.

...czerwone słońce żądzy i decyzji (dwóch rzeczy, które stwarzają żywy świat)
Vladimir Nabokov

sobota, 8 lutego 2014

Gdzie są chłopcy z tamtych lat?


Rany Boskie! Powoli przebijam się przez "Resortowe dzieci – MEDIA". Jestem właśnie na stronie 177. Tego w moim wieku nie wolno już pochłaniać jednym tchem. Bo co nazwisko, co ówczesny celebryta, to TW – tajny współpracownik, KO – kontakt operacyjny, albo zwykli oficerzy, ppor., por, kpt. I jaka plejada – Kapuściński, Passent, Krzysztof Teodor Toeplitz, Kałużyński,Krzemiński, Falkowska, Krall...
Nie było normalnych? Jaki był wówczas procent ubeków i donosicieli?
I najważniejsze – gdzie się oni wszyscy teraz podziali?



Mój ojciec zmarł w 1987 roku. Boleję nad tym strasznie, ze nie doczekał "transformacji". Tata znany był z tego, że w pobliskim kiosku Ruchu miał największą teczkę i wykupywał praktycznie wszystkie znaczące tytuły tygodników, łącznie ze "Szpilkami" i "Skrzydlatą Polską". Z tej wielokilogramowej masy gazet starał się wyłowić jakieś istotne informacje. Czy on już wówczas zdawał sobie sprawę, że większość piszących to agenci i donosiciele?
Jestem przekonany, że do końca swoich dni nie zakładał, że system komunistyczny w Polsce może upaść. W 1987 nic jeszcze na to nie wskazywało, choć poufne rozmowy na ten temat były już od dawna prowadzone. Ale to były bardzo tajne sprawy w kręgu – Kiszczak i spółka, oraz Michnik i spółka. Wzajemnie targowali się nad przyszłymi losami kraju – jawni komuniści z krypto-komunistami. Oni nam gotowali ten los, którego skutki odczuwamy dzisiaj, po 25 latach (czyli dłużej niż całe trwanie II RP).

Ale wróćmy jednak do tych wszystkich ubeków i TW, czy KO. Mimo, że jestem dopiero na 177 stronie książki, wobec wszystkich 430, obraz, który się wyłania jest przerażający. Nie, żebym nie wiedział, albo wcześniej nie podejrzewał. Jednakże zetknięcie się z suchymi faktami, bo książka jest świetnie udokumentowana i wali po nazwiskach, bez owijania w bawełnę, powoduje pewnego rodzaju szok poznawczy.
Rodzą się pytania – jakie było faktyczne nasycenie społeczeństwa służbami i ich współpracownikami. Czy było zbliżone do ideału, czyli NRD, gdzie Stasi opanowało połowę narodu. Praktycznie co drugi Niemiec wschodni był pracownikiem służb, albo współpracownikiem, czyli donosicielem. Czy u nas było podobnie? Chyba nie aż tak bardzo, przynajmniej na prowincji, jaką była Gdynia.
Chociaż, jak podjąłem pracę w załogach pływających w Polskich Liniach Oceanicznych, to poczułem się natychmiast osaczony. To środowisko miało bardzo wysokie nasycenie służbami, a agenci specjalnie nawet się nie kryli. Wszyscy zresztą wiedzieli, że szefem Działu Kadr był pułkownik służb (to 1-wsze piętro gmachu PLO na ul 10 Lutego). Natomiast wywiad wojskowy, który też miał dużo do powiedzenia, szczególnie w stosunku do wyższych stopniem oficerów marynarzy, mieścił się na ostatnim piętrze gmachu (blisko anten :D). Jeszcze tylko, jako ciekawostkę podam, ze długo na parterze budynku PLO mieściła się słynna Cafe Bałtyk, centrum lepszych prostytutek, alfonsów i cinkciarzy. Jak zawsze, służby starały się być blisko swojego półświatka.

Czyli nasi liderzy, wzorce do naśladowania (pamiętam jak w liceum moją polonistka, świetna zresztą, skarciła mnie, że w wypracowaniu za bardzo lecę Toeplitzem), i władcy naszych umysłów, to były prowadzone za rękę przez ubeków szuje i kanalie.

Najgorsze, że oni do dzisiaj nie uważają się za szuje i kanalie. Miałem wczoraj wątpliwą przyjemność oglądać wywiad, raczej dosyć nieprzyjemnego typka, Konrada Piaseckiego z super kanalią w moich oczach, Jerzym Urbanem.
Buta, cynizm, poczucie bezkarności, zakłamanie i bezczelność. Mógłbym jeszcze dorzucić tysiąc pejoratywnych określeń, a nie oddałbym w pełni prawdziwej postaci tego człowieka.
Miał się on czelność pytać, gdzie są milionerzy spośród byłych członków Biura Politycznego, czy Komitetu Centralnego PZPR. Faktycznie, poza jednym wyjątkiem Ireneusza Sekuły ( samobójczo trzykrotnie (!!!) postrzelił się w brzuch ten nasz Rambo), nie ma w grupie 100 najbogatszych Polaków, Rakowskiego, Kani, czy innych.
Lecz o czym to świadczy? Tylko o tym, że byli tylko figurantami. Glinianymi babuszkami postawionymi w różnych tam BP, KC, a faktyczna władza była właśnie w służbach. I oni teraz spijają szampana i konsumują kawior łyżkami do zupy.

Dlatego też, Drodzy Państwo Autorzy – Doroto Kanio, Jerzy Targalski i Macieju Maroszu, proszę was o dwie rzeczy (zresztą dla waszego dobra, bo nie wątpię, że następne tomy rozejdą się też, jak ciepłe bułki, A propos, tą książkę, po długich, bezskutecznych poszukiwaniach, kupiłem wreszcie w hipermarkecie Tesco. W Tesco!!! Stała na pierwszym miejscu w dziale bestsellerów. Tak to w końcu książka trafiła pod strzechy).

     - Napiszcie co się stało, co się dzieje i jak się mają ci właśnie medialni liderzy, nie resortowe dzieci, tylko ci, co w latach 60-tych, 70-tych i 80-tych posiadali rząd dusz i umysłów Polaków.

     - Napiszcie też, jak ludzie służb, agenci wojskówki i ubecy, oraz ci wszyscy TW i KO urządzili się w III RP.

Trzymajcie standardy – nadal po nazwiskach i nadal gołe fakty.

autor: jazgdyni

Brak komentarzy: