.

...czerwone słońce żądzy i decyzji (dwóch rzeczy, które stwarzają żywy świat)
Vladimir Nabokov

poniedziałek, 2 grudnia 2013

"Berek" czyli uniwersalna niepoprawność polityczna


Politycznie poprawny prezent pod choinkę.
Tytuł tej notki, jak i większa jej część, nie są mojego autorstwa. Ja tylko zebrałem w całość fragmenty z innych miejsc, bo chciałem przybliżyć rzecz, która jest tego warta.

Piotr Wielgucki znany też jako Bloger Matka Kurka wydał niedawno swoją pierwszą powieść pt. "Berek". O Matce Kurce w Internecie krążą już legendy. Przez jednych lubiany, przez innych znienawidzony. Bohater dwóch procesów, jednego o obrazę Prezydenta i Premiera i drugiego o obrazę "autorytetu lemingów" Jerzego Róbta co Chceta Owsiaka. Ja osobiście Matkę Kurkę znam od niedawna, konto na jego portalu Kontrowersje.net mam od roku i pięciu miesięcy. Czytałem, że był zwolennikiem Partii Miłości, ale mu się odmieniło i teraz jest jej zdeklarowanym przeciwnikiem. Jej czyli PO oraz tego wszystkiego co sobą ta partia i ludzie z nią związani prezentują. Tyle tytułem wstępu, przypuszczam, że osoba Matki Kurki jest znana i nie ma potrzeby rozpisywać się szerzej w tym względzie. Przytoczę jeszcze charakterystykę Matki Kurki pióra Bogdana Zalewskiego, z jego autorskiego bloga na portalu Radia RMF 24:
"Matka Kurka to "grzybowy" pseudonim nawiązujący do Ojca Rydzyka, przeciwieństwo duchownego, pseudonim-antonim; i jako taki antyradiomaryjny byt internetowy Piotr Wielgucki objawił się Polakom przed laty. Jego komentarze nie różniły się wtedy  w przekazie od liberalnej twórczości tuzów mainstreamu, wyróżniały się jednak od razu od średniej krajowej rodem z tygodnika "Polityka" czy radia "Tok FM" nienaganną logiką i charakterystycznym, nieco cynicznym, stylem. Został zwycięzcą konkursu na blogera roku 2008, organizowanego przez portal wiadomości24.pl. Dziś Matka Kurka obrócił się tyłem do tamtego siebie, ale nie jak kurek na dachu, bo to nie zewnętrzne obróciły go wiatry. Nie chcę się bawić w psychologizowanie, ale jestem przekonany, że to odwrócenie się Wielguckiego o 180% było efektem wewnętrznej przemiany, powolnego dojrzewania, a nie koniunkturalizmu. Nie o wiatry polityczne tu chodzi. O inne idzie tu prądy: ideowe oraz artystyczne."
Mamy więc Piotra Wielguckiego i mamy jego powieść "Berek". Przyznam się szczerze i bez bicia, że ja tej książki jeszcze nie czytałem pomimo, że od miesiąca leży u mnie na półce. Rozleniwiłem się intelektualnie, nad czym boleję. Myślę, że nie ja jeden. Ale przeczytam na pewno. O czym jest ta powieść? Oddajmy głos recenzentowi powieści panu Edwinowi Kaniukowi:

Jeśli ktoś miałby mnie zapytać: „O czym jest książka Wielguckiego?”, odpowiedziałbym, że przede wszystkim przedstawiono w niej historię nie jednego człowieka, ale historię procesu zbiorowego myślenia, której ten jeden człowiek był uczestnikiem. Myślenia o tym jak jest i o tym jak być powinno lub raczej o tym jak by się chciało kreować i widzieć rzeczywistość.
Berek to powieść, której historia wydania oraz treść są odzwierciedleniem charakteru naszych czasów".
"Główny bohater powieści, Berek Szulc, był żydowskim dzieckiem z Przemyśla. Na jesieni 1941 roku, kiedy funkcjonowało już przemyskie getto, a Niemcy wysiedlali z domów Żydów, matka potajemnie wsadziła chłopca na niemiecką ciężarówkę z meblami, licząc na to, że uniknie on zagłady. Kiedy samochód zatrzymał się w lesie, chłopak wyskoczył ze skrzyni samochodu i uciekł w leśną gęstwinę. Po kilku dniach znalazł go, szlochającego w krzakach, Jan Gdula, który wbrew niemieckim zakazom potajemnie wybrał się do lasu po drzewo. Mimo szorstkiego obejścia i pozornego egoizmu chłop zlitował się nad dzieckiem i zabrał je do swojej chaty w Czyszkach, wsi oddalonej od Przemyśla w linii prostej o ok. 20 km. Jan i Aniela Gdulowie to dość zamożni bezdzietni gospodarze. Mimo że już pierwszego dnia podczas kąpieli wydało się, że przygarnęli pod swój dach małego Żyda, stawili czoło trudnej sytuacji i nie opuścili chłopca w potrzebie. Z czasem nawet go usynowili. Ale to sam początek długiej historii."

Książka wzbudziła zainteresowanie w środowisku dziennikarskim. Jak pisze MK miał on wiele propozycji wywiadów, ale wiedząc czym są media w Polsce, zwłaszcza te głównego nurtu, konsekwentnie odmawiał. Ostatecznie do wywiadu skłonił go Bogdan Zalewski dziennikarz radia RMF 24. Jak pisze sam Matka Kurka:
"Bogdan Zalewski pracował ze mną kilka tygodni, rzetelną wymianą zdań, powstał z tego wywiad rzeka na 27 stron i stał się kolejny cud, z naszej pracy obaj jesteśmy zadowoleni. Powiedziałem w wywiadzie to, co piszę na kontrowersjach.net i Zalewski, bez zmiany przecinka, cały materiał opublikował."
Fragment tego wywiadu dostępny jest na stronie Kontrowersje.net, zaś całość tutaj (wywiad).
Za zgodą autora publikuję fragment  wywiadu w tym miejscu, gdyż uważam, że to jest bardzo ważny głos w dyskusji o stosunkach polsko-żydowskich. W naszej świadomości, to co pisze MK, powinno być fundamentem, na którym następnie można, w sposób świadomy i uczciwy, budować naszą historię i tożsamość narodową. Nie czując się na siłach aby opisać to wszystko własnymi słowami posługuję się zatem tekstem Matki Kurki:
"Postanowiłem napisać SKUTECZNĄ powieść o złych Żydach i dobrych Polakach. Przyroda lubi równowagę, tymczasem w Polsce jest 1001 książek, filmów i karier spisanych złym słowem o Polakach i pochwałą dla „wyjątkowej” tragedii Żydów. W podobnym nienaturalnym środowisku nie sposób normalnie żyć i swobodnie oddychać, czuję się przy takich dysproporcjach jak przysłowiowy Żyd za okupacji. Moim protestem i próbą uzyskania równowagi w przyrodzie jest „Berek” spisany w taki sposób, jak napisałby powieść pobożny żyd. Pan jest filologiem i doskonale Pan wie, kiedy słowo Żyd piszemy wielką literą, a kiedy poprawna jest litera mała, w tym tkwi przewaga żydów nad Polakami, że nie ma Polaków pisanych z małej litery. Większość naszych słusznych odwetów za krzywdzące Polaków treści talmudyczne, to niestety mieszanka niekontrolowanych emocji, beznadziejnie zilustrowanej martyrologii i nieskutecznego patosu. Zupełne przeciwieństwo Talmudu, gdzie emocje są kontrolowane, martyrologia precyzyjnie opisana, a patos bezlitośnie skuteczny. Tajemnica tak zwanych trudnych relacji polsko-żydowskich polega na konkurencji. Nie jest prawdą, że polska martyrologia to wydumane, rzeźbione „kalekim romantyzmem” brednie, Polska niestety ma swoją autentyczną martyrologię, tylko nie umiemy jej tak efektownie „sprzedać”. Polacy nie kontrolują emocji w pojedynku z innymi narodami i stąd polski patos łatwo ośmieszyć, podczas gdy żydowski stoi jak skała i każdy profan zostaje odstrzelony nacjonalistycznym neologizmem „antysemityzm”. Napisałem „Berka” talmudycznie, ponieważ chciałem pokazać Polakom jak być skutecznym i żydom, że konkurencja narodowa odkryła tajemnicę sukcesu. Cała reszta, o której Pan pisze jest konsekwencją talmudyczności. Upodlony Niemiec w polskiej chacie, to talmudyczne podrzucenie wspólnego wroga. Żydzi nie szukajcie w mleku antysemityzmu, pamiętajcie kto was do tych polskich stodół zapędził. Zwycięstwo Nowego Testamentu nad Starym Testamentem to wynik starcia między narodowymi religiami, walka o „polaka”. Teologicznie jedyną religią narodową jest oczywiście judaizm, ale polski katolicyzm pełni dokładnie taką samą ocalającą naród rolę i w związku z tym trwa nieustanna batalia. Zna Pan generalną prawdę Talmudu? Co jest dobre dla goja jest złe da żyda i odwrotnie. Nie usłyszy Pan w Polsce złego słowa o judaizmie ortodoksyjnym, gdzie się roi od „ciemnogrodu”, guseł, przesądów, nierówności płci, śmieszności obyczajowej od sfery intymnej, aż po kulinarną i koszerne „komórki”. Usłyszy Pan natomiast, że nowotestamentowa reforma judaizmu, siłą rzeczy archaicznej religii, opartej na prawie Hammurabiego, jest przejawem zacofania, nietolerancji, nienawiści, a co najważniejsze w połączeniu z ideologią narodową prowadzi do degrengolady wieszczącej hekatombę. Nie ma dla polskich Żydów gorszego połączenia niż złowieszcza, szatańska, para narodowo-katolicka i tym okładają Polaków dzień i noc. Dlaczego? Konkurencja, wojna religijna i narodowa, dotycząca w takim samym stopniu wierzących ortodoksów jak i marksistowskich czy syjonistycznych odłamów narodowego judaizmu. Kto wierzy w te brednie o istnieniu internacjonalistycznych Żydów, kto daje wiarę herezji, że istnieją Żydzi bez żydów, niech posłucha wykładni talmudycznej. Szewach Weiss, parę dni temu powiedział rzecz, która kompletnie uszła polskiej uwadze, chociaż ten świecki rabin nieopatrznie zdradził kilka składników narodowego sukcesu, pewnie wiedział, że goje i tak żyją jakimiś bieżącymi duperelami i niczego nie usłyszą. Na pytanie redaktora TVN, od kiedy żydowskie dzieci idą do szkoły udzielił Weiss wielkiej narodowej odpowiedzi. Zaczął od tego, że w Izraelu buduje się nowa narodowość, nie jakieś tam „społeczeństwo obywatelskie”, potem dociskany przez redaktora na odczepnego rzucił, że obowiązek przedszkolny w Izraelu zaczyna się od trzeciego roku życia, by pośpiesznie przejść do fundamentalnych treści. W Izraelu, powiedział Weiss, praktycznie nie ma szkół świeckich, Żydzi uczą się religii w każdej szkole, Izraelczycy jeśli nawet są ateistami nie kpią, nie odrzucają i nie potrafią się pozbyć swojej tradycji i swojej religii. W Izraelu buduje się Trzecia Świątynia. Wyobraża Pan sobie podobne słowa w ustach polskiego premiera, prezydenta, ministra, ambasadora? Wyobraża Pan sobie, że po takich „nazistowskich” deklaracjach budujących państwo wyznaniowe dziennikarz TVN milczy i spokojnie przechodzi do nowego wątku? Nauczmy się tego od żydów i Żydów, inaczej będziemy zbierać baty, a w najsmutniejszej konsekwencji rozpłyniemy się w tyglu, w którym niekoniecznie narody wybrane, ale inteligentne, mieszają wszelkiej maści niewolników ogłupianych modnymi „filozofiami”. Polacy mają szansę i powinni z tej szansy skorzystać, podstawą wszelkiego zwycięstwa musi być narodowa religia oparta na polskim narodzie wybranym i mówię to jako ateista, ale w wersji „żydowskiej”, czyli ateista, który nie ma odwagi i ochoty niszczyć fundamentu wspólnoty. Judaizm to tylko mistyczna oprawa żydowskiego nacjonalizmu, tego najlepiej pojętego, którym się straszy gojów. Katolicyzm dla Polski był od wieków polskim judaizmem, polską religią narodową i jako konkurencja dla judaizmu właściwego stał się przedmiotem religijnej wojny. Niemcy przegrali przez wygłupy Nietschego, Żydzi dostają od czasu do czasu baty, ale od wieków są zwycięzcami, ponieważ trzymają się prostych, pierwotnych reguł plemiennych wspartych mistycyzmem. Taką mają receptę na wielkość i trudno im się przy tym poziomie inteligencji dziwić, że innym plemionom swoją receptę sprzedają jako truciznę i zagrożenie dla całej ludzkości. Gdyby Pan miał mapę do takiego skarbu, gdyby Pan miał alchemiczną recepturę, sprzedałby Pan ten skarb swoim wrogom, aby budować potęgę wrogów? Czy raczej zrobiłby Pan wszystko, aby odwrócić uwagę, wprowadzić zamęt i chronić swojego Świętego Graala? Talmud, talmudyczność – cała tajemnica narodowego sukcesu. Nietsche ze swoim kuciem żelaznego nadczłowieka, to taka sama bajka dla ubogich jak każda inna wydumana opowieść o człowieku doskonałym. Bzdury, nie ma recepty na doskonałego człowieka, ale jest prosty przepis na doskonałe plemię, armię, naród i Żydzi niczego nie wynaleźli, oni się tylko nie wstydzili sięgnąć po tę receptę prosto z jaskini."
Dotykamy więc rzeczy bardzo trudnej, fundamentalnej w postrzeganiu historii o "złych Żydach i dobrych Polakach".
Zapraszam do dyskusji i z góry uprzedzam, że wpisy zaczadzonych będę usuwał.
Samą książkę można zamówić tutaj:
multibook.pl/pl/p/Piotr-Wielgucki-Berek/3202

autor: gallux

Brak komentarzy: