niedziela, 15 grudnia 2013

Lepkie rączki celebrytów


Celebryci chcąc zapełnić kieszenie, ze społecznych pieniędzy zakładają fundację, tak zrobił rzygający Smoleńskiem Śpiewak, który wyciągnął z niej 400 tys. tak zrobiła Wójciak , ta która nazwała papieża ch....m
Zła passa ułomnych celebrytów trwa. Najpierw częsty gość TVN, rzygający w niej Smoleńskiem zaliczył wtopę. Fundacja KidPROTECT, która w zamyśla miała pomagać dzieciom , była przez swojego  fundatora i prezesa regularnie okradana. Prokuratura zarzuca przywłaszczenie ponad 400 tys. zł z konta fundacji. Co tam dzieci , ważny był lans i luksusowe ciuchy.

Inna „ gwiazda” Ewa Wójciak,  która zasłynęła tym , że po wyborze papieża Franciszka powiedziała  „ wybrali ch….. na papieża ” po ogólnej krytyce jej słów , na pomoc rzuciło się z listem poparcia około 200 osób w tym akademicy z prof., Hartmanem na czele , może mieć kłopoty.

Robert Kaźmierczak, dyrektor Wydziału Kultury i Dziedzictwa UMP (Urząd Miejski Poznania) powiedział :Zauważamy znaczą dysproporcję między przychodami fundacji i teatru ze spektakli wystawianych przez miejską instytucję kultury. Fundacja uzyskiwała z tego tytułu w ostatnich latach kilkakrotnie większe przychody niż teatr, który miał być przez nią wspierany.

Prawda, że ciekawe ?



Lista sygnatariuszy poparcia, którzy chamstwo nazywają wolnością.

http://wpolityce.pl/wydarzenia/49848-ewa-wojciak-wulgarnie-zelzyla-papieza-200-jej-poplecznikow-w-imie-wolnosci-walczy-o-jej-bezkarnosc-polecamy-liste-sygnatariuszy



http://wpolityce.pl/wydarzenia/69419-fundacja-ewy-wojciak-nielegalnie-zarabia-kosztem-miejskiego-teatru-urzednicy-kontroluja-finanse-i-dzialania-fundacji


autor: Andy51

sobota, 14 grudnia 2013

Jaka jest prawicowa blogosfera


Przede wszystkim rozbita i skłócona.

Prześledzenie, co się dzieje w polskiej prawidłowej blogosferze daje smutną odpowiedź. Jest kilka portali wiodących i sporo niszowych, lecz każdy z nich obraca się w swoim zaklętym kręgu.
Nie ma choćby jednego wiodącego, wyraźnie opiniotwórczego miejsca, gdzie zaglądałoby się z przyjemnością i ciekawością, wiedząc, że można się coś wiarygodnego dowiedzieć, bądź coś mądrego nauczyć.
Wszędzie raczej królują swary, miałkie idee, albo górnolotne hasła, typowe, tysiąc razy wałkowane kalki pojęciowe, albo utopijne, oderwane od rzeczywistości pomysły.

Gdy nagle okazało się, że niesłychanie łatwo wypowiadać się na forum publicznym, gdy wystarczy tylko najmarniejszy laptop i połączenie z siecią, miliony dosłownie ludzi rzuciło się do pisania w internecie.
W naszym polskim, spolaryzowanym społeczeństwie, przeciwnicy komunizmu i obecnej hochsztaplerskiej władzy, zaczęli poszukiwać właściwych miejsc do ekspresji swoich przekonań, wymiany poglądów i utwierdzania się, że istnieje duża grupa ludzi podobnie myślących.
Zaraz też, jakby w odpowiedzi na te zapotrzebowania zaczęły wyrastać, jak grzyby po deszczu, różnorodne portale prawicowe.
Mam wrażenie, że "w zamierzchłej przeszłości", czasach sławnej blogerki Kataryny, największy impuls blogotwórczy pochodził ze środowiska dziennikarskiego, które nie chciało się ograniczać do redakcyjnej dyscypliny i sztywnych ram gazety czy tygodnika. Dosyć szybko "nakręcili" oni parę portali, przyciągając do nich rzesze internautów. Można powiedzieć, że w tym pierwszym etapie ludzie w internecie szli za nazwiskami znanymi z prasy i polityki.
Tak w pierwszym etapie wielu poszło za Igorem Janke i zaczęło się udzielać na Salonie24, a reszta za Tomaszem Sakiewiczem i Gazetą Polską trafiło na niezależną.pl. Te portale, tworzone przez dziennikarzy, były w pewnym sensie wylęgarnią wielu znakomitych blogerów, którzy na przestrzeni ostatnich pięciu lat wyrobili sobie wysoką markę i zdobyli powszechny szacunek. Powoli blogosfera zaczęła sobie wypracowywać swoją oryginalną wartość, niezależną od profesjonalnych dziennikarzy i piszących polityków. Okazało się, że "zwykli ludzie", osoby przeróżnych zawodów i zróżnicowanej edukacji potrafią pisać mądrze, a co więcej interesująco.
A co jest najważniejsze, robili to bezinteresownie i nie byli skażeni zawodowym koniunkturalizmem. Tak powstała szczera i prawdziwa blogosfera obywatelska.
Powstały i zaczęły przyciągać czytelników blogerskie sławy, których nicki stały się dobrą marką, gwarantującą wielu czytelników.
Powstali niepoprawni.pl, który to portal zdobył uznanie i wysoką popularność. Pisali tutaj praktycznie najlepsi prawicowi, polscy blogerzy.
Jakiś czas potem powstał NowyEkran.pl, portal "wypasiony", o najlepszej jakości technicznej w naszej blogosferze. Też na początku zaczął tutaj pisać kwiat polskiego internetu. Prawie wszyscy, co trzeba.

Okres pozornego dobrostanu niestety nie trwał za długo. Począwszy od 2010 roku prawicowa blogosfera zaczęła się sypać.

Jakie mogły być tego przyczyny, że prawicowe portale, zamiast się wzmacniać, rosnąć w siłę i przyciągać coraz więcej obywateli, zaczęły upadać, przeżywać trudności i się zmieniać. Niestety na gorsze.
Przyczyn może być wiele, jak to w życiu, ale poniżej postaram się wskazać na najważniejsze.

Po pierwsze, jak zwykle – pieniądze.
Prawica ma z tym kłopot. A już szczególnie antyrządowa. Nie dostanie przecież pieniędzy od władz. Nie ma co również liczyć na pieniądze z Unii Eurpoejskiej. Chociaż podobno portal Salon24.pl takie pieniądze jakoś zdobył. Toteż prawicowe witryny powstają z pieniędzy prywatnych – albo od bogatego sponsora, albo ze składek grona entuzjastów. A taki portal jak niezależna.pl, mniemam, jest również współfinansowany z partyjnych pieniędzy PiSu.
Utworzyć w miarę dobry portal to nie są straszne pieniądze. To wydatek od kilku do ewentualnie kilkudziesięciu tysięcy, w zależności od tego, jaką profesjonalną jakość chcemy uzyskać. Schody zaczynają się już chwilę później, gdy nowo powstały portal chcemy utrzymac w ruchu, na dobrym poziomie. Tutaj potrzeba miesięcznie od kilku, do kilkudziesięciu (powiedzmy dwudziestu) tysięcy.
Jeżeli założyciel portalu potraktował utworzenie jako przedsięwzięcie biznesowe, które w końcu zacznie mu przynosić zysk, to źle zainwestował. Rynek tutaj nie jest tak duży, by można się spodziewać ruchu jak na portalach onet, otomoto, czy nawet pudelek.
Praktycznie, podejrzewam, do prawicowych witryn trzeba stale dopłacać.
Puki są na to pieniądze, to dobrze. Gdy ich zaczyna brakować, to również zaczynają się kłopoty, co natychmiast odbija się na portalu.

Po drugie – ambicje.
Rzadko się zdarza, żeby portal był całkowicie prowadzony przez jedną osobę. Zakres pracy i obowiązków jest bardzo duży. Portal o dużym ruchu wymaga prawie kilkunastu współpracowników. Mamy więc redakcję, często zarząd, administratorów i moderatorów. Musi być nieustanna współpraca z informatykami. Jak długo entuzjaści wolontariusze są w stanie pociągnąć? Dwa, trzy lata góra, a potem mają dosyć.
Najzdrowsza sytuacja jest wtedy, gdy trzon zarządu, redakcji i administracji można zatrudnić na klasyczne umowy o pracę. Jeżeli sporządzi się dobre umowy o pracę, ustali odpowiedni regulamin i zakres obowiązków, oraz oczywiście, jeśli pensje spływają regularnie, to wszystko zazwyczaj jest w porządku. Lecz jak widać, stały dopływ gotówki jest tutaj warunkiem podstawowym.
Przykro to mówić, ale w naszej nieszczęsnej ojczyźnie, "kapitalistycznie młodziutkiej", wiele takich spraw załatwia się połowicznie, na gębę, według zasady – jakoś to będzie. Tak było chociażby przy budowie autostrad i tak też jest w tworzeniu prawicowych portali.
Często powstaje jakaś rozmyta struktura, niby zarząd, faceci wyjmują forsę z kieszeni, ci finansujący mieszają się z wolontariuszami, nie ma żadnych formalnych umów. Już po niedługim czasie zaczynają się kłopoty. Jako, że nie ma rzeczywistej hierarchii, znajdują się ludzie mający inne zdanie, czy wizje. Tworzą się napięcia i rozpoczyna się walka. Ambicje powodują, że struktura, a za nią portal, zaczynają się rozłazić w szwach. Na portalu skażonym taką przypadłością tworzą się koterie i kliki. Walczący ze sobą współwłaściciele portalu wciągają w te gry piszących blogerów i w krótkim czasie mamy kocioł, w którym ludzie zamiast zajmować się tym co należy, Polską i społecznością, zajmują się sobą, walcząc, a w rezultacie niszcząc portal.
Tak właśnie dzieje się w tej chwili na niepoprawnych.pl.
Wniosek: taki – portal, by sprawnie działać, powinien mieć dokładnie określonego właściciela, zabezpieczonego umowami, który ma wizję swojego przedsięwzięcia i który dobrze wie, czego chce. Oczywiście, nie trzeba dodawać, musi mieć pieniądze na utrzymanie portalu.
Ambicje jego współpracowników muszą być podporządkowane nadrzędnej wizji i lini portalu, czyli woli właściciela.
Zadne tam demokracje, referenda, czy głosowania nie powinny wpływać na całokształt.

No i po trzecie – służby.
Panuje dosyć powszechna opinia, że wszystkie prawicowe portale są zakładane przez służby. Znawcy nawet rozróżniają – służby cywilne i służby wojskowe. Oczywiście wszyscy rozumiemy, że mowa jest o służbach tajnych, których w każdym kraju jest sporo. Polemizowałbym z tym twierdzeniem, o zakładaniu tylko przez służby. Bo jak ja portal założę, to na pewno nie będzie przez służby.
Natomiast nie ulega wątpliwości, że służby intensywnie starają się kontrolować, to, co na prawicowych portalach się dzieje. Nie mogą sobie przecież pozwolić, żeby "odpuścić" takie źródło opinii i poglądów, jakie reprezentują ich "wrogowie".
Lecz nie tu jest problem, to znaczy, czy tylko biernie kontrolują portale i blogi, prowadząc tzw, biały wywiad, czy może również usiłują wpływać na ruch i treść prawicowych witryn.
Tutaj należy się poważnie zastanowić, by po chwili odpowiedzieć – tak, oczywiście. Oni to cały czas robią.
Takie są współczesne założenia i szkoły różnych wywiadów, kontrwywiadów, czy agencji, by aktywnie wpływać na świadomość poglądy i wymianę myśli między obywatelami.
Czym jest na przykład słynny "agent wpływu", jak nie piszącym blogerem, sączącym nieustannie treści odpowiednie dla władz? Albo ośmieszającym i dewaluującym mądre i słuszne, choć dla służb szkodliwe, prawdy. Albo nagminnie rozbijającym poprzez trolling dyskusję.
Przyglądając się uważnie co się dzieje w naszej blogosferze, takich agentów jest całkiem sporo.
Część nawet tworzy niesłychane teorie, zakłada niemalże sekty, byleby tylko odwieść ludzi od rozsądku i budować na prawicy miano oszołomów. Powstają sekciarskie portale religijne, tworzy się pseudo filozoficzne i pseudo socjologiczne teorie, które mają się nijak do rzeczywistości. Zamula się umysły, rozbija się prawdziwe dyskusje, zmienia się wektory działań.
Często dochodzi do tego, że mamy spore wątpliwości, czy mamy do czynienia z zakręconym fanatykiem, czy z cynicznym, perfidnym agentem wpływu, wiodącym ludzi na manowce.
Wniosek jeden – służby potrafią uczynić wiele złego dla prawicowej blogosfery. Potrafią portal zniszczyć, potrafią czytelników otumanić, lub też, gdy trzeba, portal stygmatyzować. Tu znaczącym faktem jest przypięcie Neonowi24 metki portalu WSI. Uwierzcie, witryna ta już nie jest w stanie się od tego uwolnić. Czy słusznie, czy niesłusznie...


Jest ciągle kryzys. Tysiące firm w Polsce upada. Również prawicowe portale mogą upadać. Nie ma dosyć pieniędzy. Ludzie są wściekli i rozdrażnieni. Władze robią wszystko, by niszczyć przeciwników.
Ciężki jest żywot prawicowego internetu w Polsce.
I ludzie są już na prawdę zmęczeni. Siedem ostatnich lat, z wszystkimi tragicznymi wydarzeniami kosztowały nas bardzo dużo. Szczególnie emocjonalnie. Ciężko zachować optymizm.
A tak chcemy znaleźć ulgę, na naszych własnych prawicowych portalach.

autor: jazgdyni


piątek, 13 grudnia 2013

Wejdą.. nie wejdą... 13 grudnia, 32 lata temu


Moje pierwsze wpomnienie o tamtym dniu, to tłumy mieszkańców w moim mieście zaraz po jego ogłoszeniu.
 13 grudzień ... 32 lata temu. Wejdą... nie wejdą...

Moje pierwsze wspomnienie o tamtym dniu, to tłumy mieszkańców w moim mieście zaraz po jego ogłoszeniu.
Zaraz po dziewiątej chyba całe miasto wyszło na ulicę.
Staliśmy blisko siebie, patrząc z przerażeniem na ogromne ciężarówki wiozące związkowców nie wiadomo dokąd... tych najważniejszych wyłapano w nocy.
Staliśmy, patrzyliśmy na siebie i słychać było ze wszystkich stron... to skurwysyny !
Wszędzie było mnóstwo milicji z ogromnymi tarczami. Byli jacyś tacy dziwni, jak manekiny bez twarzy. Później, po latach pisano że dawali im jakieś środki psychotropowe, nie wiem czy tak było.. ale tych ich twarzy, tępych i bez wyrazu nie zapomnę.
Dzisiaj myślę, że większość z nas, pomimo że nic nie brała, również była pod wpływem jakiegoś środka otępiającego. Staliśmy na ulicach, patrzyliśmy bezradnie na to wszystko co się działo i czekaliśmy .... na wejście ruskich.
Tym straszono Polaków przez miesiące, więc czekaliśmy... i pamiętam że strachu w nas nie było. Wszystko co najgorsze już się stało. ..
Wojsko na ulicach już było, polskie wojsko...
Pamiętam swoje myśli... co za różnica kto będzie do mnie strzelał, ruski czy swój ? Przez myśl z gorzkim uśmiechem przechodziły mi słowa piosenek z kabaretów słuchanych jeszcze parę dni przed tym, „Wejdą, nie wejdą”

Do dzisiaj toczy się dyskusja, czy Rosjanie zamierzali wejść czy nie.
Moje zdanie na ten temat jest jasne, gdyby zamierzali wejść to by weszli.
Ale może obiektywna prawda jest inna ?

Posłużę się 2 opiniami na ten temat dwojga ludzi, którzy byli wtedy najbliżej tych wydarzeń. Jeden z nich to Rudolf Pichoja a drugi Ryszard Kukliński.
Dlaczego akurat ci dwaj ? a dlaczego nie ?

Rudolf Pichoja[edytuj]

Z Wikipedii, wolnej encyklopedii
Rudolf Giermanowicz Pichoja (ros. (Рудольф Германович Пихоя), ur. 1947 w miasteczkuPolewskoj,Obwód swierdłowski) –rosyjski profesor,historyk,archiwista, były dyrektorPaństwowego Archiwum Federacji Rosyjskiej. 14 października 1992 roku, jako specjalny wysłannik Prezydenta RosjiBorysa Jelcyna przekazał Prezydentowi RPLechowi Wałęsie kopie dokumentów dotyczącychzbrodni katyńskiej[1] przechowywanych w tzw. "teczce specjalnej nr 1", w tym kopię uchwałyBiura Politycznego KCWKP(b)z 5 marca 1940 roku nakazującej dokonanie zbrodni na polskichjeńcach wojennych i więźniach (tzw. decyzja katyńska) oraz tzw.notatki Szelepina[2]. Autor między innymi akademickiej syntezy historii aparatu władzy wZwiązku Radzieckim, publikacji ptСоветский союз. История власти. 1945-1991, 2000, 684 s., wydanej również w Polsce.
Znany m.in. ze swoich opinii na tematstanu wojennego w Polsce. Jego zdaniem interwencjaArmii Czerwonej nie była brana pod uwagę przez władze radzieckie, a domagała się jej wyłącznie strona polska – konkretnieWojciech Jaruzelski. Pichoja utrzymuje także, że ostatecznie strona radziecka nie została poinformowana ani o decyzji o wprowadzeniu stanu wojennego, ani o planowanej dacie operacji[3]


Tak przedstawia finał tych operacji:
W dniu wprowadzenia w Polsce stanu wojennego, 13 grudnia, między Breżniewem a Jaruzelskim doszło do rozmowy telefonicznej. "Podjęliście trudną, ale niewątpliwie słuszną decyzję (...) - mówił Breżniew. - Wojciechu, wysoko cenimy wasze orędzie do narodu (...). Chcę jeszcze raz podkreślić: możecie liczyć na nasze zdecydowane poparcie polityczne i moralne. Udzielimy wam także pomocy ekonomicznej w miarę możliwości".
Po dwóch dniach, 15 grudnia, Breżniew i Jaruzelski odbyli kolejną rozmowę telefoniczną. Breżniew mówił o pomocy gospodarczej dla Polski; Jaruzelski - o tym, że polskie władze w pełni panują nad sytuacją, działają w sposób zdecydowany, ogniska strajków wygasają, ustanowiono godzinę milicyjną, a milicja i wojsko zaprowadzają porządek
Więcej na ten temat na cyt. Tu stronie:

To tyle na temat samego dnia 13 grudnia pisze profesor Piechoja, rosyjski historyk były dyrektor Państwowego Archiwum Federacji Rosyjskiej na podstawie zgromadzonych tam dokumentów.

A teraz opinia Ryszarda Kuklińskiego.
Za wikipedią:
 Ryszard Jerzy Kukliński ps. Jack StrongMewa (ur.13 czerwca 1930wWarszawie, zm.11 lutego 2004 wTampie) –pułkownik Wojska Polskiegoiarmii amerykańskiej, zastępca szefa Zarządu Operacyjnego Sztabu Generalnego WP (PRL), tajny współpracownikCIA


Cokolwiek by o nim nie powiedzieć, jego zwolennicy jak i przeciwnicy zgodni są do tego, że był to najcenniejszy agent CIA na terenie Europy środkowej i pośrednio w dużym stopniu przyczynił się do obalenia Związku Radzieckiego.

Robert Gates, były dyrektor CIA, oraz sekretarz obrony USA – szef Pentagonu za prezydentury George’a W. Busha i obecnie za prezydentury Baracka Obamy, w pamiętnikach pt. “From the Shadow” tak wspomina polskiego oficera o:
“W okresie zimnej wojny polski pułkownik Kukliński był najcenniejszym naszym źródłem informacji w całym bloku sowieckim od Władywostoku do Berlina Wschodniego. Przekazał Stanom Zjednoczonym ponad 30 tysięcy stron najtajniejszych dokumentów Armii Sowieckiej, w tym także o znaczeniu strategicznym, co pozwoliło USA uprzedzić agresywne zamiary Kremla. Ogromne znaczenie dla nas miały zwłaszcza szczegółowe plany mobilizacyjne Armii Sowieckiej i Układu Warszawskiego na wypadek wojny, informacje o najnowszych rodzajach sowieckiej broni oraz dane dotyczące planowania elektronicznych systemów bojowych pola walki za pomocą satelitów. Kukliński dostarczył nam również przez ponad 10 lat mnóstwa innych ważnych informacji. W grudniu 1980 r. Kukliński uprzedził o koncentracji wojsk sowieckich nad granicą Polski oraz o rozkazach interwencji militarnej w Polsce. Dzięki tym informacjom prezydent Carter poważnie ostrzegł Moskwę, co interwencji rosyjskiej zapobiegło”.

Tak więc był plan interwencji zbrojnej Rosjan, ale w grudniu 1980r.

I wracając na koniec do fragmentów książki prof. Rudolfa Pichoja „Historia władzy w ZSSR 1945-1991” to właśnie po odsunięciu sekretarza Kani i przejęciu władzy przez W.Jaruzelskiego:
Cyt.
Wraz z dojściem Jaruzelskiego do władzy polskie kierownictwo polityczne na swój sposób zdystansowało się od ZSRR, co jednak nie oznaczało osłabienia związków między Moskwą a Warszawą. Działo się coś innego - generał Jaruzelski przejął inicjatywę leżącą dotychczas po stronie Kremla. Polski przywódca nie krył się z zamiarem przeprowadzenia "operacji X", jednak obwarowywał ją wieloma żądaniami pod adresem Związku Radzieckiego. "Jaruzelski - mówił Andropow na posiedzeniu Biura Politycznego 10 grudnia 1981 r. - dość zdecydowanie wysuwa w stosunku do nas żądania ekonomiczne i uzależnia realizację «operacji X» od naszej pomocy gospodarczej, i powiedziałbym nawet więcej: porusza on, choć nie wprost, kwestię pomocy wojskowej. (...) W związku z tym chciałbym oświadczyć, że nasze stanowisko, które zostało już określone na ostatnim posiedzeniu Biura Politycznego i było niejednokrotnie przedstawiane przez Leonida Iljicza, jest całkowicie właściwe i nie powinniśmy go zmieniać. Innymi słowy jesteśmy za pomocą międzynarodową, martwi nas sytuacja, do jakiej doszło w Polsce, natomiast realizacja «operacji X» powinna w zupełności pozostać w gestii polskich towarzyszy, tak jak oni zadecydują, tak będzie. My nie będziemy naciskać ani też ich od tego odwodzić".
porusza, choć nie wprost kwestię pomocy wojskowej”
Wtedy nie wiedzieliśmy, że Rosjanie odmówili takiej interwencji i stojąc tam 13 grudnia zastanawialiśmy się.... wejdą ... nie wejdą...

Tadeusz z Zosią do lasu pomyka,
wzięli dwa piwa i trochę wałówki,
siedzą aż patrzą na skraju kocyka,
czerwone stoją mrówki
- wejdą, nie wejdą, wejdą, nie wejdą, wejdą
Dzisiaj.. po 32 latach, tak przyglądam się Ukrainie....
Do nich te słowa piosenki również jak najbardziej pasują.
Ale to już ich historia ...

autor: Astra

czwartek, 12 grudnia 2013

Pie……..lą i d………ją Polskę.


Notkę pod takim tytułem umieściłem na S24, mimo tego że cytaty pochodzą z prasy nie przeszło. Dopiero po zmianie tytułu notka zawisła na salonie.
Cała seria rynsztokowych wypowiedzi  na temat Polski nie spowodowała gwałtownych reakcji inteligencji i autorytetów.

Chronologicznie: po orzeczeniu  Sądu Najwyższego , że nie ma narodu śląskiego,  Kazimierz Kutz (którego rodzice nazywali się Kuc) powiedział „Ślązacy powinni się  wk…ć ” ,  z grubej rury dowalił pisarz Szczepan Twardoch powiedział „ Polsko  pier…. się ”. Z kolei guru RAŚ były koalicjant PO na Śląsku Jerzy Gorzelik, rzecze „ Polska nie jest moją Ojczyzną”.

Jeżeli porównamy reakcję salonu na dość nieszczęśliwą wypowiedź prof. Pawłowicz o fladze unijnej i w zasadzie ciszę po wypowiedzi Gorzelika, Twardocha czy Kuca/Kutza, to można dojść do wniosku, że z jakiś przyczyn nie było sygnału do krytykowania tych panów.

 Nie tak dawno Kubuś Wojewódzki (50) tak dla jaj wtykał  polskie flagi w psie kupy przy rechocie widzów jego programu

Muzyk Tymon Tymański skomponował piosenkę w której były słowa „  Dy….ć Orła Białego” z kolei Maria Peszek jest dumna, że za Polskę nie odda ani jednej kropli krwi.

Jeżeli do tego dodamy   profanowanie krzyża darcie Biblii to mamy obraz większej całości.

To brak poszanowania  Polski i polskości spina jeden człowiek , który jeszcze w latach 80-tych powiedział    „ Polska to nienormalność”.



http://wpolityce.pl/dzienniki/dziennik-marcina-wiklo/69245-slascy-patrioci-wraz-z-gazeta-wyborcza-krzewia-kulture-i-tozsamosc-polsko-pier-


autor: Andy51

wtorek, 10 grudnia 2013

Internauci nie wybaczają !


O koniecznosci rozumienia członkostwa PZPR, ZSMP w kategoriach obowiazku upowszechnienia ideologii, o potrzebie szerokiego upowszechnienia i znajomości marksizmu-leninizmu mówił m. in. Antoni Dudek uczeń XIV LO im. Mikołaja Kopernika.
Jak ktoś lekko i łatwo interpretuje rewelacje z szafy Lesiaka musi pamietać o trupie "marlenki" we własnejszafie. Ostatni raz trupa wietrzono dwa lata temu przy okazji wypowiedzi profesora o śledztwie smoleńskim i jego uczestnikach. Do  dziś pamiętam niesmak połączony z radością gdy Instytut marksizmu-leninizmu wyniósł się z Politechniki. Radość była uzasadniona, ale niesmak ? Niesmak wynikał z tego że przemianowali się na politologów będąc w dalszym ciągu zdeklarowanymi marksistami, (obecnie) bazą  Palikota i "Krytyki Politycznej".


Jego koledzy w tym czasie dostawali pałami za malowanie na murach, ryzykowali rozrzucając ulotki.
Wypada zadać pytanie:  dlaczego w IPNie ? To było i jest niesmaczne. Kto go tam umiescił.
* marlenka - marksizm-leninizm - pogardzane wykłady prowadzone przez złośliwych karierowiczów. Widziane w wnętrza uczelni - alkoholizm i kapownictwo do kwadratu.

autor: cyborg

Przyczynek do dyskusji nt. gleb, próchnicy, erozji i węgla

Wypisy z książki „Ochrona gleb i rekultywacja trenów zdegradowanych”, Anna Karczewska, Wydawnictwo Uniwersytetu Przyrodniczego we Wrocławiu, Wrocław, 2012 r. wydanie II poprawione, rozszerzone,

czyli materiał obiecany w dyskusji pod „glebowym” postem Kossobor.


Nawiązując do dyskusji u Kossobor, o tej:

http://klubdyletantow.blogspot.com/2013/12/o-ziemi-rolnej-w-polsce-zwiazkach-wegla.html

(jej w/w posta nt. gleb w Polsce i Ameryce, polecam), przytaczam obiecane cytaty z w/w dzieła naukowego traktującego o degradacji i rekultywacji.


Z rozdziału „2.4. Ubytek materii organicznej z gleb”

Szczególnej roli, jaką pełni materia organiczna w glebach, nie można przecenić. Materia organiczna gleby, a zwłaszcza jej najważniejszy, względnie stabilny składnik – próchnica glebowa, jest głównym czynnikiem warunkującym żyzność i produktywność gleb. Od zawartości próchnicy zależą podstawowe właściwości fizyczne, chemiczne i biologiczne gleby. Materia organiczna ma kluczowe znaczenie w procesie zaopatrzenia roślin w składniki pokarmowe, pełniąc tym samym ważną funkcję produkcyjną, dobrze rozpoznaną i przez dziesiątki lat pieczołowicie podtrzymywaną, między innymi dzięki powszechnemu stosowaniu nawożenia organicznego.

Obok funkcji produkcyjnej materia organiczna gleby pełni jeszcze bardzo ważne funkcje środowiskowe, wpływając na jakość wód oraz powietrza, a także na warunki bytowania organizmów żywych. Od zawartości materii organicznej w glebach zależy zdolność do retencjonowania wody oraz spełniania przez glebę funkcji filtracyjnej. W ostatnich latach wiele uwagi poświęca się globalnemu znaczeniu glebowej materii organicznej jako wielkiego magazynu węgla uczestniczącego w obiegu węgla w przyrodzie(…) Gleby wszystkich lądów na kuli ziemskiej gromadzą ok. 2000 Gt węgla, to jest ponad trzykrotnie więcej niż zgromadzone jest w biomasie organizmów żywych (ok. 650 Gt) i blisko trzykrotnie więcej niż stanowią zasoby węgla w atmosferze (750 Gt). Dla porównania warto dodać, że łączną ilość węgla emitowanego do atmosfery w formie CO2 w wyniku działalności antropogenicznej szacuje się na 8 Gt rocznie. Glebowa materia organiczna może stanowić ośrodek, w którym per saldo wiązane są coraz to większe ilości węgla; mówimy wówczas o sekwestracji węgla atmosferycznego (albo o sekwestracji dwutlenku węgla). (…) W tym kontekście ogromnie ważne staje się rozpoznanie i monitorowanie zmian zawartości glebowej materii organicznej oraz podejmowanie działań służących je obudowywaniu. Tymczasem liczne przesłanki skazują na postępujący ubytek materii organicznej w glebach, a fakt ten potwierdzają podejmowane w ostatnim czasie badania naukowe oraz monitoringowe.(…)

Należy podkreślić, że tempo rozkładu materii organicznej, a przez to i zawartość próchnicy w glebach, zależą w naturalny sposób od warunków klimatycznych. Wysoka temperatura i niska wilgotność sprzyjają mineralizacji materii organicznej, podczas gdy temperatura iska i duże uwilgotnienie stanowią korzystne warunki do jej akumulacji i humifikacji. W glebach klimatu umiarkowanego i gorącego, zwłaszcza wówczas gdy są one użytkowane rolniczo bez stosowania nawozów organicznych, bardzo szybko postępuje proces mineralizacji próchnicy i ubytek całkowitej zawartości węgla. Szczególnie ubogie w próchnicę są gleby półwyspów Iberyjskiego i Apenińskiego, ale także wielkiego obszaru zachodniej części kontynentu, obejmującego znaczną część Francji oraz Belgii. Swoisty magazyn węgla organicznego w glebach Europy stanowią kraje skandynawskie, głównie Szwecja i Finlandia.

O zawartości próchnicy w glebie decydują, obok warunków klimatycznych, także inne naturalne czynniki siedliskowe oraz czynniki antropogeniczne. Sposób użytkowania (np. leśny, łąkowy, orny), zastosowany system uprawy roli (tradycyjny, uproszczony, bezorkowy), agrotechnika (zabiegi uprawowe, nawożenie, zmianowanie) i warunki powietrzno-wodne stanowią istotne czynniki decydujące o przemianach i bilansie materii organicznej gleb. Regularne stosowanie nawozów organicznych, przeorywanie resztek pożniwnych oraz włączanie do upraw roślin próchnicotwórczych (np. motylkowatych) przyczyniają się do wzrostu zawartości próchnicy w glebach. Z kolei przesuszenie gleb (bandyckie melioracje!!! – dop. mój), stosowanie uproszczonych płodozmianów z dominacją zbóż oraz ograniczenie nawożenia do mineralnego prowadza zazwyczaj do przyspieszonej mineralizacji próchnicy (czyli do jej utraty – dop. mój).

Mogłabym tak jeszcze długo cytować ten podręcznik, ale może sobie i Czytelnikom tego zaoszczędzę;).

W każdym razie jest tam i o ubytku próchnicy w Polsce i o spostrzeżeniach Wielkopolan nt. stepowienia poczynionych w XIX w. (czemu mnie nie dziwi, że ta właśnie część kraju tak sobie dzielnie naukowo i praktycznie poczynała).

Jest też o sekwestracji węgla, sposobach zaradczych degradacji gleb. Mnie osobiście ruszył postulat „tworzenia stref buforowych na granicy pól uprawnych” AAAAAAAA! A jak za komuny chłop ze wsi gadał kumisarzowi,

że zaorywać miedzy nie lzia, to kumisarz brał chłopa w dyby! Pomijając kwestie polityczne (komunizm), przywiązanie chłopa do ziemi (w sensie zapału do jej posiadania, nie pańszczyzny – hihi), wychodzi na to, że prosty chłopski rozsądek miał rację… Jak zwykle.

Jeszcze nawiązując do notki Kossobor, w której to notce była mowa o roli węgla drzewnego przy kształtowaniu tego niesamowitego zjawiska glebowego w Ameryce, to w cytowanym podręczniku też jest mowa o tym, że stosowanie węgla drzewnego może ograniczać podatność substancji organicznej na rozkład, czyli to chyba nie kit z tym czymś niezwykłym.

Uwaga: cytuję w/w książkę tak obszernie, nie dlatego, że mnie oświeciło, że ona taka jakaś objawiona jest, czy cóś. Po prostu wpadła mi w łapy i przypadkiem znalazłam w niej rozwinięcie pouczającego tematu. Kto ma czas niech poczyta czy tę książkę, czy inną. Zbawiając;) kraj zainteresujmy się nim (tym krajem) jako takim, tym co banalnie mamy pod nogami.

Uwaga końcowa: gleba się często zachowuje jak bogactwo/surowiec nieodnawialny – raz je zepsujesz i potem nie naprawisz. Dlatego tak ważne jest ostrożne gospodarowanie, w tym obrót ziemią – ktoś raz coś spieprzy a my za 30 srebrników zostaniemy jak Australia albo Kałmucja (również wspomniane w w/w książce) z suchą jak pieprz ziemią w postaci lotnego piasku i rzadkich krzewów.


autor: bez kropki

Polacy rzygają Lisem


Warto sprawdzić genealogie Szechtera vel Michnika, Mordki vel Morozowskiego, Lisienki vel Lisa czy Miecugowa. Wówczas zrozumiemy skąd w nich ta nienawiść.

TNS OBOP opublikował wyniki badań dotyczących TV. Wyniki są druzgocące dla medialnego funkcjonariusza Tomasza Lisa. Jego specyficznie prowadzony pogram z nowymi standardami  dziennikarstwa przynosi owoce.

Jeżeli prowadzi się program na temat pochodów  11 listopada bez zaproszenia organizatorów, jeżeli normą u Lisa jest prowadzenie programów według schematu  czterech na jednego tzn. trzech interlokutorów plus  Tomasz Lis , przeciw jednemu  rozmówcy, który ma przeciwne poglądy od jedynie słusznych  Lisa. Przy czym Lisa  wspiera   wytresowana publiczność, która buczy po wypowiedzi  tego jednego, a klaszcze  po wypowiedzi Lisa i popierających go gości , to nie ma się co dziwić wynikom badania.

Program Lisa wraz z „Klanem” został najgorzej oceniony  przez widzów.



http://wpolityce.pl/artykuly/69143-polacy-maja-dosc-telenowel-seriali-paradokumentalnych-oraz-programu-tomasza-lisa-irytuja-ich-tez-reklamy


autor: Andy51

Oświadczenie prof. Cieszewskiego


Po wyemitowaniu przez TVP programu Sekielskiego, prof. Cieszewski zapowiedział, że będzie domagał się autolustracji. Właśnie złożył stosowne dokumenty.
Szanowna Pani Dyrektor,
Dnia 3 grudnia bieżącego roku w programie p. Tomasza Sekielskiego „Po prostu”, który został wyemitowany przez program 1 TVP, p. prof. Antoni Dudek z IPN pomówił mnie, że byłem tajnym współpracownikiem Służby Bezpieczeństwa, dzięki czemu „w nagrodę” otrzymałem paszport i możliwość wyjazdu za granicę.

Wszystkie te stwierdzenia są nieprawdziwe i stanowią pomówienie mnie w myśl art 20 ustawy z dnia 18 października 2006 r. „o ujawnianiu informacji o dokumentach organów bezpieczeństwa państwa z lat 1944-1990 oraz treści tych dokumentów”.

Oświadczam, że nie byłem tajnym współpracownikiem Służby Bezpieczeństwa PRL oraz nie otrzymałem paszportu w zamian za współpracę z SB.

Ponieważ zaś pomówienia tego dokonał publicznie wysoki urzędnik Instytutu Pamięci Narodowej zwracam się do Państwa o wszczęcie wobec mnie procedury lustracyjnej i stwierdzenie zgodnie z prawdą, że nie byłem tajnym współpracownikiem Służby Bezpieczeństwa oraz nie otrzymałem w nagrodę za to paszportu.

Pragnę podkreślić, że ze względu na publiczne oświadczenia p. prof. Antoniego Dudka mamy do czynienia z sytuacją nadzwyczajną. Dlatego też muszę stwierdzić, że próba odmowy przeprowadzenia wobec mnie procedury lustracyjnej czy też postępowania o analogicznym charakterze będę zmuszony traktować jako chęć podtrzymania bezzasadnych oskarżeń prof. Antoniego Dudka, z wszystkimi tego konsekwencjami.

W załączeniu przesyłam moje oświadczenie lustracyjne.

Z poważaniem
Chris Cieszewski 

autor: cyborg

poniedziałek, 9 grudnia 2013

Czy orkan Ksawery miał coś wspólnego z katastrofą smoleńską?


Sfilmowany  przypadek w Birmingham, kiedy to pilot samolotu  Boeing 777 niemal z poziomu  zerowego podrywa maszynę i ląduje na innym lotnisku, każe się zastanowić, dlaczego w  Smoleńsku, kiedy padła komenda „ uhod ”, a było to  na wysokości około  50 metrów nad ziemią samolot się nie poderwał?

Ten film dobitnie świadczy o tym, że wersja gen. Anodiny, i potwierdzający  ją  raport Millera, mają się nijak do rzeczywistości. Warto zobaczyć film z tego zdarzenia zamieszczony w linku.



http://www.wprost.pl/ar/428231/O-krok-od-tragedii-Wiatr-nie-pozwoli-wyldowa/


autor: Andy51

niedziela, 8 grudnia 2013

Polski rock jest martwy


A legendarni "prorocy moich gniewnych lat", to ożywione mumie i upiory przeszłości.
Od pewnego czasu nie sposób uciec od Ukrainy w ten sposób, że za cokolwiek się człowiek nie weźmie, nawet za przysłowiową lodówkę, to po otwarciu widzi Ukrainę. Są więc relacje na żywo, programy publicystyczne w radio i telewizji, gazety pełne są opisów protestów mas ludzkich i głównych aktorów, nawet portale społecznościowe pękają w szwach od nadmiaru Ukrainy. Ukraina zdominowała przekazy dnia i tylko orkan Xawier choć na krótką chwilę pozwolił odetchnąć od Ukrainy. Po mocnym wejściu Kaczora na kijowskim majdanie, "ratować" Ukrainę rzucili się dosłownie wszyscy, Pą Prezydę rozmawiał telefonicznie z gaspadinem Janukowyczem, a wnuczek z frau Makrelą i mesje Oląde. Ukraina über alles.

Ale ja nie o tym. W kontekście ukraińskim zadaję sobie pytanie: czemu tam w Kijowie nie było jeszcze żadnego "legendarnego" zespołu rockowego z Polski? Gdzie się podziali "prorocy z moich gniewnych lat"? Przecież etosem walki z komuną wypełnione są ich wikipedyczne biogramy.
Na przykład w biogramie pana Hołdysa można wyczytać o jego życiu:
"wypełnionym całkowicie pracą: intensywnym koncertowaniem, za które honorarium wynosiło mniej niż 3 bilety na dany koncert, pracą organizacyjną, do której należały uzgodnienia z cenzurą i milicją, pogróżkami SB".
Życie wypełniały młodemu buntownikowi pogróżki eS Be. eS Be brzmi w tym momencie prawie jak Bi Dżis.
Tomek Lipiński, znany z Brygady Kryzys, również niemało wycierpiał od komuny:
" Stan wojenny przekreślił także plany koncertów na następny rok w Holandii. W tym okresie muzycy dostali propozycję występów od "Rock Estrady" (organizatora dużych koncertów) – jednak podstawowym warunkiem współpracy miała być skrócona nazwa zespołu z Brygada Kryzys na Brygada K., na co Lipiński z Brylewskim nie przystali. Odmowa pójścia na kompromis uniemożliwiła im granie dalszych koncertów."
Bezkompromisowy, niczym bohater westernów, odmówił pójścia na kompromis z krwawym reżimem. Do dziś odcina z tego powodu kupony.
Weźmy kolejnego giganta polskiego rocka, ofiary prześladowań eS Becji Macieja Maleńczuka "jednego z najbardziej awangardowych i kontrowersyjnych polskich artystów muzycznych" (źródło: Wikipedia). Jego również dotknęły prześladowania eS Be.
"W 1981 skazany został na dwa lata więzienia za odmowę pełnienia zasadniczej służby wojskowej".
Aż chciałoby się klasnąć w dłonie i krzyknąć: ach, cóż za piękne rewolucyjne życiorysy! Odmówili komunie, potem były represje, cud że żyją!
A co robią dziś? Może odrzucili młodzieńczy bunt, rewolucyjny zapał i żyją własnym życiem? Ależ skąd. Oni są stale obecni w naszej polityce. Co i rusz wygłaszają opinie stricte polityczne.
Taki pan Hołdys największe zagrożenie widzi w Jarosławie Kaczyńskim nazywając go "mrocznym, średniowiecznym chujem".
Wtóruje mu pan Maleńczuk znany z okrzyku na koncertach: "Kto głosował na PiS, wypierdalać z sali!". Skomponował też protest song "Kaczory", w którym śpiewał: "Władzę w kraju przejął duet kaczy".
Najmniej drapieżny z tej Rewolucyjnej Trojcy jest pan Lipiński, on tylko na konwencji wyborczej PO w 2006 roku śpiewał uniesiony duchem wolności "Jeszcze będzie przepięknie, jeszcze będzie normalnie…".
Śmiało można przyznać im, że mieli swój nieduży, bo nieduży, ale jednak wkład, w budowanie najpiękniejszego ustroju pod rządami Platformy Obywatelskiej.
I teraz, kiedy patrzę na majdan w Kijowie, na tych przemarzniętych, zdesperowanych Ukraińców, których tak po ludzku jest mi żal, to zadaję sobie zasadnicze pytanie: gdzie podziali się ci nasi polscy buntownicy, ci rockmeni i frontmeni , którzy w latach krwawej dyktatury nie wahali się odmówić eS Becji? Gdzie oni są, ci wszyscy nasi przyjaciele? Dlaczego nie stoją razem z ludźmi walczącymi z ruskim systemem? Z sowieckim zniewoleniem. Z ukraińską eS Becją. Co im przeszkadza? Przecież wyjazd do Kijowa i powrót, to zaledwie jeden dzień. Przecież są stale obecni w mediach, nie zamilkli wiele lat temu, nie zaprzestali walki o wolność i demokrację. Może ci Ukraińcy, stojący w mrozie na kijowskim majdanie, nie są z ich bajki? Co ich powstrzymuje? Odpowiedź jest boleśnie arcyprosta:
Otóż proszę Państwa oni są w czarnej dupie. Byli w niej w latach siedemdziesiątych i osiemdziesiątych ubiegłego wieku i są w niej do dziś. To zwykli konformiści przebrani w piórka rockowych kontestatorów. Tacy z nich właśnie buntownicy - koncesjonowani. Samozwańcze autorytety. Bałwany oczekujące adoracji. Maskotki systemu. Oni Polskę i Polaków od zawsze mieli w dupie. Dla nich ważne były flaszka i dupencje. Oni wolą trzymać nosy blisko dupy niedźwiedzia i udawać, że to było marzenie ich życia. Że właśnie o to "walczyli". Żałośni. Przegrani. Zdemaskowani. Buntownicy z przypadku. Po prostu Cienkie Bolki.
Kiedy pomyślę, że kiedyś tam byli "głosem mojego pokolenia", to robi mi się po prostu niedobrze.
PS. W dyskusji proszę nie odnosić się do rezunów, banderowców, upowców i tryzuba. Mój wpis jest na inny temat. Proszę też nie wklejać mi z YT zespołu "Lombard", znam to na pamięć, potrafię  też wybrzdąkać na gitarze.

autor: gallux