środa, 25 marca 2015

Polski szlachcic do wyrżnięcia przez polskiego chłopa

Czy uzasadniona była by teoria, że są pewne obszary na ziemi, zamieszkiwane od lat przez pewne grupy etniczne, które odznaczają się wyjątkowym okrucieństwem? Zawsze przecież były plemiona wojownicze, które nad spokojny żywot przedkładały napaści, mordy i grabieże. Tacy przecież byli Mongołowie...
Zacząłem rozmyślać o polskim Podkarpaciu. Dlaczego w stuletnim odstępie doszło na rtm samym terenie do dwóch krwawych rzezi, gdzie ofiarami w obu wypadkach byli Polacy.

Oto moje rozmyślania:

+++++++++++++++++





Mojemu dobremu koledze Trybeusowi, który nagle zwariował, co m.in. wyraża się zwierzęcą nienawiścią do Ukrainy i Ukraińców dedykuję ten tekst.

Może on nie wie, wagarując na lekcjach historii, lub mając nędznego nauczyciela, bądź też świadomie o tym milczy, zbyt zaangażowany w agitacyjną putlerkę, więc ja mu tutaj opowiem o Jakubie Szeli i o Galicyjskiej Rabacji.
To się działo na jego podwórku, bo to wtedy była Galicja.
Słowo =rabacja=, czyli zbrojny napad,  na szczęście nie pochodzi od miasta Rabka, gdzie Trybeus zamieszkuje. Wiadomo też, że nazwa Rabka, też nie pochodzi od rabacji.
Z wstydliwych momentów tego miasta, to tylko w czasie okupacji niemiecka szkoła służby bezpieczeństwa SD (Sicherheitsdienst des Reichsführers-SS).

Lecz dajmy spokój dygresjom i pokrótce przypomnijmy o Rzezi Galicyjskiej.


Posłuchaj więc Trybeusie gorzkiej opowieści o tym, co działo się w twoich stronach, może nawet na twoim podwórku, o tym, o czym może wiesz, a może nie wiesz.
Babcia, która swoimi strasznymi opowieściami wpoiła ci głęboko nienawiść do Ukraińca, rezuna, który przyjdzie i pokroi ciebie na kawałki, chyba nie opowiedziała o twoim sąsiedzie Jakubie Szeli. Za to pewnie wpoiła ci dumę ze słynnego rozbójnika Janosika. Pewnie też nie mówiła ci o księciu, który panował na ziemiach, gdzie mieszkasz, o Karolu Stefanie Habsburgu? Polskim Habsburgu z Żywca, który nawet miał zostać królem Polski, a jego syn Wilhelm królem Ukrainy a który, bądź co bądź arcyksiążę, odparł hitlerowskim oprawcom, że jest Polakiem i tak go mają traktować.

Niestety nie opowiedziała ci za dużo o ziemi na której mieszkasz z żoną dziećmi i przyjaciółmi – nie opowiedziała ci o Galicji.

Galicja to nie tylko Kraków. Stolicą Galicji został ustanowiony Lwów. Anektowane w I rozbiorze  ziemie Rzeczypospolitej , które przypadły austriackiej monarchii Habsburgów obejmowały Tarnów, Rzeszów, Nowy Targ, Jaworzno, Nowy Sącz, Sanok, Krosno, Przemyśl, Lwów, Stanisławów i Tarnopol. I Rabkę też – jak najbardziej.
Ukraińcy, których tak nienawidzisz, byli twoimi współobywatelami. Stanowiliście jedność. Dosyć specyficzną i różnorodną, lecz byliście poddanym tego samego Królestwa Galicji i Lodomerii.
Wołyń również był jego częścią.

Wstręt i nienawiść, którą odczuwasz do potwornej Rzezi Wołyńskiej miała jednak z czego brać przykład. A przykład ten urodził się na twoim podwórku. Twoi sąsiedzi dokonali równie potwornej rzezi. Też rżnęli piłą żywych ludzi. Też rozcinali brzuchy kobietom i gwałcili. I też rozbijali główki dzieci o ściany i drzewa.
Więc pamiętaj o tym dobrze, że ta ukraińska dzicz była tylko nędznym naśladowcą tego co czynili ludzie z tarnowskiego, bocheńskiego, sądeckiego, wielickiego i jasielskigo. Z twoich okolic.
I jak jakiś zły omen Rzeź Wołyńska zdarzyła się prawie dokładnie sto lat, po tej polskiej, czy galicyjskiej rzezi, która miała miejsce w lutym 1846 roku i przeszła do niechlubnej historii Polski jako Rabacja Galicyjska, choć komunistyczni historycy i propagandziści tą masakrę nazywali z dumą powstaniem ludowym.
Groźnym i ponurym symbolem tego bestialstwa, jak sto lat później na Ukrainie Bandera, został polski chłop – Jakub Szela.
Nie zamierzam tu analizować przyczyn i motywów tej zbrodni, bo to nie miało żadnego znaczenia dla przebiegu rzezi, okrucieństwa i zezwierzęcenia.
Fakty są jednoznaczne – sto lat przedtem, zanim ukraińska dzicz w krótkim czasie wyrżnęła ponad 60 tysięcy Polaków, tylko dlatego, że Polakami byli, polska, chłopska dzicz praktycznie w ciągu jednego miesiąca wyrżnęła 5 tysięcy polskiej szlachty, tylko dlatego, że byli szlachcicami – "polskimi Panami".
Ktoś skrupulatny powie, że ogrom rzezi wołyńskiej jest wielokrotnie większy, bo zamordowano 60 tysięcy ludzi, a nawet jak niektóre niepotwierdzone źródła mówią, prawie 100 tysięcy Polaków.
Odpowiedź jest prosta – w rzezi galicyjskiej wymordowano 5 tysięcy szlachty, bo więcej nie było! Wymordowano wszystkich, co do jednego! Starca, niemowlę, dziewczynę, wiekową matronę i mężczyzn.
Gdyby szlachciców było 100 tysięcy, to też w tym "ludowym powstaniu" wymordowano by ich wszystkich. Co do jednego.

Znając Trybeusie twoje przekonania odnośnie Żydów podam ci jedną ciekawostkę: na terenie objętym rebelią Żydów żyło wówczas też kilkadziesiąt tysięcy. I ani jeden z nich nie zginął. Żydów zbuntowani chłopi nie tykali. Ciekawe dlaczego i ciekawe dlaczego teraz ich, tak jak i Ukraińców nienawidzisz.

Jakub Szela, jeden z paru przywódców krwawej rebelii, miał w tym pamiętnym 1846 roku 59 lat. Był średniozamożnym wolnym kmieciem.
O jego charakterze niech świadczą takie fakty, że podobno w napadzie szału spalił ojcu dom. A potem, żeby uniknąć służby wojskowej, odrąbał sam sobie siekierą dwa palce. Nienawidził "polskich Panów" będąc przecież również Polakiem.
Wyspiański przedstawił tego krwawego i okrutnego chłopa w "Weselu".

Ten tekst, to przypomnienie tragedii, o której jest dziwnie cicho, kieruję do ciebie Trybeusie, bo wiem, że jesteś człowiekiem rozsądnym, który zbłądził, ale mam nadzieję, który powróci na ścieżkę rozumu.
Lecz jest to taki trik, który zastosowałem, żeby uświadomić wszystkim tym zapiekłym wrogom Ukrainy, którzy nadużywają argumentu Rzezi Wołyńskiej, tylko w jednym celu – by wzbudzić nienawiść do sąsiada Polski. Takie zadanie i taki cel został precyzyjnie opracowany na Kremlu, aby doprowadzić do izolacji narodu walczącego o niepodległość i wyrwanie się spod kacapskiego wpływu.
Jak się dobrze zastanowić Rabacja Galicyjska i Rzeź Wołyńska mają bardzo dużo wspólnego – ten sam obszar działania, identyczny modus operandi, były tak samo krwawe i okrutne. I w obu ucierpieli niewinni Polacy. Naród i państwo, które nigdy nie brało za pysk swoich poddanych, jak również różnorodnych osadników obcokrajowców, którzy licznie do Rzeczpospolitej przybywali, znajdując tu schronienie przed prześladowaniami u siebie – czy to z powodów etnicznych, społecznych, czy religijnych.
Może to nasz dziejowy błąd?

Kiedyś Trybeusie pięknie opisałeś, jak twoje Podhale, chciało się przyłączyć do hitlerowskich Niemiec, z "królem" Krzeptowskim, jako dumny Goralenvolk.
Może teraz rozejrzysz się po okolicy, popytasz mądrych sąsiadów, jak to było u ciebie z tą galicyjską rzezią. Czy w Rabce też stały dworki szlacheckie, które doszczętnie spalono, a ich mieszkańców okrutnie wymordowano. Czy w Rabce też ludzi rżnięto żywcem piłami, dzieci nadziewano na widły, a kobiety gwałcono i rozcinano im brzuchy.
Życzę ci owocnej pracy.


.

wtorek, 24 marca 2015

DONALD SIĘ WŚCIEK!

 




Donald się wściek – jak mówi Paweł Graś.
Jakiś idiota w czasie coffeetime bawił się ulubionym laptopem na biurku szefa i nieopacznie zostawił internet na stronie =memy.komorowski=

Donald, który każe do siebie mówić – szefie, jak donoszą mściwi i złośliwi Flamandowie, był już wq..ny od samego rana, bo zapodziała się już trzecia kulka od piłkarzyków, które kazał zainstalować w garderobie. Wysłał więc Grasia, by kupił od razu pięćdziesiąt kulek w sklepie z piłkarzykami, ale ten wrócił z niczym, bo sklep otwierają o jedenastej.
Tak po prawdzie, to chyba Graś sam zapodziewa te kulki w zemście, bo cały poprzedni tydzień malutkim pędzelkiem przemalowywał piłkarzyki na Bayern Monachium i Lechia Gdańsk. A potem musiał grać z szefem, oczywiście, jako Bayern i jeszcze bardziej oczywiście, przegrywać z tym trampkarzem z Lechii.

No i jak teraz zobaczył jaja z tym ciulem Bronkiem, którego sam osobiście wstawił pod żyrandol, to ssanie paluszka, karmienie osiołka marchewką, aferę krzesłową i wsypę w Krakowie; no i te mendowate i wredne komentarze internautów – półgłówków, których już prawie miał na widelcu z tymi ACTA, to się wściek, jak zwykle zburaczał na gębie, tak, że rudość owłosienia odcinała się jak u Van Gogha, latał w kółko i wrzeszczał:
 - Fakju! Fakju! Fakfakfak!!!
Bo właśnie miał włączony guziczek "En" i nie chciał tracić lekcji. I jeszcze te Bronkobusy!!! Tuskobusy to był mój osobisty pomysł! I ja miałem tylko cztery, a ten głupek szesnaście! Co za palant (łot ze fak!)

Don nie ma humoru od tygodnia. Dokładnie, gdy zniknął Władimir.
Najpierw chciał natychmiast wysłać Kaszalota-Bula-Bronka, by zapieprzał na Krym, ogłosił się carem i przejął całe archiwum KGB/FSU, szczególnie aneks z tajnopisem ze spaceru z Vładem na molo w Sopocie.
Zreflektował się jednak szybko, że raczej to by nie przeszło i nawet zjednoczone siły ABW+CBŚ+CBA+SW+ SKW, oraz BOR, jako ochrona, by tym razem nie dały tak łatwo przejąć pałacu, jak poprzednio. I z tym carem to też ryzykowne... Co by na przykład było, gdyby ruskie to nagle zaakceptowały??? No nie... Bredzisław na Kremlu?! I te wszystkie atomówki w jego reku. Zagłada Wszechświata murowana!

Takie myśli, jak błyskawica mu wtedy przelatywały przez głowę, więc zapalił specjalnie dla niego przygotowywane cygaro Fuente Fuente OpusX, o uspokajającym działaniu (to przecież Belgia do cholery...) i jak zwykle w takich sytuacjach zadzwonił do Andżeli po poradę. Lecz ta też była nieswoja i zdenerwowana, bo już z Vladem finalizowała reaktywację na tych trofiejnych terenach Ukrainy - tego niewdzięcznego bękarta, Niemieckiej Nadwołżańskiej ASRR, a tu schweine zniknął. Nie daruje mu tego, choćby palant był martwy, skremowany, spopielony i rozsypany nad Ziemią ze Sputnika. Tak się kobiecie nie robi. Szczególnie niemieckiej kobiecie. No i po tym wszystkim. Fuj, jednak, co to za dzicz. Tak sobie rozmyślała gdy ten Donek Pierdonek, jak kazał się pieszczotliwie nazywać w momentach ekstazy, gitarę jej zawraca. Choć właściwie to całą filharmonię.

I co teraz? Kulek do piłkarzyków nie ma (to najgorsze), Władymir może się już w piekle smaży (Bohu sdiełaj by z sopockim podsłuchem), no i jeszcze ten ciul cielakowi daje possać...

Zgroza i gomora.

Chcę do Warszaaawy!!!
(I Sopotu)
- Eeeela!!! Chono tutaj!!!!!


.

Klub Dyletantów – wielki come back



Ponad trzy lata od powstania. Setka blogerów. Spokojna przystań, gdzie można było odetchnąć od napięcia dnia codziennego. Od Bronka, Donka i Kopaczki. Od kłamstw i propagandy. Od Putina, który znika, a potem się pojawia. I od rakiet, co czekają w gotowości.

Dajmy sobie pożyć i wyciągnijmy nogi z tego bagna.
Cieszmy się choć trochę, póki jeszcze możemy. Świat jest piękny, a my, jak by nie patrzeć – jesteśmy dobrzy. Złość nas czasami ponosi, lecz w sercach nie nosimy nienawiści.

Zawsze ktoś pyta – dlaczego Dyletanci?
Wyjaśnienie prawdziwego znaczenia słowa jest poniżej w tekście. I w oparciu o tą prawdziwą definicję, anie tą potoczną, ludową, można powiedzieć, że bycie dyletantem to pewna filozofia, postawa życiowa, która nas zmusza, by życiem jak najbardziej się cieszyć. By je smakować. Nie być tylko biernym obserwatorem, lecz jak najbardziej aktywnym uczestnikiem.

Żeby już w jesieni życia, gdy chwytają pierwsze przymrozki, siedzieć w wygodnym fotelu, otulony kocem, z ulubioną kawą lub herbatą... i rozmyślać... i wspominać. A ma tego być tak dużo, że godzinami, ba... dniami nie musimy wracać do tych samych wspomnień.
Żeby było jeszcze lepiej, dodam radośnie, że kończą się prace nad wdrożeniem skutecznego leku na Alzheimera. Więc warto mieć dużo do zapamiętania.
Ludzi, miejsc, widoków, dźwięków i zapachów – a wszystko to razem pięknie i harmonijnie połączone.

Popatrzcie, jak trzy lata temu, w styczniu 2012 zakładałem Klub – Ars Dilettanti (nieco uaktualniłem):

Żyjemy w strasznych i jednocześnie ciekawych czasach.
Nie tak jeszcze dawno przez świat przetoczyły się wielkie i przerażające wojny.A już następne się toczą i wiszą w powietrzu.
Wojny i zagłady, jakich historia ludzkości nie znała. Najstarsi z pośród nas przeżyli to na własnej skórze.
W tym samym czasie chore i zatrute umysły wymyśliły dwie najstraszliwsze ideologie - komunizm i faszyzm. To one doprowadziły do wojen i śmierci milionów ludzi.
Świat jeszcze się po tym wszystkim nie otrząsnął.
Różni pogrobowcy tych zabójczych ideologii, dla niepoznaki zmieniwszy maski na tak zwanych lewicowców, zielonych, neoliberałów starają się kontynuować swoją destrukcyjną robotę.

Pod fałszywymi i zakłamanymi hasłami starają się zniszczyć kulturę europejską, z jej wielowiekową tradycją, jej wartościami i zasadami.
Ba... ostatnio nawet zabrali się za niszczenie europejskiego systemu państwowego, realizując w ten sposób przeklęte idee Róży Luksemburg, Hitlera, Lenina i Stalina.

Zaczyna się likwidować humanizm.

Aktualne dla współczesnych, często samozwańczych przywódców są tylko dwa starorzymskie hasła: divide et impera – dziel i rządź, oraz panem et circenses - chleba i igrzysk.
A większość ludzi ma być sprowadzona do roli motłochu. Już teraz właściwie jesteśmy tylko poddanymi, a nie obywatelami. A jutro kim mamy być? Niewolnikami?

Jednocześnie ostatnimi laty dokonał się niezależnie, choć również przy pomocy tych zbrodniczych wojen, niebywały postęp nauki i techniki.
Spowodowało to, że drastycznie zmienił się styl życia ludzi prawie na całym świecie. Lecz wszystkie te wynalazki jeszcze bardziej odhumanizowują.
Panuje przewaga techniki nad biologią i rozumem.

Współczesnym światem rządzi telewizor, telefon komórkowy i Internet.

Mam nadzieję, że właśnie ten ostatni pozwoli powrócić nam do szczytnych idei humanistycznych epoki Renesansu.
Potrzeba jak najwięcej ludzi o otwartych umysłach i szerokich horyzontach. A tak codziennie, ludzi, z którymi można interesująco pogadać na każdy temat.

Jest to zadanie dosyć trudne, gdyż potrzebna jest porządna edukacja. A psucie edukacji zaczyna się już w przedszkolach i rodzinach. A dalej jest tylko gorzej. Systemy edukacyjne na poziomach szkół podstawowych, średnich i wyższych, kiedyś w miarę spójne i logiczne, po kolei padały ofiarą zwariowanych eksperymentów tzw. reformatorów. Rezultat mamy przygnębiający: młode pokolenia są źle wyedukowane, nie mają potrzeby wiedzy i ich wyobraźnia jest w stanie uwiądu.
Do czego ta destrukcja może doprowadzić? Będziemy mieli coraz większe masy słabo myślących ludzi, którym wystarczy zapewnić podstawowe warunki bytu, aby byli zadowoleni. Ludzi bez głębszych myśli. Bombardowani telewizją i nowymi gadżetami będą się koncentrować na swej mało wymagającej pracy, taniej rozrywce i pełnym brzuchu. Nic więcej nie będzie im potrzebne.
Sterowanie tym systemem i taką społecznością przejmą dwie kasty: kasta przywódców i kasta technokratów. Przywódcy będą pracować nad tym by nowy system doskonalić i utrwalać. Technokraci natomiast zapewniać będą środki techniczne do utrzymywania systemu w ruchu, produkując dostateczną ilość żywności oraz tak potrzebnych społeczeństwu gadżetów, zaspakajających ich naturalne i wymyślone przez przywódców dążenia.

Jeżeli się z taką perspektywą się nie godzimy, to należy natychmiast podjąć odpowiednie kroki. Najważniejszym celem jest niedopuszczenie do zasklepienia się ludzi w roli bezwolnego motłochu. Trzeba budzić ich świadomość i zdolności samodzielnego myślenia. Trzeba pokazywać, że poza porcją codziennej papki dostarczanej przez media jest inny ciekawy świat pełen wyzwań, pytań i odpowiedzi. Sukcesem będzie, jeżeli ludzie zaczną sobie zadawać pytania. I nie o to gdzie i za ile można coś kupić, ale po co się właściwie żyje i czy to życie jest takie, jak być powinno.

Ktoś słusznie zauważył, że w dniu dzisiejszym władze sprawują banksterzy i gangsterzy. Dla nich właśnie produkuje się zegarki po 50 tyś dolarów, samochody po milion euro, jachty po 20 milionów i prywatne odrzutowce po 40 milionów. Podczas gdy członek społeczeństwa zakwalifikowany do motłochu zarabia 2 tysiące zł, marząc by tą sumę podwoić, bo 4 tysiące zapewnią mu względny dobrobyt, a nasz krajowy bankster,  pan Krzysztof Bielecki zadowalał się pensją 500 tyś zł. Przedstawiciel narodu w Europie, pan Tusk otrzymuje niestety tylko nieco ponad 100 tyś zł. No, ale Polska jest biednym krajem.
Widać od razu, że przepaść jest ogromna, co najmniej ponad stukrotna, jeżeli chodzi o zarobki. I stale się powiększa.
Dodatkowo banksterzy i gangsterzy zabezpieczyli się systemowo w ten sposób, co widać choćby w obecnym europejskim kryzysie, że gdy coś spieprzą, to za to będzie płacił motłoch. Oni kary za swe błędy nie poniosą.


Dyletanci w założeniu są ludźmi, którzy patrzą i widzą. Mają swoje zdanie, własnym umysłem ukształtowane, a nie z wiodących gazet i telewizji. To nie jest takie skomplikowane być dyletantem – trzeba przede wszystkim umieć myśleć samodzielnie, zdobywać wiedzę i kiedy tylko się da, ją rozprzestrzeniać.
I wyciągać jak najwięcej ludzi, by nie byli skazani na bycie motłochem.

CDN.

Wszystkich zmęczonych codzienną grozą i codziennym fałszem zapraszam do Klubu. Nasze mądre Panie i rozsądnych facetów. Jeżeli chcecie sobie po prostu pogadać, zająć się życiem i kulturą; zapomnieć o Tusku, Komorowskim, Putinie, Merkel i całej reszcie. Chociaż na dłuższą chwilę...
By oddychać głęboko świeżym powiewem nadchodzącej wiosny; przygotowaniami do Wielkiej Nocy i w nieustannym dążeniu do szczęścia, spokoju i miłości – chyba najważniejszych spraw w życiu każdego człowieka.


http://klubdyletantow.blogspot.com/
 

sobota, 3 maja 2014

Paweł i Donald w jednym stali domu... Czy we WSI ?

 

Donald Tusk przed kamerami rozlicznych telewizji stwierdził, a właściwie zapytał, jak można porównywać jego wiarygodność z tym draniem Piskorskim, jeżeli on, Donald, jest dziesięć, ba... sto razy biedniejszy od Piskorskiego. Znaczy się biedny = uczciwy, co jest zapożyczeniem znanej kalki pojęciowej, stosowanej w odniesieniu do Jarosława Kaczyńskiego.
Niestety, biedny, czyli podobno bez-majątkowy premier kompletnie mnie nie przekonał. Zresztą zapewne, jak każdego trzeźwo myślącego Polaka, szczególnie, jeżeli regularnie nie robi sobie wypadów na narty, w Dolomity, żony nie ubiera i pielęgnuje sztab stylistów i kosmetyczek, a dzieciaki nie mają fajnych zabawek i rozrywek, jak darmowe podróże do Chin, czy własne portale internetowe o duperelach, ale nomen omen, przynoszące niezłą kaskę.
Tusk, po prostu jako stary hippis, co to jarał, ale się nie zaciągał, ma w dupie gromadzenie majątku. On tylko chce sobie dobrze żyć, najwygodniej, najlżej i tak, jak lubi – bez wysiłku. A kolesi ma się po to, żeby mu to wszystko zapewnili.
A Tusk będzie sobie panował. Przecież jest historykiem i bardzo uważnie przestudiował dzieje poszczególnych, co bardziej rozrywkowych królów i władców.

Za Pawłem Grasiem, gościem wg. mnie z intelektualnym defektem, ale tacy właśnie strasznie kochają służby, takie tam wywiady, szpiegów, Bondów, a one wzajemnie kochają takich grasiów, ciągnie się nieustannie nie zanikający smrodek opiekowania się rezydencją szkopskiego geszefciarza, za co wdzięczny naród nadał mu przydomek "Cieć".
Jakoś tako, jak za dobrych dawnych feudalnych czasów (przypominam – Tusk to historyk!), gdy tylko na horyzoncie pojawiła się jakakolwiek postać, mogąca w najmniejszym stopniu zagrozić władcy, Jego Tuskowości, to ten knuł i kombinował tak długo, aż w końcu pozbywał się owego potencjalnego zagrożenia. Jako, że czasy już niestety inne, to nie pozbawiał gościa głowy, albo zamykał w lochu do końca jego dni, tylko skazywał na banicję. Całe stada tych platformerskich banitów krąży na obrzeżach polityki, jak powiedzmy ten biedny Piskorski, który (przypominam – 100 krotnie mniejszy biedak ode mnie, jak Tusek oświadczył). Chłopina jeszcze za mało wygrał w kasynach i ma jeszcze ochotę na 16 000 euro pensji na rękę i dobrą dożywotnią emeryturę, dlatego ponownie zaczął hasać.
Człowiekiem, który aktywnie i z zaciętością, psa gończego, takiego właśnie, powiedzmy, posokowca, ściga i rozpracowuje tychże przyszłych banitów, jest właśnie "Cieć", Paweł Graś. Totumfacki i zaufany Tuska. A może jeszcze coś więcej, jak to było w przypadku słynnego "kapciowego" Wałęsy, skromnego kierowcy Mieczysława Wachowskiego (Marian Zacharski, znany szpieg, dorobił się rangi generała. Ciekaw jestem, czy Wachowski też ma jakiś wysoki stopień?).


Ta dziwna miłość/zażyłość władcy kraju Tuska i było nie było, bądźmy szczerzy, niezbyt rozgarniętego "Ciecia" Grasia zawsze mnie zastanawiała i nawet fascynowała. Nie mogłem tego rozgryźć.

No i w końcu doczekałem się odpowiedzi. Wczoraj wieczorem w TV Republika pani Gargas przeprowadzała wywiad z Krzysztofem Wyszkowskim, który bardzo dużo wie, za co zresztą nienawidzi go Wałęsa, nie wspominając o michnikowskiej warszawce. No jest facet "nie swój" i podobno nie daje się go kupić. A takich trzeba tępić, bo mogą być niebezpieczni. Najlepiej zrobić z nich wariatów i głupków, co to bzdury opowiadają, jak właśnie Wyszkowski, Andrzej Gwiazda, a za swego życia śp. Lech Kaczyński.
Los i historia tak chciały, że Wyszkowski spędził parę lat u boku Tuska, będąc nawet swego czasu doradcą premierów – Bieleckiego i Olszowskiego. Był mianowicie również prominentną postacią tuskowego centrum mafijnego – Kongresu Liberalno Demokratycznego, popularnie zwanego przez kumaty naród Kongresem Aferałów.

I w pewnym momencie Wyszkowski zaczyna relacjonować nieco zszokowanej Anicie Gargas, moment, gdy duża forsa zaczyna się lać szerokim strumieniem w KLD, chłopaki zaczynają zmieniać meble na luksusowe w nowych biurach, zatrudniać w nadmiarze śliczne sekretarki i tak po prostu, jak na przykład chłopaki z Pruszkowa, szpanować i rozkoszować się życiem.
To właśnie wtedy sama górka, z Tuskiem i Bieleckim wynajęła apartamenty w warszawskim Marriotcie, zaczęła popalać cygara i popijać dobrą whiskey i jeszcze lepsze wina. Duuuży skok po sławetnych jabolach i skrętach z trawką.

Forsa płynęła nie tylko od szkopskich chadeków, z Helmutem Kohlem na czele, za co on zresztą poleciał ze stanowiska, a co ujawnił ten papla Piskorski, który dobrze wie, co mówi, bo był przecież kasjerem i w odróżnieniu od Drzewieckiego – "białego nosa", kasjera PO, miał każdy grosz skrupulatnie policzony.
Forsa płynęła również szerokim strumieniem od różnorakich "dobroczyńców" – cwaniaków i macherów, którzy szybko zwęszyli, że cudowne chłopaki z KLD, mogą zrealizować ich marzenie, jako o Polsce, jak Chicago z czasów Alego Kaponego.
I tutaj powoli dochodzimy do tych tajemnych więzi, jakie istnieją między Grasiem i Tuskiem.
Przypominam, że Graś "zarządzał", czyli zamieszkiwał i stróżował posiadłością jakiegoś szkopskiego geszefciarza.
W tym właśnie momencie pojawia się sopockie mieszkanie rodziny Tusków. Nieco to rozwinę, tak, jak to relacjonował Krzysztof Wyszkowski.
Ale najpierw należy dokonać przedstawienia. Otóż największym dobroczyńcą, ba..., wprost Ojcem Założycielem KLD był dziwny przedsiębiorca, bon vivant, odkrywca i sponsor Edzi Górniak, na stałe mieszkający w Szwecji, pan Wiktor Kubiak. Po ciężkiej chorobie zmarł on w ubiegłym roku.
A oto, co w październiku ub. roku pisała o nim niezależna.pl ( http://niezalezna.pl/47747-zmarl-wiktor-kubiak-tajemniczy-ojciec-chrzestny-donalda-tuska ) :

"[...]

Poseł Unii Polityki Realnej, nieżyjący już Lech Próchno-Wróblewski, który był członkiem tzw. „komisji Ciemniewskiego” (badającej procedury wprowadzenia w życie uchwały lustracyjnej), tak scharakteryzował KLD i Kubiaka:

1990 r. – na 18. piętrze Marriotta mieści się apartament wynajmowany przez Wiktora Kubiaka, służący mu jako biuro firmy Batax. O Wiktorze Kubiaku będzie wkrótce głośno, jako o sponsorze musicalu „Metro”, lansującym skutecznie Edytę Górniak (brzmi elegancko). Ale póki co apartament Kubiaka to miejsce spotkań liderów Kongresu Liberalno-Demokratycznego. Czy to oficjalne biuro, czy nieformalnie użyczany przez przyjaciela lokal, mało kto dziś już pamięta. W każdym razie Donald Tusk i Paweł Piskorski czują się tu jak u siebie w domu. Wiktor Kubiak jest w ich otoczeniu kimś szczególnym. Podczas programowej narady twórców KLD w Cetniewie ląduje helikopter z Kubiakiem, który w asyście liderów tej partii pozdrawia głowiących się nad programem liberałów i po odebraniu honorów odlatuje.(…)

Tajemniczość potęguje fakt, że Kubiak to obywatel szwedzki. Absolwent ekonomii i prawa wyjechał tam w 1965 r. „W Szwecji zajmowałem się biznesem. Nigdy nie pracowałem dla innych. Pośredniczyłem, organizowałem kolekcje mody, zajmowałem się transportem” – czytamy. Od 1986 r., mając szwedzki paszport, Kubiak robi interesy w PRL. Dalej dowiadujemy się, że Kubiak to przedstawiciel firmy Batax Ltd. z siedzibą na pięknych Bahamach, zajmującej się bankowością oraz właściciel przedsiębiorstwa zagranicznego Batax PZ. Gdy chodzi o politykę – honorowy członek Kongresu Liberalno-Demokratycznego, z którego nadania został pełnomocnikiem ministra ds. przekształceń własnościowych Janusza Lewandowskiego w sprawie Thomson-Polkolor. Także „New York Times”, pisząc 12 kwietnia 1992 r. o sponsorze „Metra”, zauważa, że Kubiak finansował KLD.

[...]
Kubiaka opisywał także pochodzący z Gdańska Krzysztof Wyszkowski, jeden z założycieli Wolnych Związków Zawodowych Wybrzeża i „Solidarności”:

Dzisiaj wydaje mi się, że Tusk bardzo wcześnie zorientował się w roli tajnych służb w „transformacji” PRL w III RP i, co odróżniałoby go od większości ludzi Solidarności, którzy za głównego animatora „transformacji” uważali SB, dostrzegł fundamentalną rolę WSW/WSI. Przypuszczenie to wyprowadzam m.in. z bardzo bliskich stosunków, nawet przyjaźni, jaką nawiązał wówczas z Wiktorem Kubiakiem, wybitnym agentem WSW.

Ten bliski współpracownik Grzegorza Żemka, znanego jako „mózg” afery FOZZ, w latach 80. zajmował się nielegalnym transferem z Zachodu urządzeń elektronicznych objętych zakazem eksportu do krajów komunistycznych. W tym czasie zwerbowano do biernej współpracy przy odbiorze oficjalnie prywatnych paczek z żywnością, w których ukrywano np. układy scalone, liczną grupę osób, które następnie znalazły się w elicie polityczno-kulturowej III RP. Część z tych ludzi przyczyniła się do sukcesu KLD.

W r. 1989 Kubiak objawił się, jako ktoś zupełnie inny – biznesmen zainteresowany wspieraniem środowisk politycznych. Ofiarowywał swą pomoc np. śp. Michałowi Falzmanowi, działaczowi Solidarności i członkowi redakcji pisma „CDN – Głos Wolnego Robotnika”. Falzman wyczuł, z kim ma do czynienia, i odrzucił propozycję. Tusk, który albo tego nie wyczuł, albo mu to nie przeszkadzało, przyjął pomoc. Za objaw zawarcia kontraktu można zapewne przyjąć moment, w którym „Przegląd Polityczny”, z wydawanego metodami podziemnymi brudzącego palce biuletynu, przeobraził się w eleganckie pismo drukowane na kredowym papierze, a KLD wprowadził się do nowych biur, do których wniesiono nowiutkie czarne meble.

Współpraca rozwijała się znakomicie – Tusk organizował spotkania KLD w zajmującym całe piętro biurze Kubiaka w Hotelu Mariott, a Kubiak w fotelu pełnomocnika ministra prywatyzacji. Firma „Batax”, której WSW używało do operacji na Zachodzie, cieszyła się pełnym zaufaniem Tuska.

Szkopuł w tym, że WSW nie była służbą suwerenną, a tylko oddziałem GRU, czyli sowieckiego wywiadu wojskowego. Co wiedzieli agenci WSW/WSI, wiedzieli również Rosjanie. Trzymanie pieczy nad młodymi talentami politycznymi, którzy w rekordowo szybkim tempie znaleźli się w elicie władzy III RP, z pewnością było zadaniem, którego nie zlekceważyli.


Kim był Wiktor Kubiak? Jego nazwisko i przegląd najważniejszych z jego aktywności można znaleźć w raporcie z likwidacji WSI. Firma „Batax”, której Kubiak był właścicielem, odgrywała istotną rolę w działalności komunistycznego wywiadu wojskowego (Zarząd II Sztabu Generalnego). To właśnie przy użyciu tej firmy wywiad przeprowadzał operacje finansowe, znane jako „Akredytywa” i „Portfolio”. Środki finansowe pochodziły z Central Handlu Zagranicznego. Znamy kulisy kilku takich transakcji, a to dzięki materiałom ze sprawy Żemka (Fundusz Obsługi Zadłużenia Zagranicznego). Z akt wynika, że na mocy decyzji Żemka, działającego jako pełnomocnik oddziału Banku Handlowego w Luksemburgu, firma „Batax” uzyskała kredyt w wysokości 32 mln dol. Grzegorz Żemek pełnił w tej filii banku stanowisko Dyrektora Wydziału Kredytowego. "
.................................................

Tyle gwoli przypomnienia o tym ojcu chrzestnym Tuska.
No dobrze, zastanawiacie się, co to ma wspólnego z powiązaniem Tuska z Grasiem i tym cieciowaniem.
Powiem wam. Wiadomo wszystkim, że Tusk to był cienias. Jeździł jakimś starym francuskim gruchotem, cienko prządł, a jak tylko mu się trafiła jakaś kasa, to ją szybko przepuszczał.
A mieszkanie w Sopocie to nie byle co. Jak nie wiecie, to się popytajcie, tych co dobrze wiedzą. Choćby prezydenta miasta Karnowskiego, który bardzo się starał, by za friko zdobyć takie mieszkanie dla mamusi.
Nawet w dzisiejszych trudnych, kryzysowych czasach, mieszkanie w dobrym miejscu w Sopocie, to lekko licząc 15 000 złotych za metr kwadratowy, albo 5 000 dolarów (mniej więcej, jak na Manhattanie). Czyli porządne, dla równego rachunku, stu-metrowe mieszkanie to około pół miliona dolarów, albo półtora miliona złotych polskich.
Skąd taki gołodupiec Tusk, obciążony rodziną zdołał zdobyć takie mieszkanie w Sopocie? No właśnie.... Pieniądze pożyczył mu (ha, ha, ha!) ojciec chrzestny KLD pan biznesmen Wiktor Kubiak.

I tu kończy się nasza historia i wyjaśnia się tajemnica "cieciostwa" Grasia i Tuska. Jeden u Szkopa, a drugi u zmarłego Szweda, jest po prostu zarządcą nieruchomości.

Jak zaleca Krzysztof Wyszkowski, bogobojna rodzina Tusków powinna codziennie składać świeże kwiaty na grobie swojego dobroczyńcy śp. Wiktora Kubiaka.
Jest za co!

Ps. W tym wszystkim miłość Grasia do służb, działalność śp. Kubiaka w WSW/WSI i służbowe mieszkanko Tuska w najbardziej ekskluzywnym kurorcie tej części Europy, są zupełnie przypadkowe.



foto - biznes.newsweek,pl


[ jazgdyni ]

wtorek, 8 kwietnia 2014

Pieprzyć prawicę?

 

Ten problem nurtuje mnie już od dłuższego czasu. Dlaczego, mimo, ze po stronie polskiej prawicy jest prawie wszystko dobre – prawość, uczciwość, tradycja, troska o człowieka, to siła przyciągania do nas jest bardzo słaba. Może błędy są w nas? W oczach postronnych wychodzimy na zgredów i durniów? Źle się ubieramy? Głupio mówimy?
Pewnie wszystkiego po trochu... Fakt jest taki, że prawica nie jest za bardzo atrakcyjna, a przywódcy zaślepieni, bo za nimi przecież stoi racja, więc nie za bardzo starają się, żeby jakoś te oczywistości przekuć we wzrost liczby sympatyków i popierających.
A i pewne patologie są u nas... O tym dalej.



O piątej rano budzi mnie śpiew kosów. Jest jeszcze ciemno, ale ich precyzyjne zegary są właśnie nastawione na okolice godziny piątej i rozpoczynają swoje cudowne trele. Dla człowieka morza, spędzajacego życie w blaszanej puszce z nieustającym hałasem maszyn ( kto spał w pociągu, wie o czym mówię) jest to niebiańska muzyka.
Kosy mi się w ten sposób odwdzięczają, bo całą zimę rozsypuję im połówki jabłek, które uwielbiają dziobać, aż do samej skórki. No... chyba, że przyleci kwiczoł rozbójnik, który przegania wszystkie ptaki od rozsypanego pokarmu. Tylko sikorki się go nie boją, ale one nie poszukują pokarmu na ziemi.
Zaparzam mocną kawę, duży kubek, ponad pół litra i zapalam papierosa. Odpalam laptopa. Sprawdzam pocztę, a potem wędruję na "swoje" strony portali. Nie ma tego dużo. Nie zamierzam zapoznawać się z propagandą lansowaną przez GieWu, czy Newsweeka. Przeglądam niezależną.pl, naszeblogi.pl, niepoprawnych.pl i jeszcze, od czasu do czasu Neon24.pl, bo spędziłem na nim dwa lata, zanim wszyscy tam nie zwariowali. Teraz to już tylko czerwona Moskwa, Mity i Fakty, panslawizm i słowiańskie pogaństwo, jako przeciwwaga do katolickości Polski.
Gdy już sobie poczytam ulubionych autorów, teksty przyjaciół i co ciekawsze tytuły odchodzę od komputera na drugiego papierosa, bo moja sroga, szanowna małżonka nie pozwala mi palić w pokoju komputerowym.
I wtedy codziennie się niezmiernie dziwię:

-   Dlaczego mądrzy ludzie z taką niechęcią odnoszą się do wydarzeń na Ukrainie? Dlaczego codziennie widzę artykuł o Banderowcach? Nikt nie chce przyjąć do wiadomości, że najprawdopodobniej jest to pierwsza prawdziwie obywatelska rewolucja w Europie. Czy zawsze muszą za wszystkim stać Żydzi, Ruskie i Niemcy? Że jest to niby robota NWO?
- Dlaczego Telewizja Republika jest be? Dlaczego jest to tylko próba  dochodowego biznesu grupy cwaniackich dziennikarzy, którzy na pozornej "niepokorności" chcą zbić swój kapitał? Naprawdę tylko siermiężna Telewizja Trwam jest jedyna i bez skazy?
- Kontynuując poprzedni wątek dlaczego Bronisław Wildstein, Rafał Ziemkiewicz, Cezary Gmyz, czy Tomasz Sakiewicz to zgrana ferajna kumpli, kręcących swoje małe lody? Podobnie jak Karnowscy, czy Lisicki?
- I jadąc jeszcze dalej, gdzie jest ta granica, za którą możemy danego dziennikarza, czy autorytet zaliczyć do "naszych". Zaręba, Skwieciński to nasi? A taki Korwin Mikke? Albo Wipler?
- Czy Jerzy Targalski, to mały tyran reprezentujący żydowskie spojrzenie i interesy w stosunku do Polski?
- A przejęcie Frondy przez młodego Dawida Wildsteina to też żydowski atak na wspaniały, tradycyjny, polski portal katolicki?

- I najważniejsze – czemu wiele naszych kochanych prawicowców, lub przynajmniej się za takich uważających nie widzą i nie chcą przyjąć do wiadomości, że JEDYNĄ możliwością odsunięcia od władzy powszechnie znienawidzonej na prawicy Platformy Obywatelskiej i skorumpowanej ferajny Tuska, jest poparcie PiSu. NIE MA TRZECIEJ DROGI ! No... chyba, że kryterium uliczne i powtórzenie w Polsce Majdanu, ale jak to zrobić, gdy ci, co mogliby stanowić siłę protestu ciężko pracują za granicą.
Kto więc ma odepchnąć PO od żłoba? Janusz Korwin Mikke? Wspomniany Wipler? Czy może Ziobro z Kurskim? A może, generał Wilecki z panem Oparą, jak im się to marzy na Neonie24 ze wsparciem Stana Tymińskiego i pana Wrzodaka? To dopiero mielibyśmy Kongo w kraju.
Nie ma wyjścia – zdrowy rozsądek i logika, oraz arytmetyczne wyliczenia dobitnie pokazują, że nie ma innego wyjścia – tylko poparcie PiSu może odsunąć PO od władzy. Chyba tego chcemy wszyscy, a robimy dużo, by tak się nie stało.


Ja, prosty marynarz, często daleko od kraju, po prostu tego wszystkiego nie rozumiem. Nie wyczuwam niuansów. Słyszę – tu jest żydownia, a tam są wsioki. Co to właściwie oznacza? Kompletnie nie ma na prawicy uczciwych sił patriotycznych?
Jak bym tylko słuchał znajomychznajomych i innych tzw. prawicowców, to byłbym kompletnie zagubiony.
Na szczęście, mam swój rozum i skuteczny system filtrów, które potrafią odcedzić bzdurę, zdarte kalki i zużyte hasła od faktycznej rzeczywistości.

Zgodzicie się ze mną, że właśnie takie poglądy przewijają się na prawej stronie społeczeństwa?

Godzinami rozmawiam z moim 30-letnim synem starając się go przekonać do polskiej prawicy. On bez dwóch zdań jest konserwatystą. W wysokiej estymie ma te wszystkie wartości, które są naszymi, polskich prawicowców, sztandarowymi hasłami. Jednakże na sformułowanie "polska prawica", PiS, czy polski kościół reaguje alergicznie i nie chce mieć z tym nic wspólnego. Już bardziej woli stać na uboczu. Pytam się go, dlaczego? Bo im nie ufa, mówi (choć akurat mi ufa), twierdzi, że za polską prawicą stoi fałsz, bo sam często właśnie, od wg. niego, tak zwanych prawicowców słyszy, że PiS jest do dupy, z drugiej strony, że młodzież wszechpolska, to faszyści, że wszyscy się tylko kłócą i tak na prawdę nikt nie ma programu, tylko chce się dorwać do władzy, by robić to samo, co Tusk.
Taki jest obraz i taki jest odbiór polskiej prawicy wśród tych, co stoją z boku i których łatwo można by zdobyć.
Gdyby tylko skończyły się swary i wzajemne podsrywania. Gdyby zaproponować atrakcyjną ofertę.
Pamiętajmy, że ludzie garną się do silnych i zjednoczonych.
Nie do słabych i podzielonych na tysiąc wzajemnie się zwalczających kanap.

A durny marynarz musi sam to wszystko rozgryzać, za co znajomi nazywają go małpą latającą z brzytwą. Tak się biedak miota...

******************************************
Na osłodę mała kpina z Ameryki

niedziela, 6 kwietnia 2014

ARS DILETTANTI - Za stare, dobre czasy

Chcecie zobaczyć, co mnie rajcuje? Ale sięsię zdziwicie. Nie, żeby zaczęło mnie rajcować na starość; rajcowało mnie od zawsze.



     Tak mnie naszło pewnej chwili, że Klub Dyletanta mógłby mieć swój hymn. Nasze piękne polskie pieśni, są już wszystkie pozajmowane. Niektóre nawet przez dwa zwalczające się wzajemnie ugrupowania. No i przecież my Dyletanci jesteśmy Światowcami! Więc natychmiast wyskoczyła z mojej pojemnej i jeszcze niezacinającej się pamięci piosenka, pieśń, słodka jak miód i porywająca za serce. Śpiewa ją cały świat mówiący po angielsku. Już wiecie co to jest? Tak, to wspaniałe Auld Lang Syne, które sobie pozwoliłem przetłumaczyć na „Za stare, dobre czasy”. Chyba, ze ktoś może podrzucić coś lepszego. I co już naprawdę niepokojąceniepokojące – nie mogę znaleźć żadnego polskiego tłumaczenia


     Dla czego właśnie Auld Lang Syne?
Po pierwsze dlatego, że napisał ją Robert Burns. Narodowy szkocki wieszcz, nazywany tam prosto „The Bard”. I dyletant całą gębą. W Edynburgu nazywano ich „literati”, co jest odpowiednikiem naszego intelektualisty. A w Londynie to byli właśnie Dyletanci.

     Popatrzcie, jaką semantyczną ewolucję przeszło słowo dyletant w naszej krainie: od znawcy, miłośnika i intelektualisty, do ignoranta, laika i pozera. To ciekawe – po co i dlaczego? Chyba tylko z pewnej pogardy dla tych co parają się pracą mózgu.

     No więc Robert Burns jest jednocześnie Mickiewiczem i Słowackim Szkocji. Przepięknej nostalgicznej krainy. Ma jedną leciutką przewagę nad polskimi romantykami – jego poezja nadaje się do śpiewania. I jego Auld Lang Syne (literalnie po angielsku old long since) stało się hymnem. Zwyczajowo w krajach anglojęzycznych śpiewa to się w Nowy Rok, po wybiciu zegara o północy. Śpiewa się także przy wielu innych podniosłych uroczystościach. W Stanach  Zjednoczonych jest to, zaraz po narodowym hymnie, najpopularniejsza pieśń.
Oto proszęproszę jak Red Hot Chilli Peppers sobie z tym radzą.



Drugim powodem, dla którego „Za stare, dobre czasy” mogłaby być hymnem Dyletantów, jest przywiązanie i tęsknota za tradycją. Dyletanci są przecież z założenia postępowymi konserwatystami. Poprzez spojrzenie w przeszłość budujmy lepszą przyszłośćprzyszłość. Tak chyba by się dało powiedzieć o głównych celach. Oraz oczywiście miłość i radość, trochę nostalgiczne, które ten utwór wyraża.

     Jak wam się ta, jakoś mało znana w Polsce pieśń podoba to nasi kochani Dyletanci przyjmijcie ją za swoją i pomyślcie, jak fajno byłoby wędrować po zielonych wzgórzach Szkocji, pełnych wrzosowisk i dobrych ludzi, od jednej destylarni przedniej whisky do drugiej. Krainie wojowników i poetów.

Lecz powiem wam jak jestjak jest ze mną na prawdę. Wolę wędrować po swoich Kaszubach. Po przepastnych kniejach, po wzgórzach łysych i zalesionych, wioskach piękniejących z dnia na dzień. Wiecie ile tutaj jest spływów kajakowych? Od najprostszych rodzinnych, po najbardziej trudne – górskie, tylko dla zaprawionych kajakarzy.
To cudowna kraina. Bardziej radosna i kolorowa w porównaniu ze szkockimi nostalgicznymi wzgórzami.
Ciekawe, co by Burns pisałpisał, gdyby był Kaszubą?

*********************

Zapraszam wszystkich zaciekawionych do Klubu Dyletantów     http://klubdyletantowblogspot.com


I jeszcze na koniec wersjawersja w wykonaniu Norweskiego Skowronka - Sissel, zwyczajowo na Nowy Rok



Ocena wpisu:

sobota, 5 kwietnia 2014

Państwo łupeskie


Nie, nie... Nie będzie ani słowa o Rosji i o Putinie, bo mongolskimi barbarzyńcami nie mam zamiaru się zajmować w tej chwili.
Będzie o naszej ukochanej Ojczyźnie, którą niestety zaliczam również do państw łupieskich, jak Demokratyczną Republikę Kongo, czy Burkina Faso.

Co ja rozumiem pod pojęciem państwo łupieskie? To państwo, które w żaden sposób nie może, a najczęściej nie chce, uregulować na swoim terytorium stosunków własnościowych.

Padła komuna, która była państwem bandyckim i grabiła, jak chciała i kiedy jej pasowało. Minęło 25 lat niby-demokracji i co? Coś się radykalnie zmieniło? Guzik prawda.

Miła i rozsądna koleżanka blogerka ze słusznym uporem walczy, od początku swojej aktywności, o przywrócenie należytej miary pojęciu własność. Rozumiem ją i wspieram, choć może to tak nie wyglądać.
Bo nie widzę szans na przywrócenie zaszczytnej pozycji własności we współczesnej Polsce. Dlatego wprowadziłem pojęcie państwa łupieskiego.

Prawidłowo ukształtowane państwo demokratyczne, czy nawet monarchia, jeżeli są należycie uczciwe, mają raz na zawsze, w precyzyjnie skodyfikowany sposób rozwiązane stosunki własnościowe. Zawsze wszystko do kogoś należy i praktycznie nie ma rzeczy bezpańskich. Każdy biegający swobodnie pies musi mieć swojego właściciela. Każdy metr kwadratowy terenu należy do kogoś.
I jest to dokładnie zapisane w odpowiednich księgach i dokumentach. Nikomu o zdrowych zmysłach nie przyjdzie do głowy podważać takie status quo.

II Wojna Światowa, a jeszcze bardziej komunizm, który po niej nastąpił, zniszczyły ciągłość posiadania i praktycznie zniszczyły pojęcie własności. W czasie wojny zjawiał się nagle oddział z niemieckim urzędnikiem i rozkazywał, natychmiast, powiedzmy, w przeciągu godziny, opuścić swoją posiadłość na zawsze, zezwalając na zabieranie tylko rzeczy podręcznych. Tysiące Polaków straciło w ten sposób dorobek całego życia, ba, wielu pokoleń przodków.
Gdy wojna się skończyła i padła okupująca kraj III Rzesza, to nagle wiele majątku stało się bezpańskim. Bo wyrugowano prawdziwych właścicieli, a majątek stał się własnością tych pokonanych Niemców, którzy bezprawnie weszli w jego posiadanie.
Niestety, komunizm, który nastał po zakończeniu wojny, ani trochę nie myślał o naprawieniu doznanych krzywd majątkowych. Wprost przeciwnie. Będąc takim samym systemem zbójeckim jak hitlerowskie Niemcy, jeszcze bardziej pogłębił niesprawiedliwości dokonywane na majątku obywateli. Szereg błyskawicznych dekretów i rozporządzeń kontynuowało pozbawiania majątku prawowitych właścicieli, niszcząc tak zwanych obszarników, fabrykantów, a w dalszej kolejności chłopów i rzemieślników. Według komunistycznego wzorca ideałem jest ten  obywatel, który nic nie posiada. Pracę da mu dobre państwo. Ono też go wyżywi i da dach nad głową, gdzie będzie mógł wstawić łóżko, na którym się prześpi.
Posiadacze czegokolwiek byli tępieni i wytykani palcem, jako kułak, czy burżuj. To były naprawdę ciężkie oskarżenia.
Jeżeli ktoś chciałby się przyjrzeć osobiście, jak to funkcjonowało, zapraszam na wycieczkę do Korei Północnej.

Przyszedł rok 1989. Podobno komunizm padł. Optymiści pomyśleli – teraz będzie normalnie. Tęgie głowy, z niezapomnianym profesorem Balcerowiczem i ludowym przywódcą Wałęsą rozmyślały po nocach, czyli w nadgodzinach, co zrobić z olbrzymim majątkiem państwa. Przecież wszystko, ziemie, lasy, kopalnie i fabryki należały do narodu, do każdego obywatela. To każdy Polak był właścicielem dosłownie wszystkiego. Oczywiście, w odpowiednim procencie, który należałoby przeliczyć według tajemniczych algorytmów.
Lecz po co się trudzić i uszczęśliwiać na siłę obywateli, którzy już dobrze są przyzwyczajeni do nic nie posiadania. Czyż nie lepiej po prostu sprzedać to wszystko przyjaciołom, rodzinom i znajomym? Zarobi ten, który sprzedaje i ten, który kupuje. Mnóstwo ludzi będzie zadowolonych i będzie nam wdzięcznych. Że nie wszyscy? Że niektórzy nie będą zadowoleni? Przecież – "jeszcze się taki nie narodził, który by wszystkim dogodził".

No dobrze, ale co z tymi, co kiedyś byli sami, albo ich ojcowie lub rodzina, byli prawowitymi właścicielami konkretnych dóbr?
Oj tam, oj tam...
Jak już całą Polskę się rozsprzeda, czyli niedługo, bo niewiele już zostało, to tym natrętom może się coś odpali. Oczywiście, jak będą mogli precyzyjnie i bezspornie udowodnić, że naprawdę coś, kiedyś posiadali.
Jak ci amerykańscy adwokaci, co przyjeżdżają do Polski z żydowskimi papierami odnośnie kamienic w atrakcyjnych punktach. Nie ważne, że już za granicą raz dostali odszkodowanie i że więzy rodzinne, więc i prawo do posiadania, są bardzo wątpliwe. Ale to są obywatele obcych mocarstw. Nie jakieś tam polaczki.

W państwie łupieskim własny naród jest w jak najwyższej pogardzie. Naród, to słowo tylko do używania w górnolotnych przemowach w czasie kampanii wyborczych. Obywatel? Śmiechu warte! Jest, był i będzie poddany. Ma siedzieć cicho, a władza już o niego zadba.
Własność? Przecież mają ją Kulczykowie, Krauzowie, czy Gudzowaci!
Więc o co biega? Aha... kiedyś coś ci zabrano?
Wiesz, pracujemy dla przyszłych pokoleń. Trzeba patrzeć dalekosiężnie.
Kiedyś pewnie wszystko oddamy.

autor: jazgdyni


Czy resortowa Monika może jeszcze czymś zaskoczyć ?

Monika ( Stokrotka) Olejnik stojąca na czele zagończyków dzieci resortowych, w swoim stylu próbowała wczoraj zbić z tropu  Adama Hofmana w swoim  autorskim programie  „ kropka nad i”.

Olejnik jest do bólu przewidywalna. Ostra jak brzytwa w stosunku  do opozycji, szczególnie do PiS, w rozmowie z obecnymi władzami przyjmuje postawę lokaja a raczej pokojówki.  Generalnie tej pani ani tej stacji nie oglądam, z małym wyjątkiem. Gdy w programie Olejnik pojawia się  pan Brudziński lub pan Hofman audycja staje się ciekawa. Nie inaczej było tym razem.

Adam Hofman wyprowadził Olejnik z równowagi, dając jej odpór. Sam warsztat dziennikarski tej pani uwłacza wszelkim standardom dziennikarskim w  wolnej Europie. Zagadywanie interlokutora, przerywanie wypowiedzi, skakanie z tematu na temat  czyli wszystkie te cechy , które w krajach demokratycznych dyskwalifikowały by dziennikarza, w III RP w WSI 24 stanowią o jej popularności.

Pokazanie zdjęcia Putina z Tuskiem robiących zółwika  po katastrofie smoleńskiej oraz zdjęcia  pani Anodiny, wprawiły Olejnik w coś w rodzaj amoku. Ale wierzę w Olejnik, ona się nie zmieni i niczym  szahidka będzie prowadziła walkę ze swoimi przeciwnikami i prawdą.
 
http://wpolityce.pl/smolensk/189784-hofman-pokazuje-slynne-zdjecie-tuska...
http://www.tvn24.pl/kropka-nad-i,3,m/hofman-komentuje-sledztwo-smolenski...



autor: Andy51

piątek, 4 kwietnia 2014

Nalewanie z próżnego

Wiele lat temu pewien uczeń elitarnego liceum dla dzieci czerwonej burżuazji, w którym miałam nieprzyjemność uczyć, opowiadał mi jak traktuje rodzinę jego ojciec, partyjny kacyk. Otóż gdy chłopak prosił o pieniądze na przykład na dentystę, ojciec kazał mu rezygnować z lekcji angielskiego.

„ Jeżeli gdzieś się daje- gdzieś trzeba ująć, bo z próżnego i Salamon nie naleje”- mawiał cytując Gomułkę. Jak twierdził chłopak w domu poniewierały się dziesiątki zbędnych rakiet tenisowych i kijów golfowych, ojciec grywał w pokera w nielegalnych szulerniach, a w kieszeniach matka znajdowała rachunki z drogich hoteli. Chłopiec mniej jednak miał za złe ojcu wydawanie pieniędzy na  luksusowe panie do towarzystwa, a bardziej głupotę i marnotrawstwo. Najbardziej denerwowały go te zbędne rakiety tenisowe. Ojciec był tęgi ( przypomnijmy sobie zdjęcia kacyków z KC), łatwo się męczył, nigdy w życiu nie wybrał się na kort tenisowy, a rakiety były wówczas bardzo drogie.

Chłopiec chciał zostać mechanikiem samochodowym. Ojciec na siłę wpychał go na wyższe studia obiecując protekcję.

„ Niech pani uwierzy, najgorsze jest pierwsze pokolenie przy władzy i pieniądzach” powiedział młodzian prosząc mnie o interwencję u rodziców. Miał rację. Nie mogłam mu pomóc.


Ta historia przypomniała mi się gdy słyszałam Tuska zapewniającego, że aby podwyższyć świadczenia dla rodziców niepełnosprawnych dzieci będzie musiał komuś zabrać pieniądze. Tymczasem jak pisze "Dziennik Gazeta Prawna". najnowszy dreamliner, który kosztuje LOT około $ 7 mln rocznie, będzie stać bezczynnie w hangarze ponieważ LOT nie dogadał się w tej sprawie z Eurolotem. Inne zabawki rządu Tuska to bezużyteczne Pendolino, najdroższy w Europie i bardzo kosztowny w eksploatacji Stadion Narodowy zwany (ze znanych nam wszystkim przyczyn) Basenem Narodowym, oraz dziesiątki bezsensownych pomysłów takich jak słynny już portal Emp@tia dla bezdomnych za 45 milionów.

Powiedzmy sobie szczerze – to rządy Tuska generują bezdomność, wykluczenie i inne patologie społeczne, żeby potem mieć „dla swoich” miejsca pracy przy obsłudze tych patologii. Wkrótce każdy bezdomny dostanie zapewne laptop, a opieka społeczna sfinansuje mu kursy komputerowe i podpis elektroniczny. Bez tego portal będzie przecież dla bezdomnych mało użyteczny.

Następny równie mądry pomysł to olimpiada w Krakowie.Na organizację igrzysk będzie podobno potrzebne 4- 5 miliardów złotych. A przecież wiele lat temu był już rozważany projekt organizacji olimpiady zimowej w Tatrach. Jeżeli dobrze pamiętam zamierzano wówczas podwyższyć Kasprowy i przekopać tunel do Smokowca. Obecny projekt jest równie realistyczny. Ciekawe jak wiele osób zdołało już na nim zarobić?

Miał rację mój uczeń- najgorsze jest pierwsze pokolenie przy władzy.


autor: Iza

Wiosna pachnąca jesienią


Wydawało się że pękają lody niemożności, że w końcu coś się ruszy w sprawie Smoleńska. Wydawało się że przywrócone zostanie dobre imię gen. Błasika i pozostałych osób pomówionych przez "nieudolne" komisje i prokuratury o "bycie pod wpływem". Wydawało się. Od biedy mógłbym uznać dziki atak @yngli na ekspertyzę laboratorium kryminalistyki za przejaw nadchodzącej normalności, (w końcu!) tak to wygląda w normalnym kraju.To zwolennicy teorii spiskowych powinni poszukiwać zdrady w instytucjach państwa. Niestety delikatny powiew wiosny zdominowany został natychmiast jesiennym uwiądem. Pachnie przyszłoroczną jesienią. Tak, przyszłoroczną ! Jesienią roku przyszłego zaczną przedawniać się przestępstwa, niedopełnienia obowiązków, matactwa związane z tragedią smoleńską.

W zasadzie jestem już pewiem że Naczelna Prokuratura Wojskowa "dociągnie" obstrukcję wszelkich działań do terminu przedawnienia, i bez wnoszenia spraw do sądu - zamknie przedawnieniem. Za najlepszy sposób uznano pokazanie społeczeństwu ogromu prac administracyjnych. Wszystkich 382 uznanych za poszkodowanychm, postanowiono zasypać decyzjami,,uzasadnieniami, załącznikami materiałami. Telewizja pokazała kartony pełne materiałów, które dotychczas były kompletnie niedostępne. Teraz sami zainteresowani będą prosili o dodatkowy termin na zapoznanie się z tym co otrzymali. Prokuratura będzie mogła spokojnie zająć sie tym co lubi, czyli rozpatrywaniem wniosków i odpowiadaniem na pisma. Skąd nagle taki wybuch pracowitości ? Ano termin goni :
Obecnie polskie śledztwo w sprawie katastrofy smoleńskiej przedłużone jest do 10 kwietnia 2014 r.
Czyli siedem dni na zapoznanie się z materiałami i złożenie wniosków. A jakim etapie są ekspertyzy ?
W lutym zeszłego roku prokuratura wojskowa otrzymała z Rosji dane konieczne do wydania przez polskich biegłych z Instytutu Ekspertyz Sądowych w Krakowie opinii dotyczącej nagrań z wieży. Były to dane o częstotliwości prądu w rosyjskiej sieci podczas kopiowania nagrania na potrzeby polskiego śledztwa.
W marcu 2013 r. NPW informowała, że jako pierwsze analizowane będzie nagranie z wieży, a dopiero później, po wykonaniu tej ekspertyzy, nastąpi opiniowanie dotyczące nagrania z samolotu Jak-40. Kolejność tych badań wynika z faktu, że aby móc precyzyjnie określić czas wypowiedzi zapisanych na rejestratorze samolotu Jak-40, konieczne jest uprzednie odtworzenie wypowiedzi z wieży lotniska w Smoleńsku.

"Z dokładnych informacji uzyskanych ostatnio od biegłych wynika, że opinie te mają wpłynąć do końca lipca tego roku" - powiedział Maksjan. Prokuratorzy nie informują o przyczynach przedłużenia się prac nad tymi opiniami.
Czyli kolejne przedłużenie mamy jak w banku, ale dopiero po wytresowaniu 382 poszkodowanych. Potem prokuratura spokojnie pośpi na należnych urlopach, trochę popisze w oczekiwaniu na wyczekiwany moment kiedy bezkarnie będzie można stwierdzić : dowody zostały sfabrykowane, ale z powodu przedawnienia nie ma kogo za to oskarżyć !
Miłego oczekiwania na jesień!

autor: cyborg