 15 grudnia z balkonu PMRN w Gdyni , faktem jest że Hulsz rozmawiał  z ówczesnym  Przewodniczącym PMRN Mariańskim.
W środowisku stoczniowców krążyły pogłoski o tym że z latającego śmigłowca strzelano do robotników, czy ktoś sprawdził tę tezę?
Czy sprawdzone zostały relacje niektórych zatrzymanych , że policja , była pod działaniem jakiś środków psychotropowych być może alkoholu ? (Dzikie oczy , rozjuszony wzrok)
Czy ktoś z historyków zajął się komitetem strajkowym w Gdyni, czy jest wiadomym , kto to był Hulsz i co się z nim dzieje? Asumpt do takich prac mogliby dać  ( Premier, Marszałek  Senatu i Sejmu) przecież są historykami.

Smutna konstatacja
Generał Jaruzelski w niektórych , kręgach witany jest owacjami na stojąco, już za samą Gdynię powinien być dawno skazany.

37 lat po wydarzeniach grudniowych, w grudniu  2007 w Gdańsku na Ołowiance nowowybrany premier Tusk obiecywał, że w trybie pilnym zostanie wniesiona przez nowy rząd ustawa , która rodzinom pomordowanych przyzna odszkodowania i rekompensaty za doznane krzywdy. Minął kolejny rok , rodziny pomordowanych dalej są same ze swym bólem i wspomnieniami. Tak naprawdę dając obietnicę rekompensat rodzinom  pomordowanych w Gdyni i w tzw wypadkach grudniowych 1970 r i niespełniając jej , premier Tusk zadekretował ówczesnego szefa MON-u generała Jaruzelskiego i jego  brak odpowiedzialności za wydanie rozkazu  , strzelania  do bezbronnych.

Okazuje się że można  bezkarnie mordować strajkujących i nie ponosić za to konsekwencji.

Suplement – 19 kwietnia 2013 r. 18 lat po wniesieniu oskarżenia III RP pokazała swoje oblicze.Były premier PRL Stanisław Kociołek uniewinniony, a dowódcy wojska pacyfikujący protesty robotników na Wybrzeżu w grudniu 1970 r. skazani na kary 2 lat więzienia w zawieszeniu na 4 lata nie za zabójstwo, a za śmiertelne pobicie – orzekł Sąd Okręgowy w Warszawie.

Okazuje się , ze w mniemaniu Sądu , ludzi można pobić wystrzeloną kulą z pistoletu. Takich to mamy sędziów i Sądy, taka jest III RP.  

 * Post ten był już publikowany na S24, życie dopisało suplement. Niestety potwierdzający tezę o PRL-u bis. Można zabijać obywateli swojego państwa i jeżeli było się aparatczykiem PZPR-owskim nie ponosić żadnych konsekwencji, w ponoć wolnej Polsce.

poniedziałek, 16 grudnia 2013

Z dziadami nikt nie rozmawia


Rozpoczęto w blogosferze dyskusję nad polską racją stanu. Niestety, w dużym stopniu dosyć głupią i naiwną. Pokazuje się piękny obraz, tylko nie wiadomo, jak go namalować.





Ostatnio jeden z blogerów stwierdził, ze polską racją stanu jest trzymanie się blisko Rosji. A parę miesięcy temu polski mister spraw zagranicznych Sikorski złożył w Berlinie wiernopoddańczy hołd Niemcom. Czyli już dwie drogi – Polska z Rosją, albo Polska z Niemcami. Silna też jest opcja namawiających, aby zacieśniać sojusze ze Stanami Zjednoczonymi.
Wszyscy ci namawiacze i niedorośli ideolodzy nie zapytali o jedno – czy tym partnerom zależy na ścisłych sojuszach z Polską?

Bo niestety, tak jest, proszę państwa, że z dziadami się nie rozmawia.
Do momentu o rozmyślaniach, który sojusz byłby najkorzystniejszy, jest daleka droga. Zanim przyjdzie pora za to się zabrać, trzeba najpierw ustalić dla Polski priorytety i hierarchię zadań i celów.

Polska musi być silna. I to wewnętrznie, jak i na międzynarodowej arenie. To jest najważniejsza polska racja stanu.
Trzeba robić wszystko, aby Polska odzyskała należny jej status silnego, dosyć dużego państwa w środku Europy, z mądrymi obywatelami, prężną gospodarką i niezależnością ekonomiczno – polityczną.
Polskę trzeba od nowa odbudować.

Potencjał mamy ogromny. Może nie aż taki, jak Ukraina, lecz mamy tą przewagę, że jesteśmy 20 lat do przodu; jesteśmy od dawna w NATO, oraz już prawie 10 lat w Unii Europejskiej.
Jak do tej pory staliśmy się świetnymi dostawcami wykwalifikowanej i nie wykwalifikowanej siły roboczej, wysoko cenionej na świecie. Nasze produkty rolne mają wysoką markę i dobrze się sprzedają.
Przemysł niestety kuleje, bo daliśmy sobie narzucić politykę gospodarczą Unii, która nie przewiduje dla nas zbyt dużo miejsca w wytwarzaniu dóbr.
Coś tam składamy dla światowych potentatów, budowane w ich fabrykach i zakładach. Nasze, typowo polskie, konsekwentnie, powoli są niszczone.
Nie dostarczamy też za dużo myśli technicznej i naukowej na światowy rynek. Uniwersytety i pozostałe uczelnie wyższe kiepsko są notowane w światowym rankingu, gdzieś w połowie czwartej setki.
W kulturze też nie dajemy światu za dużo owoców.

Jak na świecie rozmawiam ze zwykłymi, aczkolwiek wykształconymi ludźmi, to stwierdzam, że Czechy lub Węgry mają znacznie wyższy prestiż niż Polska. Wyraźnie jesteśmy utożsamiani z niższą półką.

Polską racją stanu i zadaniem na dzisiaj, jest to wszystko zmienić. Podnieść rangę naszego kraju we wszystkich możliwych dziedzinach.
Pracować potrafimy. Udowadniamy to codziennie. Lecz nie umiemy gospodarować i nie umiemy uprawiać polityki.
Najważniejszym zadaniem, do którego my wszyscy piszący w internecie, możemy przyłożyć rękę, jest podnoszenie świadomości narodu. Jest tu ogromna robota do zrobienia. Bo popatrzcie: na komunę nadal chce głosować 15% wyborców. A prawie 50% narodu w ogóle nie zamierza głosować. Nad tym trzeba intensywnie pracować, aby to zmienić.
Ludzie świadomi swojej pozycji w państwie nie dadzą się tak łatwo manipulować, zaczną myśleć, co jest najlepsze dla nich, a także dla ich otoczenia.

Odbudowa państwa dla polskiej racji stanu, to w pierwszym etapie, jak to niektórzy nazywają, kontrrewolucja. Musimy w końcu zrzucić krępujące jarzma post-komunistycznych układów, odsunąć lub zminimalizować czerwonych oligarchów, wzbogaconych na majątku narodowym albo zagranicznym, przeciąć wszechwładne knowania i intrygi służb.
Musimy się oczyścić.
I oczywiście odsunąć na stałe od władzy, władzy wszelakiej, od gminy do Warszawy, skorumpowanych nieudaczników.
Polski rząd ma służyć narodowi i, co jest oczywiste, polskiej racji stanu.
Tego teraz nie ma i ojczyzna stacza się coraz niżej. Jeżeli ktoś mówi, że w czymś jest lepiej, to łże jak pies. Nowe drogi i nowe domy to normalny postęp i jak popatrzeć, to np. za komuny było "1000 szkół na tysiąclecie", a za Tuska jest 1000 Orlików do piłki nożnej. To właśnie ta miara postępu.
W Estonii, czy na Słowenii postęp i rozwój znacznie bardziej rzuca się w oczy.

Gdy naród w końcu będzie miał swój rząd, nie jakiś twór wymyślony przez układ, skorumpowany i szkodliwy i odzyska rangę suwerena. To będzie można zacząć budować polską rację stanu.
Na początku nie będą nam potrzebne silne sojusze, z bliskimi lub dalszymi sąsiadami. To przyjdzie naturalnie. Gdy staniemy się już dostatecznie mocni, to donas zaczną się zgłaszać państwa, by z nami zawrzeć obustronnie korzystny sojusz.
Wtedy to będzie znak, że osiągnęliśmy etap, w którym racja stanu jest na należytym miejscu.

autor: jazgdyni


Morskie Boże Narodzenie

                                                                     



Boże Narodzenie na morzu może być tylko smutne. Lecz w tym jakże fatalnym roku, jestem w domu. Radość zaprawiona goryczą.

Szczęśliwy jestem, że mogę, jako malutki trybik uczestniczyć w tak świetnym projekcie, jakim jest Klub Dyletantów. Zanim on powstał tułałem się to tu, to tam, by wylądować na s24, który wkrótce został opanowany przez zawodowych propagandzistów i graczy typu Marka Migalskiego.
Nasz Klub wspaniale się rozwija i coraz więcej z nas się z nim utożsamia. I dobrze.

Za tydzień Wigilia. Obłęd przedświąteczny się kończy i będzie można odetchnąć.

Wczoraj wydzwaniałem wieczorem do kolegów na morzu. Oni ciągle w pracy, nieco smutni. Nie mają głowy do Świąt. To jest również świadoma obrona, żeby nie zwariować.
Gdy zacznie się rozmyślać o rodzinie, Wigilijnej Wieczerzy, choince, dzieciach, prezentach i Kolędach, to tylko siąść i płakać.

Dodatkowo zidiociała Europa robi wszystko by nam moc tych Świąt odebrać.
Już, co drugie życzenia nie są Merry Christmas tylko Happy Holidays! Żeby mnie nie urazić, gdybym był Żydem lub Arabem.
Ale jestem Chrześcijaninem i chcę Merry Christmas.

Wszystkim, którzy to czytają,  życzę Iskry Bożej.
I trzymajmy się razem. I będzie nas coraz więcej.

Szczęścia, radości i spokoju.

niedziela, 15 grudnia 2013

Kevin Annett - zawód : stalker (część II )


Możliwe że przeczytałeś dyrdymały niejakiego @robert89. Poznaj straszliwy trybunał który skazał premiera Kanady, Papieża i Królową Brytyjską - poczytaj ! Opowiastka o byłym duchownym, nieistniejącym państewku, nieistniejącym sądzie.
  Stalking który ma miejsce na naszym portalu a którego autorem jest  @ robert89  zmusza mnie do ponownego zajęcia sie tematem  Kevina Annetta i jego antyreligijnej krucjaty. 
Międzynarodowy Trybunał w Zbrodni Kościoła i państwa (lub ITCCS) jest jednoosobowym blogiem, który udaje, że jest sądem ustanowionym w celu egzekwowania prawa powszechnego. Podstawą "międzynarodowości" tego wirtualnego tworu jest umieszczenie go w odległym od Kanady  Eurostate ze stolicą w Brukseli (!).  

Tak oto metodami geodezyjnymi wykrojono przez pomyłkę terytorium na którym dałoby się postawić namiot. Gratka dla hobbystów, dawniej również filatelistów.
 
Do czego  Kevin Annett (bloger, stalker) potrzebował tego "państewka" ? Potrzebował by uprawdopodobnić sojusznika w walce z kościołem, indianami, rządem Kanady, Królowa Brytyjską. Potrzebował by zarobić trochę pieniędzy po tym jak wierni jego własnego (zbliżonego do chrześcijanstwa) wyznania, wywalili go na zbity pysk z pomocą sądu z  kościoła.
Niestety, takie "rewelacje" są tłumaczone i publikowane jako prawdy objawione przez zwolenników libertyna Palikota również w Polsce. Z dużym niesmakiem poruszam temat Kevina Annetta, jednak trzeba dać pożywkę wyszukiwarkom internetowym, bo w przeciwnym razie kłamstwo, uprawdopodobnione "zagraniczną" proweniencją zwodziłoby dalej.

autor: cyborg

Lepkie rączki celebrytów


Celebryci chcąc zapełnić kieszenie, ze społecznych pieniędzy zakładają fundację, tak zrobił rzygający Smoleńskiem Śpiewak, który wyciągnął z niej 400 tys. tak zrobiła Wójciak , ta która nazwała papieża ch....m
Zła passa ułomnych celebrytów trwa. Najpierw częsty gość TVN, rzygający w niej Smoleńskiem zaliczył wtopę. Fundacja KidPROTECT, która w zamyśla miała pomagać dzieciom , była przez swojego  fundatora i prezesa regularnie okradana. Prokuratura zarzuca przywłaszczenie ponad 400 tys. zł z konta fundacji. Co tam dzieci , ważny był lans i luksusowe ciuchy.

Inna „ gwiazda” Ewa Wójciak,  która zasłynęła tym , że po wyborze papieża Franciszka powiedziała  „ wybrali ch….. na papieża ” po ogólnej krytyce jej słów , na pomoc rzuciło się z listem poparcia około 200 osób w tym akademicy z prof., Hartmanem na czele , może mieć kłopoty.

Robert Kaźmierczak, dyrektor Wydziału Kultury i Dziedzictwa UMP (Urząd Miejski Poznania) powiedział :Zauważamy znaczą dysproporcję między przychodami fundacji i teatru ze spektakli wystawianych przez miejską instytucję kultury. Fundacja uzyskiwała z tego tytułu w ostatnich latach kilkakrotnie większe przychody niż teatr, który miał być przez nią wspierany.

Prawda, że ciekawe ?



Lista sygnatariuszy poparcia, którzy chamstwo nazywają wolnością.

http://wpolityce.pl/wydarzenia/49848-ewa-wojciak-wulgarnie-zelzyla-papieza-200-jej-poplecznikow-w-imie-wolnosci-walczy-o-jej-bezkarnosc-polecamy-liste-sygnatariuszy



http://wpolityce.pl/wydarzenia/69419-fundacja-ewy-wojciak-nielegalnie-zarabia-kosztem-miejskiego-teatru-urzednicy-kontroluja-finanse-i-dzialania-fundacji


autor: Andy51

sobota, 14 grudnia 2013

Jaka jest prawicowa blogosfera


Przede wszystkim rozbita i skłócona.

Prześledzenie, co się dzieje w polskiej prawidłowej blogosferze daje smutną odpowiedź. Jest kilka portali wiodących i sporo niszowych, lecz każdy z nich obraca się w swoim zaklętym kręgu.
Nie ma choćby jednego wiodącego, wyraźnie opiniotwórczego miejsca, gdzie zaglądałoby się z przyjemnością i ciekawością, wiedząc, że można się coś wiarygodnego dowiedzieć, bądź coś mądrego nauczyć.
Wszędzie raczej królują swary, miałkie idee, albo górnolotne hasła, typowe, tysiąc razy wałkowane kalki pojęciowe, albo utopijne, oderwane od rzeczywistości pomysły.

Gdy nagle okazało się, że niesłychanie łatwo wypowiadać się na forum publicznym, gdy wystarczy tylko najmarniejszy laptop i połączenie z siecią, miliony dosłownie ludzi rzuciło się do pisania w internecie.
W naszym polskim, spolaryzowanym społeczeństwie, przeciwnicy komunizmu i obecnej hochsztaplerskiej władzy, zaczęli poszukiwać właściwych miejsc do ekspresji swoich przekonań, wymiany poglądów i utwierdzania się, że istnieje duża grupa ludzi podobnie myślących.
Zaraz też, jakby w odpowiedzi na te zapotrzebowania zaczęły wyrastać, jak grzyby po deszczu, różnorodne portale prawicowe.
Mam wrażenie, że "w zamierzchłej przeszłości", czasach sławnej blogerki Kataryny, największy impuls blogotwórczy pochodził ze środowiska dziennikarskiego, które nie chciało się ograniczać do redakcyjnej dyscypliny i sztywnych ram gazety czy tygodnika. Dosyć szybko "nakręcili" oni parę portali, przyciągając do nich rzesze internautów. Można powiedzieć, że w tym pierwszym etapie ludzie w internecie szli za nazwiskami znanymi z prasy i polityki.
Tak w pierwszym etapie wielu poszło za Igorem Janke i zaczęło się udzielać na Salonie24, a reszta za Tomaszem Sakiewiczem i Gazetą Polską trafiło na niezależną.pl. Te portale, tworzone przez dziennikarzy, były w pewnym sensie wylęgarnią wielu znakomitych blogerów, którzy na przestrzeni ostatnich pięciu lat wyrobili sobie wysoką markę i zdobyli powszechny szacunek. Powoli blogosfera zaczęła sobie wypracowywać swoją oryginalną wartość, niezależną od profesjonalnych dziennikarzy i piszących polityków. Okazało się, że "zwykli ludzie", osoby przeróżnych zawodów i zróżnicowanej edukacji potrafią pisać mądrze, a co więcej interesująco.
A co jest najważniejsze, robili to bezinteresownie i nie byli skażeni zawodowym koniunkturalizmem. Tak powstała szczera i prawdziwa blogosfera obywatelska.
Powstały i zaczęły przyciągać czytelników blogerskie sławy, których nicki stały się dobrą marką, gwarantującą wielu czytelników.
Powstali niepoprawni.pl, który to portal zdobył uznanie i wysoką popularność. Pisali tutaj praktycznie najlepsi prawicowi, polscy blogerzy.
Jakiś czas potem powstał NowyEkran.pl, portal "wypasiony", o najlepszej jakości technicznej w naszej blogosferze. Też na początku zaczął tutaj pisać kwiat polskiego internetu. Prawie wszyscy, co trzeba.

Okres pozornego dobrostanu niestety nie trwał za długo. Począwszy od 2010 roku prawicowa blogosfera zaczęła się sypać.

Jakie mogły być tego przyczyny, że prawicowe portale, zamiast się wzmacniać, rosnąć w siłę i przyciągać coraz więcej obywateli, zaczęły upadać, przeżywać trudności i się zmieniać. Niestety na gorsze.
Przyczyn może być wiele, jak to w życiu, ale poniżej postaram się wskazać na najważniejsze.

Po pierwsze, jak zwykle – pieniądze.
Prawica ma z tym kłopot. A już szczególnie antyrządowa. Nie dostanie przecież pieniędzy od władz. Nie ma co również liczyć na pieniądze z Unii Eurpoejskiej. Chociaż podobno portal Salon24.pl takie pieniądze jakoś zdobył. Toteż prawicowe witryny powstają z pieniędzy prywatnych – albo od bogatego sponsora, albo ze składek grona entuzjastów. A taki portal jak niezależna.pl, mniemam, jest również współfinansowany z partyjnych pieniędzy PiSu.
Utworzyć w miarę dobry portal to nie są straszne pieniądze. To wydatek od kilku do ewentualnie kilkudziesięciu tysięcy, w zależności od tego, jaką profesjonalną jakość chcemy uzyskać. Schody zaczynają się już chwilę później, gdy nowo powstały portal chcemy utrzymac w ruchu, na dobrym poziomie. Tutaj potrzeba miesięcznie od kilku, do kilkudziesięciu (powiedzmy dwudziestu) tysięcy.
Jeżeli założyciel portalu potraktował utworzenie jako przedsięwzięcie biznesowe, które w końcu zacznie mu przynosić zysk, to źle zainwestował. Rynek tutaj nie jest tak duży, by można się spodziewać ruchu jak na portalach onet, otomoto, czy nawet pudelek.
Praktycznie, podejrzewam, do prawicowych witryn trzeba stale dopłacać.
Puki są na to pieniądze, to dobrze. Gdy ich zaczyna brakować, to również zaczynają się kłopoty, co natychmiast odbija się na portalu.

Po drugie – ambicje.
Rzadko się zdarza, żeby portal był całkowicie prowadzony przez jedną osobę. Zakres pracy i obowiązków jest bardzo duży. Portal o dużym ruchu wymaga prawie kilkunastu współpracowników. Mamy więc redakcję, często zarząd, administratorów i moderatorów. Musi być nieustanna współpraca z informatykami. Jak długo entuzjaści wolontariusze są w stanie pociągnąć? Dwa, trzy lata góra, a potem mają dosyć.
Najzdrowsza sytuacja jest wtedy, gdy trzon zarządu, redakcji i administracji można zatrudnić na klasyczne umowy o pracę. Jeżeli sporządzi się dobre umowy o pracę, ustali odpowiedni regulamin i zakres obowiązków, oraz oczywiście, jeśli pensje spływają regularnie, to wszystko zazwyczaj jest w porządku. Lecz jak widać, stały dopływ gotówki jest tutaj warunkiem podstawowym.
Przykro to mówić, ale w naszej nieszczęsnej ojczyźnie, "kapitalistycznie młodziutkiej", wiele takich spraw załatwia się połowicznie, na gębę, według zasady – jakoś to będzie. Tak było chociażby przy budowie autostrad i tak też jest w tworzeniu prawicowych portali.
Często powstaje jakaś rozmyta struktura, niby zarząd, faceci wyjmują forsę z kieszeni, ci finansujący mieszają się z wolontariuszami, nie ma żadnych formalnych umów. Już po niedługim czasie zaczynają się kłopoty. Jako, że nie ma rzeczywistej hierarchii, znajdują się ludzie mający inne zdanie, czy wizje. Tworzą się napięcia i rozpoczyna się walka. Ambicje powodują, że struktura, a za nią portal, zaczynają się rozłazić w szwach. Na portalu skażonym taką przypadłością tworzą się koterie i kliki. Walczący ze sobą współwłaściciele portalu wciągają w te gry piszących blogerów i w krótkim czasie mamy kocioł, w którym ludzie zamiast zajmować się tym co należy, Polską i społecznością, zajmują się sobą, walcząc, a w rezultacie niszcząc portal.
Tak właśnie dzieje się w tej chwili na niepoprawnych.pl.
Wniosek: taki – portal, by sprawnie działać, powinien mieć dokładnie określonego właściciela, zabezpieczonego umowami, który ma wizję swojego przedsięwzięcia i który dobrze wie, czego chce. Oczywiście, nie trzeba dodawać, musi mieć pieniądze na utrzymanie portalu.
Ambicje jego współpracowników muszą być podporządkowane nadrzędnej wizji i lini portalu, czyli woli właściciela.
Zadne tam demokracje, referenda, czy głosowania nie powinny wpływać na całokształt.

No i po trzecie – służby.
Panuje dosyć powszechna opinia, że wszystkie prawicowe portale są zakładane przez służby. Znawcy nawet rozróżniają – służby cywilne i służby wojskowe. Oczywiście wszyscy rozumiemy, że mowa jest o służbach tajnych, których w każdym kraju jest sporo. Polemizowałbym z tym twierdzeniem, o zakładaniu tylko przez służby. Bo jak ja portal założę, to na pewno nie będzie przez służby.
Natomiast nie ulega wątpliwości, że służby intensywnie starają się kontrolować, to, co na prawicowych portalach się dzieje. Nie mogą sobie przecież pozwolić, żeby "odpuścić" takie źródło opinii i poglądów, jakie reprezentują ich "wrogowie".
Lecz nie tu jest problem, to znaczy, czy tylko biernie kontrolują portale i blogi, prowadząc tzw, biały wywiad, czy może również usiłują wpływać na ruch i treść prawicowych witryn.
Tutaj należy się poważnie zastanowić, by po chwili odpowiedzieć – tak, oczywiście. Oni to cały czas robią.
Takie są współczesne założenia i szkoły różnych wywiadów, kontrwywiadów, czy agencji, by aktywnie wpływać na świadomość poglądy i wymianę myśli między obywatelami.
Czym jest na przykład słynny "agent wpływu", jak nie piszącym blogerem, sączącym nieustannie treści odpowiednie dla władz? Albo ośmieszającym i dewaluującym mądre i słuszne, choć dla służb szkodliwe, prawdy. Albo nagminnie rozbijającym poprzez trolling dyskusję.
Przyglądając się uważnie co się dzieje w naszej blogosferze, takich agentów jest całkiem sporo.
Część nawet tworzy niesłychane teorie, zakłada niemalże sekty, byleby tylko odwieść ludzi od rozsądku i budować na prawicy miano oszołomów. Powstają sekciarskie portale religijne, tworzy się pseudo filozoficzne i pseudo socjologiczne teorie, które mają się nijak do rzeczywistości. Zamula się umysły, rozbija się prawdziwe dyskusje, zmienia się wektory działań.
Często dochodzi do tego, że mamy spore wątpliwości, czy mamy do czynienia z zakręconym fanatykiem, czy z cynicznym, perfidnym agentem wpływu, wiodącym ludzi na manowce.
Wniosek jeden – służby potrafią uczynić wiele złego dla prawicowej blogosfery. Potrafią portal zniszczyć, potrafią czytelników otumanić, lub też, gdy trzeba, portal stygmatyzować. Tu znaczącym faktem jest przypięcie Neonowi24 metki portalu WSI. Uwierzcie, witryna ta już nie jest w stanie się od tego uwolnić. Czy słusznie, czy niesłusznie...


Jest ciągle kryzys. Tysiące firm w Polsce upada. Również prawicowe portale mogą upadać. Nie ma dosyć pieniędzy. Ludzie są wściekli i rozdrażnieni. Władze robią wszystko, by niszczyć przeciwników.
Ciężki jest żywot prawicowego internetu w Polsce.
I ludzie są już na prawdę zmęczeni. Siedem ostatnich lat, z wszystkimi tragicznymi wydarzeniami kosztowały nas bardzo dużo. Szczególnie emocjonalnie. Ciężko zachować optymizm.
A tak chcemy znaleźć ulgę, na naszych własnych prawicowych portalach.

autor: jazgdyni


piątek, 13 grudnia 2013

Wejdą.. nie wejdą... 13 grudnia, 32 lata temu


Moje pierwsze wpomnienie o tamtym dniu, to tłumy mieszkańców w moim mieście zaraz po jego ogłoszeniu.
 13 grudzień ... 32 lata temu. Wejdą... nie wejdą...

Moje pierwsze wspomnienie o tamtym dniu, to tłumy mieszkańców w moim mieście zaraz po jego ogłoszeniu.
Zaraz po dziewiątej chyba całe miasto wyszło na ulicę.
Staliśmy blisko siebie, patrząc z przerażeniem na ogromne ciężarówki wiozące związkowców nie wiadomo dokąd... tych najważniejszych wyłapano w nocy.
Staliśmy, patrzyliśmy na siebie i słychać było ze wszystkich stron... to skurwysyny !
Wszędzie było mnóstwo milicji z ogromnymi tarczami. Byli jacyś tacy dziwni, jak manekiny bez twarzy. Później, po latach pisano że dawali im jakieś środki psychotropowe, nie wiem czy tak było.. ale tych ich twarzy, tępych i bez wyrazu nie zapomnę.
Dzisiaj myślę, że większość z nas, pomimo że nic nie brała, również była pod wpływem jakiegoś środka otępiającego. Staliśmy na ulicach, patrzyliśmy bezradnie na to wszystko co się działo i czekaliśmy .... na wejście ruskich.
Tym straszono Polaków przez miesiące, więc czekaliśmy... i pamiętam że strachu w nas nie było. Wszystko co najgorsze już się stało. ..
Wojsko na ulicach już było, polskie wojsko...
Pamiętam swoje myśli... co za różnica kto będzie do mnie strzelał, ruski czy swój ? Przez myśl z gorzkim uśmiechem przechodziły mi słowa piosenek z kabaretów słuchanych jeszcze parę dni przed tym, „Wejdą, nie wejdą”

Do dzisiaj toczy się dyskusja, czy Rosjanie zamierzali wejść czy nie.
Moje zdanie na ten temat jest jasne, gdyby zamierzali wejść to by weszli.
Ale może obiektywna prawda jest inna ?

Posłużę się 2 opiniami na ten temat dwojga ludzi, którzy byli wtedy najbliżej tych wydarzeń. Jeden z nich to Rudolf Pichoja a drugi Ryszard Kukliński.
Dlaczego akurat ci dwaj ? a dlaczego nie ?

Rudolf Pichoja[edytuj]

Z Wikipedii, wolnej encyklopedii
Rudolf Giermanowicz Pichoja (ros. (Рудольф Германович Пихоя), ur. 1947 w miasteczkuPolewskoj,Obwód swierdłowski) –rosyjski profesor,historyk,archiwista, były dyrektorPaństwowego Archiwum Federacji Rosyjskiej. 14 października 1992 roku, jako specjalny wysłannik Prezydenta RosjiBorysa Jelcyna przekazał Prezydentowi RPLechowi Wałęsie kopie dokumentów dotyczącychzbrodni katyńskiej[1] przechowywanych w tzw. "teczce specjalnej nr 1", w tym kopię uchwałyBiura Politycznego KCWKP(b)z 5 marca 1940 roku nakazującej dokonanie zbrodni na polskichjeńcach wojennych i więźniach (tzw. decyzja katyńska) oraz tzw.notatki Szelepina[2]. Autor między innymi akademickiej syntezy historii aparatu władzy wZwiązku Radzieckim, publikacji ptСоветский союз. История власти. 1945-1991, 2000, 684 s., wydanej również w Polsce.
Znany m.in. ze swoich opinii na tematstanu wojennego w Polsce. Jego zdaniem interwencjaArmii Czerwonej nie była brana pod uwagę przez władze radzieckie, a domagała się jej wyłącznie strona polska – konkretnieWojciech Jaruzelski. Pichoja utrzymuje także, że ostatecznie strona radziecka nie została poinformowana ani o decyzji o wprowadzeniu stanu wojennego, ani o planowanej dacie operacji[3]


Tak przedstawia finał tych operacji:
W dniu wprowadzenia w Polsce stanu wojennego, 13 grudnia, między Breżniewem a Jaruzelskim doszło do rozmowy telefonicznej. "Podjęliście trudną, ale niewątpliwie słuszną decyzję (...) - mówił Breżniew. - Wojciechu, wysoko cenimy wasze orędzie do narodu (...). Chcę jeszcze raz podkreślić: możecie liczyć na nasze zdecydowane poparcie polityczne i moralne. Udzielimy wam także pomocy ekonomicznej w miarę możliwości".
Po dwóch dniach, 15 grudnia, Breżniew i Jaruzelski odbyli kolejną rozmowę telefoniczną. Breżniew mówił o pomocy gospodarczej dla Polski; Jaruzelski - o tym, że polskie władze w pełni panują nad sytuacją, działają w sposób zdecydowany, ogniska strajków wygasają, ustanowiono godzinę milicyjną, a milicja i wojsko zaprowadzają porządek
Więcej na ten temat na cyt. Tu stronie:

To tyle na temat samego dnia 13 grudnia pisze profesor Piechoja, rosyjski historyk były dyrektor Państwowego Archiwum Federacji Rosyjskiej na podstawie zgromadzonych tam dokumentów.

A teraz opinia Ryszarda Kuklińskiego.
Za wikipedią:
 Ryszard Jerzy Kukliński ps. Jack StrongMewa (ur.13 czerwca 1930wWarszawie, zm.11 lutego 2004 wTampie) –pułkownik Wojska Polskiegoiarmii amerykańskiej, zastępca szefa Zarządu Operacyjnego Sztabu Generalnego WP (PRL), tajny współpracownikCIA


Cokolwiek by o nim nie powiedzieć, jego zwolennicy jak i przeciwnicy zgodni są do tego, że był to najcenniejszy agent CIA na terenie Europy środkowej i pośrednio w dużym stopniu przyczynił się do obalenia Związku Radzieckiego.

Robert Gates, były dyrektor CIA, oraz sekretarz obrony USA – szef Pentagonu za prezydentury George’a W. Busha i obecnie za prezydentury Baracka Obamy, w pamiętnikach pt. “From the Shadow” tak wspomina polskiego oficera o:
“W okresie zimnej wojny polski pułkownik Kukliński był najcenniejszym naszym źródłem informacji w całym bloku sowieckim od Władywostoku do Berlina Wschodniego. Przekazał Stanom Zjednoczonym ponad 30 tysięcy stron najtajniejszych dokumentów Armii Sowieckiej, w tym także o znaczeniu strategicznym, co pozwoliło USA uprzedzić agresywne zamiary Kremla. Ogromne znaczenie dla nas miały zwłaszcza szczegółowe plany mobilizacyjne Armii Sowieckiej i Układu Warszawskiego na wypadek wojny, informacje o najnowszych rodzajach sowieckiej broni oraz dane dotyczące planowania elektronicznych systemów bojowych pola walki za pomocą satelitów. Kukliński dostarczył nam również przez ponad 10 lat mnóstwa innych ważnych informacji. W grudniu 1980 r. Kukliński uprzedził o koncentracji wojsk sowieckich nad granicą Polski oraz o rozkazach interwencji militarnej w Polsce. Dzięki tym informacjom prezydent Carter poważnie ostrzegł Moskwę, co interwencji rosyjskiej zapobiegło”.

Tak więc był plan interwencji zbrojnej Rosjan, ale w grudniu 1980r.

I wracając na koniec do fragmentów książki prof. Rudolfa Pichoja „Historia władzy w ZSSR 1945-1991” to właśnie po odsunięciu sekretarza Kani i przejęciu władzy przez W.Jaruzelskiego:
Cyt.
Wraz z dojściem Jaruzelskiego do władzy polskie kierownictwo polityczne na swój sposób zdystansowało się od ZSRR, co jednak nie oznaczało osłabienia związków między Moskwą a Warszawą. Działo się coś innego - generał Jaruzelski przejął inicjatywę leżącą dotychczas po stronie Kremla. Polski przywódca nie krył się z zamiarem przeprowadzenia "operacji X", jednak obwarowywał ją wieloma żądaniami pod adresem Związku Radzieckiego. "Jaruzelski - mówił Andropow na posiedzeniu Biura Politycznego 10 grudnia 1981 r. - dość zdecydowanie wysuwa w stosunku do nas żądania ekonomiczne i uzależnia realizację «operacji X» od naszej pomocy gospodarczej, i powiedziałbym nawet więcej: porusza on, choć nie wprost, kwestię pomocy wojskowej. (...) W związku z tym chciałbym oświadczyć, że nasze stanowisko, które zostało już określone na ostatnim posiedzeniu Biura Politycznego i było niejednokrotnie przedstawiane przez Leonida Iljicza, jest całkowicie właściwe i nie powinniśmy go zmieniać. Innymi słowy jesteśmy za pomocą międzynarodową, martwi nas sytuacja, do jakiej doszło w Polsce, natomiast realizacja «operacji X» powinna w zupełności pozostać w gestii polskich towarzyszy, tak jak oni zadecydują, tak będzie. My nie będziemy naciskać ani też ich od tego odwodzić".
porusza, choć nie wprost kwestię pomocy wojskowej”
Wtedy nie wiedzieliśmy, że Rosjanie odmówili takiej interwencji i stojąc tam 13 grudnia zastanawialiśmy się.... wejdą ... nie wejdą...

Tadeusz z Zosią do lasu pomyka,
wzięli dwa piwa i trochę wałówki,
siedzą aż patrzą na skraju kocyka,
czerwone stoją mrówki
- wejdą, nie wejdą, wejdą, nie wejdą, wejdą
Dzisiaj.. po 32 latach, tak przyglądam się Ukrainie....
Do nich te słowa piosenki również jak najbardziej pasują.
Ale to już ich historia ...

autor: Astra