.

...czerwone słońce żądzy i decyzji (dwóch rzeczy, które stwarzają żywy świat)
Vladimir Nabokov

czwartek, 9 kwietnia 2015

Morderczy ciąg smoleński – kalendarium zbrodni



To nie jest pełen zbiór  faktów związanych z działalnością  śp. prezydenta Kaczyńskiego, które doprowadziły do Zbrodni Smoleńskiej. Dla jasności przekazu i aby wyraźnie pokazać logiczny ciąg zdarzeń musiałem wiele opuścić.  Lecz wiem o nich bardzo dobrze.


Nawet po tych strzępach publikacji książki Jurgena Rotha, nagle wszystko w mojej głowie ładnie się ułożyło.

Pozwolę sobie na chronologiczne uporządkowanie ogólnie znanych faktów w pewną, logiczną całość.
Oto historia, która zaczyna się w roku 2008 a kończy gwałtownie o sobotnim poranku 10 kwietnia 2010 roku.
Z jednym tylko tragicznym bohaterem – prezydentem Polski, Lechem Kaczyńskim. Tragicznym tym bardziej, bo żeby jego zabić zgładzono jeszcze 95 osób. Niestety, tak właśnie postępuje kacapska dzicz, dla której życie indywidualnego człowieka ma niewielkie znaczenie. Czy to w Katyniu, czy to w Czeczenii, a w 2010 w Smoleńsku.

Ciągiem w matematyce jest odpowiednie, intuicyjne uporządkowanie elementów. Istnieją też ciągi logiczne. Wówczas z jednego zdarzenia wypływa w sposób istotny inne zdarzenie. A zbór takich zdarzeń tworzy zamkniętą, logicznie spójną strukturę. Pokusiłem się o skonstruowanie takiego ciągu, który jest jednocześnie historią ostatnich pięciu lat życia śp. Prezydenta Lecha Kaczyńskiego

Ustawmy sobie więc historię.
 
  • 23 października 2005 roku Lech Kaczyński w drugiej turze wyborów wygrywa przewagą 54,04% z Donaldem Tuskiem i zostaje prezydentem Rzeczpospolitej. To radosne zwycięstwo przypieczętowało jego tragiczny los.
  • 21 października 2007 Platforma Obywatelska wygrywa przedterminowe wybory o których zdecydował wniosek rządzącej PiS o skróceniu kadencji. Gdyby Jarosław Kaczyński wiedział, że tym rozwiązaniem oddaje władzę na długie lata, co spowoduje drastyczny upadek polskiej demokracji i kolosalne zadłużenie państwa, to może szukałby innych rozwiązań.
  • 5 listopada 2007 premier rządu i prezes Prawa i Sprawiedliwości podaje swój rząd do dymisji. Władzę obejmuje Platforma Obywatelska tworząc wraz z Polskim Stronnictwem Ludowym koalicyjny rząd.
  • Tego samego dnia na pierwszym posiedzeniu Sejmu marszałkiem zostaje wybrany Bronisław Komorowski. Ten wybór na to stanowisko może świadczyć o długofalowych planach przejęcia władzy. Podkreślmy, że nowy marszałek był człowiekiem służb, w tym rozwiązanego przez PiS WSI. Zawsze reprezentował ich interesy, a ci z kolei zadbali, by znalazł się na newralgicznym stanowisku marszałka Sejmu RP.                                                                                        
  •  Rząd Platformy zaczął funkcjonować w warunkach kohabitacji, praktycznie od samego początku demonstrując nieskrywaną wrogość w stosunku do prezydenta RP Lecha Kaczyńskiego. Odnosi się wrażenie, że taka postawa PO i nowego rządu jest sterowana z zewnątrz, przez jakieś nieznane siły. Przecież jeszcze dwa lata temu, w 2005 bardzo poważnie rozważano stworzenie prawicowej koalicji PO – PiS.
  • 12 sierpnia 2008 roku prezydent Lech Kaczyński spontanicznie i raczej bez wcześniejszych uzgodnień organizuje lot do Gruzji, która jest w stanie obrony swojej suwerenności przed zmasowanym atakiem wojsk rosyjskich. Do wspólnej demonstracji Kaczyński zaprosił prezydenta Ukrainy Wiktorem Juszczenkę Litwy Valdasa Adamkusa, Estonii Toomasa Ilvesa i premiera Łotwy Ivarsa Godmanisa. Wielce prawdopodobne, że dotarcie tej piątki przywódców narodowych , po perturbacjach do stolicy Gruzji, Tbilisi i udział w wielkim wiecu zapobiegł całkowitej okupacji Gruzji przez Rosję i zmusił Putina do wycofania swoich wojsk. Putin był wściekły i poczuł się ośmieszony. A to jest coś, co Rosjanin i kagiebista nigdy nie wybacza i nie zapomina. Czy to wtedy przypieczętowano wyrok na prezydenta RP? Warto przypomnieć, że to właśnie na wiecu w Tbilisi, Lech Kaczyński wypowiedział złowieszczo prorocze słowa : " Dzisiaj Gruzja, jutro Ukraina, pojutrze Litwa i Łotwa, a później może Polska."
  • Kwiecień 2009 Rosyjska firma z Samary wygrywa przetarg na rutynowy przegląd i remont dwóch rządowych TU154. Nie było w Polsce zakładów, które mogły to wykonać? Widocznie TU154 musiały się na pewien czas znaleźć w Rosji.
  • Kwiecień 2009. Janusz Palikot, bliski przyjaciel marszałka Komorowskiego, osoba godna jak najwyższego zaufania, lecz jako egotyk i bufon czasami coś wypaple. Powiedział w telewizji: - " Na wypadek, gdyby Lech Kaczyński nie był w stanie wypełniać swej roli do końca swojej kadencji, musi być ktoś, kto jest poza tą bieżącą grą, (…) w związku z rolą konstytucyjną marszałka Komorowskiego, który jest wskazywany jako ta osoba, która na wypadek śmierci musi zastąpić prezydenta Polski, to wskazane byłoby, by ludzie nie odebrali tego jako element gry, tylko autentyczne, konstytucyjne uprawnienie marszałka”.
  • 3 maja 2009 roku. Drugi człowiek, tez bufon nie umiejący panować nad językiem, marszałek Komorowski w wywiadzie dla RMF FM powiedział: " Nie pretenduję do roli wieszcza czy proroka (…). Przyjdą wybory prezydenckie albo prezydent będzie gdzieś leciał i to się wszystko zmieni”.
  • 1 września 2009 roku w 70 rocznicę wybuchu II Wojny Światowej, Władimir Putin przyjeżdża do Gdańska i wygłasza na Westerplatte przemówienie. Donald Tusk określa to za niebywały sukces Polski i jako radykalną poprawę stosunków między RP i Rosją. Wszystko to mimo wyraźnych ostrzeżeń prezydenta Kaczyńskiego. A przyczyna tej wizyty w Polsce rosyjskiego przywódcy była prozaiczna – do Rosji dotarły informacje o potężnych złożach gazu łupkowego w Polsce i Rosja poczuła się zagrożona w przededniu podpisania nowej umowy gazowej z RP, największym indywidualnym odbiorcą rosyjskiego gazu. Putin musiał wymusić na władzach Polski podpisanie nowej umowy. Gotów był przy tym zaproponować Polsce konkretne korzyści. Jakie? Bo na pewno nie korzystny, jak się później okaże, kontrakt gazowy.
  • 1 września 2009 roku, Sopot. Spacer w cztery oczy Putina i Tuska, po zamkniętym wówczas dla ludzi, sopockim molo. Tak jest na świecie, że gdy omawia się najważniejsze sprawy i pod żadnym pozorem rozmowy nie można podsłuchać, a rozmawiający partnerzy nie mają do siebie pełnego zaufania, to wybiera się miejsce, gdzie nawet najwspanialsze mikrofony kierunkowe nie są w stanie dokonać podsłuchu. O czym takim więc, przy tak potężnych środkach ostrożności rozmawiał Tusk z Putinem? Tego się chyba nigdy nie dowiemy. Czy rozmawiali tylko o wspólnym pakiecie energetycznym, co związane było z uzależnieniem Polski całkowicie od dostaw ropy i gazu z Rosji? Czy może, jak niektórzy przypuszczają, planowali już pacyfikację i rozbiór Ukrainy? A może jednak zastanawiali się nad organizacją przyszłorocznej, kwietniowej wizyty władz Polski na uroczystościach w Katyniu? Jest to wysoce prawdopodobne, biorąc pod uwagę to, co niemal natychmiast potem, zaczęło się w tej sprawie dziać. Czy może wtedy planowano szczegóły zamachu na polskiego prezydenta?
  • Styczeń 2010. Premier Donald Tusk oficjalnie rezygnuje z kandydowania na stanowisko prezydenta Rzeczpospolitej. To nagła zmiana swoich projektów. Widocznie Tusk widzi inne rozwiązania na przyszłość
  • 3 lutego 2010 Władimir Putin zaprasza Donalda Tuska do wspólnego uczczenia ofiar katyńskich w kwietniu tego roku. Oficjalnie wiadomo jest, że prezydent Kaczyński rokrocznie w kwietniu składa hołd ofiarom Zbrodni Katyńskiej. List Putina nic nie wspomina o prezydencie RP. Wobec tego, mimo planowania wspólnych kwietniowych uroczystości w Katyniu z udziałem całych władz polskich, następuje rozdzielenie wizyt na różne terminy: Tusk, z Putinem będą w Katyniu 7 kwietnia, a prezydent Lech Kaczyński z najbliższymi współpracownikami i przyjaciółmi 10 kwietnia. W tym momencie chyba klamka zapadła, co do wyreżyserowanej "katastrofy" TU154 z prezydentem na pokładzie.
  • 7 kwietnia 2010. Na czas wizyty w Katyniu premiera Tuska i Władimira Putina, na lotnisku w Smoleńsku zainstalowano dodatkowe systemy nawigacyjne i pomoce lądowania, wybitnie zwiększające bezpieczeństwo tego marnego lotniska. Po odlocie obu najwyższych gości, wszystkie te dodatkowe urządzenia zdemontowano, mimo, że przecież wiedziano, że za trzy dni będzie tam lądował prezydent Polski i tak samo potrzebuje te urządzenia
  • 10 kwietnia 2010 rok. ZBRODNIA SMOLEŃSKA. Wybuchy i rozerwanie samolotu przy próbie podejścia do lądowania powodują, że wszystkie 96 osób na pokładzie, łącznie z prezydentem Lechem Kaczyńskim i jego ukochaną żoną Marią, ginie w okropny sposób.


Jak dokładnie dokonano zamachu, jak pisze niemiecki dziennikarz śledczy Jurgen Roth, przy pomocy specjalnego,15 osobowego zespołu agentów operacyjnych FSB, kierowanego przez moskiewskiego generała D., to już całkowicie osobna sprawa, na następny, długi precyzyjny tekst. Jedno jest wszakże ważne – wiemy już wszystko; sekunda po sekundzie i żadne próby dezinformacji ze strony polskich władz połączona z obstrukcją śledztwa ze strony Rosji nie może zmienić, czy zaprzeczyć logice ciągu zdarzeń.

Gdy zmieni się władza w Polsce, twarde dowody trafią w odpowiednie ręce w prokuraturze, a sądy w Polsce pozbędą się dyspozycyjnych, komunistycznych sędziów i ich resortowych dzieci, to będziemy w stanie precyzyjnie określić winnych, ich stopień winy, udział i rolę w zbrodni.
A potem odpowiednio ich ukarać, za zbrodnię przeciwko państwu.
Kiedyś, za tą największą zbrodnię wyrok był tylko jeden...

Postscriptum

Już dzisiaj, przy tej niepełnej wiedzy, jaką posiadamy, oraz niewiarygodnej skali mataczenia, którą prowadzą obecne władze kraju, są osoby, którym w kwestii Tragedii Smoleńskiej warto się bardzo dokładnie przyjrzeć.

4 lutego 2010 r. – do pracy w Ministerstwie Spraw Zagranicznych zostaje przywrócony Tomasz Turowski; od razu mianowany ministrem pełnomocnym w ambasadzie RP w Moskwie. Turowskiemu zostaje powierzone zadanie przygotowania wizyt w Katyniu premiera Tuska i prezydenta Kaczyńskiego. Z doniesień IPN wynika, że w latach 1976–1985 Turowski był w PRL agentem najbardziej elitarnej, zakonspirowanej komórki wywiadu: Wydziału XIV w Departamencie I. Dostęp do danych tej agentury miały służby sowieckie. Jak ujawnił „Nasz Dziennik”, Turowski w latach 90. rozpracowywany był przez Urząd Ochrony Państwa, który sprawdzał jego kontakty z oficerem rosyjskiego wywiadu Grigorijem Jakimiszynem. Kim na prawdę jest Tomasz Turowski? Jakie zadanie przy tej okazji ten funkcjonariusz bezpieki otrzymał? Kto go wyciągnął z zamrażalnika? [1]

17 marca 2010 r. – szef Kancelarii Premiera, minister Tomasz Arabski udaje się do Moskwy (to druga z kolei wizyta Arabskiego w Moskwie – pierwsza, według informacji „GP”, odbyła w styczniu 2010 r.). Celem drugiego pobytu w Rosji są ustalenia dotyczące przebiegu wizyty premiera i prezydenta w Katyniu – wynika z relacji towarzyszącego mu funkcjonariusza Biura Ochrony Rządu. Spotkanie z Rosjanami odbywa się... w jednej z moskiewskich restauracji; co jeszcze bardziej dziwne, nie uczestniczy w nim nikt z resortu spraw zagranicznych ani z Ambasady RP w Moskwie. Tego samego dnia Arabski spotyka się też z Jurijem Uszakowem, wiceszefem kancelarii Władimira Putina. Nie wiadomo jednak, czy do rozmowy doszło właśnie w moskiewskiej restauracji, czy wcześniej lub później w jakimś innym miejscu." [1]
Dziś dodatkowo wiemy, że rozmowa z Uszakowem była tak tajna, że wyproszono z pomieszczenia tłumaczkę.
Dlaczego nagle i dosyć gwałtownie wysłano ministra Arabskiego na daleką od Polski placówkę, na stanowisko ambasadora w Hiszpanii? Zdjęto go z oczu i ewentualnych przesłuchań prokuratury zapewniając mu immunitet w odległym kraju?

W październiku 2010, wicepremier i lider PSL, Waldemar Pawlak podpisał wybitnie niekorzystną dla Polski umowę gazową z rosyjskim Gazpromem, uzależniająca nasz kraj na długie dziesięciolecia od Rosji i to za niesłychanie wysoką cenę. Umowa była tak absurdalnie szkodliwa, że aż Unia Europejska ją sama od siebie unieważniła.
Czy może ta umowa miała być zapłatą za Tragedię Smoleńską?


I jeszcze na koniec smutna wiadomość. Jutro 10 kwietnia, po pięciu latach, ewentualne przestępstwa przy przygotowaniu wizyty Lecha Kaczyńskiego w Katyniu, ulegają przedawnieniu.
Od jutra Donald Tusk i Tomasz Arabski będą mogli spać znacznie spokojniej. Przynajmniej tak długo, jak trwa obecna władza.  __________________________________________________

[1]  W paru momentach korzystałem z kalendarium opracowanego przez redaktorów Gazety Polskiej, panów Leszka Misiaka i Grzegorza Wierzchołowskiego.
http://niezalezna.pl/16612-68-przypadkow-smolenskich


.

Brak komentarzy: