.

...czerwone słońce żądzy i decyzji (dwóch rzeczy, które stwarzają żywy świat)
Vladimir Nabokov

niedziela, 8 grudnia 2013

Polski rock jest martwy


A legendarni "prorocy moich gniewnych lat", to ożywione mumie i upiory przeszłości.
Od pewnego czasu nie sposób uciec od Ukrainy w ten sposób, że za cokolwiek się człowiek nie weźmie, nawet za przysłowiową lodówkę, to po otwarciu widzi Ukrainę. Są więc relacje na żywo, programy publicystyczne w radio i telewizji, gazety pełne są opisów protestów mas ludzkich i głównych aktorów, nawet portale społecznościowe pękają w szwach od nadmiaru Ukrainy. Ukraina zdominowała przekazy dnia i tylko orkan Xawier choć na krótką chwilę pozwolił odetchnąć od Ukrainy. Po mocnym wejściu Kaczora na kijowskim majdanie, "ratować" Ukrainę rzucili się dosłownie wszyscy, Pą Prezydę rozmawiał telefonicznie z gaspadinem Janukowyczem, a wnuczek z frau Makrelą i mesje Oląde. Ukraina über alles.

Ale ja nie o tym. W kontekście ukraińskim zadaję sobie pytanie: czemu tam w Kijowie nie było jeszcze żadnego "legendarnego" zespołu rockowego z Polski? Gdzie się podziali "prorocy z moich gniewnych lat"? Przecież etosem walki z komuną wypełnione są ich wikipedyczne biogramy.
Na przykład w biogramie pana Hołdysa można wyczytać o jego życiu:
"wypełnionym całkowicie pracą: intensywnym koncertowaniem, za które honorarium wynosiło mniej niż 3 bilety na dany koncert, pracą organizacyjną, do której należały uzgodnienia z cenzurą i milicją, pogróżkami SB".
Życie wypełniały młodemu buntownikowi pogróżki eS Be. eS Be brzmi w tym momencie prawie jak Bi Dżis.
Tomek Lipiński, znany z Brygady Kryzys, również niemało wycierpiał od komuny:
" Stan wojenny przekreślił także plany koncertów na następny rok w Holandii. W tym okresie muzycy dostali propozycję występów od "Rock Estrady" (organizatora dużych koncertów) – jednak podstawowym warunkiem współpracy miała być skrócona nazwa zespołu z Brygada Kryzys na Brygada K., na co Lipiński z Brylewskim nie przystali. Odmowa pójścia na kompromis uniemożliwiła im granie dalszych koncertów."
Bezkompromisowy, niczym bohater westernów, odmówił pójścia na kompromis z krwawym reżimem. Do dziś odcina z tego powodu kupony.
Weźmy kolejnego giganta polskiego rocka, ofiary prześladowań eS Becji Macieja Maleńczuka "jednego z najbardziej awangardowych i kontrowersyjnych polskich artystów muzycznych" (źródło: Wikipedia). Jego również dotknęły prześladowania eS Be.
"W 1981 skazany został na dwa lata więzienia za odmowę pełnienia zasadniczej służby wojskowej".
Aż chciałoby się klasnąć w dłonie i krzyknąć: ach, cóż za piękne rewolucyjne życiorysy! Odmówili komunie, potem były represje, cud że żyją!
A co robią dziś? Może odrzucili młodzieńczy bunt, rewolucyjny zapał i żyją własnym życiem? Ależ skąd. Oni są stale obecni w naszej polityce. Co i rusz wygłaszają opinie stricte polityczne.
Taki pan Hołdys największe zagrożenie widzi w Jarosławie Kaczyńskim nazywając go "mrocznym, średniowiecznym chujem".
Wtóruje mu pan Maleńczuk znany z okrzyku na koncertach: "Kto głosował na PiS, wypierdalać z sali!". Skomponował też protest song "Kaczory", w którym śpiewał: "Władzę w kraju przejął duet kaczy".
Najmniej drapieżny z tej Rewolucyjnej Trojcy jest pan Lipiński, on tylko na konwencji wyborczej PO w 2006 roku śpiewał uniesiony duchem wolności "Jeszcze będzie przepięknie, jeszcze będzie normalnie…".
Śmiało można przyznać im, że mieli swój nieduży, bo nieduży, ale jednak wkład, w budowanie najpiękniejszego ustroju pod rządami Platformy Obywatelskiej.
I teraz, kiedy patrzę na majdan w Kijowie, na tych przemarzniętych, zdesperowanych Ukraińców, których tak po ludzku jest mi żal, to zadaję sobie zasadnicze pytanie: gdzie podziali się ci nasi polscy buntownicy, ci rockmeni i frontmeni , którzy w latach krwawej dyktatury nie wahali się odmówić eS Becji? Gdzie oni są, ci wszyscy nasi przyjaciele? Dlaczego nie stoją razem z ludźmi walczącymi z ruskim systemem? Z sowieckim zniewoleniem. Z ukraińską eS Becją. Co im przeszkadza? Przecież wyjazd do Kijowa i powrót, to zaledwie jeden dzień. Przecież są stale obecni w mediach, nie zamilkli wiele lat temu, nie zaprzestali walki o wolność i demokrację. Może ci Ukraińcy, stojący w mrozie na kijowskim majdanie, nie są z ich bajki? Co ich powstrzymuje? Odpowiedź jest boleśnie arcyprosta:
Otóż proszę Państwa oni są w czarnej dupie. Byli w niej w latach siedemdziesiątych i osiemdziesiątych ubiegłego wieku i są w niej do dziś. To zwykli konformiści przebrani w piórka rockowych kontestatorów. Tacy z nich właśnie buntownicy - koncesjonowani. Samozwańcze autorytety. Bałwany oczekujące adoracji. Maskotki systemu. Oni Polskę i Polaków od zawsze mieli w dupie. Dla nich ważne były flaszka i dupencje. Oni wolą trzymać nosy blisko dupy niedźwiedzia i udawać, że to było marzenie ich życia. Że właśnie o to "walczyli". Żałośni. Przegrani. Zdemaskowani. Buntownicy z przypadku. Po prostu Cienkie Bolki.
Kiedy pomyślę, że kiedyś tam byli "głosem mojego pokolenia", to robi mi się po prostu niedobrze.
PS. W dyskusji proszę nie odnosić się do rezunów, banderowców, upowców i tryzuba. Mój wpis jest na inny temat. Proszę też nie wklejać mi z YT zespołu "Lombard", znam to na pamięć, potrafię  też wybrzdąkać na gitarze.

autor: gallux

Brak komentarzy: