poniedziałek, 10 marca 2014

Otylia Jędrzejczak złowiona na listę PO do europarlamentu

To, że słowa PDT nie są warte funta kłaków , wiadomo od dawna. Na listach PO do Parlamentu Europejskiego nie będzie festiwalu celebrytów- zapewniał miesiąc temu Donald Tusk.
Słowa słowami  a życie życiem. Sportowcy mają nosa gdzie są konfitury. Nie tak dawno ogłoszono, że Bogdan Wenta będzie kandydatem PO do europarlamentu z regionu świętokrzyskiego natomiast kilka dni temu , że Otylia Jędrzejczak z   regionu kujawsko – pomorskiego.

Platforma potrafi kusić i robi to skutecznie, w Sejmie jest dziesięciu posłów byłych sportowców, dziewięciu z PO i jeden z PiS. Poniżej lista najbogatszych sportowców w Sejmie.
1. Cezary Kucharski (40 l., PO) - 16,12 mln zł (piłkarz)
2. Roman Kosecki (46 l., PO) - 12,77 mln zł (piłkarz)
3. Jagna Marczułajtis (34 l., PO) - 4,75 mln zł (snowboardzistka)
4. Małgorzata Niemczyk (43 l., PO) - 2,3 mln zł (siatkarka)
5. Paweł Papke (35 l., PO) - 2 mln zł (siatkarz)
6. Jan Tomaszewski (64 l., PiS) - 950 tys. zł (piłkarz)
7. Robert Wardzała (37 l., PO) - 450 tys. zł (żużlowiec)
8. Leszek Blanik (35 l., PO) - 300 tys. zł (gimnastyk)
9. Iwona Guzowska (38 l., PO) - 280 tys. zł (kick bokserka)
10. Maciej Zieliński (41 l., PO) - 255 tys. zł (koszykarz)

Lista kandydatów do europarlamentu z różnych partii przypomina menażerię, kogóż tam nie ma: od TW na listach PO, przez tancerkę Go-Go z SLD, byłych działaczy PZPR zarówno w SLD jak i PO, poprzez feministki, genderystów i autonomistę z Twojego  Ruchu.

Słabnące notowania PO mogą doprowadzić do tego , że na ich listach może pojawić się jeszcze więcej celebrytów. Proponuję Dodę z Majdanem (Radkiem), kilku aktorów tych zawsze z partią np. Marek Kondrat, a może udałoby się zwabić na listy jakąś Monikę, a czemu nie.

Swoją drogą jest to żałosne, że sportowcy kiedyś znani i szanowani rozmienili swoją sławę na drobne.

http://wpolityce.pl/wydarzenia/76186-a-premier-obiecywal-ze-celebrytow-n...


autor: Andy51

Patriotyzm celebrytów: dy..ć Orła Białego i sorry Polsko

Po siedmiu latach działań PO w dziedzinie edukacji, w której nauczano młodzież że jak kochać  to  osobę tej samej płci lub zwolenników ideologii gender, natomiast swoją Ojczyznę tak sobie, co swoją postawą unaocznili min. nijaki Tymon Tymański śpiewając „ dymać   Orła Białego”. W sukurs poszła mu szansonistka  Maria Peszek śpiewając  "Sorry Polsko, nie oddałabym ci ani jednej kropli krwi" .
Do chóru prześmiewców  patriotyzmu dołącza pięćdziesięciolatek udający młodzieżowca,  nijaki Kubuś Wojewódzki wtykając polską flagę w psie kupy, a inny przedstawiciel świata filmu Machulski na wieść o kręceniu filmu  „Smoleńsk” mówi: „ można by zrobić komedię o nabzdyczonym prezydencie, który uparł się, by lądować we mgle na kartoflisku". 

Niewątpliwą gwiazdą patriotyzmu jest prezydent wszystkich Polaków z PO  Bronisław, który patriotyzm z okazji 3 maja proponuje obchodzić w różowych okularach  z czekoladowym orzełem.
Jeżeli do tego dodamy że grafomanka z tytułem doktora Elżbieta Janicka , próbuje udowodnić, że bohaterowie kultowej książki „ Kamienie na szaniec” byli pedałami i książkę innego grafomana Zychowicza „ Obłęd 44” to mamy obraz, jak próbuje się pokazać i zdeprecjonować heroiczną walkę Polaków w czasie II wojny światowej.

Jeżeli do tego dodamy zakup za publiczne pieniądze przez TVP niemieckiego filmu „ Nasze matki, nasi ojcowie”, który przedstawia żołnierzy AK jako antysemitów, to dopełnia się obraz jakiego zniszczenia w umysłach Polaków dokonała polityka historyczno - patriotyczna PO.

 Ile kosztował podatników ten film rozstrzygnie dopiero NSA, gdyż jest to pilnie strzeżona tajemnica przez władze TVP.

Reżyser filmu „Smoleńsk zwrócił się o dofinansowanie tego filmu do Polskiego Instytutu Sztuki Filmowej. Niestety film ten nie uzyskał aprobaty komisji.  Stosunkiem głosów 5:1 komisja  odrzuciła wniosek o dofinansowanie produkcji filmu "Smoleńsk" w reżyserii Antoniego Krauze. Za odrzuceniem wniosku opowiedzieli się Anna Kazejak-Dawid, Sławomir Fabicki, Jerzy Skolimowski, Jerzy Stuhr oraz Grzegorz Łoszewski (reprezentujący Roberta Glińskiego). Za dofinansowaniem produkcji filmu "Smoleńsk" opowiedział się Sylwester Chęciński.

Warto zwrócić uwagę na słowa Jerzego Sthura o filmie „Smoleńsk” "Zawsze miałem zasadę i utrzymuję tę zasadę, że nigdy nie wystąpię w widowisku kłamliwym historycznie i nihilistycznym, czy to będzie film, czy przedstawienie teatralne. Tej zasady udało mi się pilnować przez całe życie" Czy aby na pewno panie Stuhr ?  a o „ Uprowadzeniu Agaty ”  pan zapomniał ?


autor: Andy51

Król, Królik, Królikowski

Miałam tysiąc i jeden powodów żeby nigdy nie pisać o Marcinie Królu. Jednym z nich jest fakt, że był on mężem ( kolejno) dwóch moich szkolnych koleżanek Maryli i Małgorzaty. Maryla to prawdziwa piękność, uosobienie wdzięku, taktu i kultury. Dzięki swoim zaletom była przez wiele lat członkiem korpusu dyplomatycznego. Małgorzacie też nic nie brakuje w kwestii urody, elegancji i wykształcenia. Obydwie mogłyby być dla każdej kobiety niedościgłym wzorem.

Sam Marcin też zawsze był przystojny, bywały w świecie i inteligentny. Jak napisał Bronisław Wildstein „zawsze dobrze się zapowiadał i to mu zostało”. ( to nie ja- to Wildstein).

Zdradzę jeszcze coś. Wiele lat temu psycholog pani Dobrowolska (matka mojej innej koleżanki) , prowadziła badania nad populacją naszych rówieśników. Powiedziała ( wiem to tylko od koleżanki ale ona nigdy nie kłamie) , że Marcin to najwybitniejsza jednostka z całej badanej przez nią populacji i czeka go wielka przyszłość. Po takim dictum można chyba zaniemówić z wrażenia.

Król bardzo się przyjaźnił z Leszkiem Kołakowskim i tej przyjaźni poświęcił podobno sporo miejsca w swoich książkach. Nie wiem czy to prawda-ogromna płodność Marcina uniemożliwiła mi śledzenie na bieżąco wszystkich jego dzieł. Jego żona Małgorzata też się z Kołakowskim bardzo przyjaźniła, ale nawet nie wiem czy ta przyjaźń kiedykolwiek znalazła swój wyraz w druku. Marcin Król wraz ze swoim klasowym kolegą , a moim innym dobrym znajomym Wojciechem Karpińskim zadebiutowali przed laty książką „ Sylwetki polityczne XIX wieku”. To doskonała książka, kilka razy ją czytałam.

Wszystkie moje zastrzeżenia wobec wypowiadania się na temat znajomych można sprowadzić do góralskiej zasady : „ nie gwizdaj kole domu bo nagwizdasz do rzyci komu” . Wyjaśnienia wymaga chyba tylko słowo „ komu”. Gdy pytałam na przykład naszą gospodynię: „ co dostała na urodziny?” odpowiedziała: „ a nawieźli mi bele cego”. Oznacza to, że dostała dużo prezentów, my powiedzielibyśmy, że goście nawieźli jej różności. Nie ma w tym nic lekceważącego. Podobnie „ komu” w tym kontekście oznacza tylko tyle , że zbędnym gadulstwem można zrobić szkodę sobie lub bliskiej osobie.




Mój podziw wobec znakomitych znajomych tłumaczy chyba jednak mój szok czy raczej dysonans poznawczy gdy z artykułu Semki w „Do Rzeczy” ( Nr 4/052 str 37) dowiedziałam się, że Marcin Król na łamach „ Super Expresu” napisał: „gdybym był na miejscu premiera, pana Królikowskiego zwolniłbym w 15 minut...Tak samo nie akceptowałbym gdyby jakaś urzędniczka po godzinach pracy zajmowała się tańcem go-go” .

„Super Expresu” dotąd nie czytałam , gdyż nie wiedziałam, że „Studia Filozoficzne” znalazły wreszcie godne następstwo . Najlepszy dowód, jak dalece nie jestem en vogue.

Przede wszystkim nie mogłam jednak pojąć dlaczego wielki Marcin Król poluje i to z nagonką na jakiegoś nikomu nie znanego pana Królikowskiego.




Podobne dysonanse poznawcze zdarzały mi się w przeszłości, ale zawsze ktoś bywały wszystko mi wytłumaczył.

Wyraziłam kiedyś zdziwienie, że pewien dobry prawicowy publicysta okresowo pluje na Ojca Rydzyka. Osoba dobrze poinformowana powiedziała: „ daj mu spokój, buduje dom, ma kredyty”. Nie wiem czy jest to dobre wyjaśnienie, ale w każdym razie jakieś wyjaśnienie.

W innym przypadku gdy dziwiłam się, że pewien doskonały fizyk zaoferował swoje własne mieszkanie na ubecką melinę, gdzie ubecy mieli spotykać się z donosicielami, usłyszałam :  "marnuje mu się stypendium we Francji, jego żona już tam jest, nie dają mu paszportu, co chłopina ma zrobić?”.




Po przeczytaniu artykułu Semki doszłam jednak do wniosku, że w przypadku Marcina Króla jest chyba jeszcze gorzej, że to -jak mawia Stanisław Michalkiewicz- „z obfitości serca usta mówią” (do Mt 12, 33-37) czyli, że Król napisał to co napisał z najgłębszym przekonaniem.

Jedynym przewinieniem wiceministra Michała Królikowskiego jest fakt, że jest on jak twierdzi Semka „ ultrakatolicką piątą kolumną w rządzie Tuska”, czyli jest głęboko religijny.

Czegoś tak odkrywczego , że jest to porównywalne z tańcem go- go nikt dotąd nie wymyślił. Z całą pewnością jest to oryginalny wkład profesora Króla do historii idei.




Co tu ma do rzeczy Królik użyty w tytule jako przerywnik? Królik to ksywka czyli pseudonim Jarka Zajączkowskiego z Trójmiasta, założyciela zespołu „ Krewni i znajomi Królika”. Miłe chłopaki, śpiewają szanty, szczerze polecam, bez trudu można znaleźć w internecie.

Ta znajomość, choć równie jak poprzednie powierzchowna, chyba mi nigdy ujmy nie przyniesie.


autor: Iza

sobota, 8 marca 2014

Gdy w końcu przestaniemy kraść


Kraść, grabić, wziąć cudze, jak swoje. I nie widzieć w tym nic złego. Co to jest? Jak tak można? Otóż jest to całkiem normalne i nie wywołuje wyrzutów sumienia w cywilizacji turańskiej. A my chcemy Putina reformować i wychowywać. Nie oduczysz małp łuskania...

Cywilizacja turańska, której wzorcowym przedstawicielem, jako car, chan, czy prezydent, jest właśnie Władimir Putin, podobnie, jak był wódz Temudżyn, twórca imperium mongolskiego Czyngis – Chan, za podstawę swego bytu ma napaść, grabież i ciągłe podbijanie sąsiadów. To jest normalny standard cywilizacyjny. Szokujący dla nas, wychowanych w cywilizacji łacińskiej, gdzie podboje są uważane za działania barbarzyńskie.

Moskwa i Rosja to właściwie ostatnie imperium (w odbudowie), gdzie cywilizacja turańska pozostaje w pełnej krasie.
Po okresie smuty, która zapanowała po rozpadzie ZSRS, za Gorbaczowa i Jelcyna, wstąpił na tron były kagiebista Putin, aby ponownie dać narodowi rosyjskiemu, to co tylko rozumieją i to, jak chcą żyć, czyli jednowładztwo, siłę militarną i odbudowę imperium. Tylko tak oni potrafią, demokrację mając w głębokiej pogardzie.

Czy należy się zatem dziwić, że gdy tylko skończyły się sportowe igrzyska, napełniające dumą serca poddanych Rosjan, Putin uczynił następny krok, by podtrzymać tą falę ojczyźnianej radości i zajął ukraiński Krym. Przecież zgodnie z ideologią tej cywilizacji, jeżeli tylko czegoś bardzo pragniemy, to idziemy i zabieramy to sobie. A majstersztykiem jest to wówczas, gdy uczynimy to podstępem, w tym wypadku bez jednego ataku i jednego wystrzału.
Krym jest już stracony. Satrapa zdecydował, że należy się jemu, więc go zabrał. Co jeszcze zdecydował w swojej głowie? Do grabieży jest cała wschodnia Ukraina? A może więcej – także kraje bałtyckie, a nawet Polska? Tego nie wiemy, aczkolwiek patrząc w głąb historii, szczególnie na imperium mongolskie, jest to jak najbardziej prawdopodobne.
Wszędzie tam, gdzie stąpała stopa ruskiego sołdata, można się spodziewać powrotu imperium. Oni już tu byli, więc automatycznie nabyli do tego prawo. Prawo oparte na podboju i grabieży. Dla kręgu kultury moskiewskiej - prawo naturalne.

Czy przyjdzie nam stoczyć wojnę w obronie cywilizacji? Obawiam się, że tak. Dopóki Rosją będzie władał Putin i jego następcy też będą mieli zapędy imperatorskie, nie możemy być pewni, czy nie będziemy napadnięci ze wschodu.

W XIII wieku mieliśmy, my Polacy, pierwszy epizod kontaktu z cywilizacją turańską. Tatarzy przyszli, pokonali nas i na szczęście szybko się wynieśli. Niewiele po nich zostało. Codzienny hejnał z wieży mariackiej. Nie zdążyli skazić naszej kultury i podstaw cywilizacji.
Natomiast prawdziwy wpływ kultury moskiewskiej nasilił się w XVII wieku, gdy rozwinął się sarmatyzm, szczególnie na Kresach, gdzie magnaci, różni Radziwiłłowie, Pacowie, posiadali władzę absolutną, własne armie i uprawiali własną politykę. Niekoniecznie zgodną z polityką Rzeczypospolitej.
Jednakże cywilizacja turańska nie przeniknęła głębiej i nie opanowała narodu. Jej wpływ sprowadzał się zasadniczo do stylu uprawiania władzy, Zgodnie z hasłem: szlachcic na zagrodzie, równy wojewodzie.

Cywilizacja turańska, wraz z jej najpaskudniejszą odmianą, kulturą moskiewską dotarła do nas i wycisnęła głęboki znak na długie lata, wraz z "wyzwoleńczą" armią czerwoną. To wtedy nauczono naród polski i pokazano, że "normalnym" jest kraść, oszukiwać, krzywdzić i z nikim się nie liczyć. Polaków, przez 50 lat sowieckiej okupacji, zmieniono z obywateli w poddanych.
A poddany funkcjonuje według innych reguł niż świadomy obywatel. Długich lat jeszcze potrzebujemy, by ten stan rzeczy zmienić. Uczynić Polaków ponownie obywatelami swojego państwa.

Wykorzenienie wpływów kultury moskiewskiej nie jest łatwe. Czyż nikomu się nie zdarzyło zabrać z pracy do domu długopisu, czy zeszytu? I pomyśleć przy tym, że właśnie się to ukradło? Nie przenigdy! Moskwa nas nauczyła stosowania setki eufemizmów na takie działania: - skombinować, załatwić, zorganizować, czy po prostu przynieść z pracy.
Czy zamiast potrudzić się trochę, by śmieci i gruz po remoncie domu, zawieść na oficjalne wysypisko śmieci, nie jedziemy do najbliższego lasku i nie zrzucamy tego w pobliskich krzakach?
Czy nigdy nie jechaliśmy autobusem, czy tramwajem na gapę?
Czy nigdy nie przyszliśmy do pracy pijani?

Nie można powiedzieć, że w II RP takie zjawiska i zachowania nie istniały. Były one jednak sporadyczne i powszechnie potępiane.
To na ramionach czerwonych żołdaków wkroczyły one do naszego kraju, jako powszechnie akceptowany standard zachowania.
Elity kulturalne i intelektualne zostały skutecznie wyrżnięte, żeby ostrzec i powiedzieć, że to jest złe.

Cywilizacja turańska skaziła na długo nasz kraj. Polityka łupiestwa i grabieży, z jednoczesnym nieliczeniem się z obywatelem, bo to przecież nie obywatel, tylko poddany, jest od dwudziestu lat modi operandi kolejnych władz. Skorumpowanych, nieuczciwych satrapów i tworzących się bojarów – oligarchów.

Czy należy się wobec tego tak dziwić Putinowi, że postanowił sobie zabrać Krym Ukrainie, więc sobie ją wziął. Tak po prostu. Przecież on działa w granicach swojej kultury i cywilizacji.
A my, Polacy, będący tą samą cywilizacją skażeni, powinniśmy mieć do tego zrozumienie.
I chyba mamy. Bo nagle, jak kraj cały długi i szeroki podniósł się krzyk na wszystkich szczeblach władzy i ci, co jeszcze niedawno wyruszali na wiernopoddańcze pielgrzymki na Kreml, wystraszyli się.
Wielki i silny satrapa i jednowładca Putin może z kolei najechać na następne małe satrapie, jak Polska, gdzie tak dobrze się, żyło, kombinowało, załatwiało i organizowało. Lub prosto z mostu – kradło i grabiło.

A do tego poddani dostali zły przykład z tym Majdanem. Tylko głupie myśli zaczną im przychodzić do głowy, gdy zechcą być obywatelami.
 
autor: jazgdyni


piątek, 7 marca 2014

Déjà vu, czyli to wszystko już było

„ Gdy wchodzą do miasta Tatarzy nie pytaj czy pies trębacza jest szczepiony”.

To nowa wersja starego przysłowia, którą zaprezentował mi podczas dyskusji zaprzyjaźniony Ukrainiec. Podaje ją nieudolnie przetłumaczoną, bo czytelnicy stanowczo zabronili mi pisania w obcych językach. Może dlatego, że robię szkolne błędy.

W Polsce mamy obecnie jedność światopoglądową - od prawa do lewa. Jak za I Solidarności, albo za okrągłego stołu i przed pierwszymi, „ wolnymi tylko częściowo” wyborami.

Taka jedność musi być mistyfikacją, bo interesy ludzkie są sprzeczne.

Zadawałam kiedyś rozmówcom proste pytanie: „ jak Michnik może pisać i wydawać książki w więzieniu w sytuacji, gdy szeregowy więzień ma kłopoty z przekazaniem rodzinie kilku słów grypsu?”. Trudno przytaczać głupstwa, które słyszałam w odpowiedzi. Na przykład, że Michnik ma tak wielki charyzmat, że klękają przed nim strażnicy więzienni i mu pokornie służą. Najczęściej byłam jednak za to proste pytanie odsądzana od czci i wiary.

„ Gdybym miał tak spaczony obraz świata jak pani, popełniłbym samobójstwo” - powiedział mi pewien pan z arystokratycznej zubożałej rodziny, który nigdy Michnika na oczy nie widział i nie miał nic wspólnego z polityką, a przede wszystkim ze stalinowską grupą interesu w Polsce.

On jeden gorąco mnie przeprosił gdy Michnik kazał odp... się od Jaruzelskiego i nazwał Kiszczaka człowiekiem honoru. Starszy pan w przeciwieństwie do innych rozmówców przeprosił mnie, bo był po prostu dobrze wychowany.

Nie twierdzę, że nie należało współpracować z Geremkiem i Michnikiem w czasach gdy- jak mówiliśmy - „było nam po drodze”. Być może należało współpracować na zasadzie „brać od wszystkich- nikomu nie kwitować”. Okazało się jednak, że to nie my- to kto inny brał bez opamiętania i nie kwitował, my tylko dawaliśmy.

Przede wszystkim należało jednak pilnować, żeby stalinowska grupa interesu w Polsce nie przechwyciła steru i nie obróciła go o 180 stopni. Nie wiem czy to było możliwe. Ustalenie tego to zadanie historyków. Skrajną głupotą było jednak wierzyć, że przedstawiciele tej stalinowskiej grupy interesu zrobią cokolwiek dla sztandarowych robotników „ bronionych” przez KOR czy dla entuzjastycznych ciotek rewolucji zbierających dla nich pieniądze i roznoszących bohatersko ulotki.

Pamiętam ,że za czasów I Solidarności epatowano ludzi daczami byłych prominentów nad Zalewem Zegrzyńskim, podobnie jak pozwolono teraz prostym Ukraińcom gorszyć się złotymi sedesami w pałacach Janukowycza. . Podobno kilka tych prominenckich pałaców w Polsce zburzyli sami właściciele. Chyba tylko po to, żeby za kilka lat przejąć na własność cały kraj.

Niewygodne pytania na przykład: „ kto płaci za toalety typu toy toy na Majdanie?” automatycznie stawiają pytającego w szeregu zwolenników Putina. To bardzo komfortowa psychicznie sytuacja- nigdy nie zadawać niewygodnych pytań i zawsze stawać po dobrej stronie mocy. A potem płakać: ” oszukał nas wróg, jak on tak mógł?”.


Za czasów pomarańczowej rewolucji na Ukrainie na Majdan pojechały dzieci z katolickiego gimnazjum, do którego uczęszczała moja córka. Miały machać pomarańczowymi szmatami, za co zapewniono im nocleg i wikt ( catering) oraz gwarancję bezpieczeństwa. Kiedy zapytałam na szkolnym zebraniu:” kto daje takie gwarancje?” zostałam dosłownie zadziobana. Nie było świństwa którego by mi nie przypisywano. Córka oczywiście nie pojechała, a jej koleżanki bawiły się wyśmienicie. Jak na prywatce. Miały poza tym poczucie, że zanurzyły stopę w głównym nurcie historii. Wszelki meandry tego nurtu nic ich nie obchodziły, może ich nawet nie rejestrowały.


Nic mnie tak nie przeraża jak jedność światopoglądowa. Gdy Kiszczak zaczął mówić tym samym głosem co Michnik, Bujak i miliony klakierów pomyślałam sobie;: „ to się źle skończy”.

Czy oznacza to,że życzyłam przegranej naszej, oddolnej solidarnościowej rewolcie? Nigdy w życiu, ale dopiero wtedy zrozumiałam, że nie ma ona szans, a my wszyscy, jej mięso armatnie, zostaniemy przeżuci i wypluci. Tak się też stało.

Niewygodne pytania w sprawie Ukrainy, na przykład: „dlaczego akceptowana jest jako ich rzecznik oligarcha, która okradła ich na miliardy dolarów?”, świadczą tylko, że pytający bardziej się martwi o prostych Ukraińców, którzy są mięsem armatnim tej rewolty niż oni sami.

Nie chodzi tu o racje geopolityczne, o pełzające rewolucje, które dowodzą , że Świat w niebezpieczny sposób dojrzewa do zmiany sojuszy i granic. Nie chodzi o jarzyny do sprzedania Rosjanom, ani o fascynację Putinem.

Chodzi tylko o tych ludzi na Majdanie. Żeby jak my nie zostali przeżuci i wypluci.


autor: Iza

Kosowo zachodowi wyszło Krymem

W roku 1994, USA, Rosja i Wielka Brytania, za denuklearyzację Ukrainy gwarantowały jej integralność terytorialną . Ten casus powinien być  swego rodzaju memento dla Polski co znaczą gwarancję  wielkich mocarstw. Polska powinna mieć silną armię, żeby w razie czego mogła się sama bronić. Oczywiście sojusze tak , ale jak mówi przysłowie  : umiesz liczyć licz, na siebie.

Zanim doszło do sytuacji z Krymem, były inne przykłady w Europie, które dały takiemu zbójeckiemu państwu jak Rosja wolną rękę. Proszę sobie przypomnieć sprawę Kosowa, które w 2008 r. ogłosiło niepodległość. Wówczas nikt nie bronił Serbów, mało kto mówił o integralności Serbii.

Dyplomatołki z Europy w tym z Polski ciupasem uznali to państwo. Rosja może powoływać się na ten przykład, gdzie na terenie około 10 tys. km2 większość mieszkańców stanowili  Albańczycy i ustanowili swoje państwo, to samo jest na Krymie, tam na pow. 25 tys. km2 większość  ponad 60% stanowią Rosjanie oni z kolei chcą być z mateczką  Rosyją.

Mieszkańcy ( Rosjanie) w „ demokratyczny ”zorganizują referendum, w którym opowiedzą za przyłączeniem się do Rosji. Rosjanie, tak jak  Albańczycy w Kosowie będą mogli mówić o demokratycznej legitymizacji swoich posunięć.

Ponieważ był  casus  Albańczyków, może być casus Katalończyków, Basków, Szkotów, itd. Współczuję tym krajom, w których po rozpadzie ZSRR,  Rosjanie zostali jako V kolumna. Obawiać się muszą zwłaszcza Łotysze i Estończycy, w których mniejszość rosyjska stanowi prawie 30% populacji. Rosjanie nie  muszą interweniować  militarnie, wystarczy że na terenach, na których  Rosjanie stanowią większość przeprowadzą  referenda i co wtedy ?

Niezbyt przemyślana gra polityczna z Kosowem, może być pretekstem do dalszych ruchów separatystycznych, którymi będą grali  Rosjanie.

Reasumując, źle się stało, że pozwolono na podzielenie Serbii, czkawka z Kosowem może odbijać się jeszcze  długo.

http://wiadomosci.wp.pl/lbid,6222,title,Eskalacja-napiecia-na-Krymie-Ros...


autor: Andy51

czwartek, 6 marca 2014

​WSI 24 today i Russia Today

Dwie propagandowe stacje, jedna będąca tubą WSI założona zresztą przez byłych współpracowników peerelowskich służb, spełniająca obecnie rolę prorządowej szczekaczki  i  Russia Today, angielskojęzyczna stacja założona przez  rosyjski rząd, mająca robić wodę z mózgu zachodnim odbiorcom.

Redaktorzy prowadzący WSI 24 wręcz prześcigają się w deprecjonowaniu opozycji i mówiąc kolokwialnie liżą  pewną część ciała PDT i jego rządowi. Spece przeszkoleni przez sowiecki wywiad robią za ekspertów w sprawie wolności i wydają cenzurki osobom , które uważają za patriotów, a które za zdrajców. Panowie Czempiński , Dukaczewski, Makowski są gwiazdami w tej  telewizji.

Redaktorzy i kierownictwo  WSI 24 zwane dla niepoznaki TVN24 pomyliły znaczenia słów honor z honorarium.

W rosyjskiej angielskojęzycznej tubie propagandowej  Russia Today, znalazły się dziennikarki , które na żywo w czasie transmisji powiedziały, że nie zgadzają się z polityką Kremla wobec Krymu nie mogą brać udziału w takiej manipulacji i podziękowały za pracę. Czy na taki akt osobistej odwagi stać by było np. panią Pochankę, Zalewską, Olejnik,itp.? bardzo wątpię, gdyż one nie uprawiają propagandy one same są propagandą, a poczucie przyzwoitości jest im obce.

http://www.tvn24.pl/na-wizji-russia-today-rzucila-prace-nie-moge-byc-cze...
 

autor: Andy51


środa, 5 marca 2014

Nie róbcie polityki, haratajcie w gałę

Polityka ante portas, krzyczy PDT z PBK.  A przez  siedem lat było tak przyjemnie, budowało się  Orliki, haratało w gałę, aż tu nagle, okazało się, że Rosjanie nie są tacy dobrzy. Zagrażają Ukrainie, jak echo wracają słowa śp. Lecha Kaczyńskiego , „dzisiaj Gruzja, jutro Ukraina, pojutrze państwa bałtyckie, a później może i czas na mój kraj Polskę”.

Dopóty żył śp. Lech Kaczyński, Rosjanie nie wchodzili oficjalnie w nasze sprawy,  nie tresowali nas jak domowego pudelka. Po tragicznej śmierci Prezydenta  MSZ Ławrow  rozpoczął epokę „pojednania” , 2 września 2010 r. minister Radek ściągnął polskich  ambasadorów prawie z całego świata na wykład Ławrowa pt. „Nowa era stosunków Polsko – Rosyjskich”. Później  takie wizyty stały się niemal obowiązujące.  Jeszcze w grudniu 2013 r. w czasie gdy trwał Majdan  Sikorski wspólnie z Ławrowem wydali wspólne oświadczenie „ Program 2020 w stosunkach  rosyjsko – polskich”, który miał być  wspólną „ mapą drogową ”.

Nie robienie polityki , a raczej robienie jej przez takich ludzi jak trójca: Tusk, Sikorski, Komorowski, wyszła Polsce bokiem.  Demontaż polskiej armii , chodzenie na pasku albo  Angeli albo Putina, doprowadziło do tego , że z Polską mało kto się liczy.

Polska może liczyć tylko na siebie, Polska powinna dbać o swoją rację stanu, ale z tą ekipą jest tylko gorzej i gorzej.

Gdyby chociaż gospodarczo bylibyśmy silni, ale gdzie tam, przez siedem lat rządu nieudaczników, nie potrafiliśmy zbudować  w całości autostrady z północy na południe czy z zachodu na wschód przy tak olbrzymich pieniądzach otrzymanych od UE. Prawie wszystko co było do wysprzedania wysprzedano. Młodzi głosują nogami, sądy  i media jakie są każdy widzi. Tylko odsunięcie nieudaczników od władzy może spowodować zatrzymanie degradacji Polski w Europie i w świecie.
 
  
http://www.rp.pl/artykul/1073316.html
http://niezalezna.pl/52495-prorosyjskie-tuby-trwa-wojna-dezinformacyjna-...
 

autor: Andy51

Lojalność

Byłam wiele razy w klasycznej sytuacji konfliktu lojalności. Zaprzyjaźnione małżeństwo rozwodziło się. Dziewczyna była w ciąży pozamałżeńskiej. Kiedy mi o tym powiedziała poprosiła mnie o dochowanie tajemnicy, obiecałam jej to i dotrzymałam. Sąd orzekł rozwód z winy męża. Trochę się na mnie gniewał, ale chyba zrozumiał. Powiedział: „ Zatem dane słowo jest dla ciebie ważniejsze od prawdy”. Miał chyba ( niestety) rację.


Gdyby dane słowo było dla wszystkich ważniejsze od prawdy nigdy nie dowiedzielibyśmy się o wyczynach ubecji. Zawdzięczamy to Józefowi Światło. ( prawdziwe nazwisko Izaak Fleischfarb) . Światło był wysokiej rangi funkcjonariuszem Ministerstwa Bezpieczeństwa Publicznego, między innymi dyrektorem słynnego Departamentu X w MBP. W 1953 roku uciekł na Zachód .

Światło – jak to sobie uświadomiłam – zrealizował pełne spektrum stereotypów na temat pracowników UB. Był pochodzenia żydowskiego, ukończył tylko siedem klas szkoły podstawowej, pracował w Krakowie jako szewc. Przed wojną działał w organizacjach syjonistycznych oraz od 1933 roku w KZMP. Przez WKP(b) został skierowany do I Polskiej Dywizji im. Tadeusza Kościuszki, w której został podporucznikiem i oficerem politycznym współpracującym z NKWD.

Światło był odpowiedzialny za aresztowanie ostatniego dowódcy AK generała Okulickiego. Współorganizował fałszowanie referendum w 1946 roku. W 1948 roku został przez Romkowskiego przeniesiony do właśnie organizowanego, słynnego departamentu X MBP w Warszawie pod kierownictwem Antoniego Fejgina, gdzie został wicedyrektorem w randze podpułkownika. To on właśnie aresztował Władysława Gomułkę. Miał ogromną władzę i specjalną linię do rozmów z Berią. Prowadził typowy tryb życia wysokiej rangi aparatczyków. Luksusowe mieszkania, sklepy za żółtymi firankami, samochody, kochanki, polowania.

W 1953 roku na osobiste polecenie Bieruta Światło pojechał żeby „ uciszyć” Wandę Brońską. Przypadkiem znalazł się w Berlinie Zachodnim – podobno pojechał z Fejginem na zakupy. Zafascynowany zaopatrzeniem sklepów zdecydował się pójść w ślady Wandy Brońskiej,  czyli uciec i dać się przewerbować.

6 grudnia 1953 roku, czyli następnego dnia po ucieczce, władze amerykańskie przewiozły Józefa Światłę z Berlina do Frankfurtu, a następnie do Stanów. Jego wystąpienia w RWE ( o tych audycjach osobiście zadecydował Jan Nowak Jeziorański) w cyklu "Za kulisami partii i bezpieki", oraz niezwykle szczegółowe ulotki pod tym samym tytułem doprowadziły do głębokich zmian w bezpiece i ostatecznie do likwidacji MBP.

Wanda Brońska ma zresztą podobnie ciekawe losy. Jako dziecko wraz z rodzicami towarzyszyła Leninowi w jego podróży ze Szwajcarii do Rosji. Jej rodzice zginęli w Związku Radzieckim w czasie „wielkiej czystki”, a ona trafiła do Gułagu. Po wojnie była w Polsce dziennikarką. Uciekła z NRD, gdzie przebywała służbowo, do RFN. Podobnie jak Światło pouczała nas z anteny RWE czym był stalinizm.

Pamiętam jak bardzo denerwowały mnie wtedy ( choć byłam małym dzieckiem)  te audycje. Uważałam, że tak ohydna moralnie postać jak Światło nie powinna być promowana w „naszym radio”.

Zmieniłam zdanie. Gdyby nie fakt, że agenci dają się czasami przewerbować nasza wiedza na temat systemu byłaby o wiele mniejsza.

Światło – niezależnie od jego intencji- stanął po stronie prawdy.

Gdyby nie to, że hitlerowcy bywali sprzedajni o wiele więcej osób straciłoby życie w gestapowskich kazamatach. Naprawdę naiwnością byłoby mieć pretensje do hitlerowców, że zdradzali Hitlera.

To wszystko przyszło mi do głowy przy okazji audycji TV na temat Tomasz Strzyżewskiego i wydanej przez niego (po ucieczce do Szwecji) w 1977 roku w Aneksie „Czarnej księgi cenzury”. Strzyżewski pracował w GUKPPiW tylko 18 miesięcy. Trudno ustalić czy faktycznie od początku planował ujawnić tajemnice tej instytucji czy po prostu w kontakcie codziennym z jej realiami stracił cierpliwość. Niewątpliwie kopiowanie dokumentów zajęło mu sporo czasu i nie było zbyt bezpieczne.

Uderzyła mnie pogarda z jaką mówili o Strzyżewskim jego potencjalni sojusznicy - na przykład Smolar. Zapomniał chyba o swoich korzeniach. Albo wręcz przeciwnie – przypomniał sobie i ma Strzyżewskiemu za złe zdradę. Dla Smolara Strzyżewski to taki pan Nikt, szeregowy pracownik GUKPPiW , który wywiózł jakieś kwity i nie wiadomo co sobie wyobraża na temat swojej historycznej roli . Nie był przecież jak Smolar dzieckiem stalinowskiego establishmentu, nie terminował w rewizjonistycznej opozycji.
Dziadek Tomasza, Wincenty Strzyżewski padł ofiarą mordu katyńskiego. To też nie pomogło zapewne Tomaszowi w oczach Smolara.

Wśród wspomnień ofiar III Rzeszy, które swego czasu gromadziłam, spisywałam i publikowałam w „Głosie” jest jedno, na którego publikację się nie zdobyłam. Pisze syn człowieka , który jako obywatel niemiecki mieszkający w Polsce trafił do Oświęcimia i został kapo. Autor szczerze opisuje pospolite przestępstwa kryminalne, za które jego ojciec został skazany na obóz. W obozie ojciec autora wspomnień przeszedł na stronę swoich ofiar. Nie wytrzymał uczestnictwa w hitlerowskich praktykach . Został stracony czy zastrzelony- tego syn nie wie. Jego ojciec stracił życie, zdradził Hitlera, komendanta obozu, swoich kolegów po fachu, okazał się mięczakiem. Komu zatem był wierny?

Moim zdaniem opowiedział się po stronie prawdy choć na pewno nie ma szans na rehabilitację i nie zostanie świętym.
Jego syn poprosił mnie ostatnio o zniszczenie tekstu. Powiedział, że nikt nie zna historii jego ojca i jej ujawnienie byłoby dla niego osobistą tragedią .

Lojalnie spaliłam papiery.


autor: Iza

wtorek, 4 marca 2014

Przysięga


Nie pasowaliście do siebie. W końcu dotarło do niej że nie będziesz na nią tyrał, wzięła więc walizki i poszła na swoje.Zastanawiasz się co dalej. Z zadumy nad samym sobą wyrywa cię energiczny dzwonek do drzwi.
- Jestem Ela. Teraz ja będę z tobą mieszkać - oświadcza czerwieniąc się kobieta podpierająca piramidę walizek - wniesiesz ?
- Czy my jesteśmy rodziną ? - pytasz zaskoczony - oczywiście, już wnoszę, jak przebiegła podróż ?
- No tak, informowali że jesteś niedzisiejszy - mówi Ela rozglądając się po domu - mam opłacony abonament telewizyjny, podobno zalegałeś ?

- Na pewno jestem niedzisiejszy - odważasz się na bardziej zasadniczy ton - nie dostałem odpowiedzi na pytanie ; kim właściwie jesteś ?!
- Żoną, twoją żoną ! - mówi Ela i zgrabnie wymienia zdjęcie w antyramie wiszącej koło telewizora.
- Ale jaj..., no jestem pod wrażeniem, taki finezyjny żart Elki na koniec ! - śmiejesz się niepohamowanie - to są takie agencje świadczące usługi "byłym" ? Żona zastępcza do czasu formalnego rozwodu ? Dobre ! A co będzie jak potraktuję poważnie "obowiązki małżeńskie" ?
- Tylko spróbuj potraktować swoje obowiązki niepoważnie ! - Elżbieta C. usiadła przybierając pozę urzędniczą - jestem twoją pierwszą i jedyną żoną ! Na mocy konkordatu, księgi parafialne tak jak USC zostały sprostowane. Twoja przysięga jest jak najbardziej obowiązująca. Teraz twoja żona ma na pierwsze Elżbieta, a nie na drugie. Będzie prościej niż z Wiesławą - Elżbietą. W banku już poprawiłam, tu w teczce są aktualne odpisy aktów. Weź jeden, masz wezwanie do Rejonowej Komendy Uzupełnień na ćwiczenia wojskowe, poprawisz miejsce i datę urodzenia żony.
-No już zbieraj się ! Kancelaria RKU czynna do czternastej ale pewnie kolejka będzie - wstała i porzucając urzędowy ton,
z uśmieszkiem mrugnęła okiem - żona ci odmłodniała o kilka lat, sprawdź w papierach, zadowolony ?!
Osłupiały, posłusznie bierzesz czapkę klucze, wezwanie i udajesz się nieśpiesznie do RKU. Jesteś zdrowo po czterdziestce, dawno powinni skreślić cię z ewidencji i odebrać kartę mobilizacyjną. Jest więcej spraw do załatwienia - myślisz. Zaczniemy od porządków z wojskiem. Tłumów nie ma, kolejki też. Na pierwszym piętrze, pamiętającego obecność prusaków na Pomorzu, budynku z czerwonej cegły starszawy starszy sierżant odbiera twoje dokumenty. Kiwa głową, potem kręci.
- Ja tu mam ołówkiem wpisanego kawalera, po technikum - wyciąga z teczki więcej papierów - uuu.. ostro na ćwiczenia ciągaliśmy, co, pewnie "Solidarność" ?
- Owszem, "Solidarność", co to teraz ma za znaczenie - odpowiadasz - żonaty, dwoje dzieci i uczelnię ukończył, na niej pracował ale poszedł na swoje. Tylko nie rozumiem po co to wszystko skoro chyba mam oddać kartę mobilizacyjną, bo stary jestem ?
- Czemu zaraz, stary ! Awans dostaliśmy, na kierownika warsztatów, w razie "W", oczywiście - wyciąga rękę z nową kartą mobilizacyjną zatkniętą w starą czerwoną książeczkę wojskową - na Mickiewicza, do r-lok i łączności doszedł sprzęt optyczny i noktowizory, trzeba się zapoznać z nowym zakresem obowiązków. Tylko trzy dni.
- Doceniamy fachowców ! Dlatego podniesiono wiek specjalistom którzy nie muszą iść w pole, a spokojnie na zapleczu naprawiać sprzęt mogą - wchodzi nam w rozmowę major, który niespodziewanie wyłonił się zza regału. Poznajesz w nim oficera kontrwywiadu, straszącego was na specjalnych ćwiczeniach dla "elementu antysocjalistycznego" w latach osiemdziesiątych : więzieniem, robotami "na Żuławach", do kary śmierci włącznie. Co ten jeszcze robi w armi wolnego kraju ?!
- PANA to akurat się TU nie spodziewałem - rzucasz zaczepnie. Słowa : "pana" i "tu" , podkreślasz. Jeszcze niedawno za słowo: "pan", zamiast: "obywatelu", wsadził by żołnierza do aresztu. Groził więzieniem za korespondencję z rodziną na zachodzie.
- Jak już PANA - znowu podkreślasz - widzę, to chciałbym zapytać, jako że PAN nas tak umoralniał jak ważną rzeczą była przysięga do której nas zmuszono za komuny.
- Czy nie powinno być tak, że najwyższa, najważniejsza osoba w państwie : Prezydent, pismem skierowanym osobiście do mnie, zwolni mnie z przysięgi na sojusze Układu Warszawskiego ?! Czy nie uważa pan że przysięga wymaga by składał ją człowiek wolny, z własnej woli i przekonania ?
- Ja uważam - mówisz - że powinienem mieć możliwość, TU, będąc zwolnionyn z przysięgi socjalistyczno-wiernopoddańczej, złożyć podpis pod przysięgą na wierność Rzeczpospolitej ! Uważam też za konieczną wymianę i wręczenie nowych Książeczek Wojskowych.
- Ale stopień wojskowy to CHCIELIBYŚCIE zatrzymać ? - w końcu wybucha major - nic WAS nie nauczyliśmy !
- To dla mnie komplement - odpowiadasz - nie dałem się zmienić ! A tamten stopień niewiele dla mnie znaczy.
Nie spotkasz więcej majora. Do budynków warsztatów wprowadzi się IPN. Tobie w końcu zabiorą kartę mobilizacyjną i przestaną zawracać głowę starym sprzętem. Rzeczpospolita nigdy nie dowie się wobec kogo pozostałaby lojalna milionowa armia rezerwistów. Patrząc w stronę Ukrainy, chcę wierzyć że nie będzie musiała sprawdzać.

autor: cyborg