czwartek, 3 kwietnia 2014

Syndrom oszusta

Kilka dni temu miałam wizytę u specjalisty, na którą czekałam ( niezbyt niecierpliwie ) kilka dobrych miesięcy. W czasie badania zadzwonił telefon. : „ Oczywiście, że pan przeszkadza” powiedział lekarz i rzucił słuchawkę. Potem dodał: „ przeklęci farmaceuci”. Ucięliśmy sobie pogawędkę na temat działalności koncernów farmaceutycznych w Polsce, ale nie mogę jej powtarzać bez zgody zainteresowanego. Zwróciłam uwagę na pewien, oczywisty nawet dla mnie, aspekt tej działalności- reklamę. W kraju, w którym nie wolno reklamować papierosów i alkoholi reklamuje się leki i paraleki- w tym podobno bardzo niebezpieczne dla zdrowia. Formuła: „ skontaktuj się z lekarzem lub farmaceutą..” odczytana przez lektora nic nie gwarantuje, ma za zadanie zabezpieczyć stację przed ewentualnymi roszczeniami poszkodowanych. Przecież jasne jest, że nie po to ktoś kupuje lek bez recepty, żeby chodzić z nim na konsultacje do lekarza. Co gorsza w reklamach biorą udział nawet małe dzieci: „ noc bez kaszlu przespana, coś tam coś tam dała mama” mówi cienkim głosikiem dziecko. I nikogo to nie gorszy, nie jest to traktowane jako nadużycie. To ja już wolę śmieszne reklamy „ łódki Bols” niż bezczelne straszenie rodziców pneumokokami przy reklamowaniu szczepionek.

Lobby farmaceutyczne są jak widać silniejsze od tytoniowych i alkoholowych. Agenci wciskają się do gabinetów lekarzy, finansują udział w zjazdach i konferencjach odbywających się w atrakcyjnych miejscowościach, wpychają papier firmowy i długopisy. .

Pod naciskiem farmaceutów zmienia się również zapisy w rejestrze chorób. Psychiatrzy twierdzą, że pozorna epidemia schizofrenii w Polsce bierze się stąd, że lekarze dla dobra  pacjentów ( tanie leki)  podciągają ich banalne dolegliwości pod tę straszną chorobę . To samo dotyczy jednak innych jednostek chorobowych.

Leon Eisenberg, twórca ADHD zeznał podobno przed śmiercią, że „ odkrył” i opisał tę chorobę pod naciskiem firmy farmaceutycznej. W Polsce dzieci u których zdiagnozowano ADHD leczone są preparatem o nazwie Concerta. Concerta w USA kosztuje 4,5 $. W Polsce opakowanie kosztuje 360 ( słownie trzysta sześćdziesiąt) złotych. Ponieważ jest to lek refundowany pacjent płaci tylko powiedzmy 3,50. Resztę zwraca firmie NFZ. Czy nie jest to dla firmy świetny interes?

Lek działa jak amfetamina rozjaśnia umysł, poprawia wyniki w nauce. Jednak dzieci przyjmujące Concertę przestają rosnąć. Muszą zacząć przyjmować hormony wzrostu. Stają się wzorcowymi, być może dożywotnimi klientami aptek.Nie jestem farmaceutą i nie będę sprawdzać listy skutków ubocznych tego leku. Każdy może to zrobić na własną rękę.Wydaje mi się, jednak, że o wiele mniejsze szkody przyniosłoby nieznośnemu dziecku potraktowanie go ścierką niż leczenie takim preparatem.

Podobnie interesująca jest historia PAS. Poniżej cytuję ( w podwójnym cudzysłowie) fragment pracy dyplomowej mego syna. ( Nie chodzi tu o promowanie rodziny. Po prostu program komputerowy wykrywający plagiaty mógłby się bez tego zastrzeżenia do niego doczepić)

””Historia PAS warta jest moim zdaniem bardzo dokładnego omówienia przede wszystkim dlatego, że jest klasycznym przykładem pseudo naukowego oszustwa, które zdominowało na wiele lat orzecznictwo sądów rodzinnych w USA stając się przyczyną wielu tragedii. Historia PAS pokazuje jak łatwo oszustwo naukowe staje się faktem naukowym i nie sposób go wykorzenić ze świadomości ludzkiej. Pomimo zdezawuowania odkryć Gardnera, pomimo jego kompromitacji jako naukowca i człowieka, polskie sądy rodzinne nadal posługują się tak zwanym syndromem Gardnera w swoim orzecznictwie.

PAS czyli parental alienation syndrome opisał w 1985 roku amerykański psycholog, dr Richard Gardner. Swoje tezy oparł podobno na własnych doświadczeniach zawodowych. Twierdził, że jest to zaburzenie występujące u dzieci, które uczestniczą w nieporozumieniach i kłótniach rozwodzących się rodziców. Objawem syndromu jest odrzucenie jednego z rodziców , a nawet oskarżanie go o molestowanie i przemoc. Richard Gardner twierdził, że jedynym rozwiązaniem problemu jest oddanie dziecka pod opiekę rodzica, który nim nie manipuluje lub w skrajnych przypadkach izolacja dziecka w zakładzie opiekuńczym.

Teoria PAS stała się popularna w amerykańskich sądach, gdyż przyczyniała się do skracania procedury rozwodowej i ułatwiała wydanie wyroku w sprawach rodzinnych. Niezależnie od kraju, kultury i wykształcenia sędzia najczęściej wydaje taki wyrok, jaki najłatwiej uzasadnić oraz taki, który łatwo obroni się w ewentualnej procedurze apelacyjnej. Zdiagnozowanie PAS ułatwiało sądowi pracę. Teoria PAS w środowisku amerykańskich psychologów była początkowo traktowana jako ciekawa i dobrze udokumentowana koncepcja.. Dopiero po kilku latach uznano ją za "śmieć naukowy".

"Childrens Legal Rights Magazine" analizując sprawy sądowe, w których orzekano powołując się na PAS stwierdza: „ powodem niechęci do rodzica jest na ogół jego niewłaściwe zachowanie. Takie etykietki jak PAS służą tylko odwróceniu uwagi od tych zachowań". "Przewodnik dla sędziów", którego wydawcą jest Narodowa Rada Sędziów Sądu Rodzinnego i Nieletnich nazywa teorię Gardnera "skompromitowaną i osłaniającą przemoc i nadużycia wobec dzieci".

Dr Richard Gardner, popełnił samobójstwo 25 maja 2003 roku. Po jego śmierci prokurator Richard Ducote powiedział: "Módlmy się, aby głupota jego niedorzecznej teorii PAS umarła razem z nim". Ujawniono, że Gardner brał po 500 dolarów za godzinę konsultacji od mężczyzn molestujących dzieci albo znęcających się nad nimi , a potem jako biegły sądowy sugerował żeby sąd oddał dzieci pod ich opiekę.

Odnaleziono również teksty w których Gardner jawnie popierał kazirodztwo i pedofilię. Oto niektóre jego tezy:

"Pedofilia jest szeroko rozpowszechnioną i akceptowaną praktyką wśród milionów ludzi"

"Jeśli matka zareaguje na molestowanie dziecka przez ojca w zbyt histeryczny sposób należy pomóc jej docenić fakt, że w większości społeczeństw w historii świata, takie zachowania były wszechobecne" 1

Mimo iż PAS nie został udowodniony ani poparty rzetelnymi badaniami i choć wykluczyły jego użycie takie kraje jak Anglia i USA używany był jako dowód w sądowych sprawach rodzinnych w Australii i w Polsce do której trafił w 2004 roku””.

W Polsce niestety nadal jest używany.
Przeciwstawić się nadużywaniu niebezpiecznych leków, czy stosowaniu w orzecznictwie sądów rodzinnych nieistniejących – jak syndrom Gardnera- chorób psychicznych mogliby tylko światli lekarze. Rodzice w starciu z „ekspertami” mają niewielkie szanse. Tm bardziej warto ich alarmować.



autor: Iza

III RP, 90-latków tych niezłomnych traktują z całą surowością…

III RP, 90 – latków  tych niezłomnych traktują z całą surowością, tych z UB nie.
 
Polska po raz kolejny zdała egzamin.  Jak podaje niezależna.pl dzielni policjanci min Sienkiewicza , zgarnęli  96 letniego  Stanisława Adamczyka , byłego komendanta NSZ ( Narodowych Sił Zbrojnych), który samotnie protestował przed sądem, w czasie gdy miał się odbyć proces oprawcy z UB.

„Krwawy Maniek” czyli Marian K „wsławił się” tym, że działając w UB na północnym Mazowszu lubił torturować przesłuchiwanych żołnierzy podziemia niepodległościowego poprzez wkładanie ich stóp do wnętrza rozpalonego pieca.

85 letni ubek idąc za przykładem ludzi honoru czyli Kiszczaka i Jaruzelskiego, nie stawia się do sądu, który ma w głębokim poważaniu. Nasza dzielna władza zwija  96 letniego staruszka byłego niezłomnego żołnierza, który samotnie stoi przed sądem, traktując go jak jakiegoś zadymiarza, natomiast jest bezsilna wobec sadysty z UB.

Smutne jest to , że potomek Sienkiewicza, stoi po stronie byłych ubeków, a jego ludzie dalej prześladują żołnierzy niezłomnych.

http://niezalezna.pl/53568-posel-jasinski-chce-wyjasnienia-od-szefa-msw-...
http://wpolityce.pl/polityka/182816-znowu-nie-udalo-sie-rozpoczac-proces...



autor: Andy51

wtorek, 1 kwietnia 2014

Radosławie, został ci się ino Nobel

Nasi kieszonkowi politycy , których ego i kompetencje nadmuchują przede wszystkim polskie media w zderzeniu z rzeczywistością  poznają swoją wartości i swoje miejsce w szeregu.

Prawie 10 lat temu poprawno - polityczne media ekscytowały się, puszczoną niczym flatus nie wiadomo przez kogo, w dostojnym towarzystwie ekscytującą wiadomością, że Aleksander Kwaśniewski może zostać przewodniczącym ONZ.  Na całe szczęście skończyło się tylko na ekscytacji mediów. Nie chcę myśleć co by się stało , gdyby Olek jako sekretarz ONZ miał zespół pourazowy goleni prawej lub filipińską chorobę.

Następnie chcąc dowartościować Tuska prorządowe media w tym lisowczycy z Lisowego Njuskwika puścili kolejnego bąka oznajmiając , że Tusk jest jednym z kandydatów na stanowisko prezydenta KE. Niestety frau Angela zrobiła Tuskowi numer i poparła kandydaturę byłego premiera Luksemburga Junckera. Zresztą, który z polityków zachodnioeuropejskich chciałby poprzeć polityka, który występował przeciwko swojemu prezydentowi.

I na koniec gwiazda naszej dyplomacji Radek, przymierzał się do stanowiska szefa NATO. Ale jak zwykle, po raz kolejny pokazano jak Zachód poważ polskich polityków. Szefem NATO został norweski polityk, były premier tego kraju Stoltenberg. Marzenia Radka spełzły na niczym, ale nie martwmy się, Radosław w  asa w rękawie. Przecież za swoją akcję na Ukrainie i podpisanie porozumienia z upadłym Janukowyczem i przesłaniem słownym do ukraińskiej opozycji „albo podpiszecie albo będziecie martwi” , dostanie nagrodę Nobla. A więc do grudnia skupmy się na tej nadziei polskich mediów a może coś skapnie  dla naszego Radosława.

http://wpolityce.pl/polityka/189335-lewandowski-przyznaje-sie-porazki-st...
http://polska.newsweek.pl/jaka-bedzie-przyszlosc-polityczna-donalda-tusk...
http://wiadomosci.gazeta.pl/wiadomosci/1,114871,15704878,Jednak_nie_Siko...


autor: Andy51

poniedziałek, 31 marca 2014

Nie jestem obłudnikiem tylko ch……..

Misiek Kamiński mówi „ nie jestem obłudnikiem” a zaraz po tym powinien dodać tylko ch…….. Mianem obłudnika w j. polskim określa się człowieka dwulicowego, na które Misiek nie zasługuje. Najbardziej pasuje do niego słowo na ch, którym określa się najgorszego autoramentu kreatury.

Człowiek , który był gołodupcem dzięki  polityce bardzo się dorobił, partia której był spin doktorem wysłała go na saksy do europarlamentu.  Mandat europosła z ramienia PiS był dla niego prawdziwym Klondike. Żeby się o tym przekonać warto sprawdzić jego deklaracje majątkowe za ostatnie 5 – 7 lat.
Warto pamiętać co mówił o PO i co o nim pisała prasa zagraniczna gdy miał zostać wiceprzewodniczącym PE. Kamiński przegrał wybory gdyż  eliminowały go w poprawnym politycznie świecie rasistowskie ciągotki  i wrogość wobec gejów.
W świecie polityki zdarzają się wolty, w Polsce takie wolty są dość częste, ale żaden z polityków  tak bezwzględnie nie atakował swojej byłej partii jak Misiek Kamiński.

Kamiński trochę przypomina innego cynika producenta taniego wina z Biłgoraja, który z katolickiego konserwatysty stał się zagorzałym antyklerykałem.

Kamiński przypomina dowódcę , który w trakcie ataku na wroga nagle robi zwrot i zaczyna atakować swoich.

Przypuszczam , że w krajach o ugruntowanej demokracji taki polityk jak Misiek byłby skończony, po pierwsze „ rozjechałaby go prasa i inne media”, po drugie nikt by nie chciał z takim człowiekiem współpracować jako osobą niewiarygodną. Ale jak mawiał klasyk z PO „ Polska to dziki kraj” więc wszystkie „numery ” przechodzą.
 
http://wpolityce.pl/polityka/188986-misiek-kaminski-moje-zachowanie-w-os...


autor: Andy51

niedziela, 30 marca 2014

Wyżej sr....ą, niż d..y mają


Przepraszam Państwa za wulgaryzmy, ale ostatecznie wq...m się niemiłosiernie.
Jesteśmy biednym państwem. Typowa emerytura oscyluje w granicach 300 dolarów, z czego natychmiast trzeba przeznaczyć 200 na miesięczne opłaty. Czy to nie skrajna nędza na poziomie trzeciego świata? Tu u nas, nad Wisłą.
Z drugiego końca społeczeństwa, polscy tzw. milionerzy nawet nie mieszczą się w tysiącu najbogatszych ludzi. Stać ich, by szpanować właśnie nad Wisłą, ale nie w Londynie, czy Nowym Jorku. Nie wspomnę nawet Moskwy.

Jesteśmy fatalnie rządzeni od momentu, jak tylko komuchy wspaniałomyślnie oddały władzę. Absolutnie nikt nie określił priorytetów państwa. Nikt nie zdefiniował polskiej racji stanu. A już dosłownie ani jeden polityk nie kiwnął palcem, aby rozwój kraju szedł w kierunku poprawy życia obywateli. To "obywateli" to oczywisty eufemizm, bo my ciągle jesteśmy tylko poddanymi klasy rządzącej, która decyduje, co dla narodu najlepsze. To zresztą też nadużycie z mojej strony, bo naszych "władców" gówno obchodzi jakikolwiek naród. Zawsze i wszędzie, tak, jak za głębokiej komuny, liczy się tylko własna grupa – kolesie i rozliczna rodzina.

Nie ważni są więc ci, co nie mogą pracować, bo kierowani naturalnym obowiązkiem, muszą przez całą dobę zajmować się kalekim członkiem rodziny. Też za te około trzysta dolarów miesięcznie. A wiecie Państwo ile kosztują pieluchy jednorazowe na miesiąc? Ile kosztuje sprzęt specjalistyczny? A ile specjalne łóżko przeciw odleżynowe dla obłożnie chorych?
To są tak zwane duperele, którymi władza może kiedyś się zajmie, jak będzie miała przerwę w ważnych zajęciach, o czym napiszę poniżej.

Nie ważne są też rzesze młodzieży, skutecznie ostatnio niszczone cokolwiek niezrównoważonymi paniami ministrami Edukacji Narodowej, czy Szkolnictwa Wyższego. Realizując poufne zalecenia eurokołchozu minimalizują dostarczaną wiedzę do poziomu, aby zapewnić zdychającej Europie świeży i tani towar – młodych, inteligentnych i pracowitych Polaków. Ponad dwa miliony już zasila zachodni rynek pracy i każdego roku dodatkowo eksportujemy około pół miliona następnych.
Ewenementem jest tu fakt, że polskie urzędy zatrudnienia prowadzą nabór do niemieckich zakładów pracy, w ramach walki z bezrobociem. Czujecie Państwo bluesa? Polskie urzędy, za nasze pieniądze, pieniądze podatników, szukają ludzi do pracy w Niemczech!

Takich przykładów obrazujących całkowitą obojętność, a nawet pogardę rządzących wobec Polaków jest mnóstwo.Spływają po nich, jak woda po kaczce dramatyczne zawołania ludzi: - "Jak żyć panie premierze?!"; "Sorry, jest pan kłamcą" (to oczywiście słowa skierowane do Tuska przez zrozpaczoną matkę).

***************

Brakuje pieniędzy dla zwykłych ludzi. Ba, nie ma nawet pomysłu, zwykłej idei i oczywiście chęci, by tym obywatelom cokolwiek polepszyć. Uczynić ich życie prostszym, podnieść standard i zadowolenie z zamieszkiwania w Polsce.
To szeroko pojętym władzom, a za nimi rzeszy wszechmocnej biurokracji, jak to mówią młodzi niegrzeczni, zwisa miękkim końcem.

Cóż więc zajmuje myśli i fascynuje naszych, trzeba to jasno powiedzieć, przygłupich i niemoralnych władców?

Stawianie sobie pomników za życia.

Pies drapał, że lotnisko w Gdańsku Rębiechowie nazwie się imieniem Lecha Wałęsy. To zapewne niewiele kosztuje, oprócz tego, że wywołuje uśmiech politowania podróżników na ten azjatycki przejaw czołobitności.
No i ego naszego europejskiego "mędrca" jest skutecznie dopompowane.

Jednakże zorganizowanie w naszym biednym kraju cyrkowej imprezy pod nazwą Euro 2012, dla zaspokojenia hobbystycznych ambicji rządowego piłkarzyka, to już duży przekręt wobec narodu.
Te nędzne "igrzyska", impreza na wyrost, dla której za miliardy wybudowano cztery stadiony, które zawsze będą przynosić straty i są trwałym obciążeniem dla państwa, podejrzewam, zaspokoiłyby z nawiązką potrzeby rodzin opiekujących się swoimi niepełnosprawnymi na godziwym poziomie.
Nie, władza, a w szczególności Tusk chciał mieć pomnik, jako ten, za kogo w Polsce zorganizowano europejskie mecze futbolowe. Najpierw chleba, potem igrzysk panie Tusk – rozumieli to już Rzymianie dwa tysiące lat temu.

Nieudolność i zwykłe złodziejstwo spowodowało, że podczas budowy dróg straciliśmy podobno 40 miliardów. Aż boję się policzyć ile tego złodziejstwa będzie na końcu, po szanowny premier Tusk zapowiedział, ze wkrótce, jeżeli chodzi o budowę autostrad, wyprzedzimy Wielką Brytanię. Najdroższe autostrady na świecie najprawdopodobniej zwiększą w naszym biednym kraju popyt na ekskluzywne zegarki i zamknięte osiedla w Parkach Narodowych. A co z tego będą mieli zwykli obywatele? Figę z makiem i jeszcze większe wydatki, bo za przejazd od zachodniej granicy do Warszawy, oprócz paliwa, będą musieli zapłacić panu Kulczykowi około 200 złotych, za przyjemność jazdy po równej drodze, co gdziekolwiek na świecie jest normalną oczywistością (tzn. prawo do jazdy po dobrej drodze, a nie opłata).

Z ostatnich, niewydarzonych kretynizmów tych, co wyżej sr... , niż d... mają, jest pomysł zorganizowania Olimpiady Zimowej w Krakowie – Zakopanem. Nie ważne, że taka hucpa rozłożyłaby kraj na długie lata; nieważne, że przez to nie będzie można realizować programów wyrównywania niesprawiedliwości społecznej, ale ile się będzie można przy tym nakraść?! A w podręcznikach historii pozostanie ten przywódca, za którego zorganizowano wiekopomną, światową imprezę.
To, że w biednym kraju, lokującym się w obszarze dobrobytu Rumunii, Bułgarii i Mołdawii i daleko za Litwą, Łotwą i Estonią, to nieważne.
Niech tak, jak Korea Północna, żyje Polska i jej wspaniali przywódcy.
Polska, bądź, co bądź, piąta potęga militarna w Europie ( !!! ??? ).

Przykładów idiotyzmów rządzących, którzy sprawują władzę ku swojej chwale (i swoich pociotków) i w całkowitej pogardzie dla obywateli jest mnóstwo. Często przypominają w tym afrykańskich kacyków, którzy olśnieni przepychem Paryskiej Opery, chcą taką samą wybudować w środku dżungli.
Choćby zakup pociągów Pendolino, które nie mają żadnych szans sprawdzić się w Polsce, a które kosztowały grube miliardy (więc i prowizja do kieszeni była odpowiednia), gdy tymczasem, za ułamek tej sumy można było kupić świetne, ulubione przez Skandynawów czy Niemców, pociągi z polskiej, bydgoskiej PESY. Tak, lecz wtedy by nie było tych konfitur do kieszeni.

***************

Smutna obserwacja nasuwa się sama – nie ma rozsądnego planu rozwoju kraju i polepszania dobrobytu obywateli. To jest dla władców nieistotne.
Liczą się race propagandy, pomniki głupoty i idiotyzmu, chore ambicje i nadmuchane ego.
Akcje od powodzi do protestu, od afrykańskiej zarazy świń, do świńskich przekrętów ludowców. A istotne, naprawdę ważne dla ludzi problemy przykrywane mamą Madzi, Tańcem z Gwiazdami, bomberem z Krakowa, czy skretyniałą celebrytką, dokonującą aborcji w Wigilię Bożego Narodzenia.

Kiedy wreszcie będzie normalnie? Czy w końcu wymrą te fornale i Nikodemowie Dyzmy, które już 25 lat rujnują Polskę?
Czym jeszcze nas zaskoczą, zanim bezpowrotnie utracą władzę, bo naród zmądrzeje i w desperacji pogoni ich utytłanych w smołę i pierze.
Ciężko będzie, bo stado wychowanych aspirantów, tych sławnych resortowych dzieci, aż przebiera nogami z niecierpliwości, by teraz oni mogli kontynuować po ojcach i matkach zawody w sikaniu na odległość.
Ku swojej chwale.

autor: jazgdyni


Trudna przyjaźń

Kilka lat temu w pensjonacie na Mazurach pewien starszy inżynier zapytał: „ dlaczego wy Polacy tak bardzo nienawidzicie Rosjan?”. Powiedział, że często jeździł służbowo do Kaliningradu i popijał z Ruskimi. „To wspaniali ludzie”- dodał.

Inżynier ten zasłynął z poszukiwania prawdy na temat udziału swego ojca w zbrodniach przeciwko Żydom. W jednej z wielu wersji słyszałam, że jego ojciec, oficer AK zastrzelił młodą Żydówkę. Podobno sama Anna Bikont obwoziła inżyniera po Zachodzie gdzie to opowiadał . W dojrzałych demokracjach zachodnich jego wynurzenia były zapewne przyjmowane bez zastrzeżeń. Wpisywały się doskonale w obraz straszliwych polskich antysemitów, przed którymi bezradnie i bezskutecznie starali się obronić ludność żydowską niemieccy żołnierze. Najbardziej aktywni w tej obronie byli jak wiadomo członkowie formacji SS.

Pamiętam rozmowę na ten temat przy stole. Zwykli wczasowicze okazali się bardziej dociekliwi niż historycy. Padały niewygodne pytania.

„ Kim właściwie ta Żydówka dla pana ojca była?”.

Okazało się,że przyszła go aresztować. „ Sama?”. Okazało się, że w towarzystwie 5 innych enkawudzistów. „ Byli bez broni?”.

„ No nie, oczywiście mieli broń, ale te Żydziaki nie umiały się przecież posługiwać bronią”.- powiedział pan inżynier dając wyraz swemu prawdziwemu, przaśnemu antysemityzmowi.

Zapytany przez jakąś młodą osobę czy mówi to wszystko służbowo trzasnął drzwiami i opuścił zgromadzenie.


Potem okazało się, że tak naprawdę jego ojciec był zwykłym krawcem i że jakiś ( widać dobrze poinformowany w sowieckich zamiarach ) Żyd uprzedził go o planowanym aresztowaniu i w ten sposób uratował rodzinę inżyniera przed wywózką, za co inżynier chciałby kiedyś  rodzinie tego Żyda serdecznie podziękować.

Skąd my to znamy- nie dają a kradną, nie samochody a rowery i to nie w Leningradzie a w Moskwie, ale poza tym wszystko się zgadza.

Rozmowa w mazurskim pensjonacie zniechęciła mnie na długo do tak zwanej „ historii żywej”, czyli do przywiązywania nadmiernej wagi do słów „naocznych świadków”.
Jak to skomentował pewien obecny przy tej rozmowie złośliwy młody człowiek: „ najtrudniej pogodzić się z faktem, że  jest się tylko mierzwą historii”. Ja się z tym dawno pogodziłam.


Wracając do postawionego przez pana inżyniera problemu- wielokrotnie się nad tym zastanawiałam. Prawie każdy z nas, nawet najbardziej – jak my kresowiacy- doświadczony przez okupację sowiecką miał wielu rosyjskich przyjaciół. W moim rodzinnym domu mieszkała swego czasu grupa alpinistów z Klubu Wertikal z Nowosybirska. Ujęli wszystkich, nawet mego ojca, serdecznością i - co tu dużo ukrywać -wspaniałą litworówką. Pluli równo na swój system, na KGB, GRU. Ale nasze porozumienie ponad podziałami miało wyraźne granice. Nie wolno było kwestionować pierwszeństwa Rosjan w nauce, sporcie, literaturze, muzyce i ogólnie rzecz biorąc w duchowości słowiańskiej. Dla dobra sprawy musieliśmy się nauczyć „xранить молчанье в важном споре” czyli nie poruszać drażliwych tematów. Traktowaliśmy ich trochę jak rekonwalescentów, nie wyleczonych z rosyjskiej mocarstwowości.

W górach byli naprawdę świetni. Na samym wstępie pokazali memu ojcu swoje „alpinistyczne indeksy” gdzie wpisane mieli drogi w Kaukazie i Himalajach z ocenami instruktorów. Dla nas było to raczej egzotyczne, ale nie chcieliśmy ich urazić naszym rozbawieniem. Pojechali sami w Tatry. Jak się okazało przelecieli w dwa dni Kazalnicę i wariant R i orzekli, że w Tatrach nie ma dla nich odpowiednich dróg w związku z czym pojechali do Gdańska. W Warszawie chodziliśmy do kina, teatru, filharmonii. Powiedzieli, że musi im starczyć na długo. Nie pomylili się. Nie zostali ponownie wypuszczeni do Polski i planowana wspólna wyprawa eksploracyjna w Ałtaj nie doszła do skutku.

Rzeczywiście Rosjanie to wspaniali ludzie-serdeczni, pełni fantazji. Jak pamiętam powiedziałam ( podczas kolacji na Mazurach) panu inżynierowi, że dopóki  liczba Rosjan nie przekracza pięciu naraz  – lubię ich z całego serca, gdy przekracza -  zaczynam się trochę bać.
Alpinistów z klubu Wertikal było tylko czterech.


autor: Iza

sobota, 29 marca 2014

Państwo zdało egzamin, wysokie emerytury dla zbrodniarzy

III RP ( Rzeczpospolita Przekrętów) nieustannie zdaje egzamin. Zaczęło się w Magdalence gdzie komuniści dogadali się z częścią  elit Solidarności , gdzie główne skrzypce grali tacy ludzie jak Michnik, Geremek, Kuroń i Mazowiecki.

Miękkie lądowanie, pozwalające komunistom lub ich TW na przejęcie systemu finansowego , mediów i dużej części przemysłu a co najważniejsze brak lustracji spowodowało to, że ci którzy reprezentowali ideologię i interesy  obcego państwa czują się świetnie. Stali się kapitalistami uwłaszczając się na majątku państwa zbudowanego przez Polaków.

Powtarzanie jak mantrę głównie przez PDT i Sikorskiego hasła „ Państwo zdało egzamin” nijak się ma do rzeczywistości.

Skandaliczne oddanie śledztwa Rosjanom w sprawie katastrofy smoleńskiej jest dobitnym przykładem jak według Tuska państwo zdaje egzamin.

Zdawanie egzaminu następuje niemal codziennie co widać po proteście rodziców dzieci niepełnosprawnych w Sejmie.

Nierozliczenie zbrodni PRL-u takich jak grudzień 1970, wprowadzenie stanu wojennego, masakra w „Wujku”, itd., gigantyczne afery gospodarcze , sprawy ciągnące się latami dopełniają ten czarny obraz.

Ludzie, którzy walczyli z reżimem, tracąc często zdrowie, żyją na głodowych emeryturach, a ich kaci tacy jak gen. Kiszczak  dostają 8500 zł śmiejąc się z opozycjonistów. W tym wypadku  egzamin wypad celująco.

W niektórych sprawach powinniśmy się uczyć od krajów III świata. Przykładem może być Bangladesz gdzie w ubiegłym roku Sąd Najwyższy tego kraju skazał na dożywocie 90 letniego przywódcę islamistycznego za zbrodnie z 1970 r. na dożywocie. Sądowi nie przeszkadzało, że ów islamski  radykał poruszał się na wózku. Macie się od kogo uczyć drodzy polscy sędziowie.
 
http://wpolityce.pl/wydarzenia/77410-tysiace-dla-komunistycznych-zbrodni...


autor: Andy51

piątek, 28 marca 2014

Polski Majdan rodziców dzieci niepełnosprawnych w Sejmie

Rodzicom dzieci niepełnosprawnych można powiedzieć „ nikt Wam tyle nie da co Tusk Wam obieca”, ale przyszła kryska na Matyska. Rodzice dzieci niepełnosprawnych powiedzieli sprawdzam. Czego domagają się Ci rodzice ?, dla Tuska jest to niepojęte, ale domagają tego co premier obiecał w 2009 r. tylko tyle i aż tyle.

Protest trwa, rodzice dzieci niepełnosprawnych protestują od środy. Rodzice tych dzieci nie mając nic do stracenia mówią premierowi co o nim myślą, na jego wywody odpowiadają „ sorry jest pan kłamcą”. Z tak bezlitosną oceną swoich prawie siedmiu lat rządów Tusk się jeszcze nie spotkał.

Mina Tuska, zagubienie w zderzeniu się z rzeczywistością ukazują jego niemoc. Ja nie muszę wykazać się empatią, żeby zrozumieć tych rodziców. Sam jestem ojcem dziecka niepełnosprawnego i rozumie tych zdesperowanych rodziców.

Zastanawia mnie jedno, w  polskim parlamencie jest trzech posłów niepełnosprawnych poruszających się na wózkach, wszyscy z PO. Zamiast poruszyć niebo i ziemie żeby pomóc dzieciom i osobom niepełnosprawnym, i ich rodzicom, i opiekunom, senator  Libicki najbardziej aktywny jest na salonie 24, gdzie non- stop atakuje PiS i Prezesa Jarosława Kaczyńskiego, poseł Plura wspomaga autonomistów z RAŚ, a poseł Piechota mimo tego że jest  Przewodniczącym Komisji Polityki Społecznej i Rodziny, zamiast interesować się tą grupą społeczną , której rodzice protestują w Sejmie mówi:, że należy mu się 6 tys. zł na asystenta, bo jest człowiekiem zasłużonym (sic)!

Ale nie on jeden ma w głębokim poważaniu problemy osób niepełnosprawnych,  np. prof. Niesiołowski wyśmiewający się z rodziców dzieci niepełnosprawnych musiał salwować się po swoich „występach” ucieczką z Sejmu, o komentarzach rodziców nie wspomnę. Posłanka Katarasińska w TV mówiła , że to jest coś niesłychanego a ona nigdy by się na taki czyn nie zdecydowała.

Inna kreatura z Biłgoraja, pouczała swoich posłów jak mają się zachować i jak postępować żeby na tym proteście zbić kapitał polityczny.

Oczywiście nie mogło zabraknąć kobiety, która zatrzymała tramwaj, bo koledzy wyłączyli prąd. Mówi tak :” ktoś "zmanipulował" rodziców niepełnosprawnych dzieci, którzy postanowili wraz ze swoimi pociechami okupować Sejm”. Już mówię  pani tramwajarce, kto zmanipulował  rodziców, to jej guru  PDT.

Podobnie jak Ukraińcy niewierzący swojej władzy protestowali na Majdanie i wygrali, tak rodzice dzieci niepełnosprawnych oczekują konkretów na piśmie, a nie obietnic i frazesów, z których znany jest Tusk. 
 
http://wpolityce.pl/galerie/77058-donald-tusk-i-brutalna-prawda-w-ustach...
http://wpolityce.pl/artykuly/77055-maly-premier-i-wielkie-problemy-zwykl...


autor: Andy51

czwartek, 27 marca 2014

Uwaga! Tzw. elity


Co ludzie dzisiaj widzą jako elity? Jaka część narodu jest w to zapatrzona i daje się omamiać. Obawiam się, że znaczna. Nazwijmy to, z czym mamy obecnie do czynienia w Polsce - neo-elity. Bo tak naprawdę, są to samozwańczy neofici, wykreowani przez usłużną propagandę i "salony" warszawki i krakówka.

Szkielet tego tekstu napisałem dwa lata temu, lecz ponieważ jest ciągle aktualny postanowiłem go zmodyfikować i uzupełnić.

Smrodek, jakie roztaczają wokół siebie tak zwane elity III RP, niesie się po całym kraju; od najmniejszego przysiółku, wioseczki, jakiejś Wólki, czy Budy, aż po najwyższe piętra, luksusowe penthousy, drapaczy chmur Warszawy. Jest to smrodek potężnie dojrzałego sera Romadur, ale również mocno przyprawiony zapachem czosnku i perfum Krasnaja Moskwa.
Bo też wszędzie oni są. Jak kiedyś wspomniałem, jest to układ hierarchiczny, rozciągający swoje macki od poziomu gminy Szemud, po najdroższe apartamentowce stolicy i posiadłości, praktycznie rozsiane po całym kraju (jedno drugiego nie wyklucza; nierzadko dobra posiadłość w Kujawsko – Pomorskim idzie w parze z apartamentem w najbardziej pożądanym domu w Warszawie (vide Sikorski).
Zazwyczaj, na tym podstawowym, najniższym poziomie, neo-elitę stanowi lokalna grupa przekrętów. Aby te przekręty dawały zyski koniecznie w takiej grupie musi być członek lokalnej władzy – wójt, starosta, sołtys, czy co tam jeszcze. Po prostu musi być styk państwowe – prywatne, bo tam są konfitury. Warto dodać, że ten miejscowy przedstawiciel władzy często nie jest członkiem neo-elity, a tylko aspirantem. Z reguły im bardziej się stara, tym dłużej odsuwany jest na bok. Musi w tej grupie być paru lokalnych biznesmenów, gdyż to oni wypracowują zysk i nadają ton. Jak na przykład wspomniany już przeze mnie Król Karkówki z Kartuz. Te dolne elity są nieliczne. O to właśnie chodzi. Tak ma być, bo dwóch, trzech jest w stanie rzucać światło na swój teren, a jak by było za dużo to istnieje niebezpieczeństwo tworzenia się chaosu i rozbisurmanienia się ludu.
Za to wkoło jest całe mnóstwo aspirantów przebierających nogami i usłużnych, którzy, za uścisk lub poczęstowanie jakimś nienormalnym świństwem (whiskey, koniak, cierpkie, czerwone wino, kto to widział? słodkie przecież o niebo lepsze!), podejmują się czynienia drobnych uprzejmości.
Najważniejsze natomiast jest to, że przynajmniej jeden z tej grupy (to sytuacja optymalna) ma, jak to w układzie hierarchicznym, zaczepienie, kontakt z kimś z neo-elity wyższego szczebla. Im wyższego, tym lepiej. Bardzo dobrze, gdy wojewódzkiego, a równie dobrze, gdy centralnego. Jest to warunek obowiązkowy.
Chyba modelowym przykładem takiej struktury, jest były i niebyły pan senator Stokłosa. On w tym pilskim był (i jest?) jednoosobową wyrocznią, panem życia i śmierci, a jego wspaniała małżonka, jest jak żona cesarza (z wszystkimi tego atrybutami, z wyjątkiem urody, niestety). Umocowania w stolicy pozwoliły mu spokojnie przetrwać ciężki okres, gdy listy gończe fruwały po całej Europie.
Szczebel wyżej jest podobnie. Niekoniecznie więcej pieniędzy, ale więcej władzy. Styl jest też nieco inny, ale o tym napiszę osobno. Na tym poziomie zaczynają dominować poważne zawody: prawnicy, których kancelarie obsługują banki i biznesmenów, bankowcy, którzy decydują, czy dać zarobić kancelariom i biznesmenom i biznesmeni, którzy dają z kolei zarobić kancelariom i bankom. Dla kolorytu jest jakiś niemłody pisarz z mądrą twarzą, lub choćby z piękną siwą brodą, jak na przykład pan Chwin. Jest paru dziennikarzy i dziennikarek, którzy ładnie potrafią opisać i zaprezentować swoją neo-elitę i ogólnie stwarzają odpowiedni, miły i ciepły klimat. Tutaj już możemy mówić o grupie kilkudziesięciu osób. Oczywiście, wszyscy razem dobrze się znają, razem bywają, są na ty, (ale nie przed kamerami) i mają wspólne upodobania, (ale o tym później).
A politycy? Z nimi to raczej różnie. Częściej nie są stałymi członkami elit (wiadomo – wybory); często dostają pozycję leszczy, ci z ambicjami robią za aspirantów, którym czasami starszyzna pozwala ogrzać się przy ognisku.
I tak krok po kroku idziemy do góry, aż dochodzimy do stolicy. I tutaj role się nieco odwracają. Prym w neo-elitach zaczynają wodzić politycy, urzędnicy wysokiego szczebla, oraz dziennikarze pewnych, wybranych tytułów prasowych i stacji telewizyjnych.
I po raz pierwszy celebryci. Ich istnienie na niższym szczeblu jest tylko etapem przejściowym i nie ma sensu, oprócz spotykania się w klubie na Monciaku w Sopocie. Ale tylko po to by móc się wywindować do celebrytyzmu ogólnopolskiego.
Jedynym chyba wyjątkiem w tej grupie jest Kuba Wojewódzki, który aspiruje do bycia celebrytą krajowym, a jest tylko powiatowym (taki dziwny paradoks).

Centralna neo-elita rulez!
Wyciąć kawałek lasku pod kolejkę linową? Ależ proszę! Wybudować ekskluzywne osiedle w jedynej w Europie, tak dziewiczej puszczy? Ależ proszę! Kupować latające barachło o nazwie Embrayer? Oczywiście! Proszę bardzo. Zrujnować poetę, typa jednego, który, cham jeden, nas wyzywa, a w dodatku ma, bezczelny, dobre pióro i poklask motłochu? Nie ma sprawy!

Zrobić i załatwić można wszystko. Pod jednym warunkiem – tylko dla siebie i swoich ludzi.
Dla narodu? Dla Polski? Jaja sobie robicie?! To nie ma sensu i co ja z tego będę miał?
Więc dla Polski i narodu wszystko leży. No może tylko neo-elita chętnie zamiast autostrad i kolei wybudowałaby duży płot, który, w pizdu …, trzymałby motłoch po drugiej stronie.
A najchętniej na kanapie przed telewizorem i niech znają łaskę pana, z pilotem, bo teraz już wszystkie kanały są nasze.

Krótko na koniec: neo-elita nie jest prawdziwą elitą narodu. Wszystko, co robi, robi tylko we własnym interesie. Owszem, starają się narzucać styl, kreować trendy, decydować, o czym się mówi, co się czyta i co ogląda. Lecz dodam raz jeszcze – tylko i wyłącznie we własnym interesie.

Naród generalnie im przeszkadza i mają go w dupie.

autor: jazgdyni


Pokazywanie prawdy jako brutalny atak

Mój stosunek do Przewodniczącego Dudy jest ambiwalentny. Ale deklaracji,  że Solidarność będzie pokazywała na spotach i przypominała jak głosowali kandydaci  PO I PSL do PE, w takich sprawach, jak wydłużenie wieku  emerytalnego,  wniosek o referendum na ten temat czy uelastycznienie czasu pracy należy przyklasnąć. Będziemy pokazywać, jak w tych sprawach głosowali uciekinierzy z rządu: Julia Pitera, Agnieszka Kozłowska-Rajewicz, Barbara Kudrycka, Michał Boni, Adam Szejnfeld, Jacek Rostowski, czy Władysław Kosiniak-Kamysz.

No i zaczęło się, sygnał pobudki dała Rp, nazywając pokazywanie prawdy brutalnym atakiem.

Ale w Polakach coś się zmieniło, zaczynają rozliczać polityków i posłów. Sygnał dali rodzice dzieci niepełnosprawnych, przypominając Tuskowi co obiecywał  rodzicom dzieci niepełnosprawnych w 2009 r.

Czego się boją wszelkiej maści kłamcy i macherzy – prawdy. Jak mawiał Jezus „ prawda Was wyzwoli” i dalej za poetą „ spisane będą czyny i rozmowy”.

Prawda jest czymś czego śmiertelnie się boi Tusk i jego akolici. Przypominanie ludziom co i kiedy obiecywali politycy, a później jak się zachowywali gdy dostali władzę jest bardzo dobrym posunięciem.

Wyborców nie można traktować jak stada baranów, przykrywanie jednych obietnic drugimi, żadnych nie realizując jest nieetyczne. Specjalista od pustosłowia Tusk i wystawieni przez jego kandydaci powinni dostać ostrą nauczkę od wyborców. Czy tak będzie wkrótce się przekonamy.  

http://wpolityce.pl/wydarzenia/77332-solidarnosc-pokaze-jak-kandydaci-do...
http://fakty.interia.pl/raport-wybory-do-pe-2014/aktualnosci/news-rzeczp...
 

autor: Andy51